piątek, 3 lutego 2017

Smoki Cz. 3

Erica

Z samego rana pojawiłam się przed bramą. Z zaciekawieniem patrzyłam na chłopaka, który dopiero się tutaj pojawił. Musiał być nowy i na nieszczęście trafił mu się akurat Leon. Gorzej nie mógł już trafić. Współczułam mu, że będzie musiał się z nim męczyć. Wyglądał na pewnego siebie, ale jednocześnie wydawał się spokojny i miły. Zupełne przeciwieństwo Leona. 
Uśmiechnęłam się delikatnie kiedy mi się przyglądał. To było nieco krępujące, ale i miłe. W czasie nauki byłam już w kilku związkach, jednak odkąd trafiłam do tego miejsca, nigdy nie spotkałam się z tym, aby ktoś na mnie patrzył w ten sposób. Może z wyglądu daleko mu było do Leona, jednak nadrabiał t braki o wiele przyjemniejszym charakterem. Była szansa na to, że w końcu znajdę jakieś wsparcie i nie będę musiała się denerwować tym, że codziennie muszę spędzać czas z tym głupkiem i się przy nim ciągle denerwować.
-Nie myślałeś o tym, aby być nieco milszym dla innych? - mruknęłam do Leona. Najwidoczniej nowy ani trochę nie przypadł do gustu i chciał pokazać swoją dominację. Czyli zwyczajnie był sobą. Czy powinno mnie to dziwić? Raczej nie. Nowy nie będzie miał przy nim lekko, jednak pocieszało mnie to, że nie będę musiała nosić już wiadra z wodą. Nie należały one do najlżejszych.
-Nie martw się, on ma tak zawsze. Jest po prostu wredny od urodzenia. - zaśmiałam się cicho kątem oka spoglądając na Leona. - Jestem Frederica, smocza opiekunka. - powiedziałam z uśmiechem.
Zastanawiało mnie co ugryzło tego głupka. Zawsze był wredny i chamski, ale chociaż teraz mógł sobie darować. Wyglądał nieco inaczej niż w tedy, gdy to mnie chciał poniżyć. Coś mi tu nie odpowiadało. Jedyne co przychodziło mi do głowy to to, że nowy już mu podpadł i coś w jego zachowaniu nie odpowiadało Leonowi. Przy tamtym sługusie też nie był najmilszy, al nie znęcał się do niego aż do tego stopnia. Ba, pierwszego dnia kazał mi przejąć jego obowiązki i to ja musiałam tachać tą ciężką wodę, aby Erasm miał co pić i aby można było go umyć.
-Pamiętaj, aby woda dla Erasma była ciepła, ale nie za gorąca. Zauważyłam, że nie lubi zbyt ciepłych kąpieli, zaś zbyt chłodna woda może sprawić, że poczuje się gorzej. Sam rozumiesz, smok ognia. Woda do picia musi być znowu zimna. Gorąca może uszkodzić jego przełyk i będzie miał kłopoty z zianiem ognia, póki tego nie wyleczymy. Nie chcę, aby przez coś takiego przedłużył się jego trening. - poinstruowałam go odnośnie potrzeb smoka, które to on musiał spełnić. Głównie zajmował się noszeniem wody, przynajmniej w części, gdzie łączyło się to z moimi obowiązkami. Resztą zajmowałam się ja.



Leon

Ciągle myślałem o tym, że ten przygłup został na dole razem z Eric'ą,Gdybym mógł wyrzuciłbym go szybciej niż tutaj przyszedł. Nie miałem jednak podstaw aby go zwolnić. Mark także się na to nie zgodzi jeśli nie będę miał wyraźnego powodu. Wylądowałem z powrotem na placu gdzie czekało już wiadro z wodą. przynajmniej do tego się nadawał. Plac był czysty i jak na złość nie mogłem się do niczego przyczepić. Na pewno istniało coś co mógłbym mu wymyślić. Jedno spóźnienie, a dostałby taką karę, że by się nie pozbierał. Nie rozumiałem swoich uczuć. Nie podobało mi się, że patrzył w taki sposób na tę dziewczynę choć i mnie wkurzała do granic możliwości. Uśmiechnąłem się zimno kiedy zanurzałem gąbkę w wodzie. Smok zdążył już ugasić pragnienie więc zabrałem się za jego szorowanie. Eric'i nigdzie nie było, a to ona ponoć miała się tym zajmować. Odstawiłem wiadro na ziemię słysząc w oddali głosy. Od razu poznałem Eric'e i tego nowego. Oparłem się o bramę czekając na nich. Kiedy pojawili się w zasięgu mojego wzroku posłałem im nonszalanckie spojrzenie i uśmiechnąłem się zimno.
- Mam nadzieję, że dobrze się bawicie. Miałem wrażenie, że kazałem ci uzupełnić zapas mięsa, a zbiornik jest pusty, a ty miałaś czekać aby wymyć Erasma. Jeśli nie chcesz wykonywać obowiązków to możesz wrócić skąd przyszłaś czyli do małych smoczków którzy tak bardzo cię potrzebują- powiedziałem stanowczo wracając do wcześniejszego zajęcia. Widać spędzili ze sobą dużo czasu, ale to nie była moja sprawa. Wróciłem do czyszczenia smoka z całego brudu, który osadził się na nim podczas treningu. Nie zwracałem uwagi na dziewczynę, która chciała zabrać mi gąbkę i umyć Erasma. Nie interesowało mnie, że robię to mało delikatnie. Jak zawsze czyściłem tego potwora i nic nie było inaczej niż zwykle. Spojrzałem gniewnie na Eric'e odwracając się do niej twarzą. Miałem ochotę ją upokorzyć za to, że szlajała się z tym idiotą.
-Co stęskniłaś się, że chcesz być tak blisko mnie? No proszę... Możesz mnie pocałować nie krępuj się. Nie? Och taka szkoda chętnie nauczyłbym cię czegoś więcej niż ostatnio- powiedziałem to specjalnie w obecności tego chłoptasia. Niech wie, że się całowaliśmy i to nie z mojej inicjatywy. Sama do tego doprowadziła. Widziałem, że zabolały ją moje słowa, a może rozwścieczyły. Byłem jednak opanowany i chłodny. Nie potrzebowałem jej tutaj i jak tylko stąd wyjdzie znajdę na nią coś co sprawi, że zniknie z mojego życia raz na zawsze. Nie powinniśmy się widywać dla mojego dobra. Dzisiejszej nocy znajdę ukojenie. Nie ważne z kim ważne że zapomnę i nie będę już musiał o tym wszystkim myśleć. Dawno nie byłem z kobietą dlatego pociągał mnie ktoś taki jak Eric'a. Trzeba było to ukrócić im szybciej tym lepiej.



Erica

Zostałam wezwana przez koordynatora kiedy tylko Leon wzbił się w powietrze. Nie ważne jak straszne to było, musiałam się z nim spotkać i dowiedzieć czego jeszcze ode mnie chce. Zdziwiło mnie kiedy nowy chciał mi towarzyszyć, aby zobaczyć młode smoki, jednak nie odmówiłam. Wydawał się być tym zainteresowany. Był inny niż Leon. O wiele cieplejszy w obyciu i co najważniejsze, miał podobne podejście do smoków jak moje. Może nie fascynował się nimi aż tak bardzo, co można było wyczuć w jego głosie, ale przynajmniej dobrze je traktował. Gdyby Leon chociaż trochę był taki jak on... Nie, chwila, o czym ja myślę? Ten głupek niech będzie sobie jaki chce, ani trochę mnie to nie interesuje.
Spięłam się kiedy mnie poinformowano, że w zastępstwie za jednego z opiekunów mam zająć się pielęgnacją jednego z wodnych smoków. Odmowa nie wchodziła w grę. Zacząłby się w tedy zbytnio interesować, dlaczego nie chcę wypełnić swojego obowiązku i dodatkowo dałby mi karę. Nikt nie mógł się dowiedzieć, że boję się akurat tego jednego rodzaju smoków. Od razu by mnie to skreśliło jako opiekunkę a na to nie mogłam pozwolić. Jakoś opanuję swój strach i zrobię co trzeba. W końcu to tylko jeden dzień i tylko jeden smok. Co strasznego może się wydarzyć przez ten czas?
Kiedy wróciliśmy ON już czekał. Jak zawsze niezadowolony i zrzędliwy. Czy kiedykolwiek był z czegoś zadowolony?
-Przypominam ci, że mam jeszcze inne obowiązki. W przeciwieństwie do ciebie moje zadanie nie polega na kilkugodzinnym treningu i zabawie z dziewczynami! - krzyknęłam. Za kogo on się uważał. Doskonale wiedział, że oprócz Erasma zajmuję się też innymi smokami. Nie będę tutaj stała wiernie jak pies, bo on ma taką ochotę. Zaczynał doprowadzać mnie do szału.
Jak na złość nie mogłam też wyrwać z jego ręki gąbki, aby umyć smoka. Pierw wypomina mi, że spóźniłam się kilka sekund a teraz nie pozwala mi na wypełnienie obowiązków? Ani trochę nie potrafiłam tego zrozumieć. Od rana zachowywał się dziwniej niż zawsze. Aż tak bardzo chciał mnie upokorzyć przed nowym i pokazać, że jako opiekunka nic nie znaczę w tym miejscu? Nie dam sobą pomiatać jakiemuś głupkowi!
-Po co jeszcze do tego wracasz? Sam przyznałeś, że oboje mamy o tym zapomnieć. Przypominam, że zaledwie cię musnęłam wargami. To ty się do mnie przyssałeś, podobnie jak wczoraj. Chyba nie muszę ci przypominać, że jestem tutaj dla Erasma, nie dla ciebie! Gdyby nie to, że muszę dbać o smoki, nad którymi się znęcasz, nie byłoby mnie tutaj! I co cię tak wzięło z tymi pocałunkami?! Sam na początku przyznałeś, że nigdy byś nawet nie zwrócił uwagi na kogoś takiego jak ja i często mi o tym przypominałeś. Aż tak ci to odpowiada, że możesz się ze mnie pośmiać i upokorzyć przed innymi?! - byłam wściekła. Ani trochę nie interesowało mnie to, że nowy nadal przy nas stał, Leon za bardzo mnie w tej chwili wkurzał. Mial zły dzień, więc postanowił się na mnie wyżyć i pokazać swoją dominację.


Leon

Zrobiłem niewinną minę jakby nie rozumiał co do mnie mówi. Doskonale jednak wiedziałem o co chodzi i nie zamierzałem dać po sobie wrzeszczeć. Była na moim terytorium i to jej powinno wystarczyć. Rzuciłem Erasmowi ostatni kawałek mięsa aby mógł się posilić po treningu i spojrzałem dziewczynie w oczy. Powinna raz na zawsze zapamiętać, że nie ona tutaj rządzi, a jaj krzyki nic nie dadzą.
-Skąd taki pomysł? Może jednak zmieniłem zdanie i mam ochotę cię pocałować? Kto wie może jednak pod tym mało pociągającym kombinezonem i rozczochranymi włosami kryje się gorąca kobieta?-zakpiłem cicho nie spuszczając z niej wzroku. Stała przede mną tak jakby miała mnie zaraz uderzyć. Wiedziała jednak, że nie wyszłoby jej to na dobre. Pochyliłem głowę i złożyłem na jej ustach szybko ale mocny pocałunek. Niemal też natychmiast się odsunąłem. Dłonią pchnąłem ją do wyjścia tak, że stanęła za drzwiami. Zamknąłem je za nami na klucz pozostawiając smoka samego. Całe szczęście Casper nawet nie pomyślał aby wejść do środka jedynie przyglądał nam się ze zdumieniem. Poszedłem pewnym krokiem do szopy aby tam trochę ogarnąć. W rzeczywistości po prostu czekałem, aż Erica sobie stąd pójdzie i będę mógł ją śledzić. Szybko zniknęła z placu. Widać było, że kipi gniewem. Nie ruszało mnie to, a raczej nie powinno ruszać, bo po raz pierwszy w życiu miałem lekkie wyrzuty sumienia. Śledziłem ją ciągle pozostając w cieniu. Była daleko ode mnie, ale wystarczająco blisko abym mógł obserwować każdy jej ruch. Weszła na plac gdzie zamknięty był smok typu wodnego. Może miała jeszcze jakieś zadanie dzisiejszego dnia. Dawało mi to tylko okazję do podpatrzenia czy niczym nie mogę ją zaszantażować. Na pewno coś takiego istniało. Nie mogłem już z nią pracować, bo doprowadzało mnie to do szału. To oraz fakt, że ten wymoczek wlepia w nią te swoje gały. Nie potrafiłem nawet podać powodu dla którego mnie to tak denerwuje. Obserwowałem ją z ukrycia. Ona nie miała szans mnie zobaczyć. Było już późno, a ja w swoim ciemnym ubraniu tonąłem w mroku.
-Na pewno coś ukrywasz...- wyszeptałem do siebie. Nie mogła być nieskazitelna. Pozostając w ukryciu patrzyłem uważnie na każdy jej ruch. Wszystko wydawało się takie jak zawsze. Nic nie wskazywało na coś nietypowego. Westchnąłem cicho. Moje poszukiwania chyba spełzną na niczym w takim tempie, ale nie ruszałem się mimo ogarniającego mnie zmęczenia. Może gdybym jej dzisiaj nie całował. Męczyło mnie wspomnienie jej ust tak ciepłych i kuszących. Żałowałem, że nie mogę jej zaciągnąć do łóżka na pewno od razu by mi się polepszyło i szybko bym o niej zapomniał.



Erica

Miałam ochotę uszkodzić tą jego śliczną buźkę. Za kogo on się niby miał?! Na zbyt wiele sobie pozwalał. Najpierw ta obrzydliwa gadka, później jeszcze pocałunek. I ot wszystko przez tą głupią karę. Wyszło zupełnie inaczej niż powinno. Powinien mnie w tedy odepchnąć, zacząć obrażać i mówić, że mam go więcej nie dotykać. Tymczasem doprowadziło to do tamtego pocałunku. Nie daje mi o tym nawet zapomnieć i myśli, że może mnie całować kiedy tylko chce. Rzecz w tym, że nie mógł tego robić! Niech idzie sobie do Beth. Śliniła się na sam jego widok, więc czemu z tego nie skorzysta i do niej się nie przyssie. Albo do jakiejkolwiek innej dziewczyny, byle z dala ode mnie. Zwyczajnie się ze mnie nabijał i robił to specjalnie, aby mnie upokorzyć. Z każdym dniem jego zachowanie się pogarszało, ale nie dam się tak łatwo zdominować. Tak łatwo się mnie nie pozbędzie. Mam zamiar wytrwać te dwa tygodnie i uwolnić Erasma spod jego tyrani.
Jak zawsze zostałam wyrzucona. W ostatniej chwili złapałam równowagę, prawie lądując na ziemi. Nienawidziłam go całym sercem i nigdy się to nie zmieni. Jak w ogóle mógł się tak zachowywać? To było niedopuszczalne. Dlaczego nikt na to nie reagował i szef pozwalał na to, aby wyżywał się na innych? Był tyranem. Dlaczego musiał mi to wszystko robił? Nie zgadzaliśmy się praktycznie w niczym i ciągle ze sobą walczyliśmy, ale zdecydowanie przesadzał. Chciał mnie wykończyć psychicznie i pozbyć się mnie z tego miejsca. Ciągle tylko szedł na skargi i często liczył na to, że w końcu wyrzucą mnie z tej pracy.
Po drodze musiałam trochę ochłonąć, aby smok nie wyczuł moich złych emocji. Nie powinien. Zwolniłam kroku łapiąc do płuc świeże powietrze. Stresowałam się spotkaniem z tym stworzeniem. Wszystko powinno pójść dobrze, jednak strach siedzący we mnie od kilkunastu lat był o wiele silniejszy.
W końcu weszłam do środka. Starałam nie dać nic po sobie poznać. Cały czas sobie powtarzałam, że nie powinnam się go bać, bo nic mi nie zrobi. Tyle, że tamten wypadek też był przypadkiem... Jak do dziś pamiętam, że bawiłam się jedynie z tym smokiem. Wystarczyła jedna, z pozoru niegroźna wodna kula i zniknęłam pod powierzchnią wody. Podobno cudem mnie w tedy odratowali.
-Dobra... Dzisiaj ja się tobą zajmę, dlatego bądź grzeczny - starałam się mówić spokojnie. Wzięłam do ręki gąbkę, aby umyć smoka. Powoli podeszłam do jego pyska i od niego zaczęłam mycie łusek. Po chwili odskoczyłam jak poparzona kiedy smok kichnął a z jego pyska wyleciała wodna kula, prawie lądując na mnie.
-Spokojnie Erica, nic się nie stanie... - wyszeptałam do siebie. - Umyjemy cię, ale bez żadnego plucia wodą. - tym razem słowa skierowałam do smoka. Ten na mnie jedynie popatrzył, kichając kolejną wodną kulą. Mogli przynajmniej wspomnieć, że gad był przeziębiony. W tedy chociaż mogłabym przygotować się na to psychicznie.



Leon

Zdziwiony patrzyłem jak dziewczyna odskakuje od zwierzęcia. Nie powinna tego robić, bo denerwowała go swoim dziwnym zachowaniem. Widać było, że nie jest przyzwyczajony do niepewnych ruchów i się niecierpliwi. Sama dziewczyna zaś wyglądała jakby się bała tego smoka. A wydawać by się mogło, że przyjaźni się z każdym gadem na tej planecie. Zacisnąłem dłonie w pięści kiedy ponownie podskoczyła gdy smok kichnął. Powinienem stąd odejść i udać się do swojego mieszkania, a zamiast tego skierowałem swoje kroki w stronę Eric'i. Szedłem bezszelestnie niczym nie zdradzając swojej obecności. Stanąłem za nią i delikatnie złapałem dłoń, w której trzymała gąbkę. W takim tempie nie skończyłaby mycia tego gada do białego świtu. Każdego innego bym tu zostawił i jeszcze wyśmiał ten idiotyczny strach dlaczego więc tym razem tego nie zrobiłem? Dziewczyna podskoczyła kiedy ją dotknąłem i wyciągnąłem gąbkę z jej ręki. Nakazałem jej żeby nie krzyczała, bo wkurzy tym smoka - łagodnie mówiąc nie był dziś nastawiony przyjaźnie.
- Chodź coś ci pokaże- powiedziałem bardzo cicho. Tego także nigdy nikomu nie pokazywałem. To było moje odkrycie i miało mi pomagać w razie niebezpieczeństwa. Widziałem, że się opiera kiedy pociągnąłem ją za sobą, ale w końcu ustąpiła. Położyłem jej dłoń na smoczym karku i nakierowałem palce tak, że ułożyły się tuż za uchem.
-A teraz naciśnij- wyszeptałam i po chwili smok smacznie sobie spał na ziemi. Nie wiedziałem czemu ale nie chciałem aby się bała. Źle się czułem kiedy widziałem, że mogę jej pomóc, a stałem i biernie patrzyłem. Spoglądałem jej w oczy próbując odgadnąć co takiego myśli. Moja twarz pozostawała bez żadnych uczuć. Specjalnie nad nią panowałem. Każdy tik mógł mnie zdradzić na co nie mogłem sobie pozwolić w żadnym wypadku. Nie zapytałem czemu boi się tego smoka, nie zadałem żadnego pytania. To nie była moja sprawa, a jej tajemnica. Teraz kiedy tak na nią patrzyłem i na jej przestraszone oczy wiedziałem, że nie wykorzystam tego przeciwko niej. Po dłuższej chwili puściłem jej rękę i odchrząknąłem cicho. Zrobiłem dzisiaj coś dziwnego po raz pierwszy pokazując inną twarz. Dość... Ona nie mogła nade mną w takim stopniu zapanować.
- Powinnaś brać się do roboty, będzie spać przez godzinę, ale dla Ciebie może to za mało czasu? Opiekunowie poruszają się okropnie wolno- powiedziałem chłodno patrząc jej w twarz. Musiałem powrócić do swojej roli. Dość już się tutaj wygłupiłem. Odwróciłem się na pięcie zostawiając dziewczynę samą ze smokiem. Tak naprawdę smok będzie spał do rana, ale tego jej nie powiedziałem. Niemal natychmiast zniknąłem w swoim mieszkaniu. Odetchnąłem głęboko. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Nawet ochota aby udać się do Angelique mi minęła. Moja misja spełzła na niczym. Tym jej nie zaszantażuje. Bała się tego stworzenia tak jak ja bałem się ich wszystkich. Z tą różnicą, że ja nigdy nie dam tego po sobie poznać.



Erica

Nie wyglądało to dobrze. Na pewno szybko bym się uporała z tym zadaniem, problem w tym, że przeziębiony smok wody było najgorszym co mogło mnie spotkać. Nie bałam się tych zwierząt, ale ich umiejętności i wody, którą potrafiły wytwarzać i kontrolować. Sam żywioł wywoływał we mnie strach, ale tylko w połączeniu ze smokami wody. Tym bardziej nikt nie powinien o tym wiedzieć, zwłaszcza Leon. Na pewno od razu pobiegłby na skargę i o tym powiedział, a w takiej sytuacji zawieszenie byłoby najlepszym co by mnie spotkało. Na pewno szybko by mnie wyrzucono. Opiekun bojący się umiejętności smoka nie mógł być opiekunem.
Odwróciłam się gwałtownie za siebie czując czyjąś dłoń. Dlaczego zawsze to musiał być on? Był ostatnią osobą, której tutaj potrzebowałam. Patrzyłam na niego niepewnie nie wiedząc co dokładnie planuje. Sama jego obecność tutaj była zbyt podejrzana, więc dlaczego miałabym mu ufać? W końcu ustąpiłam, chociaż nie powinnam tego robić. Ku mojemu zdziwieniu smok usnął. Zastanawiałam się czy nic mu nie będzie. To, że się bałam nie było powodem, aby od razu go usypiać.
-Zamknij się. Nikt cię nie prosił o to, abyś za mną lazł... - mruknęłam pod nosem. Mógłby się zdecydować czy mi pomaga, czy znowu chce wyprowadzić mnie z równowagi. Miałam już dosyć jego docinek. Nie było to nawet śmieszne. W odpowiedzi zachowywałam się jedynie tak samo. Niech sobie nie myśli, że ma nade mną pełną kontrolę i dam mu się upokarzać.
Jedyną moją obawą było to, czy ktoś się o tym dowie. Czemu akurat teraz musiało się to wydać? Przez cały ten czas udało mi się wpasować tak, aby nie opiekować się dorosłymi smokami wody, a kiedy w końcu to się stało, on musiał tutaj przyjść i to zobaczyć. Od dzisiaj zaczynam psychicznie się przygotowywać na kolejne docinki. Jestem pewna, że będzie wszystkim rozpowiadał jak beznadziejnym opiekunem jestem, bo boję się jednego smoka. Uda mi się znieść nawet to, byle informacja ta nie dotarła do szefa. On był jedyną osobą, która nie mogła się o tym dowiedzieć, w tedy będę skończona.
Na szczęscie sobie poszedł. Dokończyłam swoje zadanie i ucałowałam smoka w czubek pyska, mając nadzieję, że to mu nie zaszkodzi i obudzi się następnego dnia. Trochę się tym martwiłam, zwłaszcza, że pokazał mi to Leon. Wszystko co go dodyczylo było zazwyczaj dla smoków niebezpieczne.


Leon

Następne dwa dni minęły nad wyraz spokojnie. Przez ten czas ani razu nie odezwałem się do Eric'i i uważałem to za dobry znak panowania nad sobą. Nadal byłem dla wszystkich chłodny i nieprzyjemny. Nikomu jednak nie powiedziałem o tym co zobaczyłem tamtej nocy na placu wodnego smoka. To było oczywiste, że gdybym ją wydał straciłaby pracę. Nie na tym mi zależało tylko na tym aby się ode mnie odczepiła. Powinienem zamienić się z jakimś treserem aby dostać innego smoka. Nikt by nie pytał dlaczego po prostu by przyjęli do wiadomości, że gad mnie znudził i potrzebuję nowego wyzwania. Problem tylko polegał na tym, że musiałem pilnować aby Caspar za bardzo nie zbliżał się do tej dziewczyny. Za mało dawałem mu zadań najwidoczniej skoro znajdował czas flirtować.
-Posprzątasz dzisiaj z pozostałymi pomocnikami wszystkie zagrody ze smoczego łajna-powiedziałem poważnie. Było ich tak dużo, że na pewno zajmie mu to całą noc nawet jeśli będzie robił to z pozostałymi pomocnikami. Nie zaprotestował jedynie ugryzł się w język i wrócił do pracy. Przynajmniej nim mogłem rządzić. Widząc dziewczynę uśmiechnąłem się zimno i spojrzałem jej w oczy. Od tamtego spotkania to ona unikała mojego wzroku i można było pomyśleć, że nie chce się do mnie odzywać. Zawsze mogła zmienić obiekt zainteresowania i zająć się innym smokiem.
-Kogo moje piękne oczy widzą? Nie znudziło ci się jeszcze przychodzenie tu? Naprawdę dziwię się, że bierzesz nadgodziny aby się zajmować dodatkowym smokiem. Potrzebujesz snu, a nie dodatkowej pracy- mruknąłem widząc, że ledwo trzyma się na nogach. Dzisiaj Erasm miał wolne i trzeba było go umyć. Erica zaś wyglądała jakby miała się zaraz przewrócić. Cały czas ją obserwowałem, ale w końcu odwróciłem wzrok wpuszczając go do środka. Ja także miałem swoją robotę i nie było czasu na przyglądanie się tej dziewczynie. Zastanawiałem się w ogóle czy ona kiedykolwiek je. Wyglądała jakby schudła kilka kilogramów przez te kilka dni. Nie byłem pewien czy powinna dzisiaj pracować. Nie powiedziałem jednak nic przyglądając jej się zimno. Usiadłem na ławce zakładając piętę jednej nogi na kolano drugiej. Wolałem mieć wszystko na oku póki kręcił się tutaj Caspar. Na teren placu weszła Beth. Tylko tej tutaj brakowało. Przewróciłem oczami i spojrzałem na nią wyczekująco. Nie wiedziałem czego tutaj szuka.
-Och Leon tutaj jesteś... Wszędzie cię szukałam, muszę ci coś ważnego powiedzieć- powiedziała tym słodkim głosikiem od którego mnie teraz zemdliło. Beth posłała Erice chłodne spojrzenie i kopniakiem wylała wodę z wiadra pod nogi mojej "pomocnicy". Wkurzyło mnie to, tylko ja mogłem ją upokarzać. Podniosłem się z ławki i wziąłem do ręki wiadro.
-W tym momencie interesuje mnie bardziej, że wylałaś wodę, która była mi potrzebna. Jeśli nie chcesz abym się wkurzył to albo znikniesz mi z oczu, albo sama umyjesz tego smoka- mruknąłem mrużąc oczy przed słońcem. Dziewczyna patrzyła na mnie z przestrachem i szybko zniknęła w wejściu. Wiadro rzuciłem Casparowi aby przyniósł kolejne, a sam usiadłem z powrotem na ławce.



Erica

Dochodziło już południe. Szybko się pozbierałam, żegnając się z małymi smokami i pobiegłam na plac, gdzie miał czekać już na mnie Erasm. Miał dzisiejszego dnia wolne, dlatego chciałam mu zorganizować nieco dłuższą kąpiel, aby mógł się przy niej odprężyć. Do tego masaż skrzydeł. Na pewno poczuje się lepiej po czymś takim i będzie miał więcej sił do jutrzejszego treningu.
Zdyszana weszłam do pomieszczenia. Posłałam uśmiech Casparowi, który od razu został odwzajemniony, po czym napotkałam na wzrok Leona. Uśmiech został zastąpiony grymasem. Po jego minie widziałam, że chciał mi coś powiedzieć, najpewniej znowu będzie się czegoś czepiał. Na szczęście od tamtego czasu nie całował mnie już. W pewnym stopniu pozwoliło mi zapomnieć o tym, co w tedy zrobiłam, ale poniekąd brakowało mi tego. Brakowało mi jego ciepłych ust oraz tego, w jaki sposób mnie całował. Jego ruchy były w tedy pewne, co jeszcze bardziej zachęcało mnie do tego, aby oddać mu swój pocałunek. Nie... Nie powinnam o tym myśleć!
Uniosłam delikatnie jedną brew słysząc co ma mi do powiedzenia. To było aż dziwne, że z jego ust nie wydobyła się kolejna uszczypliwa uwaga.
-Opieka nad smokami nigdy mi się nie znudzi. Świadomość, że pozwalam im odpocząć od twoich treningów jeszcze bardziej motywuje mnie do pracy. W końcu zgodziłeś się na to, abym przejęła opiekę nad smokiem, więc są to już duże postępy. Jak widzisz mam czas na to, aby wypełniać swoje obowiązki i się wysypiać. - z tym drugim skłamałam, ale co go to interesowało? To była moja decyzja. Chciałam się opiekować Erasmem i nie zrezygnuję z tego tylko dlatego, że częściej chodziłam śpiąca i miałam mniej czasu na jedzenie. Smok był ważniejszy od mojego stanu zdrowia. - A od kiedy się tak o mnie martwisz? - uśmiechnęłam się wrednie spoglądając na niego. Nawet jeśli chciał by się mnie pozbyć, znalazłby na to lepszy sposób niż interesowanie się godzinami mojego snu.
W tym momencie weszła Beth. Prychnęłam pod nosem odwracając się do niej plecami. Zapewne przyszła się pomiziać ze swoim Leosiem, albo zaciągnąć go do łóżka. Niech robią co chcą, tyle żebym nie musiała oglądać jej paskudnej gęby.
Odskoczyłam mimowolnie kiedy na moje buty wylała się znikąd woda. Wiedziałam kto to zrobił. Super, dopiero co je umyłam poprzedniego dnia a już były całe przemoczone. Właśnie za to ją nienawidziłam.
-Przynajmniej była czysta... - mruknęłam do siebie pod nosem. Leon był bardziej chamski, wylewając mi pod nogi brudną wodę. Po nim musiałam myć prawie cały kombinezon, przez Beth miałam jedynie przemoczone buty. To była spora różnica. - Głupia małpa. - warknęłam cicho, jednak na tyle głośno, aby mnie usłyszała.
Casper zniknął za drzwiami z wiadrem. Za chwilę przyniesie nową porcję wody, a w tedy będę mogła umyć Erasma. Nie zamierzałam jednak siedzieć bezczynnie. Poprosiłam smoka o to, aby rozciągnął skrzydło i rozpoczęłam masaż. Sądząc po wyrazie jego pyska, od razu mu się to spodobało.


Leon

Uniosłem jedną brew w wyrazie zdumienia i roześmiałem się na słowa Eric'i. Miałbym się o nią martwić? Nigdy w życiu. To na pewno nie była troska o jej zdrowie. Mogła mi jedynie zaszkodzić tym, że chodziła niewyspana, a dodatkowo jeśli zasłabnie u mnie będę się musiała z tego tłumaczyć.
-Nie rozśmieszaj mnie... Jeśli zasłabniesz to ja będę musiał się zająć smokiem, a na to nie mam dziś najmniejszej ochoty. Jak skończysz masz coś zjeść, bo ja się nie będę z tego tłumaczyć chyba, że planujesz zasłabnąć w innym miejscu wtedy proszę bardzo- błysnąłem zębami w złośliwym uśmiechu. Widać było, że nie lubi Beth i wcale się jej nie dziwiłem. Może i w łóżku była dobra, ale charakter miała za bardzo zbliżony do mojego z tą różnicą, że ja nie miałem w głowie pustki tak jak ona. Rozciągnąłem się mocno i położyłem się na trawie obserwując dziewczynę. Nie rozumiałem jak można było robić masaż temu potworowi. On potrafił tylko zabijać - nie zasłużył na to aby żyć. Mimo moich przemyśleń nie poruszyłem się. Nienawidziłem tej roboty, Mark o tym wiedział i namawiał mnie do zmiany fachu, ale odmówiłem. Wiedział dlaczego to robię i choć uważał, że wiem wystarczająco dużo dla mnie ciągle to było za mało. Każdy smok mógł mnie zaskoczyć czymś innym. Jeśli nie poznam ich wystarczająco dobrze w końcu któryś się mnie pozbędzie. Znałem kilka trików jak można uśpić smoka, ale to tajże było za mało. Sam już nie wiedziałem co powinienem zrobić. Mark nie raz proponował mi urlop, ale nigdy go nie przyjąłem. Dzień w dzień chodziłem do pracy nie zważając na ból, chorobą, zmęczenie czy inne przeciwności losu. Robiłem to dla rodziny, którą zawiodłem. Tym razem jeśli ktoś będzie potrzebował pomocy zdążę na czas i ściana ognia mnie przed tym nie powstrzyma. Potrząsnąłem głowę gdy przed oczami pokazała mi się twarz mojej matki przerażona wizją śmierci. Przełknąłem głośno ślinę. Nie mogłem tutaj dłużej przebywać musiałem się odprężyć zanim zrobię komuś krzywdę.
- Bułkę znajdziesz w moim plecaku w małej kieszeni. Reszty nie otwieraj. Wrócę później- mruknąłem wychodząc z placu i kierując się prosto do siłowni nieopodal placu na ćwiczenia. Nie ważne co się działo zawsze znajdowałem czas na ćwiczenia. Czasami rano, czasami wieczorem, ale nigdy ich nie opuściłem. Zacząłem z wściekłością uderzać w worek treningowy. Powoli wracało do mnie opanowanie. Kiedy już skończyłem ułożyłem się na chłodnej ziemi uspokajając oddech. Przynajmniej tak mogłem opanować złość.



Erica

Cały czas czułam na sobie jego wzrok. Nie wiem po co w ogóle się na mnie gapił. Coż wszystko było lepsze od upokarzania. Na szczęście sytuacja z dnia pojawienia się Caspera już się nie powtórzyła i mam nadzieję, że jeszcze przez długi czas się tak nie stanie. Tamtego dnia pokazał swoją najgorszą stronę. Zdecydowanie przesadził. Ciekawiło mnie co tamtego dnia aż tak bardzo go zdenerwowało. Był inny niż zazwyczaj, bardziej nieczuły i chamski.
Podeszłam do jego plecaka kiedy powiedział o jedzeniu. Od razu poczułam burczenie w brzuchu. Dzisiejszego dnia jeszcze niczego nie jadłam, dlatego wizja jakiegokolwiek jedzenia była bardzo kuszącą, nawet jeśli to jedzenie było od Leona.
Wspomniał, że bułkę znajdę w małej kieszeni. Ciekawiło mnie jednak co takiego ukrywał, skoro miałam nie zaglądać do innych kieszonek. Przez chwilę chciałam zrezygnować, jednak ciekawość zwyciężyła. W oczy od razu rzuciło mi się zdjęcie, które było całkowicie zniszczone. Było to rodzinne zdjęcie. Leon był na nim jeszcze małym chłopczykiem, który siedział na kolanach swojej mamy. Był do niej bardzo podobny, na pewno odziedziczył po niej urodę. Zaskoczyło mnie to, że w tedy się uśmiechał. Oznaczało to, że nie był nieczułym potworem od dnia swoich narodzin. Ciekawiło mnie jak teraz by wyglądał jego uśmiech. Nie ten wredny, ale miły i ciepły. Na pewno byłby o wiele przystojniejszy.
Zerwałam się na nogi i schowałam zdjęcie do kieszeni słysząc, że ktoś idzie. Odetchnęłam z ulgą widząc Caspera. Podziękowałam mu za wodę posyłając ciepły uśmiech. Ten od razu odwdzięczył się tym samym. Przynajmniej on jeden był przyjemnie nastawiony do mojej osoby. Uwielbiałam smoki, jednak miło było porozmawiać jeszcze z kimś innym niż tylko z nimi. Z Leonem nie dało się tego zrobić, natomiast w czasie opieki nad młodymi nie było na to nawet czasu.
Wzięłam do ręki gąbkę myjąc smoka. Nie było już czasu na to, aby zjeść. Zresztą i tak było to nieważne. Nic mi się nie stanie jeśli zrobię jeden dzień głodówki. W końcu jeszcze nikt od tego nie umarł. Miałam w sobie jeszcze dużo siły, aby wypełniać swoje obowiązki, to mi wystarczyło. Brak snu również mi w tym nie przeszkadzał.
-Przekażesz Leonowi, że skończyłam swoją pracę? Muszę już iść, czekają na mnie inne zadania. - chłopak kiwnał głową zgadzając się na to. Tyle mi wystarczyło. Dopiero teraz przypomniało mi się, że nadal miałam zdjęcie Leona. Głupio by było gdybym zaczęła grzebać w jego plecaku. Będzie lepiej jeśli zrobię to innym razem, kiedy nikt nie bedzie widział.



Leon

Po treningu wróciłem na plac po swój plecak. Od razu rzuciło mi się w oczy, że plecak był otwarty, a bułka nietknięta leżała na ławce. Wściekły zacząłem przeszukiwać zawartość torby w poszukiwaniu tej jednej najcenniejszej rzeczy jaką miałam. Nawet nie nie zatuszowała tego, że w nim grzebała. Jakim prawem dotykała nieswoje rzeczy. Czułem się teraz jakby ktoś naruszył moją osobistą przestrzeń. Coś do czego nikogo nie dopuszczałem, nawet Mark nie wiedział wszystkiego - tylko część. Gwałtownie wstałem, wyrzuciłem Caspara za drzwi i zamknąłem je gwałtownie na klucz. Szedłem szybko w stronę miejsca gdzie opiekunowie zajmowali się smoczkami. Od razu zobaczyłem Eric'e przy jakimś smoczku. Nikogo nie było w pobliżu. Przeskoczyłem przez niskie ogrodzenie i stanąłem tuż przed nią. Przycisnąłem ją do ściany najbliższego budynku i patrzyłem na nią groźnie.
-Teraz oddasz mi to co zabrałaś. Nie miałaś prawa nawet tego dotykać rozumiesz? -powiedziałem gwałtownie i uderzyłem pięścią w ścianę tuż koło jej głowy. Czułem się okropnie kiedy wiedziałem, że jej oczy widziały coś co należało tylko do mnie. Zacisnąłem dłoń na jej ramieniu na tyle mocno aby mi nie umknęła, ale nie na tyle aby ją zabolało. Widziałem strach w jej oczach, ale nie przejąłem się tym. Serce krwawiło mi na myśl, że mogłem stracić tą jedną rzecz, która mi pozostała.
- Powiedziałem, że masz je oddać nie słyszałaś?- warknąłem kiedy się nawet nie poruszyła. Gniewnie wziąłem jej torbę i zacząłem ją przeszukiwać jednak nie znalazłem tam zdjęcia. Zaczęła ogarniać mnie panika, że je zgubiła. Odrzuciłem plecak na bok patrząc na dziewczyną wrogo. Prosiłem aby tego nie dotykała, ale mnie nie posłuchała. Była na tyle odważna, że je ukradła. Jaki miała w tym cel? Założyłem dłonie na pierś i wpatrywałem się w nią z nienawiścią. Tym razem nie odpuszczę. To zdjęcie znaczyło dla mnie więcej niż moje życie. Musiałem je mieć inaczej nie byłbym w stanie normalnie funkcjonować. Nie chciała współpracować- ciągle się nie poruszała jakby nie chciała mi go oddać. Zaczynałem tracić cierpliwość. Podszedłem do niej i ponownie przycisnąłem ją swoim ciałem do ściany. Więcej nie będę prosił.
-Jeśli nie oddasz mi tego zdjęcia w tym momencie będę ci każdego dnia towarzyszył jak cień. Już się mnie nie pozbędziesz, będę obserwował każdy twój ruch. Nie skończy się jednak na niewinnym patrzeniu. Będę cię całować kiedy mnie najdzie ochota, a dobrze wiesz, że jesteś za słaba aby mnie odepchnąć. - wymruczałem jej cicho do ucha. Przynajmniej nikogo nie było w pobliżu bo wszyscy już spali. Przesunąłem wargami po jej policzku powoli przesuwając się na jej usta. Ten pocałunek był gwałtowny. Pełen sprzecznych uczuć. Nie był brutalny, ale nie dawałem się odsunąć, nie czułem nawet aby mnie od siebie odpychała. Stała przyjmując pocałunek. Przyciągnąłem ją do siebie przenosząc usta na jej szyję. Warknąłem groźnie w końcu odpychając ją od siebie. Szalałem z niewiedzy co się stało z moją własnością. Jeśli jej nie odzyskam... Wolałem nawet nie myśleć o tym co wtedy. Musiałem je mieć przy sobie.



Erica

W ostatniej chwili złapałam smoka, zanim mi uciekł. Pisnęłam cicho kiedy zostałam przyciśnięta do ściany, a mały gdzieś odskoczył. Nie wróżyło to nic dobrego. Początkowo nie wiedziałam o co mogło mu chodzić. Dopiero po chwili doszło do mnie, że chodziło o to zniszczone zdjęcie. Mogłam je oddać od razu zamiast zabierać ze sobą.
Zamknęłam gwałtownie oczy kiedy uderzył pięścią obok mojej głowy. Dlaczego miałam wrażenie, że to ja będę jego następnym celem zamiast ściany? Doskonale wiedziałam do czego był zdolny, więc dlaczego miałby się powstrzymać tym razem? To, że byłam dziewczyną na pewno nie było dla niego żadnym ograniczeniem. I tak mnie nienawidził, więc nie miałby nawet wyrzutów sumienia. Błąd, on w ogóle nie miał uczuć. Nawet by go to nie ruszyło. Może nawet byłby zadowolony gdyby nie musiał mnie oglądać przez najbliższe dni.
Spojrzałam na niego ze strachem w oczach, ale nie ruszyłam się. W mojej torbie również nie znalazł tego, czego szukał. Wyglądał strasznie, inaczej niż zawsze. Spiełam się kiedy zwrócił się w moją stronę po raz kolejny. Instynktownie zamknęłam oczy wsłuchując się w jego słowa. Nie wiedziałam co dokładnie chciał tym osiągnąć.
Nie odwzajemniłam pocałunku i nie odepchnęłam go, chociaż sama nie wiedziałam dlaczego. Ten pocałunek był inny, mało przyjemny i pełen negatywnych emocji. Nie miał w sobie nic co miały poprzednie. Poczułam jego usta na swojej szyi, przez co spiełam się jeszcze bardziej, zaciskając przy tym zęby. Chciałam stąd uciec i się od niego uwolnić.
Pisnęłam cicho kiedy mnie odepchnął. Wylądowałam na ziemi, by po chwili podnieść się na przedramieniu. Wolna ręka spoczęła na niewielkiej saszetce, którą miałam przymocowaną do paska. To tam przełożyłam wcześniej zdjęcie, aby nigdzie go nie zgubić. Miałam nadzieję, że do tego czasu nie zauważy zniknięcia zdjęcia i będę go mogła oddać następnego dnia, kiedy tylko nadarzy się okazja.
Odpięłam saszetkę od paska i potoczyłam ją w jego kierunku. Szybko przetarłam łzy, które spłynęły po moim policzku. Niech to ode mnie zabierze, byle się już nie zbliżał. Wolałam nie myśleć co by się stało, gdybym nie miała tego zdjęcia przy sobie.


Leon

Patrzyłem na nią zdezorientowany i głęboko zraniony. Nikomu na tym świecie nie należało ufać. Myślałem, że ona nie należała do grona pustych lalek i można było nazwać ją inteligentną. Patrzyłam na saszetkę którą rzuciła w moją stronę. Szybko ją podniosłem i otworzyłem poszukując zdjęcia. Kamień spadł mi z serca kiedy ponownie miałem je przy sobie. Jedyna pamiątka jaka została po mojej matce prawie została mi odebrana. Nie należało pozwalać jej aż tak się do mnie zbliżyć. Widziałem łzy spływające po jej policzkach. Nie poruszyłem się nawet. Szybko schowałem fotografię w kieszeni na piersi i spojrzałem jej w oczy.
- Nigdy więcej nie grzeb w moich rzeczach. Nigdy...- powiedziałem po czym zniknąłem w mroku idąc do swojego mieszkania. Po drodze minąłem Marka, który najwidoczniej chciał ze mną porozmawiać. Zbyłem go cichym warknięciem. Widział, że coś mnie męczy i nie chciał tego roztrząsać. Wystarczyło, że widział, że stało się coś co mną wzburzyło do tego stopnia. Zamiast mnie gonić poszedł w stronę z której ja wracałem. Nie wiedziałem co chciał tam znaleźć i mało mnie to interesowało. Wszedłem do swojego mieszkania mocno trzaskając drzwiami aż okno zadrżało. Piłem tylko raz do roku i tylko siłą woli powstrzymywałem się aby nie osuszyć jednej z butelek ukrytych w barku. Zamiast tego nalałem sobie wody i wypiłem szybko dla orzeźwienia. Dlaczego je zabrała? Nie mogłem tego znieść. Myślałem, że ona jest inna. Nie sądziłem, że umysłem i inteligencją dorównuje Beth. Zdecydowanie nie chciałem jej więcej widzieć. Schowałem zdjęcie do sejfu ukrytego pod dywanem. Tutaj nikt nie powinien go znaleźć. Po co jej było potrzebne?
- Jesteś żałosny Leon... Powinienem stąd zniknąć- powiedziałem siadając na łóżku. To byłaby doskonała decyzja jakbym się stąd wyniósł i nigdy nie wrócił. Zamknąłem oczy próbując się uspokoić. Może wyprowadzka nie byłaby złym pomysłem. Gdzieś gdzie nikt mnie nie znał i mógłbym zacząć nowe życie. Nie wiedziałem czy to dobry pomysł. W końcu co miałbym ze sobą zrobić? Tu było moje życie i mój dom. Może gdybym odwiedził TAMTO miejsce udałoby mi się uporać ze wspomnieniami? Od ich śmierci nie byłem tam ani razu.



Erica

Odetchnęłam z ulgą kiedy zniknął, chociaż łzy nadal leciały po moim policzku. Zdecydowanie nie chciałabym przeżywać tego po raz drugi. Był straszny. Gdyby nie Erasm, już dawno bym zrezygnowała z pomaganiu mu i zajęła się swoimi obowiązkami. Nie chciałam go już więcej widzieć. Skoro wiedział, że zdjęcie było u mnie, mógł spokojnie podejść i poprosić o zwrot. On oczywiście musiał się na mnie rzucić, jakby nie było innej opcji. Nawet nie chciałam tego, aby nasze relacje się kiedykolwiek poprawiły.
Otarłam szybko łzy widząc, że ktoś idzie. W pewnej chwili przestraszyłam się, że Leon postanowił wrócić i wyładować na mnie złość. Na moje szczęście, lub nieszczęście, obok mnie pojawił się szef. Jego wizyta wcale nie była lepsza. Zapewne pojawił się tutaj za sprawą Leona, zresztą jak zawsze. Widywałam szefa tylko po to, aby dowiedzieć się, że mam przestać przeszkadzać temu głąbowi i dostać upomnienie. Jeśli tym razem dowiedział się o smokach wody, mogłam zacząć pakować swoje rzeczy, bo dnia następnego będę musiała opuścić to miejsce. Zawsze coś musiało skomplikować moje życie. Tylko dlaczego spotykało to mnie? Było tylu opiekunów, ale akurat ja muszę być ciągle prześladowana i bronić się przed innymi. Nikt inny nie ma takich problemów, nie musieli cały czas spotykać Leona i znosić obecność Brth. Tylko ja...
Wstałam szybko próbując tutaj posprzątać. Przynajmniej będzie czysto w ostatnich minutach mojej pracy, bo zapewne więcej czasu mi nie zostało.
Wzięłam na ręce przestraszonego malucha, przytulając go do siebie. Na pewno nie było łatwo patrzeć mu na to wszystko. Przynajmniej jemu się nic nie stało a to było najważniejsze. Nigdy bym sobie nie wybaczyła gdyby z mojej winy ucierpiały niewinne stworzenia. Obiecałam zawsze je chronić przed niebezpieczeństwem.
-Musimy porozmawiać. - wstrzymałam oddech słysząc jego głos. Wstałam niepewnie spoglądając na szefa. Nie wiedziałam co dokładnie ode mnie chciał. Nigdy wcześniej nie fatygował się, aby do mnie przyjść, po prostu byłam wzywana do jego gabinetu. Czy moje zwolnienie było aż tak pilne? - Musisz pomóc Leonowi- na te słowa spojrzałam na niego zdezorientowana.
Mark dokładnie opowiedział mi historię Leona i poprosił o to, abym pomogła mu się uporać z tym wszystkim. Słuchałam dokładnie, a smoczek usnął w moich ramionach.
Cała ta historia była straszna. Nigdy wcześniej nie wiedziałam, że stracił matkę i siostrę w tak okrutny sposób. Niejednokrotnie słyszałam, że jakiś smok kogoś zaatakował, jednak nigdy nie byłam świadkiem tej sytuacji. Teraz wiedziałam dlaczego był aż tak chłodny i nienawidził smoków. Nie znaczyło to jednak, że powinien się tak zachowywać. Też groziło mi kiedyś z ich strony niebezpieczeństwo, ale nigdy ich nie znienawidzilam, próbowałam jedynie zrozumieć, dlaczego tak się stało. Po tym co się przed chwilą wydarzyło nie wiedziałam czy powinnam się tego podjąć. Nie chcialam się już do niego zbliżać. Bałam się go bardziej niż smoków wody. Pocałunki całkowicice poszły w niepamięć, zastąpione sceną z dzisiejszego wieczora. Mimo to zgodziłam się, chociaż sama nie wiedziałam po co. Nawet nie miałam pojęcia jak mam to zrobić.



Leon

Nie spałem całą noc. Podniosłem się z łóżka i poszedłem prosto do smoka. Nie kłopotałem się tym aby się wykąpać czy choćby przebrać. Na śniadanie także nie poświęciłem swojego cennego czasu. Rzuciłem smokowi kawałki mięsa aby się czymś zajął kiedy ja będę w spokoju czyścił jego łuski. Jego mięśnie jeszcze były rozpalone więc nie mogłem go zmuszać do wysiłku. Musiał odpocząć póki nie będzie gotowy całkowicie się poświęcić treningowi. Na nikogo nie zwracałem uwagi. Caspar poszedł w zapomnienia, a Erica całkowicie przestała mnie interesować. Byłem wściekły na siebie za wczorajszy wybuch gniewu. Powinienem zachować zimną krew, ale kiedy odkryłem, że ostatnia cenna rzecz zniknęła nie potrafiłem się opanować.
-Masz tu posprzątać zanim wrócę. Ten plac ma lśnić-warknąłem na mojego pomagiera, a sam udałem się na siłownię. Zrzuciłem na ziemię kurtkę i koszulkę pozostając w samych spodniach. Od razu zabrałem się za ćwiczenia. Przebiegłem chyba z sześć kilometrów, a następnie zająłem się ćwiczeniami na mięśnie brzucha. Nie musiałem już ich robić, ale wolałem zachować systematyczność. Po skończonym treningu wskoczyłem pod prysznic i zmyłem z siebie pot i brud poprzedniego dnia. Wyszedłem z sali na dwór gdzie promienie słońca zaczęły ogrzewać moją skórę. Mokre włosy opadały na czoło. Nie miałem już siły na nic innego jak oporządzenie smoka. Wziąłem z szopy narzędzie potrzebne do dokładnego wyczyszczenia łusek. Nie zważałem czy smokowi się to podoba czy nie po prostu zacząłem wykonywać swoją robotę. Była to długa i mozolna praca. Trzeba było wyczyścić dokładnie każdą łuskę co wymagało poświęcenia na to dużo czasu. Nie musiałem tego robić, ale wolałem czymś zająć myśli. Odetchnąłem kiedy połowa już była za mną a poranek przechodził w popołudnie. Słońce grzało więc tak jak wcześniej pozbyłem się koszulki pozostając w samych spodniach. Te łuski, które zdążyłem wyczyścić już lśniły czystością. Byłem zadowolony z pracy, a Casparowi dałem dzień wolny aby nie plątał się pod nogami. Eric'i unikałem cały dzień. Nie miałem ochoty więcej z nią rozmawiać. Powinna zająć się sobą i unikać mnie jak ognia. Przeze mnie płakała, ale sama sobie była winna. To nie ja ukradłem jej własność, nie ja grzebałem w jej rzeczach. Czemu tego nie potrafiła zrozumieć. Nie miała prawa mieszać się w moje sprawy. Obiecałem sobie kiedyś, że jeśli ktoś dowie się o mojej historii od razu stąd zniknę. Na razie dobrze sobie radziłem z ukrywaniem tego i oby tak pozostało.



Erica

Z rana nie stawiłam się u Erasma, wiedząc, że Leon tam będzie. Bałam się jego reakcji. Po wczorajszej rozmowie z szefem przemyślałam kilka rzeczy, chociaż nadal nie wiedziałam jak się za to zabrać. Może jednak nie był taki zły na jakiego wyglądał. Był poniekąd podobny do smoków, po prostu potrzebował trochę ciepła. Być może nawet będzie w stanie inaczej spojrzeć na te istoty i przestanie się obwiniać za to, co w tedy się wydarzyło. Ta jedna historia potrafiła odslonić wiele tajemnic, dzięki którym mogłam go lepiej poznać.
Przez długi czas unikałam kontaktu z nim, nie chcąc się nawet pokazywać. Nie mogłam tchórzyć cały czas. Kiedy go zobaczyłam, powróciły wspomnienia pocałunku, tego pierwszego, po czym został on zastąpiony tym ostatnim. Przełknęłam głośno ślinę na samą myśl o tym.
Podeszłam do chłopaka ostrożnie, nie chcąc zdradzić swojej obecności. Stanełam tuż zanim. Musiałam się w końcu odezwać i chociaż spróbować to wytłumaczyć. Otworzyłam usta, jednak od razu zrezygnowałam. Opuściłam głowę biorąc głęboki wdech.
-Przepraszam... - wyszeptałam. -Nie chciałam go zabrać. Kiedy wzięłam je do ręki, w tym momencie wrócił Casper. Miałam je zwrócić następnego dnia. Miałam nadzieję, że nie zauważysz... - mruknęłam pod nosem.
Może i go przepraszałam i chciałam pomóc, ale tym razem nie pozwolę, aby aż tak się do mnie zbliżył i robił co chce. Po wczoraj ani trochę mu już nie ufałam, tak jak i nie chciałam, aby kiedykolwiek mnie jeszcze całował. Te pocałunki które były i tak nie znaczyły, zrobił to jedynie dla zabawy, więc tym bardziej nie widziałam żadnych przeszkód, aby o tym zapomnieć.
-Wczoraj był u mnie szef. Opowiedział co ci się przytrafiło. Poniekąd rozumiem teraz twoje zachowanie. Poniekąd, bo większość nadal jest dla mnie wielką zagadką. - mówiłam cicho i niepewnie. Po wczoraj bałam się spojrzeć mu nawet w oczy. Nie wiedziałam co mogę w nich ujrzeć, czy znowu mnie nie zaatakuje, czy jego zachowanie w stosunku do mnie się nie pogorszy. I tak było już źle, ale wiedziałam, że mogło być o wiele gorzej.



Leon

Odwróciłem się słysząc jej głos. Patrzyłem na nią uważnie. Wyglądało na to, że naprawdę nie chciała zabrać tego zdjęcia. Może nie powinienem aż tak gwałtownie reagować. Wciągnąłem głośno powietrze w płuca i uśmiechnąłem się tym samym chłodnym uśmiechem co zawsze.
-Ja także przepraszam. Więcej się coś takiego nie powtórzy- powiedziałem poważnie spoglądając jej w oczy. Miałem nadzieję, że wszystko wróci do normy. Poprawiłem włosy i zamarłem z ręką w górze. Spojrzałem na dziewczynę kiedy powiedziała, że wszystko wie. Mark doskonale wiedział, że to ukrywam. Wiedział dlaczego, a mimo to i tak mnie zdradził. Tak naprawdę okazywało się, że nie był moim przyjacielem. Patrzyłem jej prosto w oczy pustym spojrzeniem. Nic już nie miało dla mnie sensu. Moje najgorsze obawy się sprawdziły. Dopuściłem do siebie ludzi zbyt blisko wystawiając się jedynie na kolejne zranienia. Mój wzrok przed chwilą pusty teraz stał się lodowaty.
-Nie miał prawa ci o niczym mówić. Najlepiej zrobisz jak o wszystkim zapomnisz. Od jutra już nie będziemy razem pracować. Choćbym miał zrezygnować z trenowania Erasma, nie pozwolę abyś ciągle koło mnie się kręciła i wtykała nos w nie swoje sprawy- powiedziałem tak zimnym głosem, że nawet mnie to zmroziło. Nie miałem jednak wyjścia. Choćby nie wiem jak mnie wcześniej pociągała w tym momencie nie chciałem jej znać. Ani jej ani Marka. Mieszali się w coś czego żadne z nich nie rozumiało. Chciałem jedynie świętego spokoju. Nie prosiłem o wiele więc mogli sobie darować. Ja się w ich życie nie mieszałem. Nie pytałem dlaczego bała się wodnych smoków, bo to nie była moja sprawa. Wyszedłem z placu i natknąłem się na Caspara. Nawet teraz nie chciałem pozwolić aby zbliżył się do Eric'i. Od razu nakazałem mu wyczyszczenie łusek wodnemu smokowi. Przynajmniej miałem pewność, że się wtedy nie spotkają. Usiadłem sobie na trawie próbując pozbierać myśli. Już nawet nie byłem pewny co robić. Najlepiej było stąd odejść, pytanie tylko gdzie. Przymknąłem oczy. Moja twarz nie zdradzała żadnych uczuć i tak miało pozostać. Niech Erica zabawia się z kimś innym a mnie zostawi w spokoju. Dość już namieszała. Najpierw wtargnęła do mojego pokoju w rocznicę ich śmierci, potem ukradła zdjęcie, a teraz to. Za bardzo się we wszystko mieszała.



Erica

Uśmiechnęłam się delikatnie słysząc jego przeprosiny. Może jednak nie był taki zły, skoro był w stanie mnie za tamto przeprosić. Szybko jednak ten uśmiech zniknął. Nie był zbytnio zadowolony z tego, że dowiedziałam się prawdy. tylko nie rozumiałam co w tym było takiego złego. Nie powinien być sam w takich chwilach, nie można się od wszystkich całkowicice odseparować udając, że wszystko jest dobrze.
-Nie chcę o tym zapomnieć. Co ci da, że zrezygnujesz z trenowania go? Teraz na pewno tak łatwo nie odpuszczę, bo wiem jaki jest powód twojego zachowania. Chcę ci jedynie pomóc, ale jak zawsze jesteś uparty. I tak się będziemy spotykać, więc co ci to da? - spojrzałam poważnym wzrokiem w jego oczy. Były całkowicie chłodne, jakby nie chciał pokazywać swoich emocji. Tym razem mnie tak łatwo nie spławi. Mógł dalej mną pomiatać, zdążyłam się już do tego przyzwyczaić, ale zrobię to, co obiecałam i mu pomogę. W końcu znajdę sposób, aby do niego dotrzeć, choćbym każdego dnia miała przychodzić do jego pokoju i siedzieć pod jego drzwiami.
Ruszyłam za nim, siadając obok niego na trawie. Musiał w końcu ze mną porozmawiać. Może i nie interesował się moim życiem, ale ja jego owszem i w końcu dopnę swego ,czy tego chce, czy też nie. Nie miał zbyt dużej decyzji. Jedyne co mu w tej chwili mogło pomóc to sprawienie, że mnie zwolnią.
-Dlaczego cały czas się przed wszystkimi chowasz i tłumisz w sobie emocje? To dlatego w tedy piłeś? Dalej myślę, że są lepsze sposoby na wyładowanie emocji. Nie powinieneś obwiniać się za coś, na co nie miałeś wpływu. Nie jest to łatwe, ale nie można za błędy jednego nienawidzić wszystkich. Nie każdy smok jest dobry i posłuszny, nie znaczy to, że masz znęcać się nad wszystkimi. - na pewno tak łatwo się ode mnie nie uwolni. - Będę chodzić za tobą tak długo, póki ze mną nie porozmawiasz. Dzień w dzień, aż będziesz miał dosyć i ulegniesz. Powinieneś dać sobie pomóc zamiast cały czas uciekać i udawać, że wszystko jest w porządku, bo nie jest. Kiedyś się uśmiechałeś, prawda? Tak jak na tym zdjęciu. Więc dlaczego to się zmieniło?


Leon

Widząc, że dziewczyna idzie w moją stronę zacisnąłem mocniej dłonie w pięści. Miałem dość jej towarzystwa. Nie interesowało mnie co ma mi do powiedzenia czy do zaofiarowania. Usiadłem sztywno patrząc na wszystko pustym i zimnym wzrokiem. To mnie trzymało przy życiu. Rozpracowanie jak działa i myśli każdy smok aby w razie niebezpieczeństwa można było uratować niewinne życie. Żaden smok nie należał do tych dobrych. Podniosłem się sztywno kiedy ona usiadła. Dopuszczenie jej do siebie byłoby największym błędem w moim życiu.
-Znowu przyszłaś mi prawić kazania, że znęcam się nad twoimi smoczkami? Nie musimy się widywać. Mogę zmienić zawód, który nie będzie ani trochę kolidował z twoim. Nie interesuje mnie czego ty chcesz. Jak zwykle pchasz swój nos w nie swoje sprawy. Nie wszyscy chcą twojej pomocy. Nie ważne jest jak było kiedyś - jest tu i teraz. Nadal się uśmiecham jakbyś nie zauważyła.- mówiąc to posłałem jej lodowaty uśmiech. Ściągnąłem klucz z szyi i rzuciłem go jej pod nogi. Tego chciała od samego początku. To po to za mną łaziła. Nie zależało jej na niczym innym niż na smokach. Mogła sobie chodzić za kim chciała, ale nie za mną. Nie jej sprawą było czy piłem czy się kaleczyłem a może i głodziłem.
-Czy ja wciskam się w twoje życie? Hmmm Nie! Nie pytam dlaczego się boisz wody, bo mnie to nie interesuje rozumiesz? Z nikim nie rozmawiam, a ty nie będziesz wyjątkiem-dodałem na odchodne odwracając się do niej plecami i idąc w stronę gabinetu Marka. Powinniśmy sobie coś wyjaśnić. Wszedłem tam bez pukania patrząc na niego groźnie. Ten jedynie posłał mi przyjazny uśmiech jakby nic się nie stało. Wrzeszczałem na niego przez dobrych pół godziny póki w końcu zrozumiał jak bardzo mnie tym zranił. Wiedział ile to dla mnie znaczy. Rzuciłem wazonem z kwiatami o ziemię domagając się zmiany pracy. Musiał mnie posłuchać za to co zrobił. Widziałem teraz w jego oczach wyrzuty sumienia. Wybrałem patrolowanie okolicy. Nie będę musiał się wtedy widywać z Eric'ą i nic nie będzie stało na przeszkodzie aby żyć tak jak do tej pory. Nie na tym polegała przyjaźń, że zdradzało się wszystkie sekrety. Zamknąłem się w mieszkaniu na klucz nie wpuszczając nikogo, a z samego rana nim wszyscy jeszcze wstali wyruszyłem na patrol. Tak minęły trzy dni. Unikałem dziewczyny choć ta wymyślała coraz lepsze metody aby się ze mną spotkać. Żadna próba się nie powiodła. Zmęczony zsiadłem ze smoka i przypiąłem go łańcuchem. Byłem wykończony. Ostatnio prawie nie spałem ani nie jadłem. Wbrew temu, że nie chciałem więcej widzieć tej dziewczyny ciągle pragnąłem jej ust tak samo jak całego ciała. Nie pozbyłem się pożądania choć niemal tak samo jak jej pożądałem to nienawidziłem. Myślałem, że niektóre rzeczy wrócą do normy, ale przez nią nie miałem co na to liczyć.



Erica

Spojrzałam na niego smutno. Skoro tak bardzo mnie nienawidzi i od początku nie chciał mojego towarzystwa, po co w ogóle to zaczynał? To on zaproponował, abym przychodziła do smoka i to on mnie w tedy pocałował. Od początku wiedziałam, że to nic nie znaczylo, kazał mi o tym zapomnieć, ale sam to powtórzył! Bawił się mną, bo tak było mu wygodnie. W rzeczywistości było mu to obojętne. Nie ważne z kim, byle fajnie spędzić czas. Skoro nie miał przy sobie innej dziewczyny zwyczajnie zadowolił się tym co było pod ręką, czyli mną. Niepotrzebnie zgadzalam się na tą pomoc, na te pocałunki, na wszystko! Były z nim same problemy.
Próbowałam z nim porozmawiać w następnych dniach, ale mnie unikał. Erasmem zajmowałam się wraz z casperem, a raczej korzystałam z jego pocy przy opiece nad smokiem. Przez to, że Erasmus został be, opieki koordynator uznał, że powinnam opiekować się też innym smokiem, który jest w czasie treningu. Przez to miałam jeszcze więcej pracy i mniej czasu na spanie. Byłam bardziej wyczerpana niż wcześniej, a co najgorsze, nic nie mogłam na to poradzić. Nie było nawet chwili, aby to odespac. Nie jadłam praktycznie nie , przez co mój stan się jedynie pogorszył.
W trakcie opieki nad młodymi upadłam na kolana. Nie miałam już sił aby chociaż wstać. Podbiegło do mnie kilka osób, po dłuższym czasie zebrali się gapie. Nawet beth musiała tutaj przyjść, aby nie kolejny powód do śmiechu. A ja nie mogłam jej nawet odpyskować. Trwało to zaledwie chwilę. Wszystko przed moimi oczami rozmazało się. Słyszałam jeszcze jakieś krzyki i śmiechy, jednak nic więcej nie byłam w stanie dostrzec. W końcu straciłam przytomność.



Leon

Sprzątałem właśnie swoje stanowisko kiedy usłyszałem krzyki nieopodal.  Od razu poszedłem w tamtym kierunku.  To był plac opiekunów,  ale nie bardzo rozumiałem co mogło się wydarzyć.  Widząc Eric'e leżącą na ziemi zesztywniałem.  Wściekłość mnie ogranęła kiedy nikt nawet nie podszedł do niej sprawdzić czy coś sie stało.  Wszyscy tylko sie patrzyli. Tłum mnie przepuścił jak tylko ludzie zobaczyli kto chce przejść.  Szepty natychmiastowo umilkły.  Podniosłem delikatnie dziewczynę z ziemi i ułożyłem w swoich ramionach.
- A wy nie macie co robić? Skoro nie potraficie pomóc to zabierać się do roboty zanim szef się o wszystkim dowie. - jak za dotknięciem magicznej różdżki ludzie wrócili do swoich zajęć.  Dotknąłem twarzy dziewczyny.  Wyglądało na to,  że spała ale nie było jej nic poważniejszego.  Była po prostu wyczerpana.  Jak mogła doprowadzić się do takiego stanu? Nakazałem jakiemuś uczniowi zdobyć dużo jedzenia i przynieść je na pierwsze piętro do pokoju dziewczyny.  Nie musiałem mu więcej tłumaczyć.  Erica nie miała gorączki więc nie było wielkich powodów do zmartwień.  Chyba... Wchodząc do jej pokoju już drugi raz z rzędu zauważyłem,  że tym razem panuje tu bałagan.  Położyłem dziewczyne na łóżku i otworzyłem okno, które znajdowało się tuż obok łóżka.  Mieszkanko było mniejsze od mojego ale urządzone bardzo ładnie. Wszystkie meble wyglądały na nowe.  Okryłem dziewczyne kołdrą i nie wiedzieć czemu ucałowałem ją w czoło.  Po prostu miałem na to ochotę.  To nic nie znaczyło.  Usłyszałem pukanie do drzwi od razu je otworzyłem i zabrałem tace ze stosem jedzenia. Były tam rogaliki, jajecznica, jakaś szynka i stosy małych ciasteczek. Usiadłem w fotelu przyglądając sie jej śpiącej twarzy. To że jej nienawidziłem nie znaczyło, że miałem ją tam zostawić. Teraz jednak mogłem już odejść. Czemu wiec nadal tu siedziałem? Nadal uważałem że za bardzo wtyka nos w nie swoje prawy i na pewno nie zdradzę jej nic z mojej przeszłości. To było zbyt bolesne. Świadomość, że zawiodło się całą rodzinę w tak krótkim czasie. To wszystko było moją winą... Założyłem nogę na nogę i przywołałem zimny wyraz twarzy. Nikt nie powinien zobaczyć że cierpie i potrafie odczuwać ból. Wtedy zbyt łatwo można było człowieka zranić.


Erica


Poczułam coś ciepłego, instynktownie się w to wtulając. Nie wiedziałam skąd pochodziło źródło ciepła, jednak wystarczyło mi tyle, że jest. Nawet nie wiedziałam co się ze mną działo. Po raz kolejny. Wcześniej przynajmniej straciłam przytomność w swoim pokoju, kiedy nikt o tym nie wiedział. Miałam zdecydowanie zbyt dużo zajęć. To było bez znaczenia. Oprócz młodych musiałam zajmować się Emeraldem, smokiem ziemi, do którego przydzielił mnie koordynator. Erasm w chwili obecnej nie posiada trenera, więc uznano, że nie potrzebuje tak dużej uwagi, a ja nie mogłam go po prostu zostawić. Nie wiadomo kiedy przydzielą do niego nowego trenera, mogło to trwać nawet tydzień. Na pewno by długo nie wytrzymał przypięty łańcuchem, bez towarzystwa, jedynie karmiony. Porzucenie go byłoby zbyt okrutne. Obiecałam mu, że będę jego opiekunką póki nie zakończy szkolenia i miałam zamiar dotrzymać obietnicy.
Otworzyłam powoli oczy unosząc się na ręce. Niespokojnie otarłam oczy. Ile tym razem spałam? Przez ostatnią wpadkę niewiele brakowało, abym spóźniła się do smoka. Na szczęście Erasm nie był na tyle okrutny, aby rozliczać mnie z każdej minuty. Przynajmniej on jeden...
-Co ja tutaj robię? Znowu to samo... Musze iść do Emeralda.- mruknęłam sama do siebie. Nie ważne kto mnie tutaj przyniósł. Wytłumaczę się chwilowym zasłabnięciem i wrócę do pacy. Koordynator nie będzie zadawał innych pytań i to mi wystarczyło. Nie potrzebowałam wolnego. Casper i beze mnie miał dużo obowiązków, do tego pomagał mi w opiece nad Erasmem. Mogłam mu za to jedynie dziękować. Leon już z tego zrezygnował. Nie ważne, nie obchodziło mnie to. Mógł sobie robić co chce i tak nie chciał ze mną rozmawiać, czy nawet mnie widzieć. Najgorsze było to, że cały czas martwiłam się o tego głupka i nie mogłam przestać o nim myśleć.
Usiadłam powoli na brzegu łożka i poprawiłam kombinezon. Powinnam ruszać dalej, jeśli nie chcę się spóźnić i otrzymać kolejnej kary. W tedy na pewno nie będzie mi dane spać przez dwa dni, bo będę jedynie pracować.
Wstrzymałam oddech. Dopiero teraz wyczułam czyjąś obecność. Mój wzrok spoczął na Leonie, który siedział w fotelu patrząc na mnie swoimi zimnymi oczyma. Po co w ogóle tutaj przychodził i siedział? Nikt go o to nie prosił. Było tutaj tyle osób, więc dlaczego w tym momencie trafiłam akurat na niego?
-Nie powinno cię tu być...- mruknęłam pod nosem odwracając od niego wzrok. Nie były mi potrzebne kazania na temat mojego zdrowia. Na miskę z jedzeniem nawet nie spojrzałam. Na samą myśl o tym robiło mi się niedobrze. Sam powiedział, że mogę tracić przytomność gdzie chcę, byle to nie było na jego terenie, aby nie miał problemów. Zadanie wykonane, zrobiłam to z dala od niego. Sam przyznał, że ani trochę się mną nie interesuje, więc po co w ogóle mnie tutaj przynosił? Równie dobrze mógł zostawić mnie na placu.
Spojrzałam na drzwi kiedy rozległo się pukanie. Do środka wszedł Caspar. Wyglądał na zmartwionego całym tym zajściem.
-Słyszałem, że straciłaś przytomność. Przyszedłem sprawdzić jak się czujesz.- powiedział łagodnie wchodząc głębiej do pokoju.
-Dobrze. Wybacz, że znowu musiałeś zająć się za mnie Erasmem. Po pracy przyjdę go umyć. - powiedziałam szybko, aby jakoś ukryć swoje osłabienie. Nie miałam już nawet sił na to, aby się uśmiechnąć.


Leon

Spojrzałem na nią kiedy w końcu się obudziła i usiadła na łóżku. Nie powinna tego robić, ale słowem jej tego nie powiedziałem. Założyłem dłonie na piersi tylko obserwując. Mnie nie powinno tu być, a ona nie powinna mdleć. Całkowicie zaniedbała swoje podstawowe potrzeby. Przynajmniej ja byłem przygotowany na każde jej pytanie, gotowy aby je w każdej chwili zbyć. Wtedy mnie zaskoczyła, ale tym razem się już to nie powtórzy. Zacisnąłem mocno dłonie kiedy Caspar nieproszony wpadł do pokoju. Tego było jak na jeden dzień za wiele zwłaszcza, że Erica wyglądała jakby szykowała się do pójścia do pracy.
-Może jak skończysz poszlibyśmy...- zaczął, ale nie słuchałem go dalej. Nie mogłem dopuścić do tego aby ona się z nim umówiła. Podniosłem się powoli i podszedłem do chłopaka. Dopiero teraz zauważył moją obecność co dało mi niemałą przewagę. Od razu widać było, że się przestraszył choć próbował to ukryć.
-Coś mi się wydaje, że masz jeszcze kilka zajęć dzisiejszego dnia. Może i nie jesteś już moim bezmózgim pomagierem, ale znam twojego nowego koordynatora i na pewno jak mu powiem, że uciekasz od zajęć nie będzie zadowolony. Zresztą jak widzisz ona ma już opiekuna więc możesz spokojnie wracać do pracy-powiedziałem uprzejmie, ale z groźbą w głosie. Zrozumiał aluzję. Moje słowa zabrzmiały jakby Erica należała do mnie, ale nie przejąłem się tym. Zawsze mogłem potem powiedzieć, że chciałem zabawić się kosztem małej opiekunki nawet jeśli nie była to prawda. Chłopak cały się spiął i bez słowa opuścił pokój. Chciał się z nią umówić... Jego niedoczekanie. Zamknąłem drzwi i odwróciłem się na pięcie do dziewczyny, która nadal siedziała na łóżku. Bez słowa zacząłem grzebać w jej szafie aż znalazłem jakąś piżamę. Rzuciłem ją w Eric'e tak, że wylądowała na jej kolanach.
-Teraz się ładnie przebierzesz i wrócisz do łóżka. Nie zamierzam z tobą dyskutować. Nie myśl, że stąd wyjdziesz Mark nie pozwoli ci wrócić do pracy aż do następnego dnia. Jak tylko skończysz masz zjeść.- mruknąłem. Nie zamierzałem wysłuchiwać żadnego słowa sprzeciwu. Usiadłem z powrotem w fotelu. Każde słowo przeze mnie wypowiedziane było chłodne i nie dało się usłyszeć w nich ani grama troski. Nie ważne, że martwiłem się tym, że ta idiotka nic nie jadła i katowała się bo smoki jej potrzebowały. Na pewno powiem Markowi aby dopilnował zmianę jej zajęć i zabronił jej opiekowania się tyloma smokami. Musiała wybierać czym chce się zająć, a nie robić tysiące rzeczy na raz. Patrzyłem jej w oczy. Nie zamierzałem ustąpić. W tym momencie to ja byłem panem sytuacji i dobrze wiedziała, że nawet jakby chciała to mnie stąd nie wyrzuci. I tyle mi przyszło z unikania jej. Musiałem to jakoś wytrzymać, ale inaczej się nie dało. Jeśli ktoś jej nie przypilnuje to gotowa była nawet doczołgać się do tych smoków. Poświęcała się jak  małe głupie dziecko i to dla takich potworów jak one. Tego nie pojmowałem w szczególności. Może i niektórzy lubili te gady, ale dla mnie były jedynie potworami gotowymi zaatakować w każdej chwili. Żadnemu nie ufałem ani trochę. Nawet młode były w stanie narobić niesamowitych szkód i skrzywdzić niejednego opiekuna. Doskonale wiedziałem jak wyglądała ich praca i wiedziałem, że nie należała do najlżejszych. Nie zmieniało to jednak faktu, że wszystkim dookoła mogłem mówić coś innego. Gdybym zrobił inaczej ktoś mógłby pomyśleć, że się przejmuje i mam uczucia.



Erica

Nieszczególnie zależało mi na tym spotkaniu, jednak chciałam się zgodzić. Casper cały czas mi pomagał odkad się tutaj zjawił. Mimo obowiązków zawsze znajdował czas również dla mnie. To było bardzo miłe z jego strony. W przeciwieństwie do Leona interesował się też innymi i nie patrzył na czubek własnego nosa. Był zdolny do poświęcenia. Leon był całkowitym jego przeciwieństwem.
Spojrzałam osłupiała kiedy ten głupek się wtrącił. Jak on w ogóle śmiał? Twierdzi, że nie wpycha się w moje życie, ale prawda była taka, że cały czas to robił. Rządził mną i o wszystkim decydował, jakbym była jego własnością. Nie mogłam nawet wyjść z przyjacielem, bo JEMU to nie odpowiadało.Przyjął sobie za cel zniszczenie mojego życia?
Jego zachowanie jest cały czas sprzeczne. Najpierw mnie nienawidzi, później się do mnie przybliża, by za chwilę odepchnąć a teraz sobie ubzdurał, że będzie mnie pilnował? Na zbyt wiele sobie pozwalał. Miałam go już dosyć. Dlaczego więc nie odezwałam się nawet słowem? Nie chciałam go tutaj. Wolałam dalej pracować i się przemęczać nić odpoczywać w jego towarzystwie. Był wkurzający.
-A ja nie mam zamiaru cię słuchać. Marka ani trochę nie powinno obchodzić moje zdrowie. Chcę iść do pracy i to moja decyzja. Nie jestem już opiekunką twojego smoka, więc nie muszę już słuchać twoich poleceń i ciągłych narzekań - powiedziałam poważnie. Wstałam trzymając się ramy łóżka, starając się, aby wyglądało to jak najbardziej naturalnie. Wszędzie było lepiej niż przy nim. Nie był tu z troski, tylko dla własnego interesu. Jeśli w ogóle tak można było nazwać rządzenie moim życiem. Jaki w ogóle miał w tym cel? Upokarzanie mnie się nie udało, więc chciał zniechęcić do mnie wszystkich ludzi, abym całkowicie została sama? No tak, bo przecież dzięki temu zrezygnuję dobrowolnie z tej pracy, jeśli w nikim nie będę mieć oparcia.
Stanęłam przed lustrem poprawiając swoje włosy. Nie mialam już czasu, aby przebrać się w czysty kombinezon. Przy nim bym tego nawet nie zrobiła. Czy on w ogóle słyszał o czymś takim jak prywatność? Jeszcze byłam w stanie znieść jego towarzystwo, ale na pewno nie będę się przed nim rozbierać.
-Poza tym to twoja wina. Koordynator stwierdził, że skoro Erasm nie trenuje powinnam zostać przydzielona do smoka, który jest w czasie treningu. Wszystko przez to, że zachciało ci się zmienić pracę. Przynajmniej Casper jest na tyle miły i mi pomaga. Gdyby nie on zapewne w ogóle nie miałabym czasu na sen. - powiedziałam poważnie. Leon  był samolubny i nie interesował się tym co stanie się po jego odejściu, że na innych spadnie ten obowiązek. Liczyło się tylko to, że on miał lepiej. Teraz przynajmniej wiedziałam, że Mark jest jego przyjacielem. Nic dziwnego, że bez słowa sprzeciwu go przeniósł.



Leon

Wstałem i stanąłem tuż za nią kiedy podeszła do łóżka. Jednym ruchem obróciłem ją w swoją stronę i spojrzałem w jej oczy. Nie były całkowicie niebieskie, tak jakby czasem błyskały zielenią. Oparłem się jedną dłonią o lustro na ścianie przybliżając się do niej jeszcze bliżej. Chciała na mnie zrzucić winę, a to ona siebie zaniedbała i mnie nic do tego.
-Będziesz się słuchać czy ci się to podoba czy nie. Wracasz do łóżka i na pewno z niego tak szybko nie wyjdziesz- błysnąłem zębami w uśmiechu i podniosłem ją przerzucając ją sobie przez ramię jak worek ziemniaków. Szybkim krokiem podszedłem do łóżka i wrzuciłem ją na nie z powrotem można by powiedzieć mało delikatnie. Skoro nie chciała się słuchać to narzucę jej moją wolę czy tego chciała czy nie. Prychnąłem kiedy powiedziała, że Caspar jej pomaga. Oczywiście, że to robił, ale tylko dlatego, że liczył iż coś od niej uzyska. Ja na to jednak nie zamierzałem pozwolić. Gniewnie spojrzałem w jej twarz po czym uśmiechnąłem się słodko.
-A może przypomnimy sobie dlaczego zrezygnowałem z tej pracy? Jakbyś nie wtykała nos w nie swoje sprawy wszystko byłoby po staremu. Jak już wspomniałem Mark wielu rzeczy nie powinien, ale co się stało to się nie odstanie i jedyne co można zrobić to zapomnieć- mruknąłem. Z nią na pewno nie będę się dzielił wspomnieniami. Nie miałem najmniejszego powodu aby to zrobić. Z całą pewnością rozpowiedziałaby to wszystkim i nie miałby do mnie tutaj nikt szacunku. Musiałem uważać na swoją reputację. Ostatnie plotki o mnie mówiły, że zacząłem gustować w smoczych opiekunkach, a niektórzy obstawiają ile zajmie mi zaciągnięcie jej do łóżka. Musiałem jednak ich rozczarować, bo nie planowałem tego robić. Nie wyprowadzałem ich jednak z błędu. Jeśli plotki dojdą do tego pomagiera przynajmniej się od niej odczepi. Wyraźnie dałem mu do zrozumienia, że Erica należy do mnie i nie ma prawa się koło niej kręcić. Powody dla których to robiłem zatrzymałem dla siebie. Może jednak jakbym się z nią zabawił to to dziwne uczucie, że muszę ją mieć w końcu by minęło. Na pewno by minęło. Jedna noc by wystarczyła aby ta nudna dziewczyna całkowicie mi się znudziła. Mógłbym spróbować ją uwieść z korzyścią dla obu stron. Istniało coś czego pragnęła. Informacji...
-Mogę ci zaproponować układ. To czy się zgodzisz zależy od ciebie, ale pamiętaj, że jeśli już to zrobisz nie będzie odwrotu. Jedna szczera odpowiedź na twoje pytanie będzie się równała jednemu mojemu rozkazowi, który będziesz musiała spełnić bez mrugnięcia okiem. Spokojnie nie odpowiadaj od razu. Powiedzmy... Masz czas do końca dnia aby się zdecydować-powiedziałem niby od niechcenia. Ziewnąłem przeciągle. Cokolwiek by się działo nie zamierzałem jej dzisiaj wypuszczać z łóżka.



Erica

-Masz zbyt wysokie mniemanie o sobie skoro myślisz, że cały czas będę ci usługiwać. Jeśli musisz mieć komu rozkazywać, idź do swoich dziewczyn. Beth albo ta blondynka na pewno z wielką przyjemnością wypełnią twoje polecenia. Nawet nie będziesz musiał się wysilać. Oboje będziemy zadowoleni. - warknęłam. Nie wiem czemu, ale zdenerwowało mnie same wspomnienie o nich. Zwłaszcza ta blond zołza, która ostatnimi czasy coraz częściej się przy nim kręciła. Dziewczyna była ładna i bardzo chętnie spędzała z nim czas, dlatego tym bardziej nie rozumiałam co in tutaj robił. Miał każdą dziewczynę na skinienie palcem, ale musiał męczyć mnie, chociaż nawet się mną nie interesował. Jedynie wszystko niszczył. A teraz jeszcze dokłada mi karę za to, że nie stawię się do pracy. Koordynator nie bedzie przyjmował takiego wytłumaczenia jak zasłabnięcie czy utrata przytomności.
Zaczęłam się wyrywać kiedy mnie podniósł. Nie byłam workiem ziemniaków, aby tam mną rzucać!
-Nic by takiego się nie wydarzyło gdybyś nie był egoistycznym głupkiem, który myśli, że jest wielki i wspaniały, bo ma wysoką pozycję... - prychnęłam pod nosem. Usiadłam po turecku na łóżku, zakładając ręce na piersi. Jeśli nie chciał mnie wypuścić, znajdę inny sposób na ucieczkę. Już samo to, że zamknął mnie w moim własnym pokoju było beznadziejną komedią. Spróbuję uciec kiedy tylko zaśnie. Mój pokój był na pierwszym piętrze, więc nie było to jeszcze wysoko. Jakoś uda mi się wymknąć przez okno i bezpiecznie wylądować na ziemi. Nie musiałam już nawet iść do pracy, byle po prostu od niego uciec.
Miałam nadzieję, że po tym wszystkim zacznie się pomiędzy nami układać, ale on stał się jeszcze większym tyranem, a ja nie wiedziałam nawet dlaczego. Byłam niczym zwierzyna zamknięta w jego klatce, która musiała czekać na swój koniec. Albo chciał się na mnie zemścić. Nie tylko za to, że wiem, ale za te wszystkie plotki. Coraz więcej osób gada o tym, że spędzamy razem czas. Tyle, że ja nie miałam na to wpływu! Samantha jeszcze rozgadała wszystkim o tym pierwszym pocałunku. To nawet dla mnie był niczym cios poniżej pasa, bo nikt nie miał o tym wiedzieć.
Spojrzałam na niego niepewnie. Coś knuł. Widać było, że dokładnie wszystko zaplanował. Trochę obawiałam się tej propozycji, bo nie wiedziałam co dokładnie chciał ze mną zrobić. Mógł mówić co chce, ale nawet jeśli się zgodzę, nie miałam zamiaru robić wszystkiego. Nigdy nie spędziłabym z nim nocy, zwłaszcza w en sposób. Czułabym obrzydzenie do samej siebie, że dałam się potraktować gorzej niż jego panienki.
-Zgoda... - wyszeptałam nie spuszczając z niego wzroku. - Dlaczego jesteś taki chłodny i przed wszystkimi się zamykasz?


Leon

Uśmiechnąłem się jak zawsze kiedy wspomniała o dziewczynach. Wyraźnie jej się to nie podobało, a ja miałem ochotę jej się roześmiać w twarz. Każdego można było jakoś złamać. Nie było wyjątku. Gdyby trafił się godny mnie przeciwnik to i mnie by złamano. To nie była wielka tajemnica i nie miałem czego ukrywać.
-W tym momencie wolę spędzać z tobą czas. Kto wie może się jeszcze we mnie zakochasz. Beth ani Angelique tak samo jak inne dziewczyny nie uciekną. Mam czas. Nie zamierzam z niczego rezygnować.-odpowiedziałem na jej zaczepkę. Miała się mnie słuchać i tego dopilnuje choćbym miał siłą ją zmusić aby o siebie dbała. Mogła uznać, że to mój kolejny kaprys i po prostu doskwiera mi nuda więc się na nią uwziąłem. Czyż nie tak brzmiało najprostsze wytłumaczenie? To, że nie chciałem z nią pracować niczego nie zmieniało. Ciągle byłem tym samym człowiekiem, który do nikogo się nie przywiązuje i któremu na nikomu nie zależy. Taki już byłem i miałem zamiar być taki do końca życia. Pogratulowałem sobie w duchu kiedy się zgodziła. Ostrzegłem ją, że od tego nie będzie ucieczki. Udałem, że zastanawiam się nad jej pytaniem po czym wzruszyłem lekko ramionami. Dlaczego aż tak ją to interesowało?
- Po pierwsze przed nikim się nie zamykam po prostu nie lubię jak ludzie mieszając się w moje życie kiedy powinni zająć się sobą, a co do pierwszej części twojego pytania to nie pozwalam się po prostu do siebie zbliżyć. Chłód pozwala trzymać ludzi na dystans co nie znaczy się zamykam. Mark wie o mnie wszystko choć teraz widać jak wykorzystał te informacje.- powiedziałem na pozór lekko, ale w tych słowach było trochę prawdy. Za dużo prawdy jak na mój gust. Nie zamykałem się przed wszystkimi. Przynajmniej ja nie miałem takiego wrażenia. Przerzuciłem nogi na oparcie i spojrzałem na nią niby od niechcenia. Teraz była moja kolej. Błysnąłem zębami w uśmiechu.
-Teraz ty spełnisz mój rozkaz. Masz się przebrać w piżamę. Tutaj... Nie wychodzisz do łazienki, masz się przebrać tu-powiedziałem z cichym westchnieniem. Moja postawa wyglądała jakbym tak naprawdę miał to w nosie, ale mój wzrok śledził każdy jej ruch. Spiąłem się na myśl o tym, że mógłbym zobaczyć ją w bieliźnie. Uwiedzenie jej nie było złym pomysłem. Miałem jeszcze dużo rzeczy w planach. Nie odpuściłbym jej w tym momencie. Musiała spełnić moje życzenie w przeciwnym razie wiedziała że nie odpowiem na jej żadne pytanie.



Erica

-Zakochać w tobie? Chyba jesteś zbyt pewny siebie. - prychnęłam. Nie mogłabym dopuścić do czegoś takiego. Jedyne do czego by to doprowadziło to złamane serce. Nie wiedział co to znaczy być wiernym jednej osobie. Zmieniał dziewczyny jak rękawiczki, każdą noc spędzając z inną. Najczęściej widziałam go z Beth, ale innymi dziewczynami też nie gardził. Zapewne do niej biegał w tedy, gdy nie chciało mu się wysilać przy komplementach. Była mu wierna niczym pies, chociaż wiedziała, że biega do innych dziewczyn. Nienawidziłam takich facetów, dlatego trzymałam się z dala od Leona, aby nie skończyć tak jak ona. Chciałam czegoś więcej niż jedna noc.
Z uwagą słuchałam jego odpowiedzi. Nadal nie uzyskałam dokładnej odpowiedzi na swoje pytanie... Chciałam wiedzieć co było przyczyną jego zachowania, dlaczego się zmienił. Ta odpowiedź ani trochę nie była dla mnie satysfakcjonująca. Następne pytanie oznaczało następny rozkaz, nawet jeśli będzie dotyczyło tego samego. Sprytnie to sobie wymyślił.
Znieruchomiałam słysząc polecenie. Zdecydowanie był zboczeńcem, teraz już byłam tego pewna. Wolałam nie wiedzieć jak daleko się posunie i na czym się zakończy. Chciałam uzyskać jak najwięcej informacji w krótkim czasie, aby szybko uwolnić się z tego układu.
Wstałam niepewnie z łóżka. Jako pierwsze zdjęłam wysokie po kolana buty, pasek oraz zbroję, która zakrywała moją prawą rękę. Zawahałam się lapiąc się za pierwszy guzik kombinezonu. Próbowałam sobie wmówić, że to tylko ten jeden raz i musiałam przebrać się jedynie w piżamę. Jednak myśl, że to właśnie on mnie obserwował była zbyt krępująca. Może dla niego było to normalne, w końcu oglądał dziewczyny każdej nocy, dla mnie jednak było to coś nowego i zbyt wstydliwego.
Wzięłam głęboki wdech, szybko zrzucając z siebie wymięty kombinezon. Ułożyłam się tak, aby zakryć rozległą bliznę po lewej stronie mojego brzucha. Jeszcze szybciej ubrałam się w leżącą na łóżku piżamę. Fakt, że była to koszula nocna, która sięgała mi jedynie do połowy ud nie był ani trochę pomocny. Przez to wstydziłam się jeszcze bardziej. W tej chwili byłam nawet szczęśliwa, że nie dałam się na ostatnich zakupach namówić dziewczynom na to, aby wziąć bardziej przewiewną piżamę. Nigdy bym nie stanęłam przy nim w prześwitującej koszuli.
Usiadłam szybko na łóżku nawet na niego nie spoglądając. Domyślałam się, że miał ten sam obojętny wzrok co wcześniej, czym jedynie utrudniał mi to zadanie. Nie spuszczał ze mnie ani na chwilę wzroku a jednocześnie nie przejawiał żadnych emocji, był obojętny, jakby jedynie chciał sprawdzić na ile mam w sobie odwagi.
-Następne pytanie. Dlaczego traktujesz w ten sposób wszystkie smoki? Tylko jeden smok winny jest tamtemu wypadkowi, dlaczego więc nienawidzisz wszystkich? Każdy z nich jest inny.


Leon

Patrzyłem obojętnie, ale byłem okropnie zafascynowany tym jak wygląda jej ciało pod kombinezonem. Miała kształtne, pełne piersi i płaski brzuch. Długie nogi jedynie dodawały jej uroku. Założyłem nogę na nogę obserwując ją dokładnie. Żaden jej ruch nie umknął mojej uwadze. Uśmiechnąłem się kiedy się odwróciła, ale zaraz znowu chłodno na nią spoglądałem gdy na mnie spojrzała. Miałem na nią ogromną ochotę i gdybym mógł od razu poszedłbym z nią do łóżka. Na to jednak należało trochę poczekać. Nie ukrywałem, że chciałem dopiąć swego i na pewno w końcu mi się to uda. Usiadłem inaczej spuszczając nogi na ziemię i opierając brodę na pięści. Ciągle na nią patrzyłem. Próbowała zakryć jak najwięcej, ale nawet jej koszula nocna była zbyt krótka, aby ukryć jej uda. Zakrywała majtki, ale część było widać tak samo jak jej nogi. Ziewnąłem udając zmęczenie i wysłuchałem jej kolejnego pytania.
-Ze smokami jest jak z ludźmi z tą różnicą, że te działają bardziej instynktownie. Chce poznać każdego smoka i w razie potrzeby wiedzieć jak bronić siebie i innych. Nie zamierzam dopuścić do kolejnej sytuacji w której czyjeś życie byłoby zagrożone. Masz rację każdy smok jest inny i każdy może zaatakować czasem z innych powodów, ale zawsze, ale to zawsze w czasie zagrożenia działają instynktownie. Nie myślą w tym momencie.- odpowiedziałem na kolejne jej pytanie. Nie zdradzałem nic o sobie, a jednocześnie rzetelnie i zgodnie z prawdą odpowiadałem na jej pytania. Mówiłem co myślę, ale bez zbędnych według mnie szczegółów. Zadawała zbyt ogólne pytania jeśli chciała się czegoś dowiedzieć. Jeśli udałoby jej się zadać pytanie bardzo zahaczające o moją rodzinę miałbym trudności z ominięciem go. Patrzyłem jej w oczy zastanawiając się na zadaniem dla niej. W końcu uśmiechnąłem się niewinnie i oparłem się wygodnie.
-Chodź tu do mnie i usiądź mi na kolanach- powiedziałem jakby to nic dla mnie nie znaczyło. Miałem taką zachciankę i tyle. Ciężko mi było jednak panować nad sobą aby samemu do niej nie podejść i nie pocałować. Siedziałem więc nawet się nie poruszając i jedynie wzrokiem pożerałem jej ciało choć tak naprawdę dla kogoś z boku mój wzrok był zimny i nieprzyjemny. Po prostu chciałem się z nią przespać. Na pewno nie czułem do niej niczego więcej. Problem w tym, że odkąd poczułem to do niej inne kobiety przestały mnie interesować, a tak się nigdy nie zdarzało. Musiałem to przerwać im szybciej tym lepiej. Podobała mi się i nie wiedziałem czy jest sens to dalej ukrywać. Patrzyłem na nią wyczekująco aż spełni mój rozkaz.