środa, 8 marca 2017

Piękna i Bestia Cz.4

Liam

Wstałem o poranku. Pierwszą rzeczą jaką się zainteresowałem był powóz. Wczorajszego dnia nie przykladalem do tego większej uwagi, jednak nie mogłem tego tak zostawić. Coś mi tu nie grało. 
Udałem się do powozowni, gdzie czekał już na mnie zrujnowany pojazd. Wyglądał strasznie. Wczorajszego dni nawet nie zauważyłem jak bardzo  został on zniszczony podczas upadku. Dach był całkowicie rozwalony, trzymając się jedynie na kilku marnych deskach. Z kol pozostały jedynie szczątki. To był cud, że. Od odnieśliśmy  więcej obrażeń niż te kilka siniaków.
Ktoś na pewno był za to odpowiedzialny. Przed wyjazdem sprawdzono powóz kilka razy, aby był jak najbardziej bezpieczny dla króla, jako, że bylem najważniejszą osobą w tym miejscu. Powinni lepiej dbać o moje bezpieczeństwo. Jako głowa królestwa powinni robić wszystko, aby nic mi nie groziło. Na szczęście oprócz siniaków z niczym innym nie miałem problemów. Musiałem jednak znaleźć sprawcą. Czegoś takiego nie mogłem zostawić bez słowa komentarza. Wóz był sprawdzany i nie było możliwości, aby był dla mnie niebezpieczny. W tedy od razu wymieniono by go na inni. Byłem niemalże pewny, że jest to robota ludzi z wsi. Powóz zepsuł się dopiero w drodze powrotnej, więc w czasie naszego zwiedzania ktoś musiał się do niego podkrasc i zepsuć. Na pewno ktoś chciał się mnie pozbyć, ktoś z nich. Zemsta? Zapewne. Odnajdę tego zdrajcę i srogo go ukaram za ten czyn. Na oczach publiki, aby wiedzieli może im grozić za zdradę swojego pana. Nie mogłem sobie pozwolić na coś takiego, póki jeszcze żyłem.
Jakby nigdy nic wróciłem do pałacu. Wolałem nie dać na razie po sobie poznać, że coś się stało. Zdrajca równie dobrze mógł mieszkać wśród mnie i czaić się na moje życie. Nie dam mu tej satysfakcji i się nie zlekne. Niech nie liczą nawet na cień strachu z mojej strony.
Udałem się do jadalni, gdzie na stole czekało już wystawne śniadanie. Niczego nie ruszyłem czekając na dziewczynę. Za kilka minut powinna zejść.
Stella

Śniadanie minęło w spokojnej atmosferze choć niewiele przełknęłam. Powoli mijał dzień za dniem, a ja miałam coraz bardziej dość tej sytuacji. W takiej atmosferze minął cały miesiąc. Codziennie dostawałam nową suknię, rana na ramieniu powoli się zagoiła, a moje życie powoli się uspokajało. Nie bałam się już tak przeraźliwie wszystkiego i nauczyłam się przynajmniej tolerować zachowanie króla. Jednak jakbym miała jakieś wyjście od razu bym uciekła gdzie tylko się da. Byle nie być tutaj. Z uśmiechem na ustach, a przynajmniej starałam się aby się tam znalazł zeszłam ze schodów i ruszyłam do sali tronowej. Dziś miała się odbyć kolejna już audiencja. Piekarczyk miał opowiedzieć o sytuacji w wiosce, która się o dziwo nieznaczenie poprawiła. Stanęłam obok tronu i spojrzałam zamyślona na naszego króla. Od wypadku powozem minęło dużo czasu. Musiałam to uznać za wypadek, bo nic więcej zagrażającego mojemu życiu się nie wydarzyło.
-Wasza Wysokość...-przywitałam króla i spojrzałam na chłopaka. Już się nie bałam bestii która była naszym władcą i usłyszałam przez przypadek od służby jak naprawdę ma na imię. Liam.,,, Uśmiechnęłam się do chłopaka aby się nie bał. Nic mu się nie stanie skoro ja byłam posłuszna. Był pod królewską ochroną. Chłopak zaczął opowiadać o sytuacji w wiosce, że jedzenie jest systematycznie rozdawane. Ostatnio jednak znowu nastąpił atak. O tej samej porze. Skrzywiłam się lekko i zerknęłam na Liama, naszego króla. Wydawał się zamyślony. Westchnęłam cicho kiedy wyprowadzono piekarczyka i przeszliśmy do jadalni.
-Nie jest dobrze... Dlaczego orki ciągle atakują wioskę?- zapytałam smutno patrząc na króla. Poczekałam, aż Liam usiądzie przy stole. Od jakiegoś czasu to on nalewał mi codziennie herbaty do filiżanki. Robił to nieporadnie, ale było to nawet miłe. Na pewno ciężko było to robić łapami bestii. Nigdy nie miałam okazji jej pić w wiosce więc skoro miałam okazję wolałam z niej korzystać. Nie było tutaj nawet tak najgorzej. Nagle do jadalni wbiegł mały kociak, którego goniło trzech orków. Podniosłam się gwałtownie na ten widok. Nie zastanawiałam się długo tylko porwałam kota na kolana i posłałam orkom nienawistne spojrzenie. Nie chciałam wiedzieć co by z nim zrobili. Sama również nie zamierzałam zatrzymać kota, bo Liam na pewno mi na to nie pozwoli. Prawie na nic mi nie pozwalał. Byłam całkiem jak więzień. Miałam jeść kiedy on chce i przychodzić na każde wezwanie, a reszte czasu spędzać w pokoju. Przytuliłam kota do piersi i spojrzałam spod rzęs na naszego pana.


Liam

Z samego rana udałem się na audiencję. Tak jak rozkazałem, piekarczyk przychodził do mnie każdego tygodnia i opowiadał o sytuacji w wiosce. Nawet jeśli ich warunki zbytnio się nie polepszały, mogli uzupełnić swoje zapasy przynajmniej na kilka dni i aż tak restrykcyjnie racjonować porcje żywnościowe. Nawet jeśli niewielki, był to jakiś postęp. W końcu wozy z jedzeniem po raz pierwszy od tylu lat zaczęły do nich docierać i to w tej chwili było najważniejsze. Niemniej nadal martwiły mnie ataki potworów. Nadal nie wiedziałem czym było to powodowane i kto dokładnie to robił. Nie wiedziałem którzy z moich sług dokładnie napadają na wieś, a póki ich nie zobaczę, ustalenie tego nie będzie aż tak proste. 
Juan wydawał się być posłuszny, jednak częściej wychodził z zamku, przez co bardzo rzadko go widywałem. Niekiedy miałem wręcz wrażenie, że mój brat mnie unika, jednak nie wiedziałem na ile było w tym prawdy. Równie dobrze mógł zrzucić winę na swoje obowiązki, które wypełniał każdego dnia. Nie ufałem mu zbytnio, jednak nie mogłem go o nic posądzić póki nie wiedziałem co robi.
Odesłałem chłopaka do wsi. Stelli skinąłem jedynie głową na przywitanie pokazują miejsce nieopodal mnie, gdzie zawsze siadała w czasie audiencji.
Była tutaj od miesiąca i miałem wrażenie, że chociaż trochę przyzwyczaiła się już do tego miejsca. Nadal wykonywała moje rozkazy, jednak nie zachowywała się już jak marionetka. Odkąd dałem jej takie przyzwolenie, bywały dni, że niekiedy nawet mi się sprzeciwiała w mniej znaczących rzeczach. Już aż tak mnie to nie irytowało jak na początku, dlatego pozwoliłem jej chociaż na tyle wolności. Najbardziej cieszyłem się z tego, że przestała ciągle pyskować, a jeśli już wyraża swoje zdanie, przynajmniej nie jest aż tak chamska. Najwidoczniej oboje w miarę upływu czasu jako tako się do siebie przyzwyczailiśmy. Nie znaczyło to, że straciłem z oczu swój cel. Miało to tak wyglądać od samego początku i wszystko szło po mojej myśli. Dziewczyna nie była już aż tak skrępowana i przerażona, a do tego właśnie dążyłem. Nadal jednak musiała pamiętać, że to ja byłem tutaj królem.
-Nie wiem, ale jedno jest pewne, ochrona nadal nie działa. Najwidoczniej w moich szeregach jest wróg, który jest w stanie na tyle wpłynąć na moich strażników, aby stwory zostały przepuszczone.- powiedziałem poważnie. Sam chciałbym znać powód ataków. Mimo, że z mojego rozkazu żołnierze chronili wieś, co potwierdził mi nawet tamten chłoptaś, nadal jednak porywacze byli do niej wpuszczani. Musiała stać za tym osoba wewnątrz królestwa, która jest w stanie na nich wpłynąć lub ktoś, kto potrafi nad nimi zapanować, jak nad posłusznymi pieskami. Musiałem w końcu odnaleźć sprawcę i temu zapobiec. Ludzie nadal się bali, a to nie polepszało mojej sytuacji jako króla.
Nalałem herbatę do filiżanki, po czym spojrzałem na dziewczynę oraz kota, który siedział na jej kolanach. Wiedziałem już co chodzi jej po głowie i nie byłem pewien czy powinienem się na to zgadzać. Nie był to zbyt dobry pomysł...
-Rób z nim co chcesz, byle tylko nie pałętał mi się pod nogami.- powiedziałem stanowczym głosem.

Stella

Ochrona nigdy nie działała i nie było to tajemnicą dla nikogo poza naszym królem. Jakim cudem on w ogóle był w stanie rozeznać się w sytuacji królestwa. Pogłaskałam kota po grzbiecie i chwyciłam filiżankę z herbatą. Nareszcie mogłam trochę odpocząć od tego wszystkiego choć nie było to proste.
-Czyli w szeregach masz zdrajcę. Albo to, albo oni wcale nie są ci posłuszni. Wziąłeś pod uwagę, że mogą służyć komuś innemu, a tylko pozornie wykonują twoje rozkazy Wasza Wysokość?- powiedziałam zamyślona i przeczesałam włosy ręką. Musiałam się zastanowić. Wolałam nie mówić żadnego swojego pomysłu bo znowu zostałabym oskarżona o mieszanie się do nie swoich spraw. Nie zamierzałam pozwolić na to aby ten kociak wpadł w czyjeś łapy. Powinien spać w moim pokoju. Tam powinien być bezpieczny, bo mało kto tam w ogóle chodził. Kolejnym udogodnieniem była możliwość wzięcia gorącej kąpieli i zmyć z siebie cały brud wioski. Byłam czysta, a moje włosy pachniały kwiatami. Nie byłam tutaj jednak szczęśliwa. Nie czułam się ani trochę wolna ani bezpieczna.
-Nie musisz się martwić Wasza Wysokość, nie będzie przeszkadzał-mruknęłam cicho przytulając do siebie kociaka, który zaczął mruczeć i ocierać o mnie łebkiem. Już miałam napić się herbaty kiedy kotek szturchnął filiżankę w mojej ręce, a ta spadła na podłogę roztrzaskując się na małe kawałeczki. Krzyknęłam cicho widząc jak napój zaczyna parować i syczeć. Nie zachowywał się jak normalna herbata. Podniosłam się gwałtownie. Jasne było dla mnie, że ktoś próbował mnie otruć. Z kotem w ramionach cofnęłam się od stołu. Patrzyłam na plamę na podłodze i przeniosłam wzrok na Liama. Nie człowieka tylko bestię. Tylko ja piłam tutaj herbatę on jej nie pijał. Przełknęłam głośno ślinę i cofnęłam się jeszcze o krok. W moich oczach mignął strach pierwszy raz od tygodnia. Ukryłam go jednak. Nie miałam dowodów na to kto chce mojej śmierci jednak teraz każdy był podejrzany. Już wiedziałam na pewno, że powóz nie przewrócił się sam. Ktoś chciał się mnie pozbyć. Nawet nie wiedziałam po co nasz król mnie tu trzyma.
-Pójdę do swojego pokoju... -wyszeptałam po czym uciekłam z jadalni i pobiegłam do swojej komnaty. Zamknęłam za sobą drzwi i postawiłam kota na ziemi. Chodziłam nerwowo po pokoju. Zaczęłam się okropnie bać. Nie wiedziałam czy cokolwiek tutaj jeszcze przełknę. Nie tylko herbata mogła być zatruta. Na każdym kroku mogło czyhać na mnie niebezpieczeństwo. Opadłam ciężko na łóżko zakrywając twarz dłońmi.



Liam

-Tyle sam zdążyłem już się domyślić. To jednak nie będzie takie proste, aby rozszyfrować, kto za tym stoi. Nie mam pewności kto mi jest całkowicie oddany, a kto jedynie udaje. Trudno jest coś takiego zweryfikować. Po zmianie jednak przejęliśmy również zachowania zwierząt. Już nie raz zauważyłem, że wystarczy rozkazać coś jednemu, aby poszli za nim wszyscy. Działają stadnie. Wystarczy jeden zdrajca, aby zdradzili wszyscy. Muszę odnaleźć winnego, aby temu zapobiec. - powiedziałem spokojnie. Ostatnimi czasy coraz bardziej rozmawiałem z nią o czymś innym niż pogoda. Po raz pierwszy spotkałem się tym, że kobieta interesuje się takimi rzeczami, chociaż była to poniekąd również moja wina, ponieważ jej na to zezwalałem. Do tej pory jedynie królowa mogła rozmawiać na takie tematy, ponieważ była kimś więcej niż tylko salonowym pieskiem. Poniekąd nawet mi to odpowiadało. Po raz pierwszy mogłem z kimś porozmawiać na spokojnie i się wyżalić, czy powiedzieć co mnie dręczy. Być może jednak nie powinienem aż tak angażować ją w sprawy związane z moim królestwem. Były to rzeczy, które nie powinny jej aż tak interesować.
Spojrzałem na filiżankę kiedy rozbiła się na podłodze. Zmarszczyłem brwi spoglądając się na dziwną ciecz. Nie był to zbyt dobry znak. Jestem pewien, że ktoś próbował się mnie pozbyć. Zdecydowanie w moich szeregach był zdrajca, dla którego byłem celem.
Może i trucizna była w herbacie, której nie pijałem, jednak ktoś musiał się pomylić. Być może myślał, że jest ona przeznaczona dla mnie i miała być moją ostatnią. Nie było to nic dobrego. Musiałem być o wiele bardziej ostrożny.
Zignorowałem słowa dziewczyny, nawet na nią nie spoglądając. W tej chwili coś innego zaprzątało moją głowę. Tym lepiej, że wróci do swojego pokoju i posiedzi tam do kolacji. Być może przez ten czas uda mi się coś ustalić i znaleźć jakiś trop.
-Macie wyznaczyć osobę, która od teraz będzie sprawdzała i smakowała każdy posiłek. Nie chcę kolejnej takiej sytuacji. - powiedziałem poważnie do swoich służących. Nie dam się na to nabrać po raz kolejny. Jeśli potrawy lub napoje znowu zostaną zatrute, testerzy na pewno to odczują, zanim ja cokolwiek zjem.

Stella

W pokoju zostałam do kolacji na którą w sumie także nie zeszłam. Nie byłabym w stanie i tak niczego zjeść. Jakiemuś orkowi pod drzwiami przekazałam wiadomość, że źle się czuje i wróciłam do okna. Nadchodziła noc. Najgorsza pora dnia w tym zamku. Wszystkie odgłosy były wtedy doskonale słyszalne. Echo kroków, skrzypnięcia drzwi, a przede wszystkim wycie wilków. Nie mogłam zrozumieć kto chciał się mnie pozbyć. Pierwszą osobą, która przychodziła mi na myśl był król. W ogóle się nie przejął tym, że prawie wypiłam truciznę. Było mu obojętne co się ze mną stanie. Suknia w kolorze głębokiej czerwieni spływała do samej podłogi kiedy stałam przed oknem. Miałam stąd doskonały widok na główną bramę. Śnieg powoli zaczynał topnieć. To znaczy do dzisiejszego dnia bo znowu przyszedł mróz i z nieba sypały się śnieżne płatki. Czy w tym pokoju byłam chociaż trochę bezpieczna? Wyszłam na balkon kiedy zobaczyłam jakiś ruch przy bramie. Chciałam się temu dokładniej przyjrzeć. Wzdrygnęłam się widząc pięć wilków próbujących dostać się na teren zamku. Zacisnęłam mocno dłonie w pięści. Nienawidziłam tych zwierząt. Nie były jednak tak straszne jak to miejsce. One dawały jasne sygnały. Zabiłyby mnie w przeciągu kilku sekund, za to naszego króla nie mogłam rozszyfrować. Nie był dużo starszy ode mnie, a wyglądało na to, że chce mojej śmierci. A może to jednak nie był on? Przecież on także mógł się napić tej herbaty. Aż pisnęłam cicho widząc jak jedno ze zwierząt rzuca się na bramę próbując ją otworzyć. Nie podobało mi się to. Za bardzo się zbliżały do zamku. Prawie otworzyły główną bramę. Zacisnęłam dłonie na balustradzie. Nie wiedziałam czy kogoś o tym powiadomić. Podbiegłam do drzwi i skrzywiłam się widząc orka. Nadal nienawidziłam tych stworzeń.
-Wilki próbują dostać się do środka... Powiadom o tym kogoś...-wyspałam po czym wróciłam do środka. Wolałam obserwować to wszystko z bezpiecznego miejsca. A może byłby to dobry moment na ucieczkę? Bałam się, że jeżeli spróbowałabym uciec król przestałby dbać o piekarczyka i resztę poddanych. Nie zasługiwali na taki los. Nie mogłam im tego zrobić. Liam dał mi jasno do zrozumienia, że nie pozwoli mi stąd odejść, a jedynie moje posłuszeństwo trzyma syna piekarzy przy życiu. Poza tym nie traktowałam już króla jak bestię. Tak naprawdę nią nie był. Potrafiłam z nim nawet ostatnimi czasy spokojnie porozmawiać. Nie był taki na jakiego wyglądał i chyba trochę go polubiłam, nawet jeśli nie byłam wolna. Do tej pory mnie nie skrzywdził. Więc to chyba nie mógł być on. Wróciłam na balkon. Na ramiona zarzuciłam płaszcz i obserwowałam wszystko co dzieje się na zewnątrz.



Liam

Usiadłem do stołu, cierpliwie czekając na dziewczynę. Tak jak wcześniej rozkazałem, każda z potraw została wcześniej dokładnie sprawdzona. Odbyło się to w moim towarzystwie, abym miał pewien, że nikt nie próbował oszukiwać i potrawy na pewno są bezpieczne. Tym razem na pewno będę ostrożny. Miałem zamiar pilnować każdy swój ruch, każdą rzecz, każdą potrawę a także każdą osobę, która przebywała przy mnie. Nigdy nie miałem pewności co mogło mi grozić i kiedy. Musiałem być cały czas czujny, nawet w środku nocy. Zwłaszcza w czasie snu musiałem się jakoś zabezpieczyć. Jeśli dalej będzie się to ciągnęło, nie będę miał nawet pewności, że mogę spokojnie spędzić noc i obudzę się dnia następnego. Większość moich poddanych mogło być przeciwko mnie, manipulowaniu przez kogoś innego, a ja mogłem się jedynie głowić kto jest winny i może stanowić dla mnie zagrożenie.
Westchnąłem ciężko kiedy dziewczyna nie pojawiła się na kolacji. Tym razem jej daruję i nie będę o to robił problemów. Sam również nie miałem ochoty na żadne jedzenie. Po poprzedniej akcji mój żołądek był ściśnięty i czułem, że nie zdołam niczego przełknąć. Nie byłem w stanie. Wiedziałem, że to ja miałem być ofiarą i nawet nie wiedziałem, kto mógł być moim wrogiem. Kto byłby do tego zdolny? Skoro otruta została herbata, musiał to być ktoś z królestwa. Nawet kucharze nie wychodzili z zamku i tutaj mieszkali. Na pewno był to ktoś z wewnątrz, pozostawało jedynie pytanie kto. Zawsze myślałem, że poddani są mi bezgranicznie wierni i nigdy by się nie odważyli na taki ruch, obawiając się konsekwencji. Ta osoba na pewno ucierpi za swoje czyny i za wszysko będzie musiała odpokutować. Nie przepuszczę tego.
Zerwałem się na równe nogi, kiedy dostarczono mi informację o wilkach. Zwierzęta po raz kolejny się tutaj dobijały. O razu posłałem tam kilku strażników, aby się tym zajęli. Odkąd zostaliśmy przeklęci, wilki pojawiały się co jakiś czas przed bramą, próbując się tu wedrzeć. Jakby chciały walczyć o terytorium myśląc, że jesteśmy inną watahą, która mogła im zagrażać. Przynajmniej takie były przypuszczenia. Póki byłem sobą, człowiekiem, nigdy nie dochodziło do czegoś takiego. Zdarzały się, że wilki kręciły się nieopodal zamku lub kogoś zaatakowały, jeśli osoba ta zapuściła się zbyt daleko w las, na ich terytorium, nigdy jednak nas otwarcie nie atakowały. Coś musiało być przyczyną, skoro z dnia na dzień podjęły takie kroki i powtarzają to co jakiś czaa. Musiały mieć w tym jakiś cel.


Stella

Wyglądałam cały czas przez balkon szukając strażników, którzy mieli zająć się wilkami. Nikogo takiego jednak nie dostrzegłam. Nerwowo patrzyłam jak jeden z wilków odsunął bramę na tyle, że była jedna jej część otwarta na całą szerokość. Z zamku nagle wyskoczyła wielka włochata bestia. Wiedziałam, że to Liam, nie rozumiałam jednak czemu sam rzucił się na sforę wilków. Z przerażeniem patrzyłam jak zaczyna z nimi walczyć. To nie był ani trochę dobry pomysł. Może i go nie lubiłam, ale nie życzyłam mu śmierci. Szybko podbiegłam do drzwi sypialni i zdziwiłam się nie widząc strażników. Zbiegłam po schodach tak szybko jak potrafiłam. Ja jedna nic nie mogłam zdziałać, a jak na złość orków nie było w pobliżu. Nie wiedziałam czemu chce go ratować i czy w ogóle tego chce. Przełknęłam głośno ślinę i wybiegłam z zamku. Dlaczego właśnie teraz nikogo nie było w pobliżu. Bosymi stopami stanęłam na zimnym śniegu. Zapomniałam ubrać buty i tylko suknia i peleryna chroniła mnie przed zimnem. Starałam się nie zwracać na to, że mogę być chora i na ból stóp. Tu chodziło o czyjeś życie, a jeśli mogłam coś z tym zrobić to właśnie zamierzałam to zrobić. W momencie kiedy wybiegłam na plan Liam leżał na ziemi bez ruchu, a wilki uciekały w popłochu. Dwa leżały martwe kawałek dalej. Zlękniona podeszłam bliżej naszego króla i zatrzymałam się dopiero krok od niego. Śnieg tam gdzie leżał zabarwił się na czerwono.
-Wasza Wysokość... Nic ci nie jest panie...?-krzyknęłam i upadłam na kolana obracając go z trudem na plecy. Na jego ramieniu była głęboka rana tak samo jak w okolicy żeber. Zasłoniłam usta z przerażenia. Mogłabym teraz uciec i pozwolić mu umrzeć, ale coś mnie przed tym powstrzymywało. Nie był najlżejszy, ale musiałam sobie poradzić. Złapałam bestię za łapę, a ten ryknął na mnie wściekle kiedy go coś zabolało i zamachnął się na mnie pazurami raniąc moje zagojone ramię. Krzyknęłam cicho i upadłam na kolana.
-Wasza Wysokość... Liamie to ja Stella. Pomogę ci, ale nie możesz mnie atakować-wyszeptałam i ponownie złapałam go za łapę. Im dłużej zwlekałam tym szybciej on się wykrwawiał. Nie zwracałam uwagi na krew cieknącą mi po ramieniu. Z trudem zaciągnęłam go do holu. Wydawał się ledwo przytomny. Podeszłam do niego i uklękłam przed nim. Nie zdawał sobie sprawy co dzieje się dookoła. Patrzył na mnie dziwnym wzrokiem.
-Musisz mi teraz pomóc...Złap mnie mocno i spróbuj wstać- powiedziałam stanowczo aby mnie posłuchał. Uniósł się ciężko, a ja ledwo mogłam go unieść. Sapnęłam ze zmęczenia. Był strasznie ciężko. Podprowadziłam go do kanapy w salonie na parterze i pozwoliłam mu na nią opaść. Sama upadłam koło sofy oddychając głośno ze zmęczenia. Ramię paliło, ale nie mogłam pozwolić sobie na odpoczynek. Zapewniłam go, że za chwilę wrócę i pobiegłam szukać Danieli. Nigdzie jej nie widziałam. Wszyscy musieli już udać się spać. Przeszukałam jej szafki i wzięłam miskę z ciepłą wodą, igłę, nitkę i mocny alkohol. Nie wiedziałam czy dam radę go opatrzyć. Nigdy tego nie robiłam. Szybko wróciłam do salonu gdzie zostawiłam króla i odetchnęłam głęboko. Miałam mroczki przed oczami, ale musiałam się spieszyć.
-Może cię zaboleć, ale spokojnie pomogę ci...- wyszeptałam i przemyłam mu ranę alkoholem. Uchyliłam się w ostatnim momencie przed jego ciężką łapą z pazurami. Serce biło mi jak szalone. Przy opatrywaniu go mogłam stracić życie. Musiałam uważać. Nie panował nad instynktem. Nie wiedziałam nawet czy był przytomny. Odkaziłam igłę i nawlekłam na nią nić. Kiedy zatopiłam igłę w jego ciele usłyszałam jęk. W myślach go przepraszałam za to wszystko musiał mi jednak zaufać. Nie była to najlepsza pomoc, ale po skończeniu nie krwawił już i regularnie oddychał. Nie miałam przy sobie bandaży aby go opatrzyć. Oparłam głowę ciężko o kanapę i nie zwracając na nic uwagi zapadłam w niespokojny sen. Liam był bezpieczny choć nie wiedziałam czemu go uratowałam. Mogłam ratować siebie i zostawić to przeklęte miejsce. Krew i zmarznięte stopy i przemoczona suknia nie sprawiały mi we śnie już żadnego problemu.



Liam

Walka z wilkami nie trwała długo. Pięciu na jednego nie było wyrównaną bitwą, jednak nie miałem wyboru. Po tym gdy rozwaliły bramę musiałem zrobić wszystko, aby uchronić swoje królestwo. Nie mogły się tu wedrzeć, na pewno nie póki ja żyję. Za długo chroniłem przed nimi to miejsca, aby od tak się poddać i pozwolić im, aby przejęły mój dom dla siebie. I tak były odważne atakując zamek, w którym była setka potworów. W większości może tchórzliwych, ale i tak mogło być to dla nich bardzo ryzykowne.
Złapałem się za brzuch upadając na ziemię. Czułęm nie małą satysfakcję kiedy udało mi się przegonić przeciwnika. Dwa z nich leżały martwe przed bramą, reszta zaś uciekła w głąb lasu. Miałęm nadzieję, że nie pojawią się tutaj ponownie zbyt szybko.Na pewno kolejny atak zaplanują lepiej i samiec alfa przybędzie z większą ilością poddanych mu wilków. Były to dzikie zwierzęta, nie liczyłem więc na to, że od razu uda mi się ich pozbyć. Będą walczyć o to tak długo, póki ja, albo ich alfa nie polegnie w walca. Na chwilę obecną to jednak mi było bliżej śmierci.
Przyknąłem oczy tracąc kontakt z rzeczywistością. Słyszałem kobiecy głos, jednak szybko to zignorowałem. Nawet nie byłem w stanie się na nim skupić. Rana za bardzo mnie bolała, aby w jakikolwiek sposób na to zareagować.
Zamachnąłem się łapą kiedy ktoś mnie odwrócił. Początkowo myślałem, że wilki wróciły i chciały dokończyć to, co zaczęły. Nie mogłem na to pozwolić. Ich alfa na pewno był wyczerpany i poraniony. Jeśli uda mi się podnieść, na pewno go pokonam. Tak jednak się nie stało. Nie byłem w stanie poruszyć chociażby ręką. Docierał do mnie jedynie ból, nic więcej.
Ktoś mnie podniósł, a raczej zaczął ciągnąć za sobą do ciepłego pomieszczenia. Próbowałem bardziej skupić się na otaczającym mnie świecie, chociaż nie było to ani trochę łatwe. Ból skutecznie przytępiał wszystkie moje zmysły.
Słysząc czyiś głos instynktownie się podniosłem. Moje ciało stało się dziwnie ciężkie, że nawet sam nie byłem w stanie go udźwignąć. Nie miałem już sił. W końcu udało mi się spocząć na czymś miękkim. Przed następną falą bólu, tym razem o wiele gorszą, minęło zaledwie kilka minut. Zamachnąłem się łapą próbując wyczuć przeciwnika, jednak nie udało mi się to. Wbiłem pazury w coś miękkiego sycząc z bólu. Miałem wrażenie, że męczarnie te trwają wiecznie, póki całkowicie nie straciłem przytomności.
Obudziłem się z samego rana. Ku mojemu zdziwieniu leżałem na kanapie zamiast w swoim łóżku. Jak przez mgłę pamiętałem co się wydarzyło wczorajszej nocy. Pamiętam jedynie wiadomość i ataku wilków, po czym mój zwierzęcy instynkt całkowicie przejął nade mną kontrolę. Po walce nie pamiętałem już niczego. Według moich wspomnień powinienem teraz leżeć na śniegu, konając z wykrwawienia. Trudno było to było nazwać nawet śmiercią, ja po prostu konałem.
Wstałem gwałtownie z kanapy, czego szybko pożałowałem. Po moim ciele rozszedł się palący ból, który natychmiastowo mnie sparaliżował. Ręką wyczułem na brzuchu świeży szef. Był mało udany, ale przynajmniej był w stanie zatamować krwawienie. Póki działał chyba nie miałem się na co skarżyć.
Dopiero po chwili dostrzegłem leżącą na ziemi Stellę. Opierała się głową o kanapę. Wyglądała spokojnie kiedy była pogrążona we śnie. Spokojnie i ślicznie. Pogładziłem łapą ją delikatnie po włosach, aby się nie obudziła. Skoro tutaj była, musiała mi pomóc wczorajszej nocy. Mimo, że mogła za ten czas uciec, została ze mną. Ciekawiło mnie czym dokładnie się kierowała podejmując taką decyzję. Zdawała się w miarę przyzwyczaić do tego miejsca, jednak nadal było widać, że chciała stąd uciec. Wczoraj miała idealną okazję.
Spojrzałem na jej ramię, na którym była zaschnięta krew. Bez problemu dojrzałem na nim ranę wykonaną moimi pazurami. Czy ja byłem tamu winien? Nawet tego nie pamiętałem. Zaatakowałem ją? Chciałem skrzywdzić? Niczego takiego nie pamiętałem, nie byłem w stanie sobie przypomnieć. Miałem w głowie jedynie pustkę, przez którą nie byłem w stanie się przedrzeć.
Syknałem z bólu podnosząc się na nogi. Nadal byłem osłabiony, jednak nie mogłem jej tutaj pozostawić. Zajęła się moją raną, jednak zapomniała o sobie. Oddychała ciężko, ale w miarę regularnie. Nadal żyła i to się liczyło. Wziąłem ją na ręce zanosząc do pielęgniarki. Dojście do jej pokoju trochę mi zajęło, dlatego czułem satysfakcję kiedy w końcu udało mi się tam dotrzeć. W takim stanie nie należało to do najłatwiejszych zadań.
-Masz jej pomóc. Natychmiast. - wydyszałem ciężko. Tonem głosu powiadomiłem, że nie przyjmuję nawet słowa sprzeciwu. Nie wiedziałem, dlaczego aż tak zależy mi na dziewczynie, jednak musiała żyć.


Stella

Tak przyjemnie mi się spało na zimnej podłodze. Byłam tak wyczerpana, że wydawała się ona lepszym miejscem niż łóżko z jedwabnymi pościelami i wielkim baldachimem nad głową. Nie było mi już tak przeraźliwie zimno, ale nadal byłam zmęczona. Gdybym tylko mogła tak spać wiecznie byłoby o wiele łatwiej. Nie wiedziałam jak czuje się król, ale jedno było pewne. Żył i to było ważne. Sama nie byłam pewna czy ze mną wszystko w porządku. Rana na ramieniu spowodowana jego pazurami nie wydawała się głęboka, ale byłam tak zamroczona, że nie byłam w stanie jasno ocenić sytuacji. Westchnęłam cicho czując przyjemny dotyk na głowie, ale po chwili jęknęłam gdy poczułam, że ktoś mnie podnosi. Nie byłam pewna kto i w sumie nie chciałam sie zastanawiać. A co jeśli był to ten człowiek, który chciał się mnie pozbyć? Zadrżałam, ale nie potrafiłam się ruszyć. Ramie zabolało gdy ręka bezwładnie zaczęła zwisać wzdłuż mojego ciała. Sama byłam sobie winna w końcu mogłam uciec. Wiedziałam jednak, że drugi raz zachowałabym się dokładnie tak samo. Uratowałabym go kosztem własnego życia. Lubiła go i zaczynałam cenić za to, że mimo wszystko pomagał wieśniakom zamiast nadal żyć w mydlanej bańce.
Każdy krok w czyichś ramionach sprawiał mi ból. Jęknęłam głucho, trwało to zdecydowanie za długo. W końcu zostałam położona na łóżku, a przynajmniej wydawało mi się,  że to ono. Otworzyłam ciężko oczy próbując się rozejrzeć po pokoju, ale głowa strasznie mnie rozbolała. Syknęła głośno i opadłam na poduszki. Słyszałam dwa głosy. Jeden na pewno należał do pielęgniarki, a drugi... Czu to mógł być Liam?
Ostatnimi czasy zaczęłam go tak nazywać w myślach. Wtedy wydawał mi się bardziej ludzki niż król bestia. Już chciałam spróbować się podnieść kiedy czyjaś łapa przytrzymała mnie w miejscu. Nie spodobało mi się to. Po chwili do bolącego ramienia została przyciśnięta mokra szmatka, a ja aż jęknęłam z bólu. Czy to był dobry moment aby błagać o litość?
-Proszę... nie! Mam już dosyć- wychrypiałam. Jeżeli to miały być tortury to były bardzo skuteczne. Próbowałam się cofnąć, ale ktoś mnie przytrzymywał. Z ulgą osunęłam się na łózko gdy szmatka zniknęła, a ramie już tak nie bolało.
- Nawet nie chce pytać jak do tego doszło- usłyszałam głos Danieli. Nie brzmiał miło i zawierał jakby ukrytą reprymendę.
-Rana nie jest na tyle głęboka aby ją szyć, ale zostaną jej po tym brzydkie blizny. Z tym jednak nic nie zrobimy. I tak ma już ich wiele więc na pewno te jej nie zaszkodzą- powiedziała już trochę łagodniej. Mimo, że mówiła spokojnie zabolały mnie jej słowa. Wiedziałam, że nie jestem ładna, a blizny mnie tylko szpecą, ale nigdy nie usłyszałam tego na głos.
Z trudem usiadłam na łózku. W głowie mi się kręciło, ale po chwili zaczęłam w miarę normalnie widzieć. Nic mi przecież nie było, a przemycie rany sprowadziło mnie do żywych. To był paskudny ból i nie dziwiłam się Liamowi, że wczoraj mnie zaatakował, zwłaszcza że musiałam go jeszcze zszyć.
-Wasza wysokość... -przywitałam się cicho lekko zachrypniętym głosem- mam nadzieje, że sie pan dobrze czuje- wyszeptałam oglądając z daleka jego opatrzone rany.  Nie było to zrobione najlepiej, ale ważne że zadziałało. Powoli wszystko wracało do normy. Byłam paskudnie głodna, ale nie wiedziałam czy cokolwiek przełknę.
Liam chyba mnie tu przyniósł, a to chyba świadczyło, że to nie on chciał sie mnie pozbyć. Tego jednak nie byłam pewna na sto procent. Wolałabym mieć pewność. Na razie musiałam uważać na siebie o ile to było w ogóle możliwe w tym miejscu. Podniosłam się z łóżka choć Daniela próbowała mnie powstrzymać. Zapewniłam ją, że czuje sie dobrze i chwiejnym krokiem podeszłam do króla. Cieszyłam się, że nic mu nie jest. Zaburczało mi w brzuchu.
- Chyba jestem okropnie głodna- westchnęłam cicho zła na siebie, że żołądek mnie zdradził. Zachwiałam się lekko i musiałam podeprzeć się ściany aby nie upaść. Chyba jednak straciłam zbyt dużo krwi. Całe szczęście przeżyłam i nie było ze mną aż tak źle.



Liam

Spojrzałem na nią niepewnie kiedy zaczęła się wiercić. Chciałem jej jak najszybciej pomóc, aby nie musiała odczuwać tego bólu. Czy właśnie tak wyglądała troska o innych? Nie, raczej nie było to możliwe. Przecież ja nigdy o nikogo się nie martwiłem, zwłaszcza o kogoś takiego jak ona. Nie mogłem darzyć zwykłej wieśniaczki jakimkolwiek uczuciem. Wszystko co robiłem do tej pory było po to, aby coś zyskać, nigdy nic nie było bezinteresowne. Również wieśniakom pomagałem, aby zyskać ich przychylność i byli mi bardziej posłuszni. Nie wynikało to jednak z troski czy chęci pomocy, a z uzyskania czegoś, co pozwoli mi nad nimi zapanować. Pierwszego dnia Stelli również pomogłem dlatego, że mogła być dla mnie przydatna i zdjąć ze mnie tą głupią klątwę. Nie wiązało się to z żadnymi uczuciami.
Dlaczego więc coś takiego czułem? Obce było mi uczucie, które odczuwałem w okolicach klatki piersiowej i byłem niemalże pewien, że nie było to spowodowane powstałymi ranami. Było to raczej przyjemne ciepło, które rozchodziło się po moim ciele i nakazywało obdarzenie tej tutaj dziewczyny troską i współczuciem. Sam jednak nie miałem pewności czy byłem zdolny wykrzesać z siebie takie uczucia. Było to prawie niemożliwe. Powinienem po prostu o tym zapomnieć. Im dłużej o czymś myślałem, tym trudniej było mi to zignorować. Oczywistym było, że nie stać mnie na żadne uczucia. Po zmianie w potwora całkowicie zatraciłem tą zdolność i wiedziałem, że nigdy nie uda mi się jej odzyskać. Wszystko co robiłem, robiłem dla siebie, nie dla innych. Byłem królem, więc to ja byłem tutaj najważniejszy. To mnie ludzie powinni wielbić i kochać, nie odwrotnie. Nie musiałem nikogo darzyć uczuciem, nawet swojej przyszłej żony, którą na pewno kiedyś znajdę, nawet jeśli sama nie będzie tego chciała. Przyszła "królowa" miała mi zapewnić jedynie syna, który przejmie władzę w królestwie kiedy ja nie będę już do tego zdolny. To było jedyne zadanie mojej przyszłej żony i na tym jej rola się kończyła.
-Nie ruszaj się. Za chwilę będzie po wszystkim. - powiedziałem w miarę cicho. Przytrzymałem dziewczynę, aby nie miała możliwości wyrwania się. Jej rana musiała zostać szybko przemyta i oparzona, zanim dojdzie do jakiegokolwiek zakażenia. Może i przy niej nie byłem aż tak agresywny, jednak nie straciłem swojego celu z oczu. Nadal była mi potrzebna do zdjęcia klątwy, a nie miałem zamiaru szukać na jej miejsce jakieś innej osoby.
-Nie patrz tak na mnie, to nie moja wina. Sama się naraziła podchodząc do mnie kiedy byłem w takim stanie.. - odpowiedziałem ostro pielęgniarce. Nie miałem zamiaru dać po sobie poznać, że żałuję tego czynu, nawet jeśli nie byłem tego świadom. W końcu to przeze mnie dziewczyna teraz cierpiała, nikt jednak nie musiał o tym wiedzieć. To ja decydowałem o tym kto ile się dowie, a o moich uczuciach nie mógł wiedzieć nikt.
Popatrzyłem niepewnie jak dziewczyna podnosi się z łóżka. Powinna teraz odpoczywać, zamiast utrudniać innym w tej chwili pracę. Nawet tego nie była w stanie zrobić. Co niby chciała czymś takim osiągnąć? Przez to jej stan może się jedynie pogorszyć. Czy o tym pomyślała chociaż przez chwilę?
-Głupia, nic mi nie jest. Powinnaś się martwić teraz o siebie. - powiedziałem ostro, mimo to na moich ustach pojawił się ledwie widoczny uśmieszek. Nie miałem jednak pewności, że robi to z troski o mnie. Może mówiłą tak ponieważ uznała, że musi, tak jak każda osoba w tym miejscu.
-Skoro już musisz...- mruknąłem pod nosem. Wziąłem ją pod rękę, aby nie musiała się zbytnio męczyć i bać o to, że zaraz się przewróci. Udałem się z nią do kuchni, gdzie została specjalnie dla niej przygotowana potrawa. Tak jak i wcześniej, w czasie kolacji, danie zostało sprawdzone czy nie zostało otrute. Dopiero kiedy było całkowicie czyste i bezpieczne pozwoliłem, aby dano je Stelli. Nie mogłem ryzykować, że jedyna osoba, która może mi pomóc umrze.


Stella

Skrzywiłam się słysząc ostry ton. Mógł mi chociaż podziękować za uratowanie życia, ale chyba królowie za nic nie dziękowali ani nie przepraszali. Sama także nie zamierzałam się tego domagać. Nie pomogłam mu po to aby się tym chwalić. Sama nie wiedziałam dlaczego, ale po prostu chciałam aby żył, bo trochę jednak go lubiłam. Wzruszyłam lekko ramionami i od razu tego pożałowałam, bo rana zapłonęła bólem. Zdziwiłam się widząc mały uśmiech na twarzy Liama. Cieszył się z tego, że mnie boli czy z całkiem innego powodu? Nie lubił mnie i nie rozumiałam po co nadal tutaj trzyma. Nie pasowałam do tego miejsca. Przewróciłam oczami na jego słowa. Wcale nie musiałam jeść jeśli był to aż tak duży problem. Wcale nie wymagałam aby mnie nakarmił. Sama także trafiłabym do kuchni. Już miałam mu odpyskować kiedy w ostatnim momencie zrezygnowałam. Nie byłam w stanie się kłócić, bo byłam zbyt słaba. On za to nie wyglądał tak najgorzej. Rana była zszyta, a pielęgniarka mogła teraz wszystko poprawić. Zdziwiona spojrzałam na jego łapę kiedy złapał mnie pod ramię. Było tak o wiele wygodniej jednak nie byłam pewna czy chce być tak blisko niego. Nie wyrywałam się nie chcąc pogłębić rany więc jedynie oparłam się o niego i dałam prowadzić. Po chwili znaleźliśmy się w kuchni. Usiadłam na dużym krześle przy stole i spojrzałam na smacznie wyglądające danie. Patrzyłam z niepokojem na służącego, który sprawdzał czy danie jest bezpieczne. Wolałam już sama zostać otruta niż aby ktoś umarł przeze mnie. Nie chciałam być przyczyną nieszczęścia. Spojrzałam na jagnięcinę w sosie i kilka kromek chleba. Aż mi ślinka ciekła do ust. Wzięłam do ręki widelec i uśmiechnęłam się do króla z wdzięcznością. Naprawdę byłam głodna.
Do kuchni niespodziewanie wszedł Juan. Spojrzał na nas nieodgadnionym wzrokiem i usiadł koło swojego brata.
-Słyszałem, że wilki znowu zaatakowały. Przykro mi, że nie mogłem w żaden sposób pomóc.-powiedział spokojnie. Widziałam, że jego skrucha jest udawana jednak nic nie powiedziałam. To była decyzja Liama czy wierzył własnemu bratu czy nie. Zaczęłam powoli jeść, a Juan cały czas mi się przyglądał. Zaczęłam się czuć trochę nieswojo w jego towarzystwie. Nienawidził mnie za to co mówiłam o sytuacji w królestwie, ale nic mi nie zrobił. Odgarnęłam włosy z twarzy i odetchnęłam głęboko. Byłam trochę zmęczona, ale zamierzałam tutaj wytrwać. Miałam tylko nadzieję, że nic mi się nie stanie, a ten który próbuje się mnie pozbyć zaniecha tego. Jeden zamach dziennie mi wystarczy. Nie musiała się zwiększać ich częstotliwość. Miałam ochotę prychnąć, ale zamiast tego dokończyłam posiłek i spojrzałam na obu mężczyzn. Nie byłam w stanie już tu dłużej siedzieć.
-Mogę wrócić do siebie Wasza Wysokość?- zapytałam cicho. Zawsze się do niego tak zwracałam, tylko wczoraj powiedziałam do niego Liam, ale wątpiłam aby to pamiętał. Wolałam aby tego nie pamiętał. Nie sądziłam aby życzył sobie abym tak do niego mówiła, a zresztą sama chyba nie potrafiłabym się przerzucić.



Liam

Spojrzałem na nią kiedy zaczęła jeść. Nie mogłem oderwać wzroku od rany, która powstała z mojej winy. Nie chciałem, aby jeszcze bardziej się przez nią męczyła. Nie była poważna, ale na pewno sprawiała jej nie mały ból. Zresztą jej mina doskonale o tym mówiła.
Nie powinna była w tedy do mnie podchodzić. Nie dość, że ucierpiała, to jeszcze się naraziła na atak dzikich wilków. Zadrapanie nie musiało być jej jedyną raną i tylko dzięki szczęściu historia potoczyła się dla niej pomyślnie. Następnym razem może nie mieć na tyle szczęścia. Wilki mogły w każdej chwili wrócić, aby pomścić swoich, a w tedy na pewno by nie przeżyła. Ja również bym jej nie uratował, skoro sam nie wiedziałem co działo się dookoła mnie. Nie była zbyt ostrożna. Mimo to byłem jej wdzięczny, chociaż nigdy się do tego nie przyznam. Nie musiała o tym wiedzieć.
 Jako jedyna przyszła mi z pomocą i opatrzyła moje rany. Gdyby nie to, prawdopodobnie bym się wykrwawił, albo zamarzłbym zanim ktoś by mnie odnalazł. Jedna jak i druga wersja kończyła się moją śmiercią. Tym bardziej było to podejrzane. Zanim ruszyłem na wilki, strażnicy byli poruszeni i gotowi do ataku, po tym wszystkim jednak zamek natychmiastowo opustoszał, jakby nikt w nim nie mieszkał. Jedynie Stella pojawiła się w drzwiach kiedy konałem na śniegu. Nikt nie zainteresował się tym, że ich król umiera przed bramą. Na pewno ktoś miał w tym swój udział i chciał, aby cała ta sytuacja potoczyła się w ten sposób. Jedynie nie przewidział faktu, że z pomocą przyjdzie mi drobna dziewczyna. Tak już dawno byłbym w zaświatach.
Spojrzałem obojętnie na swojego brata. Mimo jego słów, w jego głosie nie wyczułem ani odrobiny skruchy czy poczucia winy. Powiedział to obojętnie, jakby takie sytuacje zdarzały się każdego dnia, a jemu ten jeden raz nie udało się stawić przed bramą. Nie była to byle błahostka, którą od tak mógł zlekceważyć. Powinien być pierwszym, który walczy z wilkami.
-Jak zawsze. Prawie nigdy cię w tym czasie nie ma, dlatego twoje słowa ani trochę mnie nie przekonują. Na następny raz powinieneś wymyślić jakąś dobrą wymówkę, albo poniesiesz za to konsekwencje. Wyraziłem się jasno, że jako moja prawa ręka masz chronić zamku i interesować się takimi rzeczami jak ataki dzikich wilków. - powiedziałem oschle.
Z trudem podniosłem się od stołu, nie chcąc naruszyć rany na brzuchu. Bez słowa podałem Stelli rękę, aby jej pomóc w czasie chodzenia. Oczywistym było, że chciałem odprowadzić ją do pokoju. Lepiej jej pilnować, póki nie straciła przytomności i nie wywróciła się na podłogę.
Z niemałym wysiłkiem udało mi się dotrzeć do jej sypialni. Miałem wrażenie, że bardziej się zmęczyłem od niej, chociaż było to tylko kilka schodków oraz kawałek korytarza. Nie zważając na nic usiadłem na jej łóżku, aby chwilę odpocząć.
Nie chciałem wracać do swojego pokoju. Nie miałem pewności czy w tym czasie nikt mnie nie zaatakuje. Równie dobrze mogłem zostać tutaj, tłumacząc się moją zachcianką. Jeśli ktoś tu wejdzie, jeden z nas na pewno to usłyszy. Bez słowa położyłem się na łóżku dziewczyny, pozostawiając drugą połowę łóżka dla niej.


Stella

Uśmiechnęłam się do siebie kiedy Liam postawił się swojemu bratu. Nie powinien tolerować takiego zachowania, bo w tym tempie nic z tego zamku nie zostanie, a wszyscy stracą życie pod rządami Juana. Podałam dłoń królowi, nie ukrywając przy tym, że jestem zdziwiona, że mi ją ofiarował. Nigdy mnie nie odprowadzał, ani w niczym nie pomagał dlatego była to dla mnie nowość. Z trudem podniosłam się z krzesła. Posłałam ostatnie zimne spojrzenie bratu króla po czym wyszliśmy z kuchni. Korytarz mimo, że zakurzony to wyglądał majestatycznie. Wszędzie wisiały piękne draperie i obrazy, a gdzieniegdzie można było zauważyć nawet gobeliny. Nigdy nie widziałam niczego piękniejszego. Wejście po schodach zajęło nam najwięcej czasu i nie wiedziałam już kto kogo podtrzymuje. Rana musiała go strasznie boleć i należałoby założyć opatrunek o czym zapomniał Liam. W końcu znaleźliśmy się w moim pokoju i sądziłam, że teraz król zostawi mnie samą, ale najwidoczniej się przeliczyłam. Sapnęłam cicho kiedy położył się w moim łóżku. Niczego już nie rozumiałam w tym momencie.
-Mam kogoś zawołać Wasza Wysokość? Źle się poczułeś? Może trzeba założyć opatrunek?- powiedziałam zmartwionym głosem, ale od razu się zreflektowałam- Nie możesz mości królu spać w moim łóżku. Ja na pewno się koło ciebie nie położę- mruknęłam zdecydowanie. Tak nie wypadało. Nie podobało mi się również to, że zaczynałam się o niego martwić. Po co mi to było? On miał mnie w nosie, nawet nie powiedział mi po co mnie tu trzyma. Usiadłam w wielkim fotelu. Nie było to zbyt wygodne ze zranionym ramieniem, ale wzięłam koc z kanapy i przykryłam się nim po szyje. Byłam okropnie zmęczona. Miałam ochotę zacząć go przeklinać za to, że postanowił tu zostać. Byłam jego zabawką? Znudziło mu się jedynie jedzenie ze mną i rozmawianie więc ulokował się w mojej sypialni? Położyłam głowę na dłoni i spojrzałam na króla. Wyglądał jakby miał zaraz zemdleć. Zdenerwowana podniosłam się i podeszłam do niego sprawdzić jak się czuje. Położyłam mu dłoń na czole. Nawet przez futro czułam, że jest rozpalony. Nasze oczy się spotkały więc cofnęłam rękę i spuściłam wzrok nagle skrępowana.
-Proszę o wybaczenie...-powiedziałam cicho. Nie mogłam go tak jednak zostawić. Coś w głębi kazało mi mu pomóc, a nie chciałam aby robiły to te orki. Nie były ani trochę miłe i pomocne. Jego potężne zwierzęce ciało drżało, ale w środku musiał być bezbronny. Nie zawsze przecież był bestią. Nalałam zimnej wody do miski i wzięłam jedną z chusteczek z szafki. Zamoczyłam materiał i położyłam go na głowie króla. Szeptałam mu raz po raz, że to nic takiego i że będzie dobrze. Nie wiedziałam czy pocieszam tym siebie czy jego. On tak naprawdę chyba mnie nie potrzebował. Zakręciło mi się w głowie, ale zignorowałam to. Nie ja teraz byłam najważniejsza i należało zająć się nim. To on stoczył wczoraj walkę z wilkami i był ranny. Ja miałam tylko niewielkie zadrapanie na ramieniu. Przykryłam Liama kołdrą, a potem z niemałym trudem przysunęłam do łóżka ogromny fotel. Ramie bolało przy tym okropnie i myślałam, że zemdleje. W końcu usiadłam w fotelu tuż przy samym łóżku i osobie króla. Chciałam co jakiś czas zmieniać mu okłady aby zbić gorączkę.



Liam

-Nie, nic mi nie jest.- powiedziałem obojętnie. Nie rozumiałem czemu się tym aż tak martwiła. Co prawda było to miłe, jednak powodem mojego pozostania w tym pokoju nie było złe samopoczucie. Wystarczy, że będzie myślała, że jest to zwykła zachcianka, którą miałem ochotę spełnić. Nie musiałem się tłumaczyć i szukać innych wymówek, dlaczego postępowałem akurat w ten sposób. W końcu to ja byłem tutaj królem i mogłem robić co chcę. Właśnie dlatego też tak postępowałem.
-Dlaczego nie mogę tu spać? Nie widzę żadnych przeszkód abyś i ty położyła się obok mnie. Może miewam zwierzęce instynkty, ale nie odgryzę ci w środku nocy głowy, ani nie zacznę rzuć twojej ręki. Więc w czym tkwi problem? - spojrzałem na nią beznamiętnie nie rozumiejąc o co dokłądnie jej chodzi. Przecież specjalnie dla niej pozostawiłem wolną połowę łóżka, aby mogła się ułożyć obok mnie i spokojnie pójść spać. Niczego więcej od niej nie oczekiwałem, a przynajmniej nie na tą chwilę. Nie rozumiałem, dlaczego aż tak bardzo nie chciała tego zrobić. Przecież spędzenie nocy u boku króla było prawdziwym zaszczytem, nawet jeśli był włochatą bestią. Powinna uszanować to, że byłem na tyle miły, że pojawiłem się w jej pokoju i pozostawiłem jeszcze wolne miejsce, aby sama mogła się ułożyć.
Spojrzałem na nią kiedy dotknęła mojego czoła. Właśnie w tym momencie nasze oczy się spotkały. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że przez większość czasu unikała mojego wzroku, jakby nie chciała nie chciała nawiązać ze mną kontaktu wzrokowego. Wcześniej nie przywiązywałem do tego uwagi. W tej chwili mogłem ujrzeć jej błyszczące oczy, które do siebie przyciągały. Były wspaniałe.
Uniosłem brew widząc jak nakłada na moje czoło mokrą szmatkę. Owszem, było mi gorąco, ale nie odczuwałem abym miał gorączkę. Nie widziałem powodu, aby aż tak się mną zamartwiać. Jako bestia znosiłem o wiele więcej niż zwykły człowiek, tak więc i zwykła temperatura nie jest w stanie mi zaszkodzić. Nie dam swojemu napastnikowi tej satysfakcji i nie umrę przedwcześnie. Mam zamiar żyć jeszcze przez długi czas, rządzić królestwem i walczyć o swoje.
Mimo to leżałem w spokoju czekając aż dziewczyna zrobi swoje. Skoro tak bardzo chciała, nie będę protestował. Nie miałem na to już nawet siły. Zwykłe wchodzenie po schodach wystarczająco mnie wyczerpało i nie potrzebowałem więcej.
Kiedy znalazła się w miarę blisko mnie, złapałem ją za zdrową rękę i przyciągnąłem do siebie. Dziewczyna wylądowała na mnie, na co jedynie się delikatnie uśmiechnąłem. Położyłem ją na boku, przez cały czas uważając na jej rękę, po czym wtuliłem w siebie, jak małego pluszaka. Chciałem, aby tą noc spędziła przy moim boku i właśnie tak miało się stać.


Stella

Dlaczego nie rozumiał tak prostej rzeczy? Nie mógł tu spać, bo to nie wypadało. Może i był bestią i królem, ale przede wszystkim był mężczyzną. Nie zamierzałam koło niego spać. Na pewno miał gorączkę, a rana musiała go bardzo boleć. Ułożyłam się wygodniej w fotelu przyglądając mu się uważnie. Nagle złapał mnie za zdrową rękę. Spojrzałam na niego niepewnie i przełknęłam cicho ślinę. Moje myśli pędziły w różnych kierunkach. Nigdy nie patrzyłam na niego inaczej jak na mojego oprawcę, a teraz coś się zmieniło. Lubiłam go choć ciągle wymuszał na mnie posłuszeństwo. Mimo to wczorajszej nocy uratowałam go świadomie i bez przymusu. Zostałam bez słowa przyciągnięta do niego i wylądowałam na jego klatce piersiowej.
-Masz tu ranę... Nie mogę tak leżeć... Wasza Wysokość!-powiedziałam stanowczo, ale Liam tylko obrócił mnie tak, że leżałam obok niego na łóżku. Chciałam wstać, ale skutecznie mi to uniemożliwił. Nie wiedziałam co teraz zamierza, ale ten przytulił mnie do siebie jakby to była najzwyklejsza czynność na świcie. Nikt od śmierci matki, a raczej jej porwania mnie nie przytulił, a od tego czasu minęło z siedem lat, może więcej. Pamięć zaczynała mnie zawodzić. Leżałam z twarzą ukrytą w jego futrze, które przyjemnie mnie łaskotało. Odsunęłam się kawałek aby na niego spojrzeć.
-Nie wiem dlaczego to robisz Wasza Wysokość, ale to jest niestosowne. Nie wypada się tak zachowywać!-pouczyłam go i położyłam dłoń na jego ramieniu. Bałam się trochę, ale w końcu przezwyciężyłam strach. Położyłam zmęczoną głowę na jego ramieniu i przymknęłam oczy. Nie mogłam z nim walczyć, bo i tak nie przyniosłoby to zamierzonego efektu. Przetarłam zmęczone oczy i poprawiłam zimny okład na jego czole.
-Tylko, nie przytulaj mnie tak do siebie dobrze? Li...Wasza Wysokość jest zdecydowanie zbyt blisko-wyszeptałam szybko poprawiając swój błąd. Na pewno nie nazwę go po imieniu. Nie teraz kiedy jest przytomny. Spróbowałam się od niego odsunąć chociaż dna wyciągnięcie dłoni. Miałam nadzieję, że ni będzie mnie przy sobie trzymał na siłę. Traktował mnie jak więźnia i osobę o wiele gorszą od siebie. Nic nie mogłam z tym zrobić choć bolało kiedy nazywał mnie wieśniaczką. Nie powinno mnie to ruszać, a jednak wypomnienie niskiego statusu społecznego było uwłaczające nawet tak prostej osobie jak ja. Oddychałam spokojnie. Ramię bolało i syknęłam kiedy niespokojnie się poruszyłam. Ciągle musiałam sobie powtarzać, że to tylko zadrapanie i nic mi nie będzie. Chciałam jedynie aby Liam wyszedł z tego cało i mógł w końcu rządzić swym królestwem aby i ludziom w końcu było lepiej.