Liam
Przeciągnąłem się spokojnie zauważywszy, że śpię na ziemi. Nienawidziłem kiedy tak się działo. Może i wyglądałem jak zwierzę, ale nie miałem najmniejszej ochoty się nim stać i tak się zachowywać. Nienawidziłem tego ciała i musiałem zrobić wszystko, aby się go pozbyć. Byłem potworem i to wszystko przez tą żałosną wiedźmę! Jak śmiała przyjść do mojego pałacu i jeszcze zrobić ze mnie byle bestię, której każdy się boi?!
Jedynie mój brat uchronił się przed tym losem. Nie wiedziałem jak tego dokonał, jednak nie mogłem mieć mu tego za złe. Od tamtej pory stał się moją prawą ręką i zajmuje się większością spraw związaną z królestwem, zwłaszcza publicznymi występowaniami. W tej chwili miałem tylko jego. Przynajmniej na swojego brata mogłem liczyć i wiedziałem, że na pewno mnie nie zawiedzie w tej sprawie. Tak jak i ja myślał o poddanych. Być może nie wszystkim wiodło się najlepiej i brakowało jedzenia, jednak staraliśmy się o nich dbać. Od brata dowiedziałem się, że kilka przemienionych osób ze służby poddało się zwierzęcej natury i zbuntowało przeciwko nam. Teraz musieliśmy zmierzyć się z bestiami, które co jakiś czas napadały na wioski. Zazwyczaj zabierały zapasy jedzenia, jednak najgorsze było to, że atakowali również mieszkańców. Często osoby te znikały w podobnych odstępach czasowych. Mimo przewidywalności, a przynajmniej nam się zdawało, że możemy to przewidzieć, nigdy nie udało się złapać bestii. W takim tempie zostanę królem, który nie ma już kim rządzić. Moje królestwo pozbawione będzie ludzi, a na to nie mogłem pozwolić. Trzeba jak najszybciej ich wyłapać i zamknąć, póki nie jestem w stanie odnaleźć antidotum. Nawet gdybym zajął bym się tym osobiście, uznano by mnie za jednego z tych potworów. Odkąd tak wyglądam nigdy nie wychodziłem poza mury zamku, ani nie pokazywałem się ludziom. Nikt nie mógł wiedzieć co się ze mną działo, póki znowu nie stanę się sobą.
Stanąłem w oknie przyglądając się krajobrazowi. W oddali widziałem jedną z wiosek, która leżała najbliżej zamku. Mury otaczały nie tylko moje zamczysko, ale również niewielkie miasteczko, które w chwili obecnej było całkowicie opuszczone. Ludzie uciekli w popłochu widząc co stało się ze mną i z moją służbą. Ulice oraz budynki obrośnięte były roślinnością, która coraz bardziej pożerała to miejsce, zamieniając je w zwykłą ruinę. Jeśli w końcu nie zacznę działać, za niedługo nie będzie już co ratować.
Stella
Zimny wiatr wpadał do małego pomieszczenia w moim podupadającym domku. Jeszcze trochę i dach zarwie się pod naporem śniegu i nie będę miała gdzie się schować. Nagle usłyszałam ostre pukanie do drzwi. Aż się skuliłam gdy moich uszu dobiegł złowieszczy ryk. Doskonale wiedziałam kto to. Musiałam jednak otworzyć, bo nie było żadnej drogi ucieczki. Wzięłam głęboki oddech i otworzyłam powoli drzwi szczelnie okrywając się cienkim szalem. Tylko on chronił moje nagie ręce przed zimnem, co w rezultacie nic nie pomagało.
-Czym mogę służyć?-zapytałam otwierając drzwi i starałam się nie krzywić na widok potworów przed moim domem. To była już codzienność więc tylko w środku drżałam ze strachu, a twarz miałam jak wykutą z kamienia. Uśmiechałam się z przymusem patrząc w ich paskudne pyski. Jeden z ogrów zlustrował mnie od stóp do głów. Nie dostrzegając jednak żadnej skazy na moim ciele mruknął coś do swojego kompana i powrócił do grupki przerażonych ludzi czekających jako danina dla króla. Zawsze przychodzili. Dokładnie co miesiąc w tym samym czasie. Nikt z nas nie rozumiał czemu król jest taki okrutny. Moja rodzina już nie wróciła choć codziennie się o to modliłam. Co noc płakałam bojąc się, że ja będę następna.
Już miałam wrócić do swojego domku gdy silny podmuch wiatru wyrwał mi z rąk mój szal odsłaniając duże blizny po pazurach tych potworów. Wydarzyło się to jak byłam mała. Jeden z nich rzucił się na mnie chcąc zaciągnąć do wozu, ale zdołałam mu się wtedy wyrwać.
Mój wzrok spoczął na jednym z ogrów. Wiedziałam, że nie mam czasu, bo ten wydawał już rozkazy, Podkasałam spódnice i rzuciłam się do ucieczki. Nie miałam dużo czasu. W końcu i tak mnie dogonią. Tak naprawdę nie miałam żadnych szans. Wbiegłam do lasu i pędziłam ile sił w nogach przed siebie. Słyszałam za sobą ich krzyki i nawoływania. Kątem oka zobaczyłam, że jeden z nich mnie dogania. W momencie gdy wbił mi pazury w ramię krzyknęłam głośno. Kopnęłam go mocno w krocze i wyrwałam się biegnąc dalej. Krew nadal lała się z mojego ramienia. Musiał mnie głęboko zaciąć jednak nie miałam czasu aby opatrzyć zranienie. Odkąd zostawiłam tego potwora w tyle minęła sporo czasu. Słońce zachodziło, a ja błąkałam się po lesie. Zabłądziłam - to było pewne. Gdzieś daleko wilki urządziły sobie koncert, w każdej chwili gotowe na mnie wyskoczyć. Kiedy noc zapadła całkowicie dotarłam do wielkiej bramy. Udało mi się za nią przejść, ale słaniałam się już na nogach gdy oparłam się o mur i osunęłam się na ziemię pokrytą śniegiem. Siedziałam oparta o kamienie a krew na całe szczęście przestała już płynąć. Byłam jednak całkowicie wyczerpana i zziębnięta. Co w taką pogodę mogła mi dać bardzo cienka sukienka? Całkowicie nic... Walczyłam z sennością. Nie mogłam teraz usnąć, bo na pewno już bym się nie obudziła. Przede mną we mgle majaczył zaniedbany ogród i zarys ogromnego budynku. Siły jednak nie pozwoliłby mi tam nawet dotrzeć. Nogi miałam jak kostki lodu, a gardło bolało tak, że nie byłam w stanie wołać o pomoc. Z resztą i tak bym tego nie zrobiła w obawie, że ogry, orki lub trolle będą mogły mnie usłyszeć.
Liam
Wyszedłem na dwór oddychając świeżym powietrzem. Rzadko kiedy wychodziłem z zamku, dlatego rozkoszowałem się każdą chwilą na dworze. Ze względu na wygląd nie lubiłem opuszczać swojego domu, tak na wszelki wypadek, aby nikt mnie nie zobaczył. Wszyscy widzieli mojego brata, ja jednak ukrywałem się przed światem, nawet jeśli nadal byłem królem. Nikt nie zaufa władcy, który wygląda jak potwór. Właśnie dlatego zawsze wysyłałem mojego brata. Był normalny, dlatego też ludzie ze wsi mu ufali. Wystarczyło mi, że wykonywał moje rozkazy i przekazywał je mieszkańcom. Niczego więcej od niego nie chciałem. Wiem, że nie był zachwycony kiedy na łożu śmierci to mnie ojciec mianował królem, jednak na więcej nie mógł liczyć. Był moją prawą ręką i tyle powinno mu wystarczyć. Poniekąd miał to, czego chciał. Tylko dlatego, że nie został przemieniony... Nawet nie miałem większego wyboru, musiałem go wybrać jeśli nie chciałem rozsiewać większej paniki wśród swoich poddanych.
Odetchnąłem z ulgą wchodząc do ogrodu, który kiedyś należał do mojej matki. Po śmierci ojca popełniła samobójstwo. Starałem się dbać o ogród, ponieważ była to jedyna pamiątka po niej jaka mi pozostała, jednak od tamtego nieszczęsnego dnia został całkowicie opuszczony. Od paru lat nikt o niego nie dbał, przez co roślinność przejęła nad nim całkowitą kontrolę. Jedyne co mi pozostało to resztki posągu, który został stworzony specjalnie dla mojej matki. Kilka razy do roku każę o niego dbać, aby nie uległ zniszczeniu jak reszta tego miejsca.
Zatrzymałem się gwałtownie czując dziwny zapach. Poczułem delikatną woń, która nigdy wcześniej nie pojawiała się w tym miejscu. Była ledwie odczuwalna, jednak czułe nozdrza bestii pozwoliły mi zlokalizować jej źródło.
Podszedłem do dziewczyny, która pogrążona była we śnie. Nie wiedziałem co tutaj robiła, jednak podjęła bardzo złą decyzję. Nie powinno jej być w tym miejscu. Zwłaszcza w tym miejscu. Nie wyglądała na dziecko, jednak była równie głupia, skoro tutaj przylazła. Mimo to nie mogłem jej pozostawić ranną w śniegu. Było zimno, a jej ubranie nie dawało żadnego schronienia przed zimnem, Wziąłem ją na ręce zanosząc do pałacu. Kazałem opatrzyć jej rany. Z samego rana zostanie odesłana do wsi, nie mogła tutaj zostać.
Stella
Po jakimś czasie straciłam przytomność. Nie było się co dziwić. Dużo krwi uciekło z mojego ciała, a dodatkowo wyziębienie robiło swoje. Poruszyłam się niespokojnie czując na ciele coś miękkiego i łaskoczącego. Otworzyłam ledwo oczy i nie mogłam uwierzyć w co widzę. To musiał być koszmar. Miałam przed sobą najprawdziwszą bestię. Nie wiedziałam czy budzi we mnie strach, nie miałam pojęcia dokąd on mnie niesie. Już nie miałam gdzie uciekać. Gdy weszliśmy do jego budynku, który okazał się ogromnym zamkiem od razu zostałam postawiona na nogi. Trochę przejaśniło mi się w głowie. Powoli odzyskiwałam przytomność i to co miałam przed oczami wcale nie było snem. Wdarłam się na plac króla, który z pomocą bestii znęcał się nad ludźmi z wioski. Krzyknęłam przeraźliwie widząc te same potwory z wioski. I one mnie rozpoznały nic jednak nie zrobiły. Nie zaatakowały mnie co było bardzo dziwne. Cofnęłam się o krok wyrywając z chwytu bestii. Miał czarną sierść, dobrze skrojone ubranie i koronę na głowie. Nie wyglądał tak przeraźliwie jak jego sługusy. Szłam powoli tyłem do drzwi nie wiedząc gdzie szukać pomocy. Te jednak okazały się zamknięte.
-Proszę nie rób mi krzywdy...Pozwól mi odejść-wyszeptałam cicho drżąc na całym ciele. Starałam się jakoś zakryć blizny na ramionach jednak nie było to możliwe. Na pewno każe mnie wydać w mgnieniu oka. Tam gdzie trafiali porwani ludzie nie było powrotu. Całe pomieszczenie, w którym się znajdowaliśmy cały był pokryty kurzem. Bestia w koronie patrzyła się na mnie i nic nie mówiła, a ogry stały za nim i czekały na polecenia. Upadłam na kolana. Jedyne co pozostawało to błagać o litość. Na pewno mnie nie puści, a nawet jeśli nie miałam dokąd wracać. W wiosce już wiedzieli, że ja jestem następna do zabrania jako danina. Czy poza tym królestwem mogłam szukać pomocy? Byłam zmęczona, a palce miałam tak zimne, że aż bolały. Żadnemu z tych potworów nie dałam się dotknąć. To w końcu przez nich miałam te rany na ciele.
-Nie dotykajcie mnie... - prawie krzyknęłam rozpaczliwie. Teraz już nie podeszły bliżej jedynie patrzyły pytająco na swojego pana. Chciałam wyjść. Uciec... Starałam się nie patrzyć na króla o ile rzeczywiście nim był. Wyglądał teraz przerażająco. Czarna sierść pokrywała w całości jego ciało. Wiele razy słyszałam opowieści o potworze z zamku, ale nie dawałam im wiary. Teraz gdy on górował nade mną ogarniał mnie strach. Był wyższe ode mnie od dwie głowy i miał ostre pazury, które jak zauważyłam szybko schował. Nie wyglądał na zadowolonego patrząc na mnie,
-Błagam pozwól mi odejść...
Liam
Spojrzałem niezadowolony na dziewczynę kiedy się wyrwała. Ani trochę nie podobało mi się jej zachowanie. Nie miała żadnego szacunku dla swojego władcy co rozzłościło mnie jeszcze bardziej. Może i wyglądałem TAK, ale nie miała dzięki temu przyzwolenia, aby traktować mnie jak jakieś bestii z lasu! Nawet wyglądając jak potwór starałem się dbać o swój lud jak tylko mogłem. Właście tak mi się za to odwdzięczano? Ta dziewczyna była zwyczajnie bezczelna! Powinna teraz przede mną klęczeć i dziękować, że w ogóle mgła się tutaj schronić przed zimnem i chciałem zapewnić jej opiekę.
-W jaki sposób odnosisz się do swojego władcy?!- ryknąłem niezadowolony. Odchrząknąłem cicho chowając kły. Dużo mnie kosztowało, aby nad sobą zapanować i trzymać na wodzy swoją zwierzęcą naturę, która pojawiła się wraz z tym obrzydliwym futrem,
-Uspokój się, głupia dziewczyno. Nie zapominaj, że jesteś w moim domu! Powinnaś mi dziękować, że możesz przebywać w tym miejscu. Ogrzej się przy kominku. Niech opatrzą twoją ranę i zaprowadzą do pokoju. Z samego rana zostaniesz odesłana do domu. - warknąłem cicho. -Powinnaś wiedzieć, że nie powinno się wałęsać po lesie. Nikt cię nie ostrzegał, że są tu dzikie zwierzęta? Gdybym się nie zjawił, zapewne dzikie zwierzęta zakończyły by to, co rozpoczęły, albo byś zamarzła na śmierć. - niezadowolony spojrzałem na jej ramę. Widać było, że jest przemarznięta. Potrzebowała lepszego ubrania niż na szmatka, ktorą na sobie miała lub chociażby ciepłego płaszcza. Od zawsze wiedziałem, że mieszkańcy mojego królestwa nie byli bogaci, w dzisiejszych czasach trudno o to było, jednak mogli chociaż trochę zadbać o swoje okrycie. Ostatnimi czasy nawet trudno było wyciągać od niech podatki a przez ataki potworów nie mogli płacić nawet zbożem. Te potwory coraz bardziej wyrywały się spod mojej kontroli. Na pewno istniał inny sposób na zdjęcie klątwy niż ta idiotyczna miłość. Żałosne uczucie, które nigdy nie będzie mia dane. Jest to niemożliwe, dlatego jest to jedyne antidotum. Przynajmniej jak na razie, ponieważ nie zamierzałem poddawać się w poszukiwaniach.
Stella
Skuliłam się słysząc jego ryk. Nie odniosłam się do niego z szacunkiem, bo na niego po prostu nie zasługiwał. Mimo, że się okropnie bałam i tak wiedziałam co mnie czeka. Śmierć z jego rąk czy jego potworów... Nie było dla mnie żadnej różnicy. Uniosłam wyżej głowę i podniosłam się z kolan. Mimo wszechogarniającego strachu spojrzałam w oczy. Nie był piękny, a jako bestia jedynie przerażał wszystkich dookoła.
-Odzywam się tak jak na to zasługujesz mój panie. Nasyłasz na swoich poddanych te potwory aby porywały mieszkańców, niszczą nasz uprawy, nie mamy pieniędzy, ale i tak zbierasz wysokie podatki. Kto nie ma jak zapłacić od razu jest zabierany. To nie zwierzęta mnie zaatakowały tylko twoje potwory. Zostanę odesłana? Nie wierze... Od razu zabiorą mnie tam gdzie innych-powiedziałam ze smutkiem i strachem w głosie. Rozpoznałam w sługusach za nim tych, którzy byli dziś w wiosce. W ich oczach widziałam nienawiść do mnie. Byłam gotowa na atak ze strony króla. Nie wiedziałam już jak mam się zachować aby mnie nie zabił, zresztą nie było to ważne. I tak zginę. Nie chciałam tylko przy tym za bardzo cierpieć. Na pewno mi nie uwierzył, że uciekałam aby ratować życie, a wystarczyłoby porównać ślady po pazurach na moim ramieniu z ich pazurami.
-Jeżeli już zamierzasz mnie zabić panie zrób to szybko. I tak nie okaże szacunku dla kogoś kto na niego nie zasługuje, a swoich ludzi traktuje w taki sposób- wyszeptałam stojąc z lekko opuszczonymi ramionami- Ale nigdy, przenigdy nie dam się im dotknąć z własnej woli-dodałam na sam koniec. Krew ponownie zaczęła się sączyć z mojej rany plamiąc mi przy tym koszulkę. Starałam się nie zwracać na to uwagi, ani na to że okropnie mi zimno i słabo. Nie mogłam zemdleć. Wtedy nie wiedziałabym co by się ze mną działo. Mogliby ze mną zrobić wszystko. Musiałam być po prostu świadoma. Nic nie było ważniejszego. Moje życie i tak się powoli kończyło. Jedynie chciałam pamiętać ostatnie chwile mojego życia, o ile było to możliwe. Nasz król nie był nikim więcej niż mordercą i kłamcą. Kiedyś wszystkim żyło się dobrze, ale kiedy uraził wiedźmę wszystko się zmieniło. Nikt nie był bezpieczny choć każdy tak bardzo łaknął bepieczeństwa.
Liam
-Bezczelna wieśniaczko! - ryknąłem ukazując rząd ostrych jak brzytwy kłów. Bała się mnie. Skoro widziała we mnie jedynie potwora, nie miałem zamiaru tego zmieniać. Pokażę jej jakim potrafię być potworem. Sama się przekona o tym, że też potrafię być bestią.
Przycisnąłem dziewczynę do ściany, patrząc na nią z pogardą i wyższością. Powinna znać swoją pozycję. Była nikim. Powinna całować mi stopy za to, że dzięki mnie nadal może żyć.
-Jak śmiesz?- warknąłem. -Nikt cię nie nauczył, że w obecności króla nie ładnie jest kłamać? Powinienem za to zesłać cię do lochów albo rzucić na pożarcie wilkom. Od lat poświęcam się dla tego cholernego królestwa i dla takich bezwartościowych ludzi jak wy! Mój brat od miesięcy chroni was przed tymi, którzy wyrwali się spod mojej kontroli, ale nawet tego nie potraficie wykorzystać! Jeszcze wam za mało? Nie mam zamiaru głaskać was po główkach za to, że bezczynnie siedzicie i sami nie potraficie o siebie zadbać.- położyłem rękę, a raczej masywną łapę na jej ramieniu, mocno je ściskając. Jak dla mnie rownie dobrze mogła się wykrwawić. Tacy niewdzięcznicy jak ona nie zasługiwali na dach nad głową, a tym bardziej na życie w moim królestwie. Doskonale wiedziałem co dzieje się we wsiach. Potwory porywali ludzi a my nie byliśmy w stanie nic zrobić. Brat codziennie raportował mi o tym czy każda z wiosek jest odpowiednio chroniona. Więc dlaczego te stwory nadal się tam przenikają? Miałem na głowie nie tylko te stwory ale całe królestwo, o które musiałem dbać. Właśnie tak mi się za to odwdzięczano. Nie raz słyszałem od brata o buntach i atakach na potworów, które ich strzegły. Atakowali nawet moich żołnierzy, chociaż ci ryzykowali własnym życiem, aby ich chronić!
-Powinnaś być wdzięczna, że mimo twojej bezczelności mam dobre serce i pozwolę ci tu zostać. Masz nie pałętać się po zamku i mi nie przeszkadzać, albo twoim domem staną się lochy. - powiedziałem poważnie. Popchnąłem ją w stronę schodów, które prowadziły do sypialni. Nie wiem po co w ogóle tutaj przybyła. Jeśli chciała mnie wkurzyć, jak najbardziej jej się to udało. Byłem wściekły. Nie dam sobie wmówić, że to moja służba dokonuje tych ataków! Doskonale wiedziałem co dzieje się w wiosce, nawet jeśli nie widziałem tego. Bardziej ufałem swojemu oddanemu bratu niż komuś takiemu jak ona.
Stella
Krzyknęłam głośno gdy złapał mnie za zranione ramie. Łzy bólu napłynęły mi do oczu, ale on nie puszczał tylko nadal się nade mną znęcał. Teraz już nie miałam wątpliwości, że był potworem na jakiego wyglądał. Zawsze sądziłam, że wygląd nie osądza tego jaki jest człowiek, ale patrząc na niego wiedziałam już, że się pomyliłam. Nie miałam już siły na nic. Z każdej strony otaczały mnie potwory, a on był jednym z nich.
- Nigdy nie skłamałam, jedynym obłudnikiem jesteś ty panie, bo nie zwracasz uwagi na krzywdę własnych ludzi. Przez twoje zatargi z wiedźmą nikt nie jest już bezpieczny... Prędzej czy później nikt nie zostanie w wioskach, a ty mój panie nie spłacisz długu nie mając ludzi-wykrztusiłam z trudem, gdy mocniej ścisnął moje ramię. Król odepchnął mnie od siebie z taką siłą, że upadłam na ziemię. Nikomu nie dałam się dotknąć. Z trudem podniosłam się z kolan plamiąc podłogę krwią. Przełknęłam głośno ślinę i spojrzałam na bestię z nienawiścią. Drżałam ze strachu, gdy tylko na niego patrzyłam, ale wolałam nie okazywać jak bardzo. Zaprezentował mi prawdziwego władcę, ale dla mnie był nikim. Kolejną bestią przed którą należało się bronić. Podniosłam się i skierowałam do drzwi wejściowych zamiast wejść po schodach tam gdzie wskazała mi bestia.
-Wolę aby zabiły mnie dzikie zwierzęta niż znajdować się pod jednym dachem wraz z wami. Z tobą panie i twoimi potworami.-wyszeptałam, a w głowie mi się kręciło. Nie wiedziałam skąd wzięłam siłę aby się przeciwstawić. Byłam taka odkąd pamiętam i nigdy nie pozwalałam sobą pomiatać. Teraz nadszedł już ten czas kiedy powinnam przynajmniej spróbować walczyć o swoje racje jeśli o życie nie miałam już sił i nadziei. Chciałam uciekać to było moje jedyne pragnienie w tym momencie. Jednak im bardziej zbliżałam się do drzwi tym bardziej ogry i orki mnie otaczały. Chciałam krzyczeć. Było mi okropnie słabo. Pisnęłam gdy otarłam się o jednego z nich i szybko odskoczyłam. Był to jednak zbyt gwałtowny ruch i zakręciło mi się w głowie tak bardzo, że upadłam na ziemię. Oddychałam z trudem gdyż powoli się wykrwawiałam. Wszystko przez naszego żałosnego króla, który naruszył moją ranę o wiele bardziej niż to możliwe. Nie potrafiłam już ukrywać strachu. Cała drżałam próbując osłaniać się rękami aż w końcu zemdlałam bezwładnie opadając na zimną posadzkę. Zakaszlałam cicho, ale nie widziałam dla siebie ratunku.
Liam
Chciałem ją uderzyć, jednak powstrzymałem się w ostatniej chwili. Nie mogłem dać się ponosić negatywnym emocjom. Właśnie w takich chwilach moja zwierzęca natura przejmuje nade mną kontrolę, a tego nie chciałem najbardziej. Brzydziłem się swojej obecnej formy, nienawidziłem potwora, którym mnie uczyniono. Ta wieśniaczka niczego nie wiedziała o tamtym dniu i nie miała prawa wypowiadać się na ten temat. Była tylko głupią dziewuchą z wioski. Doskonale wiedziałem jak zdjąć klątwę, tyle, że nie było to ani trochę możliwe i przekonałem się o tym przez te wszystkie lata. Nie raz próbowałem. Zmusiłem do tego kilka dziewczyn, ale czy kiedykolwiek to pomogło? Nie! Właśnie dlatego zrezygnowałem z tej opcji. W potworze nikt się nie zakocha, właśnie dlatego tylko to było antidotum.
Dług? Niby jaki dług? Nie wiem co ta idiotka wymyślała, ale widać było, że miała coś nie tak z głową. Najlepiej było obwiniać innych za to, że nie potrafią się nawet obronić przed tymi, ktzórzy zdziczeli. To była tylko i wyłącznie ich wina, a mnie to nie dotyczyło. Wystarczająco poświęcałem się dla tego królestwa. Nie miałem jednak zamiaru się przed nią tłumaczyć. Była nikim i na zawsze już tak pozostanie.
-Skoro aż tak wam się tutaj nie podoba, możecie się wynosić do innego miejsca. Ciekawe czy w innym królestwie przyjmą was z otwartymi rękoma. - powiedziałem z pogardą w głosie. Nikt ich tutaj nie trzymał, zwłaszcza ja. Czym mniej ludzi będzie na mojej głowie, tym lepiej. W chwili obecnej nie byłem w stanie uporać się nawet z własnym problemem.
Chwyciłem ją gwałtownie za zdrową rękę podciągając do góry. Była nieprzytomna. Może to i lepiej, przynajmniej nie będę musiał słuchać jej ględzenia, które coraz bardziej doprowadzało mnie do szału. Nienawidziłem ludzi, którzy kłamali i układali swoje racje, bo nie dopuszczali do siebie prawdy.
Zaniosłem ją do pustego pokoju. Tak jak większość pomieszczeń w zamku, meble w nim pokryte były kurzem. Niedbale opatrzyłem jej ranę. Nie potrafiłem tego robić, ale liczyło się to, że już nie krwawiła. Z resztą niech sama już sobie radzi.
Stella
Obudziłam się kilka godzin później. Było nadal ciemno a ja tak naprawde nie miałam dokąd uciekać. Jedno było jednak pewne. Musiałam stąd odejść jak najszybciej tylko się dało. Syknęłam cicho kiedy przy podnoszeniu sie z łóżka naruszona przez króla rana mocno mnie zapiekła, raczej zabolała jakbym była przypalana ogniem. Mimo bólu wstałam i przeczesałam włosy rękami. Ramię opatrzone było byle jak, a na dodatek nie była nawet wyczyszczona. W tym tempie jeszcze wda się w nie zakażenie. Ściągnęłam bandaż i szybko wyszłam z pokoju poszukując drogi wyjścia. Musiałam ominąć te potwory i dostać sie do innego królestwa tak jak proponował król. Skoro nikt mnie tutaj nie trzymał to mogłam odejść. Schodziłam po schodach powoli, a po dziesieciu minutach błądzenia po korytarzach miałam wrażenie, że się zgubiłam. W końcu jednak dotarła do holu i odetchnęłam z ulgą. Nadal byłam w tej samej poplamionej sukni, która nijak nie chroniła przed chłodem.
-Myśl Stella... Jakoś musi ci sie udać wydostać, uda ci sie tylko się rusz! - szeptałam do siebie po cichu. Nikt nie mógł mnie zobaczyć ani usłyszec. Tak dla pewności wolałam pozostać niezauważona. Wstrzymałam oddech widząc trzech ze sługusów króla. W tym był tam jeden z wczorajszego ataku na wioskę na szczescie nie ten, który mnie zaatakował. Przygryzłam dolną wargę czekając aż znikną na końcu korytarza. Nic nie powinnam robić pochopnie. Zacisnęłam dłonie w pięści i podbiegłam do drzwi wejściowych. Wielkich i masywnych. Pociągnęłam je mocno do siebie jednak te otworzyły sie tylko troche. Problem stanowił łańcuch zawieszony nad moją głową. Stanęłam na palcach i wysoko uniosłam ręce. Dopiero po chwili udało mi sie ściągnąć zabezpieczenie. Kończył mi sie czas. W każdej chwili ktoś mógł mnie tu zobaczyć. Otworzyłam jedno skrzydło drzwi na całą szerokość. Byłam wolna i mogłam się w końcu uwolnić. Uśmiechnęłam się do siebie z ulgą i nie czekając dłużej wyszłam na zewnątrz.
Liam
Jak każdego wieczoru przeszukiwałem bibliotekę w poszukiwaniu nowych informacji. Przez wszystkie lata będąc w zamknięciu zdążyłem poznać każdą z tych ksiąg, mimo to przysiadałem do nich każdego dnia z nadzieją, że coś wcześniej przegapiłem. Musiałem znaleźć sposób, aby znowu stać się sobą.
W chwili obecnej jedyną nadzieją była ta dziewucha. Ostatnia dziewczyna, która tutaj zawitała była młoda i dosyć szybko umarła, chociaż nie wiedziałem jakie były tego przyczyny. Było to tak dawno temu, że trudno było mi określić czas jej pobytu w zamku. Musiałem wykorzystać okazję i zmusić ją do tego, aby pomogła mi w zdjęciu klątwy. Po tym nie będzie mi już potrzebna i mogła robić co tylko chciała. Potrzebowałem tylko jednaj rzeczy. W tej chwili była moją jedyną nadzieją. Powinna być wdzięczna za to, że może się do czegoś przydać i ocalić swojego króla oraz innych ludzi.
Wstałem powoli od stołu słysząc skrzypienie głównych drzwi. Zapewne mój brat wrócił do domu po całym dniu włóczenia się nie wiadomo gdzie. Miałem nadzieję, że wypełniał przez ten czas obowiązki, które do niego należały i próbował zapewnić bezpieczeństwo innym ludziom. Mieszkańców z każdym rokiem było coraz mniej, a to niepokoiło mnie najbardziej. Najlepiej by było gdyby się stąd wynieśli, w tedy przynajmniej nie musiałbym się o nich martwić.
Poszedłem do holu oczekując raportu od brata. Zmarszczyłem brwi widząc w drzwiach dziewczynę zamiast niego. Próbowała uciekać, akurat w tedy, kiedy była mi potrzebna do zrealizowania planu. Ani trochę mi się to niepodobało. Niech nie myśli, że tak łatwo jej się to uda i będzie mogła stąd odejść. Inni owszem, ale na pewno nie ona. Skoro już tu przybyła, musiała wypełnić moje rozkazy.
Mało delikatnie złapałem ją za ramię, wciągając z powrotem do pomieszczenia. Nie zwracałem uwagi na to, że upadła na ziemię. Z hukiem zamknałem drzwi patrząc na nią niezadowolony.
-Tak się odwdzięczasz za moją dobroć? Zostaniesz tutaj tak długo, póki nie pozwolę ci odejść.- powiedziałem poważnie głosem nieznoszącym sprzeciwów. Jej zdanie ani trochę mnie nie interesowało. Mogła protestować ile tylko chciała, nie zwracałem na to uwagi. Pogodzi się z tym, albo zamieszka na długi czas w lochach, póki nie zmądrzeje i stanie się posłuszna wobec swojego władcy.
Stella
Mogłam odejść dokąd tylko chciałam. Wystarczyło tylko przetrwać. Zima będzie trwała jeszcze jakiś czas i na to nic nie mogłam poradzić. Krzyknęłam gdy ktoś złapał mnie za zranione ramie i niemal natychmiast zostałam wciągnięta z powrotem do zamku. Upadłam na ziemię tuż u stóp bestii. Drżałam ze strachu kiedy na niego patrzyłam. Bałam się nawet podnieść.
- Przecież sam powiedziałeś, że mogę odejść. Że nikt mnie tu nie trzyma! Proszę panie pozwól mi opóścić to miejsce - powiedziałam niepewnie. Pomijając mój opłakany stan zdrowia dochodziło burczenie w żołądku. Nie jadłam już od dwóch dni, bo po prostu nie miałam czego włożyć do ust. Podniosłam się ciężko na kolana próbując wstać. Mogłam posądzić w tym momencie naszego króla o wszystko. Wszystko z wyjątkiem łagodności. Taki nigdy nie był i nie będzie dobry. Był zwyczajnym potworem. Nie byłam w stanie nawet na niego patrzeć. Oparłam się o ścianę patrząc przy tym na mojego oprawce.
- Mam być twoim więźniem? Zostać tu pod twoją dykataturą? Pozwoliłeś mi odejść, poza tym w tobie nie ma ani odrobiny dobroci- wyszeptałam nawet nie próbując powstrzymać tych słów. Były prawdziwe i wyrażały dokładnie to co czułam czyli strach, ból i bezsilności. Jak miałam sobie z tym wszystkim poradzić? W świecie gdzie rządy sprawowała bestia... Chciałam go wyminąć, ale skutecznie blokował mi drogę. Patrzył na mnie bezlitośnie, a ja już wiedziałam, że szybko stamtąd nie ucieknę. Zacisnęłam mocno dłonie w pięści. A byłam tak blisko wolności, a on mi to tak po prostu odebrał. Traktował mnie jak najgorszą istotę na świecie w momencie kiedy żył z takimi potworami pod jednym dachem poza tym sam wyglądał równie przerażająco choć w inny sposób. U niego nie przerażał sam wygląd a zachowanie godne zwierzęcia.
-W takim razie będziesz musiał zamknąć mnie w lochu abym nie uciekła... Bo możesz być pewny że nie raz spróbuje- wysyczałam cicho odchodząc jak najdalej od niego byle nie musieć go dotykać. Jego obecność przytłaczała mnie i sprawiała mi psychiczny ból. Żołądek ponownie zaprotestował ale od razu go zignorowałam.
Liam
Spojrzałem na nią poważnie. Nie interesowało mnie co ma do powiedzenia. To ja podejmowałem tutaj decyzje, nie ona. Była w moim domu i żyła w moim królestwie. Czy tego chciała czy też nie, musiała się z tym pogodzić i to zaakceptować. Póki żyła w tym miejscu była moją własnością i nic nie mogła z tym zrobić. Już dawno powinna zaakceptować ten fakt. Nie nawidziłem kiedy ktoś sprzeciwiał się moim rozkazom, a w tej chwili właśnie to robiła.
-Zmieniłem zdanie. Nie mam zamiaru się przed tobą tłumaczyć. - powiedziałem poważnie.
Spojrzałem na nią niebezpiecznie. Jak mogła mnie oceniać nic o mnie nie wiedząc? Nie wiedziała kim jestem, dlatego nie miała prawa wypowiadać nawet jednego słowa na mój temat. Miałem ochotę się na nią rzucić i rozszarpać, jednak powstrzymałem się przed tym. Musiałem stłumić swoją zwierzęcą naturę, póki jeszcze mogłem to kontrolować. Na pewno się w tym nie zatracę i nie stanę się takim potworem, jak ci, którzy atakują wioski. Nie mogłem na to pozwolić. W tedy na pewno nie będzie już dla mnie ratunku i całkowicie zapomnę o tym, że kiedykolwiek byłem człowiekiem.
-Nic o mnie nie wiesz. - warknąłem. Doprowadzała mnie do szału.
-Po czasie zmienisz zdanie, jak tylko tam trafisz. - powiedziałem poważnie. Złapałem ją za zdrową rękę, ciągnąć za sobą. Dochodziła pora kolacji.
Skoro już miała tutaj być i mi pomóc, musiałem ją jakoś do siebie przekonać. Nie była to zbyt pocieszająca wizja, jednak nie miałem innego wyjścia. Na samą myśl, że mam ją traktować jak równą sobie chciało mi się zwracać. Robiłem to tylko dla swojego dobra.
-Siadaj i jedz. - puściłem ją dopiero w tedy, gdy weszliśmy do jadalni. Jak zawsze punktualnie, na stole czekały już gotowe dania. W pomieszczeniu unosiła się delikatna woń pieczonego kurczaka.
Stella
Cofnęłam się kiedy się do mnie zbliżył. Oczywiście że nie wiedziałam ni o nim jako człowieku o ile był nim kiedykolwiek. Całe jednak szczęście wiedzieliśmy o nim wszystko jako o władcy nieudolnym i okrutnym. Nie dbał o swoje włości, a nas traktował gorzej niż zwierzęta.
-Ty także nic o mnie nie wiesz panie, ani o królestwie które masz pod sobą i o ludziach którzy cierpią- powiedziałam stanowczo, ale dało się wykryć lekkie drżenie mojego głosu. Jasno dał mi do zrozumienia, że jestem nikim, że jestem o wiele niższa stanem i miał racje. Ja jednak nie byłam bezlitosnym potworem dbającym tylko o własną skórę. Zacisnęłam zęby gdy złapał mnie za ręke. Nie było to ani troche delikatne, poza tym nie chciałam aby w ogóle nie dotykał. Nie wyrywałam się, bo nie miałoby to najmniejszego sensu. Był silniejszy więc jakby chciał to ponownie by mnie złapał. Odsunęłam się od niego jak tylko mogłam aby nasze ciała się nie stykały. Rozejrzałam się po jadalni. Tutaj także widoczny wszędzie był kurz. Gdyby wyczyścić to pomieszczenie byłoby na pewno przepiękne. Drewniany stół i tuzin krzeseł dookoła niego. Najbardziej w oczy raził suto zastawiony stół. Znajdowały się na nim potrawy, których nigdy nie widziałam. Aż nazbyt widoczne było bogactwo i rozrzutność naszego króla. On jadł najlepsze potrawy, a ludzie w wiosce umierali z głodu. Od razu przypomniał mi się mój ojciec. Zmarł jak byłam mała... Zmarł bo każdy kawałek jedzenia oddawał nam... Zmarł z winy naszego króla!
-Nie jestem głodna. Nie zjem niczego na tym stole- powiedziałam choć żołądek sie buntował. Nie zrobiłabym tego, nie byłam taka jak on. Chciałam tylko stąd odejść to nie było niewiadomo jak dużo. Patrzyłam na naszego króla z nieskrywaną nienawiścią. Nie powinien nosić korony, nie zasługiwał na nią. W tym momencie do jadalni wszedł wysoko mężczyzna o jasnych brązowych włosach, zielonych oczach i i delikatnym zarostem na twarzy. Spojrzał na mnie pytająco, a potem na bestie.
-Kto to bracie? Muszę przyznać, że ładna i pewnie niewyobrażalnie głodna. - z ostatnim stwierdzeniem zwrócił się do mnie. Nie spodziewałam się spotkać tutaj kogoś normalnego, jakąś przyjazną duszę.
Liam
Spojrzałem na nią niezadowolony. Nawet nie potrafiła przyjąć tak dobrego gestu z mojej strony. Powinna dziękować, że dzięki mnie nadal mogła żyć i coś zjeść. Równie dobrze mogłem zostawić ją na dworze, aby zamarzła tam na śmierć. W takim stanie niewiele by jej do tego brakowało. Już kiedy ją znalazłem była całkowicie wyziębiona i z ledwością trzymała się przy życiu. Nienawidziłem takich niewdzięczników jak ona. Wszyscy mieszkańcy tej zapyziałej wioski byli niewdzięcznikami i nie potrafili docenić mojej dobroci.
-Jak tam sobie chcesz. - machnąłem jedynie ręką od razu ją ignorując. Nie interesowało mnie to, czy cokolwiek zje. Równie dobrze mogła głodować, byle wypełniła swoje zadanie i przywróciła mi mój dawny wygląd. Tylko na tym mi zależało. Chciałem jedynie odzyskać swoje człowieczeństwo, o które walczyłem już o lat. Z każdym rokiem było coraz gorzej, a zwierzęca natura przejmowała nade mną kontrolę. Już nie wyglądałem jedynie jak dzika bestia, ja nią po prostu byłem, jedynie resztkami sił trzymając się swojej prawdziwej natury.
-Nie ważne, zostaw ją. Nie mam zamiaru przekonywać jej do jedzenia. Zostanie tutaj przez jakiś czas, więc jej nie wypuszczaj i pilnuj jeśli będzie chciała uciekać. Po tym co mi mówiłeś, musimy być przygotowani na wszystko. Nie mam pewności czy nie jest ich szpiegiem. - powiedziałem poważnie zabierając się za kolację. Rozmawiałem tak, jakby dziewczyny tutaj nie było. Szkoda, że nie mogłem jej stąd wyrzucić. Gdyby nie to, że potrzebuję jej do zdjęcia klątwy, już dawno wylądowałaby za bramą mojego zamku. Nie była na tyle godna, aby przebywać w takim miejscu.
-Jak sprawy w pobliskich wsiach? Zrezygnowali w końcu z tego idiotycznego bunty czy nadal mają zamiar się sprzeciwiać moim rozkazom? - zapytałem poważnie. W tej chwili brat był jedynym moim źródłem informacji. Może nie był idealny i chciał wcześniej zdobyć tron, jednak tylko jemu w tej chwili mogłem ufać i liczyć na jego pomoc. Po tym wszystkim przejął część moich obowiązków i pomaga mi w utrzymaniu tego królestwa. I tak nie potrwa to długo, co najwyżej kilka lat, jeśli wcześniej nie uda mi się zdjąć tej cholernej klątwy.

Stella
Nie chciałam nawet przebywać w tym samym pomieszczeniu co on, ale niestety byłam do tego zmuszona. Nie zamierzałam jednak ani siadać obok niego ani jeść z tego wystawnego stołu. Jak on w ogóle mógł cokolwiek przełknąć w momencie gdy jego lub wymierał. Głodowali, a on w ogóle nie przejmował się ich losem. Spojrzałam na mężczyznę, który jako jedyny był w jakimś stopniu uprzejmy wobec mnie i byłam mu za to wdzięczna. W przeciwieństwie do tego potwora jakim był król, to ten człowiek wydawał się od niego mądrzejszy.
- Niestety, ale nie ustały. Ludzie nadal atakują naszych ludzi. Dziś próbowano ująć jedną z buntowniczek, ale niestety udało jej się zbiec do lasu. Poza tym nastąpił kolejny atak, nie udało nam się go powstrzymać-powiedział mężczyzna. To były jawne kłamstwa i aż ściskało mnie w żołądku aby nie zacząć krzyczeć. Jak dobrze mi się wydawało buntowniczką miałam być ja. Ratując swoje życie najwidoczniej dołączyłam do jakiejś rebelii, która nawet nie istniała. Nie było jednak sensu się z nimi kłócić. Oni myśleli, że wiedzą wszystko i miałam wrażenie, że zamieniony w bestie król nie ma bladego pojęcia co dzieje się w jego królestwie. Ten mężczyzna karmił go kłamstwami. Nie istniała żadna ochrona wiosek, a zagrożenie istniało tylko ze strony władcy. Nawet dzikie zwierzęta trzymały się z daleka od wiosek odkąd rozpoczęły się te ataki.
-Usiądź z nami... Na pewno jesteś głodna. Wyglądasz jakbyś nie jadła od kilku dni-powiedział mężczyzna, a we mnie aż się zagotowało. Nie poruszyłam się kiedy oni zasiedli przy stole i zaczęli zajadać się pieczonymi mięsami, puddingami i innymi smakołykami, których nigdy nie widziałam nawet na oczy. Zacisnęłam mocno żeby aby nie krzyczeć.
-Jak w ogóle możecie jeść kiedy ludzie głodują? Ilością tego jedzenia można by wykarmić ponad tuzin osób, a wy wolicie się obżerać. Poza tym kłamstwa, które opowiada pan są nie do przyjęcia. Wynika z nich, że jestem buntowniczką kiedy w rzeczywistości to te potwory nas atakują, a potem wywożą wozem z królewskim herbem!-ostatnie słowa niemal wykrzyczałam. W oczach mężczyzny zobaczyłam ostrzegawczy błysk. Wiedziałam, że znaczy to tyle abym nie powiedziała za dużo. Nic nie powiedział na moje oskarżenia choć dłonie pod stołem zacisnęły się w pięści. Nie podobało mu się, że wiem tak dużo. Mnie to jednak nie interesowało. Ktoś musiał naszemu królowi powiedzieć jak sprawy mają się naprawdę, bo najwidoczniej on nie miał o niczym pojęcia. Szedł za stadem jak jakiś baran, a ten człowiek wodził go za nos. Przynajmniej takie odniosłam wrażenie. Zawsze mogło się okazać, że tak naprawdę to bestia uknuła całą intrygę i to przez to w królestwie dzieje się tak a nie inaczej.
Liam
Czyli tak miały się sprawy. Ludzie ciągle mi się sprzeciwiali i atakowali moich strażników, a to wkurzało mnie najbardziej. Właśnie o tym mówiłem. Byli zwykłymi niewdzięcznikami, którzy buntowali się przeciw swojemu władcy, który o nich dbał. Robiłem wiele, aby ci nieudacznicy mogli wieść w miarę normalne życie i nie musieli się martwić dniem jutrzejszym.
Mogłem się jedynie domyślać, że ową buntowniczką była ta dziewczyna. Teraz przynajmniej byłem w stanie wyjaśnić skąd wzięła się jej rana. Wcale nie powstała przez dzikie zwierzęta... Moi strażnicy próbowali ją zatrzymać, aby nie szerzyła rebelii i nie planowała niczego przeciwko mnie. Tym bardziej powinienem się jej pozbyć i stąd wyrzucić.. Gdyby tylko nie była w tej chwili moją jedyną szansą na powrót do dawnego życia. Przecież nie mogłem wparować do wioski i przytargać tutaj pierwszej lepszej dziewczyny, aby zdjąć klątwę. Nikt nie powinien mnie widzieć, a skoro ona się już tutaj pojawiła, powinna się do czegoś przydać. Przynajmniej w ten sposób mogłaby odkupić swoje winy, za to wszystko co zrobiła przeciwko mnie.
Uderzyłem pięścią w stół, aby ją uciszyć. Jak śmiała wygadywać coś takiego?
-Głodujecie ze swojej własnej winy! Przez wiele miesięcy dostarczano wam zapasy kiedy tylko rozpoczęły się te ataki i brakowało wam jedzenia. W każdą niedzielę do wioski były wysyłane wozy wypełnione jedzeniem, abyście byli wstanie przetrwać. W zamian za to zaczęliście atakować moich strażników, którzy chronili was przed zdziczałymi potworami. Nie mam zamiaru wierzyć w te bajeczki. Nigdy nie uwierzę w to jacy jesteście biedni. Odrzuciliście moją pomoc i atakujecie tych, którzy zapewniają wam ochronę.- warknąłem, mimo to nie wstałem od stołu. Nie miałem już siły do tej dziewuchy, a była tutaj niespełna kilka godzin.

Stella
Prawie się zakrztusiłam własną śliną kiedy powiedział, że głodujemy z własnej winy. Było to bezczelne i aroganckie z jego strony. Nie miał najwidoczniej pojęcia o niczym skoro śmiał wygadywać takie bzdury. Nawet jeśli był księciem, a ja tylko wieśniaczką nie zmieniało to faktu, że traktował nas gorzej niż zwierzęta. Oparłam się o ścianę i osunęłam po niej na ziemię. Przyjemnie było usiąść. Nie miałam zamiaru dotrzymywać im towarzystwa przy stole. Poza tym skoro moje towarzystwo było im nie na rękę zawsze mógł mnie odesłać do lochu albo wyrzucić za drzwi. Z jednego i drugiego pomysłu byłabym bardziej zadowolona niż z siedzenia w tej jadalni.
-Wozy z jedzeniem? Zaczynasz mnie panie rozśmieszać. Nigdy do nas nic takiego nie dotarło. Ludzie się tylko bronią przed brutalnymi atakami z waszej strony panie, ale chyba nie ma potrzeby mówienia wam tego. I tak uwierzycie w to co chcecie i co jest dla was wygodniejsze niż w prawdę- powiedziałam poważnie i oparłam głowę o ścianę. Rana nadal była brudna, musiałam dostać się chociaż do odrobiny wody aby ją przemyć. Nie będzie dobrze jeśli wda się zakażenie. Wtedy na pewno nie byłoby szans na ratunek. Nikt jeszcze nie wyleczył się od zakażenia, a jedynym ratunkiem zazwyczaj była amputacja kończyny. O ile dało się to zrobić. Spojrzałam na mężczyznę, a potem na bestię. Nie miałam pojęcia nawet jak się nazywają i szczerze powiedziawszy nie zależało mi na tym aby się tego dowiedzieć. Położyłam chorą rękę na kolanie aby jej nie męczyć i nie spuszczałam z nich oczu. Gdybym stąd wyszła na pewno napotkałabym jednego z tych potworów, które bez skrupułów atakowały naszą wioskę i pewnie wszystkie inne także.
-A więc skoro już tutaj jesteś może się nam przedstawisz i coś zjesz? Nie wypada abyś siedziała na ziemi, a jedzenia mamy aż nadto jak zauważyłaś aby móc się nim podzielić. Nazywam się Juan i jestem bratem króla.- miałam ochotę prychnąć na to powitanie. Chyba na uprzejmości było już za późno. Od razu też było widać, że są one wymuszone, a Juan o ile naprawdę tak się nazywał za moje poprzednie słowa od razu wyrzuciłby mnie z zamku, a nawet do lochów. Miałam teraz już pewność, że król patrzy przez pryzmat historii swojego brata, a sam nigdy nie był w żadnej wiosce. Byłam niemal pewna, że tak było. Nie byłam jednak w stanie zmienić jego postrzegania świata. Wierzył swojemu bratu, a nie prostej wieśniaczce z pobliskiej wioski. Tylko, że nie byłam wieśniaczką. Owszem mieszkałam tam, ale tylko dlatego, że nasze miasteczko zostało spalone, a cała nasza rodzina musiała uciec i schronić się w najbliższym miejscu. Nie byłam szlachcianką, ale też nie wieśniaczką. Mieszczanka była wyższa stanem od ludzi ze wsi, ale teraz nie miało to najmniejszego znaczenia.
-Stella-powiedziałam, ale nie wstałam. Jasno wyraziłam swoje zdanie na ten temat. Przynajmniej dzisiaj nie miałam zamiaru tutaj jeść. Jeżeli mnie stąd nie wypuszczą w końcu będę do tego zmuszona, ale teraz chciałam po prostu odejść i nigdy nie wrócić do tego przerażającego i zapuszczonego miejsca.