wtorek, 28 lutego 2017

Piękna i Bestia Cz.1

Liam

Przeciągnąłem się spokojnie zauważywszy, że śpię na ziemi. Nienawidziłem kiedy tak się działo. Może i wyglądałem jak zwierzę, ale nie miałem najmniejszej ochoty się nim stać i tak się zachowywać. Nienawidziłem tego ciała i musiałem zrobić wszystko, aby się go pozbyć. Byłem potworem i to wszystko przez tą żałosną wiedźmę! Jak śmiała przyjść do mojego pałacu i jeszcze zrobić ze mnie byle bestię, której każdy się boi?!
Jedynie mój brat uchronił się przed tym losem. Nie wiedziałem jak tego dokonał, jednak nie mogłem mieć mu tego za złe. Od tamtej pory stał się moją prawą ręką i zajmuje się większością spraw związaną z królestwem, zwłaszcza publicznymi występowaniami. W tej chwili miałem tylko jego. Przynajmniej na swojego brata mogłem liczyć i wiedziałem, że na pewno mnie nie zawiedzie w tej sprawie. Tak jak i ja myślał o poddanych. Być może nie wszystkim wiodło się najlepiej i brakowało jedzenia, jednak staraliśmy się o nich dbać. Od brata dowiedziałem się, że kilka przemienionych osób ze służby poddało się zwierzęcej natury i zbuntowało przeciwko nam. Teraz musieliśmy zmierzyć się z bestiami, które co jakiś czas napadały na wioski. Zazwyczaj zabierały zapasy jedzenia, jednak najgorsze było to, że atakowali również mieszkańców. Często osoby te znikały w podobnych odstępach czasowych. Mimo przewidywalności, a przynajmniej nam się zdawało, że możemy to przewidzieć, nigdy nie udało się złapać bestii. W takim tempie zostanę królem, który nie ma już kim rządzić. Moje królestwo pozbawione będzie ludzi, a na to nie mogłem pozwolić. Trzeba jak najszybciej ich wyłapać i zamknąć, póki nie jestem w stanie odnaleźć antidotum. Nawet gdybym zajął bym się tym osobiście, uznano by mnie za jednego z tych potworów. Odkąd tak wyglądam nigdy nie wychodziłem poza mury zamku, ani nie pokazywałem się ludziom. Nikt nie mógł wiedzieć co się ze mną działo, póki znowu nie stanę się sobą.
Stanąłem w oknie przyglądając się krajobrazowi. W oddali widziałem jedną z wiosek, która leżała najbliżej zamku. Mury otaczały nie tylko moje zamczysko, ale również niewielkie miasteczko, które w chwili obecnej było całkowicie opuszczone. Ludzie uciekli w popłochu widząc co stało się ze mną i z moją służbą. Ulice oraz budynki obrośnięte były roślinnością, która coraz bardziej pożerała to miejsce, zamieniając je w zwykłą ruinę. Jeśli w końcu nie zacznę działać, za niedługo nie będzie już co ratować.


Stella

Zimny wiatr wpadał do małego pomieszczenia w moim podupadającym domku. Jeszcze trochę i dach zarwie się pod naporem śniegu i nie będę miała gdzie się schować. Nagle usłyszałam ostre pukanie do drzwi. Aż się skuliłam gdy moich uszu dobiegł złowieszczy ryk. Doskonale wiedziałam kto to. Musiałam jednak otworzyć, bo nie było żadnej drogi ucieczki. Wzięłam głęboki oddech i otworzyłam powoli drzwi szczelnie okrywając się cienkim szalem. Tylko on chronił moje nagie ręce przed zimnem, co w rezultacie nic nie pomagało. 
-Czym mogę służyć?-zapytałam otwierając drzwi i starałam się nie krzywić na widok potworów przed moim domem. To była już codzienność więc tylko w środku drżałam ze strachu, a twarz miałam jak wykutą z kamienia. Uśmiechałam się z przymusem patrząc w ich paskudne pyski. Jeden z ogrów zlustrował mnie od stóp do głów. Nie dostrzegając jednak żadnej skazy na moim ciele mruknął coś do swojego kompana i powrócił do grupki przerażonych ludzi czekających jako danina dla króla. Zawsze przychodzili. Dokładnie co miesiąc w tym samym czasie. Nikt z nas nie rozumiał czemu król jest taki okrutny. Moja rodzina już nie wróciła choć codziennie się o to modliłam. Co noc płakałam bojąc się, że ja będę następna. 
Już miałam wrócić do swojego domku gdy silny podmuch wiatru wyrwał mi z rąk mój szal odsłaniając duże blizny po pazurach tych potworów. Wydarzyło się to jak byłam mała. Jeden z nich rzucił się na mnie chcąc zaciągnąć do wozu, ale zdołałam mu się wtedy wyrwać.
Mój wzrok spoczął na jednym z ogrów. Wiedziałam, że nie mam czasu, bo ten wydawał już rozkazy, Podkasałam spódnice i rzuciłam się do ucieczki. Nie miałam dużo czasu. W końcu i tak mnie dogonią. Tak naprawdę nie miałam żadnych szans. Wbiegłam do lasu i pędziłam ile sił w nogach przed siebie. Słyszałam za sobą ich krzyki i nawoływania. Kątem oka zobaczyłam, że jeden z nich mnie dogania. W momencie gdy wbił mi pazury w ramię krzyknęłam głośno. Kopnęłam go mocno w krocze i wyrwałam się biegnąc dalej. Krew nadal lała się z mojego ramienia. Musiał mnie głęboko zaciąć jednak nie miałam czasu aby opatrzyć zranienie. Odkąd zostawiłam tego potwora w tyle minęła sporo czasu. Słońce zachodziło, a ja błąkałam się po lesie. Zabłądziłam - to było pewne. Gdzieś daleko wilki urządziły sobie koncert, w każdej chwili gotowe na mnie wyskoczyć. Kiedy noc zapadła całkowicie dotarłam do wielkiej bramy. Udało mi się za nią przejść, ale słaniałam się już na nogach gdy oparłam się o mur i osunęłam się na ziemię pokrytą śniegiem. Siedziałam oparta o kamienie a krew na całe szczęście przestała już płynąć. Byłam jednak całkowicie wyczerpana i zziębnięta. Co w taką pogodę mogła mi dać bardzo cienka sukienka? Całkowicie nic... Walczyłam z sennością. Nie mogłam teraz usnąć, bo na pewno już bym się nie obudziła. Przede mną we mgle majaczył zaniedbany ogród i zarys ogromnego budynku. Siły jednak nie pozwoliłby mi tam nawet dotrzeć. Nogi miałam jak kostki lodu, a gardło bolało tak, że nie byłam w stanie wołać o pomoc. Z resztą i tak bym tego nie zrobiła w obawie, że ogry, orki lub trolle będą mogły mnie usłyszeć.


Liam

Wyszedłem na dwór oddychając świeżym powietrzem. Rzadko kiedy wychodziłem z zamku, dlatego rozkoszowałem się każdą chwilą na dworze. Ze względu na wygląd nie lubiłem opuszczać swojego domu, tak na wszelki wypadek, aby nikt mnie nie zobaczył. Wszyscy widzieli mojego brata, ja jednak ukrywałem się przed światem, nawet jeśli nadal byłem królem. Nikt nie zaufa władcy, który wygląda jak potwór. Właśnie dlatego zawsze wysyłałem mojego brata. Był normalny, dlatego też ludzie ze wsi mu ufali. Wystarczyło mi, że wykonywał moje rozkazy i przekazywał je mieszkańcom. Niczego więcej od niego nie chciałem. Wiem, że nie był zachwycony kiedy na łożu śmierci to mnie ojciec mianował królem, jednak na więcej nie mógł liczyć. Był moją prawą ręką i tyle powinno mu wystarczyć. Poniekąd miał to, czego chciał. Tylko dlatego, że nie został przemieniony... Nawet nie miałem większego wyboru, musiałem go wybrać jeśli nie chciałem rozsiewać większej paniki wśród swoich poddanych.
Odetchnąłem z ulgą wchodząc do ogrodu, który kiedyś należał do mojej matki. Po śmierci ojca popełniła samobójstwo. Starałem się dbać o ogród, ponieważ była to jedyna pamiątka po niej jaka mi pozostała, jednak od tamtego nieszczęsnego dnia został całkowicie opuszczony. Od paru lat nikt o niego nie dbał, przez co roślinność przejęła nad nim całkowitą kontrolę. Jedyne co mi pozostało to resztki posągu, który został stworzony specjalnie dla mojej matki. Kilka razy do roku każę o niego dbać, aby nie uległ zniszczeniu jak reszta tego miejsca. 
Zatrzymałem się gwałtownie czując dziwny zapach. Poczułem delikatną woń, która nigdy wcześniej nie pojawiała się w tym miejscu. Była ledwie odczuwalna, jednak czułe nozdrza bestii pozwoliły mi zlokalizować jej źródło. 
Podszedłem do dziewczyny, która pogrążona była we śnie. Nie wiedziałem co tutaj robiła, jednak podjęła bardzo złą decyzję. Nie powinno jej być w tym miejscu. Zwłaszcza w tym miejscu. Nie wyglądała na dziecko, jednak była równie głupia, skoro tutaj przylazła. Mimo to nie mogłem jej pozostawić ranną w śniegu. Było zimno, a jej ubranie nie dawało żadnego schronienia przed zimnem, Wziąłem ją na ręce zanosząc do pałacu. Kazałem opatrzyć jej rany. Z samego rana zostanie odesłana do wsi, nie mogła tutaj zostać.

Stella

Po jakimś czasie straciłam przytomność. Nie było się co dziwić. Dużo krwi uciekło z mojego ciała, a dodatkowo wyziębienie robiło swoje. Poruszyłam się niespokojnie czując na ciele coś miękkiego i łaskoczącego. Otworzyłam ledwo oczy i nie mogłam uwierzyć w co widzę. To musiał być koszmar. Miałam przed sobą najprawdziwszą bestię. Nie wiedziałam czy budzi we mnie strach, nie miałam pojęcia dokąd on mnie niesie. Już nie miałam gdzie uciekać. Gdy weszliśmy do jego budynku, który okazał się ogromnym zamkiem od razu zostałam postawiona na nogi. Trochę przejaśniło mi się w głowie. Powoli odzyskiwałam przytomność i to co miałam przed oczami wcale nie było snem. Wdarłam się na plac króla, który z pomocą bestii znęcał się nad ludźmi z wioski. Krzyknęłam przeraźliwie widząc te same potwory z wioski. I one mnie rozpoznały nic jednak nie zrobiły. Nie zaatakowały mnie co było bardzo dziwne. Cofnęłam się o krok wyrywając z chwytu bestii. Miał czarną sierść, dobrze skrojone ubranie i koronę na głowie. Nie wyglądał tak przeraźliwie jak jego sługusy. Szłam powoli tyłem do drzwi nie wiedząc gdzie szukać pomocy. Te jednak okazały się zamknięte.
-Proszę nie rób mi krzywdy...Pozwól mi odejść-wyszeptałam cicho drżąc na całym ciele. Starałam się jakoś zakryć blizny na ramionach jednak nie było to możliwe. Na pewno każe mnie wydać w mgnieniu oka. Tam gdzie trafiali porwani ludzie nie było powrotu. Całe pomieszczenie, w którym się znajdowaliśmy cały był pokryty kurzem. Bestia w koronie patrzyła się na mnie i nic nie mówiła, a ogry stały za nim i czekały na polecenia. Upadłam na kolana. Jedyne co pozostawało to błagać o litość. Na pewno mnie nie puści, a nawet jeśli nie miałam dokąd wracać. W wiosce już wiedzieli, że ja jestem następna do zabrania jako danina. Czy poza tym królestwem mogłam szukać pomocy? Byłam zmęczona, a palce miałam tak zimne, że aż bolały. Żadnemu z tych potworów nie dałam się dotknąć. To w końcu przez nich miałam te rany na ciele.
-Nie dotykajcie mnie... - prawie krzyknęłam rozpaczliwie. Teraz już nie podeszły bliżej jedynie patrzyły pytająco na swojego pana. Chciałam wyjść. Uciec... Starałam się nie patrzyć na króla o ile rzeczywiście nim był. Wyglądał teraz przerażająco. Czarna sierść pokrywała w całości jego ciało. Wiele razy słyszałam opowieści o potworze z zamku, ale nie dawałam im wiary. Teraz gdy on górował nade mną ogarniał mnie strach. Był wyższe ode mnie od dwie głowy i miał ostre pazury, które jak zauważyłam szybko schował. Nie wyglądał na zadowolonego patrząc na mnie,
-Błagam pozwól mi odejść...

Liam

Spojrzałem niezadowolony na dziewczynę kiedy się wyrwała. Ani trochę nie podobało mi się jej zachowanie. Nie miała żadnego szacunku dla swojego władcy co rozzłościło mnie jeszcze bardziej. Może i wyglądałem TAK, ale nie miała dzięki temu przyzwolenia, aby traktować mnie jak jakieś bestii z lasu! Nawet wyglądając jak potwór starałem się dbać o swój lud jak tylko mogłem. Właście tak mi się za to odwdzięczano? Ta dziewczyna była zwyczajnie bezczelna! Powinna teraz przede mną klęczeć i dziękować, że w ogóle mgła się tutaj schronić przed zimnem i chciałem zapewnić jej opiekę.
-W jaki sposób odnosisz się do swojego władcy?!- ryknąłem niezadowolony. Odchrząknąłem cicho chowając kły. Dużo mnie kosztowało, aby nad sobą zapanować i trzymać na wodzy swoją zwierzęcą naturę, która pojawiła się wraz z tym obrzydliwym futrem,
-Uspokój się, głupia dziewczyno. Nie zapominaj, że jesteś w moim domu! Powinnaś mi dziękować, że możesz przebywać w tym miejscu. Ogrzej się przy kominku. Niech opatrzą twoją ranę i zaprowadzą do pokoju. Z samego rana zostaniesz odesłana do domu. - warknąłem cicho. -Powinnaś wiedzieć, że nie powinno się wałęsać po lesie. Nikt cię nie ostrzegał, że są tu dzikie zwierzęta? Gdybym się nie zjawił, zapewne dzikie zwierzęta zakończyły by to, co rozpoczęły, albo byś zamarzła na śmierć. - niezadowolony spojrzałem na jej ramę. Widać było, że jest przemarznięta. Potrzebowała lepszego ubrania niż na szmatka, ktorą na sobie miała lub chociażby ciepłego płaszcza. Od zawsze wiedziałem, że mieszkańcy mojego królestwa nie byli bogaci, w dzisiejszych czasach trudno o to było, jednak mogli chociaż trochę zadbać o swoje okrycie. Ostatnimi czasy nawet trudno było wyciągać od niech podatki a przez ataki potworów nie mogli płacić nawet zbożem. Te potwory coraz bardziej wyrywały się spod mojej kontroli. Na pewno istniał inny sposób na zdjęcie klątwy niż ta idiotyczna miłość. Żałosne uczucie, które nigdy nie będzie mia dane. Jest to niemożliwe, dlatego jest to jedyne antidotum. Przynajmniej jak na razie, ponieważ nie zamierzałem poddawać się w poszukiwaniach.

Stella

Skuliłam się słysząc jego ryk. Nie odniosłam się do niego z szacunkiem, bo na niego po prostu nie zasługiwał. Mimo, że się okropnie bałam i tak wiedziałam co mnie czeka. Śmierć z jego rąk czy jego potworów... Nie było dla mnie żadnej różnicy. Uniosłam wyżej głowę i podniosłam się z kolan. Mimo wszechogarniającego strachu spojrzałam w oczy. Nie był piękny, a jako bestia jedynie przerażał wszystkich dookoła.
-Odzywam się tak jak na to zasługujesz mój panie. Nasyłasz na swoich poddanych te potwory aby porywały mieszkańców, niszczą nasz uprawy, nie mamy pieniędzy, ale i tak zbierasz wysokie podatki. Kto nie ma jak zapłacić od razu jest zabierany. To nie zwierzęta mnie zaatakowały tylko twoje potwory. Zostanę odesłana? Nie wierze... Od razu zabiorą mnie tam gdzie innych-powiedziałam ze smutkiem i strachem w głosie. Rozpoznałam w sługusach za nim tych, którzy byli dziś w wiosce. W ich oczach widziałam nienawiść do mnie. Byłam gotowa na atak ze strony króla. Nie wiedziałam już jak mam się zachować aby mnie nie zabił, zresztą nie było to ważne. I tak zginę. Nie chciałam tylko przy tym za bardzo cierpieć. Na pewno mi nie uwierzył, że uciekałam aby ratować życie, a wystarczyłoby porównać ślady po pazurach na moim ramieniu z ich pazurami. 
-Jeżeli już zamierzasz mnie zabić panie zrób to szybko. I tak nie okaże szacunku dla kogoś kto na niego nie zasługuje, a swoich ludzi traktuje w taki sposób- wyszeptałam stojąc z lekko opuszczonymi ramionami- Ale nigdy, przenigdy nie dam się im dotknąć z własnej woli-dodałam na sam koniec. Krew ponownie zaczęła się sączyć z mojej rany plamiąc mi przy tym koszulkę. Starałam się nie zwracać na to uwagi, ani na to że okropnie mi zimno i słabo. Nie mogłam zemdleć. Wtedy nie wiedziałabym co by się ze mną działo. Mogliby ze mną zrobić wszystko. Musiałam być po prostu świadoma. Nic nie było ważniejszego. Moje życie i tak się powoli kończyło. Jedynie chciałam pamiętać ostatnie chwile mojego życia, o ile było to możliwe. Nasz król nie był nikim więcej niż mordercą i kłamcą. Kiedyś wszystkim żyło się dobrze, ale kiedy uraził wiedźmę wszystko się zmieniło. Nikt nie był bezpieczny choć każdy tak bardzo łaknął bepieczeństwa. 


Liam

-Bezczelna wieśniaczko! - ryknąłem ukazując rząd ostrych jak brzytwy kłów. Bała się mnie. Skoro widziała we mnie jedynie potwora, nie miałem zamiaru tego zmieniać. Pokażę jej jakim potrafię być potworem. Sama się przekona o tym, że też potrafię być bestią. 
Przycisnąłem dziewczynę do ściany, patrząc na nią z pogardą i wyższością. Powinna znać swoją pozycję. Była nikim. Powinna całować mi stopy za to, że dzięki mnie nadal może żyć.
-Jak śmiesz?- warknąłem. -Nikt cię nie nauczył, że w obecności króla nie ładnie jest kłamać? Powinienem za to zesłać cię do lochów albo rzucić na pożarcie wilkom. Od lat poświęcam się dla tego cholernego królestwa i dla takich bezwartościowych ludzi jak wy! Mój brat od miesięcy chroni was przed tymi, którzy wyrwali się spod mojej kontroli, ale nawet tego nie potraficie wykorzystać! Jeszcze wam za mało? Nie mam zamiaru głaskać was po główkach za to, że bezczynnie siedzicie i sami nie potraficie o siebie zadbać.- położyłem rękę, a raczej masywną łapę na jej ramieniu, mocno je ściskając. Jak dla mnie rownie dobrze mogła się wykrwawić. Tacy niewdzięcznicy jak ona nie zasługiwali na dach nad głową, a tym bardziej na życie w moim królestwie. Doskonale wiedziałem co dzieje się we wsiach. Potwory porywali ludzi a my nie byliśmy w stanie nic zrobić. Brat codziennie raportował mi o tym czy każda z wiosek jest odpowiednio chroniona. Więc dlaczego te stwory nadal się tam przenikają?  Miałem na głowie nie tylko te stwory ale całe królestwo, o które musiałem dbać. Właśnie tak mi się za to odwdzięczano. Nie raz słyszałem od brata o buntach i atakach na potworów, które ich strzegły. Atakowali nawet moich żołnierzy, chociaż ci ryzykowali własnym życiem, aby ich chronić!
-Powinnaś być wdzięczna, że mimo twojej bezczelności mam dobre serce i pozwolę ci tu zostać. Masz nie pałętać się po zamku i mi nie przeszkadzać, albo twoim domem staną się lochy. - powiedziałem poważnie. Popchnąłem ją w stronę schodów, które prowadziły do sypialni. Nie wiem po co w ogóle tutaj przybyła. Jeśli chciała mnie wkurzyć, jak najbardziej jej się to udało. Byłem wściekły. Nie dam sobie wmówić, że to moja służba dokonuje tych ataków! Doskonale wiedziałem co dzieje się w wiosce, nawet jeśli nie widziałem tego. Bardziej ufałem swojemu oddanemu bratu niż komuś takiemu jak ona.


Stella

Krzyknęłam głośno gdy złapał mnie za zranione ramie. Łzy bólu napłynęły mi do oczu, ale on nie puszczał tylko nadal się nade mną znęcał. Teraz już nie miałam wątpliwości, że był potworem na jakiego wyglądał. Zawsze sądziłam, że wygląd nie osądza tego jaki jest człowiek, ale patrząc na niego wiedziałam już, że się pomyliłam. Nie miałam już siły na nic. Z każdej strony otaczały mnie potwory, a on był jednym z nich.
- Nigdy nie skłamałam, jedynym obłudnikiem jesteś ty panie, bo nie zwracasz uwagi na krzywdę własnych ludzi. Przez twoje zatargi z wiedźmą nikt nie jest już bezpieczny... Prędzej czy później nikt nie zostanie w wioskach, a ty mój panie nie spłacisz długu nie mając ludzi-wykrztusiłam z trudem, gdy mocniej ścisnął moje ramię. Król odepchnął mnie od siebie z taką siłą, że upadłam na ziemię. Nikomu nie dałam się dotknąć. Z trudem podniosłam się z kolan plamiąc podłogę krwią. Przełknęłam głośno ślinę i spojrzałam na bestię z nienawiścią. Drżałam ze strachu, gdy tylko na niego patrzyłam, ale wolałam nie okazywać jak bardzo. Zaprezentował mi prawdziwego władcę, ale dla mnie był nikim. Kolejną bestią przed którą należało się bronić. Podniosłam się i skierowałam do drzwi wejściowych zamiast wejść po schodach tam gdzie wskazała mi bestia. 
-Wolę aby zabiły mnie dzikie zwierzęta niż znajdować się pod jednym dachem wraz z wami. Z tobą panie i twoimi potworami.-wyszeptałam, a w głowie mi się kręciło. Nie wiedziałam skąd wzięłam siłę aby się przeciwstawić. Byłam taka odkąd pamiętam i nigdy nie pozwalałam sobą pomiatać. Teraz nadszedł już ten czas kiedy powinnam przynajmniej spróbować walczyć o swoje racje jeśli o życie nie miałam już sił i nadziei. Chciałam uciekać to było moje jedyne pragnienie w tym momencie. Jednak im bardziej zbliżałam się do drzwi tym bardziej ogry i orki mnie otaczały. Chciałam krzyczeć. Było mi okropnie słabo. Pisnęłam gdy otarłam się o jednego z nich i szybko odskoczyłam. Był to jednak zbyt gwałtowny ruch i zakręciło mi się w głowie tak bardzo, że upadłam na ziemię. Oddychałam z trudem gdyż powoli się wykrwawiałam. Wszystko przez naszego żałosnego króla, który naruszył moją ranę o wiele bardziej niż to możliwe. Nie potrafiłam już ukrywać strachu. Cała drżałam próbując osłaniać się rękami aż w końcu zemdlałam bezwładnie opadając na zimną posadzkę. Zakaszlałam cicho, ale nie widziałam dla siebie ratunku.


Liam

Chciałem ją uderzyć, jednak powstrzymałem się w ostatniej chwili. Nie mogłem dać się ponosić negatywnym emocjom. Właśnie w takich chwilach moja zwierzęca natura przejmuje nade mną kontrolę, a tego nie chciałem najbardziej. Brzydziłem się swojej obecnej formy, nienawidziłem potwora, którym mnie uczyniono. Ta wieśniaczka niczego nie wiedziała o tamtym dniu i nie miała prawa wypowiadać się na ten temat. Była tylko głupią dziewuchą z wioski. Doskonale wiedziałem jak zdjąć klątwę, tyle, że nie było to ani trochę możliwe i przekonałem się o tym przez te wszystkie lata. Nie raz próbowałem. Zmusiłem do tego kilka dziewczyn, ale czy kiedykolwiek to pomogło? Nie! Właśnie dlatego zrezygnowałem z tej opcji. W potworze nikt się nie zakocha, właśnie dlatego tylko to było antidotum.
Dług? Niby jaki dług? Nie wiem co ta idiotka wymyślała, ale widać było, że miała coś nie tak z głową. Najlepiej było obwiniać innych za to, że nie potrafią się nawet obronić przed tymi, ktzórzy zdziczeli. To była tylko i wyłącznie ich wina, a mnie to nie dotyczyło. Wystarczająco poświęcałem się dla tego królestwa. Nie miałem jednak zamiaru się przed nią tłumaczyć. Była nikim i na zawsze już tak pozostanie.
-Skoro aż tak wam się tutaj nie podoba, możecie się wynosić do innego miejsca. Ciekawe czy w innym królestwie przyjmą was z otwartymi rękoma. - powiedziałem z pogardą w głosie. Nikt ich tutaj nie trzymał, zwłaszcza ja. Czym mniej ludzi będzie na mojej głowie, tym lepiej. W chwili obecnej nie byłem  w stanie uporać się nawet z własnym problemem.
Chwyciłem ją gwałtownie za zdrową rękę podciągając do góry. Była nieprzytomna. Może to i lepiej, przynajmniej nie będę musiał słuchać jej ględzenia, które coraz bardziej doprowadzało mnie do szału. Nienawidziłem ludzi, którzy kłamali i układali swoje racje, bo nie dopuszczali do siebie prawdy.
Zaniosłem ją do pustego pokoju. Tak jak większość pomieszczeń w zamku, meble w nim pokryte były kurzem. Niedbale opatrzyłem jej ranę. Nie potrafiłem tego robić, ale liczyło się to, że już nie krwawiła. Z resztą niech sama już sobie radzi.

Stella

Obudziłam się kilka godzin później. Było nadal ciemno a ja tak naprawde nie miałam dokąd uciekać. Jedno było jednak pewne. Musiałam stąd odejść jak najszybciej tylko się dało. Syknęłam cicho kiedy przy podnoszeniu sie z łóżka naruszona przez króla rana mocno mnie zapiekła,  raczej zabolała jakbym była przypalana ogniem. Mimo bólu wstałam i przeczesałam włosy rękami. Ramię opatrzone było byle jak, a na dodatek nie była nawet wyczyszczona. W tym tempie jeszcze wda się w nie zakażenie. Ściągnęłam bandaż i szybko wyszłam z pokoju poszukując drogi wyjścia. Musiałam ominąć te potwory i dostać sie do innego królestwa tak jak proponował król.  Skoro nikt mnie tutaj nie trzymał to mogłam odejść. Schodziłam po schodach powoli,  a po dziesieciu minutach błądzenia po korytarzach miałam wrażenie, że się zgubiłam. W końcu jednak dotarła do holu i odetchnęłam z ulgą.  Nadal byłam w tej samej poplamionej sukni, która nijak nie chroniła przed chłodem. 
-Myśl Stella... Jakoś musi ci sie udać wydostać,  uda ci sie tylko się rusz! - szeptałam do siebie po cichu.  Nikt nie mógł mnie zobaczyć ani usłyszec. Tak dla pewności wolałam pozostać niezauważona. Wstrzymałam oddech widząc trzech ze sługusów króla. W tym był tam jeden z wczorajszego ataku na wioskę na szczescie nie ten, który mnie zaatakował. Przygryzłam dolną wargę czekając aż znikną na końcu korytarza. Nic nie powinnam robić pochopnie. Zacisnęłam dłonie w pięści i podbiegłam do drzwi wejściowych. Wielkich i masywnych. Pociągnęłam je mocno do siebie jednak te otworzyły sie tylko troche. Problem stanowił łańcuch zawieszony nad moją głową. Stanęłam na palcach i wysoko uniosłam ręce.  Dopiero po chwili udało mi sie ściągnąć zabezpieczenie. Kończył mi sie czas. W każdej chwili ktoś mógł mnie tu zobaczyć.  Otworzyłam jedno skrzydło drzwi na całą szerokość. Byłam wolna i mogłam się w końcu uwolnić. Uśmiechnęłam się do siebie z ulgą i nie czekając dłużej wyszłam na zewnątrz. 


Liam

Jak każdego wieczoru przeszukiwałem bibliotekę w poszukiwaniu nowych informacji. Przez wszystkie lata będąc w zamknięciu zdążyłem poznać każdą z tych ksiąg, mimo to przysiadałem do nich każdego dnia z nadzieją, że coś wcześniej przegapiłem. Musiałem znaleźć sposób, aby znowu stać się sobą.
W chwili obecnej jedyną nadzieją była ta dziewucha. Ostatnia dziewczyna, która tutaj zawitała była młoda i dosyć szybko umarła, chociaż nie wiedziałem jakie były tego przyczyny. Było to tak dawno temu, że trudno było mi określić czas jej pobytu w zamku. Musiałem wykorzystać okazję i zmusić ją do tego, aby pomogła mi w zdjęciu klątwy. Po tym nie będzie mi już potrzebna i mogła robić co tylko chciała. Potrzebowałem tylko jednaj rzeczy. W tej chwili była moją jedyną nadzieją. Powinna być wdzięczna za to, że może się do czegoś przydać i ocalić swojego króla oraz innych ludzi.
Wstałem powoli od stołu słysząc skrzypienie głównych drzwi. Zapewne mój brat wrócił do domu po całym dniu włóczenia się nie wiadomo gdzie. Miałem nadzieję, że wypełniał przez ten czas obowiązki, które do niego należały i próbował zapewnić bezpieczeństwo innym ludziom. Mieszkańców z każdym rokiem było coraz mniej, a to niepokoiło mnie najbardziej. Najlepiej by było gdyby się stąd wynieśli, w tedy przynajmniej nie musiałbym się o nich martwić. 
Poszedłem do holu oczekując raportu od brata. Zmarszczyłem brwi widząc w drzwiach dziewczynę zamiast niego. Próbowała uciekać, akurat w tedy, kiedy była mi potrzebna do zrealizowania planu. Ani trochę mi się to niepodobało. Niech nie myśli, że tak łatwo jej się to uda i będzie mogła stąd odejść. Inni owszem, ale na pewno nie ona. Skoro już tu przybyła, musiała wypełnić moje rozkazy. 
Mało delikatnie złapałem ją za ramię, wciągając z powrotem do pomieszczenia. Nie zwracałem uwagi na to, że upadła na ziemię. Z hukiem zamknałem drzwi patrząc na nią niezadowolony. 
-Tak się odwdzięczasz za moją dobroć? Zostaniesz tutaj tak długo, póki nie pozwolę ci odejść.- powiedziałem poważnie głosem nieznoszącym sprzeciwów. Jej zdanie ani trochę mnie nie interesowało. Mogła protestować ile tylko chciała, nie zwracałem na to uwagi. Pogodzi się z tym, albo zamieszka na długi czas w lochach, póki nie zmądrzeje i stanie się posłuszna wobec swojego władcy.

Stella

Mogłam odejść dokąd tylko chciałam.  Wystarczyło tylko przetrwać. Zima będzie trwała jeszcze jakiś czas i na to nic nie mogłam poradzić. Krzyknęłam gdy ktoś złapał mnie za zranione ramie i niemal natychmiast zostałam wciągnięta z powrotem do zamku. Upadłam na ziemię tuż u stóp bestii. Drżałam ze strachu kiedy na niego patrzyłam.  Bałam się nawet podnieść. 
- Przecież sam powiedziałeś, że mogę odejść. Że nikt mnie tu nie trzyma! Proszę panie pozwól mi opóścić to miejsce - powiedziałam niepewnie. Pomijając mój opłakany stan zdrowia dochodziło burczenie w żołądku. Nie jadłam już od dwóch dni,  bo po prostu nie miałam czego włożyć do ust. Podniosłam się ciężko na kolana próbując wstać.  Mogłam posądzić w tym momencie naszego króla o wszystko.  Wszystko z wyjątkiem łagodności. Taki nigdy nie był i nie będzie dobry. Był zwyczajnym potworem.  Nie byłam w stanie nawet na niego patrzeć. Oparłam się o ścianę patrząc przy tym na mojego oprawce. 
- Mam być twoim więźniem? Zostać tu pod twoją dykataturą? Pozwoliłeś mi odejść,  poza tym w tobie nie ma ani odrobiny dobroci- wyszeptałam nawet nie próbując powstrzymać tych słów. Były prawdziwe i wyrażały dokładnie to co czułam czyli strach, ból i bezsilności. Jak miałam sobie z tym wszystkim poradzić? W świecie gdzie rządy sprawowała bestia... Chciałam go wyminąć,  ale skutecznie blokował mi drogę. Patrzył na mnie bezlitośnie, a ja już wiedziałam,  że szybko stamtąd nie ucieknę. Zacisnęłam mocno dłonie w pięści. A byłam tak blisko wolności,  a on mi to tak po prostu odebrał. Traktował mnie jak najgorszą istotę na świecie w momencie kiedy żył z takimi potworami pod jednym dachem poza tym sam wyglądał równie przerażająco choć w inny sposób.  U niego nie przerażał sam wygląd a zachowanie godne zwierzęcia. 
-W takim razie będziesz musiał zamknąć mnie w lochu abym nie uciekła... Bo możesz być pewny że nie raz spróbuje- wysyczałam cicho odchodząc jak najdalej od niego byle nie musieć go dotykać. Jego obecność przytłaczała mnie i sprawiała mi psychiczny ból. Żołądek ponownie zaprotestował ale od razu go zignorowałam. 


Liam

Spojrzałem na nią poważnie. Nie interesowało mnie co ma do powiedzenia. To ja podejmowałem tutaj decyzje, nie ona. Była w moim domu i żyła w moim królestwie. Czy tego chciała czy też nie, musiała się z tym pogodzić i to zaakceptować. Póki żyła w tym miejscu była moją własnością i nic nie mogła z tym zrobić. Już dawno powinna zaakceptować ten fakt. Nie nawidziłem kiedy ktoś sprzeciwiał się moim rozkazom, a w tej chwili właśnie to robiła.
-Zmieniłem zdanie. Nie mam zamiaru się przed tobą tłumaczyć. - powiedziałem poważnie. 
Spojrzałem na nią niebezpiecznie. Jak mogła mnie oceniać nic o mnie nie wiedząc? Nie wiedziała kim jestem, dlatego nie miała prawa wypowiadać nawet jednego słowa na mój temat. Miałem ochotę się na nią rzucić i rozszarpać, jednak powstrzymałem się przed tym. Musiałem stłumić swoją zwierzęcą naturę, póki jeszcze mogłem to kontrolować. Na pewno się w tym nie zatracę i nie stanę się takim potworem, jak ci, którzy atakują wioski. Nie mogłem na to pozwolić. W tedy na pewno nie będzie już dla mnie ratunku i całkowicie zapomnę o tym, że kiedykolwiek byłem człowiekiem.
-Nic o mnie nie wiesz. - warknąłem. Doprowadzała mnie do szału.
-Po czasie zmienisz zdanie, jak tylko tam trafisz. - powiedziałem poważnie. Złapałem ją za zdrową rękę, ciągnąć za sobą. Dochodziła pora kolacji. 
Skoro już miała tutaj być i mi pomóc, musiałem ją jakoś do siebie przekonać. Nie była to zbyt pocieszająca wizja, jednak nie miałem innego wyjścia. Na samą myśl, że mam ją traktować jak równą sobie chciało mi się zwracać. Robiłem to tylko dla swojego dobra.
-Siadaj i jedz. - puściłem ją dopiero w tedy, gdy weszliśmy do jadalni. Jak zawsze punktualnie, na stole czekały już gotowe dania. W pomieszczeniu unosiła się delikatna woń pieczonego kurczaka.

Stella

Cofnęłam się kiedy się do mnie zbliżył.  Oczywiście że nie wiedziałam ni o nim jako człowieku o ile był nim kiedykolwiek. Całe jednak szczęście wiedzieliśmy o nim wszystko jako o władcy nieudolnym i okrutnym. Nie dbał o swoje włości, a nas traktował gorzej niż zwierzęta. 
-Ty także nic o mnie nie wiesz panie, ani o królestwie które masz pod sobą i o ludziach którzy cierpią- powiedziałam stanowczo, ale dało się wykryć lekkie drżenie mojego głosu. Jasno dał mi do zrozumienia,  że jestem nikim, że jestem o wiele niższa stanem i miał racje. Ja jednak nie byłam bezlitosnym potworem dbającym tylko o własną skórę. Zacisnęłam zęby gdy złapał mnie za ręke. Nie było to ani troche delikatne, poza tym nie chciałam aby w ogóle nie dotykał. Nie wyrywałam się, bo nie miałoby to najmniejszego sensu. Był silniejszy więc jakby chciał to ponownie by mnie złapał.  Odsunęłam się od niego jak tylko mogłam aby nasze ciała się nie stykały. Rozejrzałam się po jadalni. Tutaj także widoczny wszędzie był kurz. Gdyby wyczyścić to pomieszczenie byłoby na pewno przepiękne. Drewniany stół i tuzin krzeseł dookoła niego.  Najbardziej w oczy raził suto zastawiony stół.  Znajdowały się na nim potrawy, których nigdy nie widziałam. Aż nazbyt widoczne było bogactwo i rozrzutność naszego króla. On jadł najlepsze potrawy,  a ludzie w wiosce umierali z głodu. Od razu przypomniał mi się mój ojciec. Zmarł jak byłam mała... Zmarł bo każdy kawałek jedzenia oddawał nam... Zmarł z winy naszego króla! 
-Nie jestem głodna. Nie zjem niczego na tym stole- powiedziałam choć żołądek sie buntował.  Nie zrobiłabym tego, nie byłam taka jak on.  Chciałam tylko stąd odejść to nie było niewiadomo jak dużo. Patrzyłam na naszego króla z nieskrywaną nienawiścią. Nie powinien nosić korony, nie zasługiwał na nią. W tym momencie do jadalni wszedł wysoko mężczyzna o jasnych brązowych włosach, zielonych oczach i i delikatnym zarostem na twarzy. Spojrzał na mnie pytająco, a potem na bestie. 
-Kto to bracie? Muszę przyznać, że ładna i pewnie niewyobrażalnie głodna. - z ostatnim stwierdzeniem zwrócił się do mnie. Nie spodziewałam się spotkać tutaj kogoś normalnego,  jakąś przyjazną duszę. 


Liam 

Spojrzałem na nią niezadowolony. Nawet nie potrafiła przyjąć tak dobrego gestu z mojej strony. Powinna dziękować, że dzięki mnie nadal mogła żyć i coś zjeść. Równie dobrze mogłem zostawić ją na dworze, aby zamarzła tam na śmierć. W takim stanie niewiele by jej do tego brakowało. Już kiedy ją znalazłem była całkowicie wyziębiona i z ledwością trzymała się przy życiu. Nienawidziłem takich niewdzięczników jak ona. Wszyscy mieszkańcy tej zapyziałej wioski byli niewdzięcznikami i nie potrafili docenić mojej dobroci.
-Jak tam sobie chcesz. - machnąłem jedynie ręką od razu ją ignorując. Nie interesowało mnie to, czy cokolwiek zje. Równie dobrze mogła głodować, byle wypełniła swoje zadanie i przywróciła mi mój dawny wygląd. Tylko na tym mi zależało. Chciałem jedynie odzyskać swoje człowieczeństwo, o które walczyłem już o lat. Z każdym rokiem było coraz gorzej, a zwierzęca natura przejmowała nade mną kontrolę. Już nie wyglądałem jedynie jak dzika bestia, ja nią po prostu byłem, jedynie resztkami sił trzymając się swojej prawdziwej natury. 
-Nie ważne, zostaw ją. Nie mam zamiaru przekonywać jej do jedzenia. Zostanie tutaj przez jakiś czas, więc jej nie wypuszczaj i pilnuj jeśli będzie chciała uciekać. Po tym co mi mówiłeś, musimy być przygotowani na wszystko. Nie mam pewności czy nie jest ich szpiegiem. - powiedziałem poważnie zabierając się za kolację. Rozmawiałem tak, jakby dziewczyny tutaj nie było. Szkoda, że nie mogłem jej stąd wyrzucić. Gdyby nie to, że potrzebuję jej do zdjęcia klątwy, już dawno wylądowałaby za bramą mojego zamku. Nie była na tyle godna, aby przebywać w takim miejscu.
-Jak sprawy w pobliskich wsiach? Zrezygnowali w końcu z tego idiotycznego bunty czy nadal mają zamiar się sprzeciwiać moim rozkazom? - zapytałem poważnie. W tej chwili brat był jedynym moim źródłem informacji. Może nie był idealny i chciał wcześniej zdobyć tron, jednak tylko jemu w tej chwili mogłem ufać i liczyć na jego pomoc. Po tym wszystkim przejął część moich obowiązków i pomaga mi w utrzymaniu tego królestwa. I tak nie potrwa to długo, co najwyżej kilka lat, jeśli wcześniej nie uda mi się zdjąć tej cholernej klątwy.


Stella

Nie chciałam nawet przebywać w tym samym pomieszczeniu co on, ale niestety byłam do tego zmuszona. Nie zamierzałam jednak ani siadać obok niego ani jeść z tego wystawnego stołu. Jak on w ogóle mógł cokolwiek przełknąć w momencie gdy jego lub wymierał. Głodowali, a on w ogóle nie przejmował się ich losem. Spojrzałam na mężczyznę, który jako jedyny był w jakimś stopniu uprzejmy wobec mnie i byłam mu za to wdzięczna. W przeciwieństwie do tego potwora jakim był król, to ten człowiek wydawał się od niego mądrzejszy.
- Niestety, ale nie ustały. Ludzie nadal atakują naszych ludzi. Dziś próbowano ująć jedną z buntowniczek, ale niestety udało jej się zbiec do lasu. Poza tym nastąpił kolejny atak, nie udało nam się go powstrzymać-powiedział mężczyzna. To były jawne kłamstwa i aż ściskało mnie w żołądku aby nie zacząć krzyczeć. Jak dobrze mi się wydawało buntowniczką miałam być ja. Ratując swoje życie najwidoczniej dołączyłam do jakiejś rebelii, która nawet nie istniała. Nie było jednak sensu się z nimi kłócić. Oni myśleli, że wiedzą wszystko i miałam wrażenie, że zamieniony w bestie król nie ma bladego pojęcia co dzieje się w jego królestwie. Ten mężczyzna karmił go kłamstwami. Nie istniała żadna ochrona wiosek, a zagrożenie istniało tylko ze strony władcy. Nawet dzikie zwierzęta trzymały się z daleka od wiosek odkąd rozpoczęły się te ataki. 
-Usiądź z nami... Na pewno jesteś głodna. Wyglądasz jakbyś nie jadła od kilku dni-powiedział mężczyzna, a we mnie aż się zagotowało. Nie poruszyłam się kiedy oni zasiedli przy stole i zaczęli zajadać się pieczonymi mięsami, puddingami i innymi smakołykami, których nigdy nie widziałam nawet na oczy. Zacisnęłam mocno żeby aby nie krzyczeć.
-Jak w ogóle możecie jeść kiedy ludzie głodują? Ilością tego jedzenia można by wykarmić ponad tuzin osób, a wy wolicie się obżerać. Poza tym kłamstwa, które opowiada pan są nie do przyjęcia. Wynika z nich, że jestem buntowniczką kiedy w rzeczywistości to te potwory nas atakują, a potem wywożą wozem z królewskim herbem!-ostatnie słowa niemal wykrzyczałam. W oczach mężczyzny zobaczyłam ostrzegawczy błysk. Wiedziałam, że znaczy to tyle abym nie powiedziała za dużo. Nic nie powiedział na moje oskarżenia choć dłonie pod stołem zacisnęły się w pięści. Nie podobało mu się, że wiem tak dużo. Mnie to jednak nie interesowało. Ktoś musiał naszemu królowi powiedzieć jak sprawy mają się naprawdę, bo najwidoczniej on nie miał o niczym pojęcia. Szedł za stadem jak jakiś baran, a ten człowiek wodził go za nos. Przynajmniej takie odniosłam wrażenie. Zawsze mogło się okazać, że tak naprawdę to bestia uknuła całą intrygę i to przez to w królestwie dzieje się tak a nie inaczej.


Liam

Czyli tak miały się sprawy. Ludzie ciągle mi się sprzeciwiali i atakowali moich strażników, a to wkurzało mnie najbardziej. Właśnie o tym mówiłem. Byli zwykłymi niewdzięcznikami, którzy buntowali się przeciw swojemu władcy, który o nich dbał. Robiłem wiele, aby ci nieudacznicy mogli wieść w miarę normalne życie i nie musieli się martwić dniem jutrzejszym.
Mogłem się jedynie domyślać, że ową buntowniczką była ta dziewczyna. Teraz przynajmniej byłem w stanie wyjaśnić skąd wzięła się jej rana. Wcale nie powstała przez dzikie zwierzęta... Moi strażnicy próbowali ją zatrzymać, aby nie szerzyła rebelii i nie planowała niczego przeciwko mnie. Tym bardziej powinienem się jej pozbyć i stąd wyrzucić.. Gdyby tylko nie była w tej chwili moją jedyną szansą na powrót do dawnego życia. Przecież nie mogłem wparować do wioski i przytargać tutaj pierwszej lepszej dziewczyny, aby zdjąć klątwę. Nikt nie powinien mnie widzieć, a skoro ona się już tutaj pojawiła, powinna się do czegoś przydać. Przynajmniej w ten sposób mogłaby odkupić swoje winy, za to wszystko co zrobiła przeciwko mnie.
Uderzyłem pięścią w stół, aby ją uciszyć. Jak śmiała wygadywać coś takiego?
-Głodujecie ze swojej własnej winy! Przez wiele miesięcy dostarczano wam zapasy kiedy tylko rozpoczęły się te ataki i brakowało wam jedzenia. W każdą niedzielę do wioski były wysyłane wozy wypełnione jedzeniem, abyście byli  wstanie przetrwać. W zamian za to zaczęliście atakować  moich strażników, którzy chronili was przed zdziczałymi potworami. Nie mam zamiaru wierzyć w te bajeczki. Nigdy nie uwierzę w to jacy jesteście biedni. Odrzuciliście moją pomoc i atakujecie tych, którzy zapewniają wam ochronę.- warknąłem, mimo to nie wstałem od stołu. Nie miałem już siły do tej dziewuchy, a była tutaj niespełna kilka godzin.


Stella

Prawie się zakrztusiłam własną śliną kiedy powiedział, że głodujemy z własnej winy. Było to bezczelne i aroganckie z jego strony. Nie miał najwidoczniej pojęcia o niczym skoro śmiał wygadywać takie bzdury. Nawet jeśli był księciem, a ja tylko wieśniaczką nie zmieniało to faktu, że traktował nas gorzej niż zwierzęta. Oparłam się o ścianę i osunęłam po niej na ziemię. Przyjemnie było usiąść. Nie miałam zamiaru dotrzymywać im towarzystwa przy stole. Poza tym skoro moje towarzystwo było im nie na rękę zawsze mógł mnie odesłać do lochu albo wyrzucić za drzwi. Z jednego i drugiego pomysłu byłabym bardziej zadowolona niż z siedzenia w tej jadalni.
-Wozy z jedzeniem? Zaczynasz mnie panie rozśmieszać. Nigdy do nas nic takiego nie dotarło. Ludzie się tylko bronią przed brutalnymi atakami z waszej strony panie, ale chyba nie ma potrzeby mówienia wam tego. I tak uwierzycie w to co chcecie i co jest dla was wygodniejsze niż w prawdę- powiedziałam poważnie i oparłam głowę o ścianę. Rana nadal była brudna, musiałam dostać się chociaż do odrobiny wody aby ją przemyć. Nie będzie dobrze jeśli wda się zakażenie. Wtedy na pewno nie byłoby szans na ratunek. Nikt jeszcze nie wyleczył się od zakażenia, a jedynym ratunkiem zazwyczaj była amputacja kończyny. O ile dało się to zrobić. Spojrzałam na mężczyznę, a potem na bestię. Nie miałam pojęcia nawet jak się nazywają i szczerze powiedziawszy nie zależało mi na tym aby się tego dowiedzieć. Położyłam chorą rękę na kolanie aby jej nie męczyć i nie spuszczałam z nich oczu. Gdybym stąd wyszła na pewno napotkałabym jednego z tych potworów, które bez skrupułów atakowały naszą wioskę i pewnie wszystkie inne także.
-A więc skoro już tutaj jesteś może się nam przedstawisz i coś zjesz? Nie wypada abyś siedziała na ziemi, a jedzenia mamy aż nadto jak zauważyłaś aby móc się nim podzielić. Nazywam się Juan i jestem bratem króla.- miałam ochotę prychnąć na to powitanie. Chyba na uprzejmości było już za późno. Od razu też było widać, że są one wymuszone, a Juan o ile naprawdę tak się nazywał za moje poprzednie słowa od razu wyrzuciłby mnie z zamku, a nawet do lochów. Miałam teraz już pewność, że król patrzy przez pryzmat historii swojego brata, a sam nigdy nie był w żadnej wiosce. Byłam niemal pewna, że tak było. Nie byłam jednak w stanie zmienić jego postrzegania świata. Wierzył swojemu bratu, a nie prostej wieśniaczce z pobliskiej wioski. Tylko, że nie byłam wieśniaczką. Owszem mieszkałam tam, ale tylko dlatego, że nasze miasteczko zostało spalone, a cała nasza rodzina musiała uciec i schronić się w najbliższym miejscu. Nie byłam szlachcianką, ale też nie wieśniaczką. Mieszczanka była wyższa stanem od ludzi ze wsi, ale teraz nie miało to najmniejszego znaczenia.
-Stella-powiedziałam, ale nie wstałam. Jasno wyraziłam swoje zdanie na ten temat. Przynajmniej dzisiaj nie miałam zamiaru tutaj jeść. Jeżeli mnie stąd nie wypuszczą w końcu będę do tego zmuszona, ale teraz chciałam po prostu odejść i nigdy nie wrócić do tego przerażającego i zapuszczonego miejsca.

poniedziałek, 13 lutego 2017

Smoki Cz. 6

Erica

-Gdyby było tak jak mówisz, na pewno bym nie spędzała z tobą tyle czasu, a tym bardziej bym się do ciebie nie zbliżała.  Skąd możesz wiedzieć co czuję i czy kiedykolwiek by mi przeszło? - mruknęłam pod nosem. Nadal unikałam jego wzroku, niczym ognia. Nie chciałam być przez niego odepchnięta po raz kolejny, a byłam niemalże pewna, że tak właśnie się stanie. -Powinieneś w końcu przestać udawać. Doskonale wiem, że w rzeczywistości jesteś inny niż to pokazujesz. Może inne dziewczyny się na to nabrały, ale mnie nie oszukasz nakładając chłodną maskę.
Nie było tu miejsca na miłość? Być może dla niego tak, jednak ja nie mogłam podzielić tego zdania. Powinnam wziąć do siebie jego słowa i uświadomić sobie, że nie chodziło mu o to samo co mi. Nie szukał dziewczyny, z którą mógłby się związać. Więc dlaczego te słowa nadal do mnie nie docierały? Aż za bardzo chciałam wierzyć w to, że to wszystko coś dla niego znaczy.
Spojrzałam na niego z lekką obawą w oczach. Nadal nie byłam w stanie zgadnąć co chodziło mu po głowie. Nie miałam pojęcia co o tym wszystkim myśleć. Chciałam być jedynie blisko niego, jednak wiedziałam, że nie mogę go do tego zmusić. Wcześniej uznałabym to za kiepski żart, teraz jednak nie byłam w stanie wytrzymać dnia bez jego towarzystwa? Dlaczego po tak długim czasie ciągłych kłótni i walk to akurat on musiał stać mi się bliski?
-Boję się, ale nie ciebie Leon. Martwią mnie inne rzeczy... - mruknęłam pod nosem. Nie wzbudzał we mnie strachu, jednak wizja pozostania bez niego jak najbardziej. Po tamtym zdarzeniu ze zdjęciem ślad całkowicie zaginał. Nie chciałam powracać do tamtego dnia. Teraz wiedziałam, że nie zrobiłby mi krzywdy.
Westchnęłam cicho oddając pocałunek. Nie byłam w stanie oprzeć się jego delikatnym ustom. Przywarłam ciałem do niego, łaknąc coraz więcej. Pragnęłam go. Wstrzymałam oddech kiedy zaczął mnie po szyi. Czułam jak jego ręce wodzą po moim ciele. Cokolwiek chciał zrobić, dawałam mu świadome przyzwolenie.
-Leon...?- spojrzałam niepewnie kiedy przerwał. Nie rozumiałam o co mu chodziło. Wzięłam na ręce smoka, który spojrzał na mnie zaspanymi oczy. Pobiegłam za chłopakiem, próbując uchronić jednocześnie gada przed kroplami deszczu.
-Leon! Poczekaj na mnie. - krzyknęłam za chłopakiem, cały czas podążając jego śladami.



Leon

Zatrzymałem się słysząc wołanie za sobą. Mogła poczekać, aż deszcze przestanie padać zamiast wychodzić i narażać się na chorobę. Zaczekałem aż mnie dogoni choć nie odzywałem się nawet słowem. Poprowadziłem ją do swojego pokoju i dopiero kiedy byliśmy już osłonięci przed deszczem zamknąłem za nami drzwi. Nie mogłem pozbyć się sprzed oczy tych jej przerażonych oczu. Ona mi nie ufała i nigdy nie zaufa. Zresztą nie mogłem jej nawet o to prosić. Wiedziałem, że nie byłaby ze mną szczęśliwa, a na tym zależało mi najbardziej. Spojrzałem na nią i na smoka którego osłaniała. Była cała przemoczona. Z westchnieniem podszedłem do szafki i wyciągnąłem z niej koszulkę. Będzie na nią z pewnością za duża, a spodni niestety dla niej nie miałem. Musiała się jak najszybciej pozbyć przemoczonych rzeczy.
-Przebierz się szybko. Możesz się schować w łazience-powiedziałem poważnie pamiętając jej skrępowanie kiedy miała się przy mnie przebrać kilka dni temu. Teraz już nie chciałem jej do niczego zmuszać. Nie znaczyło to jednak, że się zmieniłem, bo to nigdy nie nastąpi. Należało ją chronić.Sam zrzuciłem z siebie koszulkę i spodnie szybko zakładając suche. Było jednak na tyle ciepło, że nie wkładałem nic na górę. Z cichym westchnieniem opadłem na łóżko. Zakaszlałem cicho. Może jednak nie powinienem wychodzić na dwór bez kurtki jednak na takie rozmyślania było już za późno. Zadrżałem z zimna. Nie zwracając uwagi na dziewczynę okryłem się mocno kocem i opadłem na łóżko. Czułem jak łapie mnie gorączka i przeklinałem sam siebie za nieostrożność. Erica powinna stąd wyjść aby się nie zarazić.
-Możesz już iść do siebie...-wykrzyczałem do niej bo zostawiłem ją samą w salonie ze smokiem. Nie byłem w stanie się nią bardziej zająć. Wiedziała gdzie co leży więc musiała sobie jakoś poradzić, bo ja byłem całkowicie wyczerpany. Przymknąłem oczy zapadając w niespokojny sen. Ponownie powrócił ten sam koszmar z dodatkową rolą Eric'i. Nie chciałem widzieć jak umiera, nie z mojej winy. W ogóle... Stracenie jej było równe z tym, że nie mógłbym dalej żyć. A to wszystko przeze mnie. Jej wykrzywiona twarz w niemym krzyku, którą widziałem przez okno... Nie mogłem się tam dostać. Próbowałem wszystkiego - biegłem, walczyłem ze smokiem, ale koniec był taki sam jak zawsze. Erica ginęła, a ja zostawałem sam z wielką pustką w sercu. Niespokojnie poruszyłem się na łóżku wybudzając się lekko. nie wiedziałem, która godzina oprócz tego, że byłem okropnie zmęczony. Powinienem zająć się smokiem, ale podniesienie się z ciepłego posłania graniczyło z cudem. Moje usta wykrzywiły się w grymasie. Przynajmniej Erica wróciła do siebie, a raczej miałem taką nadzieję.



Erica

Spojrzałam na niego niepewnie. Posłusznie poszłam do jego pokoju, cały czas trzymając smoka na rękach i osłaniając go przed kroplami deszczu. Powinnam wracać do swojego pokoju, chociaż trudno będzie tego dokonać póki padało. Nie chciałam bardziej narażać Sim, aby się nie przeziębiła. Jej organizm mógłby z trudem znieść nawet coś tak nieszkodliwego jak zwykłe przeziębienie.
Z wdzięcznością przyjęłam od Leona koszulę. Pozostawiając smoczka w salonie, udałam się do łazienki szybko się przebierając. Koszula była na mnie za duża. Wystarczył mi fakt, że skutecznie zasłaniała moją bieliznę, ponieważ tylko ona mi została, a przynajmniej jej dolna część. Biustonosza musiałam pozbyć się z resztą ubrań, ponieważ był całkowicie przemoknięty. Włosy wytarłam w świeży ręcznik, przeczesując je delikatnie palcami. Musiałam tutaj pozostać póki moje ubrania całkowicie się nie wysuszą, w przeciwnym razie dane mi będzie wracać w samej koszuli i bieliźnie.
Weszłam powoli do sypialni. Sim podreptała od razu za mną, ciekawie rozglądając się po pomieszczeniu. W pomieszczeniu panował idealny porządek.
Leon nie wyglądał zbyt dobrze. Pogrążony był w śnie, jednak jego oddech był przyśpieszony i nierównomierny. Przyłożyłam czoło do jego czoła, aby sprawdzić temperaturę jego ciała. Był rozpalony. Wiedziałam, że to skończy się w ten sposób. Martwiłam się o niego, a ten całkowicie to zignorował oddając mi swoją kurtkę. Gdyby nie to, na pewno by się nie przeziębił.
Musiałam się nim zająć. Nawet jeśli chciał mnie się stąd pozbyć, nie mogłam od tak po prostu odejść do swojego pokoju i zostawić go samego. Niech nawet nie myśli o tym, że jutrzejszego dnia pozwolę mu wstać z łóżka. Musiał jak najszybciej wyzdrowieć.
Ucałowałam chłopaka w policzek, okrywając go szczelniej kołdrą. Jutrzejszego dnia bedę musiała zdobyć leki i witaminy, które pozwolą mu szybciej wyzdrowieć. Leon i tak spał, dlatego wiedziałam, że dzisiejszego dnia nic już nie zrobię.
Spojrzałam na jego nagi tort od razu się rumieniąc. Palcami przejechałam po jego klatce piersiowej. Byłam w stanie wyczuć każdy mięsień. Przygryzłam dolną wargę zabierając dłoń. Nie powinnam robić takich rzeczy, nawet nie powinnam o czymś takim myśleć. Skarciłam się za to w myślach.
Wzięłam do ręki Sim. Chociaż w łóżku mogłyby zmieścić się dwie osoby, nie chciałam przeszkadzać Leonowi. Razem ze smokiem ułożyłam się na kanapie oraz zwinęłam się w kłębek, aby nie zmarznąć w nocy. Smoczyca ułożyła się obok mnie, wtulając się w mój brzuch.



Leon

Całkowicie obudziłem się nad ranem. Nie mogłem się jednak wylegiwać pomimo choroby. Stłumiłem jęk, który cisnął mi się na usta i z trudem się podniosłem do pozycji siedzącej. W głowie mi łupało, a każdy mięsień błagał o litość. Zacisnąłem zęby i podniosłem się wbrew swojej woli. Odetchnąłem głęboko i nogi same poniosły mnie do salonu. W oczy od razu rzuciła mi się sylwetka śpiącej dziewczyny na mojej kanapie. Najwyraźniej postanowiła tutaj zostać. Nie miałem jej tego za złe. Nawet jeśli była pierwszą dziewczyną, której na to pozwoliłem. Była też pierwszą, którą choć pragnąłem uwieść wiedziałem, że tego zrobić nie mogę. Już nie... Za bardzo przebijała się przez moją ochronną tarcze abym mógł bardziej zaryzykować. Podniosłem koc z kanapy i okryłem nim dziewczynę i smoka. Kiedy spała pozwoliłem aby chłód nie zagościł na mojej twarzy. Zresztą nie miałem już na to siły. Przeszedłem do kuchni aby przed wyjściem zrobić sobie herbatę. Miałem zajmować się smokiem a nie się wylegiwać w łóżku. Jak się odpoczywało miało się za dużo czasu na rozmyślania, a tego mi już wystarczyło. Nie mogłem również brać wolnego. Nigdy go nie brałem nie ważne czy byłem chory czy nie. Nagle zakręciło mi się w głowie. Warknąłem cicho pod nosem sam na siebie i zalałem kubek gorącą wodą. Z cichym westchnieniem upiłem łyk cudownego naparu. Odstawiłem do połowy opróżniony kubek i z szafy wyciągnąłem czyste ubrania. Przebrałem się w żółwim tempie, bo podniesienie ręki sprawiało mi niemałe trudności.
-Cholerna pogoda... Cholerna choroba... Czy nic nigdy nie może być tak jak zaplanuje?-psioczyłem na siebie i na wszystko dookoła. Tylko Erica wydawała się jasnym punktem w tym pomieszczeniu. Czułem, że gorączka nadal się utrzymuje. Musiałem poczekać aż dziewczyna się obudzi i dać jej przynajmniej klucze do mieszkania aby się ubrała i wykąpała o ile miała na to ochotę. Podszedłem do niej. Nie byłem w stanie czekać. Za bardzo wszystko mnie bolało. Przywołałem na twarz uśmiech choć oczy zdradzały ból i zmęczenie. Delikatnie potrząsnąłem jej ramieniem chcąc wybudzić ją ze snu.
-Erica... Już nowy dzień, nie możesz się cały dzień obijać-powiedziałem ze śmiechem i ponownie ogarnęło mnie pożądanie. Leżała tylko w mojej koszulce i bieliźnie. Pomimo choroby nadal ją pragnąłem. Wyglądała pięknie z rozrzuconymi włosami na poduszce i delikatnym uśmiechem na ustach. nie mogłem się powstrzymać i ucałowałem ją w czoło. Po prostu musiałem to zrobić nawet jeśli ona tego nie chciała. Pogładziłem ją po włosach i uśmiechnąłem się gdy w końcu otworzyła oczy i na mnie spojrzała.
-Dziś przed ostatni dzień zajmowania się Sim więc rusz swój tyłeczek i mi pomóż- zaśmiałem się cicho gdyż właśnie ta część ciała wystawała jej spod koca. Miała ładne czerwone majteczki na sobie. Oblizałem usta nie spuszczając z niej wzroku. Zaśmiałem się cicho po czym przykryłem ją szczelniej kocem.



Erica

Otworzyłam leniwie oczy czując na ramieniu czyjąś dłoń. Uśmiechnęłam się delikatnie widząc przed sobą twarz Leona. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Był o wiele przystojniejszy kiedy nie próbował na siłę udawać chłodnej osoby i był po prostu sobą.
-Masz wspaniały uśmiech. - wyszeptałam spoglądając w jego oczy. Chciałam częściej go takim widzieć. Cieszyłam się, że to właśnie mi chciał pokazać swoją prawdziwą twarz. Położyłam dłoń na jego twarzy, głaszcząc delikatnie po policzku. Znowu miałam ochotę go pocałować, nawet jeśli przez to bym się przeziębiła. Pokusa była zbyt wielka.
-Ty nigdzie nie idziesz i ładnie wracasz do swojego łóżka. Jesteś chory.- zaprotestowałam przenosząc się do pozycji siedzącej. Rozciągnęłam się wyciągając do góry ręce, po czym Sim zrobiła dokładnie to samo co ja. Najwidoczniej nie tylko mi dobrze się spało w tym miejscu. W czasie pierwszej mojej wizyty panowała tutaj zupelnie inna atmosfera. Obecnie mieszkanie to było bardzo przyjemne i przytulne. Najchętniej bym tutaj została na stałe. -Wiem, że byś nie opuścił dnia pracy, dlatego już o tym pomyślałam. Dzisiaj zostajesz w mieszkaniu a ja dotrzymam ci towarzystwa. Wczoraj obiecałam, że się o ciebie zatroszczę kiedy się przeziębisz i mam zamiar dotrzymać słowa. Nawet nie myśl o tym, że cię stąd wypuszczę w takim stanie. - powiedziałam pewnym siebie tonem. Tym razem na pewno nie dam mu się zdominować. Mógł robić co chce, jednak w tej sprawie na pewno mu nie odpuszczę. Tutaj chodziło o jego zdrowie. Sam mnie karcił za to, że o siebie nie dbał, a robił dokładnie to samo. Za bardzo się martwiłam.
Wzięłam do rąk smoka, podając go Leonowi. Sama musiałam się ubrać i ogarnąć. Nawet jeśli było mi wygodnie w jego koszuli, nie mogłam w niej chodzić przez cały dzień. I tak wystarczająco się narzucałam przebywając tutaj przez całą noc i dzisiejszy dzień.



Leon

Nie powinna mówić mi takich rzeczy. Komplementy nie były wskazane jeśli chciałem zacząć trzymać ją na dystans co mi w ogóle ostatnimi czasy nie wychodziło. Przewróciłem lekko oczami. Nie powinna się tak o mnie martwić choć faktycznie czułem się gorzej niż było to możliwe. Zaśmiałem się cicho ciekawy jak chciała mnie zatrzymać w pokoju wbrew mojej woli. Na pewno by się jej to nie udało, ale nie chciałem z nią walczyć. W końcu nie taki był mój zamiar. Wziąłem do rąk smoka, ale niemal od razu musiałem odłożyć go na ziemię bo ręce odmawiały mi posłuszeństwa. Choć Erica miała rację nie zamierzałem jej tego mówić. Już i tak wystarczył, że zamierzała spędzić ze mną cały dzień. Nie wiedziałem jak miałem się próbować opanować w jej towarzystwie. Z trudem mi to przychodziło zwłaszcza gdy patrzyłem w te jej piękne słodkie oczy. Tego też jej oczywiście nie zamierzałem mówić.
-Od kiedy tak bardzo przejmujesz się moim losem? Nie raz pracowałem podczas choroby i nic poważnego mi się nie stało. Jak sama zauważyłaś to tylko przeziębienie i nie umieram prawda?-zapytałem z rozbawieniem kiedy nie chciała mnie wypuścić z mojego mieszkania. Postanowiłem skapitulować. I tak nie miałem siły się z nią sprzeczać. Z głośnym westchnieniem ciągle w tych samych ubraniach opadłem na łóżko. Czułem się beznadziejnie jakby każdy mięsień palił żywym ogniem. Oddychałem nieregularnie. Tak jakby gorączka wcale nie chciała mnie opuścić. Zerknąłem kątem oka na dziewczynę.
-Powinnaś odejść jeśli nie chcesz abym Cię zaraził. Nie byłoby dobrze jakbyś zachorowała zwłaszcza jak musisz zajmować się Sim-powiedziałem poważnie przymykając po chwili oczy. Czemu akurat dzisiaj musiało mnie to dopaść? Każdy inny dzień byłby wspaniały, ale teraz kiedy Erica była obok mnie musiała dopaść choroba.



Erica

-Od kiedy stwierdziłam, że na to zasługujesz. - uśmiechnęłam się wrednie pod nosem spoglądając na niego. -Może i to zwykłe przeziębienie, ale możesz rozchorować się jeszcze bardziej i już nie będzie tak lekko jak teraz. Jak widać nikt się o ciebie nie zatroszczył w czasie choroby i to był błąd. Może i sam nie zważałeś na to uwagi, ja jednak nie pozwolę ci dzisiaj wychodzić na dwór. Jeszcze dzisiaj będziesz musiał się ze mną pomęczyć, nawet jeśli tego nie chcesz. - powiedziałam pewnie. Nie dam się tak łatwo skąd wypłoszyć. Nie ważne czy tego chciał, na pewno go tutaj nie zostawię. Tym bardziej jeśli by chciał wrócić do pracy. Sam też nie chciał mnie wypuścić z pokoju kiedy poczułam się źle, więc dlaczego ja miałabym mu na to pozwolić?
-Mów co chcesz, na pewno mnie stąd nie wypłoszysz. Nie zarażę się od ciebie. Mam zamiar tutaj zostać i się tobą opiekować.
Podeszłam do niego, siadając obok niego na łóżku. Przyłożyłam czoło do jego czoła, podobnie jak wczorajszej nocy, aby zmierzyć jego temperaturę. Nadal był gorączkę. Powinien leżeć w łóżku i się wygrzewać.
-Odpocznij. Będę tu cały czas, więc możesz prosić o co chcesz.- wyszeptałam. Nie odsunęłam się od niego nawet na centymetr. Na moich ustach pojawił się słodki uśmiech kiedy wpatrywałam się w jego oczy. O dziwo nawet nie krępowałam się tym, że nadal miałam ubraną jego koszulę. Dzisiejszej nocy zasnęłam bardzo szybko, otulona przyjemną wonią jego perfum. Nie miałam nic przeciwko temu, aby zastąpić swoją piżamę jego koszulą. -Masz odpoczywać, rozumiesz? 
Złożyłam na jego ustach szybko, ale  jednocześnie namiętny pocałunek, aby nie zdążył go odwzajemnić. Odsunęłam się od chłopaka z wrednym uśmiechem na ustach, po czym pokazałam mu język. W tej chwili mial odpoczywać. Sam nie chciał, abym się zaraziła, a pocałunki również mogły się do tego przczynić. Mimo to nie mogłam się oprzeć. Coraz bardziej przyciągał mnie do siebie i nie byłam w stanie się mu oprzeć.  Z każdym dniem coraz bardziej pragnęłam jego towarzystwa oraz jego ust.
-A teraz masz się położyć pod kołdrę i się grzecznie wygrzewać, albo nigdy się mnie nie pozbędziesz. Będę tu tak długo póki nie wyzdrowiejesz.


Leon

Miałem ochotę się roześmiać gorzko. Oczywistym było, że po tym wszystkim co mnie spotkało nie zasługiwałem na troskę i ciepło. Przynajmniej nie od niej. Nawet nie wiedziała o tym, że planowałem ją tylko wykorzystać i nigdy jej tego nie powiem. Zasługiwała na coś więcej niż tylko cierpienia zwłaszcza z mojej strony. Westchnąłem cicho i przykryłem się kołdrą. Jej gadanie w takim stanie było lekko dla mnie uciążliwe, ale nic nie mówiłem, bo jej głos w jakimś stopniu mnie uspokajał.
-Uważaj, bo się przyzwyczaję i nie będę chciał się ciebie pozbyć, albo jeszcze lepiej w ogóle nie wyzdrowieje, a ty będziesz musiała się mną cały czas zajmować-powiedziałem z błyskiem w oku obracając się ciężko w jej stronę. Wyglądała na przejętą choć nie miała najmniejszego powodu. Przecież to było tylko przeziębienie. Nie umierałem na jakąś poważną chorobę. Zazwyczaj nawet z gorączką przychodziłem do pracy po prostu aby nie opuszczać. To byłoby moje pierwsze chorobowe od pięciu lat i choć nie byłem z tego dumny to chyba naprawdę nie miałem wyboru zwłaszcza, że Erica siedziała mi na karku.
-Nie musisz mi mówić co mam robić bo sam doskonale o tym wiem Erico. Problem w tym, że ja wcale nie jestem chory...-musiałem przerwać moją wypowiedź, bo złapał mnie ostry atak kaszlu, który przeczył całemu mojemu zdaniu i wyjaśnieniu. Zrezygnowany przyjąłem pocałunek, ale nawet nie zdążyłem go odwzajemnić co było dodatkowym faktem, który mnie lekko zirytował. Specjalnie mi to zrobiła choć nie powinna. Wiedziała jak na nią reaguje, musiała wiedzieć. Spojrzałem na nią spode łba. Mogłem prosić o wszystko, a tak naprawdę wystarczyło mi to, że ona tu była i chciała ze mną spędzać czas. Więcej nie potrzebowałem do szczęścia. Jedynie głupia gorączka nie dawała cieszyć mi się zaistniałym faktem. Miałem ochotę krzyczeć z bezsilności. Przykryłem się tak, że spod kołdry wystawał mi jedynie nos i mruknąłem coś cicho pod nosem sam nie byłem do końca pewien co takiego. Spoglądałem w jej śliczne oczy i nie mogłem oderwać od nich wzroku choć powinienem. Nie była ona dziewczyną dla mnie i trzeba to było jak najszybciej zrozumieć. Jej należał się ktoś kto o nią zadba, a nie sprowadzi na drogę do śmierci. Ja nie byłem dobrą opcją i nie będę dla nikogo. Musiałem się z tym pogodzić choć pragnąłem zaprzeczać całym sercem. Najłatwiej byłoby ją po prostu odtrącić. Problem polegał na tym, że nie byłem w stanie tego zrobić.



Erica

-Nie miałabym nic przeciwko temu, aby się tobą opiekować i nie musisz być koniecznie chory. Wolę kiedy jesteś w pełni sił.- zaśmiałam się cicho. Przyzwyczaić się do mnie... Nawet jeśli bym mu tego nie powiedziała, chciałam tego. Czy było coś złego w tym, że mi na nim zależało i chciałam stać się dla niego kim ważnym? Nie wiedziałam na ile było to wykonalne i czy moje nadzieje nie były jedynie sennymi marzeniami. W tej chwili spędzaliśmy ze sobą dużo czasu, jednak nie miałam pewności czy za kilka dni się mu nie znudzę i nie znajdzie sobie innej dziewczyny. Nie ważne kiedy mnie zostawi, zawsze będzie tak samo bolało. Dla mnie było już za późno, kochałam go. I nawet nie wiedziałam czy ze wzajemnością.
-Myślisz, że w to uwierzę? Wczorajszej nocy miałeś wysoką gorączkę i nadal jesteś osłabiony. Jeśli chcesz wrócić jutro do pracy, chociaż raz mnie posłuchaj i leż spokojnie. W tedy szybciej wyzdrowiejesz a ja nie będę się aż tak martwić.- mruknęłam pod nosem z lekką pretensją w głosie. Może i choroba nie była groźna, martwiłam się o niego. Nawet jeśli tego nie rozumiał lub nie chciał, nie byłam w stanie zmienić swoich uczuć do jego osoby. Był dla mnie ważny, więc oczywistym było, że chciałam, aby był zdrowy i bezpieczny. Zdecydowanie za daleko to zaszłe, ale nie potrafiłam już myśleć inaczej. Chciałam się o niego troszczyć. Problem w tym, że on mnie nie potrzebował. Nie był dzieckiem, które potrzebowało ciągłej opieki, dlatego byłam dla niego całkowicie bezużyteczna. Zapewne nawet teraz było dla niego uciążliwe to, że nie chcę go wypuścić nawet z jego pokoju. Musiał jednak wypocząć.
Uśmiechnęłam się ciepło kiedy okrył się kołdrą. Właśnie o to mi chodziło. Nie mógł ze mną cały czas walczyć. W tej chwili jego zdrowie było najważniejsze. Nawet tutaj mogliśmy opiekować się Sim, której najwidoczniej to odpowiadało. Mały smoczek szybko do nas dołączył, z trudem wdrapując się na łóżku i układając się obok Leona. Czuła się przy nim pewnie, może i zbyt pewnie, jednak nie ruszałam jej. Po zaledwie kilku minutach zapadła w spokojny sen.
-Zostawię ją przy tobie. Pójdę po lekarstwa i odwiedzę na chwilę Erasma. Za niedługo wrócę. - ucałowałam go w czoło pozostawiając ze smokiem. Udałam się od razu do łazienki, gdzie czekały na mnie, na szczęście już suche, ubrania, które miałam na sobie wczorajszego dnia. Szybko się w nie przebrałam, składając koszulę chłopaka na półce. Miałam nadzieję, że Loen za ten czas uśnie i nieco odpocznie, albo przynajmniej będzie grzecznie leżał w łóżku.



Leon

Erica dziwnie się zachowywała. Otaczała mnie troską jakby jej co najmniej zależało na moim zdrowiu, a to trzeba było wziąć pod uwagę. Nie mogłem dopuścić do tego aby całkowicie się do mnie przywiązała. W tym jednak momencie nie byłem w stanie nie byłem w stanie jej od siebie odepchnąć skoro ledwo się trzymałem na nogach. Przeczesałem włosy dłonią gdy trzęsła się nade mną jakbym był jajkiem, które zaraz się rozbija na kawałeczki.
-To zwykłe przeziębienie. Nie umieram... Poza tym nie będziesz mi mówiła kiedy mogę pracować, a kiedy nie. Leże, bo chcę leżeć, a nie dlatego, że ty mi tak karzesz- powiedziałem z lekkim uśmiechem na ustach. Powinna się trochę opanować. Smok powoli wspiął się na moje łóżko. Z chęcią zrzuciłbym ją na ziemię. To był mój pokój i żaden z tych potworków nie miał tu prawa wstępu. Nie poruszyłem się jednak nawet o centymetr i zniosłem to, że gad ułożył się obok mnie, a dokładniej przy nogach. Odetchnąłem lekko próbując opanować emocje. Może jakbym się przespał z jakąś dziewczyną napięcie by ze mnie uleciało... Wiedziałem jednak, że nie będę potrafił tego zrobić, bo cały czas myślałem o Erice. O jej pięknych jasnych włosach i długich nogach, o jej śmiechu. Byłem żałosny i musiałem to powstrzymać.
-Nie martw się poradzę sobie. W końcu nie choruje pierwszy raz, a lekarstwa mam tutaj. Możesz pracować jak długo chcesz-mruknąłem obracając się na drugi bok kończąc rozmowę. Zamknąłem oczy próbując zapaść w sen choć to się mogło źle skończyć. Ponownie widziałbym jak tracę osobę na której mi naprawdę zależy i to przez własną słabość. Może udałoby mi się jakoś uspokoić, ale nie kiedy ona była tak blisko mnie. Dopiero kiedy wyszła z mojego pokoju mogłem w miarę pozbierać myśli i nie rozmyślać o niej. A tak się działo praktycznie każdego dnia ostatniego tygodnia. Powinienem pozwolić Casperowi z nią flirtować, a jednak wkurzało mnie, że ktoś mógłby ją dotykać choć w przybliżony sposób co ja. Czułem, że mógłbym takiego zabić nim zdążyłby się przede mną w jakiś sposób usprawiedliwić. Nawet jeśli miała podejść do smoka ciarki mnie przechodziły, że ten mógłby się na nią rzucić bez powodu.



Erica

Przynajmniej lekarstwami nie musiałam się aż tak przejmować. Wyjęłam potrzebne leki oraz witaminy, kładąc je na półce obok łóżka chłopaka. Do tego przygotowałam mu również szklankę wody, aby mógł je popić. Spojrzałam na niego proszącym wzrokiem, aby je połknął. Nie powinien lekceważyć swojego stanu.
-Wiem, że sobie poradzisz, ale nie znaczy to, że dzięki temu przestanę się martwić.- wyszeptałam ledwie słyszalnie. Troska o niego była zbyt silna, nawet jeśli stan jego zdrowia nie był aż tak poważny. Było to zwykłe przeziębienie, ale jaką to miało różnicę? Chciałam, aby jak najszybciej wyzdrowiał i nie musiał się dłużej męczyć. Był to normalne jeśli się kogoś koch... Nie, nie powinnam o tym teraz myśleć.  Raczej bardziej miał mnie za wariatkę, która usilnie chciała się nim zająć i przesadnie patrzyła na jego chorobę. Nawet sama nie rozumiałam tego, dlaczego aż tak chcę się o niego troszczyć. Nawet w moim przypadku nie było to normalne i po raz pierwszy poświęcałam komuś aż tak dużo uwagi.
Ten głupek za bardzo zakręcił mi w głowie... Nadal było dziwne to, że po tak długim czasie byłam w stanie zakochać się akurat w nim. W rzeczywistości był inny niż wszystkim pokazuje i właśnie jego prawdziwy charakter mnie do niego przyciągał. Chciałam, aby był szczęśliwy i mógł po raz kolejny się uśmiechnąć, tak jak na tym zdjęciu. Widać było, że jest szczęśliwy. Był to szczery uśmiech,  który po raz pierwszy zobaczyłam na jego ustach dopiero dzisiejszego poranka. Dodawał mu dużego uroku, nawet jeśli sam twierdził coś innego. Być może przed innymi nadal będzie się skrywał, jednak chciałam, aby nie robił tego będąc przy mnie. Wolałam kiedy pokazywał swoją prawdziwą naturę.
Nie uszło mojej uwadze nawet to, że jest zazdrosny o Caspera. Widziałam jak chłopak na mnie patrzy, jednak staram się to ignorować. Może i był milszy od Leona i mniej uparty, mimo to niczego do niego nie czułam. Był po prostu zwykłym kolegą, nikim więcej.
-Mówiłam, że za niedługo wrócę. Sim powinna do tej pory nadal spać, ale jak się obudzi wystarczy ją nakarmić. - powiedziałam poważnie, jednak po chwili na moich ustach pojawił się słodki uśmiech. Wyglądał uroczo leżąc z małą smoczycą w jednym łóżku. Najbardziej kusiło mnie, aby położyć się obok niego, jednak musiałam oprzeć się tej myśli. Już i tak wepchałam się nieproszona do jego pokoju po raz kolejny, nie powinnam bardziej uprzykrzać mu tego dnia. Zamknęłam za sobą drzwi, idąc w stronę zagrody Erasma. Zatrzymałam się gwałtownie kiedy drogę zagrodziła mi Beth. Dziewczyna niebezpiecznie się do mnie zbliżyła, dokładnie mi się przyglądając.
-Aż dziwne, że się mu jeszcze nie znudziłaś, chociaż minęło już tyle czasu. Ale to tylko kwestia czasu. Widać, że ma do ciebie coraz mniej cierpliwości. Jedynie chciał zobaczyć jak to jest się umówić z dziewczyną gorszą od siebie- zaśmiała się wrednie spoglądając wyzywająco w moje oczy. Zmarszczyłam brwi słysząc jej słowa. Ani trochę mi się to nie podobało. - Nie martw się, za niedługo znowu do mnie wróci i cię zostawi. W końcu ile można się włóczyć z byle opiekunką? - uderzyła mnie w ramie, wymijając mnie. Obiecuję, że ta zołza mi jeszcze za to zapłaci i odszczeka każde swoje słowo.



Leon

 Patrzyłem jak dziewczyna wychodzi z pokoju zostawiając mnie samego w zimnym łóżku. Gdybym mógł to bym ją zatrzymał, ale nie mogłem. Nie pozwoliłem sobie na ten luksus mimo szczerych chęci. Miałem wrażenie, że minęło już kilka godzin odkąd mnie opuściła, a ja mogłem jedynie wpatrywać się w sufit. Nie mogłem zasnąć nawet jeśli gorączka trawiła mnie z każdej strony. Od wewnątrz i na zewnątrz. Otworzyłem szeroko oczy gdy drzwi bez pukania się otworzyły. Miałem nadzieję, że to Erica, ale w drzwiach pojawiła się Beth. Jakby nie mogła mi dać spokoju choćby na pięć minut. Miałem ochotę ją uderzyć. Zrzuciłem z siebie kołdrę i w samych bokserkach podszedłem do niej z wściekłością w oczach. Nawet ból i zmęczenie nie przeszkadzały mi w tym momencie.
-Ojejku jesteś chory...! Czy czegoś ci potrzeba? Może masażu, albo ciepłej herbatki?-szczebiotała jak najęta i nie dała mi dojść do słowa. Założyłem dłonie na klatce piersiowej i patrzyłem na nią pustym wzrokiem z zimnym uśmiechem na ustach. Wyszczerzyłem zęby w groźnym uśmiechu. Złamała niepisaną zasadę.
-A może powiesz mi kto pozwolił ci tu wejść?-zapytałem niby obojętnie nie spuszczając z niej wzroku. Widziałem jak zadrżała pod moim wzrokiem ze strachu. Wiedziała, że nie miała najmniejszego prawa tu wejść.
-Myślałam...myślałam, że jak tamta mogła tu wejść, a nawet spać to może ja...- wyjąkała niepewnie i cofnęła się o krok ode mnie najwyraźniej obawiając się mojego nastroju. Ja natomiast przybliżyłem się o krok i położyłem dłoń obok jej głowy aby nie mogła mi się wymknąć.
-A więc pomyślałaś, że mogłabyś kiedykolwiek dostąpić takiego zaszczytu i spędzić noc w tym pokoju? Przykro mi, ale to nie jest pokój do wynajęcia dla taniej dziwki, więc grzecznie cię teraz poproszę abyś sobie stąd poszła. Znudziło mi się twoje ciało, w ogóle nigdy mnie nie pociągałaś jakoś specjalnie.- wymruczałem jej do ucha, a ta z płaczem wybiegła z mojego pokoju. Miałem przynajmniej chwilę spokoju. Oparłem się plecami o ścianę i osunąłem się po niej na ziemię. Byłem wyczerpany, a dojście do łóżka graniczyło z cudem. Dlaczego ona musiała mnie nachodzić. Chciałem aby weszła tu Erica, a nie... Przymknąłem oczy próbując się skupić, ale po chwili zasnąłem.



Erica

Prychnęłam pod nosem. Niby co ona sobie wyobrażała? Mówić takie rzeczy...Nie wiem po co w ogóle się do mnie odzywała. Mimo to przez nią napłynęły kolejne wątpliwości. Nadal gdzieś w środku bałam się, że w końcu Leon mnie zostawi i pójdzie do innej, nawet nie zważając na moje uczucia. Tak naprawdę nie musiało to go interesować. Sama się w nim zakochałam i musiałam ponosić za to konsekwencje. Nie chciałam tego, ponieważ wiedziałam jak może się to skończyć, mimo to nie byłam w stanie udawać, że nic dla mnie nie znaczy. Już nawet nie mogłam sama siebie zrozumieć, dlaczego tak chętnie do niego przychodziłam i chciałam z nim spędzać cały swój czas. Sama się dziwiłam, że znosił moją obecność i do tej pory nie ma nic przeciwko temu. Nigdy nie znosił żadnej dziewczyny aż tak długi czas, przynajmniej na nigdy go z takową nie widziałam dłużej niż parę dni. Nie wspominając o tym, że skupiał się przede wszystkim na pracy, jedynie w wolnej chwili pozwalając sobie na pocałunki.
Na pewno nie byłabym w stanie znieść widoku innej dziewczyny w jego ramionach. Nie teraz i po tym wszystkim co przeżyliśmy. A przynajmniej ja przy nim przeżyłam. Nigdy nie stawiałam innej osoby ponad młode smoki, nawet w czasie wcześniejszego związku, a mimo to przez niego... Wolałam być przy nim zamiast przy smokach. Już samo to było oznaką, że moje uczucia zaszły za daleko a ja nic nie mogłam z tym zrobić.
Odetchnęłam głęboko docierając na miejsce. Widząc mnie Erasm podniósł łeb, wtulając się we mnie. W czasie szkoleń panował tutaj przyjemny spokój. Nawet Casper spędzał ten czas ze swoim partnerem, do kogokolwiek został przydzielony. Nawet on musiał zaliczyć te szkolenia, a ze smokami nie miał żadnego doświadczenia.
Podałam smokowi porcję jedzenia, jeszcze praz chwilę masując jego skrzydła, aby mógł się zrelaksować. Zajęło to nieco ponad godzinę, co i tak było bardzo dobrym wynikiem. Ucałowałam gada w czubek pyska, pozostawiając go samego.
Ciekawiło mnie jak czuł się Leon i głównie to chodziło mi teraz po głowie. Kiedy wychodziłam wyglądał na zmęczonego i powinien w tej chwili spać i wygrzewać się w łóżku. Lepiej dla niego, aby właśnie tak było.
Westchnęłam ciężko otwierając drzwi do jego pokoju. Chłopak leżał przy drzwiach wejściowych, śpiąc na podłodze. Miałam ochotę uderzyć go za to w łeb i wygonić na łóżko, aby się w końcu nauczył, że ma zacząć dbać o swoje zdrowie.
Spojrzałam na jego zaspałą twarz, dokładnie mu się przyglądając. Moja dłoń spoczęła na jego policzku. Fakt, że był w samych bokserkach ani trochę mi nie pomagał. Nie musiałam długo czekać, aby na moich policzkach pojawił się mocny rumieniec. W końcu udało mi się oderwać od niego wzrok.
Wziąłem chłopaka pod rękę, w trudem próbując go ponieść. Czy chciał, czy też, musiał wracać do łóżka.



Leon

Przebudziłem się czując czyjąś dłoń na policzku. Otworzyłem powoli oczy chcąc sprawdzić kto odważył się znowu wejść do mojego pokoju. Widząc Eric'ę mimowolnie się uśmiechnęłam do niej. Przyjąłem podaną dłoń i podniosłem się na równe nogi. Nie chciałem się jednak na niej opierać aby nie musiała znosić mojego ciężaru, który zapewne był niemały. Złapałem jej dłoń w swoją i pociągnąłem za sobą do łóżka. Wolałem jednak mieć jakąś asekurację, bo lada chwila mogłem się przewrócić, a wtedy nic by mnie nie uchroniło. Opadłem na łóżko nadal trzymając ją za rękę. Nie wiedziałem czemu to robiłem po prostu potrzebowałem jej bliskość. Bardziej niż powietrza. Ona była po prostu darem od losu, ale nie mogłem jej tego powiedzieć. Choćbym musiał ją zranić...Nie! Tego bym nie zrobił za żadne skarby.
-Dlaczego to robisz? Przecież nie wymagam tego od ciebie. W ogóle nic od ciebie nie wymagam.-powiedziałem nie rozumiejąc jej postępowania ani przez moment. Przymknąłem oczy i odetchnąłem leciutko po czym znowu na nią spojrzałem. I co ja miałem teraz zrobić? Przyciągnąłem ją do siebie i położyłem się ciągnąc za sobą aby także to uczyniła. Objąłem ją w pasie przyciskając do rozgrzanego gorączką ciała. Wiedziałem, że nie powinienem jej przytulać zwłaszcza teraz kiedy byłem chory. Westchnąłem cicho układając swoje czoło na jej ramieniu. Od razu poczułem się lepiej kiedy mogłem mieć ją blisko siebie.
-Nie uciekaj... Nie chce zostawać sam-powiedziałem cicho na granicy przytomności. Zaczynałem ponownie odpływać w krainę snów choć wcale nie chciałem. Pragnąłem jedynie czuć jej ciało i oddech i pocałunki i dotyk....Nie dane mi było jednak podjąć samodzielnego wyboru. Już po chwili leżałem bez przytomności obok jej miękkiego ciała wdychając jej zapach. Nawet jeśli byłem chory to czułem, że jestem w raju.



Erica

-Dlaczego chociaż raz nie możesz mnie posłuchać? Przecież mówiłam, że masz pozostać w łóżku i się z niego nie ruszać, teraz masz tego skutki. Jeśli będziesz spał na ziemi, przeziębisz się jeszcze bardziej. - westchnęłam ciężko. Nie byłam w stanie się na niego gniewać. Za bardzo się martwiłam o jego zdrowie, aby dodatkowo jeszcze się na niego denerwować. Cieszyłam się, że mogę być tutaj obok niego i chociaż do tego mu się przydać. Nawet jeśli było to zmuszanie go do leżenia w łóżku i uprzykrzanie mu życia swoim towarzystwem.
Byłam mu wdzięczna, że pomógł mi z przejściem na łóżko. Nawet jeśli bym sobie z tym jakoś poradziła, mogłam mu jedynie dziękować za pomoc. Mimo to nie musiałabym go nosić, gdyby od samego początku pozostał w łóżku i się z niego nie ruszał. Przynajmniej Sim była bardziej posłuszna i nadal spała na swoim miejscu. Szkoda, że w tej chwili Leon nie chciał mnie tak samo słuchać, chociaż  wyszłoby mu to na dobre.
Usiadłam obok niego, dokładnie przyglądając się chłopakowi. Był jeszcze bardziej rozpalony niż wcześniej, a to nie wróżyło nic dobrego. Miała nadzieję, że jutrzejszego dnia poczuje się już lepiej i nie będzie musiał aż tak się męczyć. Miałam zamiar przy nim pozostać póki całkowicie nie wyzdrowieje i nie będę musiała się martwić o to, że nie ustoi nawet na własnych nogach.
-Nie musisz tego ode mnie wymagać. Martwię się o ciebie, czy to nie oczywiste? Nie mogę ci pozwolić na to, abyś rozchorował się jeszcze bardziej. Mówiłam ci wcześniej, że się tobą zaopiekuję. Nie zostawię cię. - powiedziałam łagodnie uśmiechając się do niego. Nawet kiedy był cały czerwony przez gorączkę, miałam ochotę połączyć nasze usta w słodkim pocałunku. Nawet nie wiedział jak bardzo na mnie działał i co ze mną robił. Chyba nawet sama tego nawet nie wiedziałam.
Bez protestów się obok niego położyłam, wtulając w jego tors. Był gorący i prawie nagi. Wtuliłam się w niego bardziej próbując ukryć rumieńce, które rozkwitły na mojej twarzy. Uśmiechnęłam się pod nosem. Nawet jeśli był na wpół przytomny, cieszyłam się, że chciał, abym z nim została. Po raz kolejny mogłam spędzić noc w jego ramionach.
-Przecież nigdzie nie uciekam. Zostanę tu z tobą, obiecuję. - wyszeptałam. Ucałowałam go w policzek wtulając się bardziej. Nawet jeśli dochodziło dopiero południe, zamknęłam oczy z nadzieją, że i ja będę mogła usnąć.



Leon

Obudziłem się wieczorem tego samego dnia czując koło siebie coś przyjemnie ciepłego. Przytuliłem to do siebie mocno. Czułem się o wiele lepiej i nawet jeśli nie wziąłem żadnego lekarstwa to gorączka mnie opuściła. Z uśmiechem na ustach otworzyłem oczy i pierwsze co ujrzałem do twarz Eric'i. Mógłbym ją oglądać każdego dnia na nowo i zawsze znalazłbym w niej coś nowego godnego uwagi. Przeciągnąłem się lekko i dopiero teraz zorientowałem się, że jestem w samych bokserkach. Co się w ogóle dzisiaj wydarzyło? Jak przez mgłę pamiętałem Beth i jej wizytę, która uciekła z płaczem z mojego pokoju. Nie pamiętałem co jej powiedziałem, ale najwyraźniej poskutkowało i miałem ją z głowy. Powinna zrozumieć, że nigdy za żadne skarby świata się z nią nie zwiąże. Może i nie oddawała się każdemu, ale na pewno miała porównywalnie facetów co ja kobiet. Nie podobało mi się to u dziewczyny zwłaszcza, że ona brała za to pieniądze. Jak można było upaść do takiego stopnia, zwłaszcza, że zarabiała nie mało i na pewno na wszystko jej starczało. Nawet na najdroższe ciuchy. Z nikim nie byłem gotowy się związać, ale nawet jeśli to nie z taką dziwką jak ona. Spojrzałem jeszcze raz na dziewczynę śpiącą w moim łóżku i przybliżyłem się lekko całując ją w nos. Poruszyła nim delikatnie marszcząc go przy tym. Miałem ochotę się zaśmiać, ale musiałem pamiętać, że ja się nie śmieje. Jestem zimny i tak powinno zostać. Nie potrafiłem się tak jednak zachowywać przy niej. Po chwili pocałowałem ją w policzek, w brodę, a na koniec w te cudowne i kuszące usta. Dłonią przygarnąłem ją do siebie drażniąc jej wargi delikatnie aby się rozchyliły. Widziałem, że śpi. Bezwiednie rozchyliła usta, ale przez sen nie oddała pocałunku. Pogłębiłem go językiem drażniąc delikatnie jej język, a dłonią wodząc po jej plecach. Już po chwili patrzyłem w te jej śliczne oczy. Obiecałem sobie, że nic w jej kierunku nie zrobię, a przynajmniej nie bez jej zgody. To było czyste szaleństwo dalej w to brnąć kiedy byłem na cienkiej granicy. Powinienem się od niej uwolnić, a nie bardziej się przywiązywać.
-Obiecałem sobie, że nie zrobię niczego wbrew twojej woli... Nie mogłem się jednak oprzeć.-wyszeptałem przesuwając swoje dłonie prosto na jej pupę i przyciągając ją do swojego ciała-Nie zrobię nic jeśli nie będziesz chciała, jeśli nie poprosisz i nie będziesz pewna czy tego naprawdę chcesz- dodałem po chwili i pocałowałem ją w czoło co nawet dla mnie było dziwne. Chciałem jednak aby poczuła się bezpieczna. Zależało mi na niej i to się liczyło. Kciukami gładziłem ją po pupie, a nie posunąłem się dalej. Nie jeśli nie da mi wyraźnego zaproszenia. Szukałem w jej oczach i znalazłem niepewność. Natychmiast się od niej odsunąłem. Nie zasługiwałem na nią. Położyłem się na plecach i odetchnąłem głęboko. Każdy by poznał, że jej pragnę. Całe moje ciało, z każdą komórką w nim o tym mówiło. Nie mogłem jednak jej do tego zmusić.



Erica

Ciepło otaczało mnie z każdej strony, zaś ramiona chłopaka dawały mi poczucie bezpieczeństwa. Właśnie w tej chwili potrzebowałam tego najbardziej. Nie miałam już ochoty udawać, że nic do niego nie czuję i że dam radę wytrzymać bez niego, bo doskonale wiedziałam, że prawda była inna. Po co udawać, że jest inaczej? Walka ta była bezsensowna, ponieważ wiedziałam, że moje pożądanie i tak będzie silniejsze od zdrowego rozsądku.
Otworzyłam powoli oczy czując jak jego język drażni moje podniebienie. Bez chwili namysłu oddawałam pocałunek, wpatrując się w jego oczy. Na moich policzkach pojawiły się duże rumieńce, które szczypały moją twarz. Uśmiechnęłam się mimowolnie na jego słowa, chociaż nie odpowiedziałam na nie. Taka pobudka jak najbardziej mi odpowiadała.
Przynajmniej on czuł się już lepiej, a przynajmniej taką miałam nadzieję. Jego ciało nie było już aż tak rozpalone. Przynajmniej nie musiał się już męczyć z gorączką. Nie znaczyło to jednak, że spuszczę z niego oko i przystanę pilnować. Choroba nie ustępowała po jednym dniu, dlatego w dalszym ciągu musiał dbać o swoje zdrowie, aby dnia następnego gorączka nie powróciła. Miałam zamiar tego dopilnować. Jeśli znowu zastanę go śpiącego na ziemi, tym razem na pewno tak łatwo mu tego nie odpuszczę. Nie mógł lekceważyć swojego stanu, nawet jeśli była to zwykła nieszkodliwa gorączka. Nawet na pozór coś tak błahego może przerodzić się w groźniejszą chorobę.
-Póki nie poproszę? Myślałam, że takie rzeczy się po prostu wie. - uśmiechnęłam się jednym kącikiem ust spoglądając na niego. Chciałam, aby w dalszym ciągu się do mnie przytulał oraz mnie całował.
Ciężar swojego ciała przeniosłam na jego tors, kładąc się na nim. Ułożyłam dłonie na jego policzkach zmuszając, aby na mnie spojrzał. Po raz pierwszy spotkałam się z tym, aby to właśnie on był niepewny wobec dziewczyny. Było to urocze.
Przygryzłam dolną wargę przybliżając się do jego twarzy. Położyłam czoło na jego czole, dokładnie wpatrując się w oczy chłopaka. Jak zawsze błyszczały i hipnotyzowały sprawiając, że obserwator mógł się w nich całkowicie zatracić. Dopiero po dłuższej chwili pocałowałam go w usta, językiem łaskocząc go po górnej wardze.



Leon

-Ja to mogę wiedzieć, ale ty? Nie zamierzam cię do tego zmuszać rozumiesz?-zapytałem poważnie. Chciałem aby mi zaufała,a nie traktowała jak wielkiego podrywacza. Może i nim byłem, ale nie w tym momencie. Teraz byłem tylko sobą i zależało mi na jej szczęściu, a ja nie chciałem przyczynić się do jej cierpienia. Zdziwiony patrzyłem jak się na mnie kładzie. Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Dopiero kiedy mnie pocałowała przywarłem do niej i oddałem pocałunek wsuwając swój język w jej usta. Drażniłem się z nią, a na końcu przygryzłem jej wargę. Obróciłem się tak, że to ona leżała pode mną. Całowałem jej szyję robiąc w niektórych miejscach malinki, a dłońmi pozbyłem się jej koszulki. Leżała przede mną w samym staniku. Schodziłem pocałunkami coraz niżej. Na jej ramiona i obojczyki. Spojrzałem jej ponownie w oczy chcąc wyczytać w nich pozwolenie. Gdy nie protestowała ponownie pocałowałem jej usta a następnie przygryzłem płatek jej ucha.
-Pragnę cię...- wyszeptałem jej do ucha i polizałem lekko jej szyję. Pozbyłem się też jej spodni i patrzyłem na jej ciało okryte jedynie bielizną. Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Była po prostu piękna. Jej twarz była ślicznie zaróżowiona, oczy zamglone, a klatka piersiowa unosiła się w szybkim i nierównomiernym tempie. Musiałem to w końcu przyznać. Pragnąłem jej jak nikogo jeszcze na tym świecie. Miałem ochotę ją całować i przytulać aby w końcu poczuła się przy mnie bezpieczna. Nie mogłem dopuścić do tego aby coś ją zraniło. Byłem gotowy się z nią związać. Nie opuściłbym jej po tej nocy spędzonej razem. Nie byłbym do tego zdolny. Pogładziłem ją delikatnie po całym ciele. Była piękna. Nie widziałem nigdy piękniejszej kobiety. Pocałowałem ją w nos i uśmiechnąłem się do niej. Powoli odpiąłem jej stanik, bardzo powoli aby się przy mnie nie krępowała. Kiedy już się go pobyłem pogładziłem delikatnie jedną z nich a następnie ucałowałem w sam jej czubek. Uniosłem głowę ciekawy jej reakcji. Zaróżowiona była jeszcze piękniejsza.



Erica

-Nie znaczy to, że muszę o coś prosić.- wyszeptałam uśmiechając się wrednie. Nadal nie byłam pewna co się po tym stanie, ale wiedziałam, że chcę z nim to zrobić. Kochałam go, nawet jeśli nie odwzajemniał moich uczuć. Pożądanie było silniejsze od zdrowego rozsądku i miało całkowitą kontrolę nad moimi myślami.  Po prostu chciałam być przy nim.
Uśmiechnęłam się kiedy odwzajemnił pocałunek. Oblizałam usta uważnie mu się przyglądając. Tym razem nie miałam zamiaru się powstrzymywać. Jego oczy zdradzały, że pragnął tego samego co ja. W tej chwili nie chciałam myśleć o tym, czy odwzajemnia moje uczucia, jedynie dałam się ponieść chwili i czerpać z niej jak najwięcej. Być może robiłam źle podejmując taką decyzję, jednak w tej chwili ani trochę mnie to nie obchodziło. Po raz pierwszy czułam coś takiego i trudno było mi nad tym zapanować, nie dawałam rady dłużej się przed tym powstrzymywać i udawać, że nic do niego uczuję. W końcu musiałam odważyć się na to, aby wyznać swoje uczucia. Czułam, że powinnam to zrobić. Musiał się o wszystkim dowiedzieć i dać mi odpowiedź. Nie byłam w stanie wiecznie to przed nim ukrywać.
Po chwili znalazłam się pod nim. Westchnęłam cicho czując na szyi jego ciepłe usta. Po moim ciele przeszedł przyjemny dreszcz. Nawet jeśli się nie odzywałam, całkowicie mu się oddałam, przyzwalając na wszystkie pieszczoty, tym samym ochoczo je przyjmując. Na policzkach czułam duże wypieki. Było to zawstydzające, jednak nie miałam najmniejszego zamiaru przerywać. Nim się spostrzegłam pozostałam w samej bieliźnie.
Podniosłam się na ramieniu, aby się do niego przybliżyć. Byliśmy bardzo blisko siebie, a nasze usta prawie stykały się. Próbowałam wyregulować swój oddech, jednak ani trochę mi to nie wychodziło.
-Leon, ja... Nigdy tego nie robiłam, dlatego bądź delikatny, dobrze? - wyszeptałam ledwie słyszalnie.
Ufałam mu i wiedziałam, że nie zrobi mi krzywdy. Ta myśl mi wystarczyła, aby całkowicie mu się oddać bez słowa protestu. Czułam się przy nim bezpiecznie.



Leon

Uśmiechnąłem się do niej lekko. Przy mnie nie musiała się bać, że zrobię jej krzywdę kochając się z nią. Choć zawsze wybierałem doświadczone dziewczyny to z pewnością poradziłbym sobie i teraz. Na pewno specjalnie jej nic nie zrobię. Skoro już do tego między nami doszło musiałem się nią zająć. Nie mogłem jej tak po prostu zostawić.
-Wszystko będzie dobrze... Zaufaj mi...-wyszeptałem w jej usta ponownie całując ją namiętnie w usta przygniatając ją delikatnie do łóżka. Mogłem poczuć każdą wypukłość jej ciała i dzięki niej i ja byłem szczęśliwy...

***

 Obudziłem się z samego rana. Nasze ubranie porozrzucane były po całym pokoju. Uśmiechnąłem się lekko i pocałowałem Erice w czoło. Ta jedna się nie obudziła tylko w najlepsze spała dalej. Poruszyła się w łóżku i jedynie obróciła się na drugi bok. Kołdra zsunęła się z niej odsłaniając jej piersi. Ścisnęło mnie w sercu i już wiedziałem, że nie mogę jej zostawić. Podniosłem się z łóżka i podszedłem do szuflady gdzie miałem już schowany dla niej prezent. Nie kłopotałem się z tym aby się ubierać. W końcu nie miałem się czego wstydzić. Już mnie widziała nagiego i ja także miałem tę okazję. Wskoczyłem do łóżka tuż obok niej i zacząłem całować ją po szyi schodząc coraz niżej. Czułem, że zaczyna się budzić więc objąłem ją mocno i przyciągnąłem do siebie. Chciałem jeszcze nie raz powtórzyć tę noc.
-Erico obudź się... Mam coś dla ciebie kochanie. No wstawaj bo przegapisz coś wspaniałego.- podniosłem ją do góry i posadziłem przed sobą zabierając jej kołdrę tak, że nie miała się czym okryć. Jej widok nagiej sprawiaj, że krew żywiej krążyła w moich żyłach. Złapałem ją za rękę i dałem kopertę w jej drugą dłoń. Miałem nadzieję, że się jej spodoba. Pocałowałem ją w policzek i usiadłem za nią obejmując ją w pasie i przyciskając jej ciało do swojego ciała. Dmuchałem jej delikatnie w kark.
-Teraz musisz mnie posłuchać uważnie, bo nie często ci to powtórzę... Kocham Cię Eric'o o radzę ci o tym nie zapomnieć, bo każdy facet który cię dotknie bardzo szybko zobaczy, że to nie była najlepsza decyzja.



Erica

Mimo wielu emocji i myśli, które krążyły po mojej głowie, zasnęłam w końcu wtulona w chłopaka. Czułam się wspaniale przy jego boku. Tego mi brakowało, ciepła i poczucia bezpieczeństwa, z którego na pewno tak łatwo nie zrezygnuję.
Westchnęłam cicho otwierając powoli oczy. Czując jego ciepłe usta na swojej klatce piersiowej, mój oddech momentalnie przyśpieszył. Spojrzałam z uśmiechem w jego oczy. Wczorajsza noc była cudowna i miałam zamiar powtórzyć ją w najbliższej przyszłości. Tym razem pozwoliłam mu działać i dałam wolną rękę, jednak następnym razem na pewno nie pozostanę całkowicie bierna. Nie byłam aż tak doświadczona jak inne dziewczyny, z którymi był, dlatego było przede mną jeszcze dużo pracy. Chciałam, aby i jemu było jak najprzyjemniej.
Usiadłam wtulając się w niego plecami. Nadal byłam zaspana, jednak jedyne na co miałam w tej chwili ochotę to to, aby go pocałować. Nadal brakowało mi słodkiego smaku jego ust, a od zeszłej nocy miałam na niego jeszcze większą ochotę.
Spojrzałam zdziwiona kiedy wręczył mi do ręki kopertę. Bez wahania otworzyłam ją, będąc ciekawa co jest w środku. Wstrzymałam oddech, jednak po chwili na moich ustach zagościł ciepły uśmiech. Wtuliłam się w Leona, składając na jego ustach pocałunek. Nie mogłam uwierzyć w to, że przekazał Erasma w moje ręce, chociaż wcześniej wydawał się być przeciwny takim pomysłom. Byłam mu za to wdzięczna.
-Dziękuję, jesteś cudowny. - wymruczałam nawet na chwilę nie przerywając pocałunków. Właśnie dlatego go uwielbiałam. Może udawał chłodnego, ale w rzeczywistości taki nie był. Mógł nawet temu zaprzeczać, przez ten czas zdążyłam go już przejrzeć.
-Więc będziesz mi musiał często o tym przypominać. - wyszeptałam, przygryzając płatek jego ucha. - Kocham cię, Leon. Pamiętaj jednak, że nie mam zamiaru dopuszczać już do ciebie żadnej dziewczyny. Od dzisiejszego dnia należysz jedynie do mnie, a jestem pewna, że nie jedna będzie się jeszcze ślinić na twój widok. - powiedziałam pewnie. Pchnęłam go do tyłu, aby móc się na nim położyć. Pocałowałam go w szyję, po czym zrobiłam na jego szyi malinkę. Dosyć wysoko, aby była jak najbardziej widoczna. Uśmiechnęłam się z satysfakcją widząc swoje dzieło. -To tak na początek, aby nikt nie miał wątpliwości co do tego, że jesteś mój. - wymruczałam do jego ucha.