Erica
-Mylisz się. W rzeczywistości nie znasz tych stworzeń zbyt dobrze i kierujesz się negatywnymi emocjami. Nie patrzysz na to jakie są , skupiasz się jedynie co mogą ci zrobić. Mój ojciec był opiekunek i nauczył mnie wszystkiego o tych stworzeniach. Zanim tutaj trafiłam poznałam dziesiątki smoków. Każdy z nich jest inteligentną istotą i wiedzą co robią. Póki nie poznasz powodu ataku nie możesz ich oceniać. Erasm też jest dzikim smokiem, jest silny, zdeterminowany i pewny siebie. Nawet widząc mnie po raz pierwszy, ani razu mnie nie zaatakował, chociaż według twoich teorii powinien pożreć mnie na miejscu. One nie są dzikie tylko samotne. Są takie same jak my. Ty też traciłeś nad sobą panowanie i działałeś instynktownie kiedy byłeś zdenerwowany, dlatego nie powinieneś traktować ich jak bezmyślne kreatury. W rzeczywistości jesteś do nich bardzo podobny. Traktujesz je jak potwory, ale czy traktując je w ten sposób sam nie stajesz się potworem? Poznanie ich odruchów to nie to samo co poznanie samego smoka, a póki go nie poznasz, nie wiesz jaki jest. - powiedziałam półszeptem. Miałam nadzieję, że chociaż trochę przemówię mu do rozsądku i coś wytłumaczę. Leon nie wyglądał na osobę, która od tak zmieniała zdanie, mimo to chciałam spróbować zmienić jego nastawienie. Po prostu zboczył ze ścieżki i ktoś musiał go naprowadzić na dobrą stronę. Problem w tym, że on same tego nie chciał.
Spojrzałam na niego kiedy wydał polecenie. Czułam się jak marionetka, a on pociągał na moje sznurki. Miałam wykonać każde jego polecenie bez marudzenia. Nie, tylko te, które ja uznam za możliwe do wykonania. Nie zrobię wszystkiego, nawet jeśli miałoby to oznaczać utratę cennych informacji o nim. Również miałam swoje granice i nie byłam zdolna do desperackich kroków tylko po to, aby czegoś się o nim dowiedzieć.
Naciągnęłam bardziej koszulę nocną, próbując ukryć swoją bieliznę i podeszłam do niego. Jego postawa jedynie mnie do tego zniechęcała. Jeśli w ten sam sposób traktował Beth, pod tym względem mogłam współczuć dziewczynie i jeszcze bardziej dziwiłam się, że tak do niego lgnęła.
Usiadłam na jednej jego nodze. Ułożyłam się bokiem, aby nie musieć na niego patrzyć i nie utrzymywać kontaktu wzrokowego. W końcu wypełniłam zadanie, więc nie powinien mieć żadnych zastrzeżeń. Nie powiedział dokładnie jak powinnam to zrobić.
-Dlaczego taktujesz tak Caspera kiedy się do mnie zbliża? Nie trudno zauważyć, że jesteś w tedy bardziej surowy i zdajesz się być poddenerwowany. - spojrzałam na niego kątem oka. Nie dotyczyło to jego przeszłości, jednak chciałam poznać odpowiedź na to pytanie. Dręczyło mnie od samego początku. Jedynie przez ostatnie dni nie mógł nic z tym zrobić. Casper również zauważył to, że w mojej obecności Leon robi się groźniejszy. Chciałam wiedzieć co było powodem tego zachowania. Przez te kilka dni i długie godziny pielęgnacji nad Erasmem miałam nieco czasu, aby dłużej z nim porozmawiać i dowiedzieć się kilku rzeczy.

Leon
Wzruszyłem lekko ramionami. Spiąłem się lekko kiedy zaczęła mówić, że straciłem na sobą panowanie. Owszem stało się tak, ale nie zrobiłbym jej poważnej krzywdy. Nawet jak złapałem ją za ramię nie zrobiłem tego tak aby odczuwała ból. Doskonale zdawałem sobie sprawę jak to jest być uwięzionym w potrzasku i nie mogąc nic zrobić. Z mojej strony jednak Erice nie groziło poważne niebezpieczeństwo. Parsknąłem śmiechem kiedy usiadła na skraju jednego z moich kolan. Położyłem dłoń na jej pośladkach, a drugą na jej kolanie i przyciągnąłem do siebie tak, aby siedziała na obu i było jej wygodniej. Moje ciało zareagowało na tą bliskość i z trudnością, ale ukryłem wszystkie emocje.
-Powiedziałem na kolanach, a nie na kolanie- powiedziałem nadal obejmując ją ramieniem i trzymając ją na jej pośladkach - Ale tutaj się myślisz. Człowiek potrafi nad sobą zapanować. Owszem straciłem panowanie, ale nie groziło ci z mojej strony nic poważnego. Na pewno bym cię nie zabił, a smok zadziałałby od razu zionąc ogniem lub pożerając cię na miejscu. Nie mówię, że każdy smok zaatakuje cię od razu, ale trzeba być gotowym na każdą ewentualność- mruknąłem poważnie. Nie chciałem rozmawiać na ten temat, ale skoro taka była umowa to powinienem z tego czerpać ile się da. Zacisnąłem dłoń na jej pupie i ułożyłem się wygodniej przyciągając ją do siebie. Trzymałem ją tak, że nawet jakby chciała wstać to bym jej nie pozwolił. Na szczęście nie wyrywała się. Gładziłem ją delikatnie po kolanie zastanawiając się jak by jej odpowiedzieć za wiele nie zdradzając. Ciągle patrzyłem jej w oczy.
-Może pragnę cię tylko dla siebie nie pomyślałaś o tym? Poza tym denerwuje mnie, nie potrafi pokazać swojego charakteru jedynie ucieka przed wyzwaniami. Nadaje się do tego co robi-powiedziałem cicho hipnotyzującym głosem. Przybliżyłem twarz do jej twarzy. Pachniała mydłem kokosowym i czymś co mnie ogromnie podnieciło. Oparłem się z powrotem i wyszczerzyłem zęby w jednym z uroczych uśmiechów. Nie powinien interesować ją ten głąb. W ogóle do niej nie pasował. Spojrzałem na nią obojętnym wzrokiem, Ciekawy byłem jak poradzi sobie z następnym zadaniem.
- Pocałuj mnie... Ale nie ma to być zwykły całus. Masz sprawić abym cię zapragnął. Nie przyjmę półśrodków. Rozumiesz? Jednym pocałunkiem masz sprawić abym chciał się na ciebie rzucić- wymruczałem jej do ucha. Patrzyłem na nią z wyczekiwaniem.

Erica
Spojrzałam na niego zła kiedy przyciągnął mnie bliżej siebie. Po prostu się mną bawił, korzystając z okazji. Znudziły mu się stare zabawki i musiał sobie znaleźć coś nowego. Właśnie tak się teraz czułam. Jak zabawką, którą dnia następnego porzuci, bo nie będzie mu już potrzebna. To było trochę bolesne.
-Tu cię zdziwię, ale to wcale nie było takie oczywiste. Widząc cię w tedy nie wiedziałam czy mnie pobijesz czy od razu zabijesz. Do tego nie jesteś jedyny. Równie dobrze mógłbyś poznawać zachowania innych ludzi, bo nigdy nie masz pewności kto postanowi się na ciebie rzucić i cię zabić. Twoja nienawiść do innych smoków nadal jest bezpodstawna. Tak naprawdę każda istota jest potencjalnym zagrożeniem i każdy może zabić. - założyłam ręce na piersi próbując na niego nie patrzyć. Nie lubiłam kiedy spoglądał na mnie tym chłodnym wzrokiem, który nie ujawniał żadnych uczuć. Sprawiał, że byłam zdezorientowana i jeszcze bardziej skrępowana.
-Naprawdę myślisz, że ktoś ci w to uwierzy? Idąc tym tokiem rozumowania pożądasz praktycznie każdej dziewczyny, więc powinny być wierne jedynie tobie, ale ty możesz biegać za jaką tylko chcesz. To obrzydliwe. Po co pragnąć kogoś kogo się nienawidzi i ograniczać jego życie? - prychnęłam. Beznadziejna wymówka.
Złapałam go za nadgarstek, zabierając jego rękę ze swoich pośladków. Nie chciałam aby dotykał mnie w ten sposób. Nie był dla mnie nikim szczególnym, dlatego nie powinien robić takich rzeczy. Już kilka razy dawałam mu do zrozumienia, że jeśli chce się zabawić, niech idzie do swoich dziewczyn. Ja nie miałam ochoty stawać się jedną z nich.
Odetchnęłam głęboko i wystawiłam delikatnie język. Naprawdę mu się nudziło, skoro wymyślał tak idiotyczne zadania, które w rzeczywistości do niczego nie prowadziły. Odwróciłam się w drugą stronę kiedy na moich policzkach pojawił się mocny rumieniec. Chęć pocałowania go po raz kolejny była silniejsza ode mnie. Nie chciałam tego robić, a jednak coś mnie do niego przyciągało. Jakoś uporam się z tym wyzwaniem. Już wcześniej mnie całował, więc nie powinno być to nic trudnego. Nikt jeszcze nie zginął od jednego pocałunku. Nawet z takim głąbem...
Położyłam dłonie na jego policzkach, ciałem przywierając do tego torsu. Na pewno będę tego później żałować. Wstrzymałam oddech składając na jego ustach jeden pocałunek, z ledwością muskając jego wargi. W tech chwili walczyły ze sobą dwa, całkowicie sprzeczne odczucia: niechęć do niego i pożądanie. Mimo to kontynuowałam zadanie. Chciałam mieć to już za sobą. Pocałowałam go po raz kolejny, jednak tym razem zrobiłam to bardziej pewnie i namiętnie. Właśnie tego chciał. Jeden pocałunek, nic więcej.

Leon
-Nie musisz mi wierzyć. Chciałaś poznać prawdę więc powiedziałem ci jak jest. To czy przyjmiesz ją do wiadomości zależy tylko od ciebie-powiedziałem stanowczo nie spuszczając z niej wzroku. Ciągle wracała do tych smoków. Nienawidziłem ich i tyle pozostawało w temacie. Nie trzeba było się zastanawiać dlaczego się tak stało. Tak było i już - koniec tematu. Postanowiłem nie odpowiadać dzisiaj na dalsze pytania. Jeśli chciała mogła spróbować jutro. Z resztą wolałem to rozciągnąć w czasie. Musiała za mną zatęsknić i pragnąć mojej obecności tak samo jak ja jej pragnąłem. Rozciągnąłem się wygodnie. Dałem bez problemu odsunąć swoją dłoń i znowu pogłaskałem ją po kolanie. Miała wypełnić swoje zadanie i to się teraz liczyło. W milczeniu czekałem na jej ruch. Powoli położyła swoje dłonie na moich policzkach. Musnęła lekko wargami moje usta. Uniosłem jedną brew patrząc na nią. Na pewno nie zgodzę się na taki pocałunek. Nie ma mowy. Miała mnie pobudzić, a nie uśpić.
-Musisz się bardziej postarać.- powiedziałem poważnie patrząc jej w oczy wyzywająco. Nie mogła odpuścić. Inaczej sam wziąłbym to co moje. Uśmiechnąłem się kiedy przybliżyła do mnie usta ponownie tego dnia. Westchnąłem cicho kiedy mnie pocałowała. Działała na mnie niesamowicie. Tak jak żadna dziewczyna do tej pory. Objąłem ją mocno ramionami sadzając ją na sobie okrakiem aby wygodniej było mi ją całować. Położyłem dłoń z tyłu jej głowy i przyciągnąłem do siebie. Całowałem ją delikatnie muskając jej wargi. Po chwili pocałunek stał się bardziej namiętny. Tym razem Erica nie pozostawała bierna. To ona miała za zadanie mnie całować. Splotłem ze sobą nasze języki drażniąc ją lekko. Przeniosłem dłonie na jej pośladki i ścisnąłem lekko. Miałem dziwne wrażenie, że jej się podoba. Przechyliłem ją do tyłu pogłębiając pocałunek. Zjechałem na jej szyję muskając ją lekko. Ogromnie mi się to podobało. Dłońmi gładziłem ją po plecach. Po chwili znowu wróciłem na jej usta całując ją namiętnie. Nigdy jeszcze czegoś podobnego nie czułem. To było o wiele więcej niż kiedykolwiek doświadczyłem z jakąkolwiek dziewczyną. Była namiętna choć tego nie wiedziała. O wiele lepsza niż pusta Beth. Miałem dobre porównanie, ale Eric'i do nikogo się nie dało porównać. Tym razem naprawdę pragnąłem kobiety i nie bardzo wiedziałem jak sobie z tym poradzić. Chciałem aby należała do mnie. Przynajmniej tej nocy. Później mogła iść własną drogą, ale nie teraz. Chciałem aby mnie cały czas całowała.

Eric
Byłam całkowicie posłuszna, nawet przez chwilę nie protestując. Po prostu chciałam tego pocałunku, aby po raz kolejny mnie do siebie przytulił. Z jednej strony ani trochę mu nie ufałam, z drugiej zaś jego ramiona dawały mi dziwne poczucie bezpieczeństwa. Wszystko co do niego czułam było ze sobą sprzeczne i nie wiedziałam jak powinnam postępować. Pragnęłam jego ust i jednocześnie nie chciałam, aby kiedykolwiek mnie jeszcze całował. Chciałam się do niego przytulić i odepchnąć, aby już mnie nie dotykał. Trudno mi było ukryć nawet to, że podobało mi się to. Jego pocałunki pozostawiały na mojej szyi palące uczucie, przez co chciałam więcej.
W końcu przerwałam pocałunki kładąc rękę na jego ustach. Nie mogłam dłużej tego kontynuować. Nienawidziłam siebie za to, że aż tak się do mnie przybliżył. Oboje mieliśmy inne cele. On chciał się jedynie zabawić z nową dziewczyną, mieć na jedną noc, a ja z kolei zaczynałam czuć coś więcej. Doprowadziło to do tego, że byłam zazdrosna o dziewczyny, którymi do tej pory się interesował. To nie powinno tak wyglądać. Od samego początku ten pocałunek był złym pomysłem i teraz się o tym przekonałam.
Wstałam z jego kolan. Instynktownie położyłam rękę na bliźnie, która ukryta była pod koszulą. Tego też nie powinien nigdy widzieć. Chociaż kto wie, może gdyby ją zobaczył od razu by stwierdził, że już nie chce mnie dotykać. Byłoby mi o wiele łatwiej. Czym bardziej mi się podobał, tym trudniej będzie mi się pogodzić z tym, że jedynie się ze mną zabawia.
-Powinieneś wracać do siebie, mam jeszcze dużo rzeczy do zrobienia. - mruknęłam pod nosem. Wzięłam do ręki czysty kombinezon zamykając się w łazience. Szybko przebrałam się w robocze ubranie i wróciłam do pokoju. Niestety Leon nadal siedział na fotelu. Nałożyłam na siebie resztę ubrania, pozostawiając na łóżku jedynie część zbroi. Nie byłą mi teraz potrzebna.
Jeśli się pośpieszę, na pewno zdążę do Emeralda, aby go wykąpać. Powinnam to zrobić zanim ktokolwiek zobaczy, że opuściłam kilka godzin pracy. Później udam się do Erasma. Obiecałam Casperowi, że przyjdę tam po pracy i chłopak na pewno będzie na mnie czekał. Leona nie powinno to interesować. Nie przyszedł tutaj po to, aby się mną zająć, dostał już to, czego chciał, mieliśmy niepisaną umowę. Na dzisiaj już swoje skończył, więc nie musiał już przy mnie siedzieć.

Leon
Miałem ochotę zaprotestować kiedy się ode mnie odsunęła. Obojgu nam się to podobało więc nie widziałem powodu aby to przerywać. Mimo to pozwoliłem jej się ode mnie odsunąć nie wymuszając od niej więcej. Nie miałem do tego prawa, ale tego skrycie bardzo pragnąłem. Spojrzałem na nią obojętnie i wzruszyłem ramionami na jej słowa. Nie zamierzałem jej zostawiać, bo wiedziałem, że wróci do pracy, a miała odpoczywać. Kiedy poszła się przebrać wbrew mojej woli usiadłem pod drzwiami całkowicie blokując przejście. Wcześniej jeszcze sprawdziłem czy okno jest szczelnie zamknięte i zabrałem do niego kluczyk aby tamtędy nie uciekła. Kiedy wyszła już kompletnie ubrana spojrzałem na nią od niechcenia i uśmiechnąłem się niewinnie.
- Wybierasz się dokądś? Musisz mi wybaczyć, ale jestem tak zmęczony, że nie dam rady się podnieść -powiedziałem bardzo poważnie. Jej wzrok skierował się na okno, a ja się tylko cicho zaśmiałem. Nie było szans aby mi uciekła. Poza tym byłem gotowy w każdej chwili podnieść się i ją dogonić. Posłałem już wiadomość do Marka, a ten zapewnił mnie, że koordynator nie zastosuje wobec niej żadnej kary. Rozumieli, że miała za dużo zadań i przysłali nowy rozpis jej pracy. Ziewnąłem głośno patrząc na nią.
-Od dziś opiekujesz się małymi smokami od rana do południa, a od południa do wieczora Erasmem. W połowie masz przerwę na obiad. Przyszła nowa rozpiska wypisana przez twojego koordynatora. A teraz wracaj do łóżka jeżeli nie chcesz abym położył się obok ciebie i siłą cię tam zatrzymał, a i jutrzejszy dzień masz wolny.- westchnąłem cicho jakby zakłopotany tym, że się nie słucha. Wiedziała, że spełnię swoją groźbę jeżeli mnie nie posłucha. Położyłem sobie poduszkę pod głowę i przymknąłem oczy odpoczywając od pracy. Było całkiem wygodnie chociaż nie pogardziłbym wygodnym łóżkiem z chętną kobietą. Musiałem przystopować, nie tak szybko. Wszystko powoli. Problem w tym, że przy niej nie potrafiłem się opanować. Stłumienie pożądania było trudne ale wykonalne. Nie byłem zwierzęciem więc to żaden wyczyn się powstrzymać. Zerknąłem na nią kiedy dalej stała na środku pokoju. Ostrzegawczo podniosłem się na ramieniu dając jej ostatnią szansę na powrót do łóżka. Poza tym czekało na nią jeszcze jedzenie które musiała zjeść jeżeli nie chciała abym ją nakarmił. Nie dopuszczę aby ponownie zemdlała. Wmawiałem sobie, że dla każdej dziewczyny bym się tak poświęcał. Przecież taka była prawda. Troska o drugiego człowieka nie była mi obca chociaż to ukrywałem.

Erica
Spojrzałam na niego. Po jego zachowaniu mogłam stwierdzić, że tak łatwo mnie stąd nie wypuści. Czego on ode mnie jeszcze chciał? Nie musiałam wracać do pracy, ale przynajmniej się stąd wydostać. Przy nim zaczynałam zachowywać się irracjonalnie i czułam się jak skończona idiotka. Wiedziałam, że kiedy tylko się obok mnie położy znowu będę chciała go pocałować i poczuć jego bliskość. Do tego nie mogłam już dopuścić. Ucieczka była najlepszym rozwiązaniem w tej chwili. Było jedno miejsce, które zapomniał przede mną zabezpieczyć, a ja miałam zamiar jak najszybciej to wykorzystać.
-Jak tam sobie chcesz...-prychnęłam pod nosem, aby tylko złapał przynętę. Wzięłam z szafy drugą piżamę, która zasłaniała o wiele więcej i składała się z bluzki i piżamy. Czułam się mniej skrępowana kiedy strój zakrywał nieco więcej niż sama bielizna.
Wróciłam do łazienki zamykając drzwi na klucz. Nie miałam jednak zamiaru się rozbierać. Nie potrzebowałam dużo czasu, aby się wydostać. Zaledwie kilka minut, zanim Leon zorientuje się, że mnie nie ma. Wspięłam się na małe okienko, które jakby już na mnie czekało. Rozmiar był idealnie dopasowany do mojego ciała. Otworzyłam je, próbując wyjść na parapet. Wstrzymałam oddech patrząc w dół. Musiałam jedynie wylądować na drzewie nieopodal i bezpiecznie zejść na ziemię. Bez zastanowienia skoczyłam. Zaklęłam cicho kiedy kawałek urwanej gałęzi rozciął mi rękę. W tej chwili musiałam zignorować ból i iść dalej. Nawet nie wiedziałam kiedy udało mi się zejść na ziemię. Oparłam się o drzewo próbując złapać oddech, aby nie upaść na ziemię.
Zaczęłam biec. Jedynie gdzie mogłam się udać była zagroda Erasma. Miałam poczucie, że w tej chwili jedynie smok rozumie moje uczucia i mogę przy nim odpocząć. Jako jedyny niczego ode mnie nie chciał, nie oceniał mnie. Był po prostu przyjacielem, który zawsze mnie wysłucha.
W końcu dobiegłam na miejsce ciężko oddychając. Wycieńczenie organizmu nie było zbyt pomocne w próbie ucieczki. I to z mojego własnego mieszkania... Do czego to doprowadziło?
Z satysfakcją odkryłam, że oprócz smoka nikogo tutaj nie ma. Oby Casper nie pojawił się zbyt szybko a najlepiej w ogóle. Jego też nie chciałam już dzisiaj widzieć.
-Powiedz Erasm, co ja mam teraz z tym zrobić...? Sama już tego nie rozumiem. - mruknęłam pod nosem do smoka. Ułożyłam się na jego głowie, wtulając się w jego łuski. Wiedziałam, że nic mi nie zrobi za to. W jego oczach widziałam przyzwolenie i zrozumienie, którego brakowało mi u innych. Na moje słowa niestety nie odpowiedział, jedynie wypuścił z nozdrzy dym. -Też tak myślę... - wyszeptałam. Wpatrywałam się w sufit szukając tam czegoś, czego i tak nie będzie mi dane znaleźć. Nadal czułam usta Leona na swojej szyi a przed oczyma miałam jego obojętny wyraz twarzy, który nawet na chwilę się nie zmieniał. Nawet jego nie próbowałam już zrozumieć. O wiele bardziej wolałam kiedy się na mnie wydzierał. W tedy przynajmniej nasze relacje były jasne.

Leon
Czekałem cierpliwie, aż wyjdzie z łazienki, ale jak na złość ona się nie pojawiała. Zakląłem pod nosem kiedy po dziesięciu minutach nadal jej nie było. Wiedziałem już co się wydarzyło. Żaden szmer nie wydobywał się z łazienki. Miałem ochotę pogratulować jej sprytu, a równocześnie potrząsnąć nią aby choć trochę się zastanowiła co wyrabia. Trzasnąłem drzwiami i szybkim krokiem ruszyłem w stronę zagród dla smoków. Byłem pewien, że to tam się udało. Nie było innej możliwości. Rozglądałem się uważnie nie chcąc niczego przegapić i aż uśmiechnąłem się widząc, że stoi i tuli się do Erasma. Powinna leżeć i wypoczywać, ale wolała pokazać jaka jest silna. Stanąłem za nią przyciągając ją do siebie. Objąłem ją ramieniem w pasie i ucałowałem w szyję. Powinna wiedzieć, że ją znajdę.
-Nie przemyślane to było z twojej strony-mruknąłem cicho jednak nie krzyczałem. Nie miałem na to ochoty. Nagle na łuskach smoka zobaczyłem plamki krwi. Odwróciłem dziewczynę przodem do siebie i złapałem za ręce spoglądając na nie uważnie. Jedna była rozcięta pośrodku. Skrzywiłem się, ale postanowiłem to również jakoś wykorzystać. Nie podobało mi się to, że się skaleczyła i należało to jak najszybciej opatrzyć. Uniosłem jej dłoń do ust i ucałowałem ją w miejscu skaleczenia, po tym oblizałem usta i pociągnąłem ją za sobą nie pozwalając się wyrwać. Ostrzegłem ją co się wydarzy jeśli się nie położy. Zaciągnąłem ją prosto do jej pokoju i pchnąłem tak, że usiadła na łóżku. Wziąłem do ręki czysty bandaż i wodę. Zaskoczony stwierdziłem, że role się odwróciły. Tym razem to ja zamierzałem opatrzyć jej ranę. Patrzyłem na nią zimno kiedy przemywałem rozcięcie. Już po chwili rana była dobrze zabandażowana. Nie zważałem już na to czy jest w piżamie czy nie.
-Jeśli pozwolisz jestem bardzo zmęczony-powiedziałem obojętnie przyciągając ją do siebie i kładąc się na łóżku tak, że obejmowałem ją ramieniem. Nie miała szans się podnieść. Nie zważałem na żadne protesty. Zamknąłem oczy i udawałem, że zasypiam. Erica leżała w moim uścisku mając do wyboru albo leżeć nieruchomo, albo się do mnie przybliżyć. Wszystko zależało od niej i niczego w tym momencie na niej nie wymuszałem oprócz tego aby odpoczęła. Miałem taką zachciankę i musiała się z tym pogodzić. Na pewno nie powiem jej, że się o nią martwię, bo nie martwiłem się o nikogo. Istniałem tylko ja. Jutro już mnie tu nie będzie i wszystko wróci do dawnego stanu. Nawet nie zastanawiałem się jak wytrzymam bez jej ust. Powinienem sobie darować, ale pragnąłem jej bardziej niż powietrza. Czemu to musiało być takie trudne. Powinienem się od niej odseparować i starać się żyć tak jak wcześniej. Otaczać się mnóstwem kobiet i nie troszczyć się o nikogo poza mną. Takie było życie i może traktowałem ludzi dookoła siebie z rezerwą tak mi było prościej. Nie przywiązywać się i żyć tak jak mi się podoba, a nie tak jak się podoba komuś innemu.

Erica
Odetchnęłam spokojnie mogąc przytulić się do Erasma. Przy nim również czułam się bezpiecznie i mogłam odpocząć. Równie dobrze mogłam spędzić przy nim całą noc. Tak byłoby lepiej dla wszystkich. Może chociaż dzisiejszego dnia da mi spokój. Chciał abym odpoczęła to proszę bardzo, odpoczywałam przy swoim przyjacielu. Chyba zacznę zastanawiać się nad tym, czy nie przeprowadzić się do jego zagrody, aby być bliżej niego. Niby nie mówił, ale jako jedyny był w stanie mi pomóc.
Wciągnęłam do ust gwałtownie powietrze czując czyjeś dłonie. Wiedziałam do kogo należały, a pocałunek złożony na szyi jedynie utwierdził mnie w tym przekonaniu. Znowu za mną poszedł, chociaż nikt go o to nie prosił.
-Ale udało mi się ciebie przechytrzyć. -mruknęłam od niechcenia. Moja kryjówka była oczywista, ale tylko tutaj mogłam poczuć się swobodnie. Tylko Erasm dawał mi poczucie wsparcia. Nigdy wcześniej nie udało mi się aż tak przywiązać do żadnego smoka. On był inny, wyjątkowy, jak bliźniak, który wszystko rozumie bez słów. Leon nigdy nie zrozumie tego przywiązania. Żałowałam, że opiekunowie nie mogli wybrać własnego smoka. Byliśmy jedynymi osobami, które nie mogły związać się ze smokiem, nie ważne jakbyśmy chcieli.
Schowałam poranioną rękę, jednak i tak zostało to zauważone. Czy nawet tego nie mogłam przed nim ukryć? Na mojej twarzy pojawił się rumieniec kiedy Leon pocałował moją ranę. Właśnie przez takie coś miałam uczucie, że coś dla niego znaczę, po chwili jednak do mnie docierało, że było to zwykłym kłamstwem a ja byłam mu obojętna.
Pozwoliłam się zaciągnąć do pokoju i opatrzyć ranę, chociaż miałam ochotę znowu uciec. Początkowo wyrywałam się kiedy przycisnął mnie do łóżka i zablokował drogę ucieczki. Nie chciałam przy nim leżeć. W ogóle nie chciałam przy nim być póki nie poukładam swoich myśli. Ten głupek wywołał u mnie uczucia, które nigdy nie powinny się narodzić. W końcu się poddałam. Szarpanina i tak w niczym mi nie pomagała. Z dużym trudem udało mi się zdjąć buty, bo nawet to mi utrudniał. Odwróciłam się w jego stronę, opierając czoło o jego tors. Moją uwagę przykuł zamek, który jak na przekór zaczęłam się bawić. Musiałam się jakoś odstresować.
-Kiedyś prawie mnie utopił...- wyszeptałam. Nie wiedziałam po co w ogóle mu to mówiłam. I tak nikogo to nie interesowało. Nikt nie wiedział, nikt nie pytał. Więc czemu chciałam, aby poznał prawdę? Chociaż w głębi liczyłam na to, że już spał i nawet nie słyszał moich słów. - Smok wody... Często powraca to we śnie.- dodałam po dłuższym czasie.

Leon
Zdziwiłem się kiedy przysunęła się do mnie bardziej praktycznie o mnie opierając. Ułożyłem brodę na jej głowie i uśmiechnąłem się do siebie. Podobało mi się to, że się przemogła i znalazła się tak blisko mnie. Zaczynała mnie boleć świadomość, że będę musiał ją zostawić. Po raz pierwszy zaczynałem czuć coś więcej niż nienawiść i chłodna obojętność. Otworzyłem szeroko oczy kiedy zaczęła opowiadać o swoim strachu. Czułem jak jej ciało drży. Nie mogła zobaczyć wyrazu mojej twarzy, ale wyrażała ona coś więcej niż zimna pustka. Przytuliłem ją mocniej do siebie teraz już nie przygwożdżając jej do materaca, ale po prostu ją przytulając. Była wyczerpana i pewnie tylko dlatego mi to powiedziała. W innej sytuacji coś takiego nie miałoby miejsca.
-Jeśli chcesz możesz mi opowiedzieć, a jeśli nie to się zdrzemnij. Na pewno będzie ci lepiej-powiedziałem łagodnie tym razem ni używając chłodnego tonu za co skarciłem się dopiero po chwili. Nie byłem gotowy jej jeszcze zranić zwłaszcza jeśli sama zwierzała mi się ze swoich zmartwień. Wbrew wszystkiemu nie powinienem słuchać. Nie miałem prawa wtrącać się w czyjeś życie, ale chciałem wiedzieć co się wydarzyło. Głaskałem ją delikatnie po włosach aby trochę się uspokoiła. Zależało mi na tym aby chociaż dzisiaj była spokojna. W ogóle nie powinna uciekać. Owszem przechytrzyła mnie, ale przy tym naraziła się na niebezpieczeństwo. Mogła zasłabnąć podczas skoku i zrobić sobie krzywdę. Udawałem, że mnie to nie ruszało, ale prawda była zgoła inna. Nie mogłem pozwolić jej na takie lekkomyślne traktowanie własnego życia. Już raz pozwoliłem aby ludzie zginęli i drugi raz na to nie pozwolę. Choćbym miał jej pilnować, a ona miała mnie znienawidzić. Włożyłem nogę pomiędzy jej nogi splątując je ze sobą i ucałowałem ją w czubek głowy układając się wygodniej. Przytulałem ją lekko, ale nie ściskałem aby miała chociaż trochę swobody i mogła oddychać. Po chwili drżenie w jakimś stopniu ustąpiło. Może i nie czuła się najlepiej, ale lepsze to niż nic. Przymknąłem oczy.
-Mnie też często dręczą koszmary, w sumie każdej nocy. Nie zdarzyła się jeszcze spokojna-mruknąłem wbrew sobie. Nie powinienem jej tego mówić. To był jeden z moich sekretów, ale podzieliłem się nim z nią bo i ona zrobiła to bez przymusu. Wolałem aby nie czuła się skrępowana, że mi coś zdradziła. Upokorzyłem się w tym momencie przed nią, ale zachowywałem spokój. To był klucz do sukcesu. Bez niego już dawno bym zginął. Nie liczyłem na zrozumienie, bo nikt nie był wstanie tego zrozumieć. Straciłem rodzinę i nigdy sobie nie wybaczę tego, że ich wszystkich zawiodłem. Ojciec wiele razy powtarzał mi, że mogłem ich uratować i miał rację. A nawet jeśli nie uratować to mogłem zginąć wraz z nimi.

Erica
Uśmiechnęłam się smutno kiedy mnie przytulił. Biło od niego przyjemne ciepło, jednak wiedziałam, że nie będzie trwało to długo. Nawet gdybym chciała, nigdy nie będzie mój. Był w moim pokoju z powodu, który był znany jedynie dla niego, ale na pewno nie odczuwał tych samych uczuć. Zaczęłam się zastanawiać czy wobec innych dziewczyn również się tak zachowywał. Zapewne tak... Nie byłam żadnym wyjątkiem, po prostu jedną z wielu.
Zdziwiłam się kiedy odpowiedział. Może go to nie interesowało, jednak poczułam przyjemne ciepło, że nie zbył mnie i chociaż próbował mnie wysłuchać. Brakowało mi osoby, której mogłam o wszystkim powiedzieć. Przynajmniej tej nocy mogłam sobie na to pozwolić.
-Był to jeden ze smoków mojego ojca. W czasie zabawy w jeziorze uderzył mnie przypadkowo ogonem, przez co straciłam przytomność. Pozostawił po sobie nie małą pamiątkę... - wyszeptałam. Instynktownie dotknęłam blizny na brzuchu. Chciałam się tego pozbyć, jednak nie mogłam. Już do końca życia ta blizna będzie razem ze mną. - Podobno próbowali mnie ratować przez kilka dni. W końcu się obudziłam. Nie miałam smokowi tego za złe, nie chciał tego zrobić, jednak boję się do nich zbliżać. - Z moich oczu poleciało kilka drobnych łez, które szybko powstrzymałam. Nie mogłam aż tak okazywać swoich słabości. Wystarczająco się wygłupiłam mówiąc mu o tym wszystkim. Nikt oprócz mojego ojca nie powinien wiedzieć o tym zdarzeniu oraz o moim strachu.
Ze skupieniem wsłuchałam się w jego słowa. Na pewno też nie miał łatwo. Chciałam mu jakoś w tym pomóc, aby nie musiał się dłużej męczyć. Gdybym tylko wiedziała jak mogę to zrobić. Nie można bylo tego tak po prostu zrobić.
-Chodzi o twoją rodzinę, prawda? To niesprawiedliwe, że niektórzy muszą żyć z takim bólem. To poczucie, że jesteś z tym wszystkim sam i nie wiesz gdzie szukać wsparcia, więc łapiesz się czegokolwiek, aby to jakoś znieść. - wyszeptałam.
Podniosłam się na ramieniu, spoglądając na niego spokojnie. Znowu miałam ochotę go pocałować, poczuć smak jego ust. Zrobiłam głębszy wdech nie mogąc oderwać od niego wzroku. Ułożyłam dłoń na jego policzku, po chwili złączając nasze usta w słodkim pocałunku. Po raz pierwszy zrobiłam to dobrowolnie, bez żadnego przymusu i bardzo mi się to podobało.
Po chwili oderwałam się od niego, po raz kolejny chowając twarz wtulając się w jego tors. Czułam jak moje policzki robią się gorące na samą myśl o tym.

Leon
Rozumiałem teraz w jakimś stopniu jej strach. Zbliżenie się to smoków o tym typie musiało być dla niej okropnie trudne. Przytuliłem ją mocniej, aby poczuła się chociaż trochę bezpieczna. Nic nie mówiłem, aby się nie zdradzić. Gdybym to zrobił głos by mi pewnie drżał, a ja nie mogłem na to pozwolić. I tak za bardzo się do niej zbliżyłem przez co czułem się w jakimś stopniu bezbronny. Chłód musiał wrócić na swoje miejsce już jutro. Dzisiaj postanowiłem pozwolić sobie na chwilę wytchnienia. Nie pytałem o jaką pamiątkę chodzi. Domyślałem się, że chodzi o jakąś bliznę, ale wiedziałem też, że dziewczyna nie chce o tym mówić. To jak się spięła na samo wspomnienie o tym dawało mi wiele do myślenia. Czując jak się podnosi z trudem przywołałem chłód na twarz. Tylko oczy pozostały ciepłe i pytające. Nie wiedziałem tak naprawdę co chce zrobić. Uśmiechnąłem się czując na swoich ustach pocałunek. Nie przyciągnąłem jej jedynie odpowiedziałem na jej inicjatywę- tak samo pozwoliłem jej się odsunąć kiedy tego chciała. Ponownie pogłaskałem ją po głowie gdy się położyła.
-Nie dopisuj mi jakichś uczuć, bo ich nie posiadam. Nie zmienię się tylko dlatego, że się czegoś dowiedziałaś o mojej przeszłości. Nadal pozostanę tym samym zimnym i nieczułym Leon i nic tego nie zmieni. Owszem koszmary dotyczą tamtej nocy kiedy zginęli. Czasami dopada mnie to także w dzień. Minęło siedem lat, powinienem już zapomnieć. Jestem jaki jestem i musisz się do tego przyzwyczaić - powiedziałem z lekkim chłodem w głosie, ale pod koniec ton głosu zdradzał niepewność i jakby strach. Przekląłem się za to w myślach spinając się lekko. Przymknąłem oczy rytmicznie głaszcząc Eric'e po głowie pozwalając jej odpocząć. Wiedziała, że nic nas nie łączy i nie będzie łączyć, a jednak mnie pocałowała. Nie chciałem jej jednak teraz do tego zmuszać. Jeśli kiedykolwiek się z nią prześpię to tylko i wyłącznie jeśli sama będzie tego chciała.
-Idź spać, jesteś zmęczona. Wiem, że nie chcesz abym tu był, ale z tym także musisz się pogodzić. No już zamykaj oczy i śpij- mruknąłem cicho po czym wciągnąłem w nozdrza jej słodki zapach. Naprawdę mi się podobała i czułem do niej coś więcej niż do pozostałych dziewczyn. Powinienem wyjść, a jednak nie potrafiłem jej teraz zostawić. Dla własnego dobra powinienem ją od siebie odepchnąć. Aby później już nie cierpiała. Traciłem wszystkich, którzy coś dla mnie znaczyli. Nawet nie próbowałem już się do nikogo zbliżać. Przykryłem nas oboje kołdrą. Dłonie ułożyłem w dołku na jej plecach gładząc ją delikatnie czasem zahaczając o pupę. Chciałem aby czuła takie samo pożądanie jak ja. Na pewno w jakiś sposób na nią działałem. Nie mogłem uwierzyć, że się już nie wyrywała i leżała grzecznie przytulając się do mnie. Była ciepła i miękka. Przylegała do mnie piersiami co mi się okropnie podobało. Westchnąłem cicho próbując się opanować. Po raz pierwszy okazało się to takie trudne.

Erica
Jakoś trudno było mi uwierzyć w jego słowa. Nawet on posiadał jakieś uczucia, teraz byłam tego pewna. Właściwie nie był taki zły, kiedy tylko się na mnie nie wydzierał i nie rozstawiał po kątach. W tej chwili mogłabym nawet powiedzieć, że jest nieziemsko przystojny. Jego oczy hipnotyzowały, a usta przyciągały do siebie. Z każdym pocałunkiem chciałam więcej.
Wstydziłam powiedzieć mu co chodziło po mojej głowie. Zapewne by mnie jedynie wyśmiał i bez wahania powiedział, że jestem głupia. Miałby całkowitą rację. Jedynie by mnie odrzucił i zbyt skinieniem ręki, udając się do Beth lub innej dziewczyny. Trudno było mi się z tym pogodzić.
Z delikatnym uśmiechem dotknęłam swoich warg. Jakoś uszczęśliwiło mnie to, że chciał odwzajemnić mój pocałunek i jednocześnie nie zmuszał do więcej. Albo po prostu zrobił to instynktownie, chociaż nie miał na to ochoty. Tak czy tak, było to przyjemne i pozwoliło mi się trochę uspokoić. Uwielbiałam jego delikatne usta.
Czy go tu nie chciałam? Początkowo tak, jednak teraz na pewno bym go nie wypuściła. Nie chciałam zostawać dzisiejszej nocy sama. Dopiero teraz pokazał swoją prawdziwą twarz, chociaż nadal próbował się chować pod chłoną maską. W rzeczywistości był spokojny i miły, troskliwy i ciepły. Szkoda, że nie pokazywał tego na co dzień.
-Obiecaj, że nadal tutaj będziesz jak się obudzę... - wyszeptałam nie spoglądając już na niego. Wtuliłam się bardziej w jego tors, aby poczuć odrobinę jego ciepła. To było naprawdę miłe. Przynajmniej dzisiejszego dnia mogłam sobie na to pozwolić. Tylko dzisiaj. Dla mnie na pewno się nie zmieni i nadal będzie się bardziej interesował innymi dziewczynami.
~*~
Zasłoniłam oczy kiedy oślepiło mnie poranne słońce i ziewnęłam przeciągle. Zarumieniłam się widać, że zamiast obok Leona spałam na nim. Nie mogłam sobie nawet przypomnieć co takiego mi się śniło, że aż tak się w niego wtuliłam. Na szczęscie chłopak nadal spał i zapewne nie był tego nawet świadomy. Pogładziłam ręką po jego policzku. Wyglądał spokojnie kiedy spał, aż trudno było uwierzyć, że był aż tak chłodny. Nie miałabym nic przeciwko temu, aby budzić się obok niego każdego dnia.
Wstałam z łóżka przeciągając się. Nie chciałam go budzić, jednak sama nie chciałam leżeć. Mimo wolnego dnia chciałam iść do Erasma, aby zobaczyć jak się czuje.

Leon
Skinąłem jedynie głową choć ona nie mogła tego dostrzec. Wolałem jednak nic nie mówić. Głaskałem ją póki nie zasnęła w moich ramionach i całkowicie się nie uspokoiła. Ucałowałem ją po raz ostatni w czoło i pozwoliłem jej się we mnie wtulić. Sam też potrzebowałem odrobiny snu. Zamknąłem oczy i z uśmiechem na ustach powoli oddawałem się objęciom Morfeusza. Nie miałem za dużo do powiedzenia. Już po chwili spałem smacznie przytulając do siebie miękkie ciało Erik'i. Mógłbym tak zasypiać, nie miałem nic przeciwko temu. Obudziłem się kiedy coś poruszyło się w moich ramionach. Nie chciałem jeszcze wstawać. Za dobrze się tutaj czułem. Mocniej objąłem miękką przytulankę nie chcąc pozwolić jej się podnieść. W końcu jednak oswobodziła się z mojego uścisku, a ja podniosłem się niechętnie. Spojrzałem zaspanymi oczami na dziewczyną i od razu przypomniałem sobie gdzie jestem. Ziewnąłem teatralnie i spojrzałem na nią kątem oka.
-Aż tak ci śpieszno uciec ode mnie? Ranisz moje serce- powiedziałem obojętnie tak samo jak rano wczorajszego dnia. Wolałem zachować dystans. Wczoraj i tak za wiele pokazałem z osoby, która wcale nie powinna istnieć. Uśmiechnąłem się chłodno podnosząc się na równe nogi. Jej śniadanie było nietknięte a więc nie pójdzie do smoków o ile czegoś nie zje. Takie było moje zdanie i nic tego nie zmieni. Stanąłem za nią patrząc na nią krytycznym wzrokiem w lustrze.
-Żaden facet nie poleci na kobietę chudą jak szkielet. Masz zjeść śniadanie rozumiesz? W innym wypadku trzeba będzie powiedzieć pewnym osobom, że nie zamierzasz odpocząć i się katujesz- mruknąłem obojętnie. Westchnąłem leciutko opierając się wygodnie o ścianę i nie spuszczając z niej wzroku. Rozejrzałem się obojętnie po pokoju. Po chłopaku z wieczora nie zostało nawet śladu. Znowu znalazł się tutaj ten zimny i nieprzyjemny Leon. Nie powinno mi to przeszkadzać, a jednak czułem zniesmaczenie do samego siebie. Zbliżyłem się do tej dziewczyny bardziej niż chciałem, a może po prostu w inny sposób niż pragnąłem. Ja chciałem jedynie seksu. Niczego więcej. Przynajmniej tak mi się wydawało do teraz. Może po jednej nocy z nią wszystko wróci do normy, ale nie byłem tego pewien. Czułem się okropnie. Brakowało mi czegoś i nie byłem pewny czego. Pociągnąłem ją bez słowa za sobą kiedy skończyła się szykować. Szliśmy obok siebie, a każde jej pytanie zbywałem chłodnym milczeniem. Nie miałem siły teraz rozmawiać. Musiałem sobie wszystko przemyśleć. Na pewno nie dam jej się usidlić. Nie byłem głupi. Wiedziałem, że im wszystkim chodzi tylko o związek o nic więcej. Tak naprawdę nie interesowało ich z kim chodzą i jak długo. Czemu miałem jednak wrażenie, że ona jest inna.

Erica
Spojrzałam na niego uważnie kiedy się odezwał. Po wczorajszym Leonie nie było już śladu. Z rozczochranymi włosami wyglądał pociągająco. Skarciłam się za te myśli. Musiałam obiecać sobie, że sytuacja z nocy już nigdy się nie powtórzy. Nie chciał mnie, a to powinno mnie wystarczająco do niego zniechęcić. Na pewno przejdzie mi to kiedy zobaczę go kilka razy z inną dziewczyną i uświadomię sobie, że mogłam skończyć jak one. Na to na pewno nie pozwolę. O tym pocałunku przed snem również powinnam zapomnieć. Działałam pod wpływem chwili, pragnęłam poczuć jego bliskość oraz po raz kolejny bardziej się do niego zbliżyć. Więcej nic takiego się nie wydarzy.
-Nie wyglądasz na zbytnio przejętego. - powiedziałam równie obojętnie co on. W rzeczywistości nie smucił się z tego powodu. I tak dziwiłam się, że nadal tutaj był. Myślałam, że zniknie z samego rana, zanim bym się obudziła, udając, że nawet go tutaj nie było. Albo był zbyt zmęczony, albo spełnił moją wczorajszą prośbę.
-Hmmm, może po prostu lubię być chuda jak szkielet. W końcu komuś się spodobam, więc co za różnica? - mruknęłam na przekór niemu. Skoro tak bardzo chciał się ze mną droczyć nie zamierzałam pozostawić to bez odpowiedzi. Mimo to usiadłam przy stoliku, aby zjeść chociaż część śniadania. Kilkudniowa głodówka całkowicice mnie wykończyła. Miło było po raz pierwszy od bardzo dawna przespać tyle godzin. Byłam pełna energii, tak jak zawsze. Nawet nie miałam nic przeciwko temu, aby już dzisiejszego dnia wrócić do pracy, albo przynajmniej zająć się Erasmem.
-Rób co chcesz, tylko nie grzeb mi po szafkach z ubraniami, chyba, że jesteś jednym z tych, co grzebie po szafkach z bielizną. I nie zapomnij zamknąć po sobie drzwi. Klucz zostaw w niewielkiej dziurce nad drzwiami. Na pewno ją znajdziesz. - powiedziałam obojętnie. Chciałam zobaczyć jak zareaguje na moje słowa na temat bielizny. Mimo to miałam nadzieję, że jednak nie będzie tego robił. To by bylo zbyt dziwne i krępujące.
O dziwo wyszedł razem ze mną. Ciekawe czy chciał łazić za mną cały dzień. To na pewno nie pomoże mi zapomnieć o tamtej nocy. Każde moje pytanie zbywał milczeniem, co nie za bardzo mi się podobało. Mimo to wolałam to uszanować. Nasza umowa nadal obowiązywała.
Swoje kroki skierowałam do zagrody Erasma, gdzie czekał na mnie już smok. Przy bramie stał również Casper, ktory niósł gadowi nową porcję wody. Przywitałam go z uśmiechem. Chłopak jednak wydawał się mało zadowoly z tego, że towarzyszył mi Leon.

Leon
Zdenerwowałem się kiedy zjadła bardzo mało na śniadanie. W ogóle nie jadła i miałem wrażenie, że robi mi na złość. Warknąłem na jakiegoś pierwszaka aby zaniósł do smoczej zagrody kanapki. Na pewno nie pozwolę się jej głodzić. Ponownie też wróciłem do zajmowania się tym czerwonym smokiem, a Mark bez słowa mi na to pozwolił. Nie musiałem patrolować terenu i wszyscy o tym wiedzieliśmy. Te kilka dni odpoczynku mi się przydało. Patrzyłem na Caspara obojętnie. Wyglądał na wkurzonego tym, że jestem obok Eric'i. Miałem ochotę mu dokuczyć aby dał sobie z nią spokój raz na zawsze.
-Noc w twoim pokoju była po prostu cudowna-powiedziałem uwodzicielskim głosem i ucałowałem ją w policzek, Mój ton głosu był na tyle głośny aby chłopak mógł to usłyszeć. Jego twarz poczerwieniała, a ja uśmiechnąłem się triumfująco. Spojrzenie ponownie stało się zimne i nieprzyjemne.
-Jak już umyjesz smoka daj mi znać. Idę się zdrzemnąć- powiedziałem obojętnie i położyłem się na trawie na placu gdzie mogłem wszystko obserwować. Caspar się gdzieś ulotnił i Erica została sama z wielkim smokiem nie licząc mnie - śpiącego w najlepsze, a raczej udającego że śpi. Rozciągnąłem się mocno. Pierwszy raz od dawna nie śniły mi się koszmary. Zawsze przychodziły co on. Stały się częścią mojego życia. Niezmienne tak samo jak moja zła sława. Widząc Beth na horyzoncie aż zakląłem pod nosem. Nie miałem najmniejszej ochoty z nią rozmawiać. Pozostawiłem tą sprawę Eric'e. Ja byłem za bardzo zajęty spaniem. Mruknąłem pod nosem jakieś przekleństwo widząc, że ta minęła dziewczynę nawet na nią nie patrząc i ruszyła do mnie. Wyglądała na wściekłą.
-Czy ja nic dla ciebie nie znaczę? Dlaczego mnie nie odwiedzasz? Miałam nadzieję, że coś do mnie czujesz- powiedziała, a po jej policzku płynęła łza. Nawet się nie skrzywiłem na ten widok. Spojrzałem na nią obojętnie. Faktycznie nic dla mnie nie znaczyła. Podniosłem się i stanąłem przed nią. Zlustrowałem ją od dołu do góry.
- Dobrze wiesz, że z żadną się nie spotykam. Byłam mi potrzeba do zaspokojenia moich potrzeb i doskonale o tym wiedziałaś. Na początku powiedziałem ci jakie są warunki. Zawsze tak robię. Przyjęłaś je więc nie masz prawa teraz się o cokolwiek upominać. Głowa do góry, ktoś zaraz się na ciebie rzuci, a teraz idź stąd mam dużo pracy- rzuciłem od niechcenia. Dziewczyna spojrzała na mnie ze łzami w oczach i uciekła czym prędzej. Miałem nadzieję, że sobie daruje wszystkie sztuczki. Byłem już nią zmęczony i nie chciałem jej odwiedzać już ani razu. Usiadłem ciężko na ławce zastanawiając się co powinienem zrobić. Ostatnio ciągle zadawałem sobie te pytanie. Nie wiedziałem już jaki powinienem być, a jaki jestem. Wszystko mnie bolało włącznie z sercem.

Erica
Przewróciłam oczyma słysząc o następnym śniadaniu. Mógłby zrozumieć, że w chwili obecnej nie miałam ochoty na nic innego. Jak na razie małe śniadanie mi wystarczyło. Po kilku dniach niejedzenia nie byłam w stanie wepchać w siebie większej porcji niż kilka kęsów. Powinien się cieszyć, że w ogóle coś zjadłam.
Prychnęłam kiedy wspomniał o nocy, a tak właściwie zmyślił. Wspaniała noc? Niby pod którym względem? Wiedziałam, że zrobił to specjalnie, aby spłoszyć Caspera, na co chłopak zareagował od razu. Trochę było mi go szkoda. Leon był zbyt bezczelny pod tym względem. Nie byliśmy sobie pisani, mimo to traktował mnie tak, jakbym była jego własnością. Denerwowalo mnie takie zachowanie.
-Nie wymyślaj dziwnych rzeczy. To ty mnie zamknąłeś w pokoju i nie pozwoliłeś nawet wstawać z łóżka. - prychnęłam pod nosem. Pocałunki się nie liczyły, ponieważ były częścią umowy, na którą się zgodziłam. Ucieczka była raczej jedną z gorszych rzeczy, zaś o reszty oboje powinniśmy zapomnieć i udawać, że nic takiego nigdy nie miało miejsca. Jak zawsze musiał wszystko podkoloryzować, aby tylko wyszło na niego. Powinien już sobie odpuścić ciągłe dokuczanie Casperowi.
Przyszłam do smoka w odwiedziny, ale jak widać Leon szybko zamienił to w moją pracę. Jak widać jego słowa o rzekomym dniu wolnym nie były wiele warte i szybko zmienił swoje nastawienie. Przynajmniej dzisiaj nie musiałam iść do smocząt. Trochę tęskniłam za młodymi, jednak nie miałam jeszcze na tyle siły, aby za nimi biegać i ciągle wyłapywać te, które na każdy możliwy sposób chciały uciec przez ogrodzenie. Ich nadmierna ciekawość była czasami nazbyt męcząca. Ciekawiło mnie jak się mają smoki, które wykluły się z opóźnieniem. Wczorajszego dnia nie miałam okazji się nimi opiekować a z tego wszystkiego nawet nie zapytałam czy robią jakieś postępy. Dzisiaj na pewno do nich pójdę, chociaż zobaczyć jak sobie radzą. Martwiłam się o nie.
Wzięłam gąbkę do ręki. Widząc Beth ścisnęłam ją w pięści. Na szczęście dziewczyna poszła dalej, jakby w ogóle mnie nie zauważyła. Od razu skierowała się d Leona. Wolałam nie oglądać tego co bylo dalej. Doskonale znałam ten obraz. Zaraz się ułoży obok niego i zaczną się miziać, jakby byli tutaj sami. Na pewno będzie zadowolony z tego, że znowu może być blisko Beth, zwłaszcza, że wczorajszą noc musiał spędzić ze mną. Sam był sobie winien. Nikt go nie trzymał w tamtym miejscu i nie kazał mnie pilnować.

Leon
Cały dzień poświęciłem na trening nie zważając na pytania dziewczyny. Na żadne nie odpowiedziałem po prostu dalej pracowałem, a ona kręciła się obok mnie. Przynajmniej od Beth miałem spokój. Erica także mogła mi już odpuścić. Miałem dość ciągłych pytać i marzyłem aby zamknąć te jej usta jednym pocałunkiem. Wczoraj była chętna więc pewnie nic się nie zmieniło. Dochodził już wieczór, a raczej noc. Było okropnie ciemno i wszyscy zebrali się już do domów. Spojrzałem w dal gdzie znajdował się mój stary dom. Gdzieś tam na północy popadał w ruinę. Czy gdybym tam poszedł coś by się zmieniło? Na pewno nie. Wszystko byłoby tak jak dawniej. Miałem nadzieję, że dziewczyna też już sobie poszła i jestem sam. Usiadłem na ziemi wpatrując się w gwiazdy. Często tak robiłem zastanawiając się czy moja rodzina się tam znajduje i czy jest w stanie wybaczyć mi to, że ją zawiodłem. Oparłem czoło o zimny metalowy słupek. Nie miałem siły. Codziennie zadręczałem się tymi samymi pytaniami. Myślałem, że jak będę odpychał od siebie ludzi to nie będę cierpiał, a cierpiałem dzień w dzień. Byłem beznadziejny. W końcu zrzuciłem z twarzy nieprzejednaną maskę i odetchnąłem głośno. Przetarłem zmęczoną twarz i spojrzałem uważnie w niebo. Niczego tam nie dostrzegałem.
- Więcej się to nie powtórzy- wyszeptałem cicho bojąc się, że sobie nie poradzę z dalszym życiem w ten sposób. Puste lalki zaczynały mnie denerwować i chciałem swój czas spędzać z Eric'ą ale wiedziałem, że nie mogę. Powinienem bardziej uważać zanim popełnię jakiś błąd. Odwróciłem się słysząc za sobą hałas. Niczego jednak nie dostrzegłem. Pewnie jakiś smok znowu się wygłupia. Miałem ich dość. Czemu musiały zniszczyć całe moje życie, a ja nie mogłem się nawet przygotować na stratę. W jednej chwili wszystko stanęło w ogniu i zostałem całkowicie sam.
Porzucenie Beth przyszło mi z taką łatwością jak pstryknięcie palcami. Nic dla mnie nie znaczyła. Była nic nieznaczącym pionkiem w mojej grze. Miała mi zapewnić tylko rozrywkę, ale jej chwila przeminęła. Już mnie nie pociągała a jedynie odpychała. Teraz przyciągała mnie do siebie jedna osoba, a wiedziałem, że brnięcie w to nie ma większego sensu. Albo mi się znudzi, albo ją stracę wcześniej czy później. W każdym scenariuszu jedno z nas będzie cierpieć. Nie istniało pośrednie rozwiązanie. Na pewno nie będziemy żyli długo i szczęśliwie. Takie rzeczy zdarzały się jedynie w bajkach dla małych dzieci. Rzeczywistość była okrutniejsza niż się wszystkim zdawało. Nikt nie powinien polegać na drugiej osobie, bo ta w końcu zawiedzie czy tego chciała czy nie. Tego się właśnie obawiałem najbardziej. Pewnie od razu bym ją stracił bo by mi nigdy nie zaufała. Nie było potrzeby próbować. Jedna noc, albo i nie. Wszystko się okaże.

Erica
Znowu uparcie nie chciał odpowiedzieć na moje pytania. Nie wiem dlaczego, ale chciałam rozmawiać z nim o czymkolwiek, ale jak widać nawet na jedyny temat do rozmów nie chciał mi odpowiadać. Jak inaczej miałam z nim rozmawiać? Przecież nie będziemy gadać o smokach, bo i tak by mi nie odpowiedział. W końcu zrezygnowałam i odpuściłam przepytywanie dzisiejszego dnia. W końcu musiał mi odpowiedzieć, taka była umowa. Jeśli w ogóle obowiązywała. Równie dobrze po wczorajszym mógł stwierdzić, że tyle mu wystarczy i nie ma zamiaru odpowiadać już na moje pytania. Zabawił się i tyle wystarczyło. Może nie tak jak chciał, ale dopiął swego.
Przypomniał mi się ostatni pocałunek, tuż przed snem. Teraz zdawało mi się, że mimo iż go odwzajemnił, nie robił tego zbyt chętnie. Dostał co chciał i już mu się znudziło. Mogłam się tego domyślić. Z samego rana był taki jak dawniej, a nasze bliższe stosunki przestały już istnieć. Znowu jedynie ze sobą pracowaliśmy. Tak było najlepiej.
Cały czas ciekawiło mnie po co przyszła do niego Beth, jednak nie miałam na tyle odwagi, aby jego o to zapytać. Wolałam nie dobijać się ich rozmowami i na nich nie patrzyć, dlatego łatwiej było to po prostu zignorować. On zaś na pewno wymyśliłby jakąś głupią docinkę, że jestem zazdrosna. Właściwie była to prawda, ale nie chciałam dawać tego po sobie poznać. Z czasem minie to dziwne uczucie kiedy widuję go z inną. Miał dziewczyny na skinienie palca, więc dlaczego miałby się ograniczać? Chociażby tą ładną blondynkę. Ostatnio widziałam jak rozmawiali po tym jak zakończył patrol. Trzy dni temu, dzień przed tym jak stracilam przytomność. Ciekawiło mnie o czym dokładnie rozmawiali tamtego dnia. Z jego twarzy trudno było odczytać jakiekolwiek uczucia, ona jednak była bardzo zadowolona z tamtej rozmowy. Coś musiało być na rzeczy skoro przez cały ten czas figlarny uśmiech nawet na chwilę nie schodził z jej ust. Zresztą, nie powinnam się tym przejmować. To nie była moja sprawa z kim się umawiał i jak chciał spędzić noc.
Przez dłuższy czas siedziałam w miejscu, cały czas go obserwując. Jedynie katowałam się jego widokiem. Wczoraj calkowicie namieszał mi w głowie a teraz nie byłam w stanie nawet uporządkować tych myśli.
W końcu wstałam i bez słowa opuściłam plac. Udałam się do zagrody młodych smoków, by sprawdzić jak czują się zwierzaki. Zwłaszcza te dwa, o które się martwiłam. Chciałam chociaż na chwilę oderwać swoje myśli od Leona i zająć się czymś innym. Nigdy wcześniej mnie nie interesował i teraz też nie powinien.

Leon
W końcu miałem dość siedzenia na ziemi i podniosłem się aby udać się do swojego pokoju. W połowie drogi przystanąłem i spojrzałem na plac opiekunów. Stała tam jedynie Erica. Moje nogi same poprowadziły mnie w tamtym kierunku. W najlepsze bawiła się ze smokami mnie nie zauważając. Jakbym był niewidzialny. W końcu spojrzałem jej w oczy. Dlaczego ona musiała na mnie tak okropnie działać. Ciągle widziałem ją przed oczami nawet jak nie była blisko mnie. Musiałem sobie jakoś radzić inaczej na pewno oszaleję jeżeli nie uda mi się w jakiś sposób ograniczyć myśli o niej. Przeskoczyłem ogrodzenie i powolnym krokiem podszedłem do niej.
-Nie rozumiem jak możesz się nimi zajmować z własnej woli-powiedziałem obojętnie, ale w oczach czaiła się bezradność. Coraz częściej w jej obecności nie byłem w stanie zakładać na twarz maski i udawać, że wszystko jest okay. Podniosłem dłoń i delikatnie pogłaskałem ją po policzku. Nawet nie wiedziała jaka była śliczna. Wcześniej dopilnowałem aby zjadła mi więc nie powinna być zbytnio głodna. Odchrząknąłem zabierając rękę i chowając ją za siebie.
-Chciałem jedynie powiedzieć dobranoc, nie mam za dużo czasu-powiedziałem swoim zwykłym chłodnym tonem głosu. Przyciągnąłem ją powoli do siebie i przytuliłem do swojego ciała. Pochyliłem się nad nią i delikatnie pocałowałem. Pocałunek trwał zadziwiająco krótko jak na mnie. Nie chciałem jednak jej straszyć. Nadal jednak stałem przytulając ją do siebie. Po prostu tego potrzebowałem i nie zamierzałem się z tym kryć. Przynajmniej przed sobą. Ona nie musiała znać moich pobudek. Złapałem w dłoń pasmo jej włosów i okręciłem dookoła palca po czym puściłem aby rozwinął się swobodnie i opadł do pozostałych pukli.
- A więc śpij dobrze Eric'o- powiedziałem cicho pocałowałem po raz ostatni. Nie poruszyłem się jednak. Stałem w miejscu i patrzyłem jej w oczy nie wiedząc czy wracać czy zostać. Powinienem odejść dla mojego i dla jej dobra.

Erica
Odwróciłam się gwałtownie słysząc czyjeś kroki. Nie spodziewałam się o tej godzinie zobaczyć jeszcze Leona, zwłaszcza w tym miejscu jak to. Sama miałam dzisiaj nie pracować, jednak poprosiłam , abym dzisiaj to ja uspala młode. Tylko jedno z nich nie chciało jeszcze usnąć. To najmłodsze i najbardziej słabe, które potrzebowało największej troski.
Uśmiechnęłam się na jego słowa. Może dla niego były to zwykle potwory, ja jednak widziałam w nich coś więcej. Nie był w stanie zrozumieć moich uczuć. Może kiedyś się to zmieni i spojrzy na smoki inaczej niż teraz.
-Pozwalaja mi się uspokoić. Są jak małe dzieci, które potrzebują opieki i troski. Najbardziej martwię się o Sim. Razem z bratem wykluly się później niż miały, ale tylko ona nadal jest słaba. Drugi smok zaczął powoli latać, natomiast ona...- spojrzałam na smoka kiedy przewrócił się na ziemię. Nadal uczyła się chodzić, chociaż powinna już zaczynać latać. Nie była tak silna jak jej brat.
Uśmiechnęłam się smutno czując na policzku jego dłoń. Od razu na niego spojrzałam. Nie protestowalam kiedy mnie przytulił i pocałował. Sama tego chciał, chociaż powinnam się przed tym bronić. Odwzajemniłam nieśmiało pocałunek.
- Chyba jednak aż tak bardzo ci się nie spieszy.- uśmiechnęłam się wrednie widząc, że nadal tutaj stał. Jeśli miałam przekonać go do smoków, powinien zacząć już dziś.
Wzięłam na ręce mała Sim oraz jej butelke. Pokazałam Leonowi jak ma ułożyć ręce, po czym przekazałam mu smoczątko.
-Tylko nie panikuj, obiecuję, że cię nie pozre. - zasmialam się cicho. Uroczo wyglądał z małym smokiem na ręce. Wyglądało na to, że Sim ani trochę się go nie bała, jedynie czekając na swoją porcję jedzenia.
-Chcesz ja nakarmić, czy za bardzo się boisz jej ogromnych szponów i ostrych kłów?- spojrzałam na niego zadziornie i pomachalam butelką. Miałam nadzieję, że przyjmie wyzwanie.

Leon
Patrzyłem na nią z chłodną rezerą niepewny do czego zmierza. Kiedy bez ostrzeżenia przekazała mi smoczka miałem ochotę ją udusić. Wiedziała jakie mam do nich nastawienie a mimo to wcisnęła mi go na ręce. Posłałem jej gniewne spojrzenie. Na zbyt wiele sobie pozwalała. Odetchnąłem głęboko wściekle zabierając jej butelkę i podkładając smokowi do pyska.
- Nie powiedziałem nigdy że sie ich boje tylko, że ich nienawidzę a to różnica. Nic dla mnie nie znaczą. Te młode są praktycznie niegroźne. Gdyby tak nie było zatrudniłbym sie też jako opiekun- powiedziałem chłodno i skończyłem karmić smoka. Odłożyłem go na posłanie i przybliżyłem się o krok do dziewczyny. Nie miała pojęcia co ze mną robiła. Zerknąłem jeszcze raz na smoka który ułożył się do snu.
- I co teraz? Smok nakarmiony a ja ciągle czuję głód- mruknąłem tym uwodzicielskie głosem i przyciągnąłem ją do siebie. Szukałem w jej oczach pozwolenia, a gdy je w końcu znalazłem wpiłem się w jej usta. Całowałem zachłannir przyciskając ją do siebie. Jak spragniony łykający wodę. Pomiędzy nami nie było wolnej przestrzeni. Objąłem ją mocno przechylając do tyłu. Mój język znalazł sie przy jej języku. Dłonie wędrowały po jej ciele. Plecach, ramionach i karku. W końcu zjechały na pośladki. Uniosłem ją do góry tak że musiała zaciepić sie nogami o moje biodra aby zachować równowagę. Schowałem twarz w zagłębieniu jej szyi ciągle ją podtrzymując.
- Może powinnaś uważać na coś innego niż smoki.- wyszeptałem całując ją po szyi. Podszedłem do budynku opierając ją o niego. Dziewczyna teraz nie miała możliwości dotknąć ziemi. Uśmiechnąłem się do niej zawadiacko w moich oczach czaiło sie pożądanie. Widziała czego pragne ale wiedziała też że jej nie zmuszę. Jeśliby tego chciała to byłaby tylko i wyłącznie jej decyzja...

Erica
-Może nie są groźne, ale urocze już tak, nie sądzisz? Może daleko ci do prawdziwego opiekuna, Ale pasuje ci młody smoczek. - uśmiechnęłam się słodko. Udawałam, że nie widzę jego zdenerwowanej miny. O dziwo chłopak przyjął moje wyzwanie i zaczął karmić młodą smoczycę. Sim bez zastanowienia przyssała się do butelki. -Właśnie taka moja rola. Nie oceniam ich przez pryzmat tego co zrobiły lub mogą zrobić, ale jakie są w rzeczywistości. Przebywając z nimi każdego dnia jestem w stanie poznać zachowanie i doskonale wiem o czym mylą w danym momencie. I tu cię zaskoczę, ale w ich oczach nie czai się żądza krwi. Potrafimy przewidzieć ich ruchy zanim jeszcze wcielą swoje plany w życie. Tylko opiekunowie i ci, którzy mają więź ze smokiem są w stanie posiąść takie umiejętności. - powiedziałam łagodnie. Podeszłam do jednego ze smoczków, który właśnie się wybudzał i podsunęłam mu pod łapki niewielką maskotkę. Zasnął natychmiastowo. Początkowo martwiłam się o Sim, kiedy przekazywałam ją Leonowi. Była bardziej krucha niż inne smoczątka. Na szczeście żaden ze złych scenariuszy nie sprawdził się. Może Leon nie był najdelikatniejszy w obyciu, ale nic złego jej się nie stało. Nawet sam smok w jego ramionach był bardzo spokojny, chociaż młode rzadko kiedy akceptowały nowe osoby.
Spojrzałam na niego kiedy się do mnie przybliżył. Instynktownie przygryzłam dolną wargę. Nie musiałam nawet odpowiadać na jego słowa. I bez tego wiedział, że zgadzam się na to, co w tej chwili chciał. Bez zastanowienia oddałam każdy z tych pocałunków. Chciałam, aby trwało to dłużej.
Zaczepiłam się nogami o jego biodra, zaś rękoma szczelnie objęłam jego szyję, aby nie spaść. Przywarłam do niego całym ciałem chcąc poczuć jego bliskość. Rozluźniłam uścisk kiedy miałam oparcie za plecami.
-Masz na myśli siebie? - pokazałam mu język, dokładnie wpatrując się w jego oczy. -Nie sądzisz, że należy ci się kara? Złamałeś właśnie naszą umowę. Spełniłam twoją prośbę, chociaż wcześniej nie zadałam żadnego pytania. W zamian chcę trzy dodatkowe pytania, po których nie będę musiała niczego robić. - powiedziałam łagodnie udając, że czuję się poszkodowana tym faktem. W rzeczywistości ani trochę mi to nie przeszkadzało. Gdyby tak chętnie jak rano odpowiadał na moje pytania, nigdy bym się nie doczekała tego pocałunku.
Przybliżyłam się do niego, aby złożyć na jego ustach pocałunek. Dokładnie parę milimetrów przed jego ustami zatrzymałam się i położyłam wskazujący palec na jego ustach. Dałam mu znać, aby przez chwilę się nie odzywał. Nieopodal nad przeszła jakaś osoba, która najwidoczniej nas nie zauważyła. -Jeśli nie chcesz, aby dalej plotkowali o tym, że zadowalasz się byle opiekunką, powinieneś być bardziej ostrożny. Tutaj każdy może nas zobaczyć. - wyszeptałam do jego ucha. Wcześniej widać było, że te plotki ani trochę mu nie odpowiadały, więc miałoby się zmienić w tej sprawie? Ja natomiast chciałam, aby zostało to zauważone, zwłaszcza przez Beth i inne jego dziewczyny. Nawet jeśli nie była to prawda, chciałam pokazać, że Leon należy teraz do mnie. Niestety była to rzecz, na którą nie miałam wpływu. Jeśli będzie chciał spędzić noc z inną dziewczyną, po prostu to zrobi i nie będzie się interesował tym, czy mi to odpowiada.

Leon
Myśli o smokach uleciały z mojej głowy. W tym momencie były najmniej ważne. Żadne z nich nie zasługiwało na uwagę. To były tylko bestie i nic nie miały wspólnego z moim życiem oprócz tego, że je doszczętnie zniszczyły. Tamte smoki a było ich kilka nie przejmowały się, czy kogoś zabiją. Robiły to z czystą premedytacją. Tak im podpowiadał instynkt więc zabiły.
Mruknąłem z satysfakcją kiedy odwzajemniła moje pocałunki. O to mi właśnie chodziło najbardziej. Pragnęła mnie tak bardzo jak ja pragnąłem jej. Zaśmiałem się cicho na jej słowa.
-Mylisz się Erico... Ja teraz niczego ci każe robić. Możesz mnie odepchnąć jeśli tego chcesz, ale oboje wiemy, że nie chcesz. Pragniesz mnie i wiesz o tym. Chcesz abym cię całował, dotykał... Nie wypieraj się, nie zasłużyłaś na dodatkowe pytania. Umowa nadal obowiązuje- powiedziałem tajemniczo ponownie chcąc ją pocałować. W momencie kiedy prawie mi się to udało dziewczyna mnie zatrzymała. Spojrzałem na nią niezadowolony, ale po chwili zrozumiałem o co jej chodziło. Ludzie zawsze plotkowali i to nigdy się nie zmieni. Nie chciałem jednak aby ona miała z tego powodu nieprzyjemności. Kiedy nieznajomi byli bardzo blisko nas przeniosłem usta na jej szyję i pocałowałem mocno tworząc w tamtym miejscu dużą malinkę. Przejechałem po niej delikatnie palcem i zerknąłem w oczy dziewczyny w tym momencie bardzo namiętne.
- Może nie jesteś byle opiekunką, kto wie... Poza tym nie chce się całować z tobą tutaj. Znam do tego lepsze miejsce- powiedziałem poważnie i postawiłem ją na ziemi. Złapałem za jej dłoń i pociągnąłem za sobą nie pozwalając zostać z tyłu. Nikt nas nie zauważył za co byłem wdzięczny losowi. Kiedy znaleźliśmy się w budynku na pierwszym piętrze zatrzymałem się nie wiedząc co zrobić dalej. Nie powinienem... Zacisnąłem dłoń w pięść i odwróciłem się twarzą do dziewczyny. Patrzyła na mnie ciekawie. Zastanawiałem się czy wiedziała czego tak naprawdę od niej chce. Po tej nocy więcej się nie spotkamy. Powinienem tego dopilnować. Zresztą nie było możliwości abym potem czuł do niej pożądanie. Dziewczyny były na jedną noc nigdy na więcej. W końcu z przekonaniem pociągnąłem ją dalej i wciągnąłem do swojego pokoju w którym panował porządek. Było tu inaczej niż tamtego dnia kiedy była tu po raz pierwszy. Nie było czuć ani grama alkoholu a bałagan, który stworzyłem dawno został uprzątnięty. Zamknąłem za sobą drzwi na klucz i stanąłem za plecami Eric'i.
-Może przypomnisz mi na czym skończyliśmy?- wymruczałem cicho całując ją po szyi. Czułem jak zadrżała pod moim dotykiem i uśmiechnąłem się z satysfakcją. Chciałem aby zrobiła się bardziej śmiała. Wyminąłem ją i usiadłem na sofie. Patrzyłem na nią z wyzwaniem w oczach ciekawy czy je podejmie. Mogła przejąć inicjatywę. Jej włosy teraz w nieładzie wspaniałymi falami spływały jej na plecy.
- Może tym razem ty mnie pocałujesz?- zapytałem od niechcenia nie chcąc jej przestraszyć. Wiedziałem, że z tymi rzeczami raczej nie często miała do czynienia. Na myśl, że mógłby dotykać ją ktoś inny aż się we mnie zagotowało. Może i nie będzie moja, ale nie pozwolę aby całował ją ktoś kto na nią nie zasługuje. Problem w tym, że sam na nią nie zasługiwałem. Patrzyłem na nią wyczekująco. Chciałem aby do mnie podeszła i zachęciła do dalszej zabawy. Wystarczyło jedno jej dotknięcie abym porzucił resztki swojego opanowania.

Erica
I właśnie to było najgorsze, chciałam, aby mnie całował. Dałam się jedynie omamić i robiłam to, na co miał tylko ochotę. Pragnęłam jego bliskości i trudno było mi się pogodzić z tym, że byłam tylko jednorazową zabawką. Chciałam go w całości dla siebie, abym nie musiała się z nikim dzielić. Mieć pewność, że będzie patrzył jedynie na mnie i zawsze przy mnie będzie. Brnięcie w to wiązało się jedynie z większym bólem po rozstaniu. Już teraz katowałam się myślami, że może mnie całować, a chwilę później zniknąć za rogiem i zabawiać się z inną dziewczyną. Póki go nie widziałam, nie miałam pojęcia co robi w wolnym czasie. Pragnieniu towarzyszył strach, że po tej jednej nocy całkowicie mnie porzuci i znowu będzie tak, jak przed pierwszym pocałunkiem. Nawet wyznanie uczuć nie będzie w tym przypadku pomocne. Byłam pewna, że niejedna już dziewczyna chciała pokazać jak bardzo go kocha i chce być tylko z nim. W końcu w tej chwili nie liczyło się z jaką dziewczynę był, póki spełniała jego życzenia i się nie opierała, była przydatna. Bałam się stać jedną z wielu.
Westchnęłam cicho kiedy zrobił na mojej szyi malinkę. Nie powinien był robić takich rzeczy. Przez następne dni będę musiała ją zakrywać, póki całkowicie nie zniknie z mojej szyi. Mimo to nie odezwałam się.
-Czyli chcesz powiedzieć, że zmieniłeś o mnie zdanie dopiero po tym jak stałam się bardziej posłuszna? Trochę to podejrzane. - pokazałam mu przy tym język delikatnie się uśmiechając. Mimo, że obróciłam to w żart, w jakimś stopniu martwiłam się również o to. Mogło podobać mu się to, co ze mną robi, ale nie interesowała go sama moja osoba. To właśnie z jego ust zawsze padały słowa, że nie jestem na tyle dobra, aby mógł na mnie chociażby spojrzeć.
Posłusznie poszłam za nim. Początkowo myślałam, że udamy się do mojego pokoju, jednak skręciliśmy w inną stronę. Weszliśmy do prawego skrzydła budynku, gdzie znajdowały się te lepsze mieszkania, które przeznaczone były dla treserów. Zdziwiło mnie, że właśnie tam mnie prowadził.
Pokój Leona wyglądał inaczej niż ostatnio. Był czysty, a w powietrzu unosiła się delikatna woń męskich perfum. Było o wiele przyjemniej niż ostatnim razem. Pomieszczenie wydawało się o wiele większe, kiedy panował porządek.
Na mojej skórze pojawiła się gęsia skórka, która przeszła przez całe moje plecy, pozostawiając po sobie przyjemne uczucie. To było zbyt niepokojące, że jego pocałunki działały na mnie w ten sposób.
-Co skłoniło cię do tego, aby jednak pozwolić mi tutaj przyjść? Z tego co wiem praktycznie nikt nie jest mile widziany w twoim pokoju. Po ostatniej wizycie też mnie tu nie chciałeś.- zapytałam zaciekawiona, zgrabnie wymigując się od odpowiedzi na jego pytania. Przynajmniej miałam taką nadzieję. Nawet jeśli nie dojdzie do zbliżenia pomiędzy nimi, zawsze mógł wymyślić coś innego. W chwili obecnej pocałunki były czymś, co jeszcze dopuszczałam i doskonale o tym wiedział. Póki nie miałam pewności, że należy do mnie, dla własnego bezpieczeństwa wolałam nie pozwalać mu na więcej. W tedy rozstanie na pewno bedzie mniej bolesne, chociaż odrobinę. Widząc go będę wspominać jedynie jego usta. Tak powinno pozostać.

Leon
Spojrzałem na nią uważnie. Sam nie wiedziałem dlaczego przyprowadziłem ją właśnie tu, a nie udałem się do jej pokoju tak jak zawsze to robiłem. Czułem, że ona znaczy dla mnie więcej niż bym chciał choć nigdy się do tego przed nikim nie przyznam. Jedna noc, kilka pocałunków, ale nie zaproponuje jej związku. Jeśli bym ją do siebie dopuścił, a potem stracił... Nie zniósłbym tego. Jeśli będę trzymał ją na dystans do niczego takiego nie dojdzie, a ona w końcu o mnie zapomni. Nie byłem niezastąpiony. Z łatwością pozbędzie się mnie ze swoich myśli. Wzruszyłem delikatnie ramionami. Zadała mi pytanie więc musiała się liczyć z moim następnym rozkazem.
-Nie wiem czemu. Po prostu wiem, że nie jesteś na tyle pusta i dziecinna aby wziąć to jakoś do siebie. Przynajmniej tak mi się wydaje. Poza tym - moim skromnym zdaniem- zasługujesz przynajmniej na to aby zwiedzić mój wspaniały apartament.-zażartowałem cicho patrząc na nią ze śmiechem. Miałem nadzieję, że zrozumiała o co mi chodziło. Na pewno nie chciałem jej w tym momencie w jakiś sposób zranić. Złapałem ją za rękę i przyciągnąłem do siebie sadzając na kolanach. Uśmiechnąłem się do niej. Miałem lepszy pomysł na dzisiejszą noc niż bezsensowne pytania o mnie. Im więcej się o mnie dowie tym bardziej się przywiąże, a do tego także nie mogłem dopuścić. Westchnąłem cicho całując ją w odsłonięte ramię. Powinno się uczynić coś aby atmosfera zrobiła się bardziej intymna. Miałem na to pewien pomysł, ale trzeba było to rozegrać powoli. Nie zamierzałem dzisiaj z nią iść do łóżka. Wszystko trzeba było przygotować. Nie chciałem jej wystraszyć.
-A więc moje zadanie tak? To może... Ściągnij moją koszulkę i przytul się do mnie- wyszeptałem jej do ucha palcem gładząc jej miękką szyję gdzie znajdowała się malinka. Patrzyłem jej wyzywająco w oczy z tym chłodem jakbym sądził, że nie jest na tyle odważna aby to zrobić. Wolałem nie zdradzać za dużo uczuć i nadal pozostać nieczułym i obojętnym. Właśnie tak teraz wyglądała moja twarz. Jakbym w tym momencie nic nie czuł. Miało to pomóc także jej. Nie powinna się mnie bać tak jak wtedy na placu kiedy na nią nawrzeszczałem. Pierwszy raz przeze mnie płakała i choć byłem na nią niewyobrażalnie zły zabolał mnie ten widok. Nie pokazałem tego po sobie. Bałem się własnych uczuć, które musiałem w sobie stłumić i nie pozwolić im ujrzeć światła dziennego. Tak będzie najlepiej. I dla mnie i dla niej. Ułatwiała fakt moja reputacja. Skoro sądziła, że zaraz po niej znajdę sobie inną to nie miałem innego wyjścia jak jej przytaknąć. W końcu nic się takiego nie stanie jak każde z nas ruszy własną ścieżką. Przeniosłem swoją dłoń na jej pośladki gładząc je lekko. Chciałem sprawdzić jak na to zareaguje. Mogła uderzyć mnie w twarz. Wolałem wiedzieć czy nie jest to dla niej nieprzyjemne. W cichym milczeniu czekałem aż spełni wydane polecenie.

Erica
-Wspaniały apartament? Może i jest większy od mojego mieszkania, ale trudno nazwać to apartamentem. Poza tym sądzę, że mój pokój jest lepiej urządzony, co czyni go bardziej wspaniałym. Musisz się jeszcze trochę postarać, aby dorównać mojemu pokojowi.- uśmiechnęłam się wrednie spoglądając na niego. Niech nie myśli, że pozostawię jego żarty bez odpowiedzi. Nie miałam zamiaru być aż tak potulna, aby nie odpowiedzieć na jego słowa.
Nie byłam przekonana co do tego, aby jeszcze bardziej się do niego zbliżać, jednak pozwoliłam mu się do siebie przyciągnąć i posadzić na kolanach. Jakaś część mnie, która jeszcze trzeźwo myślała i nie była całkowicie nim pochłonięta krzyczała, aby jak najszybciej stąd uciekać. Tylko czemu była to ledwie widoczna cząstka, której nawet nie chciałam słuchać? Reszta mnie pielęgnowała we mnie złudną nadzieję, że znaczy to coś więcej i stałam się dla niego ważna. Jak na złość było to silniejsze ode mnie. Leon dawał mi poczucie bezpieczeństwa i coś, czego potrzebowałam już od dawna, bliskości. Chciałam, aby to on był przy mnie i nigdy nie zostawiał. Nawet rzeczywistość nie była na tyle silna, aby wyrwać mnie z tych sennych marzeń i głupich nadziei.
-Oszukujesz. To pytanie było poza naszą umową. - mruknęłam poważnie na niego spoglądając. Wykorzystał sytuację na swoją korzyść. -Żądam, aby tamten pocałunek był potraktowany jako troje zadanie. - wystawiłam język spoglądając na niego. To niesprawiedliwe, że w taki sposób wykorzystywał moje pytanie, w dodatku teraz, kiedy nie było ono nawet ważne. Szkoda, że tak chętnie nie odpowiadał na pytania, które zadawałam rano i dotyczyły jego. Dlaczego to on wybierał pytanie, na które chciał odpowiedzieć, a ja nie mogłam wybrać zadania? Zwykłe oszustwo.
Prychnęłam pod nosem, mało delikatnie ściągając z niego koszulkę. Niech nie myśli, że nie przyjmę tak prostego zadania. Reszty natomiast nie miałam zamiaru wypełniać. Jeśli chciał, abym się do niego przytuliła, musiał odpowiedzieć na pytanie, którego rzeczywiście chciałam się dowiedzieć. Siedziałam na jego kolanach, z założonymi rękoma na piersi, wpatrując się w jego oczy. Czekałam na jego dalsze reakcje. Doskonale wiedział czego chcę.
-Dokończę zadanie w zamian za odpowiedź, której chcę. Jaka była twoja rodzina? - powiedziałam poważnie. To, że czegoś chciałam nie znaczyło, że nie mogłam tego zaliczyć jako zadanie. W końcu to jego zachcianki liczyły się w tym zakładzie, nie moje. Jeśli chciał mnie pocałować lub przytulić, musiał odpowiedzieć.

Leon
Zaśmiałem się kiedy mało delikatnie ściągnęła ze mnie koszulkę i odmówiła przytulenia się. Najwidoczniej chciała zadać jeszcze jedno pytanie choć nie wiedziałem czy ja chce na nie odpowiadać. Spojrzałem na nią kiedy ani trochę nie zareagowała na moje dłonie na swoich pośladkach. Ścisnąłem je mocniej wygodniej ją sadzając sobie na kolanach. Westchnąłem ciężko słysząc jej pytanie. Czemu nie mogła zapytać jaki jest mój ulubiony kolor, albo potrawa? Nie... Jak zwykle pytanie musiało dotyczyć mojej przeszłości. Znowu stałem się chłodny, a dłonie założyłem na piersi odgradzając się od dziewczyny siedzącej okrakiem na moich kolanach.
-Moja rodzina była jak każda inna. Jadaliśmy razem obiady, matka całowała nas w czoło na dobranoc, a ojciec zabierał często do lasu i graliśmy w chowanego. Amy miała dopiero trzy latka. Szykowaliśmy się właśnie do wyjścia na proszona kolację. Mimo prośby mamy wyszedłem z domu pierwszy bo sie posprzeczaliśmy. Potem nie mogłem zawrócić... Wszystki stało w płomieniach- mówiłem powoli i chłodno, ale przy ostatnim zdaniu głos mi sie załamał. Podniosłem sie sadzając dziewczyne na kanapie a samemu podchodząc do okna. Nie chciałem już towarzystwa. Teraz należało o tym zapomnieć. I o tym że wszystkich zawiodłem. Odchrząknąłem odwracając sie do dziewczyny.
- Powinnaś już wracać. Moje zadanie odbiore kiedy indziej. -powiedziałem otwierając przed nią drzwi. Wzrokiem zimnym nakazałem jej wyjść i zamknąłem za nia drzwi. Za dużo emocji w zbyt krótkim czasie. Jeszcze jutro miały sie rozpocząć ćwiczenia z opiekunami. Miały trwać cztery dni. Nienawidziłem tego okresu bo wszyscy zachowywali sie jakby te potwory były nie wiadomo jak wspaniałe. Nigdy, pomimo namawianiu Marka nie wziąłem w tym udziału. W tym roku także się to nie zmieni. Przynajmniej bede miał cztery dni wolnego i w końcu sie wyśpie. W tym czasie nikt nie pracował. Tym lepiej dla mnie. Moze i byly to zajecia obowiązkowe, ale zawsze znajdowałem dobrą wymówkę. W końcu byłem okropnie wyczerpany i trzeba było to uszanować. Pomyślałem o Erice. Oby tylko do niej przydzielono jakąś dziewczyne. Na pewno nie pozwole jakiemuś chłoptasiowi sie do niej zbliżyć. Najwyżej straci kilka zębów i juz nie bedzie taki atrakcyjny.

Erica
Jednak to pytanie było złym wyborem. Zaczęłam żałować, że nie zapytałam o coś innego, co nie miało związku z jego przeszłością. Nawet jeśli on nie interesował się mną, ja chciałam o nim wiedzieć jak najwięcej. Jaki był, co go teraz trapi, o czym myśli, co czuje spoglądając w gwiazdy. Chciałam, aby znowu był szczęśliwy.
Spuściłam głowę, spoglądając smutno gdzieś w bok. Nie musiał mi więcej się powtarzać. Po samych jego ruchach widziałam, że mnie tutaj nie chciał i miałam jak najszybciej opuścić jego pokój. Czułam się źle przez to, że to właśnie z mojej winy w tej chwili powróciły do niego wspomnienia. Chciałam cofnąć czas o te kilka minut i nigdy go nie zadać.
-Przepraszam- wyszeptałam. Nie byłam nawet pewna czy usłyszał moje słowa. Opuściłam jego pokój, zgodnie z jego życzeniem. Nogi same poniosły mnie do zagrody Erasma, ktory w tej chwili spał sobie w najlepsze. Położyłam się tuż obok niego. Smok jedynie otworzył leniwie oko, by po chwili znowu je zamknąć i powrócić do sennej krainy. Przynajmniej przy nim mogłam znaleźć ukojenie. Po zakończeniu treningu chciałam starać się o to, aby Erasm stał się moim smokiem. Ze względu na moją pracę było to mało prawdopodobne, jednak chciałam przynajmniej spróbować. Jeśli jego ktoś inny będzie chciał zostać jego właścicielem, nawet nie miałam pewności czy będę mogła się z nim widywać, o opiece nie wspominając.
Jutrzejszego dnia miały zostać również ogłoszone wyniki kto z kim będzie w parze. Po zeszłorocznych nieprzyjemnościach z Beth liczyłam na to, że trafi mi się ktoś bardziej normalny. Przynajmniej mogłam się tedy na niej zemścić i nie zaliczyłam jej tych ćwiczeń, przez co później miała problemy. Poskutkowało to jedynie tym, że jeszcze więcej mi dokuczała. Jednak życie w tym miejscu nie było ani trochę łatwe. Wystarczył jeden zły ruch, aby zrzucić sobie na głowę osoby, które do samego końca będą ci uprzykrzać życie. Mało przyjemne. Chociaż trafiały się również takie osoby jak ja, ktore od samego początku były na to skazane, bo po prostu były.
Położyłam się przy pysku smoka, układając się do snu. Gad przybliżył do mnie swoją łapę, aby było mi cieplej. Byłam mu za to wdzięczna. Był uparty, ale posiadał też swoją dobrą stronę i wiedział czym jest troska.

Leon
Nie spałem tej nocy męczony przez wspomnienia z przeszłości. Mogłem się tego spodziewać po wcześniejszym pytaniu Erici. Za bardzo się już wmieszała w moje życie, a jedyne co mogłem zrobić to kazać jej wyhść z mojego pokoju choc pragnąłem aby została. Nie to było ważne. Nie ja się liczyłem, bo nic nie byłem wart. Złapałem kurtkę i szybko wyszedłem z pokoju. Zasługiwałem na życie jakie wiodłem i na brak miłości i przywiązania. Powinienem o tym pamietać. Przystanąłem przy ogrodzeniu dla opiekunów gdy zebrało się tam sporo ludzi chętnych na zajęcia. Parsknąłem śmiechem słysząc podniecone głosy. Tutaj nie było sie czym emocjonować. Teraz miały zostać ogłoszone pary. Ziewnąłem przeciągle nie wsłuchując się w nie za bardzo. Zastygłem w bezruchu słysząc że Erica miała być w parze z Casperem. Na to nie miałem najmniejszego zamiaru pozwalać ani biernie sie przyglądać jak on ją podrywa. Wszedłem na plac i skierowałem się do tej jakże uroczej pary wesoło sobie rozmawiającej. Posłałem obu chłodne spojrzenie.
- Wydawało mi się, że mieliśmy razem być w parze nie uważasz? Tak mi wczoraj wieczorem obiecałaś, a wiesz ze obietnic nie można łamać. Myśle że Casper zrozumiesz nas i znajdziesz sobie kogoś innego do pomocy. O popatrz Linda jest wolna- powiedziałem obojętnie i pociągnąłem za sobą moją nową partnerkę. Nie zamierzałem brać w tym udziału ale nie miałem wyjścia. Kleił by się do niej gdyby tylko miał okazje. Patrzyłem na wszystkich beznamiętnie. Na pewno zastanawiali sie co mnie skłoniło do wzięcia udziału w tym przedstawieniu. No cóż nigdy sie nie dowiedzą, bo sam nie byłem pewny. To na pewno nie byla miłość anizazdrość. W końcu ciekawskie spojrzenia sie ode mnie oderwały a ja znowu moglem cieszyc sie prywatnością. Czasem ktos posyłał mi ukradkowe spojrzenie. W koncu mój wzrok napotkał Beth. Była wściekła, ale to juz nie był mój problem. Liczyło sie tylko to ze Erica nie bedzie zbyt blisko Caspera.

Erica
Wiedziałaś już kto będzie moim partnerem. Kiedy tylko wszyscy się już zebrali, odnalazłam Caspera mówiąc o tym, że w czasie szkoleń będziemy w parze. Najwidoczniej ucieszyła go ta myśl. Leon i tak nie chciał brać w tym udziału, dlatego pocieszałam się tym, że przez kolejne cztery dni będę mieć miłe towarzystwo.
-Przynajmniej bedę miał wspaniałą nauczycielkę. Pod twoim okiem bez problemu uda mi się zaliczyć to zadanie. Nikt nie radzi sobie ze smokami lepiej niż ty. - Zarumieniłam się delikatnie kiedy chłopak zaczął mnie komplementować. To było coś, czego od Leona nigdy bym nie usłyszała. Od zawsze jedynie krytykował moją pracę i zwracał uwagę na to, czego jeszcze nie zrobiłam. Miło było usłyszeć coś innego niż ciągłe narzekania i kazania.
Nie słuchaliśmy dalszych poleceń oaz listy, spokojnie ze sobą rozmawiając. Oboje wiedzieliśmy z kim mamy pracować, a ja doskonale znałam swoje obowiązki jako nauczyciela przez te kilka dni. Pozostawało nam jedynie czekać na przydzielenie smoka. Jako opiekun złożyłam prośbę, aby to właśnie Sim została mi przydzielona i wiedziałam, że to właśnie nią będę się zajmować przez najbliższe dni.
Spojrzałam zdziwiona na Leona kiedy się pojawił. Nie brał udziału w ćwiczeniach, więc przez najbliższe dni miał wolne. Jeszcze bardziej zaskoczyły mnie jego słowa.
-Mogę wiedzieć co ty robisz? Doskonale wiesz, że pary przydzielane są przez koordynatorów nie ma mamy na to żadnego wpływu. Jedynie Mark może zmienić tą decyzję. Poza tym ty nawet nie chcesz bać w tym udziału. Musiałabym ci wypisać za to ocenę, ale trochę trudno będzie to zrobić, jeśli nie będziesz chciał zajmować się smokami. - spojrzałam na niego kiedy zostaliśmy sami. Nadal ciekawiło mnie co tutaj robił. Nie miałam zamiaru mieć przez niego kłopotów, bo nie odpowiadał mu mój partner, a sam chciał uciec od tych ćwiczeń. Powinien lepiej się zdecydować co chce w końcu robić.
Nie miałam nic przeciwko temu, aby być z nim w parze, właściwie bardzo cieszyłam się z tego powodu, chociaż nie dawałam tego po sobie poznać. Nie powinien o tym wiedzieć.
-Jeśli koordynatorzy zgodzą się na to, abyś był ze mną w parze nie mam nic przeciwko. Ale masz obiecać, że bez marudzenia będziesz wykonywał moje polecenie jak pilny uczeń. Mam nadzieję, że pamiętasz jeszcze Sim, bo to właśnie ona będzie naszym "dzieckiem" na ten czas. - powiedziałam poważnie.

Leon
Spojrzałem na nią obojętnie. Dlaczego to robiłem? Pytanie było proste, ale odpowiedź na nie o wiele trudniejsza. Przecież nie mogłem jej powiedzieć, że nie jestem w stanie znieść widoku mizdrzącego się do niej zwykłego pomagiera. Mogłaby sobie nie wiadomo co pomyśleć, a mnie chodziło tylko o jedno. Na razie należała do mnie i tyle się liczyło. Mogłem jej wydać jeden rozkaz i cieszyłem się, że wczoraj go nie wykorzystałem. Teraz mogłem jej po prostu kazać być ze mną w parze. Mark bez problemu nas do siebie przydzieli. Posłałem mojemu przyjacielowi twarde spojrzenie, ale od razu zrozumiał i poszedł zanotować coś w wielkim dzienniku na jednym z
- I co? Nadal masz jakieś obiekcje? Nie zawracaj sobie główki tak nieistotnymi sprawami jak papiery. Jesteś mi winna przysługę i nie myśl, że zapomniałem, a brzmi ona tak... Spędzisz te cztery dni ze mną i tylko ze mną. Nie odezwiesz się w tym czasie do nikogo oprócz mnie. Zobaczymy jaką masz silną wolę i czy sprostasz wyzwaniu.-powiedziałem z wyzwaniem w głosie. Moje oczy wyraźnie mówiły, że spęka i nie da rady wypełnić powierzonego jej zadania. Westchnąłem cicho przypominając sobie, że przez ten czas będziemy musieli zajmować się jakimś małym, bezbronnym smokiem. Nie mogłem już się jednak wycofać. Skoro się powiedziało a należało też powiedzieć b. Nie rzucałem słów na wiatr. Przyznałem przy wszystkich, że mam być w parze z Ericą i wycofanie się teraz z tego przyłączyłoby do mnie niewygodne plotki, a tych mi już wystarczyło w nadmiarze. Ciągle słyszałem, że zacząłem oglądać się za nową dziewczyną, bo puste laski przestały mnie zadowalać. W pewnym stopniu mieli rację, ale nie oglądałem się za byle jaką dziewczyną tylko za tą konkretną. Ziewnąłem przeciągle udając, że nic mnie to nie obchodzi. Chociaż nie... W rzeczywistości tak było! Ani trochę nie interesował mnie fakt, że musimy zajmować się smokiem.
- Jak na razie to ty masz wykonywać moje plecenia, a twoje hmm... Może wezmę pod uwagę, ale nie obiecuje, że któreś wypełnię. Nie masz nade mną żadnej władzy skarbie. Owszem będziemy zajmować się dzieckiem, ale SMOCZYM. Nie zapominaj, że jesteś człowiekiem. A jeśli tak spieszno ci do posiadania dzieci...-przeciągnąłem specjalnie ostatnie słowo. Doskonale zrozumiała o co mi chodziło. Jeśli chciała dzieci to mogłem zgłosić się na ochotnika aby jej to zapewnić. To także było kłamstwem, ale nie zdradziłem tego. Zawsze się zabezpieczałem. Nie pozwoliłbym sobie na takie świństwo jak zostawienie dziewczyny z brzuchem. Nie opuściłbym wtedy takiej. Miałem jeszcze swój honor, który nakazywałby mi się z nią związać. Może i era średniowiecza zniknęła, ale to były moje decyzje i nikt nie miał prawa ich kwestionować. Zresztą nikt o nich nie wiedział więc nie było z tym najmniejszego problemu. Złapałem dziewczynę za łokieć i poprowadziłem do "naszego" smoka, a raczej tego, którym mieliśmy się zająć. Nie wyglądała najlepiej. Wykluła się już jakiś czas temu i do tej pory powinna zaczynać się uczyć latać, a ona ledwo opanowała chodzenie. Przynajmniej chciała jeść jak ostatnim razem ją karmiłem. Gdyby było inaczej nie wróżyłbym jej długiego życia, a tak może się jeszcze z tego wyliże. Nie lubiłem smoków i dla żadnego nie robiłem wyjątku jednak nie życzyłem śmierci tym najmłodszym. One nie stanowiły takiego zagrożenia. W dniu kiedy jeden ze smoków przewrócił Eric'e cały się spiąłem. Widziałem w nich wtedy jedynie potwory. Przed sobą jednak miałem małe dziecko, które samo nie było wstanie zapewnić sobie przetrwania dlatego trzeba było się nimi opiekować. Wiele było przypadków, że matki porzuciły swoje młode i tak też było z tą dwójką. Nie chciała ich karmić, nie zdobywała dla nich pożywienia. Opiekunowie samo musieli się o to zatroszyć.

Erica
Spojrzałam na niego zła kiedy powiedział czego chce. Znowu oszukiwał. Miałam jedynie dokończyć tamto zadanie, a brzmialo ono zupełnie inaczej. Ale niech mu będzie. Udowodnię mu, że nie jestem aż tak miękka i potrafię wytrzymać tylko jego towarzystwo. Coraz bardziej mu się nudziło skoro dawał takie zadania, chocaż mógł sobie zażyczyć cokolwiek by tylko chciał. W końcu to były tylko cztery dni. I tak musieliśmy być ze sobą praktycznie cały czas. Po tym czasie zadanie zostanie zaliczone a ja będę mieć spokój.
-Zgoda. Ale moje polecenia i tak masz wykonywać. Pamiętaj, że to ćwiczenie masz zaliczyć na ocenę, a ja będę z tego później rozliczana przed koordynatorem. Jeśli będziesz mnie ignorował, w tedy zażądam zmiany partnera. To jedyny okres w roku kiedy to opiekunowie mają najwięcej do powiedzenia, więc nie myśl, że jesteś jakimś wyjątkiem i ciebie to nie dotyczy. - prychnęłam. Wypowiadając ostatnie zdanie dźgnęłam go kilka razy palcem w tors. Powinien się w końcu pogodzić z tym, że przez te kilka dni to mnie miał słuchać i musiał być grzeczny, aby to zaliczyć.
-Może i to smok, ale przez te kilka dni masz być dla niej jak dobry tatuś, który o wszystko się troszczy. Pamiętaj, że w tym czasie mam ci jedynie doradzać i w razie potrzeby pomagać, ale to ty troszczyć się o smoka. - powiedziałam poważnie. Złapałam go za kołnierz, przyciągając do siebie. Nasze twarze dzieliły jedynie milimetry. - Pamiętaj, że będziesz się opiekować moją Sim, więc masz jej strzec jak oczka w głowie. Nigdy ci nie wybaczę, jeśli coś jej się stanie. - powiedziałam poważnym i chłodnym tonem. Może i zbytnio poświęcałam się dla młodych, jednak ta jedna była najważniejsza ze wszystkich. W czasie pracy zajmowałam się przede wszystkim nią i pomagałam, aby stała się silna. Powinien doskonale o tym wiedzieć.
Za sobą usłyszałam szmery. Wiedziałam czego dotyczyły. Nikt nie zignorował faktu, że Leon się tutaj znalazł i chciał brać udział w ćwiczeniach. Co więcej, był w grupie razem ze mną. Powinien przewidzieć, że wszyscy będą o tym gadać. Trudno było nie zauważyć, że ostatnimi czasy spędzamy ze sobą więcej czasu.
Podeszłam do smoczka biorąc ją na ręce. Była ruchliwa i chętnie wspinała się na moje ramię. Z każdym dniem radziła sobie coraz lepiej. Wkrótce opanuje sztukę chodzenia i będę mogła uczyć ją latać. Nawet błony pomiędzy jej skrzydłami stawały się mocniejsze.

Leon
Kiedy złapała mnie za kołnierz przybliżyłem do niej twarz tak, że na pewno czuła mój oddech na swoim policzku. Zaśmiałem się cicho. O czymś chyba zapominała. Przyciągnąłem ją do siebie na oczach wszystkich i cmoknąłem w usta. Nie raz robiłem już tak z innymi dziewczynami i ona nie była wyjątkiem. Różniło się to tylko tym, że zależało mi na niej bardziej niż na tamtych dziewczynach. Usłyszałem dookoła siebie gwizdy, ale skwitowałem je zimnym uśmiechem. Niech nie myślą, że ten pocałunek mnie w jakiś sposób poruszył.
-Nie zażądasz zmiany partnera, bo po pierwsze nie możesz się do żadnego odezwać, a po drugie chcesz spędzić ze mną ten czas nawet jeśli będę doprowadzał cię do białej gorączki. Przyznaj to...Pragniesz mnie nawet teraz-wyszeptałem jej ostatnie słowa do ucha. Patrzyłem jak bierze na ręce tego małego potworka, który zaczął się wspinać po jej ramionach. Westchnąłem cicho. Naprawdę nie widziałem w tym nic pięknego. Mogli uznać mnie za potwora bez serca, ale mimo że akceptowałem jej obecność nie czułem niczego więcej. Uśmiechnąłem się obojętnie po czym parsknąłem śmiechem.
-Oczywiście, że będę opiekował się twoim malutkim smoczkiem. Przecież jest teraz najważniejszy. Ważniejszy od tych pocałunków z wczoraj. Nie myśl, że mnie odwiedziesz od mojego zadania. Doskonale wiem co mam robić- westchnąłem z oburzeniem kiedy oskarżyła mnie o takie okropne rzeczy. Przecież nie zrobiłbym jej krzywdy, ale wzorowym tatusiem na pewno nie będę. Nawet dla niej. Żaden smok na to nie zasługiwał. Nawet tak mały i inteligenty. Widziałem w oczach Sim chęć poznania świata, ale ze mną nie miało to nic wspólnego. To był tylko smok i tylko smokiem pozostanie. Bacznie obserwowałem dziewczynę bawiącą się wraz ze smokiem. Tworzyły śliczny obrazem i musiałem to przyznać chociaż przed sobą. Oparłem się leniwie o barierkę krzyżując ramiona na piersi. Na razie trwały zapisy i nic ciekawego się nie działo. My jednak mogliśmy zaczynać cokolwiek mieliśmy zacząć. Zgodnie z wyzwaniem mieliśmy spędzić razem cztery dni. Nawet nocy jej nie odpuszczę.
-Więc co mi powiesz? Co mi zlecisz na początek, a ja się zastanowię czy spełnić twoją prośbę- mruknąłem poważnie nie spuszczając z nich wzroku nawet na sekundę.

Leon
Wzruszyłem lekko ramionami. Spiąłem się lekko kiedy zaczęła mówić, że straciłem na sobą panowanie. Owszem stało się tak, ale nie zrobiłbym jej poważnej krzywdy. Nawet jak złapałem ją za ramię nie zrobiłem tego tak aby odczuwała ból. Doskonale zdawałem sobie sprawę jak to jest być uwięzionym w potrzasku i nie mogąc nic zrobić. Z mojej strony jednak Erice nie groziło poważne niebezpieczeństwo. Parsknąłem śmiechem kiedy usiadła na skraju jednego z moich kolan. Położyłem dłoń na jej pośladkach, a drugą na jej kolanie i przyciągnąłem do siebie tak, aby siedziała na obu i było jej wygodniej. Moje ciało zareagowało na tą bliskość i z trudnością, ale ukryłem wszystkie emocje.
-Powiedziałem na kolanach, a nie na kolanie- powiedziałem nadal obejmując ją ramieniem i trzymając ją na jej pośladkach - Ale tutaj się myślisz. Człowiek potrafi nad sobą zapanować. Owszem straciłem panowanie, ale nie groziło ci z mojej strony nic poważnego. Na pewno bym cię nie zabił, a smok zadziałałby od razu zionąc ogniem lub pożerając cię na miejscu. Nie mówię, że każdy smok zaatakuje cię od razu, ale trzeba być gotowym na każdą ewentualność- mruknąłem poważnie. Nie chciałem rozmawiać na ten temat, ale skoro taka była umowa to powinienem z tego czerpać ile się da. Zacisnąłem dłoń na jej pupie i ułożyłem się wygodniej przyciągając ją do siebie. Trzymałem ją tak, że nawet jakby chciała wstać to bym jej nie pozwolił. Na szczęście nie wyrywała się. Gładziłem ją delikatnie po kolanie zastanawiając się jak by jej odpowiedzieć za wiele nie zdradzając. Ciągle patrzyłem jej w oczy.
-Może pragnę cię tylko dla siebie nie pomyślałaś o tym? Poza tym denerwuje mnie, nie potrafi pokazać swojego charakteru jedynie ucieka przed wyzwaniami. Nadaje się do tego co robi-powiedziałem cicho hipnotyzującym głosem. Przybliżyłem twarz do jej twarzy. Pachniała mydłem kokosowym i czymś co mnie ogromnie podnieciło. Oparłem się z powrotem i wyszczerzyłem zęby w jednym z uroczych uśmiechów. Nie powinien interesować ją ten głąb. W ogóle do niej nie pasował. Spojrzałem na nią obojętnym wzrokiem, Ciekawy byłem jak poradzi sobie z następnym zadaniem.
- Pocałuj mnie... Ale nie ma to być zwykły całus. Masz sprawić abym cię zapragnął. Nie przyjmę półśrodków. Rozumiesz? Jednym pocałunkiem masz sprawić abym chciał się na ciebie rzucić- wymruczałem jej do ucha. Patrzyłem na nią z wyczekiwaniem.

Erica
Spojrzałam na niego zła kiedy przyciągnął mnie bliżej siebie. Po prostu się mną bawił, korzystając z okazji. Znudziły mu się stare zabawki i musiał sobie znaleźć coś nowego. Właśnie tak się teraz czułam. Jak zabawką, którą dnia następnego porzuci, bo nie będzie mu już potrzebna. To było trochę bolesne.
-Tu cię zdziwię, ale to wcale nie było takie oczywiste. Widząc cię w tedy nie wiedziałam czy mnie pobijesz czy od razu zabijesz. Do tego nie jesteś jedyny. Równie dobrze mógłbyś poznawać zachowania innych ludzi, bo nigdy nie masz pewności kto postanowi się na ciebie rzucić i cię zabić. Twoja nienawiść do innych smoków nadal jest bezpodstawna. Tak naprawdę każda istota jest potencjalnym zagrożeniem i każdy może zabić. - założyłam ręce na piersi próbując na niego nie patrzyć. Nie lubiłam kiedy spoglądał na mnie tym chłodnym wzrokiem, który nie ujawniał żadnych uczuć. Sprawiał, że byłam zdezorientowana i jeszcze bardziej skrępowana.
-Naprawdę myślisz, że ktoś ci w to uwierzy? Idąc tym tokiem rozumowania pożądasz praktycznie każdej dziewczyny, więc powinny być wierne jedynie tobie, ale ty możesz biegać za jaką tylko chcesz. To obrzydliwe. Po co pragnąć kogoś kogo się nienawidzi i ograniczać jego życie? - prychnęłam. Beznadziejna wymówka.
Złapałam go za nadgarstek, zabierając jego rękę ze swoich pośladków. Nie chciałam aby dotykał mnie w ten sposób. Nie był dla mnie nikim szczególnym, dlatego nie powinien robić takich rzeczy. Już kilka razy dawałam mu do zrozumienia, że jeśli chce się zabawić, niech idzie do swoich dziewczyn. Ja nie miałam ochoty stawać się jedną z nich.
Odetchnęłam głęboko i wystawiłam delikatnie język. Naprawdę mu się nudziło, skoro wymyślał tak idiotyczne zadania, które w rzeczywistości do niczego nie prowadziły. Odwróciłam się w drugą stronę kiedy na moich policzkach pojawił się mocny rumieniec. Chęć pocałowania go po raz kolejny była silniejsza ode mnie. Nie chciałam tego robić, a jednak coś mnie do niego przyciągało. Jakoś uporam się z tym wyzwaniem. Już wcześniej mnie całował, więc nie powinno być to nic trudnego. Nikt jeszcze nie zginął od jednego pocałunku. Nawet z takim głąbem...
Położyłam dłonie na jego policzkach, ciałem przywierając do tego torsu. Na pewno będę tego później żałować. Wstrzymałam oddech składając na jego ustach jeden pocałunek, z ledwością muskając jego wargi. W tech chwili walczyły ze sobą dwa, całkowicie sprzeczne odczucia: niechęć do niego i pożądanie. Mimo to kontynuowałam zadanie. Chciałam mieć to już za sobą. Pocałowałam go po raz kolejny, jednak tym razem zrobiłam to bardziej pewnie i namiętnie. Właśnie tego chciał. Jeden pocałunek, nic więcej.

Leon
-Nie musisz mi wierzyć. Chciałaś poznać prawdę więc powiedziałem ci jak jest. To czy przyjmiesz ją do wiadomości zależy tylko od ciebie-powiedziałem stanowczo nie spuszczając z niej wzroku. Ciągle wracała do tych smoków. Nienawidziłem ich i tyle pozostawało w temacie. Nie trzeba było się zastanawiać dlaczego się tak stało. Tak było i już - koniec tematu. Postanowiłem nie odpowiadać dzisiaj na dalsze pytania. Jeśli chciała mogła spróbować jutro. Z resztą wolałem to rozciągnąć w czasie. Musiała za mną zatęsknić i pragnąć mojej obecności tak samo jak ja jej pragnąłem. Rozciągnąłem się wygodnie. Dałem bez problemu odsunąć swoją dłoń i znowu pogłaskałem ją po kolanie. Miała wypełnić swoje zadanie i to się teraz liczyło. W milczeniu czekałem na jej ruch. Powoli położyła swoje dłonie na moich policzkach. Musnęła lekko wargami moje usta. Uniosłem jedną brew patrząc na nią. Na pewno nie zgodzę się na taki pocałunek. Nie ma mowy. Miała mnie pobudzić, a nie uśpić.
-Musisz się bardziej postarać.- powiedziałem poważnie patrząc jej w oczy wyzywająco. Nie mogła odpuścić. Inaczej sam wziąłbym to co moje. Uśmiechnąłem się kiedy przybliżyła do mnie usta ponownie tego dnia. Westchnąłem cicho kiedy mnie pocałowała. Działała na mnie niesamowicie. Tak jak żadna dziewczyna do tej pory. Objąłem ją mocno ramionami sadzając ją na sobie okrakiem aby wygodniej było mi ją całować. Położyłem dłoń z tyłu jej głowy i przyciągnąłem do siebie. Całowałem ją delikatnie muskając jej wargi. Po chwili pocałunek stał się bardziej namiętny. Tym razem Erica nie pozostawała bierna. To ona miała za zadanie mnie całować. Splotłem ze sobą nasze języki drażniąc ją lekko. Przeniosłem dłonie na jej pośladki i ścisnąłem lekko. Miałem dziwne wrażenie, że jej się podoba. Przechyliłem ją do tyłu pogłębiając pocałunek. Zjechałem na jej szyję muskając ją lekko. Ogromnie mi się to podobało. Dłońmi gładziłem ją po plecach. Po chwili znowu wróciłem na jej usta całując ją namiętnie. Nigdy jeszcze czegoś podobnego nie czułem. To było o wiele więcej niż kiedykolwiek doświadczyłem z jakąkolwiek dziewczyną. Była namiętna choć tego nie wiedziała. O wiele lepsza niż pusta Beth. Miałem dobre porównanie, ale Eric'i do nikogo się nie dało porównać. Tym razem naprawdę pragnąłem kobiety i nie bardzo wiedziałem jak sobie z tym poradzić. Chciałem aby należała do mnie. Przynajmniej tej nocy. Później mogła iść własną drogą, ale nie teraz. Chciałem aby mnie cały czas całowała.

Eric
Byłam całkowicie posłuszna, nawet przez chwilę nie protestując. Po prostu chciałam tego pocałunku, aby po raz kolejny mnie do siebie przytulił. Z jednej strony ani trochę mu nie ufałam, z drugiej zaś jego ramiona dawały mi dziwne poczucie bezpieczeństwa. Wszystko co do niego czułam było ze sobą sprzeczne i nie wiedziałam jak powinnam postępować. Pragnęłam jego ust i jednocześnie nie chciałam, aby kiedykolwiek mnie jeszcze całował. Chciałam się do niego przytulić i odepchnąć, aby już mnie nie dotykał. Trudno mi było ukryć nawet to, że podobało mi się to. Jego pocałunki pozostawiały na mojej szyi palące uczucie, przez co chciałam więcej.
W końcu przerwałam pocałunki kładąc rękę na jego ustach. Nie mogłam dłużej tego kontynuować. Nienawidziłam siebie za to, że aż tak się do mnie przybliżył. Oboje mieliśmy inne cele. On chciał się jedynie zabawić z nową dziewczyną, mieć na jedną noc, a ja z kolei zaczynałam czuć coś więcej. Doprowadziło to do tego, że byłam zazdrosna o dziewczyny, którymi do tej pory się interesował. To nie powinno tak wyglądać. Od samego początku ten pocałunek był złym pomysłem i teraz się o tym przekonałam.
Wstałam z jego kolan. Instynktownie położyłam rękę na bliźnie, która ukryta była pod koszulą. Tego też nie powinien nigdy widzieć. Chociaż kto wie, może gdyby ją zobaczył od razu by stwierdził, że już nie chce mnie dotykać. Byłoby mi o wiele łatwiej. Czym bardziej mi się podobał, tym trudniej będzie mi się pogodzić z tym, że jedynie się ze mną zabawia.
-Powinieneś wracać do siebie, mam jeszcze dużo rzeczy do zrobienia. - mruknęłam pod nosem. Wzięłam do ręki czysty kombinezon zamykając się w łazience. Szybko przebrałam się w robocze ubranie i wróciłam do pokoju. Niestety Leon nadal siedział na fotelu. Nałożyłam na siebie resztę ubrania, pozostawiając na łóżku jedynie część zbroi. Nie byłą mi teraz potrzebna.
Jeśli się pośpieszę, na pewno zdążę do Emeralda, aby go wykąpać. Powinnam to zrobić zanim ktokolwiek zobaczy, że opuściłam kilka godzin pracy. Później udam się do Erasma. Obiecałam Casperowi, że przyjdę tam po pracy i chłopak na pewno będzie na mnie czekał. Leona nie powinno to interesować. Nie przyszedł tutaj po to, aby się mną zająć, dostał już to, czego chciał, mieliśmy niepisaną umowę. Na dzisiaj już swoje skończył, więc nie musiał już przy mnie siedzieć.

Leon
Miałem ochotę zaprotestować kiedy się ode mnie odsunęła. Obojgu nam się to podobało więc nie widziałem powodu aby to przerywać. Mimo to pozwoliłem jej się ode mnie odsunąć nie wymuszając od niej więcej. Nie miałem do tego prawa, ale tego skrycie bardzo pragnąłem. Spojrzałem na nią obojętnie i wzruszyłem ramionami na jej słowa. Nie zamierzałem jej zostawiać, bo wiedziałem, że wróci do pracy, a miała odpoczywać. Kiedy poszła się przebrać wbrew mojej woli usiadłem pod drzwiami całkowicie blokując przejście. Wcześniej jeszcze sprawdziłem czy okno jest szczelnie zamknięte i zabrałem do niego kluczyk aby tamtędy nie uciekła. Kiedy wyszła już kompletnie ubrana spojrzałem na nią od niechcenia i uśmiechnąłem się niewinnie.
- Wybierasz się dokądś? Musisz mi wybaczyć, ale jestem tak zmęczony, że nie dam rady się podnieść -powiedziałem bardzo poważnie. Jej wzrok skierował się na okno, a ja się tylko cicho zaśmiałem. Nie było szans aby mi uciekła. Poza tym byłem gotowy w każdej chwili podnieść się i ją dogonić. Posłałem już wiadomość do Marka, a ten zapewnił mnie, że koordynator nie zastosuje wobec niej żadnej kary. Rozumieli, że miała za dużo zadań i przysłali nowy rozpis jej pracy. Ziewnąłem głośno patrząc na nią.
-Od dziś opiekujesz się małymi smokami od rana do południa, a od południa do wieczora Erasmem. W połowie masz przerwę na obiad. Przyszła nowa rozpiska wypisana przez twojego koordynatora. A teraz wracaj do łóżka jeżeli nie chcesz abym położył się obok ciebie i siłą cię tam zatrzymał, a i jutrzejszy dzień masz wolny.- westchnąłem cicho jakby zakłopotany tym, że się nie słucha. Wiedziała, że spełnię swoją groźbę jeżeli mnie nie posłucha. Położyłem sobie poduszkę pod głowę i przymknąłem oczy odpoczywając od pracy. Było całkiem wygodnie chociaż nie pogardziłbym wygodnym łóżkiem z chętną kobietą. Musiałem przystopować, nie tak szybko. Wszystko powoli. Problem w tym, że przy niej nie potrafiłem się opanować. Stłumienie pożądania było trudne ale wykonalne. Nie byłem zwierzęciem więc to żaden wyczyn się powstrzymać. Zerknąłem na nią kiedy dalej stała na środku pokoju. Ostrzegawczo podniosłem się na ramieniu dając jej ostatnią szansę na powrót do łóżka. Poza tym czekało na nią jeszcze jedzenie które musiała zjeść jeżeli nie chciała abym ją nakarmił. Nie dopuszczę aby ponownie zemdlała. Wmawiałem sobie, że dla każdej dziewczyny bym się tak poświęcał. Przecież taka była prawda. Troska o drugiego człowieka nie była mi obca chociaż to ukrywałem.

Erica
Spojrzałam na niego. Po jego zachowaniu mogłam stwierdzić, że tak łatwo mnie stąd nie wypuści. Czego on ode mnie jeszcze chciał? Nie musiałam wracać do pracy, ale przynajmniej się stąd wydostać. Przy nim zaczynałam zachowywać się irracjonalnie i czułam się jak skończona idiotka. Wiedziałam, że kiedy tylko się obok mnie położy znowu będę chciała go pocałować i poczuć jego bliskość. Do tego nie mogłam już dopuścić. Ucieczka była najlepszym rozwiązaniem w tej chwili. Było jedno miejsce, które zapomniał przede mną zabezpieczyć, a ja miałam zamiar jak najszybciej to wykorzystać.
-Jak tam sobie chcesz...-prychnęłam pod nosem, aby tylko złapał przynętę. Wzięłam z szafy drugą piżamę, która zasłaniała o wiele więcej i składała się z bluzki i piżamy. Czułam się mniej skrępowana kiedy strój zakrywał nieco więcej niż sama bielizna.
Wróciłam do łazienki zamykając drzwi na klucz. Nie miałam jednak zamiaru się rozbierać. Nie potrzebowałam dużo czasu, aby się wydostać. Zaledwie kilka minut, zanim Leon zorientuje się, że mnie nie ma. Wspięłam się na małe okienko, które jakby już na mnie czekało. Rozmiar był idealnie dopasowany do mojego ciała. Otworzyłam je, próbując wyjść na parapet. Wstrzymałam oddech patrząc w dół. Musiałam jedynie wylądować na drzewie nieopodal i bezpiecznie zejść na ziemię. Bez zastanowienia skoczyłam. Zaklęłam cicho kiedy kawałek urwanej gałęzi rozciął mi rękę. W tej chwili musiałam zignorować ból i iść dalej. Nawet nie wiedziałam kiedy udało mi się zejść na ziemię. Oparłam się o drzewo próbując złapać oddech, aby nie upaść na ziemię.
Zaczęłam biec. Jedynie gdzie mogłam się udać była zagroda Erasma. Miałam poczucie, że w tej chwili jedynie smok rozumie moje uczucia i mogę przy nim odpocząć. Jako jedyny niczego ode mnie nie chciał, nie oceniał mnie. Był po prostu przyjacielem, który zawsze mnie wysłucha.
W końcu dobiegłam na miejsce ciężko oddychając. Wycieńczenie organizmu nie było zbyt pomocne w próbie ucieczki. I to z mojego własnego mieszkania... Do czego to doprowadziło?
Z satysfakcją odkryłam, że oprócz smoka nikogo tutaj nie ma. Oby Casper nie pojawił się zbyt szybko a najlepiej w ogóle. Jego też nie chciałam już dzisiaj widzieć.
-Powiedz Erasm, co ja mam teraz z tym zrobić...? Sama już tego nie rozumiem. - mruknęłam pod nosem do smoka. Ułożyłam się na jego głowie, wtulając się w jego łuski. Wiedziałam, że nic mi nie zrobi za to. W jego oczach widziałam przyzwolenie i zrozumienie, którego brakowało mi u innych. Na moje słowa niestety nie odpowiedział, jedynie wypuścił z nozdrzy dym. -Też tak myślę... - wyszeptałam. Wpatrywałam się w sufit szukając tam czegoś, czego i tak nie będzie mi dane znaleźć. Nadal czułam usta Leona na swojej szyi a przed oczyma miałam jego obojętny wyraz twarzy, który nawet na chwilę się nie zmieniał. Nawet jego nie próbowałam już zrozumieć. O wiele bardziej wolałam kiedy się na mnie wydzierał. W tedy przynajmniej nasze relacje były jasne.

Leon
Czekałem cierpliwie, aż wyjdzie z łazienki, ale jak na złość ona się nie pojawiała. Zakląłem pod nosem kiedy po dziesięciu minutach nadal jej nie było. Wiedziałem już co się wydarzyło. Żaden szmer nie wydobywał się z łazienki. Miałem ochotę pogratulować jej sprytu, a równocześnie potrząsnąć nią aby choć trochę się zastanowiła co wyrabia. Trzasnąłem drzwiami i szybkim krokiem ruszyłem w stronę zagród dla smoków. Byłem pewien, że to tam się udało. Nie było innej możliwości. Rozglądałem się uważnie nie chcąc niczego przegapić i aż uśmiechnąłem się widząc, że stoi i tuli się do Erasma. Powinna leżeć i wypoczywać, ale wolała pokazać jaka jest silna. Stanąłem za nią przyciągając ją do siebie. Objąłem ją ramieniem w pasie i ucałowałem w szyję. Powinna wiedzieć, że ją znajdę.
-Nie przemyślane to było z twojej strony-mruknąłem cicho jednak nie krzyczałem. Nie miałem na to ochoty. Nagle na łuskach smoka zobaczyłem plamki krwi. Odwróciłem dziewczynę przodem do siebie i złapałem za ręce spoglądając na nie uważnie. Jedna była rozcięta pośrodku. Skrzywiłem się, ale postanowiłem to również jakoś wykorzystać. Nie podobało mi się to, że się skaleczyła i należało to jak najszybciej opatrzyć. Uniosłem jej dłoń do ust i ucałowałem ją w miejscu skaleczenia, po tym oblizałem usta i pociągnąłem ją za sobą nie pozwalając się wyrwać. Ostrzegłem ją co się wydarzy jeśli się nie położy. Zaciągnąłem ją prosto do jej pokoju i pchnąłem tak, że usiadła na łóżku. Wziąłem do ręki czysty bandaż i wodę. Zaskoczony stwierdziłem, że role się odwróciły. Tym razem to ja zamierzałem opatrzyć jej ranę. Patrzyłem na nią zimno kiedy przemywałem rozcięcie. Już po chwili rana była dobrze zabandażowana. Nie zważałem już na to czy jest w piżamie czy nie.
-Jeśli pozwolisz jestem bardzo zmęczony-powiedziałem obojętnie przyciągając ją do siebie i kładąc się na łóżku tak, że obejmowałem ją ramieniem. Nie miała szans się podnieść. Nie zważałem na żadne protesty. Zamknąłem oczy i udawałem, że zasypiam. Erica leżała w moim uścisku mając do wyboru albo leżeć nieruchomo, albo się do mnie przybliżyć. Wszystko zależało od niej i niczego w tym momencie na niej nie wymuszałem oprócz tego aby odpoczęła. Miałem taką zachciankę i musiała się z tym pogodzić. Na pewno nie powiem jej, że się o nią martwię, bo nie martwiłem się o nikogo. Istniałem tylko ja. Jutro już mnie tu nie będzie i wszystko wróci do dawnego stanu. Nawet nie zastanawiałem się jak wytrzymam bez jej ust. Powinienem sobie darować, ale pragnąłem jej bardziej niż powietrza. Czemu to musiało być takie trudne. Powinienem się od niej odseparować i starać się żyć tak jak wcześniej. Otaczać się mnóstwem kobiet i nie troszczyć się o nikogo poza mną. Takie było życie i może traktowałem ludzi dookoła siebie z rezerwą tak mi było prościej. Nie przywiązywać się i żyć tak jak mi się podoba, a nie tak jak się podoba komuś innemu.

Erica
Odetchnęłam spokojnie mogąc przytulić się do Erasma. Przy nim również czułam się bezpiecznie i mogłam odpocząć. Równie dobrze mogłam spędzić przy nim całą noc. Tak byłoby lepiej dla wszystkich. Może chociaż dzisiejszego dnia da mi spokój. Chciał abym odpoczęła to proszę bardzo, odpoczywałam przy swoim przyjacielu. Chyba zacznę zastanawiać się nad tym, czy nie przeprowadzić się do jego zagrody, aby być bliżej niego. Niby nie mówił, ale jako jedyny był w stanie mi pomóc.
Wciągnęłam do ust gwałtownie powietrze czując czyjeś dłonie. Wiedziałam do kogo należały, a pocałunek złożony na szyi jedynie utwierdził mnie w tym przekonaniu. Znowu za mną poszedł, chociaż nikt go o to nie prosił.
-Ale udało mi się ciebie przechytrzyć. -mruknęłam od niechcenia. Moja kryjówka była oczywista, ale tylko tutaj mogłam poczuć się swobodnie. Tylko Erasm dawał mi poczucie wsparcia. Nigdy wcześniej nie udało mi się aż tak przywiązać do żadnego smoka. On był inny, wyjątkowy, jak bliźniak, który wszystko rozumie bez słów. Leon nigdy nie zrozumie tego przywiązania. Żałowałam, że opiekunowie nie mogli wybrać własnego smoka. Byliśmy jedynymi osobami, które nie mogły związać się ze smokiem, nie ważne jakbyśmy chcieli.
Schowałam poranioną rękę, jednak i tak zostało to zauważone. Czy nawet tego nie mogłam przed nim ukryć? Na mojej twarzy pojawił się rumieniec kiedy Leon pocałował moją ranę. Właśnie przez takie coś miałam uczucie, że coś dla niego znaczę, po chwili jednak do mnie docierało, że było to zwykłym kłamstwem a ja byłam mu obojętna.
Pozwoliłam się zaciągnąć do pokoju i opatrzyć ranę, chociaż miałam ochotę znowu uciec. Początkowo wyrywałam się kiedy przycisnął mnie do łóżka i zablokował drogę ucieczki. Nie chciałam przy nim leżeć. W ogóle nie chciałam przy nim być póki nie poukładam swoich myśli. Ten głupek wywołał u mnie uczucia, które nigdy nie powinny się narodzić. W końcu się poddałam. Szarpanina i tak w niczym mi nie pomagała. Z dużym trudem udało mi się zdjąć buty, bo nawet to mi utrudniał. Odwróciłam się w jego stronę, opierając czoło o jego tors. Moją uwagę przykuł zamek, który jak na przekór zaczęłam się bawić. Musiałam się jakoś odstresować.
-Kiedyś prawie mnie utopił...- wyszeptałam. Nie wiedziałam po co w ogóle mu to mówiłam. I tak nikogo to nie interesowało. Nikt nie wiedział, nikt nie pytał. Więc czemu chciałam, aby poznał prawdę? Chociaż w głębi liczyłam na to, że już spał i nawet nie słyszał moich słów. - Smok wody... Często powraca to we śnie.- dodałam po dłuższym czasie.

Leon
Zdziwiłem się kiedy przysunęła się do mnie bardziej praktycznie o mnie opierając. Ułożyłem brodę na jej głowie i uśmiechnąłem się do siebie. Podobało mi się to, że się przemogła i znalazła się tak blisko mnie. Zaczynała mnie boleć świadomość, że będę musiał ją zostawić. Po raz pierwszy zaczynałem czuć coś więcej niż nienawiść i chłodna obojętność. Otworzyłem szeroko oczy kiedy zaczęła opowiadać o swoim strachu. Czułem jak jej ciało drży. Nie mogła zobaczyć wyrazu mojej twarzy, ale wyrażała ona coś więcej niż zimna pustka. Przytuliłem ją mocniej do siebie teraz już nie przygwożdżając jej do materaca, ale po prostu ją przytulając. Była wyczerpana i pewnie tylko dlatego mi to powiedziała. W innej sytuacji coś takiego nie miałoby miejsca.
-Jeśli chcesz możesz mi opowiedzieć, a jeśli nie to się zdrzemnij. Na pewno będzie ci lepiej-powiedziałem łagodnie tym razem ni używając chłodnego tonu za co skarciłem się dopiero po chwili. Nie byłem gotowy jej jeszcze zranić zwłaszcza jeśli sama zwierzała mi się ze swoich zmartwień. Wbrew wszystkiemu nie powinienem słuchać. Nie miałem prawa wtrącać się w czyjeś życie, ale chciałem wiedzieć co się wydarzyło. Głaskałem ją delikatnie po włosach aby trochę się uspokoiła. Zależało mi na tym aby chociaż dzisiaj była spokojna. W ogóle nie powinna uciekać. Owszem przechytrzyła mnie, ale przy tym naraziła się na niebezpieczeństwo. Mogła zasłabnąć podczas skoku i zrobić sobie krzywdę. Udawałem, że mnie to nie ruszało, ale prawda była zgoła inna. Nie mogłem pozwolić jej na takie lekkomyślne traktowanie własnego życia. Już raz pozwoliłem aby ludzie zginęli i drugi raz na to nie pozwolę. Choćbym miał jej pilnować, a ona miała mnie znienawidzić. Włożyłem nogę pomiędzy jej nogi splątując je ze sobą i ucałowałem ją w czubek głowy układając się wygodniej. Przytulałem ją lekko, ale nie ściskałem aby miała chociaż trochę swobody i mogła oddychać. Po chwili drżenie w jakimś stopniu ustąpiło. Może i nie czuła się najlepiej, ale lepsze to niż nic. Przymknąłem oczy.
-Mnie też często dręczą koszmary, w sumie każdej nocy. Nie zdarzyła się jeszcze spokojna-mruknąłem wbrew sobie. Nie powinienem jej tego mówić. To był jeden z moich sekretów, ale podzieliłem się nim z nią bo i ona zrobiła to bez przymusu. Wolałem aby nie czuła się skrępowana, że mi coś zdradziła. Upokorzyłem się w tym momencie przed nią, ale zachowywałem spokój. To był klucz do sukcesu. Bez niego już dawno bym zginął. Nie liczyłem na zrozumienie, bo nikt nie był wstanie tego zrozumieć. Straciłem rodzinę i nigdy sobie nie wybaczę tego, że ich wszystkich zawiodłem. Ojciec wiele razy powtarzał mi, że mogłem ich uratować i miał rację. A nawet jeśli nie uratować to mogłem zginąć wraz z nimi.

Erica
Uśmiechnęłam się smutno kiedy mnie przytulił. Biło od niego przyjemne ciepło, jednak wiedziałam, że nie będzie trwało to długo. Nawet gdybym chciała, nigdy nie będzie mój. Był w moim pokoju z powodu, który był znany jedynie dla niego, ale na pewno nie odczuwał tych samych uczuć. Zaczęłam się zastanawiać czy wobec innych dziewczyn również się tak zachowywał. Zapewne tak... Nie byłam żadnym wyjątkiem, po prostu jedną z wielu.
Zdziwiłam się kiedy odpowiedział. Może go to nie interesowało, jednak poczułam przyjemne ciepło, że nie zbył mnie i chociaż próbował mnie wysłuchać. Brakowało mi osoby, której mogłam o wszystkim powiedzieć. Przynajmniej tej nocy mogłam sobie na to pozwolić.
-Był to jeden ze smoków mojego ojca. W czasie zabawy w jeziorze uderzył mnie przypadkowo ogonem, przez co straciłam przytomność. Pozostawił po sobie nie małą pamiątkę... - wyszeptałam. Instynktownie dotknęłam blizny na brzuchu. Chciałam się tego pozbyć, jednak nie mogłam. Już do końca życia ta blizna będzie razem ze mną. - Podobno próbowali mnie ratować przez kilka dni. W końcu się obudziłam. Nie miałam smokowi tego za złe, nie chciał tego zrobić, jednak boję się do nich zbliżać. - Z moich oczu poleciało kilka drobnych łez, które szybko powstrzymałam. Nie mogłam aż tak okazywać swoich słabości. Wystarczająco się wygłupiłam mówiąc mu o tym wszystkim. Nikt oprócz mojego ojca nie powinien wiedzieć o tym zdarzeniu oraz o moim strachu.
Ze skupieniem wsłuchałam się w jego słowa. Na pewno też nie miał łatwo. Chciałam mu jakoś w tym pomóc, aby nie musiał się dłużej męczyć. Gdybym tylko wiedziała jak mogę to zrobić. Nie można bylo tego tak po prostu zrobić.
-Chodzi o twoją rodzinę, prawda? To niesprawiedliwe, że niektórzy muszą żyć z takim bólem. To poczucie, że jesteś z tym wszystkim sam i nie wiesz gdzie szukać wsparcia, więc łapiesz się czegokolwiek, aby to jakoś znieść. - wyszeptałam.
Podniosłam się na ramieniu, spoglądając na niego spokojnie. Znowu miałam ochotę go pocałować, poczuć smak jego ust. Zrobiłam głębszy wdech nie mogąc oderwać od niego wzroku. Ułożyłam dłoń na jego policzku, po chwili złączając nasze usta w słodkim pocałunku. Po raz pierwszy zrobiłam to dobrowolnie, bez żadnego przymusu i bardzo mi się to podobało.
Po chwili oderwałam się od niego, po raz kolejny chowając twarz wtulając się w jego tors. Czułam jak moje policzki robią się gorące na samą myśl o tym.

Leon
Rozumiałem teraz w jakimś stopniu jej strach. Zbliżenie się to smoków o tym typie musiało być dla niej okropnie trudne. Przytuliłem ją mocniej, aby poczuła się chociaż trochę bezpieczna. Nic nie mówiłem, aby się nie zdradzić. Gdybym to zrobił głos by mi pewnie drżał, a ja nie mogłem na to pozwolić. I tak za bardzo się do niej zbliżyłem przez co czułem się w jakimś stopniu bezbronny. Chłód musiał wrócić na swoje miejsce już jutro. Dzisiaj postanowiłem pozwolić sobie na chwilę wytchnienia. Nie pytałem o jaką pamiątkę chodzi. Domyślałem się, że chodzi o jakąś bliznę, ale wiedziałem też, że dziewczyna nie chce o tym mówić. To jak się spięła na samo wspomnienie o tym dawało mi wiele do myślenia. Czując jak się podnosi z trudem przywołałem chłód na twarz. Tylko oczy pozostały ciepłe i pytające. Nie wiedziałem tak naprawdę co chce zrobić. Uśmiechnąłem się czując na swoich ustach pocałunek. Nie przyciągnąłem jej jedynie odpowiedziałem na jej inicjatywę- tak samo pozwoliłem jej się odsunąć kiedy tego chciała. Ponownie pogłaskałem ją po głowie gdy się położyła.
-Nie dopisuj mi jakichś uczuć, bo ich nie posiadam. Nie zmienię się tylko dlatego, że się czegoś dowiedziałaś o mojej przeszłości. Nadal pozostanę tym samym zimnym i nieczułym Leon i nic tego nie zmieni. Owszem koszmary dotyczą tamtej nocy kiedy zginęli. Czasami dopada mnie to także w dzień. Minęło siedem lat, powinienem już zapomnieć. Jestem jaki jestem i musisz się do tego przyzwyczaić - powiedziałem z lekkim chłodem w głosie, ale pod koniec ton głosu zdradzał niepewność i jakby strach. Przekląłem się za to w myślach spinając się lekko. Przymknąłem oczy rytmicznie głaszcząc Eric'e po głowie pozwalając jej odpocząć. Wiedziała, że nic nas nie łączy i nie będzie łączyć, a jednak mnie pocałowała. Nie chciałem jej jednak teraz do tego zmuszać. Jeśli kiedykolwiek się z nią prześpię to tylko i wyłącznie jeśli sama będzie tego chciała.
-Idź spać, jesteś zmęczona. Wiem, że nie chcesz abym tu był, ale z tym także musisz się pogodzić. No już zamykaj oczy i śpij- mruknąłem cicho po czym wciągnąłem w nozdrza jej słodki zapach. Naprawdę mi się podobała i czułem do niej coś więcej niż do pozostałych dziewczyn. Powinienem wyjść, a jednak nie potrafiłem jej teraz zostawić. Dla własnego dobra powinienem ją od siebie odepchnąć. Aby później już nie cierpiała. Traciłem wszystkich, którzy coś dla mnie znaczyli. Nawet nie próbowałem już się do nikogo zbliżać. Przykryłem nas oboje kołdrą. Dłonie ułożyłem w dołku na jej plecach gładząc ją delikatnie czasem zahaczając o pupę. Chciałem aby czuła takie samo pożądanie jak ja. Na pewno w jakiś sposób na nią działałem. Nie mogłem uwierzyć, że się już nie wyrywała i leżała grzecznie przytulając się do mnie. Była ciepła i miękka. Przylegała do mnie piersiami co mi się okropnie podobało. Westchnąłem cicho próbując się opanować. Po raz pierwszy okazało się to takie trudne.

Erica
Jakoś trudno było mi uwierzyć w jego słowa. Nawet on posiadał jakieś uczucia, teraz byłam tego pewna. Właściwie nie był taki zły, kiedy tylko się na mnie nie wydzierał i nie rozstawiał po kątach. W tej chwili mogłabym nawet powiedzieć, że jest nieziemsko przystojny. Jego oczy hipnotyzowały, a usta przyciągały do siebie. Z każdym pocałunkiem chciałam więcej.
Wstydziłam powiedzieć mu co chodziło po mojej głowie. Zapewne by mnie jedynie wyśmiał i bez wahania powiedział, że jestem głupia. Miałby całkowitą rację. Jedynie by mnie odrzucił i zbyt skinieniem ręki, udając się do Beth lub innej dziewczyny. Trudno było mi się z tym pogodzić.
Z delikatnym uśmiechem dotknęłam swoich warg. Jakoś uszczęśliwiło mnie to, że chciał odwzajemnić mój pocałunek i jednocześnie nie zmuszał do więcej. Albo po prostu zrobił to instynktownie, chociaż nie miał na to ochoty. Tak czy tak, było to przyjemne i pozwoliło mi się trochę uspokoić. Uwielbiałam jego delikatne usta.
Czy go tu nie chciałam? Początkowo tak, jednak teraz na pewno bym go nie wypuściła. Nie chciałam zostawać dzisiejszej nocy sama. Dopiero teraz pokazał swoją prawdziwą twarz, chociaż nadal próbował się chować pod chłoną maską. W rzeczywistości był spokojny i miły, troskliwy i ciepły. Szkoda, że nie pokazywał tego na co dzień.
-Obiecaj, że nadal tutaj będziesz jak się obudzę... - wyszeptałam nie spoglądając już na niego. Wtuliłam się bardziej w jego tors, aby poczuć odrobinę jego ciepła. To było naprawdę miłe. Przynajmniej dzisiejszego dnia mogłam sobie na to pozwolić. Tylko dzisiaj. Dla mnie na pewno się nie zmieni i nadal będzie się bardziej interesował innymi dziewczynami.
~*~
Zasłoniłam oczy kiedy oślepiło mnie poranne słońce i ziewnęłam przeciągle. Zarumieniłam się widać, że zamiast obok Leona spałam na nim. Nie mogłam sobie nawet przypomnieć co takiego mi się śniło, że aż tak się w niego wtuliłam. Na szczęscie chłopak nadal spał i zapewne nie był tego nawet świadomy. Pogładziłam ręką po jego policzku. Wyglądał spokojnie kiedy spał, aż trudno było uwierzyć, że był aż tak chłodny. Nie miałabym nic przeciwko temu, aby budzić się obok niego każdego dnia.
Wstałam z łóżka przeciągając się. Nie chciałam go budzić, jednak sama nie chciałam leżeć. Mimo wolnego dnia chciałam iść do Erasma, aby zobaczyć jak się czuje.

Leon
Skinąłem jedynie głową choć ona nie mogła tego dostrzec. Wolałem jednak nic nie mówić. Głaskałem ją póki nie zasnęła w moich ramionach i całkowicie się nie uspokoiła. Ucałowałem ją po raz ostatni w czoło i pozwoliłem jej się we mnie wtulić. Sam też potrzebowałem odrobiny snu. Zamknąłem oczy i z uśmiechem na ustach powoli oddawałem się objęciom Morfeusza. Nie miałem za dużo do powiedzenia. Już po chwili spałem smacznie przytulając do siebie miękkie ciało Erik'i. Mógłbym tak zasypiać, nie miałem nic przeciwko temu. Obudziłem się kiedy coś poruszyło się w moich ramionach. Nie chciałem jeszcze wstawać. Za dobrze się tutaj czułem. Mocniej objąłem miękką przytulankę nie chcąc pozwolić jej się podnieść. W końcu jednak oswobodziła się z mojego uścisku, a ja podniosłem się niechętnie. Spojrzałem zaspanymi oczami na dziewczyną i od razu przypomniałem sobie gdzie jestem. Ziewnąłem teatralnie i spojrzałem na nią kątem oka.
-Aż tak ci śpieszno uciec ode mnie? Ranisz moje serce- powiedziałem obojętnie tak samo jak rano wczorajszego dnia. Wolałem zachować dystans. Wczoraj i tak za wiele pokazałem z osoby, która wcale nie powinna istnieć. Uśmiechnąłem się chłodno podnosząc się na równe nogi. Jej śniadanie było nietknięte a więc nie pójdzie do smoków o ile czegoś nie zje. Takie było moje zdanie i nic tego nie zmieni. Stanąłem za nią patrząc na nią krytycznym wzrokiem w lustrze.
-Żaden facet nie poleci na kobietę chudą jak szkielet. Masz zjeść śniadanie rozumiesz? W innym wypadku trzeba będzie powiedzieć pewnym osobom, że nie zamierzasz odpocząć i się katujesz- mruknąłem obojętnie. Westchnąłem leciutko opierając się wygodnie o ścianę i nie spuszczając z niej wzroku. Rozejrzałem się obojętnie po pokoju. Po chłopaku z wieczora nie zostało nawet śladu. Znowu znalazł się tutaj ten zimny i nieprzyjemny Leon. Nie powinno mi to przeszkadzać, a jednak czułem zniesmaczenie do samego siebie. Zbliżyłem się do tej dziewczyny bardziej niż chciałem, a może po prostu w inny sposób niż pragnąłem. Ja chciałem jedynie seksu. Niczego więcej. Przynajmniej tak mi się wydawało do teraz. Może po jednej nocy z nią wszystko wróci do normy, ale nie byłem tego pewien. Czułem się okropnie. Brakowało mi czegoś i nie byłem pewny czego. Pociągnąłem ją bez słowa za sobą kiedy skończyła się szykować. Szliśmy obok siebie, a każde jej pytanie zbywałem chłodnym milczeniem. Nie miałem siły teraz rozmawiać. Musiałem sobie wszystko przemyśleć. Na pewno nie dam jej się usidlić. Nie byłem głupi. Wiedziałem, że im wszystkim chodzi tylko o związek o nic więcej. Tak naprawdę nie interesowało ich z kim chodzą i jak długo. Czemu miałem jednak wrażenie, że ona jest inna.

Erica
Spojrzałam na niego uważnie kiedy się odezwał. Po wczorajszym Leonie nie było już śladu. Z rozczochranymi włosami wyglądał pociągająco. Skarciłam się za te myśli. Musiałam obiecać sobie, że sytuacja z nocy już nigdy się nie powtórzy. Nie chciał mnie, a to powinno mnie wystarczająco do niego zniechęcić. Na pewno przejdzie mi to kiedy zobaczę go kilka razy z inną dziewczyną i uświadomię sobie, że mogłam skończyć jak one. Na to na pewno nie pozwolę. O tym pocałunku przed snem również powinnam zapomnieć. Działałam pod wpływem chwili, pragnęłam poczuć jego bliskość oraz po raz kolejny bardziej się do niego zbliżyć. Więcej nic takiego się nie wydarzy.
-Nie wyglądasz na zbytnio przejętego. - powiedziałam równie obojętnie co on. W rzeczywistości nie smucił się z tego powodu. I tak dziwiłam się, że nadal tutaj był. Myślałam, że zniknie z samego rana, zanim bym się obudziła, udając, że nawet go tutaj nie było. Albo był zbyt zmęczony, albo spełnił moją wczorajszą prośbę.
-Hmmm, może po prostu lubię być chuda jak szkielet. W końcu komuś się spodobam, więc co za różnica? - mruknęłam na przekór niemu. Skoro tak bardzo chciał się ze mną droczyć nie zamierzałam pozostawić to bez odpowiedzi. Mimo to usiadłam przy stoliku, aby zjeść chociaż część śniadania. Kilkudniowa głodówka całkowicice mnie wykończyła. Miło było po raz pierwszy od bardzo dawna przespać tyle godzin. Byłam pełna energii, tak jak zawsze. Nawet nie miałam nic przeciwko temu, aby już dzisiejszego dnia wrócić do pracy, albo przynajmniej zająć się Erasmem.
-Rób co chcesz, tylko nie grzeb mi po szafkach z ubraniami, chyba, że jesteś jednym z tych, co grzebie po szafkach z bielizną. I nie zapomnij zamknąć po sobie drzwi. Klucz zostaw w niewielkiej dziurce nad drzwiami. Na pewno ją znajdziesz. - powiedziałam obojętnie. Chciałam zobaczyć jak zareaguje na moje słowa na temat bielizny. Mimo to miałam nadzieję, że jednak nie będzie tego robił. To by bylo zbyt dziwne i krępujące.
O dziwo wyszedł razem ze mną. Ciekawe czy chciał łazić za mną cały dzień. To na pewno nie pomoże mi zapomnieć o tamtej nocy. Każde moje pytanie zbywał milczeniem, co nie za bardzo mi się podobało. Mimo to wolałam to uszanować. Nasza umowa nadal obowiązywała.
Swoje kroki skierowałam do zagrody Erasma, gdzie czekał na mnie już smok. Przy bramie stał również Casper, ktory niósł gadowi nową porcję wody. Przywitałam go z uśmiechem. Chłopak jednak wydawał się mało zadowoly z tego, że towarzyszył mi Leon.

Leon
Zdenerwowałem się kiedy zjadła bardzo mało na śniadanie. W ogóle nie jadła i miałem wrażenie, że robi mi na złość. Warknąłem na jakiegoś pierwszaka aby zaniósł do smoczej zagrody kanapki. Na pewno nie pozwolę się jej głodzić. Ponownie też wróciłem do zajmowania się tym czerwonym smokiem, a Mark bez słowa mi na to pozwolił. Nie musiałem patrolować terenu i wszyscy o tym wiedzieliśmy. Te kilka dni odpoczynku mi się przydało. Patrzyłem na Caspara obojętnie. Wyglądał na wkurzonego tym, że jestem obok Eric'i. Miałem ochotę mu dokuczyć aby dał sobie z nią spokój raz na zawsze.
-Noc w twoim pokoju była po prostu cudowna-powiedziałem uwodzicielskim głosem i ucałowałem ją w policzek, Mój ton głosu był na tyle głośny aby chłopak mógł to usłyszeć. Jego twarz poczerwieniała, a ja uśmiechnąłem się triumfująco. Spojrzenie ponownie stało się zimne i nieprzyjemne.
-Jak już umyjesz smoka daj mi znać. Idę się zdrzemnąć- powiedziałem obojętnie i położyłem się na trawie na placu gdzie mogłem wszystko obserwować. Caspar się gdzieś ulotnił i Erica została sama z wielkim smokiem nie licząc mnie - śpiącego w najlepsze, a raczej udającego że śpi. Rozciągnąłem się mocno. Pierwszy raz od dawna nie śniły mi się koszmary. Zawsze przychodziły co on. Stały się częścią mojego życia. Niezmienne tak samo jak moja zła sława. Widząc Beth na horyzoncie aż zakląłem pod nosem. Nie miałem najmniejszej ochoty z nią rozmawiać. Pozostawiłem tą sprawę Eric'e. Ja byłem za bardzo zajęty spaniem. Mruknąłem pod nosem jakieś przekleństwo widząc, że ta minęła dziewczynę nawet na nią nie patrząc i ruszyła do mnie. Wyglądała na wściekłą.
-Czy ja nic dla ciebie nie znaczę? Dlaczego mnie nie odwiedzasz? Miałam nadzieję, że coś do mnie czujesz- powiedziała, a po jej policzku płynęła łza. Nawet się nie skrzywiłem na ten widok. Spojrzałem na nią obojętnie. Faktycznie nic dla mnie nie znaczyła. Podniosłem się i stanąłem przed nią. Zlustrowałem ją od dołu do góry.
- Dobrze wiesz, że z żadną się nie spotykam. Byłam mi potrzeba do zaspokojenia moich potrzeb i doskonale o tym wiedziałaś. Na początku powiedziałem ci jakie są warunki. Zawsze tak robię. Przyjęłaś je więc nie masz prawa teraz się o cokolwiek upominać. Głowa do góry, ktoś zaraz się na ciebie rzuci, a teraz idź stąd mam dużo pracy- rzuciłem od niechcenia. Dziewczyna spojrzała na mnie ze łzami w oczach i uciekła czym prędzej. Miałem nadzieję, że sobie daruje wszystkie sztuczki. Byłem już nią zmęczony i nie chciałem jej odwiedzać już ani razu. Usiadłem ciężko na ławce zastanawiając się co powinienem zrobić. Ostatnio ciągle zadawałem sobie te pytanie. Nie wiedziałem już jaki powinienem być, a jaki jestem. Wszystko mnie bolało włącznie z sercem.

Erica
Przewróciłam oczyma słysząc o następnym śniadaniu. Mógłby zrozumieć, że w chwili obecnej nie miałam ochoty na nic innego. Jak na razie małe śniadanie mi wystarczyło. Po kilku dniach niejedzenia nie byłam w stanie wepchać w siebie większej porcji niż kilka kęsów. Powinien się cieszyć, że w ogóle coś zjadłam.
Prychnęłam kiedy wspomniał o nocy, a tak właściwie zmyślił. Wspaniała noc? Niby pod którym względem? Wiedziałam, że zrobił to specjalnie, aby spłoszyć Caspera, na co chłopak zareagował od razu. Trochę było mi go szkoda. Leon był zbyt bezczelny pod tym względem. Nie byliśmy sobie pisani, mimo to traktował mnie tak, jakbym była jego własnością. Denerwowalo mnie takie zachowanie.
-Nie wymyślaj dziwnych rzeczy. To ty mnie zamknąłeś w pokoju i nie pozwoliłeś nawet wstawać z łóżka. - prychnęłam pod nosem. Pocałunki się nie liczyły, ponieważ były częścią umowy, na którą się zgodziłam. Ucieczka była raczej jedną z gorszych rzeczy, zaś o reszty oboje powinniśmy zapomnieć i udawać, że nic takiego nigdy nie miało miejsca. Jak zawsze musiał wszystko podkoloryzować, aby tylko wyszło na niego. Powinien już sobie odpuścić ciągłe dokuczanie Casperowi.
Przyszłam do smoka w odwiedziny, ale jak widać Leon szybko zamienił to w moją pracę. Jak widać jego słowa o rzekomym dniu wolnym nie były wiele warte i szybko zmienił swoje nastawienie. Przynajmniej dzisiaj nie musiałam iść do smocząt. Trochę tęskniłam za młodymi, jednak nie miałam jeszcze na tyle siły, aby za nimi biegać i ciągle wyłapywać te, które na każdy możliwy sposób chciały uciec przez ogrodzenie. Ich nadmierna ciekawość była czasami nazbyt męcząca. Ciekawiło mnie jak się mają smoki, które wykluły się z opóźnieniem. Wczorajszego dnia nie miałam okazji się nimi opiekować a z tego wszystkiego nawet nie zapytałam czy robią jakieś postępy. Dzisiaj na pewno do nich pójdę, chociaż zobaczyć jak sobie radzą. Martwiłam się o nie.
Wzięłam gąbkę do ręki. Widząc Beth ścisnęłam ją w pięści. Na szczęście dziewczyna poszła dalej, jakby w ogóle mnie nie zauważyła. Od razu skierowała się d Leona. Wolałam nie oglądać tego co bylo dalej. Doskonale znałam ten obraz. Zaraz się ułoży obok niego i zaczną się miziać, jakby byli tutaj sami. Na pewno będzie zadowolony z tego, że znowu może być blisko Beth, zwłaszcza, że wczorajszą noc musiał spędzić ze mną. Sam był sobie winien. Nikt go nie trzymał w tamtym miejscu i nie kazał mnie pilnować.

Leon
Cały dzień poświęciłem na trening nie zważając na pytania dziewczyny. Na żadne nie odpowiedziałem po prostu dalej pracowałem, a ona kręciła się obok mnie. Przynajmniej od Beth miałem spokój. Erica także mogła mi już odpuścić. Miałem dość ciągłych pytać i marzyłem aby zamknąć te jej usta jednym pocałunkiem. Wczoraj była chętna więc pewnie nic się nie zmieniło. Dochodził już wieczór, a raczej noc. Było okropnie ciemno i wszyscy zebrali się już do domów. Spojrzałem w dal gdzie znajdował się mój stary dom. Gdzieś tam na północy popadał w ruinę. Czy gdybym tam poszedł coś by się zmieniło? Na pewno nie. Wszystko byłoby tak jak dawniej. Miałem nadzieję, że dziewczyna też już sobie poszła i jestem sam. Usiadłem na ziemi wpatrując się w gwiazdy. Często tak robiłem zastanawiając się czy moja rodzina się tam znajduje i czy jest w stanie wybaczyć mi to, że ją zawiodłem. Oparłem czoło o zimny metalowy słupek. Nie miałem siły. Codziennie zadręczałem się tymi samymi pytaniami. Myślałem, że jak będę odpychał od siebie ludzi to nie będę cierpiał, a cierpiałem dzień w dzień. Byłem beznadziejny. W końcu zrzuciłem z twarzy nieprzejednaną maskę i odetchnąłem głośno. Przetarłem zmęczoną twarz i spojrzałem uważnie w niebo. Niczego tam nie dostrzegałem.
- Więcej się to nie powtórzy- wyszeptałem cicho bojąc się, że sobie nie poradzę z dalszym życiem w ten sposób. Puste lalki zaczynały mnie denerwować i chciałem swój czas spędzać z Eric'ą ale wiedziałem, że nie mogę. Powinienem bardziej uważać zanim popełnię jakiś błąd. Odwróciłem się słysząc za sobą hałas. Niczego jednak nie dostrzegłem. Pewnie jakiś smok znowu się wygłupia. Miałem ich dość. Czemu musiały zniszczyć całe moje życie, a ja nie mogłem się nawet przygotować na stratę. W jednej chwili wszystko stanęło w ogniu i zostałem całkowicie sam.
Porzucenie Beth przyszło mi z taką łatwością jak pstryknięcie palcami. Nic dla mnie nie znaczyła. Była nic nieznaczącym pionkiem w mojej grze. Miała mi zapewnić tylko rozrywkę, ale jej chwila przeminęła. Już mnie nie pociągała a jedynie odpychała. Teraz przyciągała mnie do siebie jedna osoba, a wiedziałem, że brnięcie w to nie ma większego sensu. Albo mi się znudzi, albo ją stracę wcześniej czy później. W każdym scenariuszu jedno z nas będzie cierpieć. Nie istniało pośrednie rozwiązanie. Na pewno nie będziemy żyli długo i szczęśliwie. Takie rzeczy zdarzały się jedynie w bajkach dla małych dzieci. Rzeczywistość była okrutniejsza niż się wszystkim zdawało. Nikt nie powinien polegać na drugiej osobie, bo ta w końcu zawiedzie czy tego chciała czy nie. Tego się właśnie obawiałem najbardziej. Pewnie od razu bym ją stracił bo by mi nigdy nie zaufała. Nie było potrzeby próbować. Jedna noc, albo i nie. Wszystko się okaże.

Erica
Znowu uparcie nie chciał odpowiedzieć na moje pytania. Nie wiem dlaczego, ale chciałam rozmawiać z nim o czymkolwiek, ale jak widać nawet na jedyny temat do rozmów nie chciał mi odpowiadać. Jak inaczej miałam z nim rozmawiać? Przecież nie będziemy gadać o smokach, bo i tak by mi nie odpowiedział. W końcu zrezygnowałam i odpuściłam przepytywanie dzisiejszego dnia. W końcu musiał mi odpowiedzieć, taka była umowa. Jeśli w ogóle obowiązywała. Równie dobrze po wczorajszym mógł stwierdzić, że tyle mu wystarczy i nie ma zamiaru odpowiadać już na moje pytania. Zabawił się i tyle wystarczyło. Może nie tak jak chciał, ale dopiął swego.
Przypomniał mi się ostatni pocałunek, tuż przed snem. Teraz zdawało mi się, że mimo iż go odwzajemnił, nie robił tego zbyt chętnie. Dostał co chciał i już mu się znudziło. Mogłam się tego domyślić. Z samego rana był taki jak dawniej, a nasze bliższe stosunki przestały już istnieć. Znowu jedynie ze sobą pracowaliśmy. Tak było najlepiej.
Cały czas ciekawiło mnie po co przyszła do niego Beth, jednak nie miałam na tyle odwagi, aby jego o to zapytać. Wolałam nie dobijać się ich rozmowami i na nich nie patrzyć, dlatego łatwiej było to po prostu zignorować. On zaś na pewno wymyśliłby jakąś głupią docinkę, że jestem zazdrosna. Właściwie była to prawda, ale nie chciałam dawać tego po sobie poznać. Z czasem minie to dziwne uczucie kiedy widuję go z inną. Miał dziewczyny na skinienie palca, więc dlaczego miałby się ograniczać? Chociażby tą ładną blondynkę. Ostatnio widziałam jak rozmawiali po tym jak zakończył patrol. Trzy dni temu, dzień przed tym jak stracilam przytomność. Ciekawiło mnie o czym dokładnie rozmawiali tamtego dnia. Z jego twarzy trudno było odczytać jakiekolwiek uczucia, ona jednak była bardzo zadowolona z tamtej rozmowy. Coś musiało być na rzeczy skoro przez cały ten czas figlarny uśmiech nawet na chwilę nie schodził z jej ust. Zresztą, nie powinnam się tym przejmować. To nie była moja sprawa z kim się umawiał i jak chciał spędzić noc.
Przez dłuższy czas siedziałam w miejscu, cały czas go obserwując. Jedynie katowałam się jego widokiem. Wczoraj calkowicie namieszał mi w głowie a teraz nie byłam w stanie nawet uporządkować tych myśli.
W końcu wstałam i bez słowa opuściłam plac. Udałam się do zagrody młodych smoków, by sprawdzić jak czują się zwierzaki. Zwłaszcza te dwa, o które się martwiłam. Chciałam chociaż na chwilę oderwać swoje myśli od Leona i zająć się czymś innym. Nigdy wcześniej mnie nie interesował i teraz też nie powinien.

Leon
W końcu miałem dość siedzenia na ziemi i podniosłem się aby udać się do swojego pokoju. W połowie drogi przystanąłem i spojrzałem na plac opiekunów. Stała tam jedynie Erica. Moje nogi same poprowadziły mnie w tamtym kierunku. W najlepsze bawiła się ze smokami mnie nie zauważając. Jakbym był niewidzialny. W końcu spojrzałem jej w oczy. Dlaczego ona musiała na mnie tak okropnie działać. Ciągle widziałem ją przed oczami nawet jak nie była blisko mnie. Musiałem sobie jakoś radzić inaczej na pewno oszaleję jeżeli nie uda mi się w jakiś sposób ograniczyć myśli o niej. Przeskoczyłem ogrodzenie i powolnym krokiem podszedłem do niej.
-Nie rozumiem jak możesz się nimi zajmować z własnej woli-powiedziałem obojętnie, ale w oczach czaiła się bezradność. Coraz częściej w jej obecności nie byłem w stanie zakładać na twarz maski i udawać, że wszystko jest okay. Podniosłem dłoń i delikatnie pogłaskałem ją po policzku. Nawet nie wiedziała jaka była śliczna. Wcześniej dopilnowałem aby zjadła mi więc nie powinna być zbytnio głodna. Odchrząknąłem zabierając rękę i chowając ją za siebie.
-Chciałem jedynie powiedzieć dobranoc, nie mam za dużo czasu-powiedziałem swoim zwykłym chłodnym tonem głosu. Przyciągnąłem ją powoli do siebie i przytuliłem do swojego ciała. Pochyliłem się nad nią i delikatnie pocałowałem. Pocałunek trwał zadziwiająco krótko jak na mnie. Nie chciałem jednak jej straszyć. Nadal jednak stałem przytulając ją do siebie. Po prostu tego potrzebowałem i nie zamierzałem się z tym kryć. Przynajmniej przed sobą. Ona nie musiała znać moich pobudek. Złapałem w dłoń pasmo jej włosów i okręciłem dookoła palca po czym puściłem aby rozwinął się swobodnie i opadł do pozostałych pukli.
- A więc śpij dobrze Eric'o- powiedziałem cicho pocałowałem po raz ostatni. Nie poruszyłem się jednak. Stałem w miejscu i patrzyłem jej w oczy nie wiedząc czy wracać czy zostać. Powinienem odejść dla mojego i dla jej dobra.

Erica
Odwróciłam się gwałtownie słysząc czyjeś kroki. Nie spodziewałam się o tej godzinie zobaczyć jeszcze Leona, zwłaszcza w tym miejscu jak to. Sama miałam dzisiaj nie pracować, jednak poprosiłam , abym dzisiaj to ja uspala młode. Tylko jedno z nich nie chciało jeszcze usnąć. To najmłodsze i najbardziej słabe, które potrzebowało największej troski.
Uśmiechnęłam się na jego słowa. Może dla niego były to zwykle potwory, ja jednak widziałam w nich coś więcej. Nie był w stanie zrozumieć moich uczuć. Może kiedyś się to zmieni i spojrzy na smoki inaczej niż teraz.
-Pozwalaja mi się uspokoić. Są jak małe dzieci, które potrzebują opieki i troski. Najbardziej martwię się o Sim. Razem z bratem wykluly się później niż miały, ale tylko ona nadal jest słaba. Drugi smok zaczął powoli latać, natomiast ona...- spojrzałam na smoka kiedy przewrócił się na ziemię. Nadal uczyła się chodzić, chociaż powinna już zaczynać latać. Nie była tak silna jak jej brat.
Uśmiechnęłam się smutno czując na policzku jego dłoń. Od razu na niego spojrzałam. Nie protestowalam kiedy mnie przytulił i pocałował. Sama tego chciał, chociaż powinnam się przed tym bronić. Odwzajemniłam nieśmiało pocałunek.
- Chyba jednak aż tak bardzo ci się nie spieszy.- uśmiechnęłam się wrednie widząc, że nadal tutaj stał. Jeśli miałam przekonać go do smoków, powinien zacząć już dziś.
Wzięłam na ręce mała Sim oraz jej butelke. Pokazałam Leonowi jak ma ułożyć ręce, po czym przekazałam mu smoczątko.
-Tylko nie panikuj, obiecuję, że cię nie pozre. - zasmialam się cicho. Uroczo wyglądał z małym smokiem na ręce. Wyglądało na to, że Sim ani trochę się go nie bała, jedynie czekając na swoją porcję jedzenia.
-Chcesz ja nakarmić, czy za bardzo się boisz jej ogromnych szponów i ostrych kłów?- spojrzałam na niego zadziornie i pomachalam butelką. Miałam nadzieję, że przyjmie wyzwanie.

Leon
Patrzyłem na nią z chłodną rezerą niepewny do czego zmierza. Kiedy bez ostrzeżenia przekazała mi smoczka miałem ochotę ją udusić. Wiedziała jakie mam do nich nastawienie a mimo to wcisnęła mi go na ręce. Posłałem jej gniewne spojrzenie. Na zbyt wiele sobie pozwalała. Odetchnąłem głęboko wściekle zabierając jej butelkę i podkładając smokowi do pyska.
- Nie powiedziałem nigdy że sie ich boje tylko, że ich nienawidzę a to różnica. Nic dla mnie nie znaczą. Te młode są praktycznie niegroźne. Gdyby tak nie było zatrudniłbym sie też jako opiekun- powiedziałem chłodno i skończyłem karmić smoka. Odłożyłem go na posłanie i przybliżyłem się o krok do dziewczyny. Nie miała pojęcia co ze mną robiła. Zerknąłem jeszcze raz na smoka który ułożył się do snu.
- I co teraz? Smok nakarmiony a ja ciągle czuję głód- mruknąłem tym uwodzicielskie głosem i przyciągnąłem ją do siebie. Szukałem w jej oczach pozwolenia, a gdy je w końcu znalazłem wpiłem się w jej usta. Całowałem zachłannir przyciskając ją do siebie. Jak spragniony łykający wodę. Pomiędzy nami nie było wolnej przestrzeni. Objąłem ją mocno przechylając do tyłu. Mój język znalazł sie przy jej języku. Dłonie wędrowały po jej ciele. Plecach, ramionach i karku. W końcu zjechały na pośladki. Uniosłem ją do góry tak że musiała zaciepić sie nogami o moje biodra aby zachować równowagę. Schowałem twarz w zagłębieniu jej szyi ciągle ją podtrzymując.
- Może powinnaś uważać na coś innego niż smoki.- wyszeptałem całując ją po szyi. Podszedłem do budynku opierając ją o niego. Dziewczyna teraz nie miała możliwości dotknąć ziemi. Uśmiechnąłem się do niej zawadiacko w moich oczach czaiło sie pożądanie. Widziała czego pragne ale wiedziała też że jej nie zmuszę. Jeśliby tego chciała to byłaby tylko i wyłącznie jej decyzja...

Erica
-Może nie są groźne, ale urocze już tak, nie sądzisz? Może daleko ci do prawdziwego opiekuna, Ale pasuje ci młody smoczek. - uśmiechnęłam się słodko. Udawałam, że nie widzę jego zdenerwowanej miny. O dziwo chłopak przyjął moje wyzwanie i zaczął karmić młodą smoczycę. Sim bez zastanowienia przyssała się do butelki. -Właśnie taka moja rola. Nie oceniam ich przez pryzmat tego co zrobiły lub mogą zrobić, ale jakie są w rzeczywistości. Przebywając z nimi każdego dnia jestem w stanie poznać zachowanie i doskonale wiem o czym mylą w danym momencie. I tu cię zaskoczę, ale w ich oczach nie czai się żądza krwi. Potrafimy przewidzieć ich ruchy zanim jeszcze wcielą swoje plany w życie. Tylko opiekunowie i ci, którzy mają więź ze smokiem są w stanie posiąść takie umiejętności. - powiedziałam łagodnie. Podeszłam do jednego ze smoczków, który właśnie się wybudzał i podsunęłam mu pod łapki niewielką maskotkę. Zasnął natychmiastowo. Początkowo martwiłam się o Sim, kiedy przekazywałam ją Leonowi. Była bardziej krucha niż inne smoczątka. Na szczeście żaden ze złych scenariuszy nie sprawdził się. Może Leon nie był najdelikatniejszy w obyciu, ale nic złego jej się nie stało. Nawet sam smok w jego ramionach był bardzo spokojny, chociaż młode rzadko kiedy akceptowały nowe osoby.
Spojrzałam na niego kiedy się do mnie przybliżył. Instynktownie przygryzłam dolną wargę. Nie musiałam nawet odpowiadać na jego słowa. I bez tego wiedział, że zgadzam się na to, co w tej chwili chciał. Bez zastanowienia oddałam każdy z tych pocałunków. Chciałam, aby trwało to dłużej.
Zaczepiłam się nogami o jego biodra, zaś rękoma szczelnie objęłam jego szyję, aby nie spaść. Przywarłam do niego całym ciałem chcąc poczuć jego bliskość. Rozluźniłam uścisk kiedy miałam oparcie za plecami.
-Masz na myśli siebie? - pokazałam mu język, dokładnie wpatrując się w jego oczy. -Nie sądzisz, że należy ci się kara? Złamałeś właśnie naszą umowę. Spełniłam twoją prośbę, chociaż wcześniej nie zadałam żadnego pytania. W zamian chcę trzy dodatkowe pytania, po których nie będę musiała niczego robić. - powiedziałam łagodnie udając, że czuję się poszkodowana tym faktem. W rzeczywistości ani trochę mi to nie przeszkadzało. Gdyby tak chętnie jak rano odpowiadał na moje pytania, nigdy bym się nie doczekała tego pocałunku.
Przybliżyłam się do niego, aby złożyć na jego ustach pocałunek. Dokładnie parę milimetrów przed jego ustami zatrzymałam się i położyłam wskazujący palec na jego ustach. Dałam mu znać, aby przez chwilę się nie odzywał. Nieopodal nad przeszła jakaś osoba, która najwidoczniej nas nie zauważyła. -Jeśli nie chcesz, aby dalej plotkowali o tym, że zadowalasz się byle opiekunką, powinieneś być bardziej ostrożny. Tutaj każdy może nas zobaczyć. - wyszeptałam do jego ucha. Wcześniej widać było, że te plotki ani trochę mu nie odpowiadały, więc miałoby się zmienić w tej sprawie? Ja natomiast chciałam, aby zostało to zauważone, zwłaszcza przez Beth i inne jego dziewczyny. Nawet jeśli nie była to prawda, chciałam pokazać, że Leon należy teraz do mnie. Niestety była to rzecz, na którą nie miałam wpływu. Jeśli będzie chciał spędzić noc z inną dziewczyną, po prostu to zrobi i nie będzie się interesował tym, czy mi to odpowiada.

Leon
Myśli o smokach uleciały z mojej głowy. W tym momencie były najmniej ważne. Żadne z nich nie zasługiwało na uwagę. To były tylko bestie i nic nie miały wspólnego z moim życiem oprócz tego, że je doszczętnie zniszczyły. Tamte smoki a było ich kilka nie przejmowały się, czy kogoś zabiją. Robiły to z czystą premedytacją. Tak im podpowiadał instynkt więc zabiły.
Mruknąłem z satysfakcją kiedy odwzajemniła moje pocałunki. O to mi właśnie chodziło najbardziej. Pragnęła mnie tak bardzo jak ja pragnąłem jej. Zaśmiałem się cicho na jej słowa.
-Mylisz się Erico... Ja teraz niczego ci każe robić. Możesz mnie odepchnąć jeśli tego chcesz, ale oboje wiemy, że nie chcesz. Pragniesz mnie i wiesz o tym. Chcesz abym cię całował, dotykał... Nie wypieraj się, nie zasłużyłaś na dodatkowe pytania. Umowa nadal obowiązuje- powiedziałem tajemniczo ponownie chcąc ją pocałować. W momencie kiedy prawie mi się to udało dziewczyna mnie zatrzymała. Spojrzałem na nią niezadowolony, ale po chwili zrozumiałem o co jej chodziło. Ludzie zawsze plotkowali i to nigdy się nie zmieni. Nie chciałem jednak aby ona miała z tego powodu nieprzyjemności. Kiedy nieznajomi byli bardzo blisko nas przeniosłem usta na jej szyję i pocałowałem mocno tworząc w tamtym miejscu dużą malinkę. Przejechałem po niej delikatnie palcem i zerknąłem w oczy dziewczyny w tym momencie bardzo namiętne.
- Może nie jesteś byle opiekunką, kto wie... Poza tym nie chce się całować z tobą tutaj. Znam do tego lepsze miejsce- powiedziałem poważnie i postawiłem ją na ziemi. Złapałem za jej dłoń i pociągnąłem za sobą nie pozwalając zostać z tyłu. Nikt nas nie zauważył za co byłem wdzięczny losowi. Kiedy znaleźliśmy się w budynku na pierwszym piętrze zatrzymałem się nie wiedząc co zrobić dalej. Nie powinienem... Zacisnąłem dłoń w pięść i odwróciłem się twarzą do dziewczyny. Patrzyła na mnie ciekawie. Zastanawiałem się czy wiedziała czego tak naprawdę od niej chce. Po tej nocy więcej się nie spotkamy. Powinienem tego dopilnować. Zresztą nie było możliwości abym potem czuł do niej pożądanie. Dziewczyny były na jedną noc nigdy na więcej. W końcu z przekonaniem pociągnąłem ją dalej i wciągnąłem do swojego pokoju w którym panował porządek. Było tu inaczej niż tamtego dnia kiedy była tu po raz pierwszy. Nie było czuć ani grama alkoholu a bałagan, który stworzyłem dawno został uprzątnięty. Zamknąłem za sobą drzwi na klucz i stanąłem za plecami Eric'i.
-Może przypomnisz mi na czym skończyliśmy?- wymruczałem cicho całując ją po szyi. Czułem jak zadrżała pod moim dotykiem i uśmiechnąłem się z satysfakcją. Chciałem aby zrobiła się bardziej śmiała. Wyminąłem ją i usiadłem na sofie. Patrzyłem na nią z wyzwaniem w oczach ciekawy czy je podejmie. Mogła przejąć inicjatywę. Jej włosy teraz w nieładzie wspaniałymi falami spływały jej na plecy.
- Może tym razem ty mnie pocałujesz?- zapytałem od niechcenia nie chcąc jej przestraszyć. Wiedziałem, że z tymi rzeczami raczej nie często miała do czynienia. Na myśl, że mógłby dotykać ją ktoś inny aż się we mnie zagotowało. Może i nie będzie moja, ale nie pozwolę aby całował ją ktoś kto na nią nie zasługuje. Problem w tym, że sam na nią nie zasługiwałem. Patrzyłem na nią wyczekująco. Chciałem aby do mnie podeszła i zachęciła do dalszej zabawy. Wystarczyło jedno jej dotknięcie abym porzucił resztki swojego opanowania.

Erica
I właśnie to było najgorsze, chciałam, aby mnie całował. Dałam się jedynie omamić i robiłam to, na co miał tylko ochotę. Pragnęłam jego bliskości i trudno było mi się pogodzić z tym, że byłam tylko jednorazową zabawką. Chciałam go w całości dla siebie, abym nie musiała się z nikim dzielić. Mieć pewność, że będzie patrzył jedynie na mnie i zawsze przy mnie będzie. Brnięcie w to wiązało się jedynie z większym bólem po rozstaniu. Już teraz katowałam się myślami, że może mnie całować, a chwilę później zniknąć za rogiem i zabawiać się z inną dziewczyną. Póki go nie widziałam, nie miałam pojęcia co robi w wolnym czasie. Pragnieniu towarzyszył strach, że po tej jednej nocy całkowicie mnie porzuci i znowu będzie tak, jak przed pierwszym pocałunkiem. Nawet wyznanie uczuć nie będzie w tym przypadku pomocne. Byłam pewna, że niejedna już dziewczyna chciała pokazać jak bardzo go kocha i chce być tylko z nim. W końcu w tej chwili nie liczyło się z jaką dziewczynę był, póki spełniała jego życzenia i się nie opierała, była przydatna. Bałam się stać jedną z wielu.
Westchnęłam cicho kiedy zrobił na mojej szyi malinkę. Nie powinien był robić takich rzeczy. Przez następne dni będę musiała ją zakrywać, póki całkowicie nie zniknie z mojej szyi. Mimo to nie odezwałam się.
-Czyli chcesz powiedzieć, że zmieniłeś o mnie zdanie dopiero po tym jak stałam się bardziej posłuszna? Trochę to podejrzane. - pokazałam mu przy tym język delikatnie się uśmiechając. Mimo, że obróciłam to w żart, w jakimś stopniu martwiłam się również o to. Mogło podobać mu się to, co ze mną robi, ale nie interesowała go sama moja osoba. To właśnie z jego ust zawsze padały słowa, że nie jestem na tyle dobra, aby mógł na mnie chociażby spojrzeć.
Posłusznie poszłam za nim. Początkowo myślałam, że udamy się do mojego pokoju, jednak skręciliśmy w inną stronę. Weszliśmy do prawego skrzydła budynku, gdzie znajdowały się te lepsze mieszkania, które przeznaczone były dla treserów. Zdziwiło mnie, że właśnie tam mnie prowadził.
Pokój Leona wyglądał inaczej niż ostatnio. Był czysty, a w powietrzu unosiła się delikatna woń męskich perfum. Było o wiele przyjemniej niż ostatnim razem. Pomieszczenie wydawało się o wiele większe, kiedy panował porządek.
Na mojej skórze pojawiła się gęsia skórka, która przeszła przez całe moje plecy, pozostawiając po sobie przyjemne uczucie. To było zbyt niepokojące, że jego pocałunki działały na mnie w ten sposób.
-Co skłoniło cię do tego, aby jednak pozwolić mi tutaj przyjść? Z tego co wiem praktycznie nikt nie jest mile widziany w twoim pokoju. Po ostatniej wizycie też mnie tu nie chciałeś.- zapytałam zaciekawiona, zgrabnie wymigując się od odpowiedzi na jego pytania. Przynajmniej miałam taką nadzieję. Nawet jeśli nie dojdzie do zbliżenia pomiędzy nimi, zawsze mógł wymyślić coś innego. W chwili obecnej pocałunki były czymś, co jeszcze dopuszczałam i doskonale o tym wiedział. Póki nie miałam pewności, że należy do mnie, dla własnego bezpieczeństwa wolałam nie pozwalać mu na więcej. W tedy rozstanie na pewno bedzie mniej bolesne, chociaż odrobinę. Widząc go będę wspominać jedynie jego usta. Tak powinno pozostać.

Leon
Spojrzałem na nią uważnie. Sam nie wiedziałem dlaczego przyprowadziłem ją właśnie tu, a nie udałem się do jej pokoju tak jak zawsze to robiłem. Czułem, że ona znaczy dla mnie więcej niż bym chciał choć nigdy się do tego przed nikim nie przyznam. Jedna noc, kilka pocałunków, ale nie zaproponuje jej związku. Jeśli bym ją do siebie dopuścił, a potem stracił... Nie zniósłbym tego. Jeśli będę trzymał ją na dystans do niczego takiego nie dojdzie, a ona w końcu o mnie zapomni. Nie byłem niezastąpiony. Z łatwością pozbędzie się mnie ze swoich myśli. Wzruszyłem delikatnie ramionami. Zadała mi pytanie więc musiała się liczyć z moim następnym rozkazem.
-Nie wiem czemu. Po prostu wiem, że nie jesteś na tyle pusta i dziecinna aby wziąć to jakoś do siebie. Przynajmniej tak mi się wydaje. Poza tym - moim skromnym zdaniem- zasługujesz przynajmniej na to aby zwiedzić mój wspaniały apartament.-zażartowałem cicho patrząc na nią ze śmiechem. Miałem nadzieję, że zrozumiała o co mi chodziło. Na pewno nie chciałem jej w tym momencie w jakiś sposób zranić. Złapałem ją za rękę i przyciągnąłem do siebie sadzając na kolanach. Uśmiechnąłem się do niej. Miałem lepszy pomysł na dzisiejszą noc niż bezsensowne pytania o mnie. Im więcej się o mnie dowie tym bardziej się przywiąże, a do tego także nie mogłem dopuścić. Westchnąłem cicho całując ją w odsłonięte ramię. Powinno się uczynić coś aby atmosfera zrobiła się bardziej intymna. Miałem na to pewien pomysł, ale trzeba było to rozegrać powoli. Nie zamierzałem dzisiaj z nią iść do łóżka. Wszystko trzeba było przygotować. Nie chciałem jej wystraszyć.
-A więc moje zadanie tak? To może... Ściągnij moją koszulkę i przytul się do mnie- wyszeptałem jej do ucha palcem gładząc jej miękką szyję gdzie znajdowała się malinka. Patrzyłem jej wyzywająco w oczy z tym chłodem jakbym sądził, że nie jest na tyle odważna aby to zrobić. Wolałem nie zdradzać za dużo uczuć i nadal pozostać nieczułym i obojętnym. Właśnie tak teraz wyglądała moja twarz. Jakbym w tym momencie nic nie czuł. Miało to pomóc także jej. Nie powinna się mnie bać tak jak wtedy na placu kiedy na nią nawrzeszczałem. Pierwszy raz przeze mnie płakała i choć byłem na nią niewyobrażalnie zły zabolał mnie ten widok. Nie pokazałem tego po sobie. Bałem się własnych uczuć, które musiałem w sobie stłumić i nie pozwolić im ujrzeć światła dziennego. Tak będzie najlepiej. I dla mnie i dla niej. Ułatwiała fakt moja reputacja. Skoro sądziła, że zaraz po niej znajdę sobie inną to nie miałem innego wyjścia jak jej przytaknąć. W końcu nic się takiego nie stanie jak każde z nas ruszy własną ścieżką. Przeniosłem swoją dłoń na jej pośladki gładząc je lekko. Chciałem sprawdzić jak na to zareaguje. Mogła uderzyć mnie w twarz. Wolałem wiedzieć czy nie jest to dla niej nieprzyjemne. W cichym milczeniu czekałem aż spełni wydane polecenie.

Erica
-Wspaniały apartament? Może i jest większy od mojego mieszkania, ale trudno nazwać to apartamentem. Poza tym sądzę, że mój pokój jest lepiej urządzony, co czyni go bardziej wspaniałym. Musisz się jeszcze trochę postarać, aby dorównać mojemu pokojowi.- uśmiechnęłam się wrednie spoglądając na niego. Niech nie myśli, że pozostawię jego żarty bez odpowiedzi. Nie miałam zamiaru być aż tak potulna, aby nie odpowiedzieć na jego słowa.
Nie byłam przekonana co do tego, aby jeszcze bardziej się do niego zbliżać, jednak pozwoliłam mu się do siebie przyciągnąć i posadzić na kolanach. Jakaś część mnie, która jeszcze trzeźwo myślała i nie była całkowicie nim pochłonięta krzyczała, aby jak najszybciej stąd uciekać. Tylko czemu była to ledwie widoczna cząstka, której nawet nie chciałam słuchać? Reszta mnie pielęgnowała we mnie złudną nadzieję, że znaczy to coś więcej i stałam się dla niego ważna. Jak na złość było to silniejsze ode mnie. Leon dawał mi poczucie bezpieczeństwa i coś, czego potrzebowałam już od dawna, bliskości. Chciałam, aby to on był przy mnie i nigdy nie zostawiał. Nawet rzeczywistość nie była na tyle silna, aby wyrwać mnie z tych sennych marzeń i głupich nadziei.
-Oszukujesz. To pytanie było poza naszą umową. - mruknęłam poważnie na niego spoglądając. Wykorzystał sytuację na swoją korzyść. -Żądam, aby tamten pocałunek był potraktowany jako troje zadanie. - wystawiłam język spoglądając na niego. To niesprawiedliwe, że w taki sposób wykorzystywał moje pytanie, w dodatku teraz, kiedy nie było ono nawet ważne. Szkoda, że tak chętnie nie odpowiadał na pytania, które zadawałam rano i dotyczyły jego. Dlaczego to on wybierał pytanie, na które chciał odpowiedzieć, a ja nie mogłam wybrać zadania? Zwykłe oszustwo.
Prychnęłam pod nosem, mało delikatnie ściągając z niego koszulkę. Niech nie myśli, że nie przyjmę tak prostego zadania. Reszty natomiast nie miałam zamiaru wypełniać. Jeśli chciał, abym się do niego przytuliła, musiał odpowiedzieć na pytanie, którego rzeczywiście chciałam się dowiedzieć. Siedziałam na jego kolanach, z założonymi rękoma na piersi, wpatrując się w jego oczy. Czekałam na jego dalsze reakcje. Doskonale wiedział czego chcę.
-Dokończę zadanie w zamian za odpowiedź, której chcę. Jaka była twoja rodzina? - powiedziałam poważnie. To, że czegoś chciałam nie znaczyło, że nie mogłam tego zaliczyć jako zadanie. W końcu to jego zachcianki liczyły się w tym zakładzie, nie moje. Jeśli chciał mnie pocałować lub przytulić, musiał odpowiedzieć.

Leon
Zaśmiałem się kiedy mało delikatnie ściągnęła ze mnie koszulkę i odmówiła przytulenia się. Najwidoczniej chciała zadać jeszcze jedno pytanie choć nie wiedziałem czy ja chce na nie odpowiadać. Spojrzałem na nią kiedy ani trochę nie zareagowała na moje dłonie na swoich pośladkach. Ścisnąłem je mocniej wygodniej ją sadzając sobie na kolanach. Westchnąłem ciężko słysząc jej pytanie. Czemu nie mogła zapytać jaki jest mój ulubiony kolor, albo potrawa? Nie... Jak zwykle pytanie musiało dotyczyć mojej przeszłości. Znowu stałem się chłodny, a dłonie założyłem na piersi odgradzając się od dziewczyny siedzącej okrakiem na moich kolanach.
-Moja rodzina była jak każda inna. Jadaliśmy razem obiady, matka całowała nas w czoło na dobranoc, a ojciec zabierał często do lasu i graliśmy w chowanego. Amy miała dopiero trzy latka. Szykowaliśmy się właśnie do wyjścia na proszona kolację. Mimo prośby mamy wyszedłem z domu pierwszy bo sie posprzeczaliśmy. Potem nie mogłem zawrócić... Wszystki stało w płomieniach- mówiłem powoli i chłodno, ale przy ostatnim zdaniu głos mi sie załamał. Podniosłem sie sadzając dziewczyne na kanapie a samemu podchodząc do okna. Nie chciałem już towarzystwa. Teraz należało o tym zapomnieć. I o tym że wszystkich zawiodłem. Odchrząknąłem odwracając sie do dziewczyny.
- Powinnaś już wracać. Moje zadanie odbiore kiedy indziej. -powiedziałem otwierając przed nią drzwi. Wzrokiem zimnym nakazałem jej wyjść i zamknąłem za nia drzwi. Za dużo emocji w zbyt krótkim czasie. Jeszcze jutro miały sie rozpocząć ćwiczenia z opiekunami. Miały trwać cztery dni. Nienawidziłem tego okresu bo wszyscy zachowywali sie jakby te potwory były nie wiadomo jak wspaniałe. Nigdy, pomimo namawianiu Marka nie wziąłem w tym udziału. W tym roku także się to nie zmieni. Przynajmniej bede miał cztery dni wolnego i w końcu sie wyśpie. W tym czasie nikt nie pracował. Tym lepiej dla mnie. Moze i byly to zajecia obowiązkowe, ale zawsze znajdowałem dobrą wymówkę. W końcu byłem okropnie wyczerpany i trzeba było to uszanować. Pomyślałem o Erice. Oby tylko do niej przydzielono jakąś dziewczyne. Na pewno nie pozwole jakiemuś chłoptasiowi sie do niej zbliżyć. Najwyżej straci kilka zębów i juz nie bedzie taki atrakcyjny.

Erica
Jednak to pytanie było złym wyborem. Zaczęłam żałować, że nie zapytałam o coś innego, co nie miało związku z jego przeszłością. Nawet jeśli on nie interesował się mną, ja chciałam o nim wiedzieć jak najwięcej. Jaki był, co go teraz trapi, o czym myśli, co czuje spoglądając w gwiazdy. Chciałam, aby znowu był szczęśliwy.
Spuściłam głowę, spoglądając smutno gdzieś w bok. Nie musiał mi więcej się powtarzać. Po samych jego ruchach widziałam, że mnie tutaj nie chciał i miałam jak najszybciej opuścić jego pokój. Czułam się źle przez to, że to właśnie z mojej winy w tej chwili powróciły do niego wspomnienia. Chciałam cofnąć czas o te kilka minut i nigdy go nie zadać.
-Przepraszam- wyszeptałam. Nie byłam nawet pewna czy usłyszał moje słowa. Opuściłam jego pokój, zgodnie z jego życzeniem. Nogi same poniosły mnie do zagrody Erasma, ktory w tej chwili spał sobie w najlepsze. Położyłam się tuż obok niego. Smok jedynie otworzył leniwie oko, by po chwili znowu je zamknąć i powrócić do sennej krainy. Przynajmniej przy nim mogłam znaleźć ukojenie. Po zakończeniu treningu chciałam starać się o to, aby Erasm stał się moim smokiem. Ze względu na moją pracę było to mało prawdopodobne, jednak chciałam przynajmniej spróbować. Jeśli jego ktoś inny będzie chciał zostać jego właścicielem, nawet nie miałam pewności czy będę mogła się z nim widywać, o opiece nie wspominając.
Jutrzejszego dnia miały zostać również ogłoszone wyniki kto z kim będzie w parze. Po zeszłorocznych nieprzyjemnościach z Beth liczyłam na to, że trafi mi się ktoś bardziej normalny. Przynajmniej mogłam się tedy na niej zemścić i nie zaliczyłam jej tych ćwiczeń, przez co później miała problemy. Poskutkowało to jedynie tym, że jeszcze więcej mi dokuczała. Jednak życie w tym miejscu nie było ani trochę łatwe. Wystarczył jeden zły ruch, aby zrzucić sobie na głowę osoby, które do samego końca będą ci uprzykrzać życie. Mało przyjemne. Chociaż trafiały się również takie osoby jak ja, ktore od samego początku były na to skazane, bo po prostu były.
Położyłam się przy pysku smoka, układając się do snu. Gad przybliżył do mnie swoją łapę, aby było mi cieplej. Byłam mu za to wdzięczna. Był uparty, ale posiadał też swoją dobrą stronę i wiedział czym jest troska.

Leon
Nie spałem tej nocy męczony przez wspomnienia z przeszłości. Mogłem się tego spodziewać po wcześniejszym pytaniu Erici. Za bardzo się już wmieszała w moje życie, a jedyne co mogłem zrobić to kazać jej wyhść z mojego pokoju choc pragnąłem aby została. Nie to było ważne. Nie ja się liczyłem, bo nic nie byłem wart. Złapałem kurtkę i szybko wyszedłem z pokoju. Zasługiwałem na życie jakie wiodłem i na brak miłości i przywiązania. Powinienem o tym pamietać. Przystanąłem przy ogrodzeniu dla opiekunów gdy zebrało się tam sporo ludzi chętnych na zajęcia. Parsknąłem śmiechem słysząc podniecone głosy. Tutaj nie było sie czym emocjonować. Teraz miały zostać ogłoszone pary. Ziewnąłem przeciągle nie wsłuchując się w nie za bardzo. Zastygłem w bezruchu słysząc że Erica miała być w parze z Casperem. Na to nie miałem najmniejszego zamiaru pozwalać ani biernie sie przyglądać jak on ją podrywa. Wszedłem na plac i skierowałem się do tej jakże uroczej pary wesoło sobie rozmawiającej. Posłałem obu chłodne spojrzenie.
- Wydawało mi się, że mieliśmy razem być w parze nie uważasz? Tak mi wczoraj wieczorem obiecałaś, a wiesz ze obietnic nie można łamać. Myśle że Casper zrozumiesz nas i znajdziesz sobie kogoś innego do pomocy. O popatrz Linda jest wolna- powiedziałem obojętnie i pociągnąłem za sobą moją nową partnerkę. Nie zamierzałem brać w tym udziału ale nie miałem wyjścia. Kleił by się do niej gdyby tylko miał okazje. Patrzyłem na wszystkich beznamiętnie. Na pewno zastanawiali sie co mnie skłoniło do wzięcia udziału w tym przedstawieniu. No cóż nigdy sie nie dowiedzą, bo sam nie byłem pewny. To na pewno nie byla miłość anizazdrość. W końcu ciekawskie spojrzenia sie ode mnie oderwały a ja znowu moglem cieszyc sie prywatnością. Czasem ktos posyłał mi ukradkowe spojrzenie. W koncu mój wzrok napotkał Beth. Była wściekła, ale to juz nie był mój problem. Liczyło sie tylko to ze Erica nie bedzie zbyt blisko Caspera.

Erica
Wiedziałaś już kto będzie moim partnerem. Kiedy tylko wszyscy się już zebrali, odnalazłam Caspera mówiąc o tym, że w czasie szkoleń będziemy w parze. Najwidoczniej ucieszyła go ta myśl. Leon i tak nie chciał brać w tym udziału, dlatego pocieszałam się tym, że przez kolejne cztery dni będę mieć miłe towarzystwo.
-Przynajmniej bedę miał wspaniałą nauczycielkę. Pod twoim okiem bez problemu uda mi się zaliczyć to zadanie. Nikt nie radzi sobie ze smokami lepiej niż ty. - Zarumieniłam się delikatnie kiedy chłopak zaczął mnie komplementować. To było coś, czego od Leona nigdy bym nie usłyszała. Od zawsze jedynie krytykował moją pracę i zwracał uwagę na to, czego jeszcze nie zrobiłam. Miło było usłyszeć coś innego niż ciągłe narzekania i kazania.
Nie słuchaliśmy dalszych poleceń oaz listy, spokojnie ze sobą rozmawiając. Oboje wiedzieliśmy z kim mamy pracować, a ja doskonale znałam swoje obowiązki jako nauczyciela przez te kilka dni. Pozostawało nam jedynie czekać na przydzielenie smoka. Jako opiekun złożyłam prośbę, aby to właśnie Sim została mi przydzielona i wiedziałam, że to właśnie nią będę się zajmować przez najbliższe dni.
Spojrzałam zdziwiona na Leona kiedy się pojawił. Nie brał udziału w ćwiczeniach, więc przez najbliższe dni miał wolne. Jeszcze bardziej zaskoczyły mnie jego słowa.
-Mogę wiedzieć co ty robisz? Doskonale wiesz, że pary przydzielane są przez koordynatorów nie ma mamy na to żadnego wpływu. Jedynie Mark może zmienić tą decyzję. Poza tym ty nawet nie chcesz bać w tym udziału. Musiałabym ci wypisać za to ocenę, ale trochę trudno będzie to zrobić, jeśli nie będziesz chciał zajmować się smokami. - spojrzałam na niego kiedy zostaliśmy sami. Nadal ciekawiło mnie co tutaj robił. Nie miałam zamiaru mieć przez niego kłopotów, bo nie odpowiadał mu mój partner, a sam chciał uciec od tych ćwiczeń. Powinien lepiej się zdecydować co chce w końcu robić.
Nie miałam nic przeciwko temu, aby być z nim w parze, właściwie bardzo cieszyłam się z tego powodu, chociaż nie dawałam tego po sobie poznać. Nie powinien o tym wiedzieć.
-Jeśli koordynatorzy zgodzą się na to, abyś był ze mną w parze nie mam nic przeciwko. Ale masz obiecać, że bez marudzenia będziesz wykonywał moje polecenie jak pilny uczeń. Mam nadzieję, że pamiętasz jeszcze Sim, bo to właśnie ona będzie naszym "dzieckiem" na ten czas. - powiedziałam poważnie.

Leon
Spojrzałem na nią obojętnie. Dlaczego to robiłem? Pytanie było proste, ale odpowiedź na nie o wiele trudniejsza. Przecież nie mogłem jej powiedzieć, że nie jestem w stanie znieść widoku mizdrzącego się do niej zwykłego pomagiera. Mogłaby sobie nie wiadomo co pomyśleć, a mnie chodziło tylko o jedno. Na razie należała do mnie i tyle się liczyło. Mogłem jej wydać jeden rozkaz i cieszyłem się, że wczoraj go nie wykorzystałem. Teraz mogłem jej po prostu kazać być ze mną w parze. Mark bez problemu nas do siebie przydzieli. Posłałem mojemu przyjacielowi twarde spojrzenie, ale od razu zrozumiał i poszedł zanotować coś w wielkim dzienniku na jednym z
- I co? Nadal masz jakieś obiekcje? Nie zawracaj sobie główki tak nieistotnymi sprawami jak papiery. Jesteś mi winna przysługę i nie myśl, że zapomniałem, a brzmi ona tak... Spędzisz te cztery dni ze mną i tylko ze mną. Nie odezwiesz się w tym czasie do nikogo oprócz mnie. Zobaczymy jaką masz silną wolę i czy sprostasz wyzwaniu.-powiedziałem z wyzwaniem w głosie. Moje oczy wyraźnie mówiły, że spęka i nie da rady wypełnić powierzonego jej zadania. Westchnąłem cicho przypominając sobie, że przez ten czas będziemy musieli zajmować się jakimś małym, bezbronnym smokiem. Nie mogłem już się jednak wycofać. Skoro się powiedziało a należało też powiedzieć b. Nie rzucałem słów na wiatr. Przyznałem przy wszystkich, że mam być w parze z Ericą i wycofanie się teraz z tego przyłączyłoby do mnie niewygodne plotki, a tych mi już wystarczyło w nadmiarze. Ciągle słyszałem, że zacząłem oglądać się za nową dziewczyną, bo puste laski przestały mnie zadowalać. W pewnym stopniu mieli rację, ale nie oglądałem się za byle jaką dziewczyną tylko za tą konkretną. Ziewnąłem przeciągle udając, że nic mnie to nie obchodzi. Chociaż nie... W rzeczywistości tak było! Ani trochę nie interesował mnie fakt, że musimy zajmować się smokiem.
- Jak na razie to ty masz wykonywać moje plecenia, a twoje hmm... Może wezmę pod uwagę, ale nie obiecuje, że któreś wypełnię. Nie masz nade mną żadnej władzy skarbie. Owszem będziemy zajmować się dzieckiem, ale SMOCZYM. Nie zapominaj, że jesteś człowiekiem. A jeśli tak spieszno ci do posiadania dzieci...-przeciągnąłem specjalnie ostatnie słowo. Doskonale zrozumiała o co mi chodziło. Jeśli chciała dzieci to mogłem zgłosić się na ochotnika aby jej to zapewnić. To także było kłamstwem, ale nie zdradziłem tego. Zawsze się zabezpieczałem. Nie pozwoliłbym sobie na takie świństwo jak zostawienie dziewczyny z brzuchem. Nie opuściłbym wtedy takiej. Miałem jeszcze swój honor, który nakazywałby mi się z nią związać. Może i era średniowiecza zniknęła, ale to były moje decyzje i nikt nie miał prawa ich kwestionować. Zresztą nikt o nich nie wiedział więc nie było z tym najmniejszego problemu. Złapałem dziewczynę za łokieć i poprowadziłem do "naszego" smoka, a raczej tego, którym mieliśmy się zająć. Nie wyglądała najlepiej. Wykluła się już jakiś czas temu i do tej pory powinna zaczynać się uczyć latać, a ona ledwo opanowała chodzenie. Przynajmniej chciała jeść jak ostatnim razem ją karmiłem. Gdyby było inaczej nie wróżyłbym jej długiego życia, a tak może się jeszcze z tego wyliże. Nie lubiłem smoków i dla żadnego nie robiłem wyjątku jednak nie życzyłem śmierci tym najmłodszym. One nie stanowiły takiego zagrożenia. W dniu kiedy jeden ze smoków przewrócił Eric'e cały się spiąłem. Widziałem w nich wtedy jedynie potwory. Przed sobą jednak miałem małe dziecko, które samo nie było wstanie zapewnić sobie przetrwania dlatego trzeba było się nimi opiekować. Wiele było przypadków, że matki porzuciły swoje młode i tak też było z tą dwójką. Nie chciała ich karmić, nie zdobywała dla nich pożywienia. Opiekunowie samo musieli się o to zatroszyć.

Erica
Spojrzałam na niego zła kiedy powiedział czego chce. Znowu oszukiwał. Miałam jedynie dokończyć tamto zadanie, a brzmialo ono zupełnie inaczej. Ale niech mu będzie. Udowodnię mu, że nie jestem aż tak miękka i potrafię wytrzymać tylko jego towarzystwo. Coraz bardziej mu się nudziło skoro dawał takie zadania, chocaż mógł sobie zażyczyć cokolwiek by tylko chciał. W końcu to były tylko cztery dni. I tak musieliśmy być ze sobą praktycznie cały czas. Po tym czasie zadanie zostanie zaliczone a ja będę mieć spokój.
-Zgoda. Ale moje polecenia i tak masz wykonywać. Pamiętaj, że to ćwiczenie masz zaliczyć na ocenę, a ja będę z tego później rozliczana przed koordynatorem. Jeśli będziesz mnie ignorował, w tedy zażądam zmiany partnera. To jedyny okres w roku kiedy to opiekunowie mają najwięcej do powiedzenia, więc nie myśl, że jesteś jakimś wyjątkiem i ciebie to nie dotyczy. - prychnęłam. Wypowiadając ostatnie zdanie dźgnęłam go kilka razy palcem w tors. Powinien się w końcu pogodzić z tym, że przez te kilka dni to mnie miał słuchać i musiał być grzeczny, aby to zaliczyć.
-Może i to smok, ale przez te kilka dni masz być dla niej jak dobry tatuś, który o wszystko się troszczy. Pamiętaj, że w tym czasie mam ci jedynie doradzać i w razie potrzeby pomagać, ale to ty troszczyć się o smoka. - powiedziałam poważnie. Złapałam go za kołnierz, przyciągając do siebie. Nasze twarze dzieliły jedynie milimetry. - Pamiętaj, że będziesz się opiekować moją Sim, więc masz jej strzec jak oczka w głowie. Nigdy ci nie wybaczę, jeśli coś jej się stanie. - powiedziałam poważnym i chłodnym tonem. Może i zbytnio poświęcałam się dla młodych, jednak ta jedna była najważniejsza ze wszystkich. W czasie pracy zajmowałam się przede wszystkim nią i pomagałam, aby stała się silna. Powinien doskonale o tym wiedzieć.
Za sobą usłyszałam szmery. Wiedziałam czego dotyczyły. Nikt nie zignorował faktu, że Leon się tutaj znalazł i chciał brać udział w ćwiczeniach. Co więcej, był w grupie razem ze mną. Powinien przewidzieć, że wszyscy będą o tym gadać. Trudno było nie zauważyć, że ostatnimi czasy spędzamy ze sobą więcej czasu.
Podeszłam do smoczka biorąc ją na ręce. Była ruchliwa i chętnie wspinała się na moje ramię. Z każdym dniem radziła sobie coraz lepiej. Wkrótce opanuje sztukę chodzenia i będę mogła uczyć ją latać. Nawet błony pomiędzy jej skrzydłami stawały się mocniejsze.

Leon
Kiedy złapała mnie za kołnierz przybliżyłem do niej twarz tak, że na pewno czuła mój oddech na swoim policzku. Zaśmiałem się cicho. O czymś chyba zapominała. Przyciągnąłem ją do siebie na oczach wszystkich i cmoknąłem w usta. Nie raz robiłem już tak z innymi dziewczynami i ona nie była wyjątkiem. Różniło się to tylko tym, że zależało mi na niej bardziej niż na tamtych dziewczynach. Usłyszałem dookoła siebie gwizdy, ale skwitowałem je zimnym uśmiechem. Niech nie myślą, że ten pocałunek mnie w jakiś sposób poruszył.
-Nie zażądasz zmiany partnera, bo po pierwsze nie możesz się do żadnego odezwać, a po drugie chcesz spędzić ze mną ten czas nawet jeśli będę doprowadzał cię do białej gorączki. Przyznaj to...Pragniesz mnie nawet teraz-wyszeptałem jej ostatnie słowa do ucha. Patrzyłem jak bierze na ręce tego małego potworka, który zaczął się wspinać po jej ramionach. Westchnąłem cicho. Naprawdę nie widziałem w tym nic pięknego. Mogli uznać mnie za potwora bez serca, ale mimo że akceptowałem jej obecność nie czułem niczego więcej. Uśmiechnąłem się obojętnie po czym parsknąłem śmiechem.
-Oczywiście, że będę opiekował się twoim malutkim smoczkiem. Przecież jest teraz najważniejszy. Ważniejszy od tych pocałunków z wczoraj. Nie myśl, że mnie odwiedziesz od mojego zadania. Doskonale wiem co mam robić- westchnąłem z oburzeniem kiedy oskarżyła mnie o takie okropne rzeczy. Przecież nie zrobiłbym jej krzywdy, ale wzorowym tatusiem na pewno nie będę. Nawet dla niej. Żaden smok na to nie zasługiwał. Nawet tak mały i inteligenty. Widziałem w oczach Sim chęć poznania świata, ale ze mną nie miało to nic wspólnego. To był tylko smok i tylko smokiem pozostanie. Bacznie obserwowałem dziewczynę bawiącą się wraz ze smokiem. Tworzyły śliczny obrazem i musiałem to przyznać chociaż przed sobą. Oparłem się leniwie o barierkę krzyżując ramiona na piersi. Na razie trwały zapisy i nic ciekawego się nie działo. My jednak mogliśmy zaczynać cokolwiek mieliśmy zacząć. Zgodnie z wyzwaniem mieliśmy spędzić razem cztery dni. Nawet nocy jej nie odpuszczę.
-Więc co mi powiesz? Co mi zlecisz na początek, a ja się zastanowię czy spełnić twoją prośbę- mruknąłem poważnie nie spuszczając z nich wzroku nawet na sekundę.