czwartek, 2 lutego 2017

Smoki Cz. 2

Erica

-A potrafisz zrobić coś innego oprócz wygrażania? Nie potrafisz sobie nawet z jedną dziewczyną poradzić i biegasz na skargi jak jakiś przedszkolak. Nożki cię jeszcze od tego nie bolą? Zgrywasz ważnego, ale w rzeczywistości jesteś nikim! Nawet smoki mają cię w głębokim poważaniu. Myślisz, że jakikolwiek gad po szkoleniu przejmuje się twoimi treningami? Nawet dla nich jesteś nic nie wartym lalusiem, który jedynie zgrywa ważnego. - syknęłam.
Po raz kolejny zostałam wyrzucona. Za kogo on się niby uważał? Nie miałam zamiaru mu usługiwać. Byłam tu od opieki nad smokiem, nie po to, aby robić za pomagiera. Od tego miał swojego przygłupa, który robił w gacie na sam widok małego smoczątka, nie mówiąc już o dużych gadach. Był tak samo żałosny jak Leon. Co niby takiego widziały w nim dziewczyny? Oprócz wyglądu nie miał niczego do zaoferowania. Zapewne nawet w łóżku przynudza i nie potrafi się postarać. Nie widzi niczego oprócz czubka własnego nosa. Może i był przystojny, ale co z tego? Nawet kilku minut nie można z nim wytrzymać, bo od razu zaczyna poniżać i pokazywać jakim jest ważniaczkiem. Nienawidziłam takich ludzi. Co ja niby mu zrobiłam? Zachowywał się tak od pierwszego naszego spotkania. W tedy nawet uważałam, że jest uroczy, póki nie stanęłam z nim twarzą w twarz i nie poznałam jego prawdziwego charakteru. Wolałabym skoczyć niż znaleźć się na miejscu jednej z jego dziewczyn. Wystarczającym upokorzeniem było już przebywanie przy jego boku.
W końcu udało mi się przytargać wiadro pełne wody. Robiłam to jedynie ze względu na smoka, skoro właśnie dla niego miała być woda. Erasm też musiał pić, zwłaszcza po takim wysiłku. 
Drzwi jak zawsze zostały zamknięte. Głupek... Po kilku pukaniach, a raczej dobijaniach się, w końcu otworzył mi jego sługus, którego imienia nigdy nie pamiętałam. Podeszłam z wiadrem do smoka, aby mógł napić się chłodnej wody. Gad z wdzięcznością w oczach przyjął podarunek. Był spragniony.  Ja zaś wzięłam do ręki wilgotną gąbkę, dokładniej wycierając jego łuski. Nawet tego nie potrafił dobrze zrobić. Skoro nie umiał zapewnić smokowi odpowiedniej opieki, powinien te zadania pozostawić innej osobie, która lepiej by się w tej roli spełniła. A może liczył na to, że dnia następnego smok magicznie się oczyści? Żałosne!
-Jeśli mamy razem spędzić te dwa tygodnie, zacznij się chociaż normalnie zachowywać! Możesz skarżyć na mnie ile chcesz, na pewno tak łatwo nie oddam ci Erasma. Potrafię wiele znieść, aby tylko miał chociaż odrobinę ciepła w czasie twojego beznadziejnego treningu. I przy okazji idź do lekarza, trzęsiesz się jak osika. Nie mam zamiaru się od ciebie zarazić. Nigdy nie wiadomo czego jesteś nosicielem i jakim paskudztwem mogłeś się zarazić od swoich dziewczyn. - powiedziałam poważnie, nawet na niego nie spoglądając. Ostatnie słowa wypowiedziałam z delikatnym obrzydzeniem. Nawet nie wiedziałam czy czymś nie zaraża. Albo to jedynie nieszkodliwa choroba psychiczna. Przynajmniej tym można by wytłumaczyć jego wszechogarniającą głupotę.

Leon

Ukryłem drżące dłonie przed jej wzrokiem. Nie powinienem jej pozwolić przebywać jej w swoim towarzystwie przez te kilka dni - zwłaszcza teraz. Mogło się to źle skończyć dla niej gdyż w tym dniu nie panowałem nad sobą. Dlatego wolne było mi tak bardzo potrzebne. Zbyłem jej słowa uśmiechem. Nie dam się wyprowadzić z równowagi tej idiotce. Wystarczająco działały na mnie smoki.
-Możesz go myć i pielęgnować ile ci się podoba, ale zapamiętaj jedno. Jeśli wydam polecenie, że smok nie je- to nie je. Jeśli powiem, że dzisiaj ma całodniowy trening - to tak się stanie. Nigdy byś nie wylądowała na dywaniku jeśli nie mieszałabyś się w moje szkolenie i dobrze o tym wiesz. Możesz również skończyć tą swoją gadkę o tym, że źle traktuje twojego smoczka to jest moja decyzja i ty jej nie zmienisz, a jeśli ją podważysz te dwa tygodnie miną dla ciebie nie tutaj ale w twoim mieszkaniu.- powiedziałem spokojnie. Jasno wyraziłem swoje zdanie na ten temat. Chciała zostać to proszę bardzo, ale nie będzie mi mieszała. Trening ze smokiem skończyłem dopiero późnym wieczorem. Erasm padł wykończony na ziemię, a ja wyszedłem z jego boksu z triumfującym uśmiechem. Erica cały czas posyłała mi mordercze spojrzenia kiedy widziała w jakim stanie jest jej smok. W sumie niedokładnie jej więc także nie miała do niego praw. Także byłem zmęczony po dzisiejszym dniu. Nakazałam swoim kuplom pilnowanie smoka i sam od razu padłem w mieszkaniu na twarz. Byłem okropnie zmęczony i nie miałem po prostu sił na nic innego. Jeszcze jeden dzień i miałem wrażenie, że kogoś skrzywdzę. Musiałem wyładował na czymś swoją złość dlatego zamykałem się na klucz i nikogo wtedy nie wpuszczałem. Żadnej dziewczyny. Usłyszałem pukanie do drzwi. Podniosłem się leniwie wkurzony, że ktoś mi przeszkadza. Od razu zobaczyłem Beth.
-Pomyślałam, że mógłbyś chcieć towarzystwa...- powiedziała dziewczyna patrząc na mnie uwodzicielsko. Zaśmiałem się cicho i przejechałem palcem po jej policzku. Nie chciałem jej do siebie zrażać gdyż jej ciepło może być mi kiedyś potrzebne. Już chciała wejść do środka kiedy zatrzymałem ją ruchem dłoni.
-Nie Beth... Może innym razem, ale nie zapomnę o tobie- powiedziałem przyciągając ją do siebie i całując delikatnie w usta. Powinna mieć coś ode mnie na tę noc, a i mnie było to trochę potrzebne. Dziewczyna objęła mnie swoimi ramionami na co ja tylko pogłębiłem pocałunek językiem drażniąc jej język. W końcu wypuściłem ją ze swoich ramion i z uśmiechem popchnąłem w głąb korytarza. Zamknąłem za nią drzwi i z powrotem ułożyłem się na łóżku. Nareszcie można było się wyspać. Zamknąłem oczy zapadając w niespokojny sen. Nad ranem obudziłem się zlany potem. Wskoczyłem pod prysznic i niemal natychmiast poszedłem do smoka. Nie było czasu na odpoczynek. Smok był coraz bardziej mi posłuszny. Zaskoczony spojrzałem na drzwi, których wczoraj najwidoczniej zapomniałem zamknąć. Zakląłem pod nosem wchodząc do środka.



Erica

-Niech będzie, ale to ja decyduję o jego pielęgnacji. Jeśli po zakończonym treningu stwierdzę, że smok potrzebuje rozmowy, czułości, albo kąpieli, nie masz w tej sprawie nic do powiedzenia. Żadna z tych rzeczy nie będzie ze sobą kolidowała. Każdy z nas będzie zadowolony - burknęła. Chociaż tyle udało mi się wynegocjować. Odrobina relaksu nie zaszkodzi Erasmowi a jedynie sprawi, że będzie miał więcej sił, a co za tym idzie, lepiej poradzi sobie na treningu. Wiedziałam, że treningi były dla niego męczące, jednak miałam też świadomość, że był silny i poradzi sobie z tym. Z czasem jego mięśnie się do tego przyzwyczają i nie będzie już odczuwał takiego bólu. Chociaż tym nie musiałam się aż zamartwiać. Erasm miał w sobie duże pokłady siły i nie da się tak łatwo pokonać.
-Tak się składa, że nie mieszam się w twoje treningi. Dbam jedynie o smoki i wypełniam swoje obowiązki. To normalne jeśli przychodzę jakiegoś umyć, albo poprawić mu nastrój. Ty tego i tak nie rozumiesz. Nie wiesz co czują te istoty i nigdy nie będzie ci dane to zrozumieć. Myślisz, że zapanujesz nad nimi dominacją, ale prawda jest taka, że jesteś zwyczajnie głupi. Nie masz pojęcia jak dumne są te istoty. - byłam doskonałym na to przykładem. Erasm był dzikim smokiem, jednak wystarczyła odrobina ciepła, aby mnie zaakceptował. On musiał pokazywać swoją dominację. W tej kategorii z nim wygrywałam i udowadniałam, że nie trzeba być dla nich brutalnym.
Wyszłam tuż za Leonem, jednak zamierzałam tutaj wrócić. Problemem mogą być jedynie jego sługusy, jednak i z tym sobie poradzę. Uśmiechnęłam się delikatnie pod nosem widząc, że brama nie została domknięta. Właśnie ułatwił mi tym zadanie dostania się do Erasma.
Wróciłam do smoka w środku nocy. Przewróciłam oczyma widząc, że pilnujący zasnęli pod bramą. Jak widać nie nadawali się do tej roboty. Dostanie się do środka było łatwiejsze niż wcześniej myślałam. Nawet nie starali się pilnować wejścia do gada.
Ułożyłam się tuż obok stworzenia. Ognisty smok spojrzał na mnie, przekładając łeb bliżej mnie. Z czułością pogłaskałam go po lśniących łuskach. To zaskakujące, że nawet pod taką skorupą czuł mój dotyk. To były naprawdę wspaniałe i zaskakujące istoty. Zawsze mnie zaskakiwały i zachwycały, kiedy tylko na nie spoglądałam. Właśnie dlatego zamierzałam oddać się swojej pracy.
Ułożyłam się tuż przy nim, przykrywając niewielką stertą siana. Gad był ciepły, dlatego nie musiałam martwić się o to, że w ciągu nocy zmarznę. Zasnęłam niemal natychmiastowo, chociaż nie było to najwygodniejsze miejsce do spania.


Leon

Powoli wszedłem do środka. Opanowałem gniew widząc Eric'e śpiącą obok smoka. Mogłem przewidzieć, że wykorzysta każdą sytuację aby się tutaj wślizgnąć. Spojrzałem na jej śpiącą sylwetkę. Jak ciągle nie marudziła była nawet znośna. Zdecydowanie wolałem ją w takiej wersji niż w tej jej gderliwej postaci. Z zadowoleniem widziałem, że nie nakarmiła go. Przynajmniej w tej kwestii mnie posłuchała. Jakby postąpiła inaczej nie miałbym wyboru i musiałbym na nią donieść. Nie miałem sił pięćdziesiąt razy jej tłumaczyć czego nie ma robić.
-Wyspałaś się mała? Jak tak to może zabierzemy się już do roboty co?- zapytałem zbudzając ją ze snu. Powinna się cieszyć, że nie wylałem na nią kubła z zimną wodą, bo na to sobie jedynie zasłużyła. Wyciągnąłem przygotowany wielki kawał mięsa i rzuciłem go pod nogi smoka, który po całym dniu głodówki szybko pochłonął porcję jedzenia. Dostał ode mnie jeszcze dwa takie kawałki. Teraz powinien odpocząć dziesięć minut przed treningiem. Dzisiejszego dnia lepiej już panowałem nad swoimi emocjami i nie pozwalałem dłonią drżeć choć czułem, że jak już zostanę sam wyładuję całą swoją złość. Dziewczyna w końcu podniosła się ze swojego miejsca i pozwoliła mi w dalszym ciągu pracować. Mogła sobie tutaj siedzieć ile chciała dopóki mnie słuchała.
- Jak już tutaj siedzisz to rób coś pożytecznego. Przygotuj wodę na kąpiel dla niego ma być gotowa wieczorem, a ty John zrób sobie wolne-powiedziałem rozdrażniony widząc nerwowe ruchy mojego pomagiera. Jak tak dalej pójdzie poproszę o zamianę, bo nie byłem w stanie tak dalej żyć. Co mu się nie powiedziało to podskakiwał ze strachu, że coś go zaraz pożre. Na pewno nie skończy tej szkoły z dobrymi wynikami. Z tego co pamiętam ja miałem najlepsze, dlatego skończyłem na jednym z lepszych stanowisk. Nawet nie musieli mi tego proponować wiedziałem, że tak się stanie. Zaplanowałem dla smoka całodniowy lot. Mieliśmy wrócić dopiero po zachodzie słońca. Lataliśmy długo na postój zatrzymując się tylko dwa razy. Kiedy się ściemniło nie mogłem już ukryć drżących dłoni. Wróciliśmy do bazy gdzie na placu czekała już ta dziewczyna. Przypiąłem smoka i wyszedłem za zewnątrz. Czym prędzej musiałem znaleźć się w swoim mieszkaniu.
-Umyj go, a jak skończysz masz przynieść klucz i wsunąć go pod moimi drzwiami jasne? Jak nie to możesz być pewna, że tym razem ci nie odpuszczę - mruknąłem cicho wciskając jej klucz do ręki. Szybkim krokiem poszedłem do swojego mieszkania. Zamknąłem drzwi za sobą, ale nigdzie nie mogłem znaleźć klucza. Wściekły podniosłem krzesło i rzuciłem je gdzieś obok. Zrzucałem wszystko co stało na mojej drodze. To była ta noc... Z mojego gardła wydobył się okropny krzyk kiedy upadłem na kolana. Ciągle pamiętałem te wszystkie obrazy z dzieciństwa. Prześladowały mnie każdej nocy, ale to ta szczególna była najgorsza. Wyciągnąłem z szafki wiskey nie zważając na bałagan i zniszczone przedmioty. Pociągnąłem z butelki duży łyk i osunąłem się po ścianie na ziemię. Tylko tak mogłem przeżyć tą noc. Nigdy więcej nie tykałem alkoholu. Dzisiejszy dzień był wyjątkiem. Zrobiłem kolejny łyk a potem kolejny, aż opróżniłem butelkę do połowy. Westchnąłem cicho spoglądając przez okno w gwiazdy. Nie mogłem znieść myśli, że opuściłem swoją rodzinę w potrzebie.



Erica

Otarłam swoje oczy przez chwilę nie wiedząc co się dzieje. Dopiero po czasie doszłam do siebie. Tylko dlaczego od razu po obudzeniu się musiałam widzieć jego? Był to najgorszy z możliwych widoków. To już wolałam, aby obudził mnie jakiś smok wody. Jego widok byłby o wiele przyjemniejszy niż tego tutaj chłopaka. Nawet po obudzeniu się nie mogłam od niego odpocząć. I chyba mówiłam, że ma mnie tak nie nazywać. Same już jego słowa skierowane do mnie mnie brzydziły. Nienawidziłam kiedy zwracał się do mnie tak samo jak do swoich panienek. Miałam większy szacunek do swojego ciała niż jego zabaweczki, które zaciągał do łóżka każdej nocy.
-Doskonale wiem co należy do moich obowiązków. Nie musisz się wywyższać pokazując jak wydajesz rozkazy na prawo i lewo. Dla mnie to oczywiste, że po treningu trzeba umyć smoka.- prychnęłam. Myślał, że ma wpływ na takie rzeczy. Głupek. Chętnie bym się sprzeciwiła jego "poleceniom", ale nie chciałam przez niego zaniedbywać Erasma. Musiał być czysty przed snem, aby lepiej mu się spało i nie musiał krępować się tym, że jest brudny.
Na czas treningu udałam się do swojej głównej pracy, aby zająć się małymi smokami. Dzień głównie poświęciłam nowo narodzonej dwójce, która nie była w najlepszym stanie. Potrzebowali nieco więcej czasu niż inne, aby stać się silnymi  i mądrymi smokami. To sprawiało, że jeszcze bardziej je kochałam i chciałam przekazać im więcej trosko. Trochę troski o nie zdziała cuda i sprawi, że nie będą wyróżniały się pomiędzy innymi smokami. Na pewno uda mi się o nie zatroszczyć.
Wzięłam jednego z nich na ręce, gdy drugim zajęła się moja przyjaciółka i przystawiłam butelkę z pokarmem do pyska malucha. Tylko te, które miały problem z narodzinami są karmione w ten sposób i w większości przypadków o wiele później zaczynają pierwsze szkolenia pod naszą opieką. Nawet ich skrzydła nie były jeszcze na tyle silne, aby je unieść. Chciałam zobaczyć jak te dwa maluchy po raz pierwszy wzbiją się w powietrze.
Zebrałam się szybko biegnąc w miejsce, gdzie miał wylądować Leon. Nie chciałam się spóźnić, aby zająć się Erasmem. Poprawiłam szybko włosy kiedy smok lądował już na ziemi. Wyglądał na zmęczonego, ale również zadowolonego, bo nie dał się całkowicie zdominować. Był posłuszny, ale nie całkowicie potulny. Widziałam to w jego oczach.
- Była umowa, ty zajmujesz się treningiem, ale ja pielęgnacją i troską o niego. W żaden sposób nie koliduje to z treningami, więc mogę tutaj spać a tobie nic do tego. - powiedziałam poważnie przyjmując klucze. Niech przestanie zgrywać takiego ważniaka. Mogłam tutaj spać i nie powinno go to obchodzić. I tak miałam dbać o smoka.
Otarłam czoło po umyciu zwierzaka. Tak jak chciał, miałam zamiar oddać mu klucze, ale bez zamykania bramy. W końcu chciał tylko klucz, nie sprecyzował dokładnie, że brama ma być zamknięta. Mógł bardziej zważać na to co mówi.
-Poczekaj tutaj, Erasm. Za chwilę do ciebie wrócę. - powiedziałam z uśmiechem u ucałowałam gada w nozdrza.
Zapukałam niepewnie do drzwi pokoju chłopaka. Nikt nie odpowiadał, więc otworzyłam drzwi i ostrożnie weszłam do pomieszczenia. Pierwsze co mnie dopadło to obrzydliwy zapach alkoholu, który unosił się w całym pomieszczeniu, a następnie bałagan. On chyba nigdy nie sprzątał w tym miejscu, zwyczajnie żył w chlewie... Skrzywiłam się widząc go pod ścianą, całkowicie upitego.
- Nic ci nie jest? Nie wyglądasz zbyt dobrze. - mruknęłam pod nosem, chociaż nie wyrażałam zbytnio uczuć. Właściwie mało co mnie to obchodziło. Znając jego i tak mnie stąd wyrzuci.


Leon

Nie odpowiedziałem na pukanie do drzwi. Mało mnie interesowało kto przyszedł i czego ode mnie chce. Wszyscy wiedzieli, że nie mają mi dzisiaj przeszkadzać. Czy tak trudno było to zrozumieć? Oślepiło mnie lekko światło z korytarza kiedy drzwi się otworzyły. Miałem ochotę nawrzeszczeć na intruza, ale widząc dziewczynę cudem się powstrzymałem. Pewnie myślała, że jestem do końca spruty prawda była jednak taka, że tak mała ilość alkoholu nie potrafiła do końca stępić moich zmysłów. Dopiero się rozkręcałem. Pierwszy raz miałem taki bałagan w pokoju. Zazwyczaj potrafiłem się opanować, ale dzisiaj po prostu wszystko uderzyło we mnie ze zdwojoną siłą. Podniosłem spojrzenie niebieskich oczu na Eric'e.
- Interesuję cię to coś? Miałaś wsunąć klucz, a nie wchodzić tutaj ze swoimi buciorami- powiedziałem poważnie. Podniosłem się ciężko z ziemi i usiadłem na parapecie nie zwracając na dziewczynę uwagi. Niech odłoży klucz na miejsce i wynosi się puki nie mam okazji zrobić jej krzywdy. Niech się trzyma z daleka. Tylko o to prosiłem... Jak dziś pamiętałem tamten dzień. Uciekłem jak tchórz kiedy oni potrzebowali pomocy. Powinienem tam zostać i próbować im jakoś pomóc, a nie uciekać z podkulonym ogonem. To, że cały dom stał w płomieniach mnie nie usprawiedliwiało. Na pewno dało się coś zrobić. Zacisnąłem dłonie w pięści i pociągnąłem kolejny łyk alkoholu. Kiedy okazało się, że jest pusta rzuciłem nią z wściekłością o ścianę tak, że butelka rozbiła się w drobny mak. Wstałem szukając kolejnych butelek. Na pewno gdzieś były - musiały być.  Nawet to, że dziewczyna nadal stała w pokoju nie sprawiło, że zacząłem się inaczej zachowywać. Z triumfem ściskałem w dłoni dwie butelki wódki.
-Długo tu jeszcze zamierzasz stać? Proszę bardzo rozgość się nie mam nic przeciwko-warknąłem cicho wskazując na kanapę pośrodku salonu. Czy musiała również ten dzień zatruwać swoją obecnością? To był czas kiedy mogłem się nad sobą poużalać. Każdego kto tylko wspomniał o tym dniu następnego dnia widziano z podbitym okiem. Nie było dla mnie nawet ważne czy obrażenia jakie zadawałem nie były czasem zbyt poważne. Może powinienem jednak dzisiejszą noc spędzić z jakąś kobietą? Erica się do tego nie nadawała, ale kto wie czy inne nie są wolne. Powinny mnie przyjąć do siebie nawet lekko pijanego. Otworzyłem drugą butelkę trunku. Nikt mnie nie widział pijanego tylko ONA musiała się zawsze pchać tam gdzie jej nie chciano. Miała spać ze smokiem, ale nie, bo przecież jeśli jeszcze na mnie nawrzeszczy to wszystkim będzie żyło się lepiej. Opadłem na kanapę uważnie przyglądając się dziewczynie. Widać było zmęczenie po dzisiejszym dniu.
-Może masz ochotę się napić? Mam wystarczająco alkoholu dla dwójki- mruknąłem cicho pociągając kolejny łyk. Lekko szumiało mi w głowie, ale to nie był jeszcze ten stan, który był akceptowalny w taką noc jak ta.



Erica

I tak odwdzięczał się za moją troskę? No, może nie troskę, ale zainteresowanie. Byłam jedyną osobą w tym miejscu, więc mógłby okazać chociaż odrobinę wdzięczności, że się na niego nie wydzieram i nie rzucam bez byle powodu. Jak zawsze jest chamski. Nie dało się ukryć, że denerwował się z powodu mojej obecności w tym miejscu a mimo ot próbował zgrywać gościnnego. Mógł sobie chociaż to odpuścić. Niby co chciał zdziałać takim zachowaniem? Doskonale widziałam, że nie chciał mnie tutaj i poniekąd motywowało mnie to do tego, aby pozostać w tym miejscu, chociaż zapach w pomieszczeniu okrutnie podrażniał moje nozdrza.
-W przeciwieństwie do ciebie wstaję jutro do pracy. - powiedziałam poważnie.
Usiadłam na podłodze, jak najdalej od niego. Ani trochę mu nie ufałam, tym bardziej w takim stanie. Nigdy nie wiadomo co głupiego mogło wpaść mu do głowy. Nawet na trzeźwo był nieobliczalny i wyglądał na osobę, która nie do końca jest zdrowa na umyśle... Nie raz słyszałam o tym jak kogoś pobił. Nie były to częste przypadki, ale jednak występowały. Nie mogłam mieć pewności, że i na mnie nie będzie chciał się wyżyć. Nie byłam w stanie przewidzieć jego ruchów, dlatego ani trochę mu nie ufałam. Wolałam pozostać w odległości kilku metrów od niego.
-Nie powinieneś się upijać, nie jest to najlepsza ucieczka przed problemami. W ten sposób jedynie bardziej się pogrążasz i pokazujesz, że bez tego nie jesteś w stanie poradzić sobie z własnymi problemami. Że jesteś słaby. - powiedziałam spokojnie. Dokładnie przyglądałam się jego gestom, aby w razie problemów móc stąd jak najszybciej uciec. -Co się stało? Nigdy nie widziałam cię w takim stanie. To, że latasz za dziewczynami i wskakujesz im do łóżka jest już normą, ale nigdy nie słyszałam, aby "wspaniały" Leo siedział samotnie w pokoju i szukał ukojenia w alkoholu. Lepiej będzie jeśli znajdziesz sobie inną formę wyładowania emocji.
Sama nie wiem po co tutaj jeszcze byłam, a jednak było to trochę niepokojące. Nie wyglądał najlepiej. Potrafiłam współczuć, nawet jeśli Leon był potworem w ludzkiej skórze i nie zasłużył na współczucie i miłe traktowanie. Z drugiej strony też był żywą istotą... Łatwiej byłoby go po prostu tutaj pozostawić samemu sobie, aby skończył z ostrym kacem dnia następnego, chociaż przez resztę nocy myślałabym o tym, czy aby na pewno wszystko z nim w porządku.
Nadal siedziałam w pokoju, chociaż sama byłam zmęczona. Dzisiejszy dzień całkowicie mnie wykończył. Musiałam tak wytrzymać jedynie dwa tygodnie, póki Erasm nie będzie pod moją opieką. Na pewno uda mi się przetrwać ten czas, nawet jeśli będę musiała spędzać przy nim każdy dzień.


Leon

Zaśmiałem się okropnie nie spuszczając z niej wzroku. Co ona mogła wiedzieć? Jej życie było idealne pod każdym względem. Miała rodzinę, która ją kochała i nie musiała szukać zapomnienia. To jedyna forma dzięki której choć na kilka godzin mogłem się uspokoić. Alkohol to było właśnie to co było mi teraz potrzebne. Obróciłem butelkę z wódką w dłoni patrząc ile pozostało zawartości. Zdecydowanie zbyt mało. Prychnąłem cicho, głos Eric'i drażnił moje uszy. Nie mogłem jej już nawet słuchać.
-Aż tak cię interesuje moje życie? Nie jesteś wyjątkiem dlatego na pewno ci się nie zwierzę. O to możesz być spokojna, a co do dziewczyn to dla twojej wiadomości to one wskakują mi do łóżka. Myślisz, że to ja je ciągle uwodzę? Wczoraj twoja przyjaciółeczka przyszła tutaj próbując się mi wcisnąć. Żałosne... Alkohol mi odpowiada więc to nie jest twoja sprawa co robię w swój dzień wolny. Po prostu chciałem sobie urządzić małą zakrapianą imprezę nie widać?- mruknąłem cicho. Za bardzo mieszała się w nie swoje sprawy. Niech idzie tam skąd przyszła i więcej nie wraca. Mnie nie przeszkadzał aromat alkoholu. Koił moją duszę więc czemu miałem się go wyrzekać? Przerzuciłem nogi przez oparcie sofy i przymknąłem oczy. Nie mogłem jednak wysiedzieć w miejscu kiedy tak mi się przyglądała. Z grymasem na ścianie podniosłem się i podszedłem do okna. Z całej siły uderzyłem pięścią w ścianę aż krew popłynęła ze zranionych knykci. Ból także przynosił ukojenie. Może to samookaleczenie nie było złym pomysłem. Czemu nic wtedy nie zrobiłem? Pamiętałem każdy krzyk z tamtej nocy. Stałem wpatrzony w dom, ale ten zajął się ogniem tak szybko... Nie byłem wstanie się do nich dostać. To ONE były wszystkiemu winne. Stanowiły jedynie zagrożenie i gdybym tylko mógł wytępiłbym je co do ostatniego z gatunku aby nie miały szansy się rozmnożyć. Opadłem ponownie tego dnia na kolana. Przed oczami miałem ich przerażone twarze, które dostrzegałem w oknie. Błagały mnie o pomoc, a ja nie potrafiłem przebrnąć przez ogień.
-Mogę przynajmniej wiedzieć po co tutaj weszłaś? Miałaś wsunąć klucz przez drzwi- wyszeptałem cicho. Nie chciałem aby mi się teraz przyglądała. Nie potrzebowałem gapiów. Bez przekonania pociągnąłem kolejny łyk z wódki. Nie siliłem się na robienie drinków, picie prosto z gwinta było o wiele lepsze. Ścisnąłem butelkę tak, że pękła mi w dłoni. Z rany popłynęła krew. Uśmiechnąłem się z satysfakcją. Obróciłem się tak aby oprzeć się o ścianę. Chciałem aby ten dzień się w końcu skończył. Za dużo było nocy kiedy ja chciałem aby nadszedł już kolejny dzień. Erica nadal siedziała na ziemi i mi się przyglądała. Odwzajemniłem jej wspomnienie nie spuszczając z niej wzroku ani na sekundę.



Erica

Teraz juz byłam pewna, on zdecydowanie nie był zdrowy na umyśle. Nikt by się nie zachowywał w ten sposób, gdyby był normalny. Leon nie należał do takich osób. Palant, skończony cham, podrywacz, głupek a do tego jeszcze nienormalny. Ile jeszcze mógł mieć tych was? Oprócz wyglądu nie miał żadnej zalety. Co te wszystkie dziewczyny w nim widziały?
-Jasne, może jeszcze same się podrywają? Zwyczajnie je uwodzisz i wykorzystujesz. Zresztą, nie interesuje mnie co robisz z tymi dziewczynami, jest to po prostu obrzydliwe. - mruknęłam pod nosem. Nie musiał się tłumaczyć, doskonale znałam prawdę. Każdą po kolei zaciągał do łóżka i nie miał przy tym żadnych wyrzutów. Jedynie chciał je wykorzystać. Smoki też wykorzystywał do tego, aby wyładować swoje emocje. Biedne całe czas musiały przy nim cierpieć i szukały chociaż chwili ukojenia. Dlatego były takie szczęśliwe kiedy kończyły się ich szkolenia. - Nie obchodzi mnie kiedy pijesz a kiedy nie. To nie moja sprawa, póki mnie to nie dotyczy. - prychnęłam. Myślał, że wszystko skupiało się jedynie na nim i każdy zainteresowany był jego życiem. Chciałam mu jakoś pomóc, ale jak widać komuś tak krótkowzrocznemu pomóc nie można. Jak tam sobie chciał. To on będzie się z tym męczył do końca swojego życia, nie ja. Byle trzymał się w takich chwilach jak najdalej ode mnie.
-To ty się nie odzywałeś, do tego zostawiłeś otwarte drzwi. Weszłam, bo myślałam, że coś ci się stało. - powiedziałam poważnie. W tej chwili jednak żałowałam, że moje złe przeczucia się nie sprawdziły. Wolałabym go zobaczyć pozbawionego przytomności gdzieś w kącie, aniżeli nachlanego i ciągle wydzierającego się na mnie. Nawet w takiej chwili nie mógł chociaż przez kilka minut wysilić się na bycie miłym. Właśnie dlatego nie był tego wszystkiego wart. Marnowałam przy nim jedynie czas. Przynajmniej Erasm cieszył się z mojej obecności i doceniał to, że dbam o niego i jego potrzeby. Smoki były o wiele lepsze niż ludzie.
Patrzyłam się na niego przez dłuższą chwilę, od czasu do czasu zerkając na jego ręce. To zdecydowanie nie było normalne. W końcu nie wytrzymałam, gwałtownie się podnosząc. Wzięłam do ręki bandaż oraz wodę do przemycia, które znalazłam w tym bałaganie. Zmusiłam chłopaka, aby wyciągnął ręce, abym mogła je spokojnie opatrzyć.



Leon

-Nie mówię, że same się podrywają to akurat moja zasługa. Nie trzeba się jednak aż tak bardzo wysilać. Kilka uśmiechów, jeden czy dwa komplementy...-wzruszyłem lekko ramionami- Tak czy inaczej żadnej do tego nie zmuszam-dodałem po chwili. Westchnąłem kiedy ból trochę mnie uspokoił. Od razu lepiej się czułem kiedy moje zmysły były lekko przytępione. Czułem jednak, że działanie alkoholu za niedługo osłabnie i przyda mi się kolejna porcja. Wypiłem już dwie butelki. Zazwyczaj po trzech czułem się trochę lepiej, ale dziś sam alkohol nie wystarczał. Patrzyłem na krzątającą się Eric'ę, ale jakoś nie zwracałem uwagi na to co robiła i czego szukała. Nic ważnego na pewno tutaj nie znajdzie. Zaskoczony patrzyłem jak podeszła do mnie z bandażem w ręce. Nie chciałem aby mnie dotykała. Czułem się dobrze. Zmusiła mnie do podania sobie dłoni choć nie byłem z tego zadowolony. Spojrzałem na nią ze złością kiedy polewała mi dłoń wodą, a potem zaczęła je owijać bandażami. Nikt ją o to nie prosił. Rządziła się jakby ten pokój należał do niej. Miałem ochotę zrobić coś aby mnie znienawidziła do tego stopnia aby więcej się do mnie nie zbliżała. Nie poruszyłem się jednak. Pozwoliłem jej się opatrzyć sam do końca nie wiedziałem dlaczego.
- Skończyłaś już? Możesz iść już do siebie? Nie potrzebuje towarzystwa- mruknąłem poważnie. Nie potrzebowałem jej ani trochę. Co roku sobie radziłem i wracałem do żywych po jakimś czasie. Jutro może i będzie bolała mnie głowa, ale ważne było dzisiaj. Nie chciałem niczego pamiętać. Mimo moich usilnych starań wspomnienia nie zacierały się choć powinny. Dlaczego tej jednej nocy nie mogłam zapomnieć. Wszystko byłoby lepsze gdyby mi się udało zapomnieć. Nie mogłem jednak tego im zrobić. Byłem winny mojej rodzinie chociaż tą jedną noc. W tą jedną noc cierpiałem bardziej niż przez każdy możliwy dzień. Spojrzałem na swoje zabandażowane dłonie. Chciałem widzieć te rany. To było nic w porównaniu z bólem mojej matki i malutkiej siostrzyczki. Gdybym wtedy nie wyszedł z domu, gdybym posłuchał matki i zaczekał na nich te dziesięć minut do niczego by nigdy nie doszło. Albo przynajmniej zginąłbym wraz z nimi. Nie miałem prawa aby żyć. Musiałem jak najszybciej znaleźć sobie jakąś nową dziewczynę. Uniosłem wzrok na usta dziewczyny. Miałem wielką ochotę ją pocałować. Sam nie wiedziałem dlaczego po prostu czułem taką potrzebę. Równie mocną co oddychanie. Czy to możliwe, że taka idiotka zaczynała mnie pociągać? To było po prostu niemożliwe.



Erica

Przez chwilę chciałam już wstać i odejść, pozostałam jednak na swoim miejscu. Z nim nie było ani trochę dobrze. Czym różnił się od smoków? Tak właściwie niczym. Też potrzebował osoby, która będzie go wspierała i nie zostawi w potrzebie. Nie miałam zamiaru stać się dla niego nikim takim, jednak w takiej chwili nie mogłam go zostawić samego. Dnia następnego będzie znowu jak dawniej. Dalsze kłótnie, nieprzyjemna wymiana zdań i oboje będziemy się darzyć nienawiścią. Będzie tak jak zawsze, od dnia kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy. Pamiętam go tak, jakby to było wczoraj.
Już w tedy był z Beth. Kiedy tutaj trafiłam myślałam, że jest uroczym chłopakiem, który jest marzeniem każdej dziewczyny. Słyszałam jak wszystkie mu schlebiały i opowiadały jaki jest wspaniały. Właściwie nawet cieszyłam się kiedy miałam po raz pierwszy zająć się jednym z jego smoków. Nie wiedziałam jednak, że od tamtego dnia będę musiała widywać go codziennie i każdego dnia coraz bardziej będę tego żałowała.
Beth nie poskąpiła uwag na temat mojego zajęcia. Od razu było widać, że uważała opiekunów za kogoś gorszego, osoby od brudnej roboty i tyle. W tedy jeszcze przyjmowałam wszystkie te nieprzyjemne uwagi i brałam do siebie. Leon poszedł w jej ślady i w tedy po raz pierwszy pokazał, że ma o nas takie samo zdanie jak ta lalunia. Teraz było mi już wszystko jedno. Chciałam spędzić dzień spotykając go jak najrzadziej, aby nie musieć się męczyć w jego obecności. Sama rozmowa z nim była katorgą.
A jednak tutaj jestem, bo moja troska nie pozwalała mi odejść... Jutro na pewno będę żałować swojej decyzji i bedę się przeklinać, że od razu nie wróciłam do Erasma. Biedak zapewne cały czas na mnie czeka. Przecież obiecałam mu, że za niedługo wrócę i pójdziemy spać. I miałam zamiar dotrzymać słowa. Poczekam aż Leon się nieco zmęczy i w tedy wrócę do smoka. Albo jedynie chwilę tutaj posiedzę, a ten niech robi sobie co chce. Nie był dla mnie nikim ważnym, więc nie musiałam się niż aż tak przejmować. I tak powinien mi dziękować, że go nie zignorowałam.
-Każdy potrzebuje towarzystwa. Alkohol nie jest najlepszym rozwiązaniem, a najgorszym. Powinieneś to w końcu zrozumieć. Nie możesz do końca swojego życia być wredny i chamski dla innych. Gdybyś od samego początku pomyślał, nie musielibyśmy się kłócić prawie każdego dnia i każdy z nas mógłby w spokoju pełnić swoje obowiązki. Ty i Beth sami rozpoczęliście tą wojnę a ja nie zamierzam wam ulec. - mruknęłam pod nosem.



Leon

Co mnie obchodziła ta idiotka Beth? Nic dla mnie nie znaczyła, była jedną z wielu. Nie zamierzałem do siebie nikogo dopuścić aby nie powtórzyła się sytuacja z przeszłości. Dopóki nie pozwolę sobie na przywiązanie do drugiej istoty nie będę musiał znosić jej straty. To była jedna z najlepszych decyzji jaką podjąłem.
- Proszę cię... Beth nie ma ani trochę rozumu w głowie to co ci mówię lub nie mówię to tylko i wyłącznie moja decyzja. Poza tym alkohol to najlepsze rozwiązanie, gdzieś tu miałem jeszcze jedną butelkę- mruknąłem poszukując jej wzrokiem. Gdzieś na pewno leżała. Przewróciłem oczami. Nie chciałem jej towarzystwa więc powinna to uszanować. Bałem się, że zrobię coś czego będę potem żałował. Nie raz w tym okresie roku wdawałem się w bójki. Wystarczyło jedno słowo aby wyprowadzić mnie z równowagi. Nie rozumiałem poza tym dlaczego tutaj jeszcze siedzi.
- Tu nie chodzi o towarzystwo, raczej nie marzy ci się noc ze mną prawda? Powinnaś wyjść póki nie jestem do końca pijany. Nie wiem co mogę zrobić jak jeszcze wypiję. Po prostu dla własnego dobra...wyjdź- powiedziałem patrząc jej w oczy. Czy ona zdawała sobie sprawę z tego, że siedzi ze mną w jednym pokoju? Jedynie siłą woli powstrzymywałem się aby się do niej nie przysunąć i jej nie pocałować. Wiedziałem, że jeżeli to zrobię będę sobą jeszcze bardziej gardził i nie dlatego, że była sobą, ale dlatego, że wiedziałem, że tego nie chce. Do łóżka szedłem tylko z tymi pustymi lalami, które wiedziały, że więcej niż na jedną noc ze mną nie mają co liczyć. Oblizałem obeschnięte usta. Przysunąłem się do niej lekko. Całe szczęście w tym momencie zlokalizowałem butelkę, która leżała tuż za dziewczyną. Chwyciłem ją szybko i odkręciłem korek upijając łyk wódki z trzej z kolei już butelki. Może ona mi pomoże jakoś się uporać. Chciałem jedynie paść bez świadomości i nie myśleć o niczym. Mogła już sobie siedzieć ze smokiem byle nie siedziała tu. Wbrew sobie musiałem przyznać, że w tym momencie z rozczochranymi włosami i złością w oczach coraz bardziej zaczynała mi się podobać. Może nie tyle podobać co zaczynała mnie pociągać. Może mógłbym nawet zamknąć te jej usteczka na chwilę aby już się nie darła. Zwłaszcza, że dzisiaj potrzebowałem odrobiny spokoju. Nie mogła tego uszanować? Może gdybym zaciągnął ją do łóżka, a potem zostawił to dziwne przyciąganie by minęło? Przynajmniej nie czułbym żadnych wyrzutów sumienia to było pewne. Patrzyłem jej w oczy popijając co jakiś czas z butelki. Ostrzegłem ją, że siedzi tutaj na własną odpowiedzialność. To od niej zależało co zrobi. Gdybym mógł wyrzuciłbym ją za drzwi, ale szczerze nie miałem na to najmniejszej ochoty. Może za chwilę będę w stanie zasnąć w miarę spokojnie jeżeli spożyję odpowiednią dawkę wódki.
- Nie czeka na ciebie żaden smok o tej porze?- zapytałem próbując znaleźć jej jakąś wymówkę aby w spokoju mogła wyjść z mojego pokoju.



Erica

Nawet jej nie szanował... Głupek. Nie lubiłam Beth, ale nie sądziłam, że Leon może upaść jeszcze niżej w moich oczach. Był z nią odkąd tylko pamiętam, a nawet do niej nie miał szacunku. Czy on w ogóle potrafił spoglądać na innych, czy liczył się dla niego jedynie czubek własnego nosa? Zdecydowanie stawiałam na to drugie.
"Miło" było się dowiedzieć, że obrażał mnie, bo tego zwyczajnie chciał. To była jedyna rzecz, którą chciałam usłyszeć z ust chłopaka i zawsze marzyłam o tym, aby ktoś powiedział mi coś takiego. Tsa... Naprawdę był beznadziejny. Równie dobrze mógł mnie stąd wyrzucić, skoro aż tak nie odpowiadało mu moje towarzystwo. Nigdy wcześniej nie miał przed tym oporów, a teraz niby nie chce tego zrobić? Ani trochę w to nie wierzę. Cały czas był tym samym Leonem co rano, wczoraj i przed wczoraj, kiedy wylał mi pod nogi brudną wodę, ochlapując przy tym mój kombinezon. Nawet nie pomyślał o tym, że mam na zmianę tylko kilka, bo szef woli inwestować w takich jak on. Rany, on nawet mieszkał w lepszych warunkach niż ja. No, może pomijając ten straszny bałagan, przez który trudno się w ogóle przedrzeć. Czy naprawdę wszystko bylo zależne od naszej rangi? Miałam takie same prawa co on. To było niesprawiedliwe.
-Jeszcze nie wbiłeś sobie do głowy, że nie jestem tobą zainteresowana? Jesteś gburowatym facetem, za którym poleci tylko pusta dziewczynka, która i tak nie ma życiowego celu. Nie interesują mnie tacy jak ty. - powiedziałam poważnie. Nadęłam jeden policzek, groźnie na niego spoglądając. Czy on myślał tylko o tym? Istniały ważniejsze rzeczy na tym świecie, więc mógłby się zająć czymś pożyteczniejszym. Albo znowu się ze mnie nabijał, tak jak wczorajszego dnia. Na pewno o to chodziło. Chciał mnie znowu upokorzyć, aby poprawić sobie humor. Widziałam jak się zachowuje przy dziewczynach, z którymi się zabawia i na pewno nie traktuje ich tak jak mnie.
Zrozumiałam aluzję kiedy mi dobitnie wyjaśnił, że nie chce spędzać ze mną dłużej czasu. Wcale nie zamierzałam go do tego zmuszać. Sama w końcu się od niego uwolnię, chociaż do następnego dnia, kiedy i tak będę musiała go oglądać. Powinien mi być wdzięczny za to, że tak długo jeszcze wytrzymałam w tym śmierdzącym pokoju i nie uciekłam stąd.
-Jak tam sobie chcesz. W przeciwieństwie do ciebie, Erasm na pewno się ucieszy z mojej obecności. I tak obiecałam, że do niego wrócę, więc nie miałam zamiaru marnować na ciebie zbyt wiele czasu. - prychnęłam pod nosem. Wstałam otrzepując swój kombinezon z brudu. Chciałam jak najszybciej wrócić do smoka i móc zapomnieć o tym, co się w tym pokoju wydarzyło. Już nigdy więcej nie będę z nim rozmawiać a tym bardziej nie bedę próbowała być dla niego miła.




Leon

Ponownie dzisiejszego wieczoru przewróciłem oczami. Czy ktoś w ogóle wspomniał, że to ona była zainteresowana? Zawsze wyciągała wnioski zanim zdążyła pomyśleć. Miałem ochotę wbić jej do głowy chociaż trochę oleju. Jeśli jeszcze raz przyjdzie tu nieproszona na pewno wyrzucę ją za drzwi i nie będę pytać po co tutaj przyszła.
-Mam się cieszyć i skakać z radości, że przyszłaś do mnie? Musisz mi wybaczyć, ale chyba nie jestem w stanie tego zrobić. Może dlatego, że przyszłaś tutaj bez zaproszenia i rządzisz się jakby to był twój dom? Nie po wziąłem sobie wolne aby musieć słuchać twojego marudzenia, a tak poza tym nic nie wspominałem, że to ty miałabyś ochotę iść ze mną do łóżka-powiedziałem ostrzegawczo. Jeżeli nie chciała mnie bardziej sprowokować powinna się wynosić czym prędzej. W tym momencie nie wiedziałem już co mnie w niej przed chwilą pociągało i czemu tak bardzo chciałem ją pocałować. Patrzyłem jak powoli wychodzi z mojego pokoju. Osuszyłem butelkę i rzuciłem nią w drzwi jak tylko zamknęły się za dziewczyną. Na pewno słyszała dźwięk tłuczonego szkła. Przeniosłem się na łóżko chcąc na chwilę zmrużyć oczy. Na moje szczęście sen przyszedł bardzo szybko jednak w najśmielszych koszmarach nie przypuszczałem, że nawet we śnie będę przeżywał od nowa cały ten dzień. Obudziłem się nad ranem cały zlany potem. Skrzywiłem się widząc bałagan w pokoju. Dobrze wiedziałem jak on powstał i co się wydarzyło wczorajszej nocy. To była pierwsza noc, której nie spędziłem sam. Pierwsza rocznica kiedy ktoś ze swoimi buciorami ją po prostu podeptał i potraktował jak nic nieznaczący śmieć. Podniosłem się ciężko. Głowa bolała mnie paskudnie, ale trzeba było tutaj posprzątać. Porządki zajęły mi aż dwie godziny, ale potem mogłem przynajmniej siedzieć w czystym i schludnym pomieszczeniu. Usiadłem na parapecie przyglądając się światu za oknem. Widziałem małe smoczki biegające po trawie. Nie raz wyobrażałem sobie jak zatapiam w ich ciałkach nóż. Nie mogłem tego jednak uczynić choć te stworzenia przyniosły mi tyle cierpienia. Szybko umyłem zęby i wróciłem do okna. Dlaczego Erica nie posłuchała mnie i po prostu nie wsunęła tego cholernego klucza pod drzwiami? Czy ja prosiłem o tak wiele? To był dzień dla mnie. Może kiedyś dołączę do mojej rodziny. Ojciec nigdy mi nie wybaczył, że w żaden sposób im nie pomogłem. Kochał swoją żonę ponad wszystko, nawet bardziej niż własne dzieci. Od tej pory się nie uśmiechnął. Nawet kiedy tyle osiągnąłem nie był ze mnie dumny. Zawiodłem go wtedy i nie byłem już w stanie odzyskać jego zaufania. Przebrałem się w czyste rzeczy i zająłem się porządkowaniem papierów dotyczących Erasma. Musiałem uzupełnić papiery póki miałem czas. A skoro wziąłem dzień wolny mogłem to zrobić. Miałem jedynie nadzieję, że Erica nie wpadnie tutaj ponownie, bo wczoraj niestety zapomniała zostawić tutaj klucz.



Erica

Odskoczyłam gwałtownie kiedy w drzwi uderzyła butelka. Dlaczego miałam wrażenie, że miała ona wylądować na mnie, ale za późno ją rzucił? Ten człowiek był nieobliczalny, a na pewno nie chciał mnie jedynie nastraszyć. Rany, był beznadziejny.
Może i przyszłam do niego nieproszona, ale chociaż trochę próbowałam mu pomóc. Jak chciał, nie bedę się już więcej narzucać. I tak byłam zbyt często na niego skazana. Jeszcze ta propozycja, że mam przy nim spędzić te dwa tygodnie... Pocieszała mnie jedynie myśl, że robię to dla dobra Erasma. Smok na pewno będzie miał lepiej kiedy to ja zajmę się jego opieką, nie Leon. Był całkowicie niedelikatny i nie dbał o potrzeby smoków. Nie nadawał się do ich pielęgnacji. Po treningu powinny odpoczywać i się zrelaksować, a on nie dawał im na to szansy. Jedynie znęcał się nad tymi biednymi stworzeniami, wykorzystując fakt, że udało mu się je zdominować. Na pewno kiedyś znajdzie się taki smok, który tak łatwo mu nie ulegnie. Byłam tego pewna!
-Przepraszam, że musiałeś czekać, Erasm...- mruknęłam pod nosem wtulając się w gładkie łuski stworzenia. Jedyne czego teraz potrzebowałam to odpoczynek i chwila snu. Przez tego głupka straciłam bardzo dużo czasu, a z samego rana musiałam wstać, aby zająć się młodymi. Czas wolny dla Leona nie oznaczał, że i ja mogłam odpoczywać. Wykonywanie dwóch prac było wykańczające, a młode wcale nie ułatwiały mi tego zadania. Przynajmniej Erasm był spokojny i nie musiałam za nim biegać. Uwielbiałam smoki, ale były w stanie wykończyć swoich opiekunów i pozbawić ich całej energii. Bieganie za niesfornymi młodymi nie było w cale takie łatwe na jakie wyglądało.
~*~
Obudziłam się wraz z pierwszymi promieniami słońca, które padły na moją twarz. Nawet nie wiedziałam kiedy usnęłam. Moje ciało w dalszym ciągu było wyczerpane. Miałam wrażenie, jakbym odpoczywała zaledwie kilka minut. Nawet Erasm nie otworzył oczu, nadal smacznie sobie śpiąc. Chciałam jeszcze trochę potowarzyszyć mu w tym zadaniu. Leon pewnie też w tej chwili się obijał, albo zabawiał z jakąś dziewczyną.
Nie wróciłam do swojego pokoju, aby przebrać kombinezon z wczorajszego dnia. Sądząc po zegarku i tak byłam już prawie spóźniona na swoją zmianę. Od razu więc udałam się do młodych. Na moje nieszczęście dzisiaj nie mogłam zajmować się nowo narodzonymi, a miałam pilnować tych nieco starszych, które uczyły się biegać. Akurat w takim dniu kiedy nie miałam sił i ledwo stałam na nogach.
 Poranek mijał w miarę spokojnie, jeśli tak można było nazwać ciągłe ucieczki małych smoków, które chciały się bawić. Dziwiłam się sama sobie, że w dalszym ciągu nie opadłam z sił i mogłam je wyłapywać. Biegnąc za jednym z nich poczułam jak ktoś podstawia mi nogę. Upadłam z impetem na ziemię. Nie potrzebowałam nawet patrzyć kim była ta osoba, wszędzie rozpoznam ją po tym piskliwym śmiechu. Beth.... Dawno już nie uprzykrzała mi życia, wtrącając swoje nic nie warte uwagi na temat mojego zajęcia.
-Uważaj lepiej pod nogi. - zaśmiała się zadowolona z siebie. Wkurzona podniosłam się do siadu. Już chciałam jej odpyskować, jednak dziewczyna wraz ze swoimi przyjaciółeczkami szybko się zmyła. Miałam jej już dosyć. Nie wiedziałam już kto jest gorszy, ona, czy Leon.


Leon

Cały dzień minął mi nad wyraz spokojnie. Co więcej zająłem myśli na tyle aby nie myśleć o nieprzyjemnych chwilach. Jutro wszystko wróci do normy więc nie było o co się martwić. To wszystko miało miejsce siedem lat temu, a ja nadal nie mogłem się po tym wszystkim pozbierać. Nie miałem dzisiaj ochoty na towarzystwo, żadnej dziewczyny choć Angelique, albo Rose przyjęłyby mnie gdybym tylko się zjawił. Beth musiałem sobie odpuścić. Za dużo sobie wyobrażała, a wiedziała, że nie ma co liczyć na coś więcej z mojej strony. Westchnąłem ciężko odkładając papiery z powrotem do teczki. Każdy mój trening był udokumentowany więc nie musiałem się bać kontroli. Nawet jeśliby się zjawiła to niczego by nie znalazła. Dbałem o smoka tyle ile było trzeba, a o resztę troszczyli się opiekunowie. Zastanawiałem się jedynie czemu Erica uparła się aby uprzykrzać mi treningi - w końcu istniało wielu trenerów, przy których mogłaby się opiekować smokami. Przeciągnąłem się tak, że strzeliło mi w kościach. Musiałem pozostawić za sobą przeszłość chociaż na chwilę i zająć się bieżącymi sprawami. Spojrzałem na zabandażowane dłonie i aż parsknąłem cicho. Powoli zacząłem je odwijać, aż moim oczom ukazały się cięcia na rękach, które pozostały po wczorajszej stłuczonej butelce. Zacisnąłem dłoń w pięść aż poczułem ból przechodzący przez moje ciało. Wbrew pozorom przynosiło to chwilowe ukojenie od bólu duchowego. Można było odwrócić myśli i skierować je na inny tor. Nawet jeśli miał być to tor który prowadził do bólu rzeczywistego. Usłyszałem nagle hałasy za drzwiami. Rozdrażniony otworzyłem drzwi i spojrzałem na dwóch młokosów wygłupiających się pod moimi drzwiami.
-Jeśli nie chcecie stracić kilku zębów radzę wam stąd iść. Może mam wam przypomnieć co powinniście teraz robić?-warknąłem na nich wściekły. Jeden z nich był krzepkim blondynem i wzrostem przewyższał swojego kumpla, który miał co najwyżej metr sześćdziesiąt. Ten drugi, który był drobniejszy szykował się do ciosu. Miało właśnie dojść między nimi do bójki, ale widząc mnie zatrzymali się, a w ich oczach pojawił się strach. Oparłem się niedbale o framugę drzwi i błysnąłem zębami w drapieżnym uśmiechu.
-Liczę do trzech. Raz... Dwa...- mówiłem powoli przeciągając ostatnie litery. Nim doliczyłem do trzech ich już nie było. Pewnie znajdą sobie inne miejsce do rozwiązania swoich sporów, ale to już nie była moja sprawa. Ważne było to, że ja miałem znowu ciszę i spokój. Zatrzasnąłem za sobą drzwi i opadłem na łóżko. Na pewno przyda mi się odrobina snu o ile ponownie nie dopadną mnie koszmary przeszłości.



Erica

Nadal siedziałam na ziemi, próbując myślami powrócić do rzeczywistości. Byłam całkowicie wyczerpana. Na samą myśl, że miałam umyć jeszcze Erasma robiło mi się słabiej. I wszystko przez Leona. Razem z Beth byli siebie warci i idealnie do siebie pasowali. Tak samo chamscy, z podobnymi poglądami, płytcy, zapatrzeni w siebie i wywyższający się. Byli niczym dwie krople wody o tych samych denerwujących wadach. Niestety zalet nie posiadało żadne z nich. To też ich łączyło. Oboje uprzykrzali mi życie, ale potrafili jedynie się znęcać nad tymi słabszymi. Beth zazwyczaj robiła mi na złość i od razu uciekała, aby nie doszło pomiędzy nami do słownej sprzeczki. Wiedziała, że w tedy by się skompromitowałam dlatego wolała uciekać udając, że jest taka wspaniała i śmieszna, bo przeszkadza innym w życiu i pracy.
- Przynajmniej wy na razie macie spokojne życie... - wymamrotałam pod nosem kiedy w ramiona wskoczył mi jeden z młodych smoków. Smok wody... Był uroczy, chociaż wiedziałam, że będę się go bała kiedy tylko dorośnie. Głównie zajmowałam się innymi dorosłymi smokami, tych wodnych unikając niczym ognia. Ze względu na moje wspomnienia, wolałam ograniczać kontakty w nimi do wyznaczonych obowiazków. Żałowałam, że tak bardzo się ich bałam. Przez to nie mogłem się do nich zbliżyć tak bardzo jakbym chciała i lepiej poznać te istoty. Ich umiejętności panowania nad żywiołem wody również były imponujące.
-Wstawaj, Erica! - odwróciłam się gwałtownie spoglądając na Sam, swoją przyjaciółkę. Po jej minie już chyba wiedziałam po co chciała ze mną rozmawiać i właśnie tego się obawiałam. Znowu musiałam myślami powrócić do tamtego wieczorku i bezsensownego zadania, którego nie miałam zamiaru już wykonywać.
- W ogóle się nie starasz. Powinnaś się do niego zbliżyć, - usłyszałam pretensję w jej głosie. Chyba naprawdę myślała, że wykonam to zadanie. Sama powinna to zrobić, skoro aż tak chciała się na nim zemścić. On i jego dziewczyny ani trochę mnie nie interesowały. Powinny przestać mieszać mnie w swoje problemy i prywatne zemsty...
-To nie jest możliwe. Rezygnuję! Prędzej wejdę do paszczy smoka i dam się przeżuć niż się do niego zbliżę. Ten facet jest zwyczajnie chamski i nieprzyjemny. Nie ma mowy, że będę dla niego miła i będę robić maślane oczka, aby wykonać jedno wyzwanie. To poniżej mojej godności - powiedziałam poważnie.
-Więc czeka cię kara. Pamiętaj, że składałaś przysięgę! - wyszeptała tak, jakby nie chciała, aby ktoś nas usłyszał. - Masz go pocałować. Obojętnie jak, byle był to pocałunek w usta. - widziałam jak zaświeciły jej się oczy i to mnie przerażało. Ta dziewczyna nigdy nie odpuści. Naprawdę myślała, że bedę chciała to zrobić? Rozumiem, że kara musiała być, ale zaczynała już przesadzać z tymi pomysłami. Wszystko kręciło się wokół Leona. Dlaczego miała na jego punkcie aż tak dużego świra?



Leon

Nazajutrz rano wstałem całkowicie wyspany. Nic mi się nie przyśniło więc z ręką na sercu mogłem zaliczyć tę noc do udanych. Z uśmiechem na ustach ubrałem się w swój codzienny strój. Nigdy się nie bawiłem w te kombinezony, które leżały nieużywane na dnie szafy. Skórzana kurtka to było to czego potrzebuję. Bandaże, które wczoraj ściągnąłem z dłoni leżały teraz na dnie kosza na śmieci. Teraz zaciskając dłonie mogłem oderwać swoje myśli na jakiś czas od wspomnień. Poza tym czekała mnie dzisiaj praca więc i to pochłonie moją energię. Chmury zbierały się na niebie. Od razu było widać, że zaraz zacznie padać deszcz. Od razu poszedłem do Erasma chcąc sprawdzić czy został nakarmiony. Tego musiałem dopilnować, reszta była nieważna. Widząc Eric'e aż się spiąłem. Nie miałem najmniejszej ochoty z nią rozmawiać. Zwłaszcza po tym jak wtargnęła nieproszona do mojego mieszkania i panoszyła się tam jakby była wielką panią.
-Teraz już możesz oddać mi klucz. Nie będzie ci już potrzebny- powiedziałem poważnie wyciągając klucz z jej ręki, którym chciała otworzyć drzwi. Oczywiście tak jak myślałem nie oddała go tak jak miała. Tym bardziej nie rozumiałem po co została wtedy w moim pokoju. O dziwo była pierwszą dziewczyną, która do niego weszła, a ja jej od razu nie wyrzuciłem. Wszedłem do środka kiedy już zdołałem ją wyminąć. Rzuciłem smokowi trzy porcję mięsa i dałem mu zjeść w spokoju. Dziewczyna nadal stała gdzieś za mną i nie zamierzała odpuścić. Dwa tygodnie miała spędzić u mojego boku, a ja już miałem jej dość. Może nie tyle dość o ile irytowała mnie swoim stylem bycia. Jak tylko patrzyłem teraz na jej usta miałem ochotę ją pocałować. To była czysta żądza i nie miała nic wspólnego z tym czy mi się podobała czy nie. Widziałem dziesiątki ładniejszych od niej, ale to tę jedną chciałem teraz całować. Po co weszła wtedy do środka? Wszystko potoczyłoby się swoim starym rytmem.
-Aha i póki pamiętam... Więcej nie wchodź do mojego mieszkania bez wyraźnego zaproszenia. Ja nie naruszam twojej przestrzeni, a ty mojej jasne?- powiedziałem nad wyraz miło choć zaciskałem dłonie w pięści aby nie wybuchnąć. Zrobiłem to niestety tak mocno, że z ledwo zasklepionej rany poleciała krew. Nie przejąłem się tym zbytnio i jedynie otarłem rękę o spodnie. Prychnąłem cicho pod nosem. Jak ONA mogła mnie choć trochę pociągać? To najwyraźniej była wina alkoholu. Wczoraj przed snem pociągnąłem sobie kilka łyczków mocniejszego trunku, ale to jeszcze nie znaczy, że będę rzucał się na każdą dziewczynę. Nie ma szans abym z własnej woli ją dotknął. W oddali widziałem przyglądające się nam przyjaciółki Eric'i. Ciekawiło mnie czego one tutaj szukają o tej porze na pewno miały swoje zajęcia. W końcu porzuciłem tą sprawę. To nie był mój interes - ja miałem zająć się smokiem i tyle. Odwróciłem się plecami do dziewczyny i zacząłem przymocowywać siodło do grzbietu Erasma. John gdzieś zniknął i wszystko było na mojej głowie. Jutro na pewno postaram się o lepszego pomocnika skoro ten nie był w stanie nawet stawić się na czas.



Erica

Cały czas po głowie chodziła mi wymyślona przez przyjaciółkę kara. Jak niby miałam zrobić coś takiego? To było obrzydliwe. Dlaczego akurat on? Było wielu o wiele lepszych niż Leon, ale zawsze muszą uprzec się przy tym najgorszym. Robiło mi się niedobrze na samą myśl o tym zadaniu. Na pewno tego nie zrobię...
Chciałam otworzyć bramę, niestety ręce cały czas mi drżały przez myśli, które krążyły w mojej głowie. Będę tego jeszcze żałować. Bardzo żałować! Wyprostowalam się kiedy Leon pojawił się obok mnie. Nie umknęło mojej uwadze, że pozbył się bandaży z rąk. Czemu robił coś takiego? Powinien pozwolić, aby rany się wygoily.
Patrzyłam na niego niepewnie. Gdzieś za sobą czułam wzrok dziewczyn, które obserwowaly każdy mój ruch. Nie miałam wyboru, musiałam to zrobić.
-Nie martw się, już nigdy się tam nie pojawie- prychnelam. Po ostatniej nocy na pewno już tam nie przyjdę. Jego pokój był mało przyjemny i sprawiał, że czułam się tam niekomfortowo.
Podeszłam niepewnym krokiem do chłopaka. To była jedyna szansa. I tak musiał zająć się teraz treningiem, więc będę mogła stąd zniknąć na kilka godzin. Po tym na pewno na niego nie spojrzę.
-Nie myśl, że to cokolwiek znaczy!- uniosłam głos nawet na niego nie patrząc. Stanęła na palcach, aby ucałował go w usta. Był to szybki, zwykły pocałunek, który trwał tylko chwilę. Chciałam mieć to już za sobą i wrócić do swojego normalnego życia, gdzie nie było dla niego miejsca.
-Udawaj, że to nigdy się nie wydarzyło. Wrócę jak skończysz trening. - powiedziałam szybko. Mimo swoich słów nie ruszyłam się z miejsca, chociaż chciałam uciekać jak najdalej od niego. To było krępujące. Nie chciałam go już nigdy więcej całować. To było nawet przyjemne i miłe, dlatego nie mogło się już nigdy więcej powtórzyć. Pewnie teraz miał mnie za idiotkę, która nie potrafi się nawet całować. Tylko czemu to musiało być przyjemne? Ten głupi pocałunek trwał zaledwie sekundę. Tym lepiej jesli mu się nie spodoba i sam mnie po tym odepchnie. Tylko na to w tej chwili czekałam.



Leon

Kiwnąłem jedynie głową na jej słowa, że się już tam nie zjawi. I prawidłowo, bo nikt jej tam nie zapraszał. Mogła sobie spać ze smokiem, ale wara od mojego życia. Nikt nie miał prawa się w nie mieszać nie ważne czy byłby to sułtan czy sam Bóg. Ja byłem panem własnego losu i ja decydowałem co się z nim będzie działo. Nawet jeśli planowałbym je zakończyć. Spojrzałem na nią ze zniecierpliwieniem. Nie miałem pojęcia o czym tym razem ona bredzi. Że niby co nic nie znaczy? Zaskoczony nie zareagowałem nawet kiedy jej usta musnęły moje wargi w krótkim pocałunku, który trwał tylko sekundę. Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Coś mnie ciągnęło do niej aby pociągnąć tą chwilę trochę dłużej. Oczywiście potem żadne z nas do tego nie wróci, ale jednak taka chwila w moim życiu mogła być przyjemna. Powiedźmy, że to będzie taki mały eksperyment. Złapałem ją za podbródek i uniosłem głowę tak, że musiała spojrzeć mi w oczy. Nic nie mówiąc pochyliłem głowę i złączyłem nasze usta w pocałunku. Nie wyrywała się więc wziąłem to za dobry znak. Pogłębiłem delikatnie pocałunek tak aby jej nie przestraszyć. Językiem drażniłem lekko jej wargi aby je uchyliła i wpuściła mnie do środka. Mruknąłem z satysfakcją kiedy mi się to udało. Objąłem ją mocniej w pasie i przycisnąłem sobie do piersi drażniąc jej język swoim. W końcu się opamiętałem. Odsunąłem się od dziewczyny. Mój oddech był przyspieszony, ale szybko to zamaskowałem. Tego samego nie mogłem powiedzieć o niej. Twarz miała zarumienioną i oddech tak jak ja przed chwilą nierównomierny. Moja twarz nie zdradzała żadnych emocji choć w duchu nie mogłem uwierzyć jak bardzo podobał mi się ten pocałunek. Był inny niż wszystkie do tej pory. Od razu można też było można wyczuć, że jest niedoświadczona - nie znaczyło to jednak, że pocałunek w jakimkolwiek stopniu był zły.
-Masz rację... Udawajmy, że nic się nie wydarzyło- powiedziałem poważnie odwracając się do niej plecami. Wskoczyłem na smoka i nie patrząc już na dziewczynę - choć bardzo mnie korciło- zabrałem się do dzisiejszego treningu. Należało zapomnieć o tym wydarzeniu choć smak jej ust ciągle mnie prześladował. Były miękkie i okropnie namiętne co wyprowadzało mnie z równowagi. Widać było, że potrafi wykorzystać usta do innych celów niż wrzaski. Może i nie była doświadczona, ale na pewno nie byłem pierwszym chłopakiem, z którym się całowała. Za dobrze jej szło jak na kogoś kto miałby się pierwszy raz całować. Od razu odrzuciłem tę myśl. Zastanawiało mnie dlaczego mnie to w ogóle ciekawi. Zmusiłem smoka do wysiłku sam przy tym się okropnie męcząc. Musiałem odwrócić ponownie swoje myśli tym razem od czegoś przyjemnego. Nie chciałem z nią iść do łóżka. To nie była dziewczyna dla mnie i wiedziałem jak by się to skończyło. Najpewniej łzami jeśli powiedziałbym na koniec, że nic nas nie łączy i nie chcę niczego więcej oprócz kilku nocy z nią. Nie przyjęłaby tego do wiadomości. Prędzej by mnie wyklęła i zabiła niż się ze mną przespała. Przynajmniej wiedziałem, że gdyby próbowała mnie zabić to bym sobie z nią poradzić. Choć jedna optymistyczna myśl tego dnia. Wolałem się nie zastanawiać jakimi słowami mnie wyklina po tym pocałunku. Z resztą co mnie to interesowało? Istniało tysiące dziewczyn, które byłyby chętne iść ze mną do łóżka. Powinienem przede wszystkim zająć się nimi.



Erica

Cały czas czekałam aż tek głupek mnie od siebie odepchnie lub zacznie się drzeć, że mam się do niego więcej nie zbliżać. Powinien to zrobić. O wiele lepiej się poczuję wiedząc, że nie chce mieć już więcej z tym nic wspólnego i chce jak najszybciej zapomnieć o tym wydarzeniu, tak samo jak ja.
Patrzyłam na niego zaskoczona, kiedy złapał mnie za podbródek. Trudno było uciec wzrokiem, dlatego jak zahipnotyzowana patrzyłam  w jego niebieskie oczy. Były piękne, ale i chłodne. Czemu ktoś taki nawet oczy musiał mieć wspaniale? Chętnie jedno z nich bym mu podbiła...
Wstrzymałam oddech kiedy bardziej się do mnie zbliżył. W pocałunku pozostałam bierna, całkowicie sparaliżowana tym, co się właśnie działo.Nie mogłam uwierzyć, że coś takiego mogło by kiedykolwiek się wydarzyć. To miał być jeden całus, który miał zakończyć wszystko i uwolnić mnie od tego przeklętego wyzwania.
Byłam całkowicie potulna i posłuszna. O dziwo było to bardzo przyjemne i może gdyby nie to, że miałam do czynienia z najbardziej obrzydliwym chłopakiem, który chodzi po tym świecie, na pewno bym to powtórzyła. Chciałam objąć go za szyję, jednak szybko odrzuciłam od siebie tą myśl. Nie mogłam posunąć się za daleko.
Spuściłam delikatnie głowę, kiedy mnie puścił, jednak nadal na niego spoglądałam. Musiałam wyglądać w tej chwili idiotycznie. Niechlujny wygląd po pracy z młodymi, włosy w nieładzie i cała czerwona twarz. Nie byłam nawet w stanie zapanować nad swoim oddechem.
-Masz nikomu o tym nie mówić - powiedziałam poważnie. Chociaż po jego słowach poczułam nieprzyjemny ucisk, chociaż nie dawałam po sobie poznać, że w jakikolwiek sposób mnie to ruszyło. W czasie pocałunku zrodziły się jedynie głupie nadzieje, które szybko zostały przytłumione i zdeptane.
Teraz wiedziałam jaki był tego cel. Chciał się jedynie zabawić, ale nie tak jak z innymi dziewczynami, tylko jedynie poprawić sobie humor, pośmiać się, że akurat ze mną mu się udało. Był taki sam jak Beth, tyle, że działał bardziej okrutnie. Na pewno każdy będzie gadał o tym jak Erice zmiękły nogi od samego pocałunku z tym przygłupem. Tak, treserzy będą mięli z tego ubaw przez najbliższy tydzień, zaś Beth- do końca mojego życia. Będzie mi to wypominała każdego dnia, śmiejąc się przy tym jak łatwo mu uległam. Już słyszę te słowa, że biedny Leoś musiał się całować z byle opiekunką smoków... Chłodny wzrok Leona na nic innego nie wskazywał, po prostu chciał się ponabijać. Już teraz zapewne śmiał się z tego jak beznadziejny musiał przeżyć pocałunek. To było upokarzające.
Palcami delikatnie swoje usta. Musiałam o tym jak najszybciej zapomnieć. Wiedziałam, że każde wspomnienie dotyczące tego pocałunku będzie sprawiało, że będę myślała o Leonie, a do tego nie mogłam dopuścić. Był przystojny, ale nic innego nie było w nim atrakcyjnego. Nawet gdyby miał nieco inny charakter, to i tak dziewczyny miał na jedną, niekiedy kilka nocy, nic więcej. Nie chciałam zostać jedną z tych. Właściwie to nie chciałam mieć z nim wspólnego. Znoszę jego towarzystwo dla dobra smoków.
Usiadłam na posłaniu Erasma. Był to jeden z niewielu chwil kiedy mogłam na chwilę odpocząć. Po treningu zatroszczę się o smoka i pójdę na wieczorną zmianę do młodych, aby chwilę się nimi zająć i ułożyć do snu. Oparłam się o ścianę. Czułam jak zmęczenie sprzed kilku dni daje o sobie znać, chociaż nie mogłam zasnąć. Samo to, że zobaczy mnie Leon było wystarczającą karą. Powinnam wrócić do swojego pokoju i położyć się do łóżka. Tylko na chwilę zamknę oczy...



Leon

Wróciłem wieczorem kiedy wszyscy powinni być pogrążeni w głębokim śnie. Wymęczyłem dziś Erasma, ale nie dlatego aby pokazać mu swoją dominację, ale po to aby zapomnieć o tym pocałunku z rana. Tak naprawdę nigdy nie powinno do niego dojść. Oboje się nienawidziliśmy- poza tym Erica, należała do kobiet inteligentnych, a za takie nie powinienem się brać. Im nie wystarczało to co mogłem im zaoferować. Pragnęły miłości i tego całego paskudztwa, które towarzyszy człowiekowi podczas mrzonek o chodzeniu ze sobą. Wylądowałem na placu trochę dalej dostrzegając śpiącą sylwetkę na dole. Przewróciłem oczami widząc, że to Erica. Jak zwykle wszystko utrudniała. Przypiąłem smoka i podszedłem do niej widząc, że nie zamierza się ruszyć ani tym bardziej obudzić. W pierwszym odruchu chciałem wylać na nią kubeł wody albo przynajmniej szturchnąć ją nogą, ale się rozmyśliłem. Schyliłem się i podniosłem ją z ziemi. Była ubrudzona ziemią, a kostium miała wymięty. Widać było, że nie przebierała się od kilku dni. Ograniczenie naszych kontaktów byłoby najlepsze. Mógłbym znaleźć coś czym mógłbym ją przekonać aby odpuściła sobie chodzenie za mną i wszyscy byliby szczęśliwi.  Zamknąłem za sobą dokładnie drzwi na klucz i dalej szedłem z dziewczyną na rękach. Nikogo nie spotkaliśmy na swojej drodze tym lepiej dla mnie. Przyspieszyłem kroku kiedy usłyszałem czyjeś głosy za sobą. W błyskawicznym tempie wszedłem do pokoju dziewczyny i położyłem ją na łóżku. Nie wiedziałem czemu to zrobiłem, bo zdecydowanie nie powinienem. Pozostawienie jej tam byłoby najlepszą rzeczą, ale nie wiedząc czemu wolałem ją tutaj przynieść. Nadal sobie spała więc nie będzie wiedziała, że to ja. Znając życie wściekałaby się jakby się dowiedziała, a mnie to z jakiegoś powodu bawiło. Wróciłem do Erasma dopiero po chwili. Musiałem go jeszcze umyć i nakarmić. Zrobiłem to niemal mechanicznie. Szybko jego łuski zostały doprowadzone do odpowiedniego stanu, a pysk smoka zaczął pożerać kawałki mięsa. Mogłem wracać do siebie, ale pozostawała jeszcze jednak sprawa do rozwiązania. A mianowicie - John. Skierowałem się do gabinetu szefa, który zapewne jeszcze nie spał. Zapukałem cicho i po zgodzie na wejście wkroczyłem do środka. Od razu przeszedłem do sedna.
- Ja w sprawie mojego pomocnika. John całkowicie się do tego nie nadaje, boi się nawet własnego cienia i najlepiej jakby zajął się czymś nie groźnym. Ja zaś potrzebuje kogoś kto nie sika w majtki na sam widok tych gadów.-powiedziałem nonszalancko opierając się o ścianę. Z Markiem znaliśmy się jak dwa łyse konie. Tylko jego tak naprawdę mogłem nazwać swoim przyjacielem. Pamiętałem go nawet z czasów dzieciństwa. To on pomagał mi zazwyczaj w trudnych chwilach, ale od kiedy powiedziałem mu, że muszę ten jeden dzień spędzać sam - odpuścił. Spojrzał teraz na mnie ze smutkiem i pokiwał tylko głową. Nie zadawał pytań, nie musiał. Doskonale wiedział jak prowadziłem swoje życie.
-Leo nie uważasz, że powinieneś...-przerwałem mu nieprzyjemnym spojrzeniem. Nigdy nie pozwalałem na dyrygowanie sobą.
-Rozumiem, że jesteś moim szefem, ale ustaliliśmy, że nie mieszamy się to jak żyjemy, ale dziękuję za troskę. W końcu nadal jesteśmy przyjaciółmi. Możesz tylko załatwić tą sprawę? Powinienem mieć przynajmniej kumatego pomocnika-szybko zmieniłem temat, kiwnąłem głową i w tej samej chwili wyszedłem z gabinetu. Poszedłem do swojego pokoju gdzie od razu zapadłem w męczący i niezbyt przyjemny sen.



Erica

Zerwałam się kiedy przed oczyma pojawiła mi się woda. Znowu to wspomnienie kiedy się topiłam. Nienawidziłam kiedy wspomnienie powracało do mnie w trakcie snu i pozostawiało na moim ciele to nieprzyjemne uczucie. Nie wiem po co w ogóle o tym myślałam.
Rozglądnęłam się po pomieszczeniu, ze zdziwieniem stwierdzając, że jestem w swoim pokoju. Tylko jedna rzecz mnie niepokoiła, nie pamiętałam, abym tutaj przychodziła. Musiałam zasnąć na posłaniu Erasma i najwidoczniej ktoś mnie tutaj przyniósł. Na pewno nie był to Leon. Prędzej obudziłby mnie w jakiś mało przyjemny sposób, ale na pewno by mnie tutaj nie przyniósł. Z drugiej strony tylko on mógłby mnie tam widzieć. Ostatnią i najbardziej możliwą opcją było to, że kogoś zawołał, aby mnie zabrali. Tak, na pewno o to chodziło. Innej możliwości nie widziałam.
Spojrzałam na zegarek, od razu zrywając się z łóżka. Znowu nie miałam czasu aby się przebrać, czy chociaż uczesać. Jedynie szybko poprawiłam swój kombinezon, aby w miarę dobrze na mnie wyglądał. Tyle musiało wystarczyć.  Już byłam spóźniona i na pewno nie zostanie to pominięte. Jeśli spotkam tam naszego koordynatora, na pewno nie minie mnie kara. Sam jego widok wywoływał ciarki na plecach. Nie znęcał się nad nami, ale był strasznie wymagający. Kilka minut spóźnienia oznaczało kilka godzin kary, którą trzeba było odpracować bez słowa sprzeciwu. Niekiedy tej najgorszej i najcięższej pracy, nie tej fajnej jak pilnowanie młodych.
Wybiegłam z pokoju. Miałam nadzieję, że Erasm nie bedzie na mnie zły, że dzisiejszego wieczoru go nie umyję. Na pewno zrobię to z samego rana, kiedy tylko odpracuję swoją karę. Po drodze zauważyłam w oddali Leona, jednak nie odzywałam się. Wolałam pozostać niezauważona. Po porannym pocałunku dziwnie czułam się w jego obecności. Wystarczy, że znowu będziemy sobie dogryzać i po kilku dniach na pewno mi to przejdzie. Tyle mi wystarczy.
Na moje nieszczęście wpadłam prosto na koordynatora. Wydukałam ciche przepraszam, uciekając wzrokiem gdzieś w bok. Byłam mocno spóźniona a on najwidoczniej już na mnie czekał, aby zrealizować swoje plany i nałożyć na mnie karę.
-Bierz się do roboty! Masz przygotować i uspać wszystkie smoki. Za karę przygotujesz wszystko na poranną zmianę i wszystko wysprzątasz! - krzyknął. Nie musiałam nawet na niego patrzyć, aby wiedzieć jaką ma minę. Jego wściekła twarz mogła wywołać u niektórych zawał serca. Leo przy nim był małym niegroźnym pudelkiem, który mógł jedynie poszczekać.
Bez zastanowienia skinęłam głową zgadzając się na to. I tak nie mogłam odmówić. Gdybym to zrobiła, na pewno dołożyłby mi kolejną pracę.
Po chwili pozostałam sama. Szybko uporałam się z młodymi, które były wyczerpane po dzisiejszym dniu. Czekały jedynie na mnie. Niektóre z nich zasnęły na podłodze i wystarczyło je przenieść do ich posłania. Wzrok skierowałam na pokój służący do treningu młodych oraz na plac, gdzie zazwyczaj się bawiły. Ni wyglądało to dobrze. Przy odrobinie szczęścia skończę z samego rana, jeśli w ogóle. Wszędzie panował bałagan.
-Super. Umrę tutaj... - wyszeptałam pod nosem. Czym szybciej zacznę pracę, tym szybciej ją zakończę. Wzięłam do ręki miotłę oraz środki potrzebne do wyczyszczenia tego syfu. Nawet nie mogłam liczyć na niczyją pomoc, jeśli nie chciałam oberwać jeszcze bardziej. W czasie odrabiania pracy koordynator nigdy nie akceptował tego, że ktoś komuś pomaga. Właściwie nigdy tego nie akceptował i od razu zaczynał się wydzierać. Był straszny..



Dzisiejszy trening odbył się na lądzie, a nie w powietrzu. Powoli uczyłem Erasma jak ma się zachowywać w razie zagrożenia. Nie mógł spanikować kiedy ktoś będzie na nim leciał, bo mogłoby się to dla jeźdźca źle skończyć. Mruknąłem pod nosem ciche przekleństwo kiedy smok znowu zrobił nie tak jak oczekiwałem. Wyciągnąłem z kieszeni nóż od razu zwracając na siebie uwagę smoka. Od razu stał się posłuszniejszy, bo bał się, że coś mu zrobię. Nie przeszkadzało mi to, że musiałem go zdominować. Lepiej żeby wiedział kto tu rządzi niż potem pokazywał swoje nastroje. Jeżeli od początku będzie wiedział kto tutaj jest panem to wszystkim będzie łatwiej. Skończyłem trening wyczerpany. Erasm nie chciał ze mną współpracować tak jak powinien, ale kiedy się go zastraszy było coraz lepiej. Kątem oka zobaczyłem w oddali sylwetkę, która sprzątała cały wybieg dla małych smoczków. Od razu wiedziałem kto tam jest. Poszedłem w tamtą stronę i oparłem się o płot odgradzający nas od siebie.
- Widzę, że jednak potrafisz sobie znaleźć zajęcie, które niekoniecznie koliduje z moimi treningami. Muszę ci powiedzieć, że jestem z ciebie dumny- powiedziałem teatralnie łapiąc się za serce. Nikogo nie było w pobliżu, a mnie droczenie się z nią sprawiało przewrotną przyjemność. Błysnąłem zębami w uśmiechu patrząc jak musi przebrnąć przez cały wybieg w smoczych kupach. Zaśmiałem się cicho. Nie zamierzałem tu na początku przychodzić, ale coś mnie tu ściągnęło. Może jak uda mi się ją do siebie zniechęcić to nie będzie chciała już przebywać ze mną przez te dwa tygodnie.
- Jeśli chcesz to mogę cię czego nauczyć... Na przykład to co zaczęliśmy wczoraj rano- powiedziałem patrząc na nią z pożądaniem w oczach. Nie wiedziałem czemu ale zabolało mnie to jak na mnie spojrzała. Zdawałem sobie sprawę, że w jakimś stopniu ją ranię, ale nie mogłem się tym przejmować. Zachowałem chłodną minę nic po sobie nie pokazując. Od zawsze wiedziałem jak maskować swoje uczucia więc nie było z tym najmniejszego problemu. Erica zaś była pierwszą dziewczyną, która potrafiła mnie wyprowadzić z równowagi. Na pewno jak dziś odwiedzę którąś z dziewczyn to poczuje się o wiele lepiej. Problem w tym, że nie miałem na to najmniejszej ochoty. O nie... Angelique na pewno mnie przyjmie i nie będę musiał kiwnąć palcem. Musiałem w końcu zacząć żyć tak jak żyłem do tej pory. Z dala od Eric'i i jej ust, które nadal chciałem całować. Oparłem głowę na ręce obserwując jak przerzuca widłami kolejne porcje gnoju. Zapewne spóźniła się i musiała odbębnić dodatkowe obowiązki.



Erica

Słońce dawno już wstało, a ja nie wypełniłam nawet połowy swoich obowiązków. Ledwie trzymałam się na nogach. Niby zwykłe sprzątanie, ale strasznie wykańczało. Małe smoki potrafiły nieźle nabałaganić, tylko dlaczego akurat ja musiałam po nich dzisiaj sprzątać? Były specjalne ekipy, które się tym zajmowały. Takie coś nie należało do obowiązków opiekuna, dlaczego więc akurat to musiałam robić? Koordynator takimi metodami chciał wymusić na nas posłuszeństwo i pokazać, że nie będzie dla nas uległy. Właśnie dlatego zawsze starałam się być systematyczna i rzadko kiedy się spóźniałam. Niemniej dzisiejszego dnia przesadził. Kary nie były łagodne, ale nie zajmowały aż tak duże czasu. Zapewne chciał się zemścić za to, że musiał przez ten czas na mnie czekać, póki nie przyszłam na swoją zmianę. Nie lubił marnować na nas swojego czasu bardziej niż było to konieczne. Nie raz nam to uświadomił a nawet sam o tym mówił, cały czas wypominając, że tylko utrudniamy mu pracę i marnujemy cenny czas.
Odetchnęłam głęboko poprawiając włosy, które opadły mi na twarz. Skrzywiłam się słysząc znajomy głos. Jeszcze jego tutaj brakowało... Nie mógł już dać mi dzisiaj spokój i zająć się jedną ze swoich panienek? Skończył już trening, więc po co tutaj jeszcze był. Erasmem zajmę się jak tylko skończę tą robotę. Każdy wypełni swoje obowiązki i oboje będziemy zadowoleni.
Zbyłam jego słowa prychnięciem. Nie miałam już nawet siły na sprzeczki w nim, ani nawet ochoty. Był tutaj tylko po to, aby mnie męczyć i mieć z czego się pośmiać. Tak, bo to przecież takie zabawne kiedy opiekunka za kare musi wysprzątać cały plac. Żeby przez przypadek nie przewrócił się ze śmiechu i nie udusił...
Odetchnęłam z ulgą kiedy skończyłam sprzątać miejsce, które służyło jako toaleta dla smoków. Salę treningową również miałam za sobą. Pozostawało wyczyścić jedynie plac zabaw, na którym były porozwalane wszystkie zabawki. Jeszcze dwie godziny i na pewno uda mi się z tym uporać. Tą najgorszą robotę pozostawiłam na sam koniec.
Spojrzałam na niego morderczym wzrokiem kiedy znowu się odezwał. Aż tak bardzo pragnął mnie upokorzyć. Najgorsze było to, że chciałam powtórzyć tamten pocałunek, ale wiedziałam, że to i tak nie znaczyło. Robił to, aby się ze mnie ponabijać, nic więcej. To przecież takie zabawne, że opiekunka się w nim zakocha, a on porzuci ją na oczach wszystkich. I bez tego miałam ciężkie dni kiedy w paradę wchodziła mi Beth i jej przyjaciółeczki.
-Skończyłeś się już ze mnie nabijać? Nie wiem czy zauważyłeś, ale mam jeszcze trochę pracy i chciałabym to skończyć jak najszybciej. - prychnęłam pod nosem.
Zaczęłam zbierać zabawki, jedną po drugiej. Irytowało mnie kiedy tak mi się przyglądał. Jakby nie widział opiekuna, który właśnie wypełnia swoje obowiązki, albo raczej odpracowuje kare.
Pisnęłam cicho kiedy coś mnie przewróciło. Zaśmiałam się cicho widząc na sobie małego smoka. Byłam padnięta, jednak dla tych maluchów zawsze znajdę w sobie odrobinę energii.
-Uważaj mały, nie zrób sobie krzywdy.- wyszeptałam głaszcząc go po głowie. Mały gad mlasnął w odpowiedzi pyskiem i uciekł do innej opiekunki, która właśnie niosła dla niego butelkę. Ja zaś nie miałam już nawet ochoty się podnosić. Najchętniej pozostałabym w tym miejscu i poszłabym spać. Jedynie wizja wkurzonego i krzyczącego koordynatora motywowała mnie do ukończenia pracy. Nie chciałam kolejnej kary za to, że się obijam.



Leon

Próbowała mnie spławić, a ja to doskonale widziałem. Bądź co bądź przyszedłem tutaj z własnej woli, a nic nie bawiło mnie bardziej niż jej nadąsana mina. Przynajmniej w ostatnim czasie. Nie mogłem traktować tego poważnie. Wszystko powinno być takie jak zawsze, a ona powinna myśleć, że się nią zabawiam tak jak innymi dziewczynami. Zaraz, moment, ale właśnie tak było. Wykorzystałem sytuację i skłoniłem ją do pocałunku, którego tak naprawdę nie chciała, a jednak mnie od siebie nie odepchnęła. Zastanawiało mnie czemu tego nie zrobiła zwłaszcza, że ponoć tak bardzo mnie nienawidziła. Spiąłem się widząc, że smok przewrócił ją na ziemię. Zacisnąłem dłonie z całej siły na barierce próbując się uspokoić. To był przecież tylko mały smoczek i nie mógł jeszcze zrobić nikomu krzywdy. Prawdopodobnie, bo to nigdy nie było do końca pewne. Odetchnąłem głęboko uspokajając się. Mój wzrok spotkał się ze wzrokiem dziewczyny. Od razu ukryłem moje spięcie pod chłodną maską, ale podejrzewałem, że trochę widziała. Oby nie zbyt dużo.
- Nie wiem czy wiesz, ale leżąc na ziemi na pewno szybciej nie skończysz. Ale co ja tam wiem prawda? Ach i na przyszłość jeśli chcesz spać koło smoka to nie kładź się na całym jego posłaniu. Nie należysz do najlżejszych, ale kto wie może mi się jakoś odwdzięczysz?- uśmiechnąłem się zimno w jej stronę. Musiałem ukryć swoje wcześniejsze emocje i nie pozwolić aby, ktoś cokolwiek zauważył. Należało trzymać ludzi na dystans. Poza tym lubiłem kiedy się rumieniła, a często jej się to zdarzało. Może nie tyle z onieśmielenia ile ze złości na mnie. Zadowolony jednak byłem, że to ja wywołuje w niej takie emocje. Nie powinienem mieć nic przeciwko aby kto inny także z nią tak postępował. To nie była moja sprawa. Zresztą powinna znaleźć sobie jakiegoś faceta może wtedy byłaby mniej cięta na wszystkich.
-Lepiej uważaj na przyszłość. Nie wszyscy faceci lubią zgryźliwe kobiety. A mam niestety wrażenie, że nie potrafisz robić nic więcej oprócz wrzeszczenia na wszystko co się rusza- powiedziałem współczująco do niej. Kolejna uszczypliwa uwaga, która miała ją wyprowadzić z równowagi. Nawet jeśli tak się nie stanie to trudno. Przeciągnąłem się od niechcenia i poprawiłem włosy. Odepchnąłem się lekko od poręczy i jak gdyby nic ruszyłem w stronę mieszkania. Mark obiecał mi, że nazajutrz przyśle mi nowego pomocnika. Miałem nadzieję, że się wywiąże z tej obietnicy. Ostatnio oddaliliśmy się od siebie odkąd diametralnie zmieniłem swoje postępowanie, a co za tym idzie całe życie. Nie pochwalał tego co robię ze wszystkimi dziewczynami, ale nie miał na to wpływu. Mógł tylko czasem mnie upomnieć, ale nie miał mnie w swojej władzy. Także nie on mnie zatrudnił. Zrobili to ci co byli wyżej nad nim więc nikt nie mógł mi zarzuć, że znalazłem pracę po znajomości. Mark tylko nadzorował pracę i mógł decydować o zawieszeniach i w ważnych przypadkach o zwolnieniach. Nigdy jednak nie przyjmował ludzi do pracy. Zarządzał wszystkimi i wszystkim, ale sam jako tako nie miał największej władzy. Przynajmniej wiedziałem, że gdy poproszę go o pomoc to mi nie odmówi. Nikomu także nie opowiadał o moim życiu za co byłem mu niezmiernie wdzięczny.



Erica

Nienawidziłam go jeszcze bardziej za to, że mnie pocałował. Był okropnym i nieczułym głupkiem. Powinnam od razu go odepchnąć, zamiast mu na to pozwalać. Nie ważne jak przyjemne uczucie temu towarzyszyło, nadal był tą samą osobą. Chociaż nie można było ukryć, tylko on potrafił całować w ten sposób. Tyle, że ja miałam inne wymagania niż on. Nie szukałam chłopaka na jedną noc. Taki układ ani trochę mnie nie satysfakcjonował.
Tylko dlaczego akurat mnie upatrzył sobie na ofiarę tych żartów? Byłam w stanie wytrzymać ciągłe docinki, obrażanie i donoszenie na mnie, ale tego zrozumieć nie potrafiłam. Sam w czasie pierwszego spotkania powiedział mi, że prędzej pokocha smoka niż zwróci uwagę na byle opiekunkę jak ja. Każdego dnia udowadniał, że ani trochę nie zmienił swojego nastawienia. Teraz zapewne nadal tak było, ale musiał się pośmiać z czegoś innego, więc postanowił się mną zabawić.
-Nadal tu jesteś? - mruknęłam pod nosem. Byłam świadoma, że tutaj stał, ale skoro aż tak chciał sobie dogryzać, proszę bardzo. Nie miałam zamiaru pozostać bierna i słuchać jak bardzo beznadziejna jestem. - Niby za co mam ci się odwdzięczyć? Nawet nie uwierzę w to, że "zdolny i wspaniały" Leon zaniósł mnie do mojego pokoju. Pewnie kogoś zawołałeś, aby samemu się nie przemęczać. Nie mogłeś mnie po prostu obudzić? Nawet wiadro z wodą byłoby dobrym rozwiązaniem. Przez ciebie spóźniłam się do pracy. - prychnęłam. Naprawdę myślał, że uwierzę w jego wspaniałomyślność. Nigdy by mnie nie zabrał do pokoju. Coś takiego nie było do niego podobne. Nawet dla jednej ze swoich laleczek by się tak nie poświęcił.
Widziałam jak spiął się na widok małego. Mógłby się aż tak nie stresować. Niby co te małe stworzonka mu takiego zrobiły? Na szczęście nic nie zrobił. Tym lepiej, bo byłabym gotowa bronić maluchów przed nim. Nic nie mogła zrobić gdy chciał pokazać dominację nad dorosłymi smokami w czasie treningu, jednak młode były pod moją opieką i nie mógł ich tknąć nawet palcem. Nie pozwolę skrzywdzić młodych, bo on ma taką ochotę.
- Dziękuję za troskę, ale jesteś jedyną osobą, która mnie denerwuje samym widokiem. No, może pomijając Beth, która za tobą łazi niczym bezpański kundel za jedzeniem. Poza tym to już nie twoje zmartwienie. - prychnęłam pod nosem. Nagle zaczął się martwić tym, czy znajdę sobie chłopaka? Dobre sobie. Nie powinno go interesować to jak się zachowuję i z kim się będę spotykać. Czy może raczej chciał pokazać jaki jest wspaniały, że przyciąga do siebie każdą dziewczynę a ja nadal nikogo nie mam? Był beznadziejny.
W miarę szybko uporałam się z pracą. Na całe szczęście udało mi się wyjść na tyle wcześnie, że minęłam się z koordynatorem. Przynajmniej do późniejszej zmiany nie musiałam go oglądać i wysłuchiwać kolejnych kazać na temat mojego spóźnienia. Pewnie znowu wysnuje jakieś teorie, że marnuję na coś czas i się obijam zamiast pracować.
-Pora się wykąpać, Erasm. - powiedziałam z uśmiechem spoglądając na smoka. Najwidoczniej nie tylko ja byłam tutaj wyczerpana po dzisiejszych zajęciach.



Leon

Z samego rana przy smoku czekał już na mnie nowy pomagier. Zlustrowałem go spojrzeniem od stóp do głowy i od razu mi się nie spodobał. Miał blond włosy i brązowe oczy, zbudowany też nie był najgorzej jednak najbardziej drażniła mnie w jego oczach pewność siebie. Wydawało mu się, że jest lepszy ode mnie, ale to się szybko zmieni. Spokojnie już na niego czekała nowa robota, która szybko zmieni jego nastawienie. Stanąłem tuż przed nim. Przewyższałem go o głowę co dawało mi przewagę. W jego oczach błysnął strach, który szybko zamaskował. Uśmiechnąłem się chłodno na ten widok - sprawiło mi to niemałą satysfakcję.
-Na początek wyczyścić cały teren ze smoczych odchodów. Od dziś co rano będziesz się tym zajmował, a dodatkowo co wieczór ma tutaj czekać ciepła woda aby można było wyczyścić smocze łuski. Nigdy nie może braknąć mięsa w spiżarni, a wiadro z czystą i świeżą wodą ma czekać przed drzwiami. - powiedziałem stanowczo. Widziałem, że chłopak chce zaprotestować, ale ugryzł się w język i z wściekłym spojrzeniem zabrał się do roboty. Bał się mnie... I bardzo dobrze. Trzeba było go ustawić tak samo jak te wszystkie smoki. Nie był nic wart. Dzięki temu można było go kontrolować i na pewno wykona każdy mój rozkaz. Odwróciłem się od niego i mój wzrok od razu spoczął na Eric'e, która i dzisiejszego dnia przyszła popilnować, a raczej dopilnować Erasma. Powinienem coś zrobić w tym kierunku, bo jej obecność coraz bardziej mnie rozpraszała. Dziś po pracy powinienem ją przynajmniej śledzić i znaleźć coś na nią co by mnie od niej łagodnie rzecz mówiąc - odseparowało. Tak naprawdę ciągle chciałem ją całować. Kątem oka widziałem, że mój nowy pomagier przestał zajmować się tym co mu zleciłem. Spojrzałem na niego groźnie, a ten wlepiał maślane oczy w dziewczynę. Nie wiedząc czemu rozzłościło mnie to okropnie. Założyłem dłonie na piersi.
-Jeśli nie podoba ci się praca zawsze możesz wracać skąd przyszedłeś- rzuciłem chłodno niby od niechcenia. Przeszedłem obok niego w kierunku smoka i "przypadkiem" potrąciłem wiadro do którego zbierał wszystkie odpadki. Rzuciłem krótkie ups przesłodzonym głosem i poklepałem smoka po łuskach. Casper - bo tak się nazywał chłopak bezradnie spojrzał na to co wyleciało z wiadra. Musiał zaczynać od nowa, a ja wcale się tym nie przejąłem. Powinien cieszyć się, że nie wcisnąłem tam jego twarzy. Potrząsnąłem dziwnie głową. Dlaczego w ogóle się tak zachowywałem. Dla wszystkich wyglądało tak moje codzienne zachowanie. Martwiły mnie jedynie pobudki z których to robiłem. Nic nie czułem do tej idiotki. Każdy mógł ją podrywać, a mi nic do tego. Wskoczyłem na smoka aby zacząć trening. Pociągnąłem z uprząż podrywając smoka do lotu.