Erica
Mruknęłam niezadowolona kiedy mnie pocałował. Nawet nie przejmował się moimi słowami. Równie dobrze mogłam gadać do ściany, jego to nawet nie interesowało. To było w nim najbardziej wkurzające. Nie ważne jak bym się wysiliła i ile gadała, on i tak zrobi wszystko po swojemu twierdząc, że to ja powinnam się dostosować. Z kimś takim nie można było współpracować, jedynie przywalić w tył głowy i zakopać gdzieś w lesie, aby nikt go nie odnalazł... Nawet kiedy musiał mnie słuchać zachowywał się w ten sposób. Niech nie liczy na to, że wszystko mu zaliczę jeśli będzie cały czas się do mnie odnosił w ten sposób i wypełniał jedynie te zadania, na które on będzie miał ochotę.
-Nie rób tego przy wszystkim. - warknęłam cicho. Mimo to moje oczy zabłysnęły kiedy tylko zobaczyłam minę Beth. Nie była zadowolona z faktu, że to właśnie mnie chłopak całował. Była przyzwyczajona do tego, że nie była jego jedyną dziewczyną, jednak pocałunek z jej wrogiem musiał być niczym cios w brzuch. Czułam z tego powodu przyjemną satysfakcję. W końcu mogłam się na niej ostro odegrać i nawet nie mogła z tym nic zrobić. Miałam nadzieję, że fakt, że to właśnie on mnie pocałował, a nie ja jego, był dla niej dobijający.
-Myślisz, że to cokolwiek zmienia? W tej chwili jestem w pracy. Jeśli będzie taka potrzeba, zmienię partnera, aby nie mieć później problemów. Jeśli nie chcesz aby tak się stało, masz poprawnie zaliczyć to zadanie i się mnie słuchać. Od dzisiejszego dnia ten smok jest dla ciebie najważniejszy. Masz się stać opiekunką Sim, póki zegarek nie wybije równo połnocy za cztery dni. - powiedziałam poważnie. To on się uparł, aby wziąć w tym udział i zmusił do tego, abym była z nim w parze. Ja jedynie przystałam na tą propozycję, więc powinien się cieszyć, że nie wróciłam do Caspera.
-Co ci zlecę? - zaśmiałam się cicho spoglądając na niego. Nie wiem gdzie się ukrywał, że nie wiedział jak to zadanie wyglądało. -Nie jestem tu, aby wskazywać ci paluszkiem co masz zrobić. Mam cię jedynie instruować i poprawiać, a ty masz mnie grzecznie słuchać, aby wykonać daną czynność poprawnie. Masz opiekować się smokiem. Ja jedynie stoję z tyłu i się przyglądam czy wszystko roisz tak jak trzeba. Wiesz, że Sim radzi sobie nieco gorzej niż inne smoki. Oprócz ogólnej pielęgnacji trzeba pomóc jej w nauce. Jeśli nauczy się poprawnie chodzić, trzeba nauczyć ją latać. Jeśli będzie latać, trzeba pokazać jak ma korzystać ze swoich wrodzonych zdolności. Przez cztery dni to ty przejmiesz rolę jej opiekuna. Jeśli nie będziesz sobie radził, smok zostanie ci odebrany a zadanie niezaliczone. - powiedziałam poważnie. Chyba powinien się orientować jak to wygląda i co ma robić. Nie był tutaj po raz pierwszy. Caspera trzeba by uczyć nawet podstaw obchodzenia się z młodymi smokami, jednak on te techniki powinien mieć już opanowane i zająć się pielęgnacją gada oraz jego szkoleniem. -I pamiętaj, że smok też decyduje o twoim zaliczeniu. Ma być zadowolony. Musisz go do siebie przyzwyczaić i sprawić, że nie będzie się ciebie bał. - dodałam szybko. Podałam mu czterodniowy plan dnia, którego musiał się trzymać. -To będzie twoja pomoc. W wyznaczonych godzinach masz ją karmisz, uczyć ją oraz się z nią bawić.

Leon
Zaśmiałem się cicho słysząc jej wzburzony ton. Od razu można było zauważyć że sie wstydziła. Jej policzki poróżowiały, sle po chwili na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech. To znaczyło jedynie tyle, że nie jest tak źle jak się mi na początku wydawało. Ludzie ciągle na nas patrzyli, ale byłem gotowy na plotki. W końcu kiedy ich nie słyszałem? Póki nic nie wiedzieli o mojej przeszłości wolałem udawaćnże wszystko jest w jak najlepszym porządku.
- Ale czego mam nie robić? Chyba musisz mi pokazać, bo nie jestem pewny- powiedziałem zastanawiając sie cicho. Przetarłem zmęczone oczy. Doskonale wiedziałem jakie obowiązki do mnie należą i nie podobało mi sie to. Obejrzałem dokładnie czterodniowy plan i schowałem ją do kieszeni. Dobrze wiedziałem kiedy karmić smoka, ale wyznawałem zasade że należy go trenować i szkolić, a nie bawić. Ocena na koniec tak naprawde była dla mnie mało ważna. I tak Mark nie weźmie tego w żaden sposób pod uwagę. Przeciągnąłem się odbierając z rąk Erici małego smoczka i sadzając go sobie na kolanach. O dziwo mała SIM siedziała grzecznie i nie trzeba jej było dwa razy mówić aby się słuchała. Przytknąłem butelkę z mlekiem do jej pyszczka, a ta posłusznie zaczęła jeść. Patrzyłem zadowolony kiedy bez szemrania wykonała moje polecenie. Przynajmniej ona to potrafiła.
- Powinnaś brać z niej przykład. Jest o wiele grzeczniejsza niż ty- pokazałem jej język wracając do pilnowania smoka. Coraz bardziej miałem wrażenie, że czułem do niej coś więcej niż pożądanie. Wiedziałem już, że samo pójście z nią do łóżka nie załatwi sprawy. Tu potrzeba było czegoś więcej, bo po jednym razie mi nie przejdzie. Po prostu to czułem. Nie wiedziałem też czy powinienem to robić. Powinienem wrócić do tamtych dziewczyn a o tej zapomnieć. Tak byłoby łatwiej. Dopóki nic do mnie nie czuła mogłem ją zostawić. Za bardzo ją do siebie przyzwyczaiłem, a teraz byłem bezradny choć bezradność kryłem za maską obojętności.

Erica
-Brawo. Właśnie udało ci się wykonać jedno w wielu zadań, nie przestraszyłeś smoka - uśmiechnęłam się wrednie. Niech nie myśli, że od tak odpuszczę. Wiedziałam jednak, że Sim nie zacznie uciekać ani panikować. Już wcześniej ją karmił i wyglądało na to, że smok bardzo go polubiła. Gdyby nie byłby aż tak ostry dla smoków i okazywał nieco więcej uczuć, na pewno by sobie poradził jako opiekun.
Nadal nie znałam jego zamiarów, jednak podobało mi się to, że jednak się przemógł. Trudno było mi powiedzieć czy zrobił to dla mnie. Trochę mało prawdopodobne. Nawet jeśli był tu z innego powodu, cieszyłam się z jego obecności. Nawet to zadanie mi nie przeszkadzało, nie ważne jak głupie było. Co prawda nieco utrudni mi życie przez te kilka dni, jednak nie miało to większego znaczenia, skoro mieliśmy spędzać ze sobą praktycznie każdą chwilę.
-Nie pozwalaj sobie i tak jestem dla ciebie zbyt miła i zbyt często spełniam twoje zachcianki. Nie mam zamiaru być na każde twoje skinienie. - powiedziałam chłodno. Nie miałam zamiaru, ale chyba już się tak stało. Nawet jeśli chciałam, albo nie mogłam mu odmówić, albo sam brał to, czego chciał. To było trochę irytujące. Tak jak tamtej nocy kiedy przygwoździł mnie do łóżka i nie pozwolił mi nawet się podnieść. Za bardzo się rządził. Właściwie odkąd się tylko znamy jedyne co potrafił to wydawać mi polecenia. Jeśli mu się coś nie podobało, nawet nie mogłam się sprzeciwić. I gdzie tu niby była ta sprawiedliwość? Traktował mnie tak, jakby tylko on o wszystkim decydował.
-Sim będzie spała w moim pokoju. O określonej godzinie położysz ją do spania, a później grzecznie udasz się do swojego pokoju. Będziesz przychodził w godzinę pierwszego karmienia. Dalej już wiesz co masz robić. Jeśli o czymś zapomnisz, zawsze możesz zobaczyć na plan. - próbowałam utrzymać poważny ton głosu. Chociaż trochę powinnam go złamać i zdominować, aby nie traktował mnie tak, jakby to on o wszystkim decydował. Przez te dni to moje stanowisko było ważniejsze od jego i miałam zamiar wykorzystać ten fakt.

Leon
Próbowała na mnie tych samych sztuczek co ja na niej. Była tylko jedna różnica. Ja nie zamierzałem dać sobą rządzić. Ode mnie zależało jaką decyzję podejmę. Nawet Erica nie miała nade mną aż takiej władzy choć zaczynało mi na niej niebezpiecznie zależeć. Prychnąłem cicho spoglądając na nią z powagą.
-Ty jesteś miła? Nie zapominaj, że pozwoliłem ci być ze mną w parze. Tylko nie oszalej z radości, bo po twoich oczach widzę, że nie możesz się doczekać aż wezmę cię w ramiona-wyszeptałem jej na ucho pociągając za sobą. Posadziłem ją obok siebie na ławce i odetchnąłem cicho. Z tego miejsca bardzo łatwo mogłem obserwować Sim, a jednocześnie mieć przy sobie dziewczynę. Byłem pewny, że pęknie i nie da rady spędzić tylko ze mną czterech całych dni. Była zbyt miła na to aby nie odpowiedzieć na zadane jej pytanie choć dla mnie zdarzało jej się być pyskatą. Nie narzekałem jednak dzięki niej nie było nudno. Ciągle mnie czymś zaskakiwała. Wiedziałem już, że nie mogę pójść z nią tak po prostu do łóżka. Powinienem zerwać z nią kontakt i zapomnieć, ale nie potrafiłem tak po prostu.
-Chyba o czymś zapomniałaś... Całe dni, więc spędzę noc dokładnie tam gdzie Sim tylko w lepszych warunkach czyli twoim łóżku.- wymruczałem wcale nie tak cicho zastanawiając się czy ktoś nas usłyszy. Ciekawiło mnie jak ona postąpi. Tak czy siak dostanę się do jej pokoju i dobrze o tym wiedziała. Nie mówiłem jednak, że gdyby zamknęła mi drzwi przed nosem to bym odpuścił. Nie wepchnąłbym się jej nieproszony do pokoju tym razem. Już nie... Coś się zmieniło we mnie przynajmniej takie miałem wrażenie. Nie miałem jednak prawa tego pokazać. Jakbym się z nią związał od razu bym ją stracił to było pewne. Poza tym ona by nawet tego nie chciała. Wiedziała jaki jestem i że przed nią miałem wiele innych kobiet. Nie była pierwsza i nie sądziłem, że zadowoliłby ją układ jaki by mi odpowiadał. Po prostu przyjaźń nie była czymś czego chcą kobiety po nocy spędzonej z facetem. Prędzej by mnie wyklęła niż przyjęła tą propozycję. Dlaczego to musiało być takie trudne. Wszystkim których kiedykolwiek pokochałem działa się krzywda. Może i Mark nie zginął, ale raz był tego bliski. Jak byliśmy mali prawie spadł z urwiska, ale rodzice szybko to zauważyli. Ojciec też nie obszedł się bez szkód i poleciał przeze mnie ze schodów. Mało wtedy brakowało aby skręcił sobie kark. Jakbym nieopatrznie zrobił jej krzywdę nigdy bym sobie nie wybaczył. Ona miała być szczęśliwa, a bałem się, że ze mną na pewno tego nie znajdzie. Luźne związki były o wiele lepsze. Nikt niczego ode mnie nie oczekiwał, ani ja nie oczekiwałem. Zaangażowanie mogłoby być opłakane w skutki.

Erica
Czułam, że nie będzie to aż takie proste. Leon należał do osób, które nie lubiły słuchać poleceń innych ludzi. Wolał je wydawać i patrzyć jak inni posłusznie wypełniają jego zadania. Zastanawiało mnie czy czuł w tedy satysfakcję. Zapewne tak. W końcu każdy spełniał jego polecenia, nawet jeśli chciał protestować, nie mógł tego zrobić. Właśnie przez to czuł się taki ważny i myślał, że wszystko mu wolno, nawet jeśli tak nie było.
-Pozwoliłeś? Mi? - Zaśmiałam się spoglądając na niego. Dałam posłusznie posadzić się na ławce, chociaż odsunęłam się na parę centymetrów. Może i czułam satysfakcję z tego, że Beth jest o niego zazdrosna, jednak w oczach innych nie chciałam stać się jedną z jego dziewczyn, która posłusznie za nim biega kiedy tego chce. Do tego na pewno nie dopuszczę. Jeśli mu się oddam to tylko w tedy, gdy będę mieć pewność, że i on należy do mnie, jeśli coś takiego było w ogóle możliwe. -Może już zapomniałeś. ale to ty mnie zaciągnąłeś i zmusiłeś, abym była z tobą w parze. Powinieneś dziękować, że jestem na tyle miła i ci nie odmówiłam. Miałam już partnera, jednak z dobroci serca przystałam na twoją propozycję, aby nikt inny cię nie zamęczył w czasie twoich pierwszych ćwiczeń. Przyznaj, że zwyczajnie nie mogłeś beze mnie wytrzymać i pogodzić się z tym, że cały ten czas mogłabym spędzić z kimś innym. - pokazałam mu język wrednie się uśmiechając. Na pewno nie wmówi mi, że to ja do niego przyszłam. Miałam już partnera do tego ćwiczenia, jednak Leonowi jak zawsze odbiło i musiał postawić na swoim. Teraz powinien liczyć się z tym, że nie dam mu o tym zapomnieć i kiedyś wyduszę z niego, dlaczego tak zrobił.
-Jak sobie chcesz. Tym lepiej, będziesz mógł cały czas się nią opiekować. Pamiętaj jednak o zabraniu wygodnego materaca, bo do łóżka na pewno cię nie wpuszczę. Możesz jeszcze spać na ziemi, skoro tak bardzo ci to odpowiada. - powiedziałam poważnie. Za bardzo był uparty. W głębi byłam również zdziwiona jego postępowaniem. Odkąd to wszystko się zaczęło, ani razu nie widziałam go z inną dziewczyną. Było to trochę zaskakujące, ponieważ nigdy nie ograniczał się tylko do jednej. Tym bardziej mnie to cieszyło. Kiedyś na pewno uda mi się powiedzieć co do niego czuję i nadal miałam nadzieję, że i on czuł to samo. Po tym wszystkim zobaczenie innej dziewczyny w jego objęciach na pewno nie będzie łatwe i nie dam rady znieść tego widoku. To było silniejsze ode mnie i chciałam, aby należał jedynie do mnie. Umowa o paru wspólnych nocach na pewno by mnie nie satysfakcjonowała. Doskonale o tym wiedział.
Spojrzałam w jego oczy, kiedy tylko pozostaliśmy sami. Chciałam, aby znowu mnie pocałował, jednak tym razem bez żadnych świadków. Po upewnieniu się, że nikogo nie ma w pobliżu, złapałam go za kołnierz i mało delikatnie przyciągnęłam do siebie, aby złożyć na jego ustach pocałunek.

Leon
Wiedziała tak samo jak ja, że gdyby nie ona nie zgłosiłbym się do tych idiotycznych ćwiczeń. Nie miałoby to wtedy sensu. Wszystko byłoby mi jedno gdyby to chociaż nie był Casper, ale nie, na szczęście nie miałem co liczyć. Nie narzekałbym gdyby za partnera miała jakąś dziewczynę, ale nie...
-Oczywiście, że nie mogłem bez ciebie wytrzymać skoro cię pragnę prawda? Chciałbym ci powiedzieć to co chcesz, ale prawda jest taka, że nie interesuje mnie z kim spędzasz jeszcze czas. Masz prawo do wolności i wolnego wyboru-powiedziałem niby obojętnie, ale w głosie kryło się napięcie. Jak miałem próbować się z kimś wiązać. Nie mogłem po prostu. To mnie za bardzo bolało jeśli miałbym ją skrzywdzić. Musiałem w końcu przyznać, że się do niej przywiązałem. Nic innego nie mogłem powiedzieć na ten temat. Wkradła się przez moją barierę ochronną, ale nie mogłem nawet jeśli bardzo tego pragnąłem. Ona była ważniejsza ode mnie.
-Na twoim materacu miałaś na myśli. Nie pozwolę się zrzucić na ziemię. Potrzebuje też miękkiej przytulanki-wymruczałem jej do ucha uwodzicielskim głosem. Ludzie gdzieś nagle zniknęli i zostaliśmy tylko my. Sami we dwoje. Patrzyłem na nią uważnie. Widziałem, że czegoś chce, ale nie byłem pewny czego. Nie poruszyłem się nawet o centymetr pozwalając jej działać. Zamruczałem łakomie niczym tygrys gdy mnie do siebie przyciągnęła i pocałowała w usta. Robiła to mało wprawnie, ale nie miało to znaczenia. Objąłem ją w pasie przywierając do jej ust. Moje dłoń znalazła się na jej policzku, a druga gładziła po ramieniu. Ponownie zaczynałem jej pragnąć i to niewyobrażalnie bardzo. Gdyby tego nie zrobiła ja także bym się powstrzymał. Chciałem to zakończyć a nie zbliżać się bardziej. Teraz jednak nie mogłem. Nie kiedy z własnej woli całowała mnie w tak wspaniały sposób. Przeniosłem ją sobie na kolana ręce kładąc na jej pupie. Uwielbiałem jej krągłości. Wszystko w niej uwielbiałem. Nie mogłem jednak się przyznać. Za bardzo oboje byśmy cierpieli przy rozstaniu, a tak mogliśmy jeszcze to jakoś pogodzić. Pewne było dla mnie, że nie mogłem się z nią związać. Byłoby to naganne zachowanie skoro wiedziałem, że tym samym narażam ją na niebezpieczeństwo. Już samo przebywanie ze mną było niebezpieczne. Przesunąłem już po raz któryś usta na jej szyję całując ją delikatnie. Uśmiechnąłem się triumfalnie kiedy okazało się, że nie zasłoniła malinki, którą jej wcześniej zrobiłem. Szybko obok niej pojawiła się różowa bliźniaczka. Przycisnąłem ją do siebie mocno nie przerywając całowania jej ciała.

Erica
-Hmm, czyli twierdzisz, że gdybym spędziła też czas z Casperem nawet by cię to nie ruszyło?- uśmiechnęłam się wrednie. Był dla niego ostry, ale tylko w mojej obecności chciał jak najbardziej mu dokopać. Doskonale to widziałam. Nawet podkoloryzował tamtą noc, aby tylko dopiec Casperowi i wyrzucił go z pokoju. W końcu uda mi się go całkowicie rozpracować i nawet jego chłodna maska nie będzie dla mnie zagadką. Niewiele mi do tego jeszcze brakowało. Nie mógł się ukrywać przez całe życie i udawać, że jest zupełnie inną osobą.
-Gdybym cię nie znała powiedziałabym, że zaczynasz być zazdrosny- mi jak najbardziej się to podobało. Wzbudzenie zazdrości w największym podrywaczu jest nie lada wyzwaniem. W końcu nie przejmował się nawet tym, że Beth umawiała się z innymi, a to z nią spędzał najwięcej nocy. Więc dlaczego aż tak bardzo przeszkadzała mu obecność jego pomocnika?
-Przytulanki? Nie wiedziałam, że śpisz jeszcze z pluszowymi misiami, ale postaram się dla ciebie jakiegoś znaleźć. Na pewno ktoś ci pożyczy jeśli tylko dowie się, że to dla "wspaniałego" Leona. - wymruczałam mu do ucha, śmiejąc się cicho. Niech nie myśli, że tak łatwo wpuszczę go do łóżka. Nawet jeśli w końcu będzie ze mną spał, musi się trochę przez ten czas pomęczyć. W tedy ewentualnie pomyślę nad czym, czy na to zasłużył. Na moich ustach pojawił się tajemniczy uśmiech.
Z pasją oddawałam każdy z pocałunków. Coraz trudniej mi było je przerywać. Chciałam, aby trwały jeszcze dłużej. Wstrzymałam oddech czując jego usta na szyi.
-Jesteś gorszy niż wampir. - mruknęłam pod nosem kiedy na moim ciele pojawiła się kolejna malinka. Nie udało mi się jeszcze pozbyć jednej, a ten już sprawił mi drugą. W takim tempie cała moja szyja będzie od nich sina.
Zakryłam szyję bardziej kołnierzem, zapinając kurtkę. W chwili obecnej były wystarczająco widoczne i przesadnie mogły się rzucać komuś w oczy. Na chwilę obecną wystarczyło mi już plotek na ten temat.
-Nie rozpędzaj się tak. Pamiętaj, że w tej chwili masz się zajmować kimś innym. - uśmiechnęłam się słodko wskazując Sim, która właśnie wygrzewała skrzydła na słońcu. Była zadziwiająco spokojna jak na swój wiek i nie chciała uciekać, w przeciwieństwie do innych młodych.

Leon
Widać było, że próbuje mnie podpuścić. Nie miała na to szans. Na pewno jej nie powiem, że byłbym o nią zazdrosny gdyby spędzała czas z Casperem choć oczywiście była to prawda. Byłbym o nią piekielnie zazdrosny dlatego nie mogłem pozwolić aby spędzili ze sobą choć trochę czasu sam na sam. W tak krótkim czasie zaszła w moim życiu wielka zmiana. A może nigdy się nie zmieniałem i zawsze taki byłem... Nic już nie miało najmniejszego sensu. Nawet to, że ta dziewczyna tak bardzo mi się podobała. Nie opowiedziałem nic na jej zaczepkę nadal ją całując. Nie przyznam się do tego za żadne skarby świata. Uśmiechnąłem się do niej łagodnie, po czym znowu przywołałem chłodną maskę. Co za dużo to nie zdrowo. Nie mogłem się aż tak bardzo odsłaniać.
-Ta jedna przytulanka w zupełności mi wystarczy i będziesz nią ty kochanie. Przy nikim innym nie byłbym w stanie bawić się tak dobrze jak przy tobie. W końcu ktoś musi za mnie pilnować tego smoka-zaśmiałem się cicho. W tym momencie żartowałem. Ja miałem się zająć tą paskudą i nie zamierzałem zrzucać tego na innych, Na tym polegały te warsztaty więc nie widziałem problemu. Każdy je robił, a ja byłem tylko nowym elementem, który miał dodać troszkę pikanterii i plotek dla tego rozszalałego tłumu. Trochę przesadzałem ale nie miało to znaczenia. Zaśmiałem się kiedy zakryła malinki. Złapałem dłońmi za jej szyje i pogładziłem ją delikatnie. Ponownie wpiłem się w jej usta. Było to przyjemne uczucie mieć ją tak blisko siebie. Popatrzyłem jej prosto w oczy kiedy mnie upomniała. Miała cholerną rację. Nie powinienem się tak zapędzać. Posadziłem ją z powrotem na ławce i podszedłem do smoka. Co innego jeden pocałunek a co innego praktyczne jej uwiedzenie. Nie mogę dopuścić to tej nocy między nami. Nie skoro wiem jakie będą jej konsekwencje. Zranione serce co najmniej. Wolałem nie sprawdzać czy Erica ucierpi na tym bardziej niż się obawiam. Odetchnąłem głęboko wyciągając smoka na środek placu i rzucając jej piłkę. Mała od razu pobiegła za nią, a raczej poszła szybkim krokiem po próbowała się dopiero nauczyć podstawowych rzeczy. Bawiłem się z nią tak przez długi czas nie zwracając uwagi na dziewczynę. Nie mogłem też spędzić nocy w jej pokoju. Myśl o uwiedzeniu jej odeszła w niepamięć. Kiedy patrzyłem na te jej piękne blond włosy wiedziałem, że nie mogę jej zranić. Na zabawie ze smokiem zszedł nam cały dzień i dochodził już wieczór. Wziąłem smoka na ręce i nic nie mówiąc poszedłem za Ericą do jej pokoju. Położyłem smoka grzecznie na posłaniu i wycofałem się pod drzwi.
-Dobranoc- powiedziałem chłodno z zamiarem odwrócenia się i zniknięcia za drzwiami.

Erica
Po raz kolejny spędzić z nim noc? Dziwiłam się sama sobie, że ani trochę mi to nie przeszkadzało. W jego ramionach o wiele lepiej mi się zasypiało i mogłam spokojnie przespać całą noc, po czym z samego rana spojrzeć w jego oczy, a na ustach złożyć delikatny pocałunek. O dziwo podobała mi się ta myśl, nawet jeśli bym się przed nim do tego nie przyznała.
-A ktoś musi pilnować ciebie. Powinieneś się cieszyć, że to akurat ja będę twoją nauczycielką. - powiedziałam ze słodkim uśmieszkiem na ustach. Nie wiem czy bym chciała oglądać przy nim inną dziewczynę, zwłaszcza, że bardzo dużo dziewczyn zachwycało się nad jego wyglądem. Nigdy nie miałam pewności, czy by nie trafił akurat na taką, która rozbierała by go wzrokiem kiedy tylko by się zbliżył. Nawet jeśli nie byliśmy razem, a on mógł umawiać się z jaką dziewczyną tylko chciał, nie byłabym zdolna na to patrzyć.
W spokoju przyglądałam się jak bawi się razem z Sim. Nawet jeśli tego nie wiedział, w takich chwilach można było dostrzec w jego oczach troskę oraz ciepło. Był inny niż wszystkim pokazywał i doskonale o tym teraz wiedziałam. Nawet jeśli nakładał na twarz chłodną maskę. Chciałam, aby przekonał się do tego, aby przynajmniej przy mnie pokazywać swoją prawdziwą twarz.
Późnym wieczorem udaliśmy się do mojego pokoju. Sim wyczerpana zabawą szybko zjadła swój posiłek i prawie natychmiast usnęła. Podobała jej się taka forma opieki, tak jak i jej nowy opiekun. Mimo, że często się przy nim popisywała, możliwe, że dzięki temu będzie miała więcej motywacji do dalszej nauki. Widziałam po jej błyszczących oczkach, że chciała przed nim zabłysnąć i pokazać, że jest zdolnym i silnym smokiem.
-Idziesz już?- spojrzałam na niego zdziwiona kiedy podszedł do drzwi. -Więc jednak nie podejmiesz się wyzwania i nie zostaniesz tutaj? A co jeśli Sim obudzi się w środku nocy? W tedy będę musiała zabrać ci punkty za to, że nie mogłeś się nią opiekować. Poza tym, sam stwierdziłeś, że mamy ze sobą spędzać dzień i noc. Chyba, że boisz się swojego własnego zadania. - uśmiechnęłam się delikatnie spoglądając w jego oczy. Wolałam, aby został tutaj. -I miałam zostać przytulanką... Wiesz, że to nie ładnie łamać tak obietnice?- mruknęłam pokazując mu język. Miałam nadzieję, że przyjmie moje wyzwanie i będzie trzymał się postanowienia, które wygłosił po południu. W końcu sam zadeklarował, że te noce spędzi w moim pokoju.

Leon
Stałem cierpliwie wysłuchując jej słów. Westchnąłem cicho. Coraz łatwiej było mi ją rozszyfrować i dzięki temu wiedziałem, że nie mogę tutaj zostać. Podszedłem do niej stając o krok od niej. Dotknąłem delikatnie jej policzka nie spuszczając wzroku z jej oczu.
-Wiesz, że nie mogę tu zostać. Sama tego nie chcesz. Wiele rzeczy się zmieniło Erico. Jeżeli tutaj zostanę nie powstrzymam się, a skoro wiem, że nie na tym ci zależy muszę odejść. Jeśli Sim się obudzi poślij kogoś po mnie. Będę u siebie- nie wiedziałem czemu dodałem to ostatnie zdanie. Tak jakbym chciał aby była pewna, że nie spędzę tej nocy u kogoś innego. Nie mogłem jej zaciągnąć do łóżka i dobrze o tym wiedziałem. Ucałowałem ją delikatnie w policzek po czym wyszedłem z pokoju zostawiając ją samą ze smokiem. Szedłem spokojnie do mieszkania gdzie czekało już na mnie cieplutkie łóżko. Był jednak problem nie było w niej tej jednej dziewczyny. Chciałem, aby przebywała w moim mieszkaniu. Gdzieś gdzie żadna dziewczyna oprócz niej nie postawiła stopy. Nie znaczyło to jednak, że zmieniłem zdanie dotyczące spotykania się. To co chciałem nie łączyło się z tym co mogłem. Już miałem otworzyć drzwi kiedy usłyszałem za sobą chrząknięcie. Odwróciłem się do Beth, która stała za mną. Najwidoczniej jeszcze nie pogodziła się z tym, że nie chcę się z nią widywać. To jednak nie był mój problem. Spojrzałem na nią obojętnie. Kiedy próbowała do mnie podejść uniosłem do góry jedną brew. Naprawdę myślała, że tak łatwo do niej wrócę? Że w ogóle to zrobię? Nie miałem na to najmniejszego zamiaru. Nie miała prawa upokarzać Eric'i. Założyłem ręce na piersi i czekałem.
-Leoś... Ja nie mogę tak bez ciebie. Nie zostawiaj mnie, ja cię kocham!-powiedziała z rozpaczą w głosie, która mnie ani trochę nie przekonała. Już na początku znajomości ustaliliśmy, że nie będzie między nami nic oprócz seksu i przyjęła to do wiadomości. Taki był układ, a ja nie zamierzałem tego zmieniać.
-Problem w tym Beth, że ja nic do ciebie nie czuje i nigdy nie poczuję. Wracaj do siebie, mam dużo roboty, a poza tym jeśli jeszcze raz zrobisz coś Erice a ja się o tym dowiem... Nie radzę ci. Ona także nie ma się dowiedzieć o naszej krótkiej rozmowie-powiedziałem stanowczo zostawiając ją zapłakaną na korytarzu. Zamknąłem za sobą drzwi i opadłem na łóżko. Nie wiedziałem co robić. Byłem w impasie. To, że chciałem się do niej zbliżyć nie znaczyło niczego. Nie mogłem też dopuścić abym został tam tej nocy. Nie powstrzymałbym się, a ona by tego żałowała. Dopuszczanie do pocałunków też nie było dobrym pomysłem. Powinienem bardziej na to uważać.

Erica
Spojrzałam na niego zdziwiona. Leon nie chciał zostać na noc u dziewczyny? Poniekąd było to niepokojące. Jako namyśl przyszło mi to, że zaczynało mu się już nudzić i chce spędzić tą noc w inny sposób. Nie, nie mogłam o tym myśleć w ten sposób. Nie mogłam znieść myśli, że jakaś inna dziewczyna mogłaby położyć na nim swoje łapska, albo go całować. Jak kiedyś widok Leona z inną dziewczyną każdego dnia był czymś normalnym, tak teraz samo myślenie o tym było dla mnie nieprzyjemne. Mimo, że wiedziałam ile mogło wiązać się z tym bólu, dlaczego nadal chciałam próbować się do niego zbliżyć?Nie miałam nawet pewności czy cokolwiek do mnie czuł, a tym bardziej czy jest w stanie zostawić inne dziewczyny dla mnie.
Nie odezwałam się ani słowem. Nie mogłam go zatrzymywać u siebie skoro tego nie chciał i aż tak zależało mu na tym, aby wrócić do swojego pokoju. Być może tak byłoby lepiej, jednak cały czas brakowało mi jego towarzystwa.
Kiedy wyszedł szybko przebrałam się w piżamę i ułożyłam w łóżku. To był najlepszy sposób, aby o tym wszystkim nie myśleć. Przez większość nocy jednak nie spałam. Nie byłam w stanie zmrużyć oka, cały czas wpatrując się w sufit. Kiedy w końcu udało mi się zasnąć, nie dane mi było przebywać zbyt długo w krainie Morfeusza. Nad razem obudziła mnie Sim, która cały czas wierciła się w swoim legowisku. Słońce dopiero wschodziło. Jak na złość mała nie chciała jeść, chociaż właśnie o to jej chodziło. Widziałam po jej zachowaniu, że była głodna, chociaż cały czas odpychała od siebie butelkę.
Ubrałam się szybko, a raczej zarzuciłam na siebie górę i dół z roboczego stroju. Chociaż na dworze było jeszcze zimno, nie założyłam na siebie kurtki. Na nieuczesane włosy również nie zważałam uwagi. Było zbyt wcześnie aby zwracać uwagę na takie rzeczy, a ja nadal miałam ochotę ułożyć się w swoim łóżku i pójść spać.
Było tylko jedno miejsce o tej porze, do którego mogłam się udać. Przez całą drogę smoczyca wierciła się na moich rękach, nie dając nawet na chwilę się uspokoić. Nawet się nie opierałam kiedy wdrapała się na moje ramie i przytrzymywałam ją jednie, aby nie upadła.
Zapukałam do drzwi mieszkania Leona. Spojrzałam na wpół śpiąca na chłopaka kiedy otworzył mi drzwi.
-Od dobrej godziny nie mogę jej uspokoić. Piszczy, bo jest głodna, ale kiedy przystawiam jej butelkę nie chce nawet jeść. - westchnęłam zrezygnowana kiedy Sim podjęła próbę wdrapania się na moją głowę.

Leon
Nad ranem obudziło mnie mocne stukanie do drzwi. Przetarłem zaspane oczy. Ponownie śnił mi się koszmar z tą różnicą, że w domu nie była uwięziona moja rodzina a Erica. Słyszałem jak woła mnie abym jej pomógł, a ja nie potrafiłem. Ściana ognia wyrastała coraz większa pozbawiając mnie drogi do niej. Krzyczałem, że wszystko będzie dobrze, ale wiedziałem jak to się skończy. Nie uratuje jej. Zginie tak jak wszyscy, którzy kiedykolwiek się do mnie zbliżyli. Pod oczami pokazały się cienie jakby nie spał od co najmniej tygodnia. Tylko raz zdarzyła mi się noc bez tego wszystkiego i była to ta spędzona w pokoju tej jednej niemożliwej dziewczyny. Otworzyłem drzwi zdziwiony, że na zewnątrz jest Erica z butelką w ręku i smokiem na głowie. Miałem ochotę się roześmiać na ten widok jednak nic po sobie nie pokazałem. Wpuściłem ją do środka zastanawiając się co może być nie tak. Istniało tysiące powodów dla których smok nie chciał jeść. Sim mogła być za słaba aby przeżyć, ale wolałem tego nie mówić aby nie denerwować blondynki. Widziałem, że zmarzła. Odebrałem od niej smoka i który polizał mnie po twarzy po czym postawiłem go na ziemi. Pociągnąłem za sobą dziewczynę i opatuliłem ją kocem. Całą drżała. Ani trochę nie przejmowała się tym, że wyrządza sobie krzywdę.
-Powinnaś uważać. Kolejny raz chcesz doprowadzić się do choroby? I nie mów mi, że nie byłaś przemęczona przypominam, że to ja zaniosłem cię wtedy do twojego pokoju- powiedziałem trochę za ostro, ale co miałem zrobić skoro ona robiła takie głupoty. Wściekły włożyłem w jej dłoń kubek gorącej herbaty wzrokiem nakazując aby się nie tłumaczyła ani nie odzywała. Byłem wystarczająco za to zły. Może i się martwiłem i co z tego? Kiedy Erica była już ogrzana zabrałem się za smoka. Podniosłem ją z ziemi. Wydawała się być zadowolona, że znajduje się w moich ramionach co było dla mnie dziwne. Spojrzałem na nią zaskoczony. Złapałem w dłoń butelkę, a Sim przytuliła się do mnie i szybko zaczęła pić mleko z butelki. Uniosłem jedną brew i popatrzyłem na dziewczynę siedzącą na mojej kanapie.
-Nie rozumiem, normalnie je. Może wcześniej nie miała po prostu ochoty. Powinnaś to też wziąć pod uwagę. Jest małym smokiem więc nigdy nie wiadomo co sygnalizuje piszczeniem. Wygląda jednak na to, że nic jej nie dolega-powiedziałem poważnie obserwując zachowanie smoka. Delikatnie gładziłem ją po brzuchu, aby po śniadaniu jej nie rozbolał. Znałem wszystkie procedury, które robił każdy opiekun. Proponowano mi kiedyś i tę posadę, ale odmówiłem. Nie mogłem spędzać czas ze smokami, które ponoć potrzebowały ciepła. Nie byłem w stanie im tego zapewnić skoro tak bardzo tych stworzeń nienawidziłem. Sim jednak nie wywoływała we mnie gwałtownych uczuć. Pewnie dlatego, że była smokiem porzuconym przez rodzinę i nie była sobie w stanie sama pomóc. Była zbyt mała i zbyt słaba. Zerknąłem na Eric'e i od razu przypomniał mi się dzisiejszy dzień. Miał ono tylko jedno znaczenie. Przy mnie mogła jej się stać krzywda, a od tego musiałem ją chronić.

Erica
Przekazałam smoka Leonowi, posłusznie wchodząc za nim do pokoju. Usiadłam na kanapie otulając ciało ciepłym kocem. Dopiero teraz czułam jak moje ramiona zmarzły. W takich chwilach cieszyłam się, że kombinezon posiada długie spodnie, chociaż latem było to strasznie uciążliwe. Jednak małe smoki uwielbiały opierać się o nogi opiekunów, często przy tym nieświadomie drapiąc, dlatego było to konieczne. Z wdzięcznością przyjęłam kubek z ciepłym napojem, który szybko ogrzał moje dłonie.
-W tedy tylko miałam trochę za dużo zajęć. - mruknęłam pod nosem. -Próbowałam przez godzinę ją uspokoić i nakarmić, ale nic nie pomagało. Dobrze wiem kiedy smok sygnalizuje, że chce jeść i tak też było w tym przypadku. Tyle, że teraz dodatkowo się wierciła i nie chciała uspokoić. Nawet zwrócenie uwagi jej ulubioną zabawką nie pomagało. Nie miałam czasu nawet na to, aby się uczesać. To dziwne, że dopiero przy tobie się uspokoiła i chciała wziąć do pyska butelkę. Czuję się zazdrosna... - spojrzałam podejrzanie na Leona.
Sim była moją ulubienicą, na pierwszym miejscu wraz z Erasmem. Zajmowałam się nią od dnia wyklucia i głównie jej poświęcałam swój czas w trakcie pracy. To trochę niesprawiedliwe, że lgnęła akurat do niego. Każdy smok mógł się do niego przywiązać, ale dlaczego akurat ona? Właściwie, może to i lepiej dla niej, jak i dla Leona. Zachowywał się przy niej spokojnie, a Sim musiała zauważyć coś, dzięki czemu tak go polubiła. Jeśli się ze sobą zwiążą możliwe było, że Sim będzie miała nowego właściciela. Może w końcu nastanie ten moment kiedy pomiędzy Leonem i smok utworzy się więź i może będzie to akurat Sim.
-Nie uważasz, że to trochę niesprawiedliwe, że tylko opiekunowie nie mogą mieć własnego smoka?- zapytałam, chociaż pytanie to było skierowane bardziej do mnie niż do niego. -Tak jak każdy możemy utworzyć z danym smokiem więź, ale nie mamy prawa go wziąć. A potem patrzymy jak ktoś inny go zabiera... Nie często się zdarza, że ktoś utworzy więź. - mruknęłam pod nosem. Zawsze zastanawiało mnie, dlaczego tak jest. Gdyby nie ten idiotyczny zakaz, Erasm już dawno byłby moim towarzyszem i by jedynie czekał na zakończenie treningu. Jeśli ktoś będzie chciał go zabrać, nawet nie będę mogła niczego zrobić.

Leon
Wzruszyłem lekko ramionami. Nie zależało mi na więzi ze smokiem. Mogła sobie znaleźć kogoś innego z kim sie zwiąże, ale to na pewno nie byłem ja. Nigdy się na coś takiego nie zgadzałem. To że ją tolerowałem jeszcze nie znaczyło, że ją pokocham. Smoków nie dało się kochać nawet tak nieszkodliwego jak Sim. Nie miałem pewności na jakiego smoka wyrośnie i jak bardzo w jej instynkcie będzie zakorzeniona potrzeba polowań. Na razie nic na to nie wskazywało, ale nie było z góry przesądzone.
-Nie wydaje mi się aby to ode mnie zależało. Była głodna więc zjadła ot i cała tajemnica. Nie masz o co być zazdrosną. Możesz mieć pewność, że ci jej nie odbiorę- powiedziałem obojętnie. Żadnego smoka nie zamierzałem brać na własność. Zastanowiłem się nad pretensjami dziewczyny. W sumie miała rację. Każdą jednak procedure można było obejść. Każdy treser według swojego uznania mógł podarować smoka jednej wybranej przez siebie osobie o ile nie jest ona niepoczytalna. Wiedziałem na jakim smoku zależy Eric'e i kto wie jeżeli nie jest niepoczytalna może uda się załatwić dla niej jednego z tych potworów. W duchu uśmiechnąłem się że będę mógł sprawić jej radość. Jeśli szybko pójdzie dostane papiery na Erasma za trzy dni. Okropnie mi na tym zależało choć nie powinno.
- Może po prostu macie być dla wszystkich smoków. Ten jeden mógłby wad za bardzo odciągać od pracy. Nie bądź na mnie wściekła, ale zgadzam się z tą zasadą. Opiekun nie powienien posiadać smoka-powiedziałem to z taką pewnością siebie, że sam bym sobie uwierzył. Wolałem jej zrobić niespodziankę. Nie myślałem tak jak powiedziałem. W rzeczywistości miałem na myśli że żaden człowiek nie powinien mieć smoka, ale na to było trochę za późno. Miałem przynajmniej nadzieje, że dziewczyna się ucieszy. Nigdy nikomu niczego nie podarowałem. Zawsze jednak musi być ten pierwszy raz. Zmierzwiłem włosy na jej głowie i spojrzałem jej w oczy. Ponownie chęć pocałowania jej brała górę. Moje oczy złagodniały, a ja musiałem odchrząknąć. Powinna stad odejść póki jest bezpieczna.

Erica
-Nie powinieneś być aż tak pewien. Więź przychodzi sama i możesz tego nawet nie zauważyć. Widocznie masz w sobie coś, co jej musi odpowiadać. Wcześniej nigdy się nie zdarzyło, aby nie chciała dać podanego przeze mnie posiłku, a tym bardziej nie uwierzę w to, że będąc tutaj nagle zgłodniała i chciała zjeść. Do tego się uspokoiła- uśmiechnęłam się tajemniczo spoglądając na Leona. Sim już się przywiązała, jedynie czekała na to, aż Leon zrobi krok ku niej i będzie chciał, aby została jego smokiem. Mógł się tego wypierać, jednak było widać, że łączy ich coś więcej niż tylko jedno ćwiczenie.
-Jesteś okrutny. - mruknęłam pod nosem. -Może i mamy zajmować się wszystkimi smokami, ale to i tak niesprawiedliwe. Posiadanie własnego smoka nie oznacza, że ktoś przestanie chodzić do pracy i troszczyć się o inne. W końcu treserzy też się przywiązują, ale posiadanie smoka nie powoduje, że nie poświęcają czasu na trenowanie innych. I tak można się przywiązać do jednego smoka. Dlatego myślę, że jest to niesprawiedliwe... Jedyna różnica jest taka, że nie mamy wiedzy jak te smoki szkolić, bo uczono nas o ich opiece i pielęgnacji.
Uśmiechnęłam się ciepło kiedy zmierzwił moje włosy. Musiałam wyglądać strasznie w tym stanie. Nie zdążyłam się nawet czesać czy zjeść, aby jak najszybciej dotrzeć do jego pokoju. Po nocy i ciągłym wierceniu się w łóżku na pewno byłam rozczochrana. Miałam nadzieję, że w drodze powrotnej nie zobaczy mnie zbyt wiele osób. Najlepiej, abym nikogo nie spotkała na swojej drodze.
-Skoro już mi się udało cię wybudzić, wrócę lepiej do swojego pokoju i doprowadzę się do porządku. Sim pozostawię pod twoją opieką, spotkamy się na głównym placu. - powiedziałam łagodnie. Upiłam kilka łyków ciepłej herbaty, po czym wstałam z kanapy. Stanęłam tuż przed nim, dokładnie przyglądając się jego twarzy. Od razu było widać, że wyrwałam do z łóżka, przez co sam jeszcze nie doprowadził się do porządku. Stał przede mną w samych spodniach, dzięki czemu dokładnie mogłam obejrzeć jego wyrzeźbiony tors. Na mojej twarzy pojawił się delikatny rumieniec.

Leon
-Nie przesadzajmy. Między nami nie tworzy się żadna więź. To, że nie chcę jej zrobić krzywdy nie znaczy, że się zakochałem. Jedyny powód jaki mnie powstrzymuje to to, że jest bezbronna i nie potrafi się bronić. Jak małe dziecko. Jako dorosły smok prezentowałaby sobą całkowicie inny obraz-powiedziałem stanowczo. Nie chciałem już rozmawiać już na temat mojej możliwej więzi ze smokiem. Nawet nie brałem tego pod uwagę. To było coś niemożliwego. Zaśmiałem się w duchu na jej oburzenie jednak nie roześmiałem się na głos. Nie odważyłem się tego zrobić,bo mogłoby to popsuć niespodziankę. Zależało mi na tym aby miała swojego smoka, ale tylko dlatego, że na pewno sprawiłoby jej to przyjemność. Westchnąłem gdy zrzuciła z siebie koc i szybko dopiła herbatę. Powinna się jeszcze trochę ogrzać, a nie już wybiegać na dwór.
-I może w tym tkwi klucz? Nie mogłabyś zająć się w pełni smokiem z którym tworzysz więź jeśli nie byłabyś w stanie go porządnie wyszkolić, a niewyszkolony smok to zwierze działające instynktownie. Oboje wiemy, że jeżeli smoka się nie wyszkoli to ten nie odróżnia co jest dobre, a co nie-mruknąłem poważnie po czym podszedłem do niej kiedy zostawiła smoczka u mnie i zaczęła się zbierać do wyjścia. Pokręciłem dziwnie głową i wpatrzyłem się w jej oczy. Była śliczna z roziskrzonymi oczami i włosami w nieładzie. Wyglądała jakby ledwo wstała z łóżka i narzuciła na siebie przypadkowe części garderoby. Tak jakby pomieszała dwa różne kombinezony. Na pewno będzie jej zimno jak stąd wyjdzie. Może i budynki były połączone, ale najpierw trzeba było przejść przez ogromny plac. Ostatnio świeciło słońce, ale lato zdawało się nas na dobre opuszczać przyciągając jesień i a potem zimę. Sięgnąłem ponad jej ramieniem i wziąłem do ręki swoją jedyną kurtkę. Bez słowa zarzuciłem ją na jej ramiona. Nie uśmiechnąłem się chociaż miałem na to ochotę. Dopiero kiedy zapiąłem ją pod samą szyję byłem zadowolony z efektu. Delikatnie musnąłem jej policzek palcami i wyciągnąłem włosy na wierzch.
-A więc spotkamy się na placu-powiedziałem i uśmiechnąłem się widząc gdzie spoczywa jej wzrok. Zbliżyłem się do niej o krok i wziąłem jej dłoń do ręki. Położyłem ją sobie na miarowo bijącym sercu przyglądając się pogłębiającemu się rumieńcowi.
-Widzisz... Nawet ja mam czasami serce zamiast skały lodu-wyszeptałem po czym odsunąłem się od niej o krok. Powinna już stąd wyjść jeśli nie chciała abym zaczął ją całować, a tego z pewnością nie chciała. Nadal wpatrywałem się je jej oczy i uśmiechnąłem się kpiąco. Nastrój zniknął. Poklepałem ją lekko po głowie i popchnąłem ją lekko tak że prawie tego nie odczuła w kierunku drzwi. Na pożegnanie ucałowałem ją jeszcze w policzek po czym stanowczo zamknąłem za nią drzwi.

Erica
-Niezupełnie. Szkolenie jest po to, aby wytresować smoka w danym kierunku, nie znaczy to jednak, że jest niezbędne. Trzeba wiedzieć jak do niego podejść, aby robił to, co się chce. Trzeba mu pokazać co jest dobre, nie go w tym kierunku szkolić.- uśmiechnęłam się delikatnie. Byłam przekonana o swoich metodach opieki nad smokiem. Może i nie będzie smokiem bojowym, ale na pewno nie będzie działał instynktownie. Erasm był inteligentnym smokiem i odróżniał dobro od zła. Nawet on się o tym kiedyś przekona. Jeszcze mu udowodnię, że nieszkolony smok również może być nieszkodliwy oraz miły. Byłam o tym przekonana. Za długo opiekowałam się tymi stworzeniami, aby zmienić zdanie.
- Leon... Nie powinieneś oddawać mi swojej kurtki. Będzie ci zimno. - mruknęłam pod nosem. Nie chciałam zabierać jego kurtki, zwłaszcza w tak chłodny poranek jak dzisiaj. Narzekał, że nie dbam o swoje zdrowie, a sam robił dokładnie to samo. Była na mnie zdecydowanie za duża i delikatnie otulała moje ramiona. Od razu zrobiło mi się cieplej. Poczułam przyjemny zapach jego perfum, który unosił się w powietrzu oraz wyczuwalny na częściach jego garderoby.
Zarumieniłam się bardziej kiedy chwycił moją dłoń i położył na swojej piersi. Czułam rytmiczne bicie jego serca oraz ciepło jego skóry. Patrzyłam w jego oczy, nie mogąc nawet na chwilę oderwać od niego wzroku.
-Wiem o tym - uśmiechnęłam się delikatnie. -Wystarczy spędzić z tobą nieco więcej czasu, aby zobaczyć, że nie jesteś aż taki zły. Przejrzałam cię. Udajesz takiego, aby odizolować się od innych, nakładach chłodną maskę udając, że właśnie taki jesteś, chociaż rzeczywistość jest zupełnie inna. Jesteś ciepłą osobą, która o dziwo potrafi troszczyć się o innych. - powiedziałam ciepło przybliżając się do niego. Moja dłoń nadal znajdowała się na jego klatce piersiowej. Po raz kolejny miałam nieodpartą ochotę, aby go pocałować i wtulić w jego ciało.
Mruknęłam pod nosem kiedy poklepał mnie po głowie. W ciągu jednej chwili zniszczył przyjemną atmosferę.
-Spotkamy się za godzinę na placu. - powiedziałam wychodząc. Na moich ustach pojawił się uśmiech kiedy ucałował mnie w policzek. Nawet jeśli chciałam więcej, nie mogłam go o to prosić. Otuliłam się bardziej kurtką chłopaka wracając do swojego pokoju.

Leon
Jej słowa nie mogły wystarczyć na moją zmianę. Już i tak za dużo przy niej czułem choć nie powinienem. Gdy za Erica zamknęły się drzwi od razu wskoczyłem pod prysznic chcąc zażyć chociaż krótkiej kąpieli. Gdy byłem gotowy ubrałem się jak zwykle jedynie kurtka znajdowała się na innych ramionach niż moje. Ani trochę nie żałowałem, że opatuliłem nią dziewczyne. Miała się ciepło ubierać i tyle miałem do powiedzenia na ten temat. Jeśli sama nie chciała to ja na pewno chętnie jej pomogę i wyjaśnię do czego służy ciepły sweter. Wyszedłem z pokoju układając sobie smoka na ramieniu. Prychnąłem widzśc jej rozmarzony wzrok kiedy spoglądała w moje oczy. Nie miałem pojęcia o co temu małemu smoczkowi chodzi. Sim oplotła się wokół mojej szyi i zaczęła sobie smacznie drzemać. Na placu pojawiłem się pięc minut przed czasem. Byłem pewny, że dziewczyny jeszcze nie będzie i miałem rację. Kobiety zawsze się spóźniały, ale tej jednej nie miałem tego za złe. Nie odczuwałem chłodu dzisiejszego dnia choć obłoczki pary wydobywały się z moich ust. Przynajmniej nie będę długo czekał. Z tego co wiedziałem Erica zawsze stara się przychodzić na czas.
- I co powiesz paskudo co? Co ja mam zrobić w takiej sytuacji. Zamiast spać mogłabyś mi jakoś pomóc- powiedziałem do smoka z lekkim wyrzutem, ale ta jedynie mocniej sie wtuliła, ziewnęła po czym zapadła w jeszcze głębszy sen. W nosie miała moje zdanie i robiła co jej się podobało. W zamyśleniu postawiłem smoka na ziemi, ten skwitował to jękiem niezadowolenia. Zaśmiałem się cicho.
-Chcesz nadal spać na moich ramionach? W takim razie musisz przyfrunąć. Ja cie nie podniose- powiedziałem do smoczka stanowczo na co ten parsknął obłoczkiem dymu z nosa. Nie umiała ziać ogniem ale jednen obłoczek to nie wyczyn. Mała jakby mnie zrozumiała bo zaczęła machać skrzydłami. Dopingowałem ją wzrokiem. W końcu uniosła się na poziom mojej głowy i prawie upadła ale w ostatnim momencie ją złapałem. Była wykończona. Było pewne że te drobne ćwiczenia ją wykończą. Położyłem ją sobie przy karku oplątując mnie całego. Z zadowoleniem w końcu zapadła w sen, a ja mogłem jedynie usiądć na ławcr i czekać na przybycie dziewczyny .

Erica
Wróciłam do swojego pokoju. Musiałam szybko się przebrać i iść na plac, aby się nie spóźnić. Nie miałam zbyt wiele czasu na to, aby się przygotować. Niechętnie zrzuciłam z ramion kurtkę chłopaka. Było mi w niej ciepło, do tego przyjemnie pachniała jego perfumami. Może nie było to to samo gdy otulał mnie swoimi ramionami, jednak ani trochę na to nie narzekałam. Byłam zdziwiona kiedy dał mi swoją kurtkę.
Szybko przebrałam się w nowy kombinezon oraz nałożyłam pasek, aby mój strój był kompletny. Wyglądałam teraz o wiele lepiej i, na szczęście, w tamtym stroju nikt mnie nie widział, zwłaszcza Beth, która na pewno nieprędko by mi to odpuściła. W końcu i włosy udało mi się doprowadzić do ładu. Nie były już tak rozczochrane, co bardzo mnie cieszyło. Upięłam je w luźny kok, wypuszczając po bokach kosmyki włosów. W takiej formie nie powinny przeszkadzać mi w czasie ćwiczeń.
Wyszłam z pokoju udając się od razu na plac. Wzięłam ze sobą kurtkę chłopaka. Nie chciałam się z nią rozstawać, jednak wiedziałam, że bez niej Leon mógłby zmarznąć. Nie chciałam, aby zachorował przeze mnie. Nie powinien oddawać mi swojej kurtki, chociaż byłam mu za to bardzo wdzięczna.
Uśmiechnęłam się pod nosem widząc, że chłopak siedzi już na ławce. Miałam nadzieję, że nie czekał na mnie zbyt długo. Zwolniłam nieco kroku dokładnie go obserwując. Początkowo nie wiedziałam co planuje, jednak szybko zrozumiałam w jaki sposób chciał zmotywować Sim do tego, aby nauczyła się latach. Jej lot trwał zaledwie minutę, jednak smoczyca wyglądała na wyczerpaną. Byłam z niej dumna, że robiła tak duże postępy. W ciągu jednego dnia była w stanie się do niego przywiązać. Leon mogł się tego wypierać ile chce, jednak widziałam jak Sim zachowywała się w jego obecności. Była zupełnie inna niż w tedy, gdy to ja się nią opiekowałam.
-Radzisz sobie z nią lepiej niż myślałam. - powiedziałam z uśmiechem siadając obok niego. Pogłaskałam śpiącego smoczka po głowie. Należała jej się drzemka oraz odpoczynek. Wkrótce wzmocni swoje skrzydła i będzie radziła sobie tak dobrze jak reszta młodych.

Leon
Z uwagą obserwowałem dziewczynę, która szła w moim kierunku. Od razu sie spiąłem. Myśli, które błądziły po mojej głowie ani trochę nie były przyzwoite. Ciągle myślałem co mógłbyn z nią zrobić jak tylko dostalibyśmy sami. Wiedziałem też i byłem tego aż nazbyt świadomy, że nie mogę zrobić ani jednej rzeczy, która przyszła mi na myśl. Była tak blisko mnie kiedy usiadła na ławce. Spojrzałem na nia z rozbawieniem w oczach.
- Myślałaś, że nie mam pojęcia o smokach? Proponowano mi nie raz prace opiekuna, ale to bie jest dla mnie. Ja się muszę zając tymi potężnymi. Jestem im to winny-mruknąłem poważnie. Mówiąc o nich nie miałem oczywiście na myśli smoków a moją tragicznie zmarłą rodzinę. Gdybym sie wtedy znał na smokach mógłbym pomóc i niedopuścić do ich śmierci. Nie byłem bezradny. Mogłem przynajmniej zginąć wraz z nimi ale uciekłem jak tchórz. Po chwili dom płonął. Oczy zaszły mi mgłą wspomnień tak jakbym był nieobecny. Potrząsnąłem głową i spojrzałem na Erice. Wyglądała ślicznie. Od razu było widać, że poświęciła dużo czadu aby doprowadzić się do porządku. Pachniała mydłem i perfumami, których używała na codzień. Wyczuwałem w nich nutę cytryny i cynamonu. Żadna kobieta nie wydała mi się jeszcze tak pociągająca. Musiałem jakoś odwrócić swoje myśli od jej kuszących różowych ust.
- Nikt ci nie powiedział, że jak będziesz pouczać faceta to ten cie nie zechce? - zapytałem z rozbawieniem na ustach. Wszystko byle znaleźć bezpieczny temat do rozmowy. To ze oddawała moje pocałunku nie znaczyło jeszcze że ich chciała. Poza tym nawet jeśli ich chciała ja nie powinienem do nich dopuścić, bo nie mogłem jej dać tego czego chciała. Nawet jeśli bym ją pokochał nie mogłem z nią być. Bałem się, że mogłoby jej sie coś stać a ja nie zdążyłbym na czas. Do tego stanowczo nie można było dopuścić. Każdy człowiek byłby dla niej dobry poza mną. Nie potrafiłem jednak znieść myśli że ktoś poza mną jej dotyka a przede wszystkich całuje. Ba samą myśl robiłem się wściekły i chciałem pozabijać wszystkich w jej pobliżu. Nikt nie był jej wystarczająco godny. Zwłaszcza ja

Erica
-Nie powiedziałam, że nie masz o nich pojęcia, tylko że radzisz sobie z nią lepiej niż początkowo myślałam. Przy niektórych nawet doświadczeni opiekunowie mają problemy. Wiesz jak trudno było mi ją zmotywować do tego, aby się czegoś nauczyła? Gdyby nie to, że jest strasznie ciekawska, zapewne trudno byłoby ją zmotywować do tego, aby zaczęła chodzić. Cieszę się, że ma już na tyle siły, aby zacząć powoli latać. Dziękuję ci. - ostatnie słowa prawie wyszeptałam. Przybliżyłam się do chłopaka, składając na jego ustach pocałunek.
Nawet nie wiedział jak wdzięczna mu za to byłam. Wiedziałam, że Sim ma duże szanse, aby przeżyć i rozpocząć naukę, jednak zachęcenie jej do tego było nie lada wyzwaniem. Niektórych wychowanków nie łatwo było do tego przekonać, a ona właśnie do tych smoczków należała. Przynajmniej dzięki niemu miała motywację do tego, aby zacząć w końcu szkolenie.
-Właśnie, prawie bym zapomniała. - mruknęłam pod nosem. Wzięłam do ręki jego kurtkę, oddając ją prawowitemu właścicielowi. Nawet jeśli nie chciałam oddać, musiałam to zrobić. - Na pewno zmarzłeś za ten czas.- dodałam z uśmiechem zarzucając na jego ramiona kurtkę. -Też musisz dbać o siebie. Jeśli zachorujesz, będę musiała zostać twoją opiekunką i pilnować cię w dzień i w nocy.
Nawet nie wiem kiedy przywiązałam się do niego na tyle, że chciałam zatrzymać nawet rzeczy, które do niego należały. Zachowywałam się jak zakochana nastolatka, która po raz pierwszy na oczy widzi przystojnego faceta. Najgorsze w tym wszystkim było to, że nawet mi to nie przeszkadzało. Pomimo wcześniejszych związków, po raz pierwszy czułam coś takiego. Wiedziałam, że go kocham, nawet jeśli wcześniej pomiędzy nami nie układało się zbyt dobrze. Teraz nie wyobrażam sobie dnia, w którym nie mogłabym go spotkać. Chciałam go zatrzymać przy sobie, nawet jeśli nie było to możliwe. Pozostawało mi jedynie mieć nadzieję, że odwzajemni moje uczucia. I liczyłam na to, że kiedyś tak się sanie.
W chwili obecnej byłam jedyną dziewczyną przy której uparcie spędzał aż tyle czasu. Rzadko kiedy w ciągu dnia można było go zobaczyć przy jakieś dziewczynie, a jeśli już się tak działo, raczej nie spotykali się po to, aby porozmawiać o ładnej pogodzie.Jednak to, że spędza u "upolowanych" dziewczyn noc było czymś całkowicie normalnym.

Leon
Westchnąłem cicho kiedy mnie pocałowała. Moje usta delikatnie oddały pocałunek choć nie powinny tego robić. Z całą pewnością powinienem to powstrzymać, ale po prostu nie potrafiłem. Chciałem tego. Delikatnym ruchem ręki odsunąłem ją od siebie. Nie mogłem dopuścić aby do czegoś między nami doszło. Pewność mnie opuszczała kiedy tylko pomyślałem, że miałbym ją zostawić po nocy z nią spędzonej. Znieść nie mogłem, że jednym ruchem wyrządzenie jej bólu było takie proste. Uśmiechnąłem się szelmowsko.
-Zawsze do usług. Doskonale wiesz, że to sama przyjemność pracować dla mnie z każdym smokiem. A teraz poważnie Erico... Nie próbuj mnie zmieniać na siłę. To, że nie chce wyrządzić im krzywdy nie zmieni faktu, że nie polubię tych stworzeń. Może kiedyś to się zmieni, ale na pewno nie teraz. -powiedziałem patrząc jej poważnie w oczy. Za bardzo chciała wszystko ułożyć według własnej myśli, ale ja na to nie mogłem niestety pozwolić. Choć radość by mi sprawiło uszczęśliwienie jej na to na pewno się nie zdobędę. Wystarczyło mi już, że przywiązałem się do niej na tyle, że nie byłem z nią pójść do łóżka, a potem zostawić. Uśmiechnąłem się w duchu kiedy zarzuciła mi kurtkę na ramiona. Jeszcze nikt się o mnie nie martwił chociaż to mogła być tylko moja wyobraźnia, a ona tylko oddawała pożyczoną rzecz. Nie było czego dopowiadać do tego prostego gestu. Od razu zauważyłem, że jej ramiona drżą, a kombinezon nie jest idealnych okryciem na chłodny poranek. Uniosłem jedną brew uważnie jej się przyglądając.
-W takim razie zaryzykuje-nie wierzyłem, że zdobyłaby się na coś takiego. Z całą pewnością nie. Ani przez moment nawet w to nie wierzyłem. Spędzenie ze mną chociaż jednego dnia było zawsze dla niej męczarnią. Po co miałaby się do tego zmuszać. Miałem nieodgadnioną i beznamiętną twarz gdy ponownie zarzuciłem jej kurtkę na ramiona. Mój wzrok wyraźnie mówił, że nie zniosę słowa sprzeciwu więc nie miała nawet możliwości próbować, bo kurtka w zatrważającym tempie wróciłaby na swoje poprzednie miejsce.
-Wydaje mi się, że spędzasz ze mną ostatnio zbyt dużo czasu nie uważasz? Jeszcze ktoś gotów pomyśleć, że się we mnie zakochałaś. Zwłaszcza, że przypomnę już trzy razy znalazłaś się w moim mieszkaniu, a jeszcze nikomu się to nie udało. Jedynie Mark miał ten powątpiewający zaszczyt-mruknąłem cicho odwracając od niej wzrok i patrząc w niebo, które w tym momencie zakryte było chmurami. Na mój policzek spadła pierwsza kropla deszczu. Jeżeli zmokniemy w tym momencie na pewno Erica się rozchoruje. Było na to za zimno. Podniosłem się i pociągnąłem ją za sobą do małej szopy za nami. Nie było czasu biec do szkoły bo było pewne, że nie zdążymy. W momencie gdy zamykałem za nami drzwi rozpadało się na dobre. W szopie było naprawdę mało miejsca. Jeśli któreś z nas chciało usiąść na pewno będzie ocierać się o te drugie. Postawiłem smoka na jednej ze skrzyń gdzie zwinął się w kłębek i usnął. Spojrzałem na dziewczynę i oddech mi przyspieszył. Zacisnąłem dłonie w pięści. Nie mogłem jej tego zrobić. Choć raz musiałem zachować się jak człowiek z honorem.

Erica
Uciekłam od niego wzrokiem kiedy mnie od siebie odsunął. Dziwnie się poczułam w tym momencie. Z ledwością oddał pocałunek, tak jak w tedy rano. Mogloby się wydawać, że zrobił to jedynie odruchowo, chociaż wcale tego nie chciał. Odsunęłam się od niego bardziej, zgodnie z jego niemym życzeniem. Nie chciałam mu się narzucać a tym bardziej zmuszać do pocałunków.
Nie dawałam po sobie poznać, że w jakikolwiek sposób mnie to ruszyło, chociaż zżerało mnie to od środka. Przecież nie mogłoby to trwać wiecznie, a moje nadzieje na pewno się nie spełnią. Jedynie wymuszałam na nim to, co sama chciałam i całowałam go bez wyraźnego pozwolenia. Tylko dlaczego on to mógł robić kiedy chciał? Najprostszym wytłumaczeniem było to, że to wszystko zaczynało już mu się nudzić i chciał mi pokazać, że nie powinnam zawracać mu głowy.
-Rany... Też powinieneś chociaż trochę o siebie zadbać. Nawet ty możesz się przeziębić. - mruknęłam pod nosem. Spojrzałam na niego podejrzliwie kiedy oddał mi swoją kurtkę. Chociaż trochę mógłby pomyśleć o tym, że ja również się o niego martwię.
-A co zrobisz jeśli to prawda i rzeczywiście się zakochałam?- zapytałam pokazując mu język. Może i go to śmieszyło, albo uważał to za głupotę, najgorsze było to, że było to prawdą. Teraz mogłabym bez wątpliwości powiedzieć, że była to miłość. Zakochałam się w największym głupku jaki kiedykolwiek się urodził i chciałam go mieć tylko dla siebie. Nie ważne jak bardzo niewykonalne było to zadanie, chciałam tego i nie byłam w stanie już nawet zaprzeczać samej sobie.
-Powinniśmy wracać, póki się nie rozpadało. Nie wiem jak Sim zniesie taką pogodę.- na moją rękę zaczęły spadać pierwsze krople deszczu. Skierowałam swoje kroki w stronę pokoju, kiedy zostałam pociągnięta w zupełnie innym kierunku. Mruknęłam cicho pod nosem patrząc na niego ze złością. Ostatecznie utknęliśmy w szopie, w której nie było nawet za wiele miejsca.
Próbowałam na niego nie patrzyć, wiedząc jak to się skończy. Tym razem na pewno się powstrzymam przed pocałunkami. Nie ważne ile wysiłku będzie to ode mnie wymagało, nie chciałam znowu tego poczuć. Odepchana przez największego podrywacza... Chyba byłam pierwszą dziewczyną, która dostąpiła tego zaszczytu, bo nie chciał się do niej nawet zbliżać.
Leon
Teraz kiedy byliśmy zamknięci w szopie, która osłaniała nas przed deszczem jeszcze bardziej zdawałem sobie sprawę z jej bliskości. Zaśmiałem się lekko kiedy zapytała co bym zrobił w wypadku jej niefortunnego zakochania. Mimo że sie zaśmiałem wcale nie było mi do śmiechu. Do tego nie można było dopuścić. Nie zniósłbym jej cierpienia.
- Oboje wiemy, że za mną nie przepadasz. Nie ma tu miejsca na miłość kochanie. Nawet jakbyś myślała, że tak sie stało s końcu by ci przeszło. Wiesz, że jestem zimny i nieczuły- jednym słowem nie byłem dobrym materiałem na chłopaka czy tego oboje chcieliśmy czy nie. Powinna sie nad tym zastanowić zanim wpadnie jej do głowy coś o wiele głupszego. Oddychałem ciężko patrząc na nią uważnie. Wyglądała jakby sie mnie bała. Nie chciała nawet na mnie spojrzeć. Nie wiedząc czemu ubodło mnie to bardziej niż wszystko inne. Przecież nie skrzywdziłem jej do tej pory ani razu, a może tylko mi się tak wydawało.
-Spójrz na mnie Erico- wyszeptałem układając swoją dłoń na jej policzki i zmuszając ją aby na mnie popatrzyła. Szukałem w jej oczach lęku i chciałem go stamtąd jak najszybciej wygonić. Zbliżyłem się do niej o krok.
- chyba się mnie nie boisz prawda? - zapytałem żartobliwie ale w moim głosie kryło się napięcie. Nie mogłem się dłużej powstrzymywać. Pochyliłem głowe i pocałowałem ją namiętnie w usta. Musiałem jej posmakować. Objąłem ją ramionami w pasie tak jakbym sie bał, że mi ucieknie. Dlaczego aż tak bardzo mi na niej zależało. Co musiałem zrobić aby w końcu nie czuć takiego obezwładniającej potrzeby zapewnienia jej bezpieczeństwa? Przyparłem ją do ściany zniżając swoje pocałunki na jej szyje a dłoń układając na jej ramieniu. Gładziłem ją po nim delikatnie po czym zsunąłem ją na jej pierś. W tym momencie przypomniałem sobie jej strach w oczach. Odsunąłem się od niej chwiejnie. Wykorzystałem jedynie sytuacje. Nie byłem wart wiecej niż śmieć. Zacisnąłem mocno dłonie w pięści.
- Wybacz nie chciałem cię przestraszyć- wyszeptałem. Naprawde tego nie chciałem. Mój głos był pełen bólu. Jedynym ruchem otworzyłem drzwi i wyszedłem na deszcz i skierowałem kroki do swojego mieszkania. Nie przejmowałem się kroplami deszczu na skórze, bo ciągle przed oczami miałem jej pełne strachu oczy.

Leon
Zaśmiałem się cicho słysząc jej wzburzony ton. Od razu można było zauważyć że sie wstydziła. Jej policzki poróżowiały, sle po chwili na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech. To znaczyło jedynie tyle, że nie jest tak źle jak się mi na początku wydawało. Ludzie ciągle na nas patrzyli, ale byłem gotowy na plotki. W końcu kiedy ich nie słyszałem? Póki nic nie wiedzieli o mojej przeszłości wolałem udawaćnże wszystko jest w jak najlepszym porządku.
- Ale czego mam nie robić? Chyba musisz mi pokazać, bo nie jestem pewny- powiedziałem zastanawiając sie cicho. Przetarłem zmęczone oczy. Doskonale wiedziałem jakie obowiązki do mnie należą i nie podobało mi sie to. Obejrzałem dokładnie czterodniowy plan i schowałem ją do kieszeni. Dobrze wiedziałem kiedy karmić smoka, ale wyznawałem zasade że należy go trenować i szkolić, a nie bawić. Ocena na koniec tak naprawde była dla mnie mało ważna. I tak Mark nie weźmie tego w żaden sposób pod uwagę. Przeciągnąłem się odbierając z rąk Erici małego smoczka i sadzając go sobie na kolanach. O dziwo mała SIM siedziała grzecznie i nie trzeba jej było dwa razy mówić aby się słuchała. Przytknąłem butelkę z mlekiem do jej pyszczka, a ta posłusznie zaczęła jeść. Patrzyłem zadowolony kiedy bez szemrania wykonała moje polecenie. Przynajmniej ona to potrafiła.
- Powinnaś brać z niej przykład. Jest o wiele grzeczniejsza niż ty- pokazałem jej język wracając do pilnowania smoka. Coraz bardziej miałem wrażenie, że czułem do niej coś więcej niż pożądanie. Wiedziałem już, że samo pójście z nią do łóżka nie załatwi sprawy. Tu potrzeba było czegoś więcej, bo po jednym razie mi nie przejdzie. Po prostu to czułem. Nie wiedziałem też czy powinienem to robić. Powinienem wrócić do tamtych dziewczyn a o tej zapomnieć. Tak byłoby łatwiej. Dopóki nic do mnie nie czuła mogłem ją zostawić. Za bardzo ją do siebie przyzwyczaiłem, a teraz byłem bezradny choć bezradność kryłem za maską obojętności.

Erica
-Brawo. Właśnie udało ci się wykonać jedno w wielu zadań, nie przestraszyłeś smoka - uśmiechnęłam się wrednie. Niech nie myśli, że od tak odpuszczę. Wiedziałam jednak, że Sim nie zacznie uciekać ani panikować. Już wcześniej ją karmił i wyglądało na to, że smok bardzo go polubiła. Gdyby nie byłby aż tak ostry dla smoków i okazywał nieco więcej uczuć, na pewno by sobie poradził jako opiekun.
Nadal nie znałam jego zamiarów, jednak podobało mi się to, że jednak się przemógł. Trudno było mi powiedzieć czy zrobił to dla mnie. Trochę mało prawdopodobne. Nawet jeśli był tu z innego powodu, cieszyłam się z jego obecności. Nawet to zadanie mi nie przeszkadzało, nie ważne jak głupie było. Co prawda nieco utrudni mi życie przez te kilka dni, jednak nie miało to większego znaczenia, skoro mieliśmy spędzać ze sobą praktycznie każdą chwilę.
-Nie pozwalaj sobie i tak jestem dla ciebie zbyt miła i zbyt często spełniam twoje zachcianki. Nie mam zamiaru być na każde twoje skinienie. - powiedziałam chłodno. Nie miałam zamiaru, ale chyba już się tak stało. Nawet jeśli chciałam, albo nie mogłam mu odmówić, albo sam brał to, czego chciał. To było trochę irytujące. Tak jak tamtej nocy kiedy przygwoździł mnie do łóżka i nie pozwolił mi nawet się podnieść. Za bardzo się rządził. Właściwie odkąd się tylko znamy jedyne co potrafił to wydawać mi polecenia. Jeśli mu się coś nie podobało, nawet nie mogłam się sprzeciwić. I gdzie tu niby była ta sprawiedliwość? Traktował mnie tak, jakby tylko on o wszystkim decydował.
-Sim będzie spała w moim pokoju. O określonej godzinie położysz ją do spania, a później grzecznie udasz się do swojego pokoju. Będziesz przychodził w godzinę pierwszego karmienia. Dalej już wiesz co masz robić. Jeśli o czymś zapomnisz, zawsze możesz zobaczyć na plan. - próbowałam utrzymać poważny ton głosu. Chociaż trochę powinnam go złamać i zdominować, aby nie traktował mnie tak, jakby to on o wszystkim decydował. Przez te dni to moje stanowisko było ważniejsze od jego i miałam zamiar wykorzystać ten fakt.

Leon
Próbowała na mnie tych samych sztuczek co ja na niej. Była tylko jedna różnica. Ja nie zamierzałem dać sobą rządzić. Ode mnie zależało jaką decyzję podejmę. Nawet Erica nie miała nade mną aż takiej władzy choć zaczynało mi na niej niebezpiecznie zależeć. Prychnąłem cicho spoglądając na nią z powagą.
-Ty jesteś miła? Nie zapominaj, że pozwoliłem ci być ze mną w parze. Tylko nie oszalej z radości, bo po twoich oczach widzę, że nie możesz się doczekać aż wezmę cię w ramiona-wyszeptałem jej na ucho pociągając za sobą. Posadziłem ją obok siebie na ławce i odetchnąłem cicho. Z tego miejsca bardzo łatwo mogłem obserwować Sim, a jednocześnie mieć przy sobie dziewczynę. Byłem pewny, że pęknie i nie da rady spędzić tylko ze mną czterech całych dni. Była zbyt miła na to aby nie odpowiedzieć na zadane jej pytanie choć dla mnie zdarzało jej się być pyskatą. Nie narzekałem jednak dzięki niej nie było nudno. Ciągle mnie czymś zaskakiwała. Wiedziałem już, że nie mogę pójść z nią tak po prostu do łóżka. Powinienem zerwać z nią kontakt i zapomnieć, ale nie potrafiłem tak po prostu.
-Chyba o czymś zapomniałaś... Całe dni, więc spędzę noc dokładnie tam gdzie Sim tylko w lepszych warunkach czyli twoim łóżku.- wymruczałem wcale nie tak cicho zastanawiając się czy ktoś nas usłyszy. Ciekawiło mnie jak ona postąpi. Tak czy siak dostanę się do jej pokoju i dobrze o tym wiedziała. Nie mówiłem jednak, że gdyby zamknęła mi drzwi przed nosem to bym odpuścił. Nie wepchnąłbym się jej nieproszony do pokoju tym razem. Już nie... Coś się zmieniło we mnie przynajmniej takie miałem wrażenie. Nie miałem jednak prawa tego pokazać. Jakbym się z nią związał od razu bym ją stracił to było pewne. Poza tym ona by nawet tego nie chciała. Wiedziała jaki jestem i że przed nią miałem wiele innych kobiet. Nie była pierwsza i nie sądziłem, że zadowoliłby ją układ jaki by mi odpowiadał. Po prostu przyjaźń nie była czymś czego chcą kobiety po nocy spędzonej z facetem. Prędzej by mnie wyklęła niż przyjęła tą propozycję. Dlaczego to musiało być takie trudne. Wszystkim których kiedykolwiek pokochałem działa się krzywda. Może i Mark nie zginął, ale raz był tego bliski. Jak byliśmy mali prawie spadł z urwiska, ale rodzice szybko to zauważyli. Ojciec też nie obszedł się bez szkód i poleciał przeze mnie ze schodów. Mało wtedy brakowało aby skręcił sobie kark. Jakbym nieopatrznie zrobił jej krzywdę nigdy bym sobie nie wybaczył. Ona miała być szczęśliwa, a bałem się, że ze mną na pewno tego nie znajdzie. Luźne związki były o wiele lepsze. Nikt niczego ode mnie nie oczekiwał, ani ja nie oczekiwałem. Zaangażowanie mogłoby być opłakane w skutki.

Erica
Czułam, że nie będzie to aż takie proste. Leon należał do osób, które nie lubiły słuchać poleceń innych ludzi. Wolał je wydawać i patrzyć jak inni posłusznie wypełniają jego zadania. Zastanawiało mnie czy czuł w tedy satysfakcję. Zapewne tak. W końcu każdy spełniał jego polecenia, nawet jeśli chciał protestować, nie mógł tego zrobić. Właśnie przez to czuł się taki ważny i myślał, że wszystko mu wolno, nawet jeśli tak nie było.
-Pozwoliłeś? Mi? - Zaśmiałam się spoglądając na niego. Dałam posłusznie posadzić się na ławce, chociaż odsunęłam się na parę centymetrów. Może i czułam satysfakcję z tego, że Beth jest o niego zazdrosna, jednak w oczach innych nie chciałam stać się jedną z jego dziewczyn, która posłusznie za nim biega kiedy tego chce. Do tego na pewno nie dopuszczę. Jeśli mu się oddam to tylko w tedy, gdy będę mieć pewność, że i on należy do mnie, jeśli coś takiego było w ogóle możliwe. -Może już zapomniałeś. ale to ty mnie zaciągnąłeś i zmusiłeś, abym była z tobą w parze. Powinieneś dziękować, że jestem na tyle miła i ci nie odmówiłam. Miałam już partnera, jednak z dobroci serca przystałam na twoją propozycję, aby nikt inny cię nie zamęczył w czasie twoich pierwszych ćwiczeń. Przyznaj, że zwyczajnie nie mogłeś beze mnie wytrzymać i pogodzić się z tym, że cały ten czas mogłabym spędzić z kimś innym. - pokazałam mu język wrednie się uśmiechając. Na pewno nie wmówi mi, że to ja do niego przyszłam. Miałam już partnera do tego ćwiczenia, jednak Leonowi jak zawsze odbiło i musiał postawić na swoim. Teraz powinien liczyć się z tym, że nie dam mu o tym zapomnieć i kiedyś wyduszę z niego, dlaczego tak zrobił.
-Jak sobie chcesz. Tym lepiej, będziesz mógł cały czas się nią opiekować. Pamiętaj jednak o zabraniu wygodnego materaca, bo do łóżka na pewno cię nie wpuszczę. Możesz jeszcze spać na ziemi, skoro tak bardzo ci to odpowiada. - powiedziałam poważnie. Za bardzo był uparty. W głębi byłam również zdziwiona jego postępowaniem. Odkąd to wszystko się zaczęło, ani razu nie widziałam go z inną dziewczyną. Było to trochę zaskakujące, ponieważ nigdy nie ograniczał się tylko do jednej. Tym bardziej mnie to cieszyło. Kiedyś na pewno uda mi się powiedzieć co do niego czuję i nadal miałam nadzieję, że i on czuł to samo. Po tym wszystkim zobaczenie innej dziewczyny w jego objęciach na pewno nie będzie łatwe i nie dam rady znieść tego widoku. To było silniejsze ode mnie i chciałam, aby należał jedynie do mnie. Umowa o paru wspólnych nocach na pewno by mnie nie satysfakcjonowała. Doskonale o tym wiedział.
Spojrzałam w jego oczy, kiedy tylko pozostaliśmy sami. Chciałam, aby znowu mnie pocałował, jednak tym razem bez żadnych świadków. Po upewnieniu się, że nikogo nie ma w pobliżu, złapałam go za kołnierz i mało delikatnie przyciągnęłam do siebie, aby złożyć na jego ustach pocałunek.

Leon
Wiedziała tak samo jak ja, że gdyby nie ona nie zgłosiłbym się do tych idiotycznych ćwiczeń. Nie miałoby to wtedy sensu. Wszystko byłoby mi jedno gdyby to chociaż nie był Casper, ale nie, na szczęście nie miałem co liczyć. Nie narzekałbym gdyby za partnera miała jakąś dziewczynę, ale nie...
-Oczywiście, że nie mogłem bez ciebie wytrzymać skoro cię pragnę prawda? Chciałbym ci powiedzieć to co chcesz, ale prawda jest taka, że nie interesuje mnie z kim spędzasz jeszcze czas. Masz prawo do wolności i wolnego wyboru-powiedziałem niby obojętnie, ale w głosie kryło się napięcie. Jak miałem próbować się z kimś wiązać. Nie mogłem po prostu. To mnie za bardzo bolało jeśli miałbym ją skrzywdzić. Musiałem w końcu przyznać, że się do niej przywiązałem. Nic innego nie mogłem powiedzieć na ten temat. Wkradła się przez moją barierę ochronną, ale nie mogłem nawet jeśli bardzo tego pragnąłem. Ona była ważniejsza ode mnie.
-Na twoim materacu miałaś na myśli. Nie pozwolę się zrzucić na ziemię. Potrzebuje też miękkiej przytulanki-wymruczałem jej do ucha uwodzicielskim głosem. Ludzie gdzieś nagle zniknęli i zostaliśmy tylko my. Sami we dwoje. Patrzyłem na nią uważnie. Widziałem, że czegoś chce, ale nie byłem pewny czego. Nie poruszyłem się nawet o centymetr pozwalając jej działać. Zamruczałem łakomie niczym tygrys gdy mnie do siebie przyciągnęła i pocałowała w usta. Robiła to mało wprawnie, ale nie miało to znaczenia. Objąłem ją w pasie przywierając do jej ust. Moje dłoń znalazła się na jej policzku, a druga gładziła po ramieniu. Ponownie zaczynałem jej pragnąć i to niewyobrażalnie bardzo. Gdyby tego nie zrobiła ja także bym się powstrzymał. Chciałem to zakończyć a nie zbliżać się bardziej. Teraz jednak nie mogłem. Nie kiedy z własnej woli całowała mnie w tak wspaniały sposób. Przeniosłem ją sobie na kolana ręce kładąc na jej pupie. Uwielbiałem jej krągłości. Wszystko w niej uwielbiałem. Nie mogłem jednak się przyznać. Za bardzo oboje byśmy cierpieli przy rozstaniu, a tak mogliśmy jeszcze to jakoś pogodzić. Pewne było dla mnie, że nie mogłem się z nią związać. Byłoby to naganne zachowanie skoro wiedziałem, że tym samym narażam ją na niebezpieczeństwo. Już samo przebywanie ze mną było niebezpieczne. Przesunąłem już po raz któryś usta na jej szyję całując ją delikatnie. Uśmiechnąłem się triumfalnie kiedy okazało się, że nie zasłoniła malinki, którą jej wcześniej zrobiłem. Szybko obok niej pojawiła się różowa bliźniaczka. Przycisnąłem ją do siebie mocno nie przerywając całowania jej ciała.

Erica
-Hmm, czyli twierdzisz, że gdybym spędziła też czas z Casperem nawet by cię to nie ruszyło?- uśmiechnęłam się wrednie. Był dla niego ostry, ale tylko w mojej obecności chciał jak najbardziej mu dokopać. Doskonale to widziałam. Nawet podkoloryzował tamtą noc, aby tylko dopiec Casperowi i wyrzucił go z pokoju. W końcu uda mi się go całkowicie rozpracować i nawet jego chłodna maska nie będzie dla mnie zagadką. Niewiele mi do tego jeszcze brakowało. Nie mógł się ukrywać przez całe życie i udawać, że jest zupełnie inną osobą.
-Gdybym cię nie znała powiedziałabym, że zaczynasz być zazdrosny- mi jak najbardziej się to podobało. Wzbudzenie zazdrości w największym podrywaczu jest nie lada wyzwaniem. W końcu nie przejmował się nawet tym, że Beth umawiała się z innymi, a to z nią spędzał najwięcej nocy. Więc dlaczego aż tak bardzo przeszkadzała mu obecność jego pomocnika?
-Przytulanki? Nie wiedziałam, że śpisz jeszcze z pluszowymi misiami, ale postaram się dla ciebie jakiegoś znaleźć. Na pewno ktoś ci pożyczy jeśli tylko dowie się, że to dla "wspaniałego" Leona. - wymruczałam mu do ucha, śmiejąc się cicho. Niech nie myśli, że tak łatwo wpuszczę go do łóżka. Nawet jeśli w końcu będzie ze mną spał, musi się trochę przez ten czas pomęczyć. W tedy ewentualnie pomyślę nad czym, czy na to zasłużył. Na moich ustach pojawił się tajemniczy uśmiech.
Z pasją oddawałam każdy z pocałunków. Coraz trudniej mi było je przerywać. Chciałam, aby trwały jeszcze dłużej. Wstrzymałam oddech czując jego usta na szyi.
-Jesteś gorszy niż wampir. - mruknęłam pod nosem kiedy na moim ciele pojawiła się kolejna malinka. Nie udało mi się jeszcze pozbyć jednej, a ten już sprawił mi drugą. W takim tempie cała moja szyja będzie od nich sina.
Zakryłam szyję bardziej kołnierzem, zapinając kurtkę. W chwili obecnej były wystarczająco widoczne i przesadnie mogły się rzucać komuś w oczy. Na chwilę obecną wystarczyło mi już plotek na ten temat.
-Nie rozpędzaj się tak. Pamiętaj, że w tej chwili masz się zajmować kimś innym. - uśmiechnęłam się słodko wskazując Sim, która właśnie wygrzewała skrzydła na słońcu. Była zadziwiająco spokojna jak na swój wiek i nie chciała uciekać, w przeciwieństwie do innych młodych.

Leon
Widać było, że próbuje mnie podpuścić. Nie miała na to szans. Na pewno jej nie powiem, że byłbym o nią zazdrosny gdyby spędzała czas z Casperem choć oczywiście była to prawda. Byłbym o nią piekielnie zazdrosny dlatego nie mogłem pozwolić aby spędzili ze sobą choć trochę czasu sam na sam. W tak krótkim czasie zaszła w moim życiu wielka zmiana. A może nigdy się nie zmieniałem i zawsze taki byłem... Nic już nie miało najmniejszego sensu. Nawet to, że ta dziewczyna tak bardzo mi się podobała. Nie opowiedziałem nic na jej zaczepkę nadal ją całując. Nie przyznam się do tego za żadne skarby świata. Uśmiechnąłem się do niej łagodnie, po czym znowu przywołałem chłodną maskę. Co za dużo to nie zdrowo. Nie mogłem się aż tak bardzo odsłaniać.
-Ta jedna przytulanka w zupełności mi wystarczy i będziesz nią ty kochanie. Przy nikim innym nie byłbym w stanie bawić się tak dobrze jak przy tobie. W końcu ktoś musi za mnie pilnować tego smoka-zaśmiałem się cicho. W tym momencie żartowałem. Ja miałem się zająć tą paskudą i nie zamierzałem zrzucać tego na innych, Na tym polegały te warsztaty więc nie widziałem problemu. Każdy je robił, a ja byłem tylko nowym elementem, który miał dodać troszkę pikanterii i plotek dla tego rozszalałego tłumu. Trochę przesadzałem ale nie miało to znaczenia. Zaśmiałem się kiedy zakryła malinki. Złapałem dłońmi za jej szyje i pogładziłem ją delikatnie. Ponownie wpiłem się w jej usta. Było to przyjemne uczucie mieć ją tak blisko siebie. Popatrzyłem jej prosto w oczy kiedy mnie upomniała. Miała cholerną rację. Nie powinienem się tak zapędzać. Posadziłem ją z powrotem na ławce i podszedłem do smoka. Co innego jeden pocałunek a co innego praktyczne jej uwiedzenie. Nie mogę dopuścić to tej nocy między nami. Nie skoro wiem jakie będą jej konsekwencje. Zranione serce co najmniej. Wolałem nie sprawdzać czy Erica ucierpi na tym bardziej niż się obawiam. Odetchnąłem głęboko wyciągając smoka na środek placu i rzucając jej piłkę. Mała od razu pobiegła za nią, a raczej poszła szybkim krokiem po próbowała się dopiero nauczyć podstawowych rzeczy. Bawiłem się z nią tak przez długi czas nie zwracając uwagi na dziewczynę. Nie mogłem też spędzić nocy w jej pokoju. Myśl o uwiedzeniu jej odeszła w niepamięć. Kiedy patrzyłem na te jej piękne blond włosy wiedziałem, że nie mogę jej zranić. Na zabawie ze smokiem zszedł nam cały dzień i dochodził już wieczór. Wziąłem smoka na ręce i nic nie mówiąc poszedłem za Ericą do jej pokoju. Położyłem smoka grzecznie na posłaniu i wycofałem się pod drzwi.
-Dobranoc- powiedziałem chłodno z zamiarem odwrócenia się i zniknięcia za drzwiami.

Erica
Po raz kolejny spędzić z nim noc? Dziwiłam się sama sobie, że ani trochę mi to nie przeszkadzało. W jego ramionach o wiele lepiej mi się zasypiało i mogłam spokojnie przespać całą noc, po czym z samego rana spojrzeć w jego oczy, a na ustach złożyć delikatny pocałunek. O dziwo podobała mi się ta myśl, nawet jeśli bym się przed nim do tego nie przyznała.
-A ktoś musi pilnować ciebie. Powinieneś się cieszyć, że to akurat ja będę twoją nauczycielką. - powiedziałam ze słodkim uśmieszkiem na ustach. Nie wiem czy bym chciała oglądać przy nim inną dziewczynę, zwłaszcza, że bardzo dużo dziewczyn zachwycało się nad jego wyglądem. Nigdy nie miałam pewności, czy by nie trafił akurat na taką, która rozbierała by go wzrokiem kiedy tylko by się zbliżył. Nawet jeśli nie byliśmy razem, a on mógł umawiać się z jaką dziewczyną tylko chciał, nie byłabym zdolna na to patrzyć.
W spokoju przyglądałam się jak bawi się razem z Sim. Nawet jeśli tego nie wiedział, w takich chwilach można było dostrzec w jego oczach troskę oraz ciepło. Był inny niż wszystkim pokazywał i doskonale o tym teraz wiedziałam. Nawet jeśli nakładał na twarz chłodną maskę. Chciałam, aby przekonał się do tego, aby przynajmniej przy mnie pokazywać swoją prawdziwą twarz.
Późnym wieczorem udaliśmy się do mojego pokoju. Sim wyczerpana zabawą szybko zjadła swój posiłek i prawie natychmiast usnęła. Podobała jej się taka forma opieki, tak jak i jej nowy opiekun. Mimo, że często się przy nim popisywała, możliwe, że dzięki temu będzie miała więcej motywacji do dalszej nauki. Widziałam po jej błyszczących oczkach, że chciała przed nim zabłysnąć i pokazać, że jest zdolnym i silnym smokiem.
-Idziesz już?- spojrzałam na niego zdziwiona kiedy podszedł do drzwi. -Więc jednak nie podejmiesz się wyzwania i nie zostaniesz tutaj? A co jeśli Sim obudzi się w środku nocy? W tedy będę musiała zabrać ci punkty za to, że nie mogłeś się nią opiekować. Poza tym, sam stwierdziłeś, że mamy ze sobą spędzać dzień i noc. Chyba, że boisz się swojego własnego zadania. - uśmiechnęłam się delikatnie spoglądając w jego oczy. Wolałam, aby został tutaj. -I miałam zostać przytulanką... Wiesz, że to nie ładnie łamać tak obietnice?- mruknęłam pokazując mu język. Miałam nadzieję, że przyjmie moje wyzwanie i będzie trzymał się postanowienia, które wygłosił po południu. W końcu sam zadeklarował, że te noce spędzi w moim pokoju.

Leon
Stałem cierpliwie wysłuchując jej słów. Westchnąłem cicho. Coraz łatwiej było mi ją rozszyfrować i dzięki temu wiedziałem, że nie mogę tutaj zostać. Podszedłem do niej stając o krok od niej. Dotknąłem delikatnie jej policzka nie spuszczając wzroku z jej oczu.
-Wiesz, że nie mogę tu zostać. Sama tego nie chcesz. Wiele rzeczy się zmieniło Erico. Jeżeli tutaj zostanę nie powstrzymam się, a skoro wiem, że nie na tym ci zależy muszę odejść. Jeśli Sim się obudzi poślij kogoś po mnie. Będę u siebie- nie wiedziałem czemu dodałem to ostatnie zdanie. Tak jakbym chciał aby była pewna, że nie spędzę tej nocy u kogoś innego. Nie mogłem jej zaciągnąć do łóżka i dobrze o tym wiedziałem. Ucałowałem ją delikatnie w policzek po czym wyszedłem z pokoju zostawiając ją samą ze smokiem. Szedłem spokojnie do mieszkania gdzie czekało już na mnie cieplutkie łóżko. Był jednak problem nie było w niej tej jednej dziewczyny. Chciałem, aby przebywała w moim mieszkaniu. Gdzieś gdzie żadna dziewczyna oprócz niej nie postawiła stopy. Nie znaczyło to jednak, że zmieniłem zdanie dotyczące spotykania się. To co chciałem nie łączyło się z tym co mogłem. Już miałem otworzyć drzwi kiedy usłyszałem za sobą chrząknięcie. Odwróciłem się do Beth, która stała za mną. Najwidoczniej jeszcze nie pogodziła się z tym, że nie chcę się z nią widywać. To jednak nie był mój problem. Spojrzałem na nią obojętnie. Kiedy próbowała do mnie podejść uniosłem do góry jedną brew. Naprawdę myślała, że tak łatwo do niej wrócę? Że w ogóle to zrobię? Nie miałem na to najmniejszego zamiaru. Nie miała prawa upokarzać Eric'i. Założyłem ręce na piersi i czekałem.
-Leoś... Ja nie mogę tak bez ciebie. Nie zostawiaj mnie, ja cię kocham!-powiedziała z rozpaczą w głosie, która mnie ani trochę nie przekonała. Już na początku znajomości ustaliliśmy, że nie będzie między nami nic oprócz seksu i przyjęła to do wiadomości. Taki był układ, a ja nie zamierzałem tego zmieniać.
-Problem w tym Beth, że ja nic do ciebie nie czuje i nigdy nie poczuję. Wracaj do siebie, mam dużo roboty, a poza tym jeśli jeszcze raz zrobisz coś Erice a ja się o tym dowiem... Nie radzę ci. Ona także nie ma się dowiedzieć o naszej krótkiej rozmowie-powiedziałem stanowczo zostawiając ją zapłakaną na korytarzu. Zamknąłem za sobą drzwi i opadłem na łóżko. Nie wiedziałem co robić. Byłem w impasie. To, że chciałem się do niej zbliżyć nie znaczyło niczego. Nie mogłem też dopuścić abym został tam tej nocy. Nie powstrzymałbym się, a ona by tego żałowała. Dopuszczanie do pocałunków też nie było dobrym pomysłem. Powinienem bardziej na to uważać.

Erica
Spojrzałam na niego zdziwiona. Leon nie chciał zostać na noc u dziewczyny? Poniekąd było to niepokojące. Jako namyśl przyszło mi to, że zaczynało mu się już nudzić i chce spędzić tą noc w inny sposób. Nie, nie mogłam o tym myśleć w ten sposób. Nie mogłam znieść myśli, że jakaś inna dziewczyna mogłaby położyć na nim swoje łapska, albo go całować. Jak kiedyś widok Leona z inną dziewczyną każdego dnia był czymś normalnym, tak teraz samo myślenie o tym było dla mnie nieprzyjemne. Mimo, że wiedziałam ile mogło wiązać się z tym bólu, dlaczego nadal chciałam próbować się do niego zbliżyć?Nie miałam nawet pewności czy cokolwiek do mnie czuł, a tym bardziej czy jest w stanie zostawić inne dziewczyny dla mnie.
Nie odezwałam się ani słowem. Nie mogłam go zatrzymywać u siebie skoro tego nie chciał i aż tak zależało mu na tym, aby wrócić do swojego pokoju. Być może tak byłoby lepiej, jednak cały czas brakowało mi jego towarzystwa.
Kiedy wyszedł szybko przebrałam się w piżamę i ułożyłam w łóżku. To był najlepszy sposób, aby o tym wszystkim nie myśleć. Przez większość nocy jednak nie spałam. Nie byłam w stanie zmrużyć oka, cały czas wpatrując się w sufit. Kiedy w końcu udało mi się zasnąć, nie dane mi było przebywać zbyt długo w krainie Morfeusza. Nad razem obudziła mnie Sim, która cały czas wierciła się w swoim legowisku. Słońce dopiero wschodziło. Jak na złość mała nie chciała jeść, chociaż właśnie o to jej chodziło. Widziałam po jej zachowaniu, że była głodna, chociaż cały czas odpychała od siebie butelkę.
Ubrałam się szybko, a raczej zarzuciłam na siebie górę i dół z roboczego stroju. Chociaż na dworze było jeszcze zimno, nie założyłam na siebie kurtki. Na nieuczesane włosy również nie zważałam uwagi. Było zbyt wcześnie aby zwracać uwagę na takie rzeczy, a ja nadal miałam ochotę ułożyć się w swoim łóżku i pójść spać.
Było tylko jedno miejsce o tej porze, do którego mogłam się udać. Przez całą drogę smoczyca wierciła się na moich rękach, nie dając nawet na chwilę się uspokoić. Nawet się nie opierałam kiedy wdrapała się na moje ramie i przytrzymywałam ją jednie, aby nie upadła.
Zapukałam do drzwi mieszkania Leona. Spojrzałam na wpół śpiąca na chłopaka kiedy otworzył mi drzwi.
-Od dobrej godziny nie mogę jej uspokoić. Piszczy, bo jest głodna, ale kiedy przystawiam jej butelkę nie chce nawet jeść. - westchnęłam zrezygnowana kiedy Sim podjęła próbę wdrapania się na moją głowę.

Leon
Nad ranem obudziło mnie mocne stukanie do drzwi. Przetarłem zaspane oczy. Ponownie śnił mi się koszmar z tą różnicą, że w domu nie była uwięziona moja rodzina a Erica. Słyszałem jak woła mnie abym jej pomógł, a ja nie potrafiłem. Ściana ognia wyrastała coraz większa pozbawiając mnie drogi do niej. Krzyczałem, że wszystko będzie dobrze, ale wiedziałem jak to się skończy. Nie uratuje jej. Zginie tak jak wszyscy, którzy kiedykolwiek się do mnie zbliżyli. Pod oczami pokazały się cienie jakby nie spał od co najmniej tygodnia. Tylko raz zdarzyła mi się noc bez tego wszystkiego i była to ta spędzona w pokoju tej jednej niemożliwej dziewczyny. Otworzyłem drzwi zdziwiony, że na zewnątrz jest Erica z butelką w ręku i smokiem na głowie. Miałem ochotę się roześmiać na ten widok jednak nic po sobie nie pokazałem. Wpuściłem ją do środka zastanawiając się co może być nie tak. Istniało tysiące powodów dla których smok nie chciał jeść. Sim mogła być za słaba aby przeżyć, ale wolałem tego nie mówić aby nie denerwować blondynki. Widziałem, że zmarzła. Odebrałem od niej smoka i który polizał mnie po twarzy po czym postawiłem go na ziemi. Pociągnąłem za sobą dziewczynę i opatuliłem ją kocem. Całą drżała. Ani trochę nie przejmowała się tym, że wyrządza sobie krzywdę.
-Powinnaś uważać. Kolejny raz chcesz doprowadzić się do choroby? I nie mów mi, że nie byłaś przemęczona przypominam, że to ja zaniosłem cię wtedy do twojego pokoju- powiedziałem trochę za ostro, ale co miałem zrobić skoro ona robiła takie głupoty. Wściekły włożyłem w jej dłoń kubek gorącej herbaty wzrokiem nakazując aby się nie tłumaczyła ani nie odzywała. Byłem wystarczająco za to zły. Może i się martwiłem i co z tego? Kiedy Erica była już ogrzana zabrałem się za smoka. Podniosłem ją z ziemi. Wydawała się być zadowolona, że znajduje się w moich ramionach co było dla mnie dziwne. Spojrzałem na nią zaskoczony. Złapałem w dłoń butelkę, a Sim przytuliła się do mnie i szybko zaczęła pić mleko z butelki. Uniosłem jedną brew i popatrzyłem na dziewczynę siedzącą na mojej kanapie.
-Nie rozumiem, normalnie je. Może wcześniej nie miała po prostu ochoty. Powinnaś to też wziąć pod uwagę. Jest małym smokiem więc nigdy nie wiadomo co sygnalizuje piszczeniem. Wygląda jednak na to, że nic jej nie dolega-powiedziałem poważnie obserwując zachowanie smoka. Delikatnie gładziłem ją po brzuchu, aby po śniadaniu jej nie rozbolał. Znałem wszystkie procedury, które robił każdy opiekun. Proponowano mi kiedyś i tę posadę, ale odmówiłem. Nie mogłem spędzać czas ze smokami, które ponoć potrzebowały ciepła. Nie byłem w stanie im tego zapewnić skoro tak bardzo tych stworzeń nienawidziłem. Sim jednak nie wywoływała we mnie gwałtownych uczuć. Pewnie dlatego, że była smokiem porzuconym przez rodzinę i nie była sobie w stanie sama pomóc. Była zbyt mała i zbyt słaba. Zerknąłem na Eric'e i od razu przypomniał mi się dzisiejszy dzień. Miał ono tylko jedno znaczenie. Przy mnie mogła jej się stać krzywda, a od tego musiałem ją chronić.

Erica
Przekazałam smoka Leonowi, posłusznie wchodząc za nim do pokoju. Usiadłam na kanapie otulając ciało ciepłym kocem. Dopiero teraz czułam jak moje ramiona zmarzły. W takich chwilach cieszyłam się, że kombinezon posiada długie spodnie, chociaż latem było to strasznie uciążliwe. Jednak małe smoki uwielbiały opierać się o nogi opiekunów, często przy tym nieświadomie drapiąc, dlatego było to konieczne. Z wdzięcznością przyjęłam kubek z ciepłym napojem, który szybko ogrzał moje dłonie.
-W tedy tylko miałam trochę za dużo zajęć. - mruknęłam pod nosem. -Próbowałam przez godzinę ją uspokoić i nakarmić, ale nic nie pomagało. Dobrze wiem kiedy smok sygnalizuje, że chce jeść i tak też było w tym przypadku. Tyle, że teraz dodatkowo się wierciła i nie chciała uspokoić. Nawet zwrócenie uwagi jej ulubioną zabawką nie pomagało. Nie miałam czasu nawet na to, aby się uczesać. To dziwne, że dopiero przy tobie się uspokoiła i chciała wziąć do pyska butelkę. Czuję się zazdrosna... - spojrzałam podejrzanie na Leona.
Sim była moją ulubienicą, na pierwszym miejscu wraz z Erasmem. Zajmowałam się nią od dnia wyklucia i głównie jej poświęcałam swój czas w trakcie pracy. To trochę niesprawiedliwe, że lgnęła akurat do niego. Każdy smok mógł się do niego przywiązać, ale dlaczego akurat ona? Właściwie, może to i lepiej dla niej, jak i dla Leona. Zachowywał się przy niej spokojnie, a Sim musiała zauważyć coś, dzięki czemu tak go polubiła. Jeśli się ze sobą zwiążą możliwe było, że Sim będzie miała nowego właściciela. Może w końcu nastanie ten moment kiedy pomiędzy Leonem i smok utworzy się więź i może będzie to akurat Sim.
-Nie uważasz, że to trochę niesprawiedliwe, że tylko opiekunowie nie mogą mieć własnego smoka?- zapytałam, chociaż pytanie to było skierowane bardziej do mnie niż do niego. -Tak jak każdy możemy utworzyć z danym smokiem więź, ale nie mamy prawa go wziąć. A potem patrzymy jak ktoś inny go zabiera... Nie często się zdarza, że ktoś utworzy więź. - mruknęłam pod nosem. Zawsze zastanawiało mnie, dlaczego tak jest. Gdyby nie ten idiotyczny zakaz, Erasm już dawno byłby moim towarzyszem i by jedynie czekał na zakończenie treningu. Jeśli ktoś będzie chciał go zabrać, nawet nie będę mogła niczego zrobić.

Leon
Wzruszyłem lekko ramionami. Nie zależało mi na więzi ze smokiem. Mogła sobie znaleźć kogoś innego z kim sie zwiąże, ale to na pewno nie byłem ja. Nigdy się na coś takiego nie zgadzałem. To że ją tolerowałem jeszcze nie znaczyło, że ją pokocham. Smoków nie dało się kochać nawet tak nieszkodliwego jak Sim. Nie miałem pewności na jakiego smoka wyrośnie i jak bardzo w jej instynkcie będzie zakorzeniona potrzeba polowań. Na razie nic na to nie wskazywało, ale nie było z góry przesądzone.
-Nie wydaje mi się aby to ode mnie zależało. Była głodna więc zjadła ot i cała tajemnica. Nie masz o co być zazdrosną. Możesz mieć pewność, że ci jej nie odbiorę- powiedziałem obojętnie. Żadnego smoka nie zamierzałem brać na własność. Zastanowiłem się nad pretensjami dziewczyny. W sumie miała rację. Każdą jednak procedure można było obejść. Każdy treser według swojego uznania mógł podarować smoka jednej wybranej przez siebie osobie o ile nie jest ona niepoczytalna. Wiedziałem na jakim smoku zależy Eric'e i kto wie jeżeli nie jest niepoczytalna może uda się załatwić dla niej jednego z tych potworów. W duchu uśmiechnąłem się że będę mógł sprawić jej radość. Jeśli szybko pójdzie dostane papiery na Erasma za trzy dni. Okropnie mi na tym zależało choć nie powinno.
- Może po prostu macie być dla wszystkich smoków. Ten jeden mógłby wad za bardzo odciągać od pracy. Nie bądź na mnie wściekła, ale zgadzam się z tą zasadą. Opiekun nie powienien posiadać smoka-powiedziałem to z taką pewnością siebie, że sam bym sobie uwierzył. Wolałem jej zrobić niespodziankę. Nie myślałem tak jak powiedziałem. W rzeczywistości miałem na myśli że żaden człowiek nie powinien mieć smoka, ale na to było trochę za późno. Miałem przynajmniej nadzieje, że dziewczyna się ucieszy. Nigdy nikomu niczego nie podarowałem. Zawsze jednak musi być ten pierwszy raz. Zmierzwiłem włosy na jej głowie i spojrzałem jej w oczy. Ponownie chęć pocałowania jej brała górę. Moje oczy złagodniały, a ja musiałem odchrząknąć. Powinna stad odejść póki jest bezpieczna.

Erica
-Nie powinieneś być aż tak pewien. Więź przychodzi sama i możesz tego nawet nie zauważyć. Widocznie masz w sobie coś, co jej musi odpowiadać. Wcześniej nigdy się nie zdarzyło, aby nie chciała dać podanego przeze mnie posiłku, a tym bardziej nie uwierzę w to, że będąc tutaj nagle zgłodniała i chciała zjeść. Do tego się uspokoiła- uśmiechnęłam się tajemniczo spoglądając na Leona. Sim już się przywiązała, jedynie czekała na to, aż Leon zrobi krok ku niej i będzie chciał, aby została jego smokiem. Mógł się tego wypierać, jednak było widać, że łączy ich coś więcej niż tylko jedno ćwiczenie.
-Jesteś okrutny. - mruknęłam pod nosem. -Może i mamy zajmować się wszystkimi smokami, ale to i tak niesprawiedliwe. Posiadanie własnego smoka nie oznacza, że ktoś przestanie chodzić do pracy i troszczyć się o inne. W końcu treserzy też się przywiązują, ale posiadanie smoka nie powoduje, że nie poświęcają czasu na trenowanie innych. I tak można się przywiązać do jednego smoka. Dlatego myślę, że jest to niesprawiedliwe... Jedyna różnica jest taka, że nie mamy wiedzy jak te smoki szkolić, bo uczono nas o ich opiece i pielęgnacji.
Uśmiechnęłam się ciepło kiedy zmierzwił moje włosy. Musiałam wyglądać strasznie w tym stanie. Nie zdążyłam się nawet czesać czy zjeść, aby jak najszybciej dotrzeć do jego pokoju. Po nocy i ciągłym wierceniu się w łóżku na pewno byłam rozczochrana. Miałam nadzieję, że w drodze powrotnej nie zobaczy mnie zbyt wiele osób. Najlepiej, abym nikogo nie spotkała na swojej drodze.
-Skoro już mi się udało cię wybudzić, wrócę lepiej do swojego pokoju i doprowadzę się do porządku. Sim pozostawię pod twoją opieką, spotkamy się na głównym placu. - powiedziałam łagodnie. Upiłam kilka łyków ciepłej herbaty, po czym wstałam z kanapy. Stanęłam tuż przed nim, dokładnie przyglądając się jego twarzy. Od razu było widać, że wyrwałam do z łóżka, przez co sam jeszcze nie doprowadził się do porządku. Stał przede mną w samych spodniach, dzięki czemu dokładnie mogłam obejrzeć jego wyrzeźbiony tors. Na mojej twarzy pojawił się delikatny rumieniec.

Leon
-Nie przesadzajmy. Między nami nie tworzy się żadna więź. To, że nie chcę jej zrobić krzywdy nie znaczy, że się zakochałem. Jedyny powód jaki mnie powstrzymuje to to, że jest bezbronna i nie potrafi się bronić. Jak małe dziecko. Jako dorosły smok prezentowałaby sobą całkowicie inny obraz-powiedziałem stanowczo. Nie chciałem już rozmawiać już na temat mojej możliwej więzi ze smokiem. Nawet nie brałem tego pod uwagę. To było coś niemożliwego. Zaśmiałem się w duchu na jej oburzenie jednak nie roześmiałem się na głos. Nie odważyłem się tego zrobić,bo mogłoby to popsuć niespodziankę. Zależało mi na tym aby miała swojego smoka, ale tylko dlatego, że na pewno sprawiłoby jej to przyjemność. Westchnąłem gdy zrzuciła z siebie koc i szybko dopiła herbatę. Powinna się jeszcze trochę ogrzać, a nie już wybiegać na dwór.
-I może w tym tkwi klucz? Nie mogłabyś zająć się w pełni smokiem z którym tworzysz więź jeśli nie byłabyś w stanie go porządnie wyszkolić, a niewyszkolony smok to zwierze działające instynktownie. Oboje wiemy, że jeżeli smoka się nie wyszkoli to ten nie odróżnia co jest dobre, a co nie-mruknąłem poważnie po czym podszedłem do niej kiedy zostawiła smoczka u mnie i zaczęła się zbierać do wyjścia. Pokręciłem dziwnie głową i wpatrzyłem się w jej oczy. Była śliczna z roziskrzonymi oczami i włosami w nieładzie. Wyglądała jakby ledwo wstała z łóżka i narzuciła na siebie przypadkowe części garderoby. Tak jakby pomieszała dwa różne kombinezony. Na pewno będzie jej zimno jak stąd wyjdzie. Może i budynki były połączone, ale najpierw trzeba było przejść przez ogromny plac. Ostatnio świeciło słońce, ale lato zdawało się nas na dobre opuszczać przyciągając jesień i a potem zimę. Sięgnąłem ponad jej ramieniem i wziąłem do ręki swoją jedyną kurtkę. Bez słowa zarzuciłem ją na jej ramiona. Nie uśmiechnąłem się chociaż miałem na to ochotę. Dopiero kiedy zapiąłem ją pod samą szyję byłem zadowolony z efektu. Delikatnie musnąłem jej policzek palcami i wyciągnąłem włosy na wierzch.
-A więc spotkamy się na placu-powiedziałem i uśmiechnąłem się widząc gdzie spoczywa jej wzrok. Zbliżyłem się do niej o krok i wziąłem jej dłoń do ręki. Położyłem ją sobie na miarowo bijącym sercu przyglądając się pogłębiającemu się rumieńcowi.
-Widzisz... Nawet ja mam czasami serce zamiast skały lodu-wyszeptałem po czym odsunąłem się od niej o krok. Powinna już stąd wyjść jeśli nie chciała abym zaczął ją całować, a tego z pewnością nie chciała. Nadal wpatrywałem się je jej oczy i uśmiechnąłem się kpiąco. Nastrój zniknął. Poklepałem ją lekko po głowie i popchnąłem ją lekko tak że prawie tego nie odczuła w kierunku drzwi. Na pożegnanie ucałowałem ją jeszcze w policzek po czym stanowczo zamknąłem za nią drzwi.

Erica
-Niezupełnie. Szkolenie jest po to, aby wytresować smoka w danym kierunku, nie znaczy to jednak, że jest niezbędne. Trzeba wiedzieć jak do niego podejść, aby robił to, co się chce. Trzeba mu pokazać co jest dobre, nie go w tym kierunku szkolić.- uśmiechnęłam się delikatnie. Byłam przekonana o swoich metodach opieki nad smokiem. Może i nie będzie smokiem bojowym, ale na pewno nie będzie działał instynktownie. Erasm był inteligentnym smokiem i odróżniał dobro od zła. Nawet on się o tym kiedyś przekona. Jeszcze mu udowodnię, że nieszkolony smok również może być nieszkodliwy oraz miły. Byłam o tym przekonana. Za długo opiekowałam się tymi stworzeniami, aby zmienić zdanie.
- Leon... Nie powinieneś oddawać mi swojej kurtki. Będzie ci zimno. - mruknęłam pod nosem. Nie chciałam zabierać jego kurtki, zwłaszcza w tak chłodny poranek jak dzisiaj. Narzekał, że nie dbam o swoje zdrowie, a sam robił dokładnie to samo. Była na mnie zdecydowanie za duża i delikatnie otulała moje ramiona. Od razu zrobiło mi się cieplej. Poczułam przyjemny zapach jego perfum, który unosił się w powietrzu oraz wyczuwalny na częściach jego garderoby.
Zarumieniłam się bardziej kiedy chwycił moją dłoń i położył na swojej piersi. Czułam rytmiczne bicie jego serca oraz ciepło jego skóry. Patrzyłam w jego oczy, nie mogąc nawet na chwilę oderwać od niego wzroku.
-Wiem o tym - uśmiechnęłam się delikatnie. -Wystarczy spędzić z tobą nieco więcej czasu, aby zobaczyć, że nie jesteś aż taki zły. Przejrzałam cię. Udajesz takiego, aby odizolować się od innych, nakładach chłodną maskę udając, że właśnie taki jesteś, chociaż rzeczywistość jest zupełnie inna. Jesteś ciepłą osobą, która o dziwo potrafi troszczyć się o innych. - powiedziałam ciepło przybliżając się do niego. Moja dłoń nadal znajdowała się na jego klatce piersiowej. Po raz kolejny miałam nieodpartą ochotę, aby go pocałować i wtulić w jego ciało.
Mruknęłam pod nosem kiedy poklepał mnie po głowie. W ciągu jednej chwili zniszczył przyjemną atmosferę.
-Spotkamy się za godzinę na placu. - powiedziałam wychodząc. Na moich ustach pojawił się uśmiech kiedy ucałował mnie w policzek. Nawet jeśli chciałam więcej, nie mogłam go o to prosić. Otuliłam się bardziej kurtką chłopaka wracając do swojego pokoju.

Leon
Jej słowa nie mogły wystarczyć na moją zmianę. Już i tak za dużo przy niej czułem choć nie powinienem. Gdy za Erica zamknęły się drzwi od razu wskoczyłem pod prysznic chcąc zażyć chociaż krótkiej kąpieli. Gdy byłem gotowy ubrałem się jak zwykle jedynie kurtka znajdowała się na innych ramionach niż moje. Ani trochę nie żałowałem, że opatuliłem nią dziewczyne. Miała się ciepło ubierać i tyle miałem do powiedzenia na ten temat. Jeśli sama nie chciała to ja na pewno chętnie jej pomogę i wyjaśnię do czego służy ciepły sweter. Wyszedłem z pokoju układając sobie smoka na ramieniu. Prychnąłem widzśc jej rozmarzony wzrok kiedy spoglądała w moje oczy. Nie miałem pojęcia o co temu małemu smoczkowi chodzi. Sim oplotła się wokół mojej szyi i zaczęła sobie smacznie drzemać. Na placu pojawiłem się pięc minut przed czasem. Byłem pewny, że dziewczyny jeszcze nie będzie i miałem rację. Kobiety zawsze się spóźniały, ale tej jednej nie miałem tego za złe. Nie odczuwałem chłodu dzisiejszego dnia choć obłoczki pary wydobywały się z moich ust. Przynajmniej nie będę długo czekał. Z tego co wiedziałem Erica zawsze stara się przychodzić na czas.
- I co powiesz paskudo co? Co ja mam zrobić w takiej sytuacji. Zamiast spać mogłabyś mi jakoś pomóc- powiedziałem do smoka z lekkim wyrzutem, ale ta jedynie mocniej sie wtuliła, ziewnęła po czym zapadła w jeszcze głębszy sen. W nosie miała moje zdanie i robiła co jej się podobało. W zamyśleniu postawiłem smoka na ziemi, ten skwitował to jękiem niezadowolenia. Zaśmiałem się cicho.
-Chcesz nadal spać na moich ramionach? W takim razie musisz przyfrunąć. Ja cie nie podniose- powiedziałem do smoczka stanowczo na co ten parsknął obłoczkiem dymu z nosa. Nie umiała ziać ogniem ale jednen obłoczek to nie wyczyn. Mała jakby mnie zrozumiała bo zaczęła machać skrzydłami. Dopingowałem ją wzrokiem. W końcu uniosła się na poziom mojej głowy i prawie upadła ale w ostatnim momencie ją złapałem. Była wykończona. Było pewne że te drobne ćwiczenia ją wykończą. Położyłem ją sobie przy karku oplątując mnie całego. Z zadowoleniem w końcu zapadła w sen, a ja mogłem jedynie usiądć na ławcr i czekać na przybycie dziewczyny .

Erica
Wróciłam do swojego pokoju. Musiałam szybko się przebrać i iść na plac, aby się nie spóźnić. Nie miałam zbyt wiele czasu na to, aby się przygotować. Niechętnie zrzuciłam z ramion kurtkę chłopaka. Było mi w niej ciepło, do tego przyjemnie pachniała jego perfumami. Może nie było to to samo gdy otulał mnie swoimi ramionami, jednak ani trochę na to nie narzekałam. Byłam zdziwiona kiedy dał mi swoją kurtkę.
Szybko przebrałam się w nowy kombinezon oraz nałożyłam pasek, aby mój strój był kompletny. Wyglądałam teraz o wiele lepiej i, na szczęście, w tamtym stroju nikt mnie nie widział, zwłaszcza Beth, która na pewno nieprędko by mi to odpuściła. W końcu i włosy udało mi się doprowadzić do ładu. Nie były już tak rozczochrane, co bardzo mnie cieszyło. Upięłam je w luźny kok, wypuszczając po bokach kosmyki włosów. W takiej formie nie powinny przeszkadzać mi w czasie ćwiczeń.
Wyszłam z pokoju udając się od razu na plac. Wzięłam ze sobą kurtkę chłopaka. Nie chciałam się z nią rozstawać, jednak wiedziałam, że bez niej Leon mógłby zmarznąć. Nie chciałam, aby zachorował przeze mnie. Nie powinien oddawać mi swojej kurtki, chociaż byłam mu za to bardzo wdzięczna.
Uśmiechnęłam się pod nosem widząc, że chłopak siedzi już na ławce. Miałam nadzieję, że nie czekał na mnie zbyt długo. Zwolniłam nieco kroku dokładnie go obserwując. Początkowo nie wiedziałam co planuje, jednak szybko zrozumiałam w jaki sposób chciał zmotywować Sim do tego, aby nauczyła się latach. Jej lot trwał zaledwie minutę, jednak smoczyca wyglądała na wyczerpaną. Byłam z niej dumna, że robiła tak duże postępy. W ciągu jednego dnia była w stanie się do niego przywiązać. Leon mogł się tego wypierać ile chce, jednak widziałam jak Sim zachowywała się w jego obecności. Była zupełnie inna niż w tedy, gdy to ja się nią opiekowałam.
-Radzisz sobie z nią lepiej niż myślałam. - powiedziałam z uśmiechem siadając obok niego. Pogłaskałam śpiącego smoczka po głowie. Należała jej się drzemka oraz odpoczynek. Wkrótce wzmocni swoje skrzydła i będzie radziła sobie tak dobrze jak reszta młodych.

Leon
Z uwagą obserwowałem dziewczynę, która szła w moim kierunku. Od razu sie spiąłem. Myśli, które błądziły po mojej głowie ani trochę nie były przyzwoite. Ciągle myślałem co mógłbyn z nią zrobić jak tylko dostalibyśmy sami. Wiedziałem też i byłem tego aż nazbyt świadomy, że nie mogę zrobić ani jednej rzeczy, która przyszła mi na myśl. Była tak blisko mnie kiedy usiadła na ławce. Spojrzałem na nia z rozbawieniem w oczach.
- Myślałaś, że nie mam pojęcia o smokach? Proponowano mi nie raz prace opiekuna, ale to bie jest dla mnie. Ja się muszę zając tymi potężnymi. Jestem im to winny-mruknąłem poważnie. Mówiąc o nich nie miałem oczywiście na myśli smoków a moją tragicznie zmarłą rodzinę. Gdybym sie wtedy znał na smokach mógłbym pomóc i niedopuścić do ich śmierci. Nie byłem bezradny. Mogłem przynajmniej zginąć wraz z nimi ale uciekłem jak tchórz. Po chwili dom płonął. Oczy zaszły mi mgłą wspomnień tak jakbym był nieobecny. Potrząsnąłem głową i spojrzałem na Erice. Wyglądała ślicznie. Od razu było widać, że poświęciła dużo czadu aby doprowadzić się do porządku. Pachniała mydłem i perfumami, których używała na codzień. Wyczuwałem w nich nutę cytryny i cynamonu. Żadna kobieta nie wydała mi się jeszcze tak pociągająca. Musiałem jakoś odwrócić swoje myśli od jej kuszących różowych ust.
- Nikt ci nie powiedział, że jak będziesz pouczać faceta to ten cie nie zechce? - zapytałem z rozbawieniem na ustach. Wszystko byle znaleźć bezpieczny temat do rozmowy. To ze oddawała moje pocałunku nie znaczyło jeszcze że ich chciała. Poza tym nawet jeśli ich chciała ja nie powinienem do nich dopuścić, bo nie mogłem jej dać tego czego chciała. Nawet jeśli bym ją pokochał nie mogłem z nią być. Bałem się, że mogłoby jej sie coś stać a ja nie zdążyłbym na czas. Do tego stanowczo nie można było dopuścić. Każdy człowiek byłby dla niej dobry poza mną. Nie potrafiłem jednak znieść myśli że ktoś poza mną jej dotyka a przede wszystkich całuje. Ba samą myśl robiłem się wściekły i chciałem pozabijać wszystkich w jej pobliżu. Nikt nie był jej wystarczająco godny. Zwłaszcza ja

Erica
-Nie powiedziałam, że nie masz o nich pojęcia, tylko że radzisz sobie z nią lepiej niż początkowo myślałam. Przy niektórych nawet doświadczeni opiekunowie mają problemy. Wiesz jak trudno było mi ją zmotywować do tego, aby się czegoś nauczyła? Gdyby nie to, że jest strasznie ciekawska, zapewne trudno byłoby ją zmotywować do tego, aby zaczęła chodzić. Cieszę się, że ma już na tyle siły, aby zacząć powoli latać. Dziękuję ci. - ostatnie słowa prawie wyszeptałam. Przybliżyłam się do chłopaka, składając na jego ustach pocałunek.
Nawet nie wiedział jak wdzięczna mu za to byłam. Wiedziałam, że Sim ma duże szanse, aby przeżyć i rozpocząć naukę, jednak zachęcenie jej do tego było nie lada wyzwaniem. Niektórych wychowanków nie łatwo było do tego przekonać, a ona właśnie do tych smoczków należała. Przynajmniej dzięki niemu miała motywację do tego, aby zacząć w końcu szkolenie.
-Właśnie, prawie bym zapomniała. - mruknęłam pod nosem. Wzięłam do ręki jego kurtkę, oddając ją prawowitemu właścicielowi. Nawet jeśli nie chciałam oddać, musiałam to zrobić. - Na pewno zmarzłeś za ten czas.- dodałam z uśmiechem zarzucając na jego ramiona kurtkę. -Też musisz dbać o siebie. Jeśli zachorujesz, będę musiała zostać twoją opiekunką i pilnować cię w dzień i w nocy.
Nawet nie wiem kiedy przywiązałam się do niego na tyle, że chciałam zatrzymać nawet rzeczy, które do niego należały. Zachowywałam się jak zakochana nastolatka, która po raz pierwszy na oczy widzi przystojnego faceta. Najgorsze w tym wszystkim było to, że nawet mi to nie przeszkadzało. Pomimo wcześniejszych związków, po raz pierwszy czułam coś takiego. Wiedziałam, że go kocham, nawet jeśli wcześniej pomiędzy nami nie układało się zbyt dobrze. Teraz nie wyobrażam sobie dnia, w którym nie mogłabym go spotkać. Chciałam go zatrzymać przy sobie, nawet jeśli nie było to możliwe. Pozostawało mi jedynie mieć nadzieję, że odwzajemni moje uczucia. I liczyłam na to, że kiedyś tak się sanie.
W chwili obecnej byłam jedyną dziewczyną przy której uparcie spędzał aż tyle czasu. Rzadko kiedy w ciągu dnia można było go zobaczyć przy jakieś dziewczynie, a jeśli już się tak działo, raczej nie spotykali się po to, aby porozmawiać o ładnej pogodzie.Jednak to, że spędza u "upolowanych" dziewczyn noc było czymś całkowicie normalnym.

Leon
Westchnąłem cicho kiedy mnie pocałowała. Moje usta delikatnie oddały pocałunek choć nie powinny tego robić. Z całą pewnością powinienem to powstrzymać, ale po prostu nie potrafiłem. Chciałem tego. Delikatnym ruchem ręki odsunąłem ją od siebie. Nie mogłem dopuścić aby do czegoś między nami doszło. Pewność mnie opuszczała kiedy tylko pomyślałem, że miałbym ją zostawić po nocy z nią spędzonej. Znieść nie mogłem, że jednym ruchem wyrządzenie jej bólu było takie proste. Uśmiechnąłem się szelmowsko.
-Zawsze do usług. Doskonale wiesz, że to sama przyjemność pracować dla mnie z każdym smokiem. A teraz poważnie Erico... Nie próbuj mnie zmieniać na siłę. To, że nie chce wyrządzić im krzywdy nie zmieni faktu, że nie polubię tych stworzeń. Może kiedyś to się zmieni, ale na pewno nie teraz. -powiedziałem patrząc jej poważnie w oczy. Za bardzo chciała wszystko ułożyć według własnej myśli, ale ja na to nie mogłem niestety pozwolić. Choć radość by mi sprawiło uszczęśliwienie jej na to na pewno się nie zdobędę. Wystarczyło mi już, że przywiązałem się do niej na tyle, że nie byłem z nią pójść do łóżka, a potem zostawić. Uśmiechnąłem się w duchu kiedy zarzuciła mi kurtkę na ramiona. Jeszcze nikt się o mnie nie martwił chociaż to mogła być tylko moja wyobraźnia, a ona tylko oddawała pożyczoną rzecz. Nie było czego dopowiadać do tego prostego gestu. Od razu zauważyłem, że jej ramiona drżą, a kombinezon nie jest idealnych okryciem na chłodny poranek. Uniosłem jedną brew uważnie jej się przyglądając.
-W takim razie zaryzykuje-nie wierzyłem, że zdobyłaby się na coś takiego. Z całą pewnością nie. Ani przez moment nawet w to nie wierzyłem. Spędzenie ze mną chociaż jednego dnia było zawsze dla niej męczarnią. Po co miałaby się do tego zmuszać. Miałem nieodgadnioną i beznamiętną twarz gdy ponownie zarzuciłem jej kurtkę na ramiona. Mój wzrok wyraźnie mówił, że nie zniosę słowa sprzeciwu więc nie miała nawet możliwości próbować, bo kurtka w zatrważającym tempie wróciłaby na swoje poprzednie miejsce.
-Wydaje mi się, że spędzasz ze mną ostatnio zbyt dużo czasu nie uważasz? Jeszcze ktoś gotów pomyśleć, że się we mnie zakochałaś. Zwłaszcza, że przypomnę już trzy razy znalazłaś się w moim mieszkaniu, a jeszcze nikomu się to nie udało. Jedynie Mark miał ten powątpiewający zaszczyt-mruknąłem cicho odwracając od niej wzrok i patrząc w niebo, które w tym momencie zakryte było chmurami. Na mój policzek spadła pierwsza kropla deszczu. Jeżeli zmokniemy w tym momencie na pewno Erica się rozchoruje. Było na to za zimno. Podniosłem się i pociągnąłem ją za sobą do małej szopy za nami. Nie było czasu biec do szkoły bo było pewne, że nie zdążymy. W momencie gdy zamykałem za nami drzwi rozpadało się na dobre. W szopie było naprawdę mało miejsca. Jeśli któreś z nas chciało usiąść na pewno będzie ocierać się o te drugie. Postawiłem smoka na jednej ze skrzyń gdzie zwinął się w kłębek i usnął. Spojrzałem na dziewczynę i oddech mi przyspieszył. Zacisnąłem dłonie w pięści. Nie mogłem jej tego zrobić. Choć raz musiałem zachować się jak człowiek z honorem.

Erica
Uciekłam od niego wzrokiem kiedy mnie od siebie odsunął. Dziwnie się poczułam w tym momencie. Z ledwością oddał pocałunek, tak jak w tedy rano. Mogloby się wydawać, że zrobił to jedynie odruchowo, chociaż wcale tego nie chciał. Odsunęłam się od niego bardziej, zgodnie z jego niemym życzeniem. Nie chciałam mu się narzucać a tym bardziej zmuszać do pocałunków.
Nie dawałam po sobie poznać, że w jakikolwiek sposób mnie to ruszyło, chociaż zżerało mnie to od środka. Przecież nie mogłoby to trwać wiecznie, a moje nadzieje na pewno się nie spełnią. Jedynie wymuszałam na nim to, co sama chciałam i całowałam go bez wyraźnego pozwolenia. Tylko dlaczego on to mógł robić kiedy chciał? Najprostszym wytłumaczeniem było to, że to wszystko zaczynało już mu się nudzić i chciał mi pokazać, że nie powinnam zawracać mu głowy.
-Rany... Też powinieneś chociaż trochę o siebie zadbać. Nawet ty możesz się przeziębić. - mruknęłam pod nosem. Spojrzałam na niego podejrzliwie kiedy oddał mi swoją kurtkę. Chociaż trochę mógłby pomyśleć o tym, że ja również się o niego martwię.
-A co zrobisz jeśli to prawda i rzeczywiście się zakochałam?- zapytałam pokazując mu język. Może i go to śmieszyło, albo uważał to za głupotę, najgorsze było to, że było to prawdą. Teraz mogłabym bez wątpliwości powiedzieć, że była to miłość. Zakochałam się w największym głupku jaki kiedykolwiek się urodził i chciałam go mieć tylko dla siebie. Nie ważne jak bardzo niewykonalne było to zadanie, chciałam tego i nie byłam w stanie już nawet zaprzeczać samej sobie.
-Powinniśmy wracać, póki się nie rozpadało. Nie wiem jak Sim zniesie taką pogodę.- na moją rękę zaczęły spadać pierwsze krople deszczu. Skierowałam swoje kroki w stronę pokoju, kiedy zostałam pociągnięta w zupełnie innym kierunku. Mruknęłam cicho pod nosem patrząc na niego ze złością. Ostatecznie utknęliśmy w szopie, w której nie było nawet za wiele miejsca.
Próbowałam na niego nie patrzyć, wiedząc jak to się skończy. Tym razem na pewno się powstrzymam przed pocałunkami. Nie ważne ile wysiłku będzie to ode mnie wymagało, nie chciałam znowu tego poczuć. Odepchana przez największego podrywacza... Chyba byłam pierwszą dziewczyną, która dostąpiła tego zaszczytu, bo nie chciał się do niej nawet zbliżać.
Leon
Teraz kiedy byliśmy zamknięci w szopie, która osłaniała nas przed deszczem jeszcze bardziej zdawałem sobie sprawę z jej bliskości. Zaśmiałem się lekko kiedy zapytała co bym zrobił w wypadku jej niefortunnego zakochania. Mimo że sie zaśmiałem wcale nie było mi do śmiechu. Do tego nie można było dopuścić. Nie zniósłbym jej cierpienia.
- Oboje wiemy, że za mną nie przepadasz. Nie ma tu miejsca na miłość kochanie. Nawet jakbyś myślała, że tak sie stało s końcu by ci przeszło. Wiesz, że jestem zimny i nieczuły- jednym słowem nie byłem dobrym materiałem na chłopaka czy tego oboje chcieliśmy czy nie. Powinna sie nad tym zastanowić zanim wpadnie jej do głowy coś o wiele głupszego. Oddychałem ciężko patrząc na nią uważnie. Wyglądała jakby sie mnie bała. Nie chciała nawet na mnie spojrzeć. Nie wiedząc czemu ubodło mnie to bardziej niż wszystko inne. Przecież nie skrzywdziłem jej do tej pory ani razu, a może tylko mi się tak wydawało.
-Spójrz na mnie Erico- wyszeptałem układając swoją dłoń na jej policzki i zmuszając ją aby na mnie popatrzyła. Szukałem w jej oczach lęku i chciałem go stamtąd jak najszybciej wygonić. Zbliżyłem się do niej o krok.
- chyba się mnie nie boisz prawda? - zapytałem żartobliwie ale w moim głosie kryło się napięcie. Nie mogłem się dłużej powstrzymywać. Pochyliłem głowe i pocałowałem ją namiętnie w usta. Musiałem jej posmakować. Objąłem ją ramionami w pasie tak jakbym sie bał, że mi ucieknie. Dlaczego aż tak bardzo mi na niej zależało. Co musiałem zrobić aby w końcu nie czuć takiego obezwładniającej potrzeby zapewnienia jej bezpieczeństwa? Przyparłem ją do ściany zniżając swoje pocałunki na jej szyje a dłoń układając na jej ramieniu. Gładziłem ją po nim delikatnie po czym zsunąłem ją na jej pierś. W tym momencie przypomniałem sobie jej strach w oczach. Odsunąłem się od niej chwiejnie. Wykorzystałem jedynie sytuacje. Nie byłem wart wiecej niż śmieć. Zacisnąłem mocno dłonie w pięści.
- Wybacz nie chciałem cię przestraszyć- wyszeptałem. Naprawde tego nie chciałem. Mój głos był pełen bólu. Jedynym ruchem otworzyłem drzwi i wyszedłem na deszcz i skierowałem kroki do swojego mieszkania. Nie przejmowałem się kroplami deszczu na skórze, bo ciągle przed oczami miałem jej pełne strachu oczy.