Erica
Spojrzałam mało zadowolona na dziewczyny, które w tej chwili siedziały razem w kółeczku. Nie miałam ochoty iść na dzisiejszy babski wieczorek, a jednak nie miałam wyboru. Zmusiły mnie, obiecując, że zobaczę małe smoczki i zaciągnęły do tego miejsca. Zostałam oszukana, bo żadnego malucha w tym miejscu nie zastałam. Jednak musiałam już zostać i spędzić z nimi czas.
Właściwie nie było to takie złe. Często spędzałyśmy tak weekendy i odpoczywałyśmy od swoich obowiązków, których ostatnimi czasy było coraz więcej. Dziewczyńskie gierki były wręcz idealne, aby na chwilę zapomnieć o codziennym pośpiechu i móc odetchnąć na kilka minut.
Nie zmieniało to faktu, że nienawidziłam, gdy urządzały grę w wyzwanie. Zawsze musiały wymyślić coś głupiego. Dlatego dzisiejszego wieczoru nie chciałam się tutaj pokazywać. Mogłam nie dać się skusić na zobaczenie niby małego smoczka i zaszyć się w swoim pokoju pod ciepłą kołdrą. Czy prosiłam o tak wiele?
-Twoja kolej, Erica. Mam dla ciebie zadanie, którego nie możesz odrzucić. - skrzywiłam się widząc zbyt pewny siebie i jednocześnie wredny uśmiech przyjaciółki. Wiedziałam, że mogę się już bać swojego przyszłego zadania. Odrzucenie liczyło się z karą, która najczęściej była jeszcze głupsza od zadania, dlatego skinieniem głowy przyjęłam dane mi wyzwanie. - Sam wiesz kto uwielbia podrywać dziewczyny i się z nimi zabawiać. Będziesz naszą specjalną kartą. Musisz w sobie go rozkochać, sprawić, że rzuci ci się do stup, po czym złamać jego serducho na tysiące kawałków. - już pożałowałam swojego wyboru. W tej sytuacji wolałabym biegać po podwórku w samej bieliźnie niż zbliżać się do tego buca, który myśli, że może sobie owinąć wokół palca każdą dziewczynę. Najwidoczniej innym dziewczyną to zadanie jak najbardziej się podobało i chwaliły mnie, że je przyjęłam. Problem w tym, że wcale tego nie chciałam. Czemu nie mogłam się trzymać od tego palanta jak najdalej? Dostał jedną z najlepszych posad w tym miejscu, dobrze radzi sobie ze smokami i myśli, że wszystko mu wolno. Wcale nie był taki wspaniały jak mu się wydawało.
-Tylko kilka dni! Nie obiecuję, że uda mi się to zrobić, ale nie mam zamiaru zbyt długo spędzać przy nim czasu. - mruknęłam pod nosem.

Leon
Nadchodziła noc. Najmniej lubiana przeze mnie pora dnia. Wszystkie odgłosy codziennego życia cichły zostawiając jedynie po sobie mgliste wspomnienie. W tym momencie każde skrzypnięcie drzwi, mały krok, a nawet oddech był bardzo dobrze słyszalny. Zarzuciłem na ramiona kurtkę idąc przez trawnik w kierunku głównego budynku. Musiałem w końcu dostać się do swojego pokoju. Z oddali dobiegł mnie ryk ognistego smoka. Nawet się nie wzdrygnąłem. Minęły te czasy kiedy w łóżku podskakiwałem na samo uderzenie łapy tego stworzenia.
Wyrzuciłem z myśli nieprzyjemne myśli. Dziewczyna - to było to czego teraz potrzebowałem. Pod nosem miałem z tuzin, które poszłyby ze mną w tym momencie do łóżka. Chwila zapomnienia na pewno dobrze mi zrobi. Odkąd byłem z kobietą minęły już dwa tygodnie. Ludzie mogliby zacząć myśleć, że straciłem urok osobisty co było wierutnym kłamstwem. Musiałem utrzymywać swoją reputację w takim stanie jakim planowałem ją od samego początku. Wszedłem do ogromnej budowli zbudowanej z kamienia. Nie było tu nawet śladu nowoczesności. Byliśmy praktycznie odcięci od świata. Choć w elektryczność można by zainwestować. Na stare kinkiety zostały nabite na wpół zużyte świeczki. Patrząc na niewytrzepane dywany można by pomyśleć, że jest się w starym zamczysku. Może to i prawda. Kiedyś faktycznie mógł znajdować się tutaj zamek, ale został szybko zastąpiony przez jeźdźców smoków. Naszym zadaniem było wyszkolić te stworzenia i przystosować je do walki. Mało osób specjalizowało się w więcej niż jednym typie smoka, ale ja nie mogłem sobie pozwolić na bagatelizowanie sprawy. Musiałem poznać je wszystkie w razie zagrożenia. Bez pukanie wszedłem do jednego z pokoi na pierwszym piętrze. O dziwo na moje szczęście mój pokój, a raczej małe mieszkanie było tylko o rzut beretem stąd.
-Mam nadzieję Beth, że masz dzisiaj dla mnie trochę czasu- wymruczałem uwodzicielsko w kierunku pięknej brunetki, która na mój widok odłożyła książkę na łóżko i uśmiechnęła się promiennie. Od razu było widać, że mi nie odmówi - żadna nie odmawiała. Podszedłem do niej składając na jej ustach namiętny pocałunek. Pogłębiłem go językiem delikatnie dotykając jej wargi. Dopiero kiedy widziałem, że brakowało jej tchu odsunąłem się od niej i uśmiechnąłem prowokująco.
-Dobrze wiesz Leon, że dla ciebie zawsze znajdę czas...A teraz nie rozmawiajmy już tyle, Cieszę się, że przyszedłeś- zdołała jedynie wyszeptać. Nie potrzebowałem kolejnego zaproszenia. Tej nocy na pewno zapomnę o dręczących mnie problemach.
***
Z pokoju Beth wymknąłem się po godzinie od jej zaśnięcia. Nadchodził ranek, ale nie miałem już ochoty na sen. Musiałem za niedługo wracać do pracy. Tam też zawsze można było oczarować jakąś piękną dziewczynę - kolejną chętną aby pójść ze mną do łóżka. Zresztą nie oczekiwałem od nich niczego więcej. Już na początku stawiałem sprawę jasno, że nie przywiązuję się do nikogo ani do niczego. Zwłaszcza do drugiego człowieka. Tego oczywiście nie powiedziałem, nikt nie musiał o tym wiedzieć. Odetchnąłem lekko przeciągając się. Wskoczyłem przez ogrodzenie do boksu gdzie znajdował się jeden z czerwonych smoków. Wielki, czerwony o wielkich zębiskach. Wetknąłem pistolet do kabury, a jeden z moich noży umieściłem w bucie. Wolałem nie pozostawać bez obrony. Nikt nie mógł przewidzieć co się wydarzy. Nawet ja, a byłem doświadczonym jeźdźcem i miałem jedną z lepszych posad wolałem nie ryzykować, że zostanę bez żadnej broni w obliczu tych bestii.
-Cześć John... Mam nadzieję, że nasz przyjemniaczek nie sprawiał kłopotów- powiedziałem błyskając białymi zębami w stronę jednego z uczniów. Ci, którzy się dopiero uczyli także nie mieli taryfy ulgowej - w sumie nikt nie miał. Każdy radził sobie jak potrafił.
-Całe szczęście nie. Był o dziwo bardzo spokojny. Jakby na coś czekał. Wolę nie być na pana miejscu kiedy będzie go pan dosiadał- mruknął cicho chłopak patrząc na mnie z lekkim strachem w oczach. Zbyłem jego obawy machnięciem ręki. Nie po to zostałem jednym z treserów aby bać się podjeść do tego stworzenia. Smok ognia... Nie należał do najłagodniejszych zwłaszcza, że został przywieziony niedawno. Erasm - bo tak nazwano naszego nowego "przyjaciela" - nie raz już chciał mnie zabić podczas naszych spotkań. Położyłem dłoń na grzbiecie smoka próbując wyczuć w jakim jest nastroju, Wydawał się bardzo spokojny. Wolałem go nie drażnić niepotrzebnie. Stanąłem przed nim i ukłoniłem się delikatnie. Uniosłem na niego wzrok, ale nie patrzyłem mu prosto w oczy wiedząc, że może go to rozwścieczyć. Stworzenie po dłuższym zastanowieniu pochyliło delikatnie głowę akceptując moją obecność, ale jednocześnie oznajmiając, że nie mam liczyć na więcej niż tolerancję. Erasm był twardym przeciwnikiem, nie chciał dać się złamać.
- Może dzisiaj zajmie się pan innym smokiem ten je...- wypowiedź Johna została gwałtownie przerwana przez ryk smoka. Uskoczyłem kiedy machnął na mnie ogromną łapą chcąc mnie zgnieść. Znalazłem się w tym momencie obok grzbietu. Płynnym ruchem złapałem za kolec wystający z jego karku w wskoczyłem na siodło umocowane na środku. Naporem dłoni, ciężarem ciała, a także zdecydowanym głosem próbowałem go uspokoić. Próbował mnie zrzucić z siebie, ale nie pozwoliłem mu na to. To by świadczyło o tym, że ze mną wygrał. W końcu uzyskałem nad nim przewagę. Poskromić rozdrażnionego smoka nie było łatwą sztuką.
-Coś mi się wydaje, że dzisiaj obejdziesz się bez kolacji puki nie nauczysz się nad sobą panować- warknąłem stanowczo na smoka. Nigdy nie podchodziłem do nich zbyt łagodnie, bo wtedy nie chciały słuchać. Nie to co te wszystkie dziewczyny zajmujące się małymi smoczkami. Chuchały na nie i dmuchały jakby miały zaraz się rozlecieć. Żałosne... Zeskoczyłem ze smoka na ziemię. Skierowałem swoje kroki w stronę wielkiej szopy nieopodal. Musiałem przygotować się do pierwszego lotu z Erasmem, a te z reguły nigdy nie wychodziły najlepiej.

Erica
Nie udało mi się wyrwać wieczorem i wrócić do mojego pokoju. Dziewczyny nie dały mi spać do później godziny, a ja z ledwością trzymałam się na nogach. Na szczęście zimna woda szybko mnie obudziła i w kilka sekund doszłam do siebie. Właśnie tego było mi trzeba z samego rana. Większość z nich nie rozumiała, że muszę się wyspać, gdy dnia następnego mam obowiązek wstać wraz ze wschodem słońca. One mogły sobie odpocząć, ponieważ miały dzisiejszy dzień wolny, ja jednak nie mogłam pozwolić sobie na leniuchowanie. Opiekunowie smocząt nie mogli brać wolnego i się obijać w czasie godzin pracy.
Nasza praca wydawała się prosta, niestety tak nie było. W oczach większości osób biegałyśmy jedynie za maluchami i się z nimi bawiłyśmy, jednak nie było to całość naszych obowiązków a zaledwie część. Głównie przystosowałyśmy ich do życia, uczyłyśmy ataków, latania i polowania na dziką zwierzynę, aby same były w stanie zapewnić sobie pożywienie, w razie misji poza ich "domem". Musiały być w pełni samodzielne. Niejednokrotnie opiekunowie kończyli w szpitalu, z licznymi poparzeniami i ranami. Małe smoki nie były tak niebezpieczne jak dorosłe osobniki, jednak przez swój dziecinny charakterek były jeszcze bardziej nieobliczalne. Nikt nie wiedział co wpadnie im do głowy i czy zamiast biegnąć za pluszakiem nie zaczną pluć w nas ognistymi kulami. Sama niejednokrotnie oberwałam. Właśnie dlatego nie rozstaję się z moją rękawicą. Jedynie ona była w stanie uchronić nas przed ranami.
Ubrałam się w swój kombinezon i od razu udałam się jednego ze schronisk. Właśnie do tego, gdzie był nowy smok, smok ognistej natury i z równie ognistym temperamentem. Od samego początku wpadł mi w oko. Jako opiekun nie mogłam mieć własnego towarzysza, jednak nikt nie mówił, że nie mogłam zajmować się jego pielęgnacją i dopieszczać tego słodziaka. Uwielbiałam ogniste stworzenia i to w nich się specjalizowałam. Często podejmowałam drugą pracę i zajmowałam się dorosłymi osobnikami, które władały nad żywiołem ognia.
Prychnęłam pod nosem widząc Leona. Ten buc nie miał bladego pojęcia jak zajmować się tym biedakiem. Może i nie był oswojony, ale też nie był bezuczuciowym zwierzęciem, który posługuje się jedynie instynktem. Cały czas pozostawałam w ukryciu, próbując się uspokoić. Zbyt gwałtownie traktował Erasma. Mam nadzieję, że któregoś razu smok odgryzie mu ten pusty łeb i zapłaci za to wszystko. Nienawidziłam tych, którzy traktowali smoki jak kolejną zwierzynę, jako trofeum, które trzeba zdominować.
Fuknęłam kiedy chłopak w końcu opuścił pomieszczenie. Nie rozumiem czemu walczył z Erasmem zamiast się z nim dogadać. Nie miał ręki do smoków i one doskonale to odczuwały. Nic dziwnego, że żaden z nich go nie lubił i był posłuszny tylko dlatego, że został zdominowany. Nie było w tym żadnej relacji czy przyjaźni. Żałosne.
Podeszłam do ognistego smoka z uśmiechem. Najwidoczniej ten nie był zadowolony z wcześniejszej sytuacji. Też bym nie była, gdyby ten głupek się tak w stosunku do mnie zachowywał.
-Spokojnie słodziaku. Nie słuchaj tego głupka, chętnie przyniosę ci kolację, abyś miał siły na jutrzejszy dzień.- powiedziałam promiennie zerkając na niego. Zaśmiałam się cicho kiedy moje słowa zbył głębokim westchnięciem, a z jego nozdrzy wydobył się dym. Był uparty i najwidoczniej naburmuszony po tym co się stało. Wystarczyło jedynie trochę miłości a byłam pewna, że od razu poprawi mu się humorek i stanie się bardziej posłuszny. Erasm miał swój charakterek, ale z pewnością ni był niebezpieczny. Chyba, że było się takim Leonem, którego nie lubiło żadne zwierzę. Wiedziałam, że smok nie zrobi mi krzywdy, widziałam to w jego oczach. Widziałam w nich jedynie rozgoryczenie, niezadowolenie i odrobinę strachu, ale nie chęć zaatakowania innych. Trzeba było wiedzieć jak się wobec niego zachować, aby nie zostać przekąską. Właśnie do tego byłam wyszkolona i doskonale sprawdzałam się w tej roli. - Nie możesz się wiecznie boczyć. - mruknęłam pod nosem. Podsunęłam smokowi jedzenie pod sam pysk. Nadal był naburmuszony, jednak przyjął porcję jedzenia.

Leon
Wyciągałem po kolei uprzęże chcąc wybrać najlepszą. Słysząc krzyk Johna złapałem jedną z nich i wybiegłem z pomieszczenia rozglądając się uważnie chcąc ocenić szkody. Jednak kiedy wyszedłem nic się nie działo. Wszyscy wiedzieli, że kiedy szkolę smoka nie należy się do niego zbliżać. To było moje terytorium. W mgnieniu oka zlokalizowałem osobę, która zaniepokoiła mojego pomocnika. Przerzuciłem uprząż przez ramię i powolnym krokiem podszedłem do intruza. Złapałem dziewczynę pewnym ruchem za rękę i odciągnąłem od zwierzęcia pewnym ruchem wyprowadzając ją za drzwi. Doskonale ją znałem. Nie pierwszy raz mieszała się w moje szkolenia. Ileż można było słuchać jej gderania o tym, że ze smokami należało się zaprzyjaźnić.
-Łaskawie nie wpychaj nosa w nie swoje sprawy. Jeżeli powiedziałem, że nie dostanie kolacji to znaczy, że wyraziłem się jasno. Doskonale wiesz, że nie masz prawa się zbliżać do smoka kiedy jest pod moją opieką. Mam ci przypomnieć ostatnią rozmowę z szefem kiedy jasno dał do zrozumienia, że jedynie przeszkadzasz? Pisemny zakaz to nadal dla ciebie za mało? Zajmij się innymi smoczkami, które tylko czekają na twoją opiekę- powiedziałem na pozór słodko klepiąc ją po główce. Już współczułem facetowi, któremu się spodoba. Może i nie należała do najbrzydszych, ale nie pociągała mnie na tyle aby iść z nią do łóżka. Nie znaczyło to jednak, że nie można było się trochę zabawić. Złapałem ją lekko ale zdecydowanie za podbródek tak aby spojrzała mi w oczy. Uśmiechnąłem się do niej uroczo.
- A teraz... Wrócisz do siebie i poczekasz aż skończę. Mam ci przypomnieć kto tutaj jest na wyższym stanowisku kochanie?- zapytałem wiedząc, że to ostatnie słowo ją zdenerwuje. Puściłem ją niemal tak szybko jak ją złapałem i zamknąłem za sobą drzwi na klucz. Tym razem nie powinna dostać się tutaj nie proszona. Miałem ochotę wyrwać temu zwierzęciu jedzenie z pyska lecz wiedziałem, że tego zrobić nie mogę. Trudno przez tę dziewuchę Erasm nie dostanie ani śniadania ani kolacji. Dzień głodówki mu nie zaszkodzi. Poklepałem go lekko po grzbiecie. Kiedy zaczynałem naukę nawet taki gest napawał mnie obrzydzeniem do tych stworzeń. Nigdy nie wyzbyłem się tych uczuć, ale nauczyłem się je przynajmniej maskować. Zakładałem powoli uprząż kątem oka obserwując Eric'e, która w dalszym ciągu stała za wysoką bramą. Istniało jeszcze jedno miejsce, którym można było się tu dostać, ale jako że sam je stworzyłem to tylko ja wiedziałem jak ominąć przeszkody dookoła płotu. Wielu próbowało - żaden nie wyszedł cało. Poparzenia, złamania i tym podobne były w tym miejscu na porządku dziennym więc nikt nie przejmował się kolejnymi. Dla mnie było ważne, że nie próbowali się tutaj dostać ponownie.
Erica nie raz wtrąciła się w moje szkolenie, a na jej nieszczęście za każdym razem trafiała na mój zły dzień. Nie potrafiłem zliczyć ile razy wylądowała na dywaniku, a po pisemnym zakazie zbliżania się do smoków, które miałem pod opieką wszystko miało wrócić do normy. Była jednak bardziej uparta niż myślałem. Powinno się ją zamknąć pod kluczem. Na pewno Mark- nasz szef- by jej nie wyrzucił, ale jeśli bym teraz na nią doniósł zostałaby zawieszona w obowiązkach do odwołania. Dzisiaj jednak nie miałem czasu się mścić. Miałem robotę do zrobienia i nie było czasu aby marnować energię na tą dziewczynę.
-John przygotuj ciepłą wodę zanim wrócę. Chcę się wykąpać, a i tego trzeba by wyczyść. Nie rób takiej przerażonej miny... Ja się tym zajmę- mruknąłem widząc jego przerażoną minę. Większego tchórza nie widziałem. Wielkiej kariery mu nie wróżyłem. Wskoczyłem na siodło i złapałem mocno lejce pokazując dominację nad smokiem. Sprawnym ruchem nakazałem mu poderwać się do lotu. Wystartowaliśmy- o dziwo mogłem powiedzieć, że ten lot należał do spokojniejszych czego nie spodziewałem się po porannej niespodziance. Nie chciałem go przemęczać. Zrobiliśmy kilka kółek wokół kompleksu i po godzinie wróciłem z powrotem. Tyle powinno wystarczyć jak na jeden raz. Miałem nadzieję, że Erica sobie już stąd poszła i da mi pracować w spokoju. Byłem cały zakurzony, ale najpierw trzeba było się zająć smokiem.

Erica
Pisnęłam cicho kiedy ktoś pociągnął mnie do tyłu. Od razu zmarszczyłam brwi widząc kim był ów napastnik. Jak zawsze ten przygłup. Jak śmiał mi rozkazywać? Może i był tym treserem, czy jakikolwiek nosił tytuł, ale smoki były również pod moją opieką. Nie miał do nich całkowitych praw i mógł sobie jedynie pomarzyć, że zostawię tak delikatną istotę jak Erasm pod jego opieką. Nawet nie potrafił porządnie zająć się tymi stworzeniami. Jedynie się nad nimi znęcał i głodził. W ten sposób nigdy nie zyska ich szacunku, a jedynie zostanie wrogiem. I właśnie taką przyszłość mu życzyłam. Niech kiedyś pożałuje tego wszystkiego i niech poczuje się tak jak te smoki, całkowicie zdominowany, bezradny i skazany na łaskę innych.
-Więc ty łaskawie nie wpychaj się do mojej pracy. Wiem, że laski lecą na twój pusty łeb, ale chyba zapominasz, że póki nie zostaniesz jego właścicielem, to opiekunowie zajmują się smokami. Chyba nie muszę przypominać, że szkolenie smoka nie oznacza, że staje się twoją własnością! Nie masz bladego pojęcia jak zajmować się smokami, dlatego nie zostawię go w twoich obślizgłych łapskach. - syknęłam.
Niech nie myśli, że wystraszy mnie swoimi żałosnymi pogruszkami. W moich oczach nie znaczył nic. Patrząc na niego chciało mi się zwracać. Nie było mowy abym wykonała to idiotyczne zadanie. Na pewno nie zmuszę się do tego, aby przebywać w jego obecności i robić maślane oczka do kogoś takiego. Smoki również nie skażę na tą katorgę. Póki to opiekunowie dbają o wychowanie smoka, na pewno się tak łatwo nie poddam. Może być sobie kim chce, ale to ja dbam o te stworzenia!
Warknęłam kiedy chwycił mnie za podbródek. Był nikim, chociaż uważał się za jakiegoś pana. Myślał, że może mną pomiatać, bo zajmuję się wychowaniem smocząt? Po moim trupie! Prędzej pożre go smok niż ja wykonam potulnie jego polecenie.
Czekałam cierpliwie, póki nie wybiła trzynasta. Prychnęłam pod nosem. Gdyby nie praca, czekałam bym tutaj cały dzień, póki ten palant by nie wyszedł. Zapewne długo by nie wytrzymał bez swoich panienek i zabaw z nimi.
Posłałam smokowi przepraszające spojrzenie. Nie mogłam lekceważyć swoich obowiązków. Młode na pewno już na mnie czekały, zwłaszcza, że dzisiaj miał być dzień wylęgu dwójki maluchów, których pobyt w skorupce przedłużył się o kilka dni. Nie było niczego wspanialszego niż narodziny młodych gadów i ich pierwszy ryk. Nie chciałam przegapić tego wydarzenia. Długo czekałam na te dwa młode.
~*~
So nowego smoczego przyjaciela wróciłam od razu po pracy. Na szczęście Leona nie było nigdzie w pobliżu. Zapewne zabawiał się z jakimiś panienkami, chociaż niezbyt mnie to interesowało.
Weszłam ostrożnie do środka, uważnie rozglądając się po pomieszczeniu. Nie było tutaj nikogo, oprócz jednego ognistego smoka. Najwidoczniej sługus Leona był równie głupi co i on, skoro nie był w stanie zamknąć za sobą nawet drzwi. Tym bardziej mnie to cieszyło. Zamknęłam za sobą bramę, aby nikt nie mógł się dostać do środka.
W rogu dostrzegłam jeszcze ciepłą wodę i naszykowane gąbki. Erasm nadal był brudny i zapewne czekał dopiero na kąpiel. Chciałam, aby jego pierwsze mycie było dla niego przyjemne i poczuł się chociaż raz na jakiś czas w tym miejscu bezpiecznie. Smoki również potrzebowały odrobiny relaksu, a nie tylko ciągłej dyscypliny.
-Cześć słodziaku. Co powiesz na mycie. - powiedziałam z uśmiechem. Gad po raz kolejny zbył moje słowa westchnięciem. Nawet taki uparciuch jak on był niezwykle uroczy. Wzięłam do ręki gąbkę, którą zanurzyłam w ciepłej wodzie. Mycie zaczęłam od smoczego pyska, na którym osadził się pył oraz kurz. Erasm w odpowiedzi zamknął jedynie oczy. Wystarczyło mieć dobrą rękę do smoków, aby od samego dotyku poczuły się lepiej.

Leon
Ściągnąłem ze smoka siodło i uprząż szybko idąc w stronę szopy. Drzwi zostawiłem otwarte aby móc szybko tam wrócić i wymyć w końcu tego potwora. Musiał się do mnie przyzwyczaić abym mógł nad nim zapanować. Najlepiej jakby nie miał w tym czasie kontaktu z innymi ludźmi. Wróciłem po dziesięciu minutach, ale zastałem zamknięte drzwi. Wkurzony patrzyłem jak ta idiotka myje smoka, który był pod MOJĄ opieką. Obszedłem całe ogrodzenie i obejrzałem dokładnie płot. Płynnym ruchem przeszedłem na drugą stronę omijając przy tym pułapki. Naprawdę myślała, że się tutaj nie dostanę? Złapałem ją za rękę nie zważając na gąbkę w jej ręce i szybkim ruchem wypchnąłem ją za drzwi zamykając je przy tym. Jej krzyki puszczałem koło ucha nie przysłuchując się za bardzo.
-Masz trzy sekundy aby zniknąć mi z oczu albo jutro nie przede mną będziesz się tłumaczyć. Chcesz zobaczyć dokument, który świadczy, że smok jest pod moją opieką. A może spędzasz tu tyle czasu, bo nie możesz się obejść bez mojego towarzystwa- zastanawiałem się się na głos. Ostrzegłem ją, że na nią doniosę i na pewno to zrobię jeśli nie da mi w spokoju pracować. Ciągle się mieszała w nie swoje sprawy próbując pokazać, że ma rację, a prawda była taka, że nic nie wiedziała. Mogła się opiekować swoimi smoczkami, ale jak ja pracowałem to wara ode mnie. Złapałem za gąbkę i mało delikatnie zacząłem czyścić smocze łuski. Nie zajęło mi to dużo czasu. Na koniec tylko opłukałem wodą zmywając z niego pianę. Erasm prychnął tylko niezadowolony. Pewnie bardziej mu się podobało jak ona go myła, ale przy mnie nie było taryfy ulgowej. Miał się słuchać i tyle od niego wymagałem. Więcej niż dwa tygodnie nie zamierzałem na niego poświęcać. Odetchnąłem wychodząc na zewnątrz .Od razu zobaczyłem, że dziewczyna mnie nie posłuchała. Zamknąłem drzwi na klucz a ten zawiesiłem na szyi. Wolałem, aby się nie mieszała w moje życie. Nie przejmując się jej obecnością wylałem wodę praktycznie pod jej nogi nie zważając na to, że brudna woda ochlapała jej kombinezon. Uśmiechnąłem się złośliwie nucąc pod nosem wrzuciłem puste wiadro do szopy, którą także zamknąłem.
-I co długo jeszcze zamierzasz tu tkwić? Na zakazie jest trzysta metrów, a może nie umiesz czytać? No chodź skarbie i chyba nie zamierzasz się boczyć cały dzień?- specjalnie użyłem podobnych słów co ona do smoka. Cmoknąłem cicho i pchnąłem ją przed sobą aby przypadkiem nie zawróciła do Erasma. Po chwili jednak wyprzedziłem ją. Nie miałem ochoty na jej towarzystwo. Już samo to, że musiałem na nią patrzeć sprawiało, że traciłem całą radość z dzisiejszej nocy z Beth. Ach... te jej ciepłe ramiona i miękki brzuszek. Z chęcią bym do niej teraz wrócił, ale musiałem się sam jeszcze wykąpać. Smoka miało pilnować moich dwóch przyjaciół - przynajmniej myśleli, że nimi są, a ja byłem o niego spokojny. Jutro inna dziewczyna ogrzeje mi łóżko- oczywiście nie moje. Nigdy nie zaprosiłem nikogo do siebie. Taką miałem zasadę, jeśli dziewczyna chciała iść ze mną do łóżka to na moich zasadach. Słyszałem za sobą kroki dziewczyny tak jakby nie do końca zdecydowana była co zrobić. Może i nią bym się zainteresował gdyby nie była tak marudna. Nie była najbrzydsza więc mogłoby z nią być nawet przyjemnie. Nawet jej ciętemu językowi można by znaleźć zajęcie.

Erica
Po raz kolejny zostałam wyrzucona na podwórko. Głupi gbur! Jeszcze mnie popamięta i porządnie oberwie za swoje zachowanie. Za bardzo się rządził, chociaż nie miał większych praw niż ja! Tylko on tutaj uważał, że jest taki ważny i wszyscy powinni się przed nim pławić. Kiedyś utrę mu za to tego zadartego noska i będzie żałował swoich czynów!
- Nie schlebiaj sobie. Ten smok jest już bardziej atrakcyjny niż ty. - fuknęłam w jego stronę. - Najwidoczniej to ty masz problemy z czytaniem. Ten smok nie jest twoją własnością i tak jak poprzednie, nigdy nią nie zostanie. Jesteś jedynie byle trenerem, ale nie opiekunem. Tylko osoba z moim stanowiskiem może opiekować się smokiem i dbać o jego pielęgnację. Tym lepiej, że nie jesteś jednym z nas. Przyniósłbyś jedynie hańbę wszystkim opiekunom!- warknęłam. Był żałosny. Nawet nie potrafił odróżniać opiekuna od trenera. Póki smok nie był jego, każdy opiekun mógł się smokiem zajmować, póki nie kolidowało to z jego treningiem. Tak się składa, że nie kolidowało. Opiekowałam się nim kiedy smok był u siebie, więc nie miał żadnych podstaw, aby mi zabronić zbliżać się do niego.
Przewróciłam jedynie oczyma kiedy wylał wodę pod moje nogi i otarłam kilka kropel z ramienia. Naprawdę był aż tak tępy? Jeśli chciał mnie w ten sposób poniżyć, był jeszcze głupszy niż wydawało mi się na początku. Małe smoki potrafiły narobić więcej bałaganu i byle brudna woda nie była mi straszna. Niesforne maluchy nie raz oblewały wodą, albo wrzucały do wanny, aby spróbować uciec z kąpieli i móc robić co chcą. Jak widać te małe smoczki były o wiele inteligentniejsze niż on.
-Twój iloraz inteligencji jest naprawdę niski skoro myślisz, że obrazisz mnie słowami, które powiedziałam smokowi. W przeciwieństwie do ciebie nie uważam go za jakąś podistotę, która powinna się kłaniać. - powiedziałam poważnym tonem. Nawet nie potrafił wymyślić dobrej docinki. Malo trafne były jego przypuszczenia sądząc, że te słowa chociaż trochę mnie urażą. Traktowałam te istoty na równi z sobą, tak jak to powinien robić dobry opiekun smoków. Te gady były bardziej wartościowe niż ona i o wiele bardziej inteligentne.
Cały czas za nim szłam i nie miałam zamiaru odpuszczać. Jeśli nie odda mi klucza, miałam zamiar dostać się do smoka w inny sposób. Tak czy inaczej nie powstrzyma mnie i dopnę swego, tak jak zawsze zresztą. Nawet jego skargi nie robiły na mnie wrażenia. Jako opiekun wykonywałam swoje obowiązki a przez niego nie mogłam się z nich wywiązać. To była jedynie jego wina, bo zabraniał mi spotykać się ze smokami. I co mu z tego przychodzi? Po jego treningu smoki najczęściej i tak trafiają pod moją opiekę. Przynajmniej w tedy mogą zobaczyć jak to jest być docenianym i kochanym, bo przy nim nigdy tego nie zaznały. Są o wiele posłuszniejsze niż przez te jego pseudo treningi, które i tak mają w głęboki poważaniu. Smoka trzeba zmotywować,nie zmuszać i zastraszać.
-Chcę odzyskać klucz! Jeszcze nie skończyłam swojej pacy przy tym smoku i będę za tobą chodzić tak długo, póki nie oddasz mi klucza! - a jeśli nie on, jego przygłup na pewno da się omamić i sam wciśnie mi ten kluczyk do ręki. Leon nie był jedyną drogą do smoka.

Leon
Ciągle słyszałem jej gderanie za sobą. Gdyby tylko istniał jakiś sposób aby zamknąć te jej różowe usteczka. Nawet zatkanie uszu się nie sprawdziło więc nie miałem wyboru. Znosiłem jej towarzystwo wystarczająco długo. Odwróciłem się do niej tak gwałtownie, że prawie na mnie wpadła. Zobaczyłem zdziwienie w jej oczach i lekki przestrach zmianą okoliczności. Pchnąłem jej ramię tak, że się ode mnie odsunęła o kilka kroków. Musiałem pomyśleć, a nie mogłem tego zrobić jak ciągle gadała. O niczym nie miała pojęcia, ale pierwsza była przy wygłaszaniu wyroków. Skoro tak chciała to będę jeszcze gorszym niż mnie widziała. Nie miałem zamiaru dawać się poniżać. W oczach wszystkich była widziana niżej niż ja. Takie były fakty i mogła sobie mówić co chciała.
-W takim razie będziesz musiała mi towarzyszyć przez całe dwa tygodnie. Dopiero wtedy to ty dostaniesz klucz, a do tej pory mogę ci zaproponować miejsce w swoim łóżku co ty na to? Może znajdziemy coś czym będziemy mogli zabić ten długi czas oczekiwania?- złapałem za kosmyk jej włosów lekko obracając go w palcach. Patrzyłem jej przy tym wszystkim w oczy czekając na jej decyzję. Zaśmiałem się cicho po czym odsunąłem od niej. Patrzyła na mnie z takim obrzydzeniem jakby naprawdę myślała, że mógłbym się z nią przespać. Nie miała u mnie najmniejszych szans. Była zbyt nachalna, a z takimi nigdy się nie umawiałem. Dla mnie liczyły się tylko noce. W dzień z żadną jeszcze nie poszedłem do łóżka i nigdy tak się nie stanie. Za to niewinne flirty aby zachęcić do siebie dziewczynę to co innego. Odwróciłem się na pięcie zostawiając dziewczynę samą na dworze. Szybko poszedłem do swojego pokoju nawet się na nią nie oglądając. Smok nie dostanie kolacji i to była moja decyzja. Tresowałem to stworzenie - które swoją drogą nigdy nie będzie mi równe. W tym się zgadzałem z tą smarkulą. Była ode mnie młodsza o dwa lata a rządziła się jak wielka pani. Zamknąłem drzwi na klucz aby nikt mi nie przeszkadzał. Wskoczyłem pod prysznic zmywając z siebie cały brud dzisiejszego dnia. Po wyjściu spod ciepłej wody od razu zrobiło mi się zimno. Założyłem szybko bokserki i tak ubrany wkroczyłem do salonu. Do spania nigdy nie ubierałem koszuli. W nocy było na to zdecydowanie za ciepło. Sprawdziłem dokładnie czy wszystkie okna są pozamykane i położyłem się do łóżka. Przynajmniej ten dzień mogłem zakończyć i nic już nie miało mi go zepsuć. Z tego wszystkiego nic nawet nie zjadłem, bo musiałem użerać się z tą... Aż nie było na nią słów, a te które były miały za słaby wydźwięk.
Następnego dnia rano ubrałem się jak zwykle i wyszedłem z bronią ukrytą w ubraniu. Oprócz noża w bucie posiadałem jeszcze dwa ukryte w najmniej rozpoznawalnych miejscach. Zamknąłem swój swoje mieszkanie, aby nikt niepowołany tam nie wchodził i udałem się do jadalni. Od razu nałożyłem sobie dwie bułki, stos szynki i kilka ogórków. Rozsiadłem się na swoim stałym miejscu obok przyjaciół- przygłupów. Na żadnego nie zwracałem uwagi choć usilnie próbowali ze mną rozmawiać. Smoka teraz pilnował trzeci z nich. Na całe szczęście ten najodpowiedzialniejszy. Jako jedyny miałem klucz więc też nie miałem się o co obawiać. Rozejrzałem się po sali. W kącie siedziała Beth i uśmiechała się do mnie promiennie. Zignorowałem to posyłając jej zimne spojrzenie. Było widać, że chce ode mnie czegoś więcej. Mój wzrok jednak przyciągnęła mała blondynka, która posyłała mi mordercze spojrzenia. Uśmiechnąłem się do niej kpiąco podnosząc dłoń w geście powitania.

Erica
Prawie wpadłam na niego gwałtownie się zatrzymując. Spojrzałam na chłopaka kiedy się do mnie odwrócił. Inaczej na mnie patrzył. Jego oczy były o wiele bardziej przerażające niż wcześniej. Niech nie liczy, że przestraszy mnie czymś takim. Może i był silniejszy ode mnie, ale nie miałam zamiaru pozostawić tego biednego smoka pod jego opieką.
Jak zawsze mnie od siebie odepchnął. Tylko on był na tyle bezczelny i tak chętnie pokazywał, że był ponad mną. Nienawidziłam tego. Wcale nie był ode mnie lepszy tylko dlatego, że był trenerem. Był taką samą osobą jak ja i nie był więcej wart. Miałam dosyć tego, że uważa się za wspaniałego pana, któremu wszystko wolno zrobić i znęcać się nad innymi.
Popatrzyłam na niego z obrzydzeniem, kiedy się do mnie zbliżył. Nie chciałam, aby w ogóle mnie dotykał, zwłaszcza w ten sam sposób. I miałam niby się do niego zbliżyć? Nigdy w życiu. Był obrzydliwy. Myślał, że zaproponuje mi coś takiego i padnę w jego ramiona prosząc, aby dotrzymał mi w nocy towarzystwa? Ohyda.
-Nie mam zamiaru spędzać z tobą nocy, ale chętnie przyjmę wcześniejszą propozycję. Mam zamiar ci pokazać, że Erasm będzie o wiele posłuszniejszy kiedy to ja bedę się nim zajmować i o wiele bardziej wydajny. A po twoim bezsensownym treningu trafi pod moją opiekę.- prychnęłam pod nosem. Nie oddam mu tak łatwo tego smoka. Zanim by trafił po moją opiekę, na pewno by go zamęczył, albo prawie zagłodził. Jak większość po jego treningu.
Od razu wróciłam do swojego pokoju, pozbywając się z ciała brudnego kombinezonu. Teraz musiałam go myć, bo "Pan wielki i wspaniały" musiał pokazać swoją pozycję. Nienawidziłam kiedy ktoś traktował innych z góry. Nie mógł mną pomiatać tylko dlatego, że wychowywałam i opiekowałam się smokami! To ja odwalałam większość roboty i tą najcięższą. On jedynie udawał, że szkoli smoki, które i tak są posłuszne, a potem zbiera pochwały i laury. Opiekunowie zawsze byli pomijani. Gdyby nie my, to miejsce nawet by nie istniało. Leon nawet przez kilka minut nie byłby w stanie zaopiekować się smoczątkiem, nie mówiąc już o jego wychowaniu i przygotowaniu do reszty jego życia. Był po prostu beznadziejny.
Nie chciałam już przy nim być, ale nie mogłam zostawić mu smoka. Najwyżej wezmę nocne zmiany nad młodymi, aby móc i tym się zaopiekować. Na pewno sobie poradzę. W końcu to tylko dwa tygodnie, a później się od niego uwolnię. O niczym innym nie marzyłam.
Stawiłam się następnego dnia z rana. Leona jeszcze nie było widać, jedynie jeden z jego sługusów stał przed wejściem. Miałam zamiar cierpliwie na niego czekać i na pewno nie odejdę z tego miejsca tak szybko.
Leon
Przez całe śniadanie obserwowałem dziewczynę. Ta jednak w pewnym momencie wstała i wyszła jakby mnie nie zauważała. Ciekawiło mnie czy naprawdę będzie na tyle głupia aby ze mną przebywać przez cały dzień. Nie wierzyłem, że życie tego gada jest dla niego aż tak ważne. Chciałem nie raz pozbyć się wszystkich osobników tej rasy, ale nie miałem jednak okazji. Mogłem się jedynie nauczyć jak z nimi walczyć i jak radzić sobie w razie niebezpieczeństwa. Po śniadaniu udałem się do miejsca gdzie znajdował się Erasm. Prychnąłem pod nosem widząc Eric'e, która chyba nie miała ochoty przesunąć się nawet o krok. Nie miała własnych zajęć? Na pewno z tuzin smoków czekało tylko na jej opiekę. Stanąłem tuż za nią i pstryknąłem ją w uchu zwracając na siebie jej uwagę. Musiałem ponownie odwrócić nieprzyjemne myśli. Zawsze dopadały mnie kiedy zbliżał się ten jeden dzień w roku- dzień w którym nie byłem w stanie nawet wypowiedzieć słowa. Zawsze brałem wtedy wolne i jakoś sobie radziłem. Za dwa dni smoczek będzie mógł sobie ode mnie odpocząć. Nikt nie wiedział dlaczego biorę dzień wolny ponieważ w każdy inny dzień pracuję i nigdy nie mam wolnego.
- Widzę, że na mnie czekałaś słoneczko. Ale ostrzegam jeśli chcesz tutaj zostać musisz się mnie słuchać. Jeśli choć raz zrobisz coś innego niż proszę możesz być pewna, że wylądujesz u szefa i nie będzie już tak wesoło. Chcesz tu być? Okay, ale na moich zasadach.- nie miałem ochoty wysłuchiwać jej sugestii. Ten dzień był ciężki nawet bez niej. Wyminąłem ją i otworzyłem drzwi do smoka. Odetchnąłem głęboko. Ręka mi drżała kiedy zbliżałem się do tego potwora. Nie był niczym więcej jak zwierzęciem. Nie miałem dla nich ani trochę współczucia. Miały mnie słuchać i tyle miałem do powiedzenia w tym temacie. Zgodnie z moim poleceniem smok nie dostał wieczorem kolacji, a teraz także śniadania i było mi z tym bardzo dobrze. John nawet się do mnie nie odezwał i miał szczęście. Ceniłem go za to, że wiedział, kiedy ma siedzieć cicho nawet jeśli był przestraszony jak mała dziewczynka. Erica weszła za mną do środka. Starałem się ukryć drżące dłonie. Musiałem sobie jakoś z tym poradzić. Żadnych uczuć - tak brzmiała moje dewiza.
-Długo zamierzasz tutaj tak stać bezczynnie? Jak już tu jesteś to przydaj się na coś! Przynieś wody w wiadrze. Zimnej! A jak nie chcesz to możesz się stąd wynosić. - warknąłem na nią chcąc zatuszować wszystko co się ze mną działo. Nawet jeśli krzyknąłem na nią bez powodu teraz nie miało to znaczenia. Wskoczyłem na smoka i poderwałem go do lotu. Był posłuszny po głodówce, nie widziałem niczego niepokojącego. Zostawiłem dziewczynę samą na dole. Zrobiliśmy więcej okrążeń niż wczoraj, a dodatkowo zmusiłem Erasma do wysiłku przy pikowaniu. Nauczyłem go podstaw robienia beczki i atakowania w locie. To było niebezpieczne, ale potrzebowałem skoku adrenaliny. Po dwóch godzinach wróciliśmy na dół. Wylądowaliśmy bez problemów. Zsunąłem się ze zwierzęcia i przypiąłem go z powrotem łańcuchem. Był praktycznie unieruchomiony. Nie mogliśmy ryzykować, że ucieknie i podpali połowę okolicy. Nie ufałem im i nigdy nie zaufam.

Erica
-Nie nazywaj mnie tak! Mam swoje imię i to jego masz używać. Nie jestem jedną z twoich laleczek, abyś mógł się do mnie tak odzywać! - warknęłam. Tak mógł sobie mówić do tej Beth, do której tak często łaził, albo inne swoje panienki. Dobrze wiedziałam do kogo na noc znika. Każdy wiedział. Nie trzeba było to widzieć, wystarczyło, że dnia następnego od razu każdy gadał gdzie "wspaniały" Leon spędził dzisiejszą noc, bo musiał się zabawić. Traktował dziewczyny jak zwykłe zabawki.
-Nie będę ci usługiwać! Jestem tu dla smoka, nie dla ciebie. Niech twój sługus przynosi ci wodę, czy cokolwiek tam chcesz. - fuknęłam. Nim zdążyłam się przywitać z Erasmem, ten został mi już zabrany. Widać było po jego łapach, że był wyczerpany. Ten palant nawet nie dał mu jeść, nic więc dziwnego, że był osłabiony. W naturalnych warunkach już dawno mógłby zjeść coś normalnego. Mimo to trzymałam za niego kciuki. Widać było, że był zdeterminowany, aby pokazać Leonowi, że wcale nie jest delikatnym smoczkiem, którego można rozstawiać po kątach. Miał silne wnętrze.
Tak jak się spodziewałam, sługus Leona zajął się przyniesieniem wody, po czym gdzieś zniknął. Nie wnikałam w to gdzie poszedł, ani trochę mnie to nie interesowało. Miałam zamiar skupić się jedynie na Eraśmie. Tym razem na pewno tak szybko mnie nie zdenerwuje, przynajmniej miałam nadzieję, że dam radę to wytrzymać. Byłam tu dla smoka. W przeciwnym razie nigdy bym się nie zgodziła na to, aby spędzić przy nim tyle czasu.
Uśmiechnęłam się szeroko kiedy w końcu wylądowali. Podbiegłam do smoka, wtulając się w jego masywny pysk. Jego łuski wydawały się twarde, chociaż w rzeczywistości były delikatne w dotyku. Był z niego prawdziwy słodziak. Chętnie zabrałabym tego giganta ze sobą do pokoju, aby nie musiał już oglądać więcej Leona. Na pewno miał go już dosyć tak samo jak i ja.
-Wspaniale sobie poradziłeś, Erasm. Jestem z ciebie dumna. - powiedziałam radośnie całkowicie ignorując Leona. Ten palant w tej chwili interesował mnie najmniej. Najwidoczniej Erasm nie miał nic przeciwko komplementom, ponieważ dumnie uniósł głowę ku górze. Był przepiękny i dumny. Wiedziałam, że się tak łatwo nie podda i nie przyjdzie do chłopaka z podkulonym ogonem jak jakiś pies. To dowodziło temu, że nawet dziki smok mógł się stać wspaniałym przyjacielem.
Leon
Stanąłem przed dziewczyną odciągając ją od smoka. Nie miała prawa się do niego nawet odzywać kiedy ja tutaj rządziłem. Dopiero po moim szkoleniu smoki są przenoszone do opiekunów i tam głaskane i dopieszczane. Tutaj miały przeżyć szkolenie i zamierzałem im to zapewnić.
-A więc posłuchaj mnie teraz uważnie SŁONECZKO. Będę zwracał się do ciebie jak tylko mi się podoba. Jeśli nie chcesz pomagać to wiesz gdzie jest twoje miejsce. Jeśli jeszcze raz nie posłuchasz tego co do ciebie mówię moja cierpliwość się skończy. Nie będzie ciężko zawiesić cię w obowiązkach wystarczy tylko donieść Markowi, a może zapomniałaś? A teraz jeśli nie chcesz aby nasz kochany szef dowiedział się, że przeszkadzasz to zabieraj drugie wiadro i przynieś zimną wodę. Smoczkowi chce się pić- powiedziałem przesłodzonym głosem wypychając ją na zewnątrz i wpychając jej w ręce wiadro. Jeśli wróci z niczym mogła się nawet nie pokazywać. Zamknąłem za nią drzwi i zostałem wraz ze smokiem sam. Trzeba było go ponownie umyć. Jego mięśnie drżały z wysiłku czyli osiągnąłem to czego potrzebowałem. Za niedługo go złamię o ile Erica nie będzie wchodziła mi w paradę. Nie sprawdzałem nawet czy wróciła z wodą. Jeśli to zrobi to niech mi to powie a może otworzę jej drzwi. Dowiem się również jeśli wykorzysta Johna do tego, a na to jej nie pozwolę. Nie będzie tutaj siedziała bezczynnie. Mogła się na coś przynajmniej przydać. Zanurzyłem gąbkę w wodzie i szybko mało dokładnie umyłem tego potwora. One stanowiły zagrożenie, a niektórzy po prostu przytulali się do tych okropnych stworzeń jakby byli przyjaciółmi. Do kochania były psy, a nie wielkie jaszczury ziejące ogniem albo strzelające wodą z pyska. Dość już miałem ich towarzystwa, ale nie zamierzałem odpuścić. Nie wiedziałem jeszcze o nich wszystkiego. Póki się tego nie dowiem nadal będę codziennie się podnosił do pracy. Wylałem wodę nieopodal płotu i usiadłem na ziemi przed smokiem. Spojrzałem mu wyzywająco w oczy na co ten jedynie buchnął dymem z nozdrzy. Wiedział, że jeżeli mnie zdenerwuje nie dostanie niczego do jedzenia. Zachowywał neutralną postawę, a ja miałem za zadanie znaleźć w jego charakterze coś co skłoni go do uległości. Zacząłem bawić się jednym ze swoich noży co zdecydowanie drażniło Erasma. Nigdy na nim jeszcze nie wykorzystałem żadnej broni, ale nie zdziwiło mnie, że tak zareagował. Równie dobrze ktoś w przeszłości mógł się przed nim bronić, a ten zapamiętał noże jako przedmiot mogący zrobić mu krzywdę. Widziałem strach w jego oczach i to mi wystarczyło. Znalazłem jego słaby punkt.
-John coś mi się wydaje, że już niedługo ten smok będzie jak każdy inny. Potulny jak baranek-zaśmiałem się do pomagiera co ten zbył nerwowym uśmieszkiem. Przewróciłem oczami. Kto go w ogóle przysłał do pomocy przy smoku. Przeczesałem włosy palcami, które w tym momencie opadły mi na czoło. Podniosłem się zostawiając smoka samego. Można było teraz trochę odpocząć przed kolejnym lotem. Nie zamierzałem go rozpieszczać. Jak tylko napije się wody wyruszymy jeszcze raz. Nie było czasu na rozleniwianie się. Musiał zobaczyć kto jest panem sytuacji i że nie ma tutaj nic do powiedzenia. Tak samo jak Erica.