Liam
Jutrzejszego dnia była Wigilia, a ja coraz częściej myślałem o tym, czy nie powiniene z tego zrezygnować. Robiłem to tylko dla Stelli, ponieważ jej na tym zależało. W przeciwnym razie na pewno nie zgodziłbym się na ten pomysł. Dawno już nie obchodziłem wigilii i nie śpieszno mi do tego było. Nawet już nie pamiętałem jak obchodziło się to święto, co się w tedy robiło. Dla mnie będzie to dzień prawie jak każdy inny. Prawie, bo w tedy przynajmniej nie będę potworem.
Przy okazji musiałem wspomnieć o tym dziewczynie. Powinna wiedzieć, że jutrzejszego dnia wszyscy zamienią się z powrotem w ludzi, aby się nie przestraszyć. Na pewno będzie w szoku kiedy dnia następnego przywitają ją zwyczajni strażnicy, zwyczajne służące oraz sam król, który na ten jeden dzień miał przestać być potworem. Nie chciałem, aby uciekła przez coś takiego.
-Nie powinnaś odpocząć? Zbyt ciężko pracujesz ostatnimi czasy. Widzę, że się nie wysypiasz. Zamykasz się w swoim pokoju po nocach a z samego rana pomagasz w przygotowaniach. Powinnaś bardziej się o siebie zatroszczyć.- powiedziałem spokojnie, z ukrywaną troską w głosie.
Nie powinna się tak przemęczać. Jej ręka się nie zdążyła jeszcze wygoić a ciągłymi pracami na pewno sobie tego nie ułatwia. Od tego była służba, aby wszystkiego dopilnować. Mogła jedynie kontrolować, czy wszystko idzie po jej myśleć, nie miała jednak obowiązku wyręczać moich służących w pracy. Nie należało to do jej obowiązków. Może i była ze wsi, jednak w tym momencie stała u mojego boku, dlatego też musiała się stosownie zachowywać do swojej aktualnej pozycji. Można by powiedzieć, że jest kimś na wzór damy. Nie wymagałem od niej idealnego zachowania i znajomości każdej linijki etykiety, jednak nie mogła się zachowywać w ten sposób. Damie nie wypadało biegać przez cały dzień i pracować. Kontrolowała prace, chociaż tak naprawdę nawet na to nie powinienem jej pozwalać.
Zaprosiłem ją do stołu, aby razem ze mną zjadła posiłek. To, że ciągle pracowała i wszystkim się przejmowała nie znaczyło, że nie powinna robić sobie przerw. Nawet ona musiała coś zjeść i odetchnąć na chwilę. Za bardzo się tym wszystkim przejmowała.
Spojrzałem chłodnym wzrokiem na swojego brata, który w końcu raczył się tutaj pojawić. Po wizycie w moim pokoju nie miałem okazji go widzieć, jednak nie ubolewałem nad tym. Właściwie było o wiele lepiej, kiedy nie przebywał w pobliżu mnie. Teraz byłem aż nazbyt pewien, że już nie mogłem mu ufać.
-Czy to nie powinien być właśnie dzień do świętowania? Jedyny dzień w roku kiedy możemy zasmakować dawnego życia. Przyszła pora, aby mieszkańcy zamku zaczęli doceniać ten jedyny dzień i zacząć go świętować. W końcu tak długo na to czekaliśmy. - powiedziałem chłodno spoglądając na niego. Nie podobało mi się to, że chciał zaprosić Stellę i wpólnie spędzić z nią czas. Nie ufałem jej. Dodatkowo obiecałem dziewczynie, że będę ją chronić. Nie chciałem, aby przebywała w jego towarzystwie. Własciwie nie chciałem, aby spędzała czas z jakimkolwiek innym mężczyzną. To mi całymi dniami miała dotrzymywać towarzystwa.
-Dobry pomysł. Też chętnie zobaczę ogród. Trochę czasu już minęło zanim ostatni raz go podziwiałem na spokojnie- powiedziałem do brata dając mu wyraźnie znać, że na pewno nie przekazę dziewczyny w jego ręce.
Stella
Przeniosłam swoje uważne spojrzenie na Liama. Teraz to on skupił na sobie całą moją uwagę. Pierwszy raz usłyszałam w jego głosie taką dziwną nutę. Jakby... Się o mnie troszczył? Nie to nie mogła być prawda! A jednak powiedział to wszystko z taką miękkością i uśmiechem na ustach, że trudno było w to nie wierzyć. Od razu zobaczyłam, że nie chce abym nigdzie szła z Juanem i szczerze powiedziawszy ja także tego nie chciałam. Nie byłam pewna co może grozić mi z rąk brata króla. Jak na razie to tylko nasz władca w miarę dbał o moje bezpieczeństwo choć nie powiedziałabym, że byłam bezpieczna. Z każdej strony mi coś groziło i nie mogłam mieć też pewności czy to nie sprawka Liama. W to jednak ciężko było mi uwierzyć. Nie po tym jak mnie zaniósł do pielęgniarki aby opatrzyła moją ranę.
-Bracie wcale nie musisz nam towarzyszyć. Wezmę ze sobą przyzwoitkę jeśli boisz się o swoją piękną towarzyszkę i obiecuje, że nie zrobię nic niestosownego-powiedział z dziwną galanterią. Zachowywał się jakby chciał mi się przypodobać. Tylko jaki miał w tym cel? Już miałam odpowiedzieć kiedy Juan położył swoją dłoń na mojej dłoni. Zdziwiona uniosłam jedną brew pytająco. Po chwili wahania zabrał rękę i podniosłam się natychmiast ze swojego miejsca. Ten dotyk przyprawiał mnie o mdłości. Nawet nie wiedziałam czemu tak się działo. Spojrzałam przepraszająco na króla.
-Proszę o wybaczenie, ale przypomniałam sobie, że mam coś ważnego do załatwienia w sprawie świąt... -wyszeptałam przytłoczona i uciekłam z jadalni nic nie jedząc. Swoje kroki od razu skierowałam do mojej sypialni i usiadłam przy biurku. Oparłam głowę na dłoni i zapatrzyłam się w ogród za balkonem. Teraz pokryty śniegiem... Nie miałam najmniejszej ochoty wychodzić z zamku. W końcu to w tamtym miejscu zaatakował mnie wilk. Wyciągnęłam skończoną już książkę z szuflady i przypatrzyłam jej się uważnie. Byłam dumna ze swojego dzieła i miałam wielką nadzieję, że Liam to doceni. Nie spodziewałam się żadnych prezentów, ale też na nie nie liczyłam. Nie pamiętałam kiedy dostałam jakiś prezent od kogokolwiek o ile sucha bułka od piekarza pod koniec tygodnia mogła się do tego zalicz. Nie raz nie miałam wiele więcej tylko tyle. Kilka suchych bułek aby wyżyć do następnego tygodnia. Oczywiście nic nie było za darmo... Wyprzedałam wszystko co miałam zostawiając tylko biurko i szklaną misę. Teraz już nawet jej nie miałam gdyż król przypadkowo ją zbił. Obawiałam się, że będę musiała sprzedać naszyjnik schowany w sukni aby zapewnić sobie pożywienie jak tylko stąd odejdę. Dostałam jasno do zrozumienia, że Liam trzyma mnie tu tylko tymczasowo tylko z sobie znanego powodu. Pogładziłam delikatnie skórzaną oprawkę, którą sama zrobiłam i napis na niej.
Dla Liama...
Człowieka, który mimo wszystko nigdy nie stał się bestią.
Trzeba patrzeć poza to co widać!
Uśmiechnęłam się do siebie i zadrżałam gdy ktoś zapukał do pokoju. Nie odpowiedziałam. Pierwsza myśl była taka, że muszę schować książkę. Drzwi się otworzyły w momencie kiedy książka upadła mi na podłogę. Szybko podniosłam ją i wepchnęłam ją do szuflady. Wiedziałam jednak, że intruz zauważył, że chce coś przed nim ukryć.

Liam
Bardzo dokładnie przyglądałem się swojemu bratu. Nie podobała mi się jego nagła zmiana charakteru wobec dziewczyny. O wiele bardziej wolałem to, kiedy był do niej nieprzyjaźnie nastawiony. Tym bardziej wkurzyłem się kiedy dotknął jej dłoni. Nie miał prawa tego robić, zwłaszcza bez mojego pozwolenia. Stella należała do mnie i nie powinien nawet na nią spoglądać póki ja nie wyrażę takiej zgody. Tylko ja mogłem być na tyle blisko niej. Odethnąłem z ulgą kiedy dziewczyna zabrała swoją dłoń. Poniekąd uspokoiło mnie to, że nie dała się do niego przekonać.
Niemniej jednak nie spodobało mi się to, że wstała od razu uciekając z jadalni. Chciałem spędzić ten czas z nią i chociaż mój wspólnie zjeść posiłek. Przez ostatnie dni jedyne co robiła to biegała z miejsca na miejsce przygotowując wszystko na jutrzejsze święto. Powinna ten czas spędzać ze mną i tylko mi poświęcać całą swoją uwagę. Właśnie po to tutaj była, aby mi towarzyszyć.
Nie odzywając się już słowem do brata wstałem od stołu. Syknąłem cicho kiedy rany dały o sobie znać. Nadal bolało mnie całe ciało. Trudno było mi się przemieszczać, jednak nie chciałem dać tego po sobie poznać. Zwłaszcza przy moim bracie, któremu coraz mniej ufałem. Miałem wrażenie, że nadal coś kombinuje i knuje przeciwko mnie. Może byłem przewrażliwiony, jednak nie mogłem pozbyć się tej myśli. Przez ostatnie dni wydaje mi się, że wszyscy są przeciwko mnie i każda osoba tutaj czyha na moje życie. Musiałem być o wiele bardziej uważny. Nie mogłem już nikomu ufać, ani moim służącym, ani swojemu bratu, który wykorzystywał moją niewiedzę przez tyle lat i mamił swoimi gadkami.
Udałem się na wyższe piętro, gdzie znajdował się pokój dziewczyny. Nie miałem zamiaru dać tak łatwo za wygraną. Miałem ochotę spędzić z nią trochę czasu i na pewno to zrobię. Coraz bardziej mi jej brakowało. Miałem wrażenie, że bez niej zaczynam wariować, chociaż tłumaczyłem to tym, że dawno nie miałem przy sobie żadnej dziewczyny, właśnie dlatego tak mnie do niej ciągnęło. Było to jedyne wytłumaczenie na moje obecne zachowanie. Chciałem, aby cały czas byłą przy mnie i tylko ze mną spędzała czas.
Zapukałem do drzwi jej pokoju i wszedłem, nie czekając nawet na odpowiedź. Spojrzałem na nią niepewnie kiedy podskoczyła i zaczeła to chować. Wiedziałem już wcześniej, że coś przede mną ukrywa, nie spodziewałem się jednak takiej reakcji. Nie mogłem uwierzyć, że nawet ona knuła przeciwko mnie.
-Co to było?- zapytałem poważnie patrząc na nią. -List do mieszkańców wsi? Jeśli coś planujesz za moimi plecami, radzę ci się szybko do tego przyznać, w tedy może będę łagodny przy wymierzaniu kary. Nie pozwolę, aby poddani knuli za moimi plecami. - powiedziałem chłodnym tonem.

Stella
Patrzyłam na Liama, który wszedł do mojego pokoju. Otworzyłam szerzej oczy czując jego podłe oskarżenia. Skuliłam się w sobie i cofnęłam o krok zasłaniając sobą szufladę. Nie wiedziałam po co starałam się zrobić dla niego prezent niespodziankę skoro on oskarżał mnie o spiskowanie przeciw niemu. Myślałam, że między nami jest coraz lepiej, ale myliłam się najwidoczniej. Spuściłam głowę. Czułam się jakby uderzył mnie w twarz. Wymierzenie kary? Tego było za wiele. Do oczu napłynęły mi łzy. Jego twarz, a raczej pysk bestii był zimny i nieczuły. Jakby ton głosu tak miły dla moich uszu zasłyszany w jadalni gdzieś zniknął. Nagle moje oczy stały się zimne, ale łzy nie zniknęły. W tym momencie znowu się go bałam i strach mignął w moich oczach. Ponownie był bestią gotową mnie skrzywdzić jeśli odpowiedź go nie zadowoli. Uniosłam dłoń w geście obrony gdyby przypadkiem chciał mnie skrzywdzić.
-Mam się przyznać tak? W takim razie dobrze. Żałuje, że w ogóle podjęłam się tego wszystkiego... Oskarżasz mnie jeszcze zanim dowiedziałeś się co to było. Zresztą dla mnie to i tak już nie ważne.- powiedziałam cicho po czym otworzyłam szufladę wyciągając z niej książkę. Spojrzałam na nią po raz ostatni po czym wcisnęłam ją w jego łapy pokryte futrem. Cały czas trzymałam się na dystans. Chłód w jego oczach był okropnie brutalny.
-Proszę bardzo... To robiłam przez ostatni tydzień. Wesołych świąt...-warknęłam cicho wychodząc z pokoju, a raczej wybiegając. Nie tak wyobrażałam sobie ten moment. Otarłam łzy, które mi napłynęły do oczu i omal nie wpadłam na Juana. Złapał mnie za rękę chcąc gdzieś za sobą pociągnąć, ale w przypływie paniki wyrwałam swoją dłoń i uciekłam po schodach na wyższe piętra. Po chwili już nie wiedziałam gdzie jestem. Było tu strasznie zimno i ciemno, ale przynajmniej nikt nie kręcił mi się pod nogami. Nie chciałam już widzieć Liama...Nie KRÓLA na oczy. Nie ufał mi. Od pierwszego dnia nic się nie zmieniło. Byłam tylko pionkiem w jakiejś chorej grze. Jak powiedział byłam dla niego tylko poddaną. Prostą wieśniaczką, która nie zasługiwała w sumie na nic poza tym, że może mieszkać we wsi w jego królestwie. Weszłam do pierwszego z brzegu pokoju i zamknęłam go za sobą na klucz. Mogli wyważyć drzwi, ale wtedy już na pewno się do naszego króla nie odezwę. Opadłam na łóżko drżąc na całym ciele. Takiego chłodu w jego oczach nie widziałam od pierwszego dnia. Momentu, w którym tu przybyłam. Po tym jak uratowałam mu życie zamiast uciec on oskarżał mnie o spiskowanie przeciw niemu. Czy panował nad swoim instynktem? Skoro mi nie ufał równie dobrze to on mógł na mnie zorganizować wszystkie ataki. Mógł chcieć się mnie pozbyć kiedy stałam się niewygodna. Tylko kiedy to się stało? Nie mógł mnie po prostu wypuścić i pozwolić żyć? Czy to było aż tak wiele? Przypomniałam sobie właśnie naszyjnik, który zostawiłam przez przypadek na biurku w pokoju i przeklęłam swoją głupotę. Liam na pewno już go zauważył i ponownie zaczął mnie oskarżać o posiadanie tak cennej rzeczy. W końcu skąd złoto u wieśniaczki? Nie musiałam się mu jednak z niczego tłumaczyć. Mógł mnie zabić jeśli taką miał ochotę.

Liam
Spojrzałem na nią chłodno wyczekując odpowiedzi. Nie wiedziałem czemu tak nagle wybuchnąłem. Byłem zdenerwowany zachowaniem mojego brata, który ewidentnie chciał coś od Stelli. Nie miał prawa dotykać dziewczyny, która należy do mnie. Na pewno nie będę tolerował takiego zachowania. Doskonale wiedział, że Stella ze mną ma spędzać czas a zaproszenie jej na spacer było brakiem szacunku do władcy!
Mój wzrok złagodniał kiedy ujrzałem w jej oczach łzy. Nie powinienem tego robić, jednak gniew był zbyt silny. Szybko pożałowałem swoich słów. Chciałem, aby czuła się tutaj chociaż trochę bezpiecznie i w końcu mi zaufała, natomiast dzisiejszego dnia całkowicie to zepsułem. Nie mogłem oskarżać jej o knucie przeciwko mnie. Na chwilę obecną była jedyną osobą, która spędzała ze mną czas i była przy mnie. Przyzwyczaiłem się do niej aż nadto, chociaż nie powinienem tego robić. Kiedy wypełni swoje zadanie, w tedy na pewno się rozstaniemy. To nie było miejsce dla niej i oboje o tym wiedzieliśmy. Po wszystkim wróci do swojego domu i już nigdy jej nie zobaczę. Już nawet mogłem się domyślić jak potoczą się jej dalsze losy. W czasie audiencji nie raz widziałem jak piekarczyk wlepiał w nią swoje maślane oczy. Ślinił się na widok mojej Stelli, jakby była jego własnością. Do tej pory się nie odzywałem, jednak nie miałem zamiaru tak tego zostawić. Drażniło mnie to, że sama dziewczyna nijak na to nie reagowała, kiedy powinna postawić sprawę stanowczo, że należy do mnie. Zamiast tego słodko się do niego uśmiechała, z radością witając każdego tygodnia.
Odetchnąłem głęboko. Nie pobiegłem za nią. Nawet nie wiedziałem co mógłbym jej w tedy powiedzieć. Ze smutkiem w oczach przyglądałem się książce, którą mi dała. Nie wyglądała jak jedna z tych, które mogłem znaleźć w mojej bibliotece. Pismo nie było aż tak profesjonalne, ale było schludne i staranne. Ciekawiło mnie kiedy nauczyła się pisać i kto ją tego nauczył. Jedynie ludzie z wyższych sfer posiadali takie umiejętności i nie kwapili się do tego, aby tego nauczyć ludzi ze wsi. Tak właściwie wieśniakom nawet nie było to potrzebne, aby żyć. Nie mieli do czynienia z książkami, które były dużym skarbem i jednymi z droższych rzeczy.
Spojrzałem na drzwi, gdzie przed chwilą zniknęła dziewczyna. Nie rozumiałem dlaczego zrobiła dla mnie prezent na święta. Sam nie miałem dla niej niczego i nie wiedziałem co mogłem jej podarować.
Wziąłem do ręki naszyjnik, który pozostał na widoku. Pierwszy raz widziałem go na oczy, dlatego nie trudno było się domyślić, że należał do dziewczyny. Nie wiem dlaczego, ale zabrałem go ze sobą. Od razu udałem się do swojego pokoju. Dnia dzisiejszego nie miałem ochoty z niego już wychodzić. Jutro natomiast musiałem znaleźć Stellę i przeprosić ją za swoje zachowanie. Ułożyłem się w łóżku.
~~
Obudziłem się dnia następnego, kiedy zostałem oślepiony przez słońce. Ze zdziwieniem spojrzałem na swoje dłonie, które wyglądały o wiele inaczej niż wcześniej. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że był to dzień kiedy znowu mogłem nacieszyć się swoim dawnym wyglądem. Wziąłem do ręki inne ubrania, które będą na mnie lepiej leżały.

Stella
Obudziłam się pośród kurzu i brudu. Przetarłam zmęczone oczy i podniosłam się z łóżka. Nie miałam ochoty na świętowanie. Wcześniej byłam pewna, że Liam mi nie zagraża, a jednak teraz nie miałam już tej pewności. Wczoraj wyglądał tak jakby mógł się na mnie w jednej chwili rzucić. Nie mogłam jednak tutaj siedzieć w nieskończoność. Ucieczka także nie wchodziła w grę. Pozostało mi modlenie się o to aby w końcu znudziła mu się ta zabawa i po prostu mnie wypuścił. To nie było wiele. Powrót do wioski także mnie nie pociągał. Wioska nie była bezpiecznym miejscem, więc lepsza musiałaby być ucieczka do innego królestwa. Wyszłam na opuszczony korytarz. Tak jak wcześniej nikogo tutaj nie było. Zeszłam powoli do swojego pokoju i spojrzałam na biurko. Tak jak przewidziałam i naszyjnik i książka zniknęły. Zacisnęłam dłonie w pięści przeklinając swoją głupotę. Na pewno go już nie odzyskać. Tylko jak miałam teraz zapłacić za życie jak tylko się stąd wydostanę? Żałowałam, że tak się starałam dla króla, a on potrafił mnie tylko oskarżać. Po co zresztą miałabym wysyłać listy do ludzi z wioski? Jego oskarżenia były bezpodstawne skoro ludzie tam nie potrafili ani czytać ani pisać. Zaburczało mi w brzuchu. Opuściłam swój pokój i skierowałam swoje kroki do jadalni. Musiałam coś jeść mimo że ktoś chciał mnie zamordować. Zatrzymałam się gwałtownie widząc jakiegoś mężczyznę zbliżającego się w moją stronę. Był bardzo przystojny, ale jednocześnie jego oczy były zimne i rzucały błyskawice. Zachowywał się jakby czegoś szukał, ale nie mógł znaleźć. Widząc mnie zmarszczył lekko czoło i przyspieszył. Przestraszyłam się okropnie. Chciałam się odwrócić i zacząć uciekać, ale potknęłam się o dywan i upadłam na ziemię. Obróciłam się na plecy i spojrzałam na mężczyznę. Uniosłam dłoń do góry w obronnym geście.
-Proszę nie rób mi krzywdy... -wyszeptałam. Był tuż tuż. Kiedy nieznajomy się na mnie nie rzucił szybko się podniosłam i wzięłam do ręki kandelabr ze ściany wyciągając go przed siebie aby w razie czego móc się bronić. Nie ubiegłabym za daleko, bo mężczyzna z całą pewnością by mnie szybko dogonił. Jedynym wyjściem było stanąć do walki. Nie wiedziałam kto go przysłał, ale nie wyglądał na zadowolonego tym, że stanęłam do walki. Albo tym, że się go bałam. W tym momencie zauważyłam opatrunki wystające spod koszuli. W tych samych miejscach w których... Opuściłam lekko kandelabr, ale po chwili ponownie go podniosłam. Nie znaczyło to, że przestałam się bać. W moich oczach błysnęło zrozumienie. Jakim cudem... Nic z tego nie rozumiałam. Zacisnęłam mocno szczękę. Wczoraj prawie się na mnie rzucił, a teraz wyglądał jak mężczyzna, a nie jak bestia. Był ponownie sobą co tylko bardziej mnie przeraziło. Jak to się stało? Cofnęłam się o krok próbując to wszystko zrozumieć cały czas trzymając kandelabr w razie gdybym musiała się bronić.

Liam
Wyszedłem z pokoju, biorąc ze sobą jedynie łańcuszek dziewczyny. Nie pojawiła się na śniadaniu, dlatego zaczynałem się o nią coraz bardziej martwić. Wczorajszego wieczora nieco mnie poniosło, nie chciałem jednak, aby stało jej się coś złego. Musiałem jak najszybciej odnaleźć Stellę i przeprosić ją za swoje zachowaniu. Nie miałem w zwyczaju przepraszać innych, jednak czułem, że dla niej muszę zrobić wyjątek. Miałem jedynie nadzieję, że nie będzie się na mnie za to zbytnio gniewała i wybaczy mi to. Tak dobrze zaczynaliśmy się rozumieć, a ta jedna sytuacja tak łatwo to zepsuła.
Wyszedłem na korytarz. Zmarszczyłem delikatnie czoło widząc dziewczęcą sylwetkę. Natychmiastowo przyśpieszyłem kroku. Tylko dlaczego przede mną uciekała? Czułem się nieco dziwnie widząc w jej oczach strach. Wcześniej byłem do tego przyzwyczajony, wydawało mi się to normalne, teraz jednak było inaczej. Nie chciałem, aby spoglądała na mnie w ten sposób.
-Spokojnie nic ci nie zrobię.- powiedziałem cicho powoli do niej podchodząc. W ludzkiej postaci wolałem nie oberwać od niej kandelabrem. Na pewno będzie to o wiele bardziej bolesne.
Podszedłem jeszcze bliżej, łapiąc za prowizoryczną broń dziewczyny i opuszczając ją na dół. W dalszym ciągu widziałem w jej oczach strach, który trochę mnie paraliżował.
-Przepraszam cię za wczoraj... Nieco za bardzo mnie poniosło i oskarżyłem cię o coś, co sam wymyśliłem. Proszę, nie gniewaj się na mnie za to. Od rana cię szukałem po całym zamku, nawet nie wiesz jak się bałem, że coś mogli ci zrobić.- powiedziałem troskliwym głosem spoglądając jej w oczy. Wyciągnąłem z kieszeni naszyjnik, który wczorajszego dnia znalazłem na jej biurku. Podejrzewałem, że należał do niej i prawdopodobnie mógł być dla niej cenną pamiątką. Nie chciałem go jej pozbawiać. Podszedłem bliżej niej, zapinając wisiorek na jej zgrabnej szyi. - Powinnaś lepiej go pilnować jeśli nie chcesz, aby się zgubił. Nie jest zbyt duży. I dziękuję za prezent... Nigdy bym się nie domyślił, że chciałabyś mi cokolwiek zrobić. Jest mi przykro, że musiałaś wczoraj przeze mnie płakać...- powiedziałem spokojnie. Po raz pierwszy takie słowa wyszły z moich ust, przez co sam byłem zdziwiony. Uśmiechnąłem się delikatnie, jednak nie byłem pewien czy powinienem. Liczyłem na to, że jej gniew szybko ustąpi, tak samo jak i strach.
-Wybacz, że nie powiedziałem ci o przemianie. Nie zdążyłem. To jedyny dzień w roku kiedy... no cóż, możemy znowu być sobą. Mam nadzieję, że nie przestraszyłaś się zbytnio widząc mnie w takiej formie. Na pewno jesteś głodna. - dodałem. Wyciągnąłem do niej rękę mając nadzieję, że mnie nie odrzuci.

Stella
Stałam jak sparaliżowana z kabdelabrem w dłoni. Głos, który wydobywał się z ust mężczyzny był mnie gardłowy niż bestii. Nie rozumiałam czemu ponownie jest człowiekiem. Nie poruszyłam się o krok gdy się do mnie przybliżył. Jedynie uniosłam wyżej kandelabr jakbym chciała go ostrzec choć wiedziałam, że go nie użyje. Nagle Liam złapał z moją broń i opuścił ją niżej. Uciekłam wzrokiem w bok aby nie musieć spoglądać mu w oczy. Zadrżałam po części ze strachu a po części z tego że był tak blisko mnie. Nawet jako bestia kiedy słyszałam w jego głosie troskę i ciepło, potem jednak wróciła jego dawna wersja, która okropnie mnie przerażała. Otworzyłam szeroko oczy słysząc jego przeprosiny. Myślałam, że nie jest do tego zdolny. Nigdy przynajmniej nie słyszałam żeby za coś przepraszał. -Nic mi nie jest... Przestraszyłeś mnie tym po prostu. Nie spodziewałam sie że tak zareagujesz- wyszeptałam cicho uważnie mu sie przyglądając. Wyglądał jakby naprawdę był zgnębiony i miał jakieś wyrzuty sumienia. Spojrzałam na mój wisiorek, który pojawił sie w jego dłoni. Dziwnie sie czułam kiedy nie był bestią a prawdziwym mężczyzną. Świecznik upadł na ziemię tuż obok nas. Drgnęłam gdy jego dłoń musnęła moja szyję. Obróciłam się twarzą do niego rumieniąc się okropnie.
-Nie wiedziała czy... - nie chciałam mu mówić, że bałam sie iż odbierze mi wisiorek- Mam nadzieje, że podoba ci się prezent- dodałam po chwili. Faktycznie pominięcie tak ważnego szczegółu jak przemiana może zdezorientować. Okropnie się przestraszyłam widząc jak idzie w moją strone bo po prostu nie wiedziałam kto to. Uśmiechnęłam się niezręcznie. Zaczynałam powoli sie odprężać w jego towarzystwie. Przygryzłam dolną wargę widząc jego wyciągniętą dłoń, ale po chwili przyjęłam ją.
-Ja... - chciałam my powiedzieć, że już sie nie boje, ale w tym momencie usłyszałam za sobą donośne kroki i głośne prychnięcie.
- Co wiedząc że mój brat jest przystojny chesz sie pewnie dostać do jego łóżka co? - powiedział szyderczo Juan, a ja speszona cofnęłam dłoń i spojrzałam na brata króla.
-Nie nie zamierzam... Za to ty widze nie próżnujesz z żądzeniem sie w zamku a nawet nie jesteś królem - powiedziałam poważnie. Chciałam sie bronić, ale chyba rozwścieczyłam go tylko i wyglądał jakby chciał mnie uderzyć.

Liam
Uśmiechnąłem się delikatnie do niej. Wyglądała naprawdę uroczo. Nie chciałem aby się smuciła, a tym bardziej była na mnie zła. Nie powinienem, jednak coraz bardziej zaczynało mi na niej zależeć. Przyzwyczajenie się do niej oraz obrażenie jakimkolwiek uczuciem mogłoby być w przyszłości bardzo szkodliwe dla nas obojga. Nie powinna cierpieć z tego powodu. O ile w ogóle by chciała być bliżej mnie. Jutrzejszego dnia znowu będę bestią, a w kimś takim żadna dziewczyna nie jest w stanie się zakochać. I tak zależało mi najbardziej na zdjęciu tej cholernej klątwy, więc czego więcej miałem od niej oczekiwać. Właśnie po to ją tutaj trzymałem.
-Wygląda wspaniale. Chętnie posłucham tych opowieści w twoim towarzystwie. Od lat nie czytałem, nawet nie wiem czy nadal pamiętam jak się to robiło... Mam nadzieję, że mi pomożesz. - powiedziałem łagodnie, głaszcząc dłonią po jej policzku. Wyglądała naprawdę rozkosznie. Łańcuszek delikatnie mienił się na jej szyi, ozdabiając jej obojczyki. Jej nagie ramiona jedynie wzmagały pożądanie i zachęcały do tego, aby ucałować jej delikatną skórę.
Spojrzałem nieprzyjemnie na swojego brata. Jeszcze brakuje tego, aby przeszkadzał mi w takich chwilach, kiedy mogłem przybliżyć się do Stelli. Zaczynał mnie naprawdę irytować. Po tym wszystkim jeszcze w ogóle śmiał przychodzić do mnie i mi przeszkadzać, kiedy spędzam ten czas ze swoją wybranką. Doskonale wiedział do czego jest mi potrzebna, tak jak i to, że nie mieliśmy zbyt wiele czasu.
-To już raczej nie twoja sprawa co będziemy robić. - powiedziałem spokojnie, jednak w moim głosie można było wyczuć chłód. Nie powinien wtrącać się do naszych spraw. Obróciłem dziewczynę plecami do siebie, wtulając w swój tors. Rękę położyłem początkowo na jej boku, powoli zjeżdżając coraz niżej, aż spoczęła nisko na jej biodrach. Drugą ręką ująłem jej dłoń, całując w nią delikatnie. - Nie będę miał nic przeciwko, aby zobaczyć ją bez sukni i spędzić razem przyjemną noc. Dlatego zatroszcz się o to, abyś miał jakieś zajęcie i mi nie przeszkadzał w tym czasie. - mruknąłem pod nosem, składając na szyi dziewczyny pocałunek.
Nawet jeśli tymi słowami chciałem dokuczyć bratu, chętnie spędziłbym z nią miłą i namiętną noc. Nie dało się ukryć, że coraz bardziej mnie pociągała i chciałem zrzucić z niej tą suknię oraz bieliznę. Noc z nią na pewno byłaby równie cudowna.
-A teraz wybacz, ale musimy udać się na śniadanie. We dwoje. Wieczorem czeka nas świąteczna kolacja, więc niekoniecznie musisz się na niej pojawić. Chciałbym poświęcić ten czas mojej Stelli. - powiedziałem pewnie, nadal zachowując spokojną twarz. Odwróciłem się na pięcie, ciągnąc za sobą dziewczynę. Szybko znaleźliśmy się w jadalni, gdzie czekało już na nas wystawne śniadanie. Odsunąłem krzesło, aby dziewczyna mogła na nim usiąść.

Stella
Byłam całkowicie zaskoczona kiedy mężczyzna przyciągnął mnie do siebie i obrócił mnie tak że stałam oparta o jego klatke piersiową wystawiona na widok Juana. Nie spodobało mi sie to że chciał moim kosztem dokuczyć bratu. Spróbowałam się odsunąć, ale ten mocno mnie trzymał. Nie chciałam się godzić na takie traktowanie. Czy jednak to miał na myśli mówiąc o posłuszeństwie? Chciał mnie zaciągnąć do swojego łóżka kiedy nadaży się okazja? Może właśnie po tym wydarzeniu postanowi mnie wypuścić... Zadrżałam gdy przesunął dłonią po moim ciele, a następnie ucałował w szyje. Nie powinien mi się podobać ten pocałunek, lekkie muśnięcie ust... Czułam się upokorzona, że robił to na pokaz. Opuściłam głowe aby nie musieć patrzeć w twarz Juanowi. Nawet jeśli go nie lubiłam. Jednak nie dało się powiedzieć, bo mu się udało rozwścieczyć brata.
-Ostrzegam cię Stello... On się w końcu tobą znudzi i wyrzuci jak starą zabawkę. Nie daj się omotać tylko dlatego, że postanowił się tobą nagle zainteresować. - prychnął patrząc swojemu bratu w oczy. Zabolało to, że Juan miał racje. Kiedy Liam dostanie to czego chciał wyrzuci mnie. Nie powinnam doszukiwać sie w jego zachowaniu cieplejszych uczuć skoro wiedziałam, że na pewno nie będzie mu na mnie zależało. Tego samego jednak nie mogłam powiedzieć o sobie. Zaczynałam go widzieć inaczej za co byłam na siebie wściekła. Dałam się poprowadzić do jadalni i usiadłam na osuniętym krześle. Spojrzałam na króla kiedy zajął swoje miejsce, a w moich oczach błyszczał smutek i upokorzenie.
- Nie pójde z tobą do łóżka nawet jakby mi rozkazał. Posłuszeństwo to jedno, ale nie zaliczam do niego czegoś takiego. Nie jeśli zamierzałeś mnie upokorzyć... Nie jestem zabawką ani przedmiotem. Też mam uczucia-wyszeptałam cicho. Nie zamierzałam nic jeść. Nie byłam głodna. Postawiłam sprawę jasno. Nie byłam po prostu umilaczem czasu, ale człowiekiem. Zaczynałam sie zastanawiać po porannej sytuacji czy w ogóle Liam posiada jakieś cieplejsze uczucia.

Liam
Uśmiechnąłem się zwycięsko widząc zdenerwowaną twarz mojego brata. Nie powinien interesować się takimi rzeczami. To były moje prywatne sprawy z kim miałem ochotę spędzić noc i w jaki sposób to zrobię. Zmarszczyłem brwi słysząc jego odpowiedź. Wiedziałem, że chciał nastawić do mnie negatywnie dziewczynę, aby trzymała się jak najdalej. Może i powinna, jednak nie potrafiłem się przy niej zbyt długo powstrzymywać. Pociągała mnie i rozbudzała moje zmysły, zwłaszcza chodząc w sukienkach z odkrytymi ramionami. Nawet blizny nie były w stanie odebrać jej uroku. Chciałem spędzić z nią noc, przeczesać jej delikatne włosy oraz dotknąć miękkiej skóry. Tylko w tej formie mogłem w jakiś sposób ją do siebie przekonać i pokazać, że też jestem człowiekiem. Wiedziałem, że nie chciałaby się zbliżyć do mnie aż tak bardzo kiedy byłem bestią, więc była to jedyna okazja, aby chociaż na jeden dzień zaspokoić swoje pragnienia. Chciałem mieć ją dla siebie i z nikim się nie dzielić, czy to było aż tak wiele?
Odsunąłem krzesło, aby Stella mogła usiąść do stołu. Spojrzałem na nią niepewnie kiedy zaczęła mówić. Poczułem się dziwnie słysząc to z jej ust. Byłem królem i robiłem co chciałem, ale nie wydałbym jej takiego rozkazu, a tym bardziej bym nie zgwałcił. Chciałem, aby spędziła ze mną taką noc z własnej woli i sama czerpała z niej korzyści. Chciałem zobaczyć jak wije się pode mną z rozkoszy, a jej oczy proszą o więcej.
-Dlaczego myślisz, że mógłbym wydać ci taki rozkaz? Pociągasz mnie, ale nie zamierzam cię do tego zmuszać, ani wykorzystać na jedną noc. Nie zamierzałem cię upokorzyć, to co mówiłem było prawdą. Nie poczuję żadnej satysfakcji z tego, że po prostu to zrobię. Chcę, abyś w tedy dobrowolnie mnie całowała i czerpała z tego czasu jedynie rozkosz Dopiero w tedy będę w pełni usatysfakcjonowany i będę wiedział, że ty również. - powiedziałem o dziwo spokojnie przybliżając się do niej. Mój głos był przyciszony. Położyłem dłoń na jej policzku, głaszcząc ją rytmicznie. Miałem ochotę ją pocałować, nawet jeśli nie mogłem tego zrobić. Sama powinna wyrazić na to zgodę.
-Po śniadaniu możemy udać się do biblioteki. - odchrząknąłem zabierając dłoń z jej policzka. Musiałem zająć myśli czymś innym, co nie kazało mi się na nią rzucić i zacząć całować. - Chętnie posłucham opowieści, które napisałaś w książce. Jestem ciekaw jej zawartości.

Stella
Patrzyłam niepewnie na Liama kiedy zaczął się do mnie przybliżać. Lubiłam go jako bestię, a teraz wydawał mi się bardziej niebezpieczny niż w jego poprzedniej postaci. Podszedł do mnie bardzo powoli niczym drapieżnik zbliżający się do swojej ofiary. Nasze oczy dzieliło kilka centymetrów. Wstrzymałam oddech kiedy dotknął mojego policzka. Poczułam dziwną przyjemność na jego dotyk i nie bardzo to rozumiałam. Cofnęłam się delikatnie choć moje ciało chciało więcej... Więcej dotyku, więcej jego! Nie mogłam jednak na to sobie pozwolić. Nie wiedziałam nawet dlaczego on mnie tu trzyma.
-Ja nie wiem...-naprawdę nie wiedziałam co powiedzieć na jego słowa. Cała się zarumieniłam od stóp aż po sam czubek głowy. Odwróciłam wzrok kiedy powiedział, że chciałby i pragnął moich pocałunków, a nigdy się nie całowaliśmy. Odetchnęłam z ulgą kiedy zmienił temat choć ciało spięło się na tą jawną ignorancję. Musiałam zapomnieć o swoich potrzebach i choć na chwilę się skupić na tym co ważne.
W końcu wniesiono do jadalni miski z jedzeniem i pojawiła się śliczna zastawa. To nie była jeszcze kolacja, która będzie wystawniejsza, ale jej przedsmak. Zabrałam się za jedzenie pysznych sałatek i puddingów. Byłam okropnie głodna po wczorajszej ucieczce i nocy w opuszczonym pokoju. Okropnie się bałam, ale nie mogłam wtedy nic z tym zrobić. Dziś król po raz pierwszy w swoim życiu mnie przeprosił i byłam z tego powodu dziwnie zadowolona. Po skończonym śniadaniu od razu udaliśmy się do biblioteki. Była ona ogromna i mieściło się w niej chyba kilkaset książek. Nigdy nie widziałam tylu na oczy i za każdym razem nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Nawet teraz widok ten zapierał mi dech w piersiach. Usiadłam na dywanie z książką w rękach i pokazałam gestem ręki aby Liam zrobił to samo. Podałam mu książkę i spojrzałam zachęcająco. Widząc jednak jego bezradną minę posmutniałam. Musiał zapomnieć jak to się robiło... Uśmiechnęłam się pocieszająco.
-Nie martw się poradzimy sobie. Zawsze mogę cię nauczyć czytać i wtedy przypomnisz sobie bardzo szybko jak to się robiło. Co ty na to?-zapytałam choć od razu spodziewałam się odmowy.
Oparłam się na dłoniach i przymknęłam oczy czekając na jego decyzję. Byłam aż nazbyt świadoma jego obecności i tym jak przedziwnie na mnie ostatnimi czasy działał. Pomimo, że bałam się kiedy nie panował nad sobą to miałam nadzieję, że jednak mi krzywdy nie zrobi. W końcu nie byłam dla niego zagrożeniem. Nie musiał tego robić. Nie potrafiłam jednak na sto procent stwierdzić co czuł i on i Juan. Widać było, że brat Liama za bardzo rządzi się w królestwie. Nie mówił prawdy królowi i działał na własną rękę. Nie zdziwiłabym się gdyby to za jego sprawą tak źle się działo w okolicznych wioskach. Czy mogłam jednak coś zrobić aby tak nie było? Wątpiłam aby w tym miejscu cokolwiek ode mnie zależało. Jeśli któryś z nich coś zechce to na pewno to dostanie i ja na pewno nie będę przeszkodą.

Liam
Spojrzałem na nią kiedy się ode mnie osunęła. Sam już nie wiedziałem co o tym wszystkim myśleć. Mimo to poczułem satysfakcję, że na jej policzkach pojawiły się rumieńce. Nie było to wiele, ale zawsze coś. Stella nie zareagowała tak, jakbym tego chciał. W dalszym ciągu trzymała się daleko ode mnie i nie chciała mnie dopuścić do siebie. Na pewno nie łatwo będzie osiągnąć swój cel, jakim było zdjęcie klątwy. Musiała coś do mnie czuć, abym mógł znowu być sobą. Jednak nie dlatego chciałem spędzić z nią noc, albo być bliżej mnie. Pragnąłem jej jak nikogo do tej pory. Po prostu chciałem ją mieć tylko dla siebie i każdego dnia móc patrzyć na jej piękne ciało. Nie było niczym złym, że chciałem być bliżej niej, albo że jej pragnąłem. Była przesłodka.
-Ale ja wiem, to powinno wystarczyć. Nigdy bym nie skrzywdził cię w taki sposób, możesz być tego pewna. Wykonywanie rozkazów i bycie posłusznym to jedno, jednak oddanie swojego ciała to zupełnie inna sprawa. Jesteś tu trochę czasu i powinnaś wiedzieć, że nie zrobiłbym czegoś takiego.- powiedziałem spokojnie spoglądając na nią. Dziwnie się czułem myśląc, że widziała mnie w taki sposób. Byłem czasami agresywny i trudno było spełnić moje oczekiwania, jednak nie posunąłbym się aż tak daleko. Chciałem ją chronić, nie skrzywdzić. Powinna być tego jak najbardziej świadoma, zwłaszcza, że nie znała mnie od dwóch dni. Do tej pory niczego nie zrobiłem w tym kierunku i bez jej zgody nie miałem zamiaru niczego zrobić. Nie poczułbym żadnej satysfakcji z tego, że by się przede mną broniła, płakała i próbowała uciekać. Po czymś takim na pewno by mi nie zaufała i by się mnie bała.
Po skończonym posiłku wziąłem książkę, po czym udaliśmy się do biblioteki. Posłusznie usiadłem we wskazanym miejscu, za co sam siebie skarciłem w myślach. To ona powinna się mnie słuchać, nie odwrotnie. Mimo to nie ruszyłem się. Byliśmy dosyć blisko siebie, co jak najbardziej mi odpowiadało. Lubiłem przebywać w jej towarzystwie, a tego dnia, kiedy nie wyglądałem jak zwierzę, mogłem jeszcze bardziej się do niej zbliżyć mając pewność, że mój wygląd nie będzie jej odpychał. Byłem świadom tego, że przebywanie wśród stworów nie było niczym przyjemnym.
Odwróciłem wzrok kiedy podała mi książkę. Kiedyś może i byłbym w stanie ją przeczytać, ale na pewno nie teraz. Nie pamiętałem jak się to robi. Głupio było przyznać się do tego, że król nie potrafi przeczytać paru literek, dlatego wolałem milczeć. I bez tego Stella domyśliła się o co chodzi.
-Może być. Pamiętaj jednak, że jestem bardzo opornym uczniem i będziesz musiała poświęcić mi bardzo dużo czasu. - powiedziałem z delikatnym uśmiechem na ustach. Zapewne ktoś inny również mógłby mnie tego nauczyć, ale po co miałem rezygnować z czasu, który możemy spędzić razem? Nawet teraz byłem zadowolony z tego, że jesteśmy tutaj sami i nikt nie będzie nam przeszkadzał. Chciałem przyciągnąć ją do siebie i sprawdzić, czy jej usta są równie słodkie w smaku. -Teraz chętnie posłucham opowieści, które spisałaś. Dawno już nie słuchałem takich rzeczy. - powiedziałem do niej zachęcająco siadając nieco bliżej.

Stella
Zastanawiałam się dlaczego Liam zachowuje się inaczej niż zwykle. To, że zmienił się jego wygląd wcale nie oznaczało, że zaczęłam inaczej go postrzegać. Dalej był tym samym człowiekiem co zawsze. Tylko nie był już porośnięty futrem. Jutro i tak wszystko wróci do normy. Patrzyłam na niego uważnie i ponownie zarumieniłam się kiedy powiedział, że chciałby spędzić ze mną dużo czasu. Na pewno szybko sobie przypomni co i jak szło. Należało mu tylko wskazać właściwą drogę i przypomnieć pewne rzeczy. Juan pewnie celowo nie przypominał mu aby odświeżać pamięć. Jeśli on nie potrafił przeczytać dokumentów to oczywiście zwracał się do najbliższej osoby - swojego brata. A ten przyjmował to pewnie na siebie z ochotą przeinaczając prawdę tak aby to jaka sytuacja jest w wiosce nie dotarło do uszu króla. Teraz kiedy pojawiłam się ja to stanowiłam realne zagrożenie dla interesów Juana. Z drugiej jednak strony nic do tej pory się nie wydarzyło więc może tamte wcześniejsze ataki były jedynie wypadkami i nie należało się nimi za bardzo przejmować.
-A ja jestem wymagającym nauczyciele więc będziesz musiał się starać albo nici z nauki.-powiedziałam stanowczo aby wiedział, że nie dam się oszukiwać.
Usiadłam wygodniej na dywanie i otworzyłam książkę na pierwszej stronie. Opowieść zaczynała się od historii żebraka który zakochał się w pięknej księżniczce. Nie miał u niej jednak najmniejszych szans bo był biedny i urodzony w zbyt nisko społecznie położonej rodzinie. Codziennie jednak chodził pod pałac aby oglądać swoją ukochaną. Raz kiedy ta wraz ze strażnikami wyszła poza bramy królestwa napadli na nich rabusie chcąc porwać królewnę dla okupu. Skrępowali oni strażników i prawie udało im się dokonać porwania, wtedy jednak pojawił się mały żebrak i uratował swoją wybrankę i odprowadził do króla tamtej krainy. Wdzięczny mężczyzna postanowił podarować mu o co tylko chłopak poprosi. Ten poprosił o miłość księżniczki, nie wiedział, że dziewczyna wyglądając przez okno pałacu widziała go wiele razy i zdążyła się w nim zakochać.
Ziewnęłam przeciągle kiedy za oknem zaczęło się ściemniać. Przetarłam zmęczone oczy i zamknęłam książkę w połowie.
-Niestety, ale skończymy innym razem. Jestem okropnie zmęczona. Zresztą za chwilę zaczyna się kolacja, a potem chciałabym iść spać-uśmiechnęłam się do Liama. Bardzo miło spędziłam dzisiejsze południe. Popatrzyłam w oczy mężczyzny, które do siebie przyciągały. Siedział bardzo blisko mnie. Przybliżyłam się jeszcze troszkę. Jakby coś kazało mi to zrobić. Pragnęłam go pocałować. W ostatnim momencie się jednak odsunęłam i odetchnęłam głęboko. Musiałam się opanować. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Podniosłam się z ziemi podając Liamowi książkę. Wolałam aby między nami do niczego nie doszło. Nie chciałam się niepotrzebnie przywiązywać do kogoś kto i tak za niedługo się mnie pozbędzie.

Liam
-Nici z nauki? Jeśli nie będę sobie radził, będziesz musiała mi poświęcić więcej czasu. Nie przyjmuję odmowy. Obiecałaś już, że będziesz mnie uczyć i nie możesz cofnąć swoich słów. - powiedziałem z pewnym uśmieszkiem na ustach. Tak łatwo nie miałem zamiaru jej stąd wypuścić. Nawet jeśli odzyskam swój dawny wygląd już na stałe, na pewno tak łatwo jej nie wypuszczę ze swoich objęć. Nie mogła mnie od tak zostawić i wrócić do wsi, zwłaszcza do tego chłoptasia, który ślinił się na jej widok. Za bardzo był na nią łakomy, dlatego tak łatwo nie zamierzałem oddać dziewczyny w jego ręce. Powinien znaleźć sobie kogoś innego i odczepić się od mojej Stelli. Nie chciałem go nawet widzieć w jej towarzystwie.
Usiadłem obok dziewczyny, uważnie przyglądając się jej twarzy. Wyglądała spokojnie czytając opowieść. Z uwagą przysłuchiwałem się opowieści, która zapisana była w książce. W jej towarzystwie ten czas minął niezwykle szybko, co o wiele mniej mi się podobało. Chciałem, aby trwało to nieco dłużej. Do kolacji i tak zostało jeszcze trochę czasu, chociaż nie byłem głodny. Łaknąłem jedynie jej towarzystwa, ust oraz jej zgrabnego ciała. Pragnąłem jej całej.
-Nie musisz ode mnie uciekać...- wyszeptałem, delikatnie się uśmiechając. Nie chciałem, aby się ode mnie odsuwała, zwłaszcza teraz, kiedy chciałem być jeszcze bliżej niej. Powinna zakończyć to, co chciała zacząć. Wiedziała już, że mi się podoba i nie było to żadną tajemnicą. Powiedziałem jej to już dwa razy i mogłem powtarzać to każdego dnia.
Objąłem ją w pasie przyciągając bliżej siebie. Po chwili dziewczyna siedziała już na moich kolanach, a ja mogłem się rozkoszować jej widokiem. Nie mogłem, a nawet nie chciałem się już dłużej powstrzymywać. Musiałem ją mieć jak najbliżej siebie. To było silniejsze ode mnie.
Przybliżyłem się do niej, składając na jej ustach pewny siebie pocałunek. Nie czekając na jej potwierdzenie pogłębiłem pocałunek, łaknąć coraz więcej. Pocałunki przeniosłem na jej szyję oraz ramiona, delikatnie drażniąc wargami jej ciało.
Przyciągnąłem dziewczynę jeszcze bliżej siebie, sadzając ją okrakiem na swoich kolanach. Miałem coraz większą ochotę na to, aby spędzić z nią upojną noc. Chciałem jedynie, aby i Stelli się to podobało, aby się do tego nie zmuszała, albo co gorsza, nie traktowała tego jak rozkaz.

Stella
-Nie powiedziałam, że nici z nauki tylko, że masz się do niej przykładać-powiedziałam poważnie, ale po chwili się uśmiechnęłam lekko. Nie wiedziałam za bardzo czemu patrzył na mnie w taki dziwny sposób. Przełknęłam z trudem ślinę i spojrzałam na niego uważnie, ale zanim zdążyłam coś zrobić ten przyciągnął mnie do siebie i posadził na swoich kolanach. Nie taki był plan. Chciałam właśnie uniknąć bliskości z nim aby się nie zaangażować, a on mi to wszystko utrudniał. Byłam teraz przyciśnięta do męskiego torsu. Próbowałam go jakoś odepchnąć i wstać, ale nie miałam na to dosyć sił. Mimo, że nie był już bestią to był bardzo umięśniony i tego nie można mu było odmówić. Położyłam dłoń na jego klatce piersiowej aby stworzyć jakiś dystans pomiędzy nami, ale po chwili nie było już to potrzebne. Mężczyzna całował moje usta, a ja siedziałam oniemiała. Nie wiedziałam co robić. Westchnęłam cicho kiedy pogłębił pocałunek i oplotłam ramieniem jego szyje oddając pocałunek.
Wiedziałam, że nie powinnam tego robić i stanowczo zaprotestować jednak nie zrobiłam tego. Zamiast uciec sama go pocałowałam. Siedziałam teraz na nim okrakiem oddychając ciężko, a on przeniósł swoje usta na moje ramiona. Czułam wewnątrz siebie jakąś ogromną potrzebę, którą tylko on mógł ugasić. Odchyliłam lekko głowę do tyłu dając mu nieme pozwolenie na to co robił. Chciałam aby mnie dotykał, całował, a przede wszystkim pieścił. Przybliżyłam swoją twarz do jego ucha.
-Nie przestawaj...-wyszeptałam ustami dotykając płatka ucha. Mój oddech był przyspieszony i nieregularny. Już chciałam coś więcej powiedzieć kiedy drzwi za nami się otworzyły. Spojrzałam na nie zamglonym wzrokiem i podniosłam się gwałtownie na równe nogi na widok Juana. Podciągnęłam ramiączka sukni, którą Liam musiał jakoś zsunąć. Brat króla stał niedbale oparty o ścianę i patrzył na nas ani na chwilę nie spuszczając swojego wzroku.
-Kogo my tu mamy? Skoro już się tak zachowujesz drogi bracie to może powiesz naszemu gościowi czemu to robisz i jakie są twoje prawdziwe motywy co? Nie każ mi czekać na ten finał waszej znajomości i zdradź dlaczego...-powiedział cicho. Zarumieniłam się cała. Spojrzałam niepewnie na Liama nie wiedząc co Juan ma na myśli. Nie chciałam się jednak teraz nad tym zastanawiać. Czułam się dziwnie. Wiedziałam tylko, że muszę stąd wyjść. Nim ktokolwiek zdążył mnie zatrzymać, szybkim krokiem wyszłam z biblioteki i poszłam do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku drżąc na całym ciele. Dlaczego dałam się całować w taki sposób i co oznaczały słowa Juana? To wszystko nie miało sensu. A najbardziej bezsensowny był fakt, że tęskniłam za smakiem ust Liama.
Jutrzejszego dnia była Wigilia, a ja coraz częściej myślałem o tym, czy nie powiniene z tego zrezygnować. Robiłem to tylko dla Stelli, ponieważ jej na tym zależało. W przeciwnym razie na pewno nie zgodziłbym się na ten pomysł. Dawno już nie obchodziłem wigilii i nie śpieszno mi do tego było. Nawet już nie pamiętałem jak obchodziło się to święto, co się w tedy robiło. Dla mnie będzie to dzień prawie jak każdy inny. Prawie, bo w tedy przynajmniej nie będę potworem.
Przy okazji musiałem wspomnieć o tym dziewczynie. Powinna wiedzieć, że jutrzejszego dnia wszyscy zamienią się z powrotem w ludzi, aby się nie przestraszyć. Na pewno będzie w szoku kiedy dnia następnego przywitają ją zwyczajni strażnicy, zwyczajne służące oraz sam król, który na ten jeden dzień miał przestać być potworem. Nie chciałem, aby uciekła przez coś takiego.
-Nie powinnaś odpocząć? Zbyt ciężko pracujesz ostatnimi czasy. Widzę, że się nie wysypiasz. Zamykasz się w swoim pokoju po nocach a z samego rana pomagasz w przygotowaniach. Powinnaś bardziej się o siebie zatroszczyć.- powiedziałem spokojnie, z ukrywaną troską w głosie.
Nie powinna się tak przemęczać. Jej ręka się nie zdążyła jeszcze wygoić a ciągłymi pracami na pewno sobie tego nie ułatwia. Od tego była służba, aby wszystkiego dopilnować. Mogła jedynie kontrolować, czy wszystko idzie po jej myśleć, nie miała jednak obowiązku wyręczać moich służących w pracy. Nie należało to do jej obowiązków. Może i była ze wsi, jednak w tym momencie stała u mojego boku, dlatego też musiała się stosownie zachowywać do swojej aktualnej pozycji. Można by powiedzieć, że jest kimś na wzór damy. Nie wymagałem od niej idealnego zachowania i znajomości każdej linijki etykiety, jednak nie mogła się zachowywać w ten sposób. Damie nie wypadało biegać przez cały dzień i pracować. Kontrolowała prace, chociaż tak naprawdę nawet na to nie powinienem jej pozwalać.
Zaprosiłem ją do stołu, aby razem ze mną zjadła posiłek. To, że ciągle pracowała i wszystkim się przejmowała nie znaczyło, że nie powinna robić sobie przerw. Nawet ona musiała coś zjeść i odetchnąć na chwilę. Za bardzo się tym wszystkim przejmowała.
Spojrzałem chłodnym wzrokiem na swojego brata, który w końcu raczył się tutaj pojawić. Po wizycie w moim pokoju nie miałem okazji go widzieć, jednak nie ubolewałem nad tym. Właściwie było o wiele lepiej, kiedy nie przebywał w pobliżu mnie. Teraz byłem aż nazbyt pewien, że już nie mogłem mu ufać.
-Czy to nie powinien być właśnie dzień do świętowania? Jedyny dzień w roku kiedy możemy zasmakować dawnego życia. Przyszła pora, aby mieszkańcy zamku zaczęli doceniać ten jedyny dzień i zacząć go świętować. W końcu tak długo na to czekaliśmy. - powiedziałem chłodno spoglądając na niego. Nie podobało mi się to, że chciał zaprosić Stellę i wpólnie spędzić z nią czas. Nie ufałem jej. Dodatkowo obiecałem dziewczynie, że będę ją chronić. Nie chciałem, aby przebywała w jego towarzystwie. Własciwie nie chciałem, aby spędzała czas z jakimkolwiek innym mężczyzną. To mi całymi dniami miała dotrzymywać towarzystwa.
-Dobry pomysł. Też chętnie zobaczę ogród. Trochę czasu już minęło zanim ostatni raz go podziwiałem na spokojnie- powiedziałem do brata dając mu wyraźnie znać, że na pewno nie przekazę dziewczyny w jego ręce.
Stella
Przeniosłam swoje uważne spojrzenie na Liama. Teraz to on skupił na sobie całą moją uwagę. Pierwszy raz usłyszałam w jego głosie taką dziwną nutę. Jakby... Się o mnie troszczył? Nie to nie mogła być prawda! A jednak powiedział to wszystko z taką miękkością i uśmiechem na ustach, że trudno było w to nie wierzyć. Od razu zobaczyłam, że nie chce abym nigdzie szła z Juanem i szczerze powiedziawszy ja także tego nie chciałam. Nie byłam pewna co może grozić mi z rąk brata króla. Jak na razie to tylko nasz władca w miarę dbał o moje bezpieczeństwo choć nie powiedziałabym, że byłam bezpieczna. Z każdej strony mi coś groziło i nie mogłam mieć też pewności czy to nie sprawka Liama. W to jednak ciężko było mi uwierzyć. Nie po tym jak mnie zaniósł do pielęgniarki aby opatrzyła moją ranę.
-Bracie wcale nie musisz nam towarzyszyć. Wezmę ze sobą przyzwoitkę jeśli boisz się o swoją piękną towarzyszkę i obiecuje, że nie zrobię nic niestosownego-powiedział z dziwną galanterią. Zachowywał się jakby chciał mi się przypodobać. Tylko jaki miał w tym cel? Już miałam odpowiedzieć kiedy Juan położył swoją dłoń na mojej dłoni. Zdziwiona uniosłam jedną brew pytająco. Po chwili wahania zabrał rękę i podniosłam się natychmiast ze swojego miejsca. Ten dotyk przyprawiał mnie o mdłości. Nawet nie wiedziałam czemu tak się działo. Spojrzałam przepraszająco na króla.
-Proszę o wybaczenie, ale przypomniałam sobie, że mam coś ważnego do załatwienia w sprawie świąt... -wyszeptałam przytłoczona i uciekłam z jadalni nic nie jedząc. Swoje kroki od razu skierowałam do mojej sypialni i usiadłam przy biurku. Oparłam głowę na dłoni i zapatrzyłam się w ogród za balkonem. Teraz pokryty śniegiem... Nie miałam najmniejszej ochoty wychodzić z zamku. W końcu to w tamtym miejscu zaatakował mnie wilk. Wyciągnęłam skończoną już książkę z szuflady i przypatrzyłam jej się uważnie. Byłam dumna ze swojego dzieła i miałam wielką nadzieję, że Liam to doceni. Nie spodziewałam się żadnych prezentów, ale też na nie nie liczyłam. Nie pamiętałam kiedy dostałam jakiś prezent od kogokolwiek o ile sucha bułka od piekarza pod koniec tygodnia mogła się do tego zalicz. Nie raz nie miałam wiele więcej tylko tyle. Kilka suchych bułek aby wyżyć do następnego tygodnia. Oczywiście nic nie było za darmo... Wyprzedałam wszystko co miałam zostawiając tylko biurko i szklaną misę. Teraz już nawet jej nie miałam gdyż król przypadkowo ją zbił. Obawiałam się, że będę musiała sprzedać naszyjnik schowany w sukni aby zapewnić sobie pożywienie jak tylko stąd odejdę. Dostałam jasno do zrozumienia, że Liam trzyma mnie tu tylko tymczasowo tylko z sobie znanego powodu. Pogładziłam delikatnie skórzaną oprawkę, którą sama zrobiłam i napis na niej.
Dla Liama...
Człowieka, który mimo wszystko nigdy nie stał się bestią.
Trzeba patrzeć poza to co widać!
Uśmiechnęłam się do siebie i zadrżałam gdy ktoś zapukał do pokoju. Nie odpowiedziałam. Pierwsza myśl była taka, że muszę schować książkę. Drzwi się otworzyły w momencie kiedy książka upadła mi na podłogę. Szybko podniosłam ją i wepchnęłam ją do szuflady. Wiedziałam jednak, że intruz zauważył, że chce coś przed nim ukryć.

Liam
Bardzo dokładnie przyglądałem się swojemu bratu. Nie podobała mi się jego nagła zmiana charakteru wobec dziewczyny. O wiele bardziej wolałem to, kiedy był do niej nieprzyjaźnie nastawiony. Tym bardziej wkurzyłem się kiedy dotknął jej dłoni. Nie miał prawa tego robić, zwłaszcza bez mojego pozwolenia. Stella należała do mnie i nie powinien nawet na nią spoglądać póki ja nie wyrażę takiej zgody. Tylko ja mogłem być na tyle blisko niej. Odethnąłem z ulgą kiedy dziewczyna zabrała swoją dłoń. Poniekąd uspokoiło mnie to, że nie dała się do niego przekonać.
Niemniej jednak nie spodobało mi się to, że wstała od razu uciekając z jadalni. Chciałem spędzić ten czas z nią i chociaż mój wspólnie zjeść posiłek. Przez ostatnie dni jedyne co robiła to biegała z miejsca na miejsce przygotowując wszystko na jutrzejsze święto. Powinna ten czas spędzać ze mną i tylko mi poświęcać całą swoją uwagę. Właśnie po to tutaj była, aby mi towarzyszyć.
Nie odzywając się już słowem do brata wstałem od stołu. Syknąłem cicho kiedy rany dały o sobie znać. Nadal bolało mnie całe ciało. Trudno było mi się przemieszczać, jednak nie chciałem dać tego po sobie poznać. Zwłaszcza przy moim bracie, któremu coraz mniej ufałem. Miałem wrażenie, że nadal coś kombinuje i knuje przeciwko mnie. Może byłem przewrażliwiony, jednak nie mogłem pozbyć się tej myśli. Przez ostatnie dni wydaje mi się, że wszyscy są przeciwko mnie i każda osoba tutaj czyha na moje życie. Musiałem być o wiele bardziej uważny. Nie mogłem już nikomu ufać, ani moim służącym, ani swojemu bratu, który wykorzystywał moją niewiedzę przez tyle lat i mamił swoimi gadkami.
Udałem się na wyższe piętro, gdzie znajdował się pokój dziewczyny. Nie miałem zamiaru dać tak łatwo za wygraną. Miałem ochotę spędzić z nią trochę czasu i na pewno to zrobię. Coraz bardziej mi jej brakowało. Miałem wrażenie, że bez niej zaczynam wariować, chociaż tłumaczyłem to tym, że dawno nie miałem przy sobie żadnej dziewczyny, właśnie dlatego tak mnie do niej ciągnęło. Było to jedyne wytłumaczenie na moje obecne zachowanie. Chciałem, aby cały czas byłą przy mnie i tylko ze mną spędzała czas.
Zapukałem do drzwi jej pokoju i wszedłem, nie czekając nawet na odpowiedź. Spojrzałem na nią niepewnie kiedy podskoczyła i zaczeła to chować. Wiedziałem już wcześniej, że coś przede mną ukrywa, nie spodziewałem się jednak takiej reakcji. Nie mogłem uwierzyć, że nawet ona knuła przeciwko mnie.
-Co to było?- zapytałem poważnie patrząc na nią. -List do mieszkańców wsi? Jeśli coś planujesz za moimi plecami, radzę ci się szybko do tego przyznać, w tedy może będę łagodny przy wymierzaniu kary. Nie pozwolę, aby poddani knuli za moimi plecami. - powiedziałem chłodnym tonem.

Stella
Patrzyłam na Liama, który wszedł do mojego pokoju. Otworzyłam szerzej oczy czując jego podłe oskarżenia. Skuliłam się w sobie i cofnęłam o krok zasłaniając sobą szufladę. Nie wiedziałam po co starałam się zrobić dla niego prezent niespodziankę skoro on oskarżał mnie o spiskowanie przeciw niemu. Myślałam, że między nami jest coraz lepiej, ale myliłam się najwidoczniej. Spuściłam głowę. Czułam się jakby uderzył mnie w twarz. Wymierzenie kary? Tego było za wiele. Do oczu napłynęły mi łzy. Jego twarz, a raczej pysk bestii był zimny i nieczuły. Jakby ton głosu tak miły dla moich uszu zasłyszany w jadalni gdzieś zniknął. Nagle moje oczy stały się zimne, ale łzy nie zniknęły. W tym momencie znowu się go bałam i strach mignął w moich oczach. Ponownie był bestią gotową mnie skrzywdzić jeśli odpowiedź go nie zadowoli. Uniosłam dłoń w geście obrony gdyby przypadkiem chciał mnie skrzywdzić.
-Mam się przyznać tak? W takim razie dobrze. Żałuje, że w ogóle podjęłam się tego wszystkiego... Oskarżasz mnie jeszcze zanim dowiedziałeś się co to było. Zresztą dla mnie to i tak już nie ważne.- powiedziałam cicho po czym otworzyłam szufladę wyciągając z niej książkę. Spojrzałam na nią po raz ostatni po czym wcisnęłam ją w jego łapy pokryte futrem. Cały czas trzymałam się na dystans. Chłód w jego oczach był okropnie brutalny.
-Proszę bardzo... To robiłam przez ostatni tydzień. Wesołych świąt...-warknęłam cicho wychodząc z pokoju, a raczej wybiegając. Nie tak wyobrażałam sobie ten moment. Otarłam łzy, które mi napłynęły do oczu i omal nie wpadłam na Juana. Złapał mnie za rękę chcąc gdzieś za sobą pociągnąć, ale w przypływie paniki wyrwałam swoją dłoń i uciekłam po schodach na wyższe piętra. Po chwili już nie wiedziałam gdzie jestem. Było tu strasznie zimno i ciemno, ale przynajmniej nikt nie kręcił mi się pod nogami. Nie chciałam już widzieć Liama...Nie KRÓLA na oczy. Nie ufał mi. Od pierwszego dnia nic się nie zmieniło. Byłam tylko pionkiem w jakiejś chorej grze. Jak powiedział byłam dla niego tylko poddaną. Prostą wieśniaczką, która nie zasługiwała w sumie na nic poza tym, że może mieszkać we wsi w jego królestwie. Weszłam do pierwszego z brzegu pokoju i zamknęłam go za sobą na klucz. Mogli wyważyć drzwi, ale wtedy już na pewno się do naszego króla nie odezwę. Opadłam na łóżko drżąc na całym ciele. Takiego chłodu w jego oczach nie widziałam od pierwszego dnia. Momentu, w którym tu przybyłam. Po tym jak uratowałam mu życie zamiast uciec on oskarżał mnie o spiskowanie przeciw niemu. Czy panował nad swoim instynktem? Skoro mi nie ufał równie dobrze to on mógł na mnie zorganizować wszystkie ataki. Mógł chcieć się mnie pozbyć kiedy stałam się niewygodna. Tylko kiedy to się stało? Nie mógł mnie po prostu wypuścić i pozwolić żyć? Czy to było aż tak wiele? Przypomniałam sobie właśnie naszyjnik, który zostawiłam przez przypadek na biurku w pokoju i przeklęłam swoją głupotę. Liam na pewno już go zauważył i ponownie zaczął mnie oskarżać o posiadanie tak cennej rzeczy. W końcu skąd złoto u wieśniaczki? Nie musiałam się mu jednak z niczego tłumaczyć. Mógł mnie zabić jeśli taką miał ochotę.

Liam
Spojrzałem na nią chłodno wyczekując odpowiedzi. Nie wiedziałem czemu tak nagle wybuchnąłem. Byłem zdenerwowany zachowaniem mojego brata, który ewidentnie chciał coś od Stelli. Nie miał prawa dotykać dziewczyny, która należy do mnie. Na pewno nie będę tolerował takiego zachowania. Doskonale wiedział, że Stella ze mną ma spędzać czas a zaproszenie jej na spacer było brakiem szacunku do władcy!
Mój wzrok złagodniał kiedy ujrzałem w jej oczach łzy. Nie powinienem tego robić, jednak gniew był zbyt silny. Szybko pożałowałem swoich słów. Chciałem, aby czuła się tutaj chociaż trochę bezpiecznie i w końcu mi zaufała, natomiast dzisiejszego dnia całkowicie to zepsułem. Nie mogłem oskarżać jej o knucie przeciwko mnie. Na chwilę obecną była jedyną osobą, która spędzała ze mną czas i była przy mnie. Przyzwyczaiłem się do niej aż nadto, chociaż nie powinienem tego robić. Kiedy wypełni swoje zadanie, w tedy na pewno się rozstaniemy. To nie było miejsce dla niej i oboje o tym wiedzieliśmy. Po wszystkim wróci do swojego domu i już nigdy jej nie zobaczę. Już nawet mogłem się domyślić jak potoczą się jej dalsze losy. W czasie audiencji nie raz widziałem jak piekarczyk wlepiał w nią swoje maślane oczy. Ślinił się na widok mojej Stelli, jakby była jego własnością. Do tej pory się nie odzywałem, jednak nie miałem zamiaru tak tego zostawić. Drażniło mnie to, że sama dziewczyna nijak na to nie reagowała, kiedy powinna postawić sprawę stanowczo, że należy do mnie. Zamiast tego słodko się do niego uśmiechała, z radością witając każdego tygodnia.
Odetchnąłem głęboko. Nie pobiegłem za nią. Nawet nie wiedziałem co mógłbym jej w tedy powiedzieć. Ze smutkiem w oczach przyglądałem się książce, którą mi dała. Nie wyglądała jak jedna z tych, które mogłem znaleźć w mojej bibliotece. Pismo nie było aż tak profesjonalne, ale było schludne i staranne. Ciekawiło mnie kiedy nauczyła się pisać i kto ją tego nauczył. Jedynie ludzie z wyższych sfer posiadali takie umiejętności i nie kwapili się do tego, aby tego nauczyć ludzi ze wsi. Tak właściwie wieśniakom nawet nie było to potrzebne, aby żyć. Nie mieli do czynienia z książkami, które były dużym skarbem i jednymi z droższych rzeczy.
Spojrzałem na drzwi, gdzie przed chwilą zniknęła dziewczyna. Nie rozumiałem dlaczego zrobiła dla mnie prezent na święta. Sam nie miałem dla niej niczego i nie wiedziałem co mogłem jej podarować.
Wziąłem do ręki naszyjnik, który pozostał na widoku. Pierwszy raz widziałem go na oczy, dlatego nie trudno było się domyślić, że należał do dziewczyny. Nie wiem dlaczego, ale zabrałem go ze sobą. Od razu udałem się do swojego pokoju. Dnia dzisiejszego nie miałem ochoty z niego już wychodzić. Jutro natomiast musiałem znaleźć Stellę i przeprosić ją za swoje zachowanie. Ułożyłem się w łóżku.
~~
Obudziłem się dnia następnego, kiedy zostałem oślepiony przez słońce. Ze zdziwieniem spojrzałem na swoje dłonie, które wyglądały o wiele inaczej niż wcześniej. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że był to dzień kiedy znowu mogłem nacieszyć się swoim dawnym wyglądem. Wziąłem do ręki inne ubrania, które będą na mnie lepiej leżały.

Stella
Obudziłam się pośród kurzu i brudu. Przetarłam zmęczone oczy i podniosłam się z łóżka. Nie miałam ochoty na świętowanie. Wcześniej byłam pewna, że Liam mi nie zagraża, a jednak teraz nie miałam już tej pewności. Wczoraj wyglądał tak jakby mógł się na mnie w jednej chwili rzucić. Nie mogłam jednak tutaj siedzieć w nieskończoność. Ucieczka także nie wchodziła w grę. Pozostało mi modlenie się o to aby w końcu znudziła mu się ta zabawa i po prostu mnie wypuścił. To nie było wiele. Powrót do wioski także mnie nie pociągał. Wioska nie była bezpiecznym miejscem, więc lepsza musiałaby być ucieczka do innego królestwa. Wyszłam na opuszczony korytarz. Tak jak wcześniej nikogo tutaj nie było. Zeszłam powoli do swojego pokoju i spojrzałam na biurko. Tak jak przewidziałam i naszyjnik i książka zniknęły. Zacisnęłam dłonie w pięści przeklinając swoją głupotę. Na pewno go już nie odzyskać. Tylko jak miałam teraz zapłacić za życie jak tylko się stąd wydostanę? Żałowałam, że tak się starałam dla króla, a on potrafił mnie tylko oskarżać. Po co zresztą miałabym wysyłać listy do ludzi z wioski? Jego oskarżenia były bezpodstawne skoro ludzie tam nie potrafili ani czytać ani pisać. Zaburczało mi w brzuchu. Opuściłam swój pokój i skierowałam swoje kroki do jadalni. Musiałam coś jeść mimo że ktoś chciał mnie zamordować. Zatrzymałam się gwałtownie widząc jakiegoś mężczyznę zbliżającego się w moją stronę. Był bardzo przystojny, ale jednocześnie jego oczy były zimne i rzucały błyskawice. Zachowywał się jakby czegoś szukał, ale nie mógł znaleźć. Widząc mnie zmarszczył lekko czoło i przyspieszył. Przestraszyłam się okropnie. Chciałam się odwrócić i zacząć uciekać, ale potknęłam się o dywan i upadłam na ziemię. Obróciłam się na plecy i spojrzałam na mężczyznę. Uniosłam dłoń do góry w obronnym geście.
-Proszę nie rób mi krzywdy... -wyszeptałam. Był tuż tuż. Kiedy nieznajomy się na mnie nie rzucił szybko się podniosłam i wzięłam do ręki kandelabr ze ściany wyciągając go przed siebie aby w razie czego móc się bronić. Nie ubiegłabym za daleko, bo mężczyzna z całą pewnością by mnie szybko dogonił. Jedynym wyjściem było stanąć do walki. Nie wiedziałam kto go przysłał, ale nie wyglądał na zadowolonego tym, że stanęłam do walki. Albo tym, że się go bałam. W tym momencie zauważyłam opatrunki wystające spod koszuli. W tych samych miejscach w których... Opuściłam lekko kandelabr, ale po chwili ponownie go podniosłam. Nie znaczyło to, że przestałam się bać. W moich oczach błysnęło zrozumienie. Jakim cudem... Nic z tego nie rozumiałam. Zacisnęłam mocno szczękę. Wczoraj prawie się na mnie rzucił, a teraz wyglądał jak mężczyzna, a nie jak bestia. Był ponownie sobą co tylko bardziej mnie przeraziło. Jak to się stało? Cofnęłam się o krok próbując to wszystko zrozumieć cały czas trzymając kandelabr w razie gdybym musiała się bronić.

Liam
Wyszedłem z pokoju, biorąc ze sobą jedynie łańcuszek dziewczyny. Nie pojawiła się na śniadaniu, dlatego zaczynałem się o nią coraz bardziej martwić. Wczorajszego wieczora nieco mnie poniosło, nie chciałem jednak, aby stało jej się coś złego. Musiałem jak najszybciej odnaleźć Stellę i przeprosić ją za swoje zachowaniu. Nie miałem w zwyczaju przepraszać innych, jednak czułem, że dla niej muszę zrobić wyjątek. Miałem jedynie nadzieję, że nie będzie się na mnie za to zbytnio gniewała i wybaczy mi to. Tak dobrze zaczynaliśmy się rozumieć, a ta jedna sytuacja tak łatwo to zepsuła.
Wyszedłem na korytarz. Zmarszczyłem delikatnie czoło widząc dziewczęcą sylwetkę. Natychmiastowo przyśpieszyłem kroku. Tylko dlaczego przede mną uciekała? Czułem się nieco dziwnie widząc w jej oczach strach. Wcześniej byłem do tego przyzwyczajony, wydawało mi się to normalne, teraz jednak było inaczej. Nie chciałem, aby spoglądała na mnie w ten sposób.
-Spokojnie nic ci nie zrobię.- powiedziałem cicho powoli do niej podchodząc. W ludzkiej postaci wolałem nie oberwać od niej kandelabrem. Na pewno będzie to o wiele bardziej bolesne.
Podszedłem jeszcze bliżej, łapiąc za prowizoryczną broń dziewczyny i opuszczając ją na dół. W dalszym ciągu widziałem w jej oczach strach, który trochę mnie paraliżował.
-Przepraszam cię za wczoraj... Nieco za bardzo mnie poniosło i oskarżyłem cię o coś, co sam wymyśliłem. Proszę, nie gniewaj się na mnie za to. Od rana cię szukałem po całym zamku, nawet nie wiesz jak się bałem, że coś mogli ci zrobić.- powiedziałem troskliwym głosem spoglądając jej w oczy. Wyciągnąłem z kieszeni naszyjnik, który wczorajszego dnia znalazłem na jej biurku. Podejrzewałem, że należał do niej i prawdopodobnie mógł być dla niej cenną pamiątką. Nie chciałem go jej pozbawiać. Podszedłem bliżej niej, zapinając wisiorek na jej zgrabnej szyi. - Powinnaś lepiej go pilnować jeśli nie chcesz, aby się zgubił. Nie jest zbyt duży. I dziękuję za prezent... Nigdy bym się nie domyślił, że chciałabyś mi cokolwiek zrobić. Jest mi przykro, że musiałaś wczoraj przeze mnie płakać...- powiedziałem spokojnie. Po raz pierwszy takie słowa wyszły z moich ust, przez co sam byłem zdziwiony. Uśmiechnąłem się delikatnie, jednak nie byłem pewien czy powinienem. Liczyłem na to, że jej gniew szybko ustąpi, tak samo jak i strach.
-Wybacz, że nie powiedziałem ci o przemianie. Nie zdążyłem. To jedyny dzień w roku kiedy... no cóż, możemy znowu być sobą. Mam nadzieję, że nie przestraszyłaś się zbytnio widząc mnie w takiej formie. Na pewno jesteś głodna. - dodałem. Wyciągnąłem do niej rękę mając nadzieję, że mnie nie odrzuci.

Stella
Stałam jak sparaliżowana z kabdelabrem w dłoni. Głos, który wydobywał się z ust mężczyzny był mnie gardłowy niż bestii. Nie rozumiałam czemu ponownie jest człowiekiem. Nie poruszyłam się o krok gdy się do mnie przybliżył. Jedynie uniosłam wyżej kandelabr jakbym chciała go ostrzec choć wiedziałam, że go nie użyje. Nagle Liam złapał z moją broń i opuścił ją niżej. Uciekłam wzrokiem w bok aby nie musieć spoglądać mu w oczy. Zadrżałam po części ze strachu a po części z tego że był tak blisko mnie. Nawet jako bestia kiedy słyszałam w jego głosie troskę i ciepło, potem jednak wróciła jego dawna wersja, która okropnie mnie przerażała. Otworzyłam szeroko oczy słysząc jego przeprosiny. Myślałam, że nie jest do tego zdolny. Nigdy przynajmniej nie słyszałam żeby za coś przepraszał. -Nic mi nie jest... Przestraszyłeś mnie tym po prostu. Nie spodziewałam sie że tak zareagujesz- wyszeptałam cicho uważnie mu sie przyglądając. Wyglądał jakby naprawdę był zgnębiony i miał jakieś wyrzuty sumienia. Spojrzałam na mój wisiorek, który pojawił sie w jego dłoni. Dziwnie sie czułam kiedy nie był bestią a prawdziwym mężczyzną. Świecznik upadł na ziemię tuż obok nas. Drgnęłam gdy jego dłoń musnęła moja szyję. Obróciłam się twarzą do niego rumieniąc się okropnie.
-Nie wiedziała czy... - nie chciałam mu mówić, że bałam sie iż odbierze mi wisiorek- Mam nadzieje, że podoba ci się prezent- dodałam po chwili. Faktycznie pominięcie tak ważnego szczegółu jak przemiana może zdezorientować. Okropnie się przestraszyłam widząc jak idzie w moją strone bo po prostu nie wiedziałam kto to. Uśmiechnęłam się niezręcznie. Zaczynałam powoli sie odprężać w jego towarzystwie. Przygryzłam dolną wargę widząc jego wyciągniętą dłoń, ale po chwili przyjęłam ją.
-Ja... - chciałam my powiedzieć, że już sie nie boje, ale w tym momencie usłyszałam za sobą donośne kroki i głośne prychnięcie.
- Co wiedząc że mój brat jest przystojny chesz sie pewnie dostać do jego łóżka co? - powiedział szyderczo Juan, a ja speszona cofnęłam dłoń i spojrzałam na brata króla.
-Nie nie zamierzam... Za to ty widze nie próżnujesz z żądzeniem sie w zamku a nawet nie jesteś królem - powiedziałam poważnie. Chciałam sie bronić, ale chyba rozwścieczyłam go tylko i wyglądał jakby chciał mnie uderzyć.

Liam
Uśmiechnąłem się delikatnie do niej. Wyglądała naprawdę uroczo. Nie chciałem aby się smuciła, a tym bardziej była na mnie zła. Nie powinienem, jednak coraz bardziej zaczynało mi na niej zależeć. Przyzwyczajenie się do niej oraz obrażenie jakimkolwiek uczuciem mogłoby być w przyszłości bardzo szkodliwe dla nas obojga. Nie powinna cierpieć z tego powodu. O ile w ogóle by chciała być bliżej mnie. Jutrzejszego dnia znowu będę bestią, a w kimś takim żadna dziewczyna nie jest w stanie się zakochać. I tak zależało mi najbardziej na zdjęciu tej cholernej klątwy, więc czego więcej miałem od niej oczekiwać. Właśnie po to ją tutaj trzymałem.
-Wygląda wspaniale. Chętnie posłucham tych opowieści w twoim towarzystwie. Od lat nie czytałem, nawet nie wiem czy nadal pamiętam jak się to robiło... Mam nadzieję, że mi pomożesz. - powiedziałem łagodnie, głaszcząc dłonią po jej policzku. Wyglądała naprawdę rozkosznie. Łańcuszek delikatnie mienił się na jej szyi, ozdabiając jej obojczyki. Jej nagie ramiona jedynie wzmagały pożądanie i zachęcały do tego, aby ucałować jej delikatną skórę.
Spojrzałem nieprzyjemnie na swojego brata. Jeszcze brakuje tego, aby przeszkadzał mi w takich chwilach, kiedy mogłem przybliżyć się do Stelli. Zaczynał mnie naprawdę irytować. Po tym wszystkim jeszcze w ogóle śmiał przychodzić do mnie i mi przeszkadzać, kiedy spędzam ten czas ze swoją wybranką. Doskonale wiedział do czego jest mi potrzebna, tak jak i to, że nie mieliśmy zbyt wiele czasu.
-To już raczej nie twoja sprawa co będziemy robić. - powiedziałem spokojnie, jednak w moim głosie można było wyczuć chłód. Nie powinien wtrącać się do naszych spraw. Obróciłem dziewczynę plecami do siebie, wtulając w swój tors. Rękę położyłem początkowo na jej boku, powoli zjeżdżając coraz niżej, aż spoczęła nisko na jej biodrach. Drugą ręką ująłem jej dłoń, całując w nią delikatnie. - Nie będę miał nic przeciwko, aby zobaczyć ją bez sukni i spędzić razem przyjemną noc. Dlatego zatroszcz się o to, abyś miał jakieś zajęcie i mi nie przeszkadzał w tym czasie. - mruknąłem pod nosem, składając na szyi dziewczyny pocałunek.
Nawet jeśli tymi słowami chciałem dokuczyć bratu, chętnie spędziłbym z nią miłą i namiętną noc. Nie dało się ukryć, że coraz bardziej mnie pociągała i chciałem zrzucić z niej tą suknię oraz bieliznę. Noc z nią na pewno byłaby równie cudowna.
-A teraz wybacz, ale musimy udać się na śniadanie. We dwoje. Wieczorem czeka nas świąteczna kolacja, więc niekoniecznie musisz się na niej pojawić. Chciałbym poświęcić ten czas mojej Stelli. - powiedziałem pewnie, nadal zachowując spokojną twarz. Odwróciłem się na pięcie, ciągnąc za sobą dziewczynę. Szybko znaleźliśmy się w jadalni, gdzie czekało już na nas wystawne śniadanie. Odsunąłem krzesło, aby dziewczyna mogła na nim usiąść.

Stella
Byłam całkowicie zaskoczona kiedy mężczyzna przyciągnął mnie do siebie i obrócił mnie tak że stałam oparta o jego klatke piersiową wystawiona na widok Juana. Nie spodobało mi sie to że chciał moim kosztem dokuczyć bratu. Spróbowałam się odsunąć, ale ten mocno mnie trzymał. Nie chciałam się godzić na takie traktowanie. Czy jednak to miał na myśli mówiąc o posłuszeństwie? Chciał mnie zaciągnąć do swojego łóżka kiedy nadaży się okazja? Może właśnie po tym wydarzeniu postanowi mnie wypuścić... Zadrżałam gdy przesunął dłonią po moim ciele, a następnie ucałował w szyje. Nie powinien mi się podobać ten pocałunek, lekkie muśnięcie ust... Czułam się upokorzona, że robił to na pokaz. Opuściłam głowe aby nie musieć patrzeć w twarz Juanowi. Nawet jeśli go nie lubiłam. Jednak nie dało się powiedzieć, bo mu się udało rozwścieczyć brata.
-Ostrzegam cię Stello... On się w końcu tobą znudzi i wyrzuci jak starą zabawkę. Nie daj się omotać tylko dlatego, że postanowił się tobą nagle zainteresować. - prychnął patrząc swojemu bratu w oczy. Zabolało to, że Juan miał racje. Kiedy Liam dostanie to czego chciał wyrzuci mnie. Nie powinnam doszukiwać sie w jego zachowaniu cieplejszych uczuć skoro wiedziałam, że na pewno nie będzie mu na mnie zależało. Tego samego jednak nie mogłam powiedzieć o sobie. Zaczynałam go widzieć inaczej za co byłam na siebie wściekła. Dałam się poprowadzić do jadalni i usiadłam na osuniętym krześle. Spojrzałam na króla kiedy zajął swoje miejsce, a w moich oczach błyszczał smutek i upokorzenie.
- Nie pójde z tobą do łóżka nawet jakby mi rozkazał. Posłuszeństwo to jedno, ale nie zaliczam do niego czegoś takiego. Nie jeśli zamierzałeś mnie upokorzyć... Nie jestem zabawką ani przedmiotem. Też mam uczucia-wyszeptałam cicho. Nie zamierzałam nic jeść. Nie byłam głodna. Postawiłam sprawę jasno. Nie byłam po prostu umilaczem czasu, ale człowiekiem. Zaczynałam sie zastanawiać po porannej sytuacji czy w ogóle Liam posiada jakieś cieplejsze uczucia.

Liam
Uśmiechnąłem się zwycięsko widząc zdenerwowaną twarz mojego brata. Nie powinien interesować się takimi rzeczami. To były moje prywatne sprawy z kim miałem ochotę spędzić noc i w jaki sposób to zrobię. Zmarszczyłem brwi słysząc jego odpowiedź. Wiedziałem, że chciał nastawić do mnie negatywnie dziewczynę, aby trzymała się jak najdalej. Może i powinna, jednak nie potrafiłem się przy niej zbyt długo powstrzymywać. Pociągała mnie i rozbudzała moje zmysły, zwłaszcza chodząc w sukienkach z odkrytymi ramionami. Nawet blizny nie były w stanie odebrać jej uroku. Chciałem spędzić z nią noc, przeczesać jej delikatne włosy oraz dotknąć miękkiej skóry. Tylko w tej formie mogłem w jakiś sposób ją do siebie przekonać i pokazać, że też jestem człowiekiem. Wiedziałem, że nie chciałaby się zbliżyć do mnie aż tak bardzo kiedy byłem bestią, więc była to jedyna okazja, aby chociaż na jeden dzień zaspokoić swoje pragnienia. Chciałem mieć ją dla siebie i z nikim się nie dzielić, czy to było aż tak wiele?
Odsunąłem krzesło, aby Stella mogła usiąść do stołu. Spojrzałem na nią niepewnie kiedy zaczęła mówić. Poczułem się dziwnie słysząc to z jej ust. Byłem królem i robiłem co chciałem, ale nie wydałbym jej takiego rozkazu, a tym bardziej bym nie zgwałcił. Chciałem, aby spędziła ze mną taką noc z własnej woli i sama czerpała z niej korzyści. Chciałem zobaczyć jak wije się pode mną z rozkoszy, a jej oczy proszą o więcej.
-Dlaczego myślisz, że mógłbym wydać ci taki rozkaz? Pociągasz mnie, ale nie zamierzam cię do tego zmuszać, ani wykorzystać na jedną noc. Nie zamierzałem cię upokorzyć, to co mówiłem było prawdą. Nie poczuję żadnej satysfakcji z tego, że po prostu to zrobię. Chcę, abyś w tedy dobrowolnie mnie całowała i czerpała z tego czasu jedynie rozkosz Dopiero w tedy będę w pełni usatysfakcjonowany i będę wiedział, że ty również. - powiedziałem o dziwo spokojnie przybliżając się do niej. Mój głos był przyciszony. Położyłem dłoń na jej policzku, głaszcząc ją rytmicznie. Miałem ochotę ją pocałować, nawet jeśli nie mogłem tego zrobić. Sama powinna wyrazić na to zgodę.
-Po śniadaniu możemy udać się do biblioteki. - odchrząknąłem zabierając dłoń z jej policzka. Musiałem zająć myśli czymś innym, co nie kazało mi się na nią rzucić i zacząć całować. - Chętnie posłucham opowieści, które napisałaś w książce. Jestem ciekaw jej zawartości.

Stella
Patrzyłam niepewnie na Liama kiedy zaczął się do mnie przybliżać. Lubiłam go jako bestię, a teraz wydawał mi się bardziej niebezpieczny niż w jego poprzedniej postaci. Podszedł do mnie bardzo powoli niczym drapieżnik zbliżający się do swojej ofiary. Nasze oczy dzieliło kilka centymetrów. Wstrzymałam oddech kiedy dotknął mojego policzka. Poczułam dziwną przyjemność na jego dotyk i nie bardzo to rozumiałam. Cofnęłam się delikatnie choć moje ciało chciało więcej... Więcej dotyku, więcej jego! Nie mogłam jednak na to sobie pozwolić. Nie wiedziałam nawet dlaczego on mnie tu trzyma.
-Ja nie wiem...-naprawdę nie wiedziałam co powiedzieć na jego słowa. Cała się zarumieniłam od stóp aż po sam czubek głowy. Odwróciłam wzrok kiedy powiedział, że chciałby i pragnął moich pocałunków, a nigdy się nie całowaliśmy. Odetchnęłam z ulgą kiedy zmienił temat choć ciało spięło się na tą jawną ignorancję. Musiałam zapomnieć o swoich potrzebach i choć na chwilę się skupić na tym co ważne.
W końcu wniesiono do jadalni miski z jedzeniem i pojawiła się śliczna zastawa. To nie była jeszcze kolacja, która będzie wystawniejsza, ale jej przedsmak. Zabrałam się za jedzenie pysznych sałatek i puddingów. Byłam okropnie głodna po wczorajszej ucieczce i nocy w opuszczonym pokoju. Okropnie się bałam, ale nie mogłam wtedy nic z tym zrobić. Dziś król po raz pierwszy w swoim życiu mnie przeprosił i byłam z tego powodu dziwnie zadowolona. Po skończonym śniadaniu od razu udaliśmy się do biblioteki. Była ona ogromna i mieściło się w niej chyba kilkaset książek. Nigdy nie widziałam tylu na oczy i za każdym razem nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Nawet teraz widok ten zapierał mi dech w piersiach. Usiadłam na dywanie z książką w rękach i pokazałam gestem ręki aby Liam zrobił to samo. Podałam mu książkę i spojrzałam zachęcająco. Widząc jednak jego bezradną minę posmutniałam. Musiał zapomnieć jak to się robiło... Uśmiechnęłam się pocieszająco.
-Nie martw się poradzimy sobie. Zawsze mogę cię nauczyć czytać i wtedy przypomnisz sobie bardzo szybko jak to się robiło. Co ty na to?-zapytałam choć od razu spodziewałam się odmowy.
Oparłam się na dłoniach i przymknęłam oczy czekając na jego decyzję. Byłam aż nazbyt świadoma jego obecności i tym jak przedziwnie na mnie ostatnimi czasy działał. Pomimo, że bałam się kiedy nie panował nad sobą to miałam nadzieję, że jednak mi krzywdy nie zrobi. W końcu nie byłam dla niego zagrożeniem. Nie musiał tego robić. Nie potrafiłam jednak na sto procent stwierdzić co czuł i on i Juan. Widać było, że brat Liama za bardzo rządzi się w królestwie. Nie mówił prawdy królowi i działał na własną rękę. Nie zdziwiłabym się gdyby to za jego sprawą tak źle się działo w okolicznych wioskach. Czy mogłam jednak coś zrobić aby tak nie było? Wątpiłam aby w tym miejscu cokolwiek ode mnie zależało. Jeśli któryś z nich coś zechce to na pewno to dostanie i ja na pewno nie będę przeszkodą.

Liam
Spojrzałem na nią kiedy się ode mnie osunęła. Sam już nie wiedziałem co o tym wszystkim myśleć. Mimo to poczułem satysfakcję, że na jej policzkach pojawiły się rumieńce. Nie było to wiele, ale zawsze coś. Stella nie zareagowała tak, jakbym tego chciał. W dalszym ciągu trzymała się daleko ode mnie i nie chciała mnie dopuścić do siebie. Na pewno nie łatwo będzie osiągnąć swój cel, jakim było zdjęcie klątwy. Musiała coś do mnie czuć, abym mógł znowu być sobą. Jednak nie dlatego chciałem spędzić z nią noc, albo być bliżej mnie. Pragnąłem jej jak nikogo do tej pory. Po prostu chciałem ją mieć tylko dla siebie i każdego dnia móc patrzyć na jej piękne ciało. Nie było niczym złym, że chciałem być bliżej niej, albo że jej pragnąłem. Była przesłodka.
-Ale ja wiem, to powinno wystarczyć. Nigdy bym nie skrzywdził cię w taki sposób, możesz być tego pewna. Wykonywanie rozkazów i bycie posłusznym to jedno, jednak oddanie swojego ciała to zupełnie inna sprawa. Jesteś tu trochę czasu i powinnaś wiedzieć, że nie zrobiłbym czegoś takiego.- powiedziałem spokojnie spoglądając na nią. Dziwnie się czułem myśląc, że widziała mnie w taki sposób. Byłem czasami agresywny i trudno było spełnić moje oczekiwania, jednak nie posunąłbym się aż tak daleko. Chciałem ją chronić, nie skrzywdzić. Powinna być tego jak najbardziej świadoma, zwłaszcza, że nie znała mnie od dwóch dni. Do tej pory niczego nie zrobiłem w tym kierunku i bez jej zgody nie miałem zamiaru niczego zrobić. Nie poczułbym żadnej satysfakcji z tego, że by się przede mną broniła, płakała i próbowała uciekać. Po czymś takim na pewno by mi nie zaufała i by się mnie bała.
Po skończonym posiłku wziąłem książkę, po czym udaliśmy się do biblioteki. Posłusznie usiadłem we wskazanym miejscu, za co sam siebie skarciłem w myślach. To ona powinna się mnie słuchać, nie odwrotnie. Mimo to nie ruszyłem się. Byliśmy dosyć blisko siebie, co jak najbardziej mi odpowiadało. Lubiłem przebywać w jej towarzystwie, a tego dnia, kiedy nie wyglądałem jak zwierzę, mogłem jeszcze bardziej się do niej zbliżyć mając pewność, że mój wygląd nie będzie jej odpychał. Byłem świadom tego, że przebywanie wśród stworów nie było niczym przyjemnym.
Odwróciłem wzrok kiedy podała mi książkę. Kiedyś może i byłbym w stanie ją przeczytać, ale na pewno nie teraz. Nie pamiętałem jak się to robi. Głupio było przyznać się do tego, że król nie potrafi przeczytać paru literek, dlatego wolałem milczeć. I bez tego Stella domyśliła się o co chodzi.
-Może być. Pamiętaj jednak, że jestem bardzo opornym uczniem i będziesz musiała poświęcić mi bardzo dużo czasu. - powiedziałem z delikatnym uśmiechem na ustach. Zapewne ktoś inny również mógłby mnie tego nauczyć, ale po co miałem rezygnować z czasu, który możemy spędzić razem? Nawet teraz byłem zadowolony z tego, że jesteśmy tutaj sami i nikt nie będzie nam przeszkadzał. Chciałem przyciągnąć ją do siebie i sprawdzić, czy jej usta są równie słodkie w smaku. -Teraz chętnie posłucham opowieści, które spisałaś. Dawno już nie słuchałem takich rzeczy. - powiedziałem do niej zachęcająco siadając nieco bliżej.

Stella
Zastanawiałam się dlaczego Liam zachowuje się inaczej niż zwykle. To, że zmienił się jego wygląd wcale nie oznaczało, że zaczęłam inaczej go postrzegać. Dalej był tym samym człowiekiem co zawsze. Tylko nie był już porośnięty futrem. Jutro i tak wszystko wróci do normy. Patrzyłam na niego uważnie i ponownie zarumieniłam się kiedy powiedział, że chciałby spędzić ze mną dużo czasu. Na pewno szybko sobie przypomni co i jak szło. Należało mu tylko wskazać właściwą drogę i przypomnieć pewne rzeczy. Juan pewnie celowo nie przypominał mu aby odświeżać pamięć. Jeśli on nie potrafił przeczytać dokumentów to oczywiście zwracał się do najbliższej osoby - swojego brata. A ten przyjmował to pewnie na siebie z ochotą przeinaczając prawdę tak aby to jaka sytuacja jest w wiosce nie dotarło do uszu króla. Teraz kiedy pojawiłam się ja to stanowiłam realne zagrożenie dla interesów Juana. Z drugiej jednak strony nic do tej pory się nie wydarzyło więc może tamte wcześniejsze ataki były jedynie wypadkami i nie należało się nimi za bardzo przejmować.
-A ja jestem wymagającym nauczyciele więc będziesz musiał się starać albo nici z nauki.-powiedziałam stanowczo aby wiedział, że nie dam się oszukiwać.
Usiadłam wygodniej na dywanie i otworzyłam książkę na pierwszej stronie. Opowieść zaczynała się od historii żebraka który zakochał się w pięknej księżniczce. Nie miał u niej jednak najmniejszych szans bo był biedny i urodzony w zbyt nisko społecznie położonej rodzinie. Codziennie jednak chodził pod pałac aby oglądać swoją ukochaną. Raz kiedy ta wraz ze strażnikami wyszła poza bramy królestwa napadli na nich rabusie chcąc porwać królewnę dla okupu. Skrępowali oni strażników i prawie udało im się dokonać porwania, wtedy jednak pojawił się mały żebrak i uratował swoją wybrankę i odprowadził do króla tamtej krainy. Wdzięczny mężczyzna postanowił podarować mu o co tylko chłopak poprosi. Ten poprosił o miłość księżniczki, nie wiedział, że dziewczyna wyglądając przez okno pałacu widziała go wiele razy i zdążyła się w nim zakochać.
Ziewnęłam przeciągle kiedy za oknem zaczęło się ściemniać. Przetarłam zmęczone oczy i zamknęłam książkę w połowie.
-Niestety, ale skończymy innym razem. Jestem okropnie zmęczona. Zresztą za chwilę zaczyna się kolacja, a potem chciałabym iść spać-uśmiechnęłam się do Liama. Bardzo miło spędziłam dzisiejsze południe. Popatrzyłam w oczy mężczyzny, które do siebie przyciągały. Siedział bardzo blisko mnie. Przybliżyłam się jeszcze troszkę. Jakby coś kazało mi to zrobić. Pragnęłam go pocałować. W ostatnim momencie się jednak odsunęłam i odetchnęłam głęboko. Musiałam się opanować. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Podniosłam się z ziemi podając Liamowi książkę. Wolałam aby między nami do niczego nie doszło. Nie chciałam się niepotrzebnie przywiązywać do kogoś kto i tak za niedługo się mnie pozbędzie.

Liam
-Nici z nauki? Jeśli nie będę sobie radził, będziesz musiała mi poświęcić więcej czasu. Nie przyjmuję odmowy. Obiecałaś już, że będziesz mnie uczyć i nie możesz cofnąć swoich słów. - powiedziałem z pewnym uśmieszkiem na ustach. Tak łatwo nie miałem zamiaru jej stąd wypuścić. Nawet jeśli odzyskam swój dawny wygląd już na stałe, na pewno tak łatwo jej nie wypuszczę ze swoich objęć. Nie mogła mnie od tak zostawić i wrócić do wsi, zwłaszcza do tego chłoptasia, który ślinił się na jej widok. Za bardzo był na nią łakomy, dlatego tak łatwo nie zamierzałem oddać dziewczyny w jego ręce. Powinien znaleźć sobie kogoś innego i odczepić się od mojej Stelli. Nie chciałem go nawet widzieć w jej towarzystwie.
Usiadłem obok dziewczyny, uważnie przyglądając się jej twarzy. Wyglądała spokojnie czytając opowieść. Z uwagą przysłuchiwałem się opowieści, która zapisana była w książce. W jej towarzystwie ten czas minął niezwykle szybko, co o wiele mniej mi się podobało. Chciałem, aby trwało to nieco dłużej. Do kolacji i tak zostało jeszcze trochę czasu, chociaż nie byłem głodny. Łaknąłem jedynie jej towarzystwa, ust oraz jej zgrabnego ciała. Pragnąłem jej całej.
-Nie musisz ode mnie uciekać...- wyszeptałem, delikatnie się uśmiechając. Nie chciałem, aby się ode mnie odsuwała, zwłaszcza teraz, kiedy chciałem być jeszcze bliżej niej. Powinna zakończyć to, co chciała zacząć. Wiedziała już, że mi się podoba i nie było to żadną tajemnicą. Powiedziałem jej to już dwa razy i mogłem powtarzać to każdego dnia.
Objąłem ją w pasie przyciągając bliżej siebie. Po chwili dziewczyna siedziała już na moich kolanach, a ja mogłem się rozkoszować jej widokiem. Nie mogłem, a nawet nie chciałem się już dłużej powstrzymywać. Musiałem ją mieć jak najbliżej siebie. To było silniejsze ode mnie.
Przybliżyłem się do niej, składając na jej ustach pewny siebie pocałunek. Nie czekając na jej potwierdzenie pogłębiłem pocałunek, łaknąć coraz więcej. Pocałunki przeniosłem na jej szyję oraz ramiona, delikatnie drażniąc wargami jej ciało.
Przyciągnąłem dziewczynę jeszcze bliżej siebie, sadzając ją okrakiem na swoich kolanach. Miałem coraz większą ochotę na to, aby spędzić z nią upojną noc. Chciałem jedynie, aby i Stelli się to podobało, aby się do tego nie zmuszała, albo co gorsza, nie traktowała tego jak rozkaz.

Stella
-Nie powiedziałam, że nici z nauki tylko, że masz się do niej przykładać-powiedziałam poważnie, ale po chwili się uśmiechnęłam lekko. Nie wiedziałam za bardzo czemu patrzył na mnie w taki dziwny sposób. Przełknęłam z trudem ślinę i spojrzałam na niego uważnie, ale zanim zdążyłam coś zrobić ten przyciągnął mnie do siebie i posadził na swoich kolanach. Nie taki był plan. Chciałam właśnie uniknąć bliskości z nim aby się nie zaangażować, a on mi to wszystko utrudniał. Byłam teraz przyciśnięta do męskiego torsu. Próbowałam go jakoś odepchnąć i wstać, ale nie miałam na to dosyć sił. Mimo, że nie był już bestią to był bardzo umięśniony i tego nie można mu było odmówić. Położyłam dłoń na jego klatce piersiowej aby stworzyć jakiś dystans pomiędzy nami, ale po chwili nie było już to potrzebne. Mężczyzna całował moje usta, a ja siedziałam oniemiała. Nie wiedziałam co robić. Westchnęłam cicho kiedy pogłębił pocałunek i oplotłam ramieniem jego szyje oddając pocałunek.
Wiedziałam, że nie powinnam tego robić i stanowczo zaprotestować jednak nie zrobiłam tego. Zamiast uciec sama go pocałowałam. Siedziałam teraz na nim okrakiem oddychając ciężko, a on przeniósł swoje usta na moje ramiona. Czułam wewnątrz siebie jakąś ogromną potrzebę, którą tylko on mógł ugasić. Odchyliłam lekko głowę do tyłu dając mu nieme pozwolenie na to co robił. Chciałam aby mnie dotykał, całował, a przede wszystkim pieścił. Przybliżyłam swoją twarz do jego ucha.
-Nie przestawaj...-wyszeptałam ustami dotykając płatka ucha. Mój oddech był przyspieszony i nieregularny. Już chciałam coś więcej powiedzieć kiedy drzwi za nami się otworzyły. Spojrzałam na nie zamglonym wzrokiem i podniosłam się gwałtownie na równe nogi na widok Juana. Podciągnęłam ramiączka sukni, którą Liam musiał jakoś zsunąć. Brat króla stał niedbale oparty o ścianę i patrzył na nas ani na chwilę nie spuszczając swojego wzroku.
-Kogo my tu mamy? Skoro już się tak zachowujesz drogi bracie to może powiesz naszemu gościowi czemu to robisz i jakie są twoje prawdziwe motywy co? Nie każ mi czekać na ten finał waszej znajomości i zdradź dlaczego...-powiedział cicho. Zarumieniłam się cała. Spojrzałam niepewnie na Liama nie wiedząc co Juan ma na myśli. Nie chciałam się jednak teraz nad tym zastanawiać. Czułam się dziwnie. Wiedziałam tylko, że muszę stąd wyjść. Nim ktokolwiek zdążył mnie zatrzymać, szybkim krokiem wyszłam z biblioteki i poszłam do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku drżąc na całym ciele. Dlaczego dałam się całować w taki sposób i co oznaczały słowa Juana? To wszystko nie miało sensu. A najbardziej bezsensowny był fakt, że tęskniłam za smakiem ust Liama.