niedziela, 5 marca 2017

Piękna i Bestia cz.3

Liam

Skrzywiłem się kiedy igła zatopiła się w ciele dziewczyny. Natychmiastowo odwróciłem głowę, aby na to nie patrzyć. Nie lubiłem takich widoków i nie śpieszno było mi do tego, aby się z nim zapoznać. Sama myśl o tym wzbudzała we mnie obrzydzenie. Moje rany również niejednokrotnie były szyte, dlatego doskonale znałem już to uczucie, jednak nigdy nie spojrzałem na igłę, która zagłębiała się w moim ciele.
-Na razie tyle wystarczy. Masz o nią dbać i codziennie kontrolować czy rana dobrze się goi. Pamiętaj, że pozostawiam Stellę w twoich rękach, więc masz się troszczyć o jej zdrowie.- mruknąłem pod nosem do pielęgniarki. Spojrzałem na nią kątem oka kiedy posłusznie przytaknęła głową zgadzając się z moim rozkazem. Właśnie takiego posłuszeństwa wymagałem również od dziewczyny. Powinna się zgadzać z każdym moim słowem, nie ważne czy myślała tak samo, czy też inaczej. Jej rola sprowadzała się jedynie do tego, aby przy mnie być i wypełniać rozkazy, tak jak i cała reszta służby, która mieszkała w tym zamku. Przyjdzie również czas na to, że i mieszkańcy będą mi całkowicie oddani i równie ochoczo będą wypełniali moje rozkazy. Nad tym jednak trzeba było jeszcze trochę popracować, co nie będzie aż tak proste. Musiałem zyskać ich zaufanie, ponieważ próba dominacji na zasadzie strachu już dawno nie odnosiła skutków. Musiałem zmienić taktykę zapanowania nad nimi. Byli niczym niewytresowane zwierzęta, które robiły co chciały i nie sluchały swojego przywódcy. Musiałęm to jak najszybciej zmienić, póki cała ta sytuacja jeszcze bardziej się nie pogorszyła.
-Czy nie masz innych pytań oprócz tego? - spojrzałęm na Stellę unosząc jedną brew. Od dzisiejszego dnia tylko o to potrafiła pytać. Wolałem już, aby w ogóle się nie odzywała, ponieważ jej zdanie nikomu nie było potrzebne. Zadała to pytanie dopiero drugi raz, a mnie już zaczynało ono irytować. Widać było, że ma problemy w zrozumieniu swojej pozycji i funkcji w tym miejscu. - Wracaj do pokoju, musisz po tym odpocząć. Drzwi do twojego pokoju zostaną za niedługo naprawione, pamiętaj jednak, że nie masz prawa zamykać je na klucz. Mam nadzieję, że moje słowa są dla ciebie jak najbardziej zrozumiałe i się do nich dostosujesz.


Stella

Jak przez mgłę usłyszałam rozkaz w kierunku Danieli. Miałam wrażenie, że nasz król nic więcej nie potrafi robić, ale nie zamierzałam już się z tym spierać. Ramię bolało mnie tak paskudnie, że zaczynało mi być obojętne co się ze mną stanie lub co za chwilę rozkaże mi nasz król. Chyba najlepiej będzie jeśli będę mu przytakiwać. Jak tępa marionetka, która nie ma własnego rozumu. W końcu o to mu chodziło. Aby mieć maskotkę, która będzie tańczyła tak jak się jej zagra. Czy miałam inne pytania? Oczywiście, że tak jednak żadnego nie zamierzałam zadawać. W końcu do tej pory nie powiedział mi po co tutaj jestem więc nie liczyłam, że teraz to zrobi. Zresztą jaką to miało różnicę dlaczego? Obiecałam posłuszeństwo i to się liczyło. Przynajmniej dla niego. Popatrzyłam na niego pustym wzrokiem.
-Nie Wasza Wysokość, nie mam żadnych pytań. Wyraził pan się dostatecznie jasno co do swoich życzeń- dygnęłam ciężko, bo ramię ograniczało moje ruchy. Przyjść o wyznaczonej porze, wsiąść do powozu, pokazać wioskę i zgadzać się ze wszystkim. Takie było moje zadanie i nie miałam co do nich wątpliwości. Byłam więźniem i nie mogłam wyrażać własnych myśli i uczuć. Do tej pory mi to nie pomogło więc jeśli ukryje je za wysokim murem powinno mi być łatwiej.
-Oczywiście panie. Wszystko jasno zrozumiałam. Jeśli mi pan wybaczy pójdę już...- powiedziałam spokojnie i równie bezosobowo co wcześniej. Przed wyjściem dygnęłam jeszcze po czym opuściłam to miejsce. Skierowałam się niemal natychmiast do swojego pokoju. Minimalne pocieszenie przynosiło mi to, że wstawią mi zostaną w końcu naprawione. Nie powiedział jednak kiedy to nastąpi. Nie widziałam dla siebie nadziei. W końcu zatracę się w tym wszystkim. Wiedziałam, że tak będę. Zrzuciłam z siebie suknię i przewiesiłam ją przez krzesło. Wszystkie te czynności wykonywałam za parawanem. Naciągnęłam przez głowę nocną bieliznę choć było dopiero południe i położyłam się do łóżka. Byłam zmęczona, ale zamiast spać siedziałam na łóżku i wpatrywałam się w dziurę po drzwiach odwracając wzrok za każdym razem gdy widziałam tam jakiegoś orka. Jedyną miłą osobą okazała się tutaj wilczyca. Nawet król był oziębły i w końcu wymusił moje posłuszeństwo. Gdyby nie ten mały wieśniak nie poszłoby mu to tak łatwo. Dla ludzi z wioski byłam jednak w stanie się poświęcić.



Liam

Spojrzałem na nią z kaprysem na twarzy. Wymagałem od niej posłuszeństwa, ale nie aż takiego. Mogłaby wyrażać chociaż trochę uczuć kiedy do mnie mówiła. Nie zabraniałem jej być sobą, zwyczajnie miała wykonywać moje polecenia, zamiast ciągle je ignorować. Czy nawet to było dla niej zbyt wiele? Jedynymi jej opcjami była pyskata dziewucha oraz zombie? Już nawet nie wiem, która z tych dwóch opcji irytowała mnie bardziej. Obie były równie wkurzające. Wcześniej była o wiele bardziej żywa i energiczna. Albo jest wyssana z uczuć, albo działa po swojemu. Obie te rzeczy mnie wkurzały. Nie mogła ich połączyć w jedno?
Nim cokolwiek powiedziałem dziewczyna zdążyła już odejść. Była całkowicice pozbawiona jakichkolwiek emocji, ani trochę szczera. Może i nie chciała być mi posłuszna, ale nie musiała zachowywać się w taki sposób. Powinna w końcu zaakceptować swoją sytuację i zachowywać się tak, jak przy boku króla przystało. W chwili obecnej była kimś więcej niż tylko dziewką z wioski, która musiała pracować. Niech zacznie to w końcu doceniać. Miała ciepły pokój, wygodne łoże, piękne suknie i jedzenie, którego nigdy nie brakowało. Czego mogła chcieć więcej tak prosta osoba jak ona? Tak dostatniego życia nigdy nie miała okazji doznać, więc powinna z tego korzystać póki może.
Wkurzało mnie również to, w jaki sposób na mnie patrzyła. Było widać w jej oczach, że widzi mnie tylko jako bestię. Wcale nią nie byłem! W rzeczywistości byłem człowiekiem i nigdy się to nie zmieni. Mój wygląd o niczym jeszcze nie świadczył. Wyglądałem tak, bo rzucono na mnie klątwę a ja nie wiedziałem gdzie szukać innego sposobu, aby ją odwrócić. I na co mi przyszło? Musiałem przekonywać do siebie jakąś wieśniaczkę, aby znowu wyglądać jak dawniej i móc normalnie żyć. Czy tak wiele oczekiwałem? Brutalnie odebrano mi to, co już do mnie należało i było tylko moją własnością. Moje ciało! Zamiast tego muszę tkwić w ciele jakiegoś włochatego stwora, którego każdy się boi i bierze za jakieś szkaradztwo.
Zacisnąłem ręce w pięści. Musiałem się uspokoić i przestać o tym myśleć. Była to najszybsza droga, aby po raz kolejny stracić nad sobą panowanie. Nie chciałem tego. Resztkami sił trzymałem się tego, aby nadal być sobą i nie zmieniać się w tego potwora.


Stella

Cały dzień przesiedziałam w tej samej pozycji nie zmrużając oczu nawet na chwilę. Nie mogłam spać. Nie w tym miejscu i nie w taki sposób. Byłam traktowana jak więzień i nie wiedziałam już co mam z tym fantem zrobić. Położyłam się w końcu kiedy słońce zaszło za doliną. Patrzyłam się tępo w sufit i już nie mogłam powstrzymać łez. Lały się po moich policzkach nieprzerwanie, aż oczy od płaczu napuchnęły, że ledwo przez nie widziałam. Zwinęłam się w kłębek. Byłam bezradna na to co działo się w tym królestwie, a zwłaszcza ze mną. Nie byłam w stanie być sobą jeśli nie mogłam wyrazić własnego zdania, a to właśnie ono tak bardzo drażniło króla. Straciłam swoją wolność, którą do tej pory miałam pod dostatkiem. Owszem brakowało mi podstawowych rzeczy jak jedzenie, ale byłam wolna. Nie zamieniłabym tego na życie wśród wrogo nastawionych do mnie ludzi i choć miałam wszystko zapewnione to wolałam już tamto życie. Tej nocy również przespałam tylko dwie lub trzy godziny. Na łóżku już leżała czysta suknia. Nawet nie mogłam zdecydować w co się mam ubrać. Wszystko było mi narzucane z góry. Byłam salonowym pieskiem, który miał jeść, skakać i tańczyć kiedy to panu się spodobało. Podniosłam się z łóżka i weszłam za parawan aby ubrać na siebie piękną błękitną suknię, która choć dopasowana do mnie ani trochę nie pasowała do mojej osobowości. Była stonowana, czyli taka jaka powinnam być jeśli chciałam aby ludzie w wiosce dostawali od teraz jedzenie. Jeżeli zobaczą mnie jutro w powozie naszego króla natychmiastowo mnie znienawidzą. Wiedzieli, a raczej myśleli, że wiedzą do czego nasz władca jest zdolny i wiedziałam, że do wioski już nigdy nie wrócę. Będę musiała znaleźć inny dom. Inne miejsce do życia o ile to opuszczę kiedykolwiek żywa. Spojrzałam w lustro i pierwsze co rzuciło mi się w oczy to podkrążone i podpuchnięte oczy. Od razu było widać, że nie spałam. Obmyłam twarz w zimnej wodzie, ale praktycznie wcale to nie pomogło. Zacisnęłam dłonie w pięści. I tak nie miałam wyboru. Wyszłam z pokoju i skierowałam swoje kroki do jadalni. Po trzech dniach mniej więcej wiedziałam już gdzie co się znajduje. Przynajmniej te podstawowe pomieszczenia jak salon, jadalnie i sala tronowa. Król już siedział przy stole, ale dzisiaj się nie spóźniłam. Usiadłam po drugiej stronie stołu i przyjrzałam się wszystkim potrawom. Nie byłam ani trochę głodna. Sama nie wiedziałam co się dzieje. Żołądek mi się skurczył do stanu, że nie jestem w stanie nic przełknąć? Obstawiałabym, że to wina strachu. Poprawiłam włosy i spuściłam wzrok aby nie było widać podkrążonych oczu. Nie moją winą było, że nie byłam w stanie w nocy zasnąć. Przynajmniej pokój miałam wyczyszczony. Sama na to jednak zapracowałam. Nauczyłam się już, że nic samo nie przychodzi. Spojrzałam na naszego króla. Nie odezwałam się ani razu odkąd tu przyszłam. Nawet nie wiedziałam co mogłabym powiedzieć.



Liam

Ubrałem się szybko w świeży strój.  Jeśli miałem odwiedzić dzisiaj mój lud, musiałem wyglądać jak najlepiej. Wiedziałem, że nie był to coś, co mnie ucieszy, jednak nie miałem odwrotu. Tylko w ten sposób dowiem się jak dokładnie wygląda życie w moim królestwie. Po starej świetności moich ziem pozostały jedynie zapyziałe wsie, miast zaś, które znajdowały się jedynie przy zamku, zostały opuszczone przez ludzi kiedy rzucono na nas klątwę. Rządziłem pospulstwem, wieśniakami, którzy niczego nie potrafili. Nawet nie wiedziałem gdzie podziały się wszystkie te rodziny ze szlacheckich rodów, które były najcenniejszą częścią mojego królestwa. Wątpiłem, aby zaczęli żyć we wsiach i ciężko pracować , nawet na samych siebie. Ich życie było prawie tak wygodne jak moje, mięli własną służbę, która była na każde skinienie ich palca oraz bogactwa. To właśnie tacy ludzie powinni mnie otaczać.
W jadalni byłem pierwszy, dużo wcześniej niż godzina podania śniadania. Stół był jeszcze pusty a służki biegały w te i nazad, aby szybko podać przygotowane potrawy. Po chwili stół był pełen jedzenia, które zachwyciłoby oczy nawet najbardziej wymagających smakoszy na tym świecie. Zawsze idealnie przyrządzone. Niewielu ludzi było na tyle dobrych, aby pracować jako królewski kucharz.
Cierpliwie czekałem ,aż w pomieszczeniu zjawi się dziewczyna i zasiądzie ze mną do stołu. Jeśli chociaż raz się nie spóźni, za chwilę powinna przyjść. Punktualność była jedną z tych rzeczy, które ceniłem sobie najbardziej. Zacząłem jeść w chwili, kiedy Stella zasiadła do stołu. Ruchem ręki nakazałem jej, aby uczyniła to samo, jednak się nie odzywałem. Powinna wiedzieć co się robi kiedy stół jest pełen jedzenia. Zapewne nie była przyzwyczajona do tak obfitych posiłków, jednak nie zwracałem na to uwagi. Musiała jeść to co i ja jeśli nie chciała chodzić głodna.
Spojrzałęm na nią i pierwsze na co zwróciłem uwagi to jej opuchnięte oczy. Wyglądała strasznie. Westchnąłem jedynie ciężko wywracając oczami. Dziewczyna, która przy moim boku nie mogła wyglądać w ten sposób. Już nie wspominając o sukni, która niezbyt estetycznie została przez nią ubrana. W ogóle nie przywiązywała uwagi do wyglądu.
-Zróbcie coś z jej wyglądem i poprawcie suknię. - westchnąłem.

Stella

Za niedługo będę miała dokładnie przykazane jak mam siedzieć jeść, a nawet oddychać. Miałam jeść w tym samym momencie co król, bo taka była jego wola. Od wczoraj zaś nie było nigdzie widać Juana co chociaż troche poprawiło mi humor. Od razu było widać, że mężczyzna nie daruje mi tego, że pokrzyżowałam mu plany. Ewidentnie to on stał za tym wszystkim co działo się w wiosce. Nie raz tęskniłam do życia jakie prowadziłam w mieście. Do sukien i bali, ale nigdy nie oddałabym za to wolności. Niczym ptak uwięziony w złotej klatce. Wzdrygnęłam się gdy jeden z orków podszedł do mnie i zapiął suknie na moich plecach. Jego dotyk wzbudzał we mnie odrazę choć tego nie pokazywałam. Jedynie sztywno wyprostowana sylwetka świadczyła, że mi się to nie podoba. Bałam się to mało powiedziane. W środku cała drżałam z przerażenia. Z podpuchniętymi oczami jednak nic nie dało się zrobić. Król musiał zaakceptować fakt, że nie codziennie będę wyglądać perfekcyjnie.
-Mam nadzieję, że Wasza Wysokość jest już zadowolony w jakimś stopniu z mojego wyglądu- powiedziałam sztywno do króla. To on o wszystkim decydował, ale mógł podarować sobie krytykowanie mojego wyglądu skoro był on spowodowany z jego winy.  Nie zjadłam prawie nic. Ledwo tylko podziubałam w talerzu. Nie byłam w stanie nic przełknąć. Odsunęłam od siebie talerz udając, że się najadłam i kiedy król skończył posiłek wstałam od stołu. Szłam za nim, nawet nie próbując zrównać z nim kroku. Poprowadził mnie na dwór, a potem od razu do powozu. Nie miałam czasu się niczemu przyjrzeć, ale wspaniale było poczuć wiatr na twarzy. Usiadłam jak najdalej od króla, który był bestią. Nie wierzyłam, że teraz nic mi już z jego strony nie grozi. Nawet teraz mógł się na mnie rzucić. Podróż nie trwała długo. Po godzinie milczenia wjechaliśmy do wioski. Od razu można było zauważyć zniszczone domy, wygłodniałych ludzi, zerową straż o której mówił król, ale przede wszystkim wielkie ubóstwo. Zatrzymaliśmy się na głównym placu niedaleko mojego domu. Zacisnęłam mocno oczy, gdy łzy ponownie mi do nich napłynęły.
- Mogłabym zabrać kilka rzeczy z mojego domu zanim wrócimy? - zapytałam z bólem w głosie nie patrząc na króla ani na ludzi w wiosce. Nie mogłam znieść, że wszyscy tak cierpią. Nie było nawet żebraków, bo nie było o co żebrać. Nikt tu nie miał pieniędzy. Wszyscy ukrywali się w domach widząc karetę królewską. Nie dziwiłam im się. Sama postąpiłabym ponownie. Kareta mogła oznaczać tylko daninę. Karetą jednak nie jeździli wieśniacy tylko wielcy panowie z zamku, których nikt nigdy nie widział. Nie było już wiadomo kto kiedyś pochodził ze szlachty a kto nie. Byliśmy sobie równi na ile było to możliwe. Spojrzałam na naszego władcę z zaciekawieniem i smutkiem. Byłam ciekawa co on o tym myśli.
- Nikogo nie ma na ulicach i nikt nie wyjdzie aby cię powitać panie. Kareta oznacza daninę. Ludzie chowają się bo nie chcą zostać zabrani. W pierwszej kolejności zawsze idą ci z bliznami lub defektami ciała. Dlatego ukrywamy je jak tylko możemy- wskazałam na swoje ramiona,  przez które trafiłam do tego przeklętego zamku.



Liam

Spojrzałem na nią niezadowolony. Znowu to samo. Jej posłuszność i bezuczuciowość doprowadzała mnie do szału. Wcześniej ciągle pyskowała, co strasznie mnie irytowało, jednak brakowało mi jej żywej natury. Pomijając to, że bała się każdej osoby w tym miejscu, była nawet znośna, póki nie zaczynała obrażać mnie oraz moich pomysłów. Powinna trochę zapanować nad swoim językiem. Wiedziałem, że we wsi nikt nie zwracał uwagi na takie rzeczy, jednak w tej chwili była w królestwie, nie w rozlatującej się chacie, gdzie kultura nie odgrywała żadnej roli.
Zjadłem w miarę szybko śniadanie, pozostawiając na stole pusty talerz. Gestem ręki zaprosiłem dziewczynę, aby szła za mną. Przed wejściem na dwór zarzuciłem na jej ramiona ciepły płaszcz, aby nie zmarzła. Suknia nie dawała jej odpowiedniego schronienia przed zimnem, zwłaszcza ta z odkrytymi ramionami. Musiałem o nią dbać, aby na nic nie zachorowała. Nie mogłem pozwolić, aby coś takiego pokrzyżowało moje plany.
Pomogłem wsiąść dziewczynie do powozu. Po godzinie w końcu udało nam się dotrzeć do wsi. W tym miejscu było jeszcze gorzej niż wcześniej mi się wydawało. Zaniepokoiło mnie to, że nie widziałem żadnego z moich strażników, którzy powinni pilnować obrzeży wsi, tak jak rozkazałem swojemu bratu. Zmarszczyłem brwi w poszukiwaniu chociaż jednej osoby z królewskim herbem na piersi. Nikogo nie odnalazłem.
-Nie ważne jak bardzo się boją, powinni należycie przywitać swojego władcę kiedy pojawia się we wsi. To powinien być dla nich zaszczyt, że postanowiłem tutaj przyjechać i zobaczyć jak żyją.- powiedziałem chłodnym tonem. Może i oznaczało to daninę, jednak nadal byłem królem. Nieprzywitanie mnie było karygodne, zwłaszcza, że tak długo nikt mnie nie wdział. - Tym razem im daruję, jednak przy następnej wizycie mają przywitać mnie należycie. Jako poddani powinni wiedzieć jak robić takie rzeczy.- dodałem szybko. Już teraz powinni ponosić za to konsekwencje. Straż przed daniną nie było żadnym uzasadnieniem, aby chować się przede mną w domu. Takie coś było niedorzeczne. W dalszym ciągu byłem ich królem.
Ruszyłem przed siebie rozglądając się po budynkach. Wieś była całkowicie opustoszała, jedynie od czasu do czasu można było ujrzeć ledwie widoczne ruchy za nieszczelnymi oknami.
-Możesz zabrać co chcesz, ale później. Najpierw chcę porozmawiać z chłopakiem, który był wcześniej na audiencji. Razem z nim do wioski wysłałem zapasy dla ludzi, wolę wiedzieć czy wszystko dotarło.


Stella

Przewróciłam oczami kiedy wyraził swoje oburzenie co do zachowania swojego ludu. Nie miałam pojęcia czego on się spodziewał. Czas na wiwaty i okrzyki radości dawno minął. Teraz każdy dbał tylko o siebie. Nawet osoba, króla nie robiła na nich wrażenia. Zresztą skąd mogli mieć pewność, że bestia, która właśnie wysiadła z powozu jest ich prawnym władcą. Gdyby nie fakt, że wylądowałam w zamku. Oko w oko z samym królem to nigdy bym na to nie wpadła.
-Dlaczego zaszczytem miałoby być dla nich spotkanie z człowiekiem, którego uważają okrutnika? To ciebie oskarżają o rozdzielanie rodzin i odbieranie wolności. Czemu mieliby ci się kłaniać skoro cię nienawidzą? Nie uważasz, że nieszczery hołd to żaden hołd? Zapracuj sobie na ich oddanie wtedy będę cię witać jak króla. Do tej pory każdą sprawę w wioskach uznawałeś za nieważną. Nawet nie pofatygowałeś się panie aby sprawdzić jak ludziom się tu żyje. Owszem możesz wymusić na nich to aby cię czcili, ale czy wtedy będzie to coś warte Wasza Wysokość?- zapytałam spokojnie uważnie na niego patrząc. Wydawał się zdziwiony, że powiedziałam coś takiego. Tak samo było ze mną. Wymysił na mnie posłuszeństwo, ale nie było ono szczere i nigdy nie będzie. Zebrałam spódnice, poprawiłam płaszcz i nie czekając na jego odpowiedź ruszyłam przodem. Uważał się za wielkiego pana i władcą, a tak naprawdę do tej pory sobie niczym na to nie zasłużył. Jego ojciec był czczony, bo pomagał najuboższym. Najwidoczniej nie przekazał swoim synom żadnych mądrości jak powinno się rządzić królestwem. Minęliśmy moją jednoizbową chatkę i weszliśmy do piekarni. Król miał z tym mały problem, bo po prostu był za duży aby zmieścić się w drzwiach. Ustawiłam się pod ścianą czekając aż skończy rozmawiać z piekarczykiem. Chciałam jeszcze wstąpić do mojego domku i zabrać to co było dla mnie cenne. Podczas ucieczki nie było nawet czasu aby o tym pomyśleć. Wszystko było ukryte w desce w podłodze. Na pewno nikt tego do tej pory nie odkrył. Uśmiechałam się nieszczerym uśmiechem. Byłam strasznie wyczerpana. Głowa i ramię bolały mnie okropnie. Gdybym przynajmniej w nocy mogła się porządnie wyspać...



Liam

Spojrzałem na nią nieco zdziwiony, jednak dosyć szybko zdziwienie zostało zastąpione niezadowoleniem. Nienawidzili mnie? Powinni się przede mną kłaniać za to, że nadal mają gdzie mieszkać i mogą oddychać świeżym powietrzem. Gdyby nie ja, na tronie zasiadłby Juan, a w tedy ich przyszłość mogłaby być jeszcze gorsza niż dotychczas. Powinni w końcu zacząć doceniać to co mają.
-Wieśniacy również powinni pracować na dobroć swojego króla. Słysząc o ciągłych buntach i atakach i tak byłem niezwykle litościwy wysyłając do was wozy z jedzeniem każdego tygodnia. - prychnąłem pod nosem. Za kogo się ta dziewczyna uważała? Była głupia skoro myślała, że to ja będę padał na kolana przed tymi ludźmi. Również musieli pracować na to, abym był dla nich dobry. -Teraz wiem, że nie docierały do tego miejsca, nie zmienia to jednak faktu, że osobiście pilnowałem, aby moi ludzie jak najlepiej uprawiali ziemię i wszystkie te zapasy przeznaczone były dla ludzi. 
Ruszyłem w dalszą stronę. Powinni się cieszyć, że tym razem daruję im tak dużą zniewagę i puszczę to w niepamięć. Nie po to dawałem im cały wóz z jedzeniem oraz zatroszczyłem się o bezpieczeństwo tego chłoptasia, aby teraz traktowano mnie w ten sposób. Jeśli w tym miejscu wychowywała się Stella, teraz już wiedziałem dlaczego była aż tak bezczelna i pyskata. Od lat nie byłem w tym miejscu i wątpiłem, aby którykolwiek z tych wieśniaków widział mnie na oczy. Póki nie rzucono na mnie klątwy często odwiedzałem wsi, aby się dowiedzieć jak żyją ludzie i pozwolić im, aby patrzyli na swojego wspaniałego władcę. Jednak od tamtego czasu zaprzestałem tej czynności. Ludzie z miast szybko pouciekali, aby tylko być jak najdalej potworów, w które pozmieniali się mieszkańcy zamku, w tym również ja.
Miałem małe problemy, aby wejść do domu syna piekarza, jednak w końcu udało mi się tego dokonać. Chciałem jak najszybciej opuścić to pomieszczenia, szybciej niż się tak znalazłem. Było obrzydliwe. Nawet jeśli był wieśniakiem, powinien potrafić zadbać o miejsce, w którym mieszkał na co dzień.
Od chłopaka udało mi się dowiedzieć, że zapasy i zboża zostały rozdane ludziom kiedy tylko pojawił się we wsi oraz przekazał, że jest to podarunek od ich króla. Przynajmniej jedna pocieszająca informacja w tym wszystkim. Tym bardziej nie rozumiałem dlaczego się przede mną ukrywali. Nie dało się również pominąć to, że  chłopak nadal miał nogi jak z waty kiedy mnie widział. O mało co nie stracił ze strachu przytomności.


Stella

Problem polegał na tym, że nikt nic nie wiedział o żadnych wozach z jedzeniem. Tylko król i Juan zdawali sobie z tego sprawę. Dla ludzi z wioski wczorajszy wóz był pierwszym, który tutaj dotarł i pewnie nie wiedzieli jak powinni się zachować. Uśmiechnęłam się słabo na wieść, że jedzenie zostało rozdane. Przynajmniej jedna dobra wiadomość dzisiejszego dnia. Nie wiedziałam na ile im to starczy, ale było to i tak więcej niż mieli przez całe życie. Byłam za ten gest wdzięczna królowi, choć nie zamierzałam mu o tym mówić. Pewnie zacząłby się wywyższać jak to się go nie powinno wielbić. Niech zasłuży na uwielbienie, wtedy będziemy mogli na ten temat porozmawiać. Wyszliśmy z chatki jakieś dziesięć minut później. Teraz mogłam w końcu udać się do mojego domu po resztę, a przynajmniej po część tego co mi pozostało. Podeszłam do chatki, która bardziej przypominała małą klitkę niż dom. Była jednak wysprzątana na błysk. Przyjemniej się mieszkało kiedy panował porządek, a powietrze nie śmierdziało stęchlizną. Weszłam do środka. W rogu pokoju stało łóżko, a na rozwalonej szafce mała miska, w której mogłam się umyć. Żadnych więcej mebli nikt by nie znalazł nawet jakby dokładnie szukał. Westchnęłam cicho i usiadłam na ziemi. Przez zbitą okiennicę do środka dostawał się wiatr. Jak przez mgłę pamiętałam, że należało ją naprawić. Spojrzałam na króla, który wszedł zaraz za mną. On mieszkał w pałacu, na pewno nie rozumiał jak to jest żyć w takich warunkach. Z resztą kiedyś sama mieszkałam w pięknym domu, ale szybko się to zmieniło. Musiałam zacząć o siebie walczyć jeśli chciałam żyć i tak dotarłam do tego momentu.
-Możesz się rozgościć Wasza Wysokość-powiedziałam kwaśno wskazując na łóżko. Na pewno by się pod nim zarwało, ale niech nie myśli, że nie stać mnie na gościnność. Wyglądał komicznie... Wielka bestia, w małej klitce zwanej domem. Jego wygląd nie wzbudzał we mnie już tak wielkiego strachu. Przygryzłam dolną wargę i podważyłam deskę w podłodze i wyciągnęłam z dziury małe zawiniątko. Wolałam nie pokazywać nikomu zawartości, bo należała tylko do mnie. Schowałam je do wewnętrznej kieszeni płaszcza i podeszłam do króla.
-Możemy wracać panie...-powiedziałam trochę niezręcznie. Nie chciałam mu się chwalić zawartością. W środku był między innymi złoty łańcuszek należący do mojej zmarłej mamy, a bałam się, że gdyby król to zobaczył mógłby mnie oskarżyć o to, że nie zapłaciłam nim podatku. Nie zdobyłabym się jednak na to. Był dla mnie bardzo ważny. Reszta rzeczy była mniej ważna, ale chciałam je zatrzymać i ich też nie chciałam pokazywać.


Liam

Z radością wydostałem się na dwór. Nawet jeśli powietrze we wsi nie należało do najlepszych a w górze unosił się mało przyjemny odór, i tak było to lepsze niż zapach wilgoci w domu chłopaka. Zdecydowanie powinni lepiej dbać o miejsca, w których mieszkają. Takie rzeczy nie powinny mieć w ogóle miejsca. Jeśli sami się o siebie nie zatroszczą, nikt inny tego nie zrobi za nich. W lesie mieli dostatecznie materiałów, aby zreperować swoje domy, dlaczego więc tego nie robili. Powinni wiedzieć jak posługiwać się narzędziami i budować chałupy. Właśnie w takich rejonach jak wieś takie umiejętności przekazywane są synom, aby potrafili pomóc swoim rodzinom w potrzebie. Czy tutaj naprawdę nikt niczego nie potrafił?
Po chwili musieliśmy wejść do drugiego, o wiele mniejszego domu. Sądząc po zachowaniu Stelli, to właśnie tutaj mieszkała zanim znalazła się w zamku. Zapewne po tym wszystkim tutaj wróci, ale gdzieś indziej. Było to bez różnicy. Mogła zamieszkać gdzie tylko chce, nawet w innym królestwie. Niech uprzykrza życie innym rodzicom, byle jak najdalej ode mnie. Zastanawiałem się jak długo jeszcze musiałem ją znosić. Wcześniej miałem spokój i to było najlepsze, brakowało mi tego.
Ku mojemu zdziwieniu chatka była czysta a powietrze w niej było w miarę znośne. Jedynym problemem był rozmiar. Z ledwością się w nim mieściłem i nie mogłem swobodnie się poruszać. Mruknąłem pod nosem kiedy mój ogon uderzył w szafkę strącając coś na ziemię. Nawet nie wiedziałam co to było, ponieważ nie miałem możliwości odwrócenia się. Pozostawało mi jedynie to zignorować.
-Postoję. - mruknąłem pod nosem. Nie miałem pewności czy po "rozgoszczeniu się" uda mi się stąd wydostać. Było tu zbyt ciasno jak dla istoty moich rozmiarów. Zastanawiałem się jak w ogóle można było żyć w takich warunkach.
-Idealnie, wracamy do zamku. Wystarczy mi jak na pierwszą wizytę we wsi, więcej nie potrzebuję.- powiedziałem poważnie szybko opuszczając chatkę. Pomogłem dziewczynie wsiąść do powozu, wchodząc tuż za nią. Spotkałem na nią chłodnym wzrokiem oglądając od stóp do głów. -I możesz przestać być aż tak uległą, mam tego dosyć. Zapomnij jednak o pyskowaniu. Jest to jedna z tych rzeczy, która mnie irytuje.


Stella

Wzdrygnęłam się kiedy miska do mycia, którą zrzucił robiła się na maleńkie kawałeczki. Jeszcze tego było mi trzeba aby zbił jedyne naczynie jakie posiadałam. Powstrzymałam się jednak od powiedzenia czegoś niemiłego i wyszłam za nim z chaty. Z niechęcią przyjęłam jego pomoc przy wsiadaniu do powozu i usiadłam na tym samym miejscu co wcześniej. Spojrzałam na niego pewnym wzrokiem jednak gdzieś tam z tyłu czaił się lek. Nie wiedziałam już czego on ode mnie oczekuje. Wychodziło na to, że co bym nie zrobiła było nie tak jak chciał. Przetarłam zmęczone oczy.
-Nie można mieć wszystkiego Wasza Wysokość. Masz panie to czego sobie życzyłeś. Bezwzględne posłuszeństwo w zamian za ochronę chłopaka-powiedziałam poważnie odwracając od niego wzrok i wyglądając za okno. Nawet jeśli znaczyło to tyle co marionetka na pewno to wytrzymam. Może i się w tym zatracę, ale przynajmniej ze świadomością, że robię coś dobrego. Oparłam głowę o oparcie. Byłam okropnie zmęczona. Nim się spostrzegłam zaczęłam przysypiać w królewskim powozie. Westchnęłam cicho. Po raz pierwszy od tych kilku dni nie bałam się tak panicznie jak w nocy. Nagle coś szarpnęło powozem, a ten zaczął przechylać na prawą stronę, Krzyknęłam głośno. Wiele z takich wypadków kończyło się śmiercią. Prędkość z jaką jechaliśmy była zbyt szybka. Zaczęłam zsuwać się z siedzenia i nim się spostrzegłam wylądowałam prosto w objęciach króla. Uderzyłam mocno głową i wystającą półeczkę. Boją głowę przeszył ostry ból. Ramiona króla objęły mnie aż rana na ramieniu zapiekła. Złapałam drobnymi dłońmi za jego ubranie aby nie upaść. Powóz obrócił się do góry nogami. Całe życie nagle zaczęło przelatywać mi przed oczami.
-Wasza Wysokość...-wyszeptałam. Musieliśmy się stąd wydostać. Krew ciekła mi powoli z czoła, ale nie zamierzałam się poddać. Nic poważniejszego nam się nie stało choć konie ciągnęły powóz jeszcze przez jakiś czas co skutkowało mocnym poobijaniem. W końcu się zatrzymaliśmy. Mój oddech przyspieszył i nie potrafiłam go uspokoić. Chociaż jeden dzień mógłby zakończyć się dla mnie szczęśliwie.



Liam

-Może i tego chciałem, ale zmieniłem zdanie. Miałaś być posłuszne, nie całkowicie pozbawić się uczuć. Wolałem kiedy byłam bardziej żywa i energiczna. Możesz nawet dużo gadać, tylko nie pyskuj co każde moje słowo. Jakoś wytrzymam twoje gadanie i może się do niego przyzwyczaję. Ani trochę nie pasujesz mi do cichej i spokojnej osoby, którą właśnie udajesz. - powiedziałem jakby obojętnie machając ręką. Może i będzie to w miarę ciekawe kiedy w królestwie pojawi się energiczna osoba. W tamtym miejscu brakowało jedynie uśmiechu, który kiedyś gościł każdego dnia. Moja matka uśmiechała przez cały czas i zawsze był to szczery uśmiech. Cieszyła się dosłownie ze wszystkiego, z całego świata, który ją otaczał. Była jedną w swoim rodzaju osobą, której nikt nie był w stanie zastąpić. Brakowało mi jej.
Wstrzymałem oddech kiedy powróz podskoczył. Przechyliliśmy się w prawą stronę. Dziewczyną wyglądowała na mnie, przez co odruchowo wtuliłem ją w siebie. Próbowałem nie zważać na wszystkie turbulencje oraz szarpanie powozu. Zamknąłem oczy czekając aż konie w końcu się zatrzymają. Musiały w końcu to zrobić mając przypięty do siebie aż tak duży ciężar jak wywrócony powóz z dwiema osobami w środku.
W końcu staneliśmy. Odetchnąłem głęboko otwierając oczy. Nadal byliśmy w lesie, jednak o wiele bliżej zamku niż wsi. Powóz nie miał szans, aby przetrwać dłużej niż dzisiejszą przejażdżkę, która nie zakończyła się dla niego zbyt przyjemne. Konie przerażone i zdezorientowane stały z przodu, również próbując zrozumieć co przed chwilą się stało. Sam nie byłem tego pewien, chociaż przez cały ten czas obserwowałem uważnie drogę, przyglądając się każdemu drzewu z osobna oraz drodze, po której jechaliśmy. Ciekawiło mnie co było przyczyną tego nieprzyjemnego wypadku. Droga była niemalże czysta.
-Nic ci się nie stało? Jesteśmy bardzo blisko zamku, więc niepozostało zbyt dużo drogi. Resztę możemy przejść pieszo.


Stella

Wygramoliłam się z niemałym trudem z powozu podnosząc się powoli z ziemi. Ciężko było mi ustać na nogach więc musiałam się oprzeć o powóz aby utrzymać równowagę. Odetchnęłam kilka razy, otarłam krew z czoła i rozejrzałam się dookoła. Powóz całkowicie zniszczony do niczego się już nie nadawał. Dochodziło południe, nikogo nie było w pobliżu aby nam pomóc. Ogon naszego króla niebezpiecznie poruszał z jednej strony na drugą. Nie wiedziałam co się wydarzyło, ale przynajmniej udało się nam przeżyć. Przyjrzałam się uważnie pojazdowi, który leżał dnem do góry.
-Koło odpadło od powozu... Tylko, że... Normalnie koło by pękło, aby odpadło musiało być poluzowane-wyszeptałam sama do siebie. Zerknęłam na króla próbując przeanalizować całą sytuację. Czy mogłam posądzać go o ten wypadek? Nie, na pewno nie! Gdyby chciał się mnie pozbyć na pewno nie narażałby siebie. Zastanowiłam się nad odpowiedzią. Czy faktycznie nic mi nie było? Sama nie wiedziałam. Nie zamierzałam jednak pokazywać nawet jeśli tak było.
-Nic mi nie jest. Kilka siniaków, ale przeżyje. Jeśli chcesz panie zdążyć na obiad powinniśmy już iść-  powiedziałam nadal zamyślona. Nic nie trzymało się kupy. Powozem bylibyśmy jakieś dwadzieścia minut od zamku, ale na piechotę zajmie nam to co najmniej prawie godzinę. Spojrzałam na swoje buty, które mogły nie wytrzymać takiej podróży, ale zacisnęłam zęby i ruszyłam za królem. Czułam jak kamyczki wbijają się w podeszwy moich butów. Zachowałam jednak zimną krew i nie narzekałam na to czy coś mnie boli. Szłam obok bestii utrzymując między nami dystans. Nie mogłam być na sto procent pewna czy nic mi nie zrobi. Skoro już raz prawie stracił nad sobą panowanie mogło się tak zdarzyć po raz drugi. W końcu był bestią i nie miał pewności czy nie przejmie ona nad nim kontrolę. Wszyscy znali historię o tym jak został przemieniony w potwora, jednak nikt nie miał pewności jaki był tego powód. Otarłam ponownie krew z czoła. Całe szczęście płynęło jej już mniej więc nie widziałam problemu. Siniaki też powychodzą tylko na nogach więc nie było powodu do niepokoju. Dzisiaj już nie spodobał mu się mój wygląd. Jutro mogło mu nie przypasować uczesanie, albo kolor sukni. Ciężko byłoby mi cokolwiek przełknąć w tym momencie. Jak tak dalej pójdzie to całkowicie przestanę jeść.



Liam

Wyczołgałem się na zewnątrz, stając na równych nogach. Po chwili ułożyłem ciało na czterech łapach, aby móc się otrzepać, podobnie jak pies. Po tym od razu się wyprostowałem poprawiając swoje ubrania. Z ziemi podniosłem swoją koronę, która przez to wszystko nieco się wybrudziła oraz wykrzywiła przez mocne uderzenie w kamień. Będę musiał oddać ją do przetopienia, aby nie wyglądała tak tragicznie. Król nie mógł chodzić w czymś takim.
-Mniejsza z tym, powinniśmy wracać do zamku. Ta część lasu nie należała do najbezpieczniejszych, dlatego wolałbym nie ryzykować spotkania z dzikimi zwierzętami. Ja sobie z tym jakoś poradzę, wątpię jednak, aby wilki przestraszyły się twojego wątłego ciałka.- powiedziałem bez uczucia nawet na nią nie spoglądając. Niekiedy w środku nocy można było usłyszeć nieopodal wycie wilka. Rzadko kiedy zbliżały się do zamku, jednak niekiedy się to zdarzało. Ich terytorium nie znajdowało się aż tak daleko od mojego królestwa, dlatego zawsze strażnicy pilnowali bram.
-Po powrocie udasz się do pielęgniarki, aby opatrzyła twoją ranę. Nigdy nie wiadomo czy jest to tylko szkodliwe rozcięcie, czy może coś gorszego. I tak miałaś duże szczęście, że udało ci się przetrwać taki upadek. - mruknąłem pod nosem. Sam czułem ból w niektórych częsciach ciała, jednak zignorowałem to. Po futrem siniaki i tak nie będą widocznie, więc nie musiałem się tym aż tak przejmować. Za kilka dni i tak znikną.
Nie pytając dziewczyny o zdanie, wziąłem ją na ręce. Zauważyłem, że z ledwością trzymała się na nogach, cały czas wlecząc się za mną. Jeśli chcieliśmy szybko dotrzeć do zamku, nie mogliśmy iść aż tak wolno. Nie był to wcale przyjemny spacerek wśród kwiatów.
Za nami podążał woźnica, któremu również nic poważnego się nie stało. Widziałem kątem oka jak odpina konie i prowadzi za sobą, aby zwierzęta nie pozostały w lesie i nie były skazane na łaskę wygłodniałych wilków.


Stella

Zaczynałam mieć tego naprawde dość. Najlepiej jak zamieszkam u pielęgniarki to może wtedy w końcu nic mi się nie stanie i będę pod stałą opieką. Stopy zaczynały mnie boleć. Spojrzałam na plecy króla i zatrzymałam się gwałtownie gdy się do mnie odwrócił. Cofnęłam się o krok. Nie udawałam, że się go bałam, bo taka była prawda. Zaskoczona bez słowa protestu dałam mu się podnieść i zacisnęła dłonie na jego miękkim futrze. Wbrew sobie oparłam głowę na jego wielkim ramieniu. Byłam wyczerpana i poobijana. Najlepiej by było gdybym w końcu mogła się przespać.
- To tylko rozcięcie więc nic mi nie grozi Wasza Wysokość. Strasznie ciężko mi cię zrozumieć panie- powiedziałam poważnie ze znużeniem w głosie. Ziewnęłam głośno i przymknęłam oczy. Choć nie chciałam być tak blisko niego i bałam się go okropnie to nie byłam w stanie walczyć dłużej z sennością. Oby drzwi były już wstawione bo kolejna noc na czatach nie była spełnieniem moich marzeń.
-Dlaczego postanowiłeś mnie uwięzić panie? - zapytałam pomiędzy jawą a snem. Do tej pory mi tego nie wyjaśnił i wcale nie spodziewałam się, że to zrobi.  Jednak jego troska o to czy nic mi się nie stało-nawet jeśli udawana-była naprawdę miła. Od dawna nikt się o mnie nie troszczył, a wszystkimi ranami zajmowałam się sama. Nie mieliśmy lekarzy, a wszyscy w wiosce byli zajęci dbaniem o swój byt.  Nie minęło dużo czadu jak zasnęłam na rękach jego wysokości.  To że postanowił mnie nieść aż do zamku było niezwykle zaskakujące. Czas na pytania się jednak skończył w momencie gdy mój oddech się unormował, a na wtuliłam się w miękkie futro króla. Robiłam to całkowicie nieświadomie. Gdybym posiadała choć odrobinę rozumu odskoczyłabym jak szybko się da. Nic o nim nie wiedziałam oprócz tego, że z kaprysu postanowił sobie uczynieć ze mnie zwierzątko.  Jeszcze bardziej zastanawiający był sam Juan, który znikał każdego ranka i wracał popołudniami. Koło w powozie samo się nir poluzowało. Ktoś maczał w tym palce, ale nie miałam pojęcia kto. Króla najprawdopodobniej mogłam wykreślić choć co do tego nienmiałam stu procentowej pewności. Tylko to wszystko nie trzymałoby się wtedy ładu i składu.  Coraz mniej z tego wszystkiego rozumiałam.



Liam

-Nie musisz mnie rozumieć. Wystarczy przyjąć do wiadomości, że tak już po prostu jest. Czy nie tak będzie prościej? I tak nie zostaniesz tutaj na zawsze, więc jest to bez różnicy. Mam swoje powody, aby zachowywać w taki a nie inny sposób. - powiedziałem spokojnie. Zbyt wiele chciała wiedzieć.
Nikt wcześniej nie próbował mnie zrozumieć i najlepiej będzie jeśli tak pozostanie. I co w tedy zrobi? No właśnie, nic. Zrozumienie mnie nikomu nie było potrzebne do życia, ba, była to rzecz wręcz zbędna i do niczego nie przydatna. Za niedługo i tak stąd zniknie, więc i taks wiedza nie była jej potrzebna do przetrwania. Najważniejsze, że to ja rozumiałem samego siebie i swoje postępowanie. Czy jeszcze ktoś musiał? Bardzo w to wątpiłem. Byłem królem i nikomu nie musiałem tłumaczyć się ze swoich czynów. Niech tak więc pozostanie.
Spojrzałem na nią kątem oka. Nie powinna pytać o takie rzeczy. Nie mogłem powiedzieć jej co dokładnię planuję, ponieniważ w tedy byłem pewien, że na pewno nie zechce tego wypełnić i będzie mi się ciągle sprzeciwiała. Póki nie miała tej świadomości, miałem duże szanse na to, aby w końcu odwrócić tą przeklętą klątwę i powrócić do dawnego ciała. Tęskniłem za dawnymi czasami, za swoim ciałem oraz królestwem, które kiedyś istniało. To, co widzę na dzień jest jedynie marną imitacją dawnej doskonałości. Nic już nie jest takie samo, razem ze mną. To wcale nie byłem ja. Po zmianie nawet moje zachowanie uległo zmianie. Początkowo nie mogłem tego zaakceptować, jednak w końcu pogodziłem się ze swoim losie i zacząłem poszukiwać rozwiązania zamiast się nad sobą użalać. To na pewno by mi w tym wszystkim nie pomogło, o ile można było mi jeszcze pomóc. Klątwa nie mogłą trwać więcej. W końcu zniknie, zabierając przy tym moje życie. Coraz mniej czasu pozostało do tego momentu i wiedziałem, że nie mam szczególnie dużo czasu. Nawet nie pamiętam dokładnie ile to już trwa. Na pewno długo. Przy odrobinie szczęścia pozostał mi rok, może półtora, jednak nie więcej. Umrą wszyscy, którzy stali się bestiami, nie ważne czy tego chcieli. Każdy kto został zamieniony na samym końcu musiał za to cierpieć.
Po godzinnej wędrówce udało mi się dotrzeć do zamku. W pokoju dziewczyny drzwi zostały w końcu wymienione, jednak nie posiadały one zamka, aby mogła zamknąć się na klucz. Tak było lepiej, w razie jej kolejnego buntu. Ułożyłem ją na łóżku szybko opuszczając pomieszczenie.


Stella

Obudziłam się cała otępiała z bólu i zmęczenia. Miałam wrażenie, że spałam cały dzień, a nie byłam ani trochę wyspana. Podniosłam się ciężko z łóżka i podeszłam do okna. Nie wydawało mi się aby to był wypadek. Ktoś specjalnie odkręcił koło od powozu aby doszło do wypadku i musiało się to stać w wiosce. Jedyną podejrzaną osobą był w tym momencie król, ale nie wiedziałam po co miałby to robić. Może lubił się znęcać nad słabszymi i sprawiało mu to przyjemność. Nie zdziwiłabym się gdyby dlatego mnie trzymał tutaj, bo mu się zwyczajnie nudziło. Nie chciał mi powiedzieć z jakiego powodu mnie przetrzymuje. Był jeden problem. Nie mogłam go oskarżać bez powodu, a nawet jeśli to co by mi to dało? Wcześniej odrzuciłam ten pomysł, bo przecież sam znajdował się w powozie, ale to nie znaczyło, że nie mógł tego zrobić. W końcu był bestią, a to znaczyło, że stał się o wiele silniejszy i sprawniejszy, a taki upadek mógł mu co najwyżej przysporzyć kilku siniaków. Sama już nie wiedziałam co o tym myśleć. Usiadłam koło okna i zapatrzyłam się w krajobraz na dole. Śnieg zalegał ciągle na drodze. Na zewnątrz na pewno było zimno, a gdyby nie ogień który płonął w kominku i tutaj byłoby strasznie zimno. Zadrżałam słysząc bardzo blisko wycie wilków. Nie podobało mi się to. Wiedziałam do czego są zdolne. Nie raz rozszarpały człowieka. Nie robiły tego nawet dla pożywienia, a po to aby zabić. Potem nie interesowały się swoją zdobyczą. Spojrzałam na powóz, który porzucony leżał koło powozowni.
-Nie... Nie mogę nikogo tak po prostu oskarżyć. Nie ważne jak bardzo się go boję.-mruknęłam cicho. Ten człowiek, a raczej bestia był nieprzewidywalny. Ponownie wzdrygnęłam się słysząc dzikie zwierzęta. Przyłożyłam czoło do zimnej ściany. Powiedział, że w końcu da mi stąd odejść, ale ile to będzie trwało. Rok? Dwa lata? Może więcej? Nie chciałam żyć tak długo wśród potworów. Wyciągnęłam z kieszeni swoje zawiniątko i otworzyłam tak by zobaczyć zawartość. Westchnęłam cicho widząc łańcuszek w kształcie serca, małego pluszowego króliczka i obrazek namalowany kredkami przez moją najmłodszą siostrę. Tak niewiele mi zostało po dawnym życiu. Przytuliłam do siebie małą maskotkę, a po policzkach zaczęły płynąć mi łzy. Bolało mnie serce. Nawet nie wiedziałam czy żyją. Zabrali je tak dawno temu, a ja nie mogłam nic zrobić. To był doskonały motyw aby nienawidzić naszego króla, a jednak wiedziałam, że to nie do końca jego wina. Mógł jednak bardziej zainteresować się swoim ludem, a teraz śmiał jeszcze narzekać, że nikt nie witał go jak króla. Jak w ogóle mógł tego żądać skoro jak król się nie zachowywał? W dużej mierze przez niego straciłam rodzinę i musiałam żyć dalej. Nic ani nikt mi ich nie zwróci.