Liam
-Przestań ciągle kłamać. Nie uwierzę w to, że wozy pełne jedzenia nigdy nie dotarły do waszej wsi! Mój brat osobiście tego dopilnował i wszystko do was dotarło. Myślisz, że tyle jedzenia od tak mogło by przepaść?! Widać masz strasznie słabą pamięć! Owszem jesteście atakowani, ale przez potwory, które całkowicie zdziczały i wyrwały się spod mojej kontroli. Żaden z moich strażników nigdy nie zrobił nikomu krzywdy. Przestań w końcu wymyślać!- ryknąłem. Przez tą dziewczynę straciłem nawet apetyt. Siedziałem jedynie na brata, czekając aż skończy swoją porcję.
Nie obchodziło mnie to czy była głodna. Nie musiała niczego nie jeść nawet przez wiele dni. Jeśli nadal będzie tak bezczelna, zwyczajnie wyrzucą ją na to zimno, aby ktoś inny się z nią męczył. W końcu napatoczy się jakaś inna dziewczyna, którą będę mógł wykorzystać do swoich celów. Nie musiała być to koniecznie ona. Po tym i tak nie będzie mi do niczego potrzebna i zwyczajnie odeślę ją do domu.
Rozumiałem dlaczego mój brat starał się być dla niej miły, tego wymagała dobroć władcy, jednak nie dało się ukryć, że było to wymuszone. Nawet jemu ta dziewucha przeszkadzała i doprowadzała do szału. Jednak z mojego rozkazu musiała pozostać w tym miejscu, a on nie miał żadnego wpływu. Może i mi pomagał, jednak w dalszym ciągu to ja byłem królem, a on zaś w tej sprawie nie miał nic do powiedzenia. Jedyne co mu pozostało to zgodzenie się z moimi słowami. Nienawidziłem kiedy ktoś mi się sprzeciwiał i robił coś po swojemu, zwłaszcza za moimi plecami. Juan był zbyt chciwy i chciał zagarnąć tron dla siebie, o tym wiedziałem już odkąd byliśmy dziećmi, dlatego stał się jedynie moją prawą ręką, a nie moim następcą. Nie miałem najmniejszego zamiaru przekazywać mu swojej korony. Nie zasługiwał na nią, nawet nasz ojciec był tego samego zdania. Właśnie dlatego to ja zostałem władcą, chociaż byłem młodszy od mojego brata o dwa lata. Miałem zamiar uszanować decyzję mojego ojca.
-A więc, Stella... Zamieszkasz w pokoju, w którym wcześniej byłaś. Jeśli nie będziesz posłuszna wylądujesz w lochu. Jesteś w moim domu i musisz dostosować się do moich zasad. Bardzo nie lubię kiedy ktoś mi się sprzeciwia, zwłaszcza osoby, które nie mają żadnej pozycji. - powiedziałem oschle nawet na nią nie spoglądając.

Stella
Aż zagotowało się we mnie z wściekłości. Oskarżał mnie o kłamstwa, a mówiłam szczerą prawdę. Mieliśmy idiotę za króla i musieliśmy jakoś z tym żyć. Już wiedziałam czemu nic do nas nie dotarło. Najwidoczniej za wszystko odpowiedzialny był Juan, a król zamieniony w bestie o niczym nie wiedział.
-Odwiedź panie kiedyś jedną z wiosek. Twój wygląd nie usprawiedliwia zaniedbywania ludu. Może i nie mam żadnej pozycji, może i mieszkam w tej wiosce, ale wiem więcej o twoim królestwie niż ty sam. Żyjesz w bańce mydlanej otoczony dostatkiem i jedzeniem. Masz wszystko na swoje skinienie tylko dlatego, że jesteś królem! Zasłużyłeś na to, że jesteś bestią w przeciwieństwie do ludzi, którzy cierpią z twojego powodu-powiedziałam zanim zdążyłam ugryźć się w język. Wydawało mi się, że powiedziałam o jedno słowo za dużo, ale było już za późno. Nie prosiłam się aby mnie tu zamykał. Chciałam odejść, ale mi na to nie pozwolił. Gdy tylko wykrzyczałam te słowa niemal natychmiast wybiegłam z jadalni i pobiegłam do pokoju, w którym się obudziłam zamykając go na klucz, który znajdował się w drzwiach. Na szafce obok lustra stała taca z jedzeniem i miska z wodą. Nie wiedziałam, kto postanowił to tu przynieść, ale byłam za to wdzięczna. Nie posądzałam jednak o to naszego króla. On nie mógłby się zdobyć na coś takiego. Sprawdziłam jeszcze tylko czy drzwi są dobrze zamknięte i usiadłam na zakurzonym krześle. Jeśli miałam tu spędzić choć jeden dzień to na pewno nie w takim brudzie. Pierwsze co to przemyłam ranę na ramieniu i zawiązałam ją trochę za luźno bandażem jednak jedną ręką niewiele mogłam zrobić. Jedzenie postanowiłam zostawić sobie na później kiedy będę naprawdę bardzo głodna. Nie zamierzałam wychodzić stąd jeśli nie musiałam. Sprawdziłam cały pokój, w przeciwległym pomieszczeniu znajdowała się mała łazienka, do której prowadziły tylko drzwi z mojej sypialni. przynajmniej byłam tu bezpieczna, a raczej miałam taką nadzieję. Wzięłam jakąś szmatkę z łazienki i zanurzyłam ją w wodzie. Wcześniej zdążyłam się w niej jeszcze umyć. Czułam się świeżo i czysto. Nie miałam nic do roboty, a w takim chlewie na pewno nikt nie chciał by spędzić nawet pięciu minut. Nawet mój mały domek we wsi był czystszy. Na sam początek umyłam okna aż się błyszczały. Za oknem miałam niewielki balkon niestety było za wysoko aby próbować nim uciec. Następnie wytrzepałam wszystkie zasłony, pościele i starłam kurz z każdego mebla w tym pokoju. Zapaliłam świece w kinkietach i opadłam wyczerpana na czyste już krzesło. Posprzątanie całego pokoju zajęło mi grubo ponad pięć godzin. Jak można doprowadzić tak piękny zamek do takiego stanu. Król był naprawdę nieudolny. Myślał, że uda mu się zająć królestwem kiedy nie radził sobie nawet z zamkiem. Po posprzątaniu musiałam się jeszcze raz wykąpać, bo kurz osiadł na moich włosach, twarzy i dłoniach. Brudną wodę wylałam przez okno na ziemię i dumna rozejrzałam się po wszystkim czego tu dokonałam. Podłogi lśniły tak samo jak okna, a teraz nie brzydziłam się już położyć w łóżku. Pokój wyglądał tak jakby przez cały czas ktoś w nim mieszkał i o niego dbał. Po robocie mogłam w końcu coś zjeść. Było tego za dużo jak na jedną osobę więc zjadłam jedynie kawałek kurczaka i zagryzłam go chlebem. Był już wieczór, zaczynało się ściemniać, a choć zrobiło mi się cieplej i nie byłam tak strasznie głodna to ramię nadal mnie bolało. Nie wiedziałam ile będę musiała tu zostać jednak uciec prędzej czy później musiałam. Nie wyobrażałam sobie życia tu. Pozwolił mi odejść, ale z samego rana zatrzymał kiedy chciałam to zrobić. Nie był delikatny tylko apodyktyczny i nie przyjmował słowa krytyki, a jakby tego było mało był po prostu przerażający. jego zwierzęcy pysk odstraszał choć wydawało się, że ma normalne usta i oczy. Był ogromny i specjalnie zastraszał wszystkich dookoła. Miałam nadzieję nigdy go już nie spotkać.

Liam
Warknąłem słysząc jej słowa. Zasłużyłem na bycie bestią? Ja?! Jak śmiała w ogóle wypowiedzieć coś takiego?! Miałem ochotę się na nią rzucić i rozszarpać jej wątłe ciałko kłami! Nawet nie miałem ochoty w tej chwili powstrzymywać swojej zwierzęcej natury. Jednak dziewczyna uciekła zanim zdążyłem dokonać tej zbrodni.
Nie miała prawa odzywać się do mnie w ten sposób. Była zwykłą wieśniaczką i nic nie znaczyła. Przy mnie była po prostu nikim, zwykła nic nie znaczącą dziewczyną, której zniknięciem nikt by się nawet nie przejął. Cały czas dbałem o to żałosne królestwo, które chyli się ku upadkowi i byłem wspaniałym królem! To była wina tylko i wyłącznie ludzi, że nie byli w stanie tego docenić i okazać wdzięczność za moją pomoc, którą okazuję im każdego dnia! Tym razem na pewno nie będę już aż tak łaskawy. Miałem dosyć tego, że lud buntował się przeciwko mnie tylko dlatego, że zostałem zaklęty przez tą cholerną czarownicę. Nie ufali mi tylko dlatego, że tak wyglądałem. Jak niby miałem się przed nimi pokazać?! Doskonale wiedziałem jak to się skończy. Tutaj, w zamku, było bezpieczniej i nie miałem zamiaru opuszczać swojego domu. Czułem się tutaj dobrze. Miałem swojego posłańca, który zajmował się wszystkimi rzeczami, dlaczego więc miałem to zmieniać i wychodzić na przeciw nim? Od lat poświęcałem się dla tego miejsca i tylko mieszkańcy pałacu oraz mój brat byli w stanie to poświęcić. Przynajmniej oni byli mi wierni i zawsze posłuszni. Może i mój brat miewał idiotyczne pomysły, jednak wiedziałem, że mogę mu całkowicie zaufać i powierzyć najważniejsze zadania w królestwie.
Wstałem wściekły od stołu podążając do swojego pokoju. Było to jedno z nielicznych czystych pomieszczeń w tym zamku. Na pewno było jedynym, o które kazałem dbać każdego dnia. Reszta pomieszczeń nie musiała lśnić czystością, ważne, że tutaj nie było kurzu i mogłem ułożyć się do spania w czystym łóżku. W tej chwili niczego więcej nie potrzebowałem.
Chciałem jedynie odpocząć. Nigdy bym nie pomyślał, że kilka minut rozmowy z byle dziewuchą doprowadzi mnie do takiego stanu. Powinna zostać za to ukarana i przepraszać mnie za to na kolanach, błagając przy tym o wybaczenie. Może i byłem łaskawy, jednak nie zamierzałem dawać traktować się w ten sposób.

Stella
Długo siedziałam przy oknie wyglądając na świat poza nim. Czułam jak mnie woła. Byłam tutaj więźniem i nie miałam możliwości ucieczki. Wszędzie czaili się poplecznicy króla strzegący mnie na każdym kroku. Mojego pokoju pilnowały cztery takie potwory co udało mi się sprawdzić przez dziurkę od klucza. jednak dobrze zrobiłam zamykając drzwi i nie wpuszczając nikogo do środka. To wszystko było przerażające. Znalazłam w sobie siłę na rozmowę z naszym władcą, ale teraz gdy adrenalina opadła nie byłam pewna czy zrobiłabym to ponownie. Na niebie zaświecił księżyc, a zaraz po nim miliony gwiazd. Naprawdę wolałabym już błąkać się po okolicy niż tutaj pozostać. Skąd miałam mieć pewność czy te potwory z bestią na czele nie zaatakują mnie kiedy nie będę się spodziewała? Położyłam się do łóżka kiedy zmęczenie zaczęło brać nade mną władzę. Założyłam jeszcze tylko świeży opatrunek i położyłam się pod - teraz już czystą- pościelą. Owszem czuć jeszcze było lekką stęchliznę, ale po wywietrzeniu pokoju nie było już tak źle. Westchnęłam cicho. Nigdy nie leżałam w tak miękkiej pościeli. Jednak radość z tej przyjemności wyparowała w momencie kiedy przypomniałam sobie gdzie się znajduję. Przez drzwi słyszałam ciche rozmowy. Ogry i orki mówiły w ludzkim języku więc nie trudno było je zrozumieć.
-Myślisz, że uda mu się zdjąć tym razem klątwę? Ostatnim razem dziewczyna zmarła...-usłyszałam przyciszony głos. Nie dosłyszałam już odpowiedzi, ale naprawdę zaczęłam się bać, a żołądek skurczył mi się do rozmiarów małego orzeszka. Zmarła? Czego ten potwór ode mnie chciał? Oddychałam niespokojnie i zamknęłam mocno oczy. Musiałam się uspokoić i znaleźć wyjście z tej sytuacji. Odetchnęłam lekko i w końcu udało mi się trochę opanować. W końcu zasnęłam. We śnie znalazłam chwilowe ukojenie, ale niemal tak szybko jak zasnęłam tak szybko się obudziłam, a obudziło mnie walenie do drzwi. Ktoś musiał odkryć, że je zamknęłam i teraz uderzał w nie uporczywie. Podniosłam się ciężko z łóżka i usiadłam na jednym z krzeseł.
-Nasz pan cię wzywa!- wykrzyczał stwór za drzwi, a ja od razu przypomniałam sobie o wczorajszej podsłuchanej rozmowie, a raczej jednym zdaniu. Nie zamierzałam już tam schodzić. Jedzenia z wczoraj starczy mi jeszcze na trochę.
-Nie mam zamiaru do niego schodzić!-powiedziałam takim samym tonem i przemyłam sobie twarz zimną wodą, która jak się okazało dopływała do umywalki w łazience. Takich udogodnień na pewno nie było w innych zamkach. Po raz pierwszy zetknęłam się z płynącą wodą. Przemyłam sobie ranę, zawiązałam bandażem i nasłuchiwałam zza drzwi. Potwory, a na pewno jeden z nich, oddalił się pewnie powiadomić tą bestię, że nie zamierzam schodzić aby się z nim zobaczyć. Prędzej mnie stąd wywlecze niż sama do niego przyjdę.

Liam
Z samego rana obudziłem się po raz kolejny na ziemi. Zakląłem pod nosem. Było tak coraz częściej a przez sen nie miałem nawet możliwości kontrolowania tego. Po raz kolejny z kołdry zrobiłem coś na wzór legowiska, które ułożyłem na ziemi. Zwierzęca natura coraz częściej dawała o sobie znać. Musiałem jak najszybciej powrócić do swojej poprzedniej natury, w przeciwnym razie nie będzie już co ratować. Stanę się zwykłą bestią i dołączę do innych, polując na ludzi w poszukiwaniu jedzenia. Nie mogła dojść do czegoś takiego. Byłem królem, nie byle zwierzęciem, które jest w stanie zadowolić się byle padliną i śpi na ziemi.
Przebrałem się w dostojny strój oddychając głęboko. Musiałem jakoś nad sobą zapanować i nie dać się prowokować tej dziewczynie. Prędzej ją rozszarpię pazurami niż pozwolę na to, aby ktoś taki mnie poniżał. Myślała, że może robić co chce, jednak prawda była inna. Żyła tylko dlatego, że byłem dla niej łaskawy i potrzebowałem jej. Później równie dobrze mogłem ją wrzucić do jeziora, aby się tam utopiła. Sprawi mi to nie lada przyjemność kiedy będę mógł patrzyć jak umiera. Chociaż nie, powolna śmierć będzie o wiele lepszą zemstą. Już na to zasługiwała, chociaż odezwała się zaledwie kilka razy. Taka prostaczka nie miała za grosz taktu i szacunku do swojego władcy. Nie ważne jakim byłem królem, powinna mi się kłaniać i dziękować, że dostąpiła tego zaszczytu i może przebywać w mojej obecności. Póki nie zmieniono mnie w potwora, dziewczynom miękły kolana na samą myśl o tym, że mogą na mnie popatrzyć, nie mówiąc już o rozmowie czy wspólnym tańcu. Widać było, że dziewczyna jest ze zwykłej wsi. Jej zachowanie doskonale to pokazywało.
Udałem się do jadalni, gdzie czekało już na mnie wystawne śniadanie. Mojego brata już nie było, jak zawsze o tej porze. Zawsze ciekawiło mnie gdzie chodził o tak wczesnej porze, nie mówiąc o tym nikomu. Wszyscy byli na zamku, więc musiał wychodzić sam, gdziekolwiek chodził. Od dłuższego czasu mało co mi się to podobało, jednak przy każdym moim pytaniu tłumaczył się jakimiś błahostkami.
Kazałem zawołać dziewczynę, a raczej przyprowadzić ją tutaj. Nie interesowało mnie to, czy tego chciała. Warknąłem cicho kiedy powiadomiono mnie o tym, że zamknęła się w pokoju. Doprowadzała mnie do szału. Nie ruszyłem się nawet z miejsca, nie miałem zamiaru za nią biegać. Rozkazałem, aby rozwalono drzwi do pokoju i natychmiast ją do mnie przyprowadzono.

Stella
Siedziałam na krześle kiedy coś uderzyło w drzwi z takim impetem, że wypadły z zawiasów. Krzyknęłam głośno gdy do środka wdarło się kilka tych potworów. Momentalnie zerwałam się na równe nogi patrząc na nich z przerażeniem. Nie wyglądali na przyjaźnie nastawionych. Bardziej byłam przekonana, że zaraz mnie rozszarpią na strzępy. Musiałam zachować zimną krew, kiedy zaczęły się do mnie zbliżać powstrzymałam je ruchem ręki.
-Sama trafie... Tylko nie podchodźcie do mnie! - prawie do nich krzyknęłam. Musiałam jakoś dać sobie z tym radę. Wyszłam z pokoju, moja jedyna ochrona przed tym potworem została zmuszona i drzwi właśnie zostały usunięte z pokoju i w ich dawnym miejscu widniała wielka dziura. Szłam za jednym z orków prosto do sypialni. Kiedy już znalazłam się w środku zajęłam miejsce jak najdalej od króla i posłałam mu spokojne spojrzenie. Przez ten czas zdążyłam się już uspokoić. Wyprowadził mnie z równowagi, ale i z tym trzeba było się uporać. Wiedziałam, że jeśli ponownie trafie do tamtego pokoju to dzisiejsza noc będzie bezsenna. Nie dam rady zmrużyć oka wiedząc, że one na mnie patrzą lub mogą zabić mnie we śnie. Stół ponownie był zastawiony prawie po brzegi. Kucharz nie próżnował i rozpieszczał tego człowieka bardziej niż mu się należało. A nie należało mu się w ogóle. Założyłam dłonie na piersi. Nie wiedziałam po co mnie tu zawołał, a raczej siłą sprowadził.
Miałam ochote zapytać czym zasłużyłam sobie na tą przyjemność towarzyszenia naszemu panu,ale sie powstrzymałam. I tak nie mogłam mu nic zrobić. Był ode mnie silniejszy i groźniejszy. Powinnam o tym pamiętać i niepotrzebnie go nie prowokować. Już wczoraj mógł mnie rozszarpać na strzępy, a nie zrobił tego tylko dlatego, że uciekłam. W każdym momencie mogli się mnie pozbyć, a ja bałam się tak okropnie, że trudno było mi to ukrywać. Straciłam apetyt i ciągle byłam zdenerwowana. Nie wiedziałam jak sobie z tym poradzić.

Liam
Siedziałem przy stole próbując się jakoś uspokoić. Przecież nie mogłem się irytować przez taką dziewuchę, jeszcze czego. Musiałem jej dać kilka dni, aby się do mnie przyzwyczaiła, później będzie tylko lepiej. W końcu uda mi się zdjąć tą idiotyczną klątwę, znowu będę sobą, a jej się zwyczajnie pozbędę, albo wróci do swojego domu. Obojętne już mi było co się z nią stanie. Miała jedynie wypełnić swoje zadanie, bo tylko do tego się nadawała. Wystarczająco mnie już denerwowała, chociaż była tutaj tak krótko. Lepiej dla niej, aby nigdy się to już nie powtórzyło, w przeciwnym razie na pewno nad sobą nie zapanuję i rozszarpię ją na strzępy. Nie miałem zamiaru dawać się obrażać tylko dlatego, że może być dla mnie pomocna. W moim królestwie było setki dziewczyn, które mogłem do tego zmusić. Nawet jeśli w końcu z desperacji przyjdzie mi którąś z nich porwać i zaciągnąć tutaj siłą. Czy miało to jakiekolwiek znaczenie? Oczywiście, że nie. Była jedynie biedną dziewczyną, na którą nikt nie zwracał uwagi. To mówiło samo za siebie i dowodziło, że nie była zbyt wiele warta.
Chrząknąłem kiedy weszła do pomieszczenia. Była zbyt oporna i tylko działała sobie na szkodę. Nawet gdybym miał ją tutaj przyprowadzić na siłę i przypiąć do krzesła, oczywistym było, że po prostu to zrobię. Udowodnię jej, że nie miała nade mną żadnej władzy i nigdy nie będzie jej mieć. To ja byłem tutaj królem, a ona zwykłym poddanym, która nie miała niczego do powiedzenia.
-Jedz. - powiedziałem pewnie, kiedy usiadła naprzeciw mnie. Tonem głosu oznajmiłem, że nie przyjmuję protestów i miała posłusznie wykonać moje polecenie. Przyszła pora, aby zachowywała się tak, jak na poddanego przystało. Czy naprawdę jeszcze musiałem ją wychowywać, bo nie miała żadnego pojęcia jak się do mnie odnosić? Nie odpowiadały mi takie osoby. Ojciec zawsze uczył mnie jak odnosić się z szacunkiem do innych. Oczywiście zawsze miał na myśli osoby o wysokiej pozycji, nie byle wieśniaków, którzy jedli jak domowe zwierzęta i nie wiedzieli czym jest kultura.

Stella
Spojrzałam na niego obojętnie. Nie miałam zamiaru przy nim nic jeść. Zachowywał się jak gbur więc tak powinnam go traktować. Nie poruszyłam się, ani nie powiedziałam nic z tego co cisnęło mi się na usta. Przekonałam się wczoraj, że nie jest zbyt cierpliwym człowiekiem, a raczej bestią więc nie miałam co liczyć na wyrozumiałość. Szybciej rozszarpie mnie na strzępy niż pozwoli abym ponownie się tak do niego odezwała. Moje wczorajsze słowa mocno go ubodły, a ponoć byłam tylko wieśniaczką i nie nadawałam się do niczego.
-Dziękuję bardzo, ale już jadłam panie- powiedziałam bardzo spokojnie. Inaczej niż wczoraj. Owszem jadłam dzisiejszego ranka, a w tym momencie żołądek miałam tak ściśnięty, że nie byłabym w stanie nic przełknąć. Bałam się okropnie. Kiedy wszedł do pomieszczenia jeden ze służących naszego władcy aż podskoczyłam. Nie mogłam się przyzwyczaić do ich widoku i przerażali mnie wszystkim co robili. W ich spojrzeniu widziałam nienawiść i nadzieję. Nie bardzo wiedziałam czego ode mnie chcą. Po co nasz król jeszcze mnie tu trzyma skoro jasno dał mi do zrozumienia, że mogę odejść? Ręce mi drżały więc ukryłam je pod stołem czekając, aż ta udręka się w końcu skończy. To, że musiałam przebywać w towarzystwie tej bestii aż przyprawiało mnie o gęsią skórkę. Wczoraj jeszcze dałabym mu szansę. W końcu nie każdy człowiek, który źle wygląda musi być od razu zły. Prawda była jednak taka, że on przestał już być człowiekiem. Nawet jeśli nosił królewskie szaty i koronę nie świadczyło, że pozostało mu coś z człowieczeństwa. Szybko tracił nas sobą panowanie i był gotowy nawet popełnić morderstwo. Nim się spostrzegłam zaczęto sprzątać ze stołu. Siedziałam tu już od dłuższego czasu i żadne z nas nawet się nie odezwało. Porzuciłam myśl o pokazaniu naszemu królowi jak naprawdę wygląda świat poza murami tego zamku, bo i tak by mi nie uwierzył. O wiele łatwiej i bezpieczniej będzie mu przytakiwać choć wcale się nie zgadzałam z jego słowami. Z każdym kłamstwem wydobywającym się z jego ust miałam ochotę rozszarpać kogoś na strzępy. Głodowaliśmy od tak dawna, a on próbował mi wmówić, że dostarczano nam wozy z jedzeniem co niedziele. Owszem atakowaliśmy orków, ale tylko tych, którzy porywali ludzi. I niestety ja nie należałam do buntowników, bo kiedy jakiegoś już złapano to tracił on momentalnie życie. Owszem rebelia zaczęła się szerzyć, ale tylko dzięki naszemu "kochanemu" królowi. Jeżeli nie zmieni sposobu rządzenia to nikt długo w ten sposób nie wyżyje. Sami byliśmy sobie winni? I dobrze! Nie potrzebowaliśmy jego łaski. Radziliśmy sobie od kilku lat z potworami, zwierzętami i wysokimi podatkami. Zawsze działo się coś co stawało mi na drodze do szczęścia.

Liam
-Nie interesuje mnie to. Wczoraj ci pobłażałem, ale nie mam zamiaru pozwalać ci na robienie tego, co ci się podoba. Królowi się nie odmawia, jasne? Powiedziałem, że masz jeść, więc masz to zrobić. Czy nikt cię nie uczył kultury? Jako moja poddana powinnaś znacz przynajmniej podstawy dobrego wychowania i wiedzieć jak się zachowywać w obecności króla. - powiedziałem o dziwo spokojnie przyglądając się jej. - A teraz jedz. - dodałem.
Trzeba było przyznać, nie była z wyglądu najgorsza, jednak nie dało się ukryć, że strasznie się zaniedbywała. Nawet jeśli mieszkała we wsi, nie byłem w stanie uwierzyć, że ludzie żyją w takich warunkach. Brat niejednokrotnie opowiadał mi o tym co dzieje się we wsi. Nie było tam wcale aż tak źle, oprócz tego, że sami nie potrafili od dłuższego czasu się zatroszczyć. Nawet nie potrafili docenić tego, że w każdą niedzielę dostarczałem im zapasy jedzenia, aby nie głodowali. Teraz jednak skończyła się moja dobroć i zamierzałem zaprzestać pomagania im. Miałem już dosyć tej rebelii, którą sobie wymyślili. Niczego nie potrafili docenić. Byli niewdzięczni. Powinni za to cierpieć i poznać smak mojej zemsty, aby zapamiętali to na bardzo długi czas. Może chociaż tak wybiję im te idiotyczne pomysły z głowy. Póki byłem dla nich dobry i nie odczuwali konsekwencji swoich czynów, czuli się pewni, że to właśnie mają władzę. Ta wieśniaczka była doskonałym na to przykładem. Myślała, że może mi się sprzeciwiać, jednak prawda była zupełnie inna.
-Przynieście jej jakąś suknie. Mam już dosyć patrzenia na tą szmatę, którą nazywa ubraniem. - powiedziałem pewnie do swojej służby. Skoro miała tutaj być, niech chociaż wygląda przyzwoicie. Myśl, że jest zwykłą dziewczyną ze wsi mi wystarczyła, nie musiałem jeszcze patrzyć na jej szkaradne ubranie. Nie byłem przyzwyczajony do tego, aby przebywać w towarzystwie nic nie znaczących ludzi. Od dnia narodzin otaczali mnie królowie oraz szlachta, która wiodła podobne życie do mojego. Miałem ożenić się za wysoko postawioną księżniczkę, która wiedziała jak zachowywać się na królewskim dworze. W zamian tego musiałem jeść posiłek z tą dziewczyną i udawać, że mi to odpowiada.

Stella
Nadal nie jadłam. Poczekałam, aż wszystko zostanie posprzątane ze stołu i nie odezwałam się na tą zaczepkę. Jeśli próbował mnie sprowokować to na pewno mu się to nie uda. Owszem wiedziałam jak zachować się wobec króla, który na to zasługuje, ale on na to wcale nie zasługiwał. Nie okazałam zdziwienia kiedy kazał przynieść suknię choć w duchu zastanawiałam się po co on to robi. Miałam ochotę jedynie wzruszyć ramionami. Jeden z orków w końcu przyniósł jakąś szmatkę, która ponoć była suknią. Niósł ją jednak tak niedbale, że trudno było stwierdzić co takiego trzyma w dłoniach, a raczej łapach. Kiedy skrytykował moje ubranie miałam ochotę krzyczeć. Czyja była to wina, że wyglądałam tak jak wyglądałam? Wychudzona tylko dlatego, że nie mieliśmy jedzenia, wyziębiona, bo brakowało ubrań i koców, a on żył w dostatku i śmiał twierdzić, że to wszystko to nasza wina. Wzięłam suknię do ręki i wyszłam z nią do pokoju, który zajmowałam. Nie było w nim drzwi więc schowałam się za parawanem i przebrałam moją zniszczoną sukienkę na piękną suknię z czerwonego jedwabiu. Była naprawdę piękna choć trochę zakurzona. Wytrzepałam ją delikatnie i pogładziłam dłonią. Włożyłam ją przez głowę choć zabrało mi to trochę za dużo czasu. Jak ktoś mógł ubrać taką rzecz bez niczyjej pomocy? Czerwona suknia wyglądała pięknie kontrastując z moimi czarnymi włosami. Idealnie układała się w tali i podkreślała moje kształty. Mogłam szczerze powiedzieć, że wyglądałam w niej ślicznie. W końcu udało mi się pozapinać wszystkie haftki i ponownie pod eskortą orków zostałam wprowadzona do jakiegoś salonu i posadzona niemal siłą na jednym z foteli. Nadal się nie odzywałam. Nie miałam mu nic do powiedzenia. Skoro chciał mnie tu trzymać to proszę bardzo. Będę zgadzała się z każdym jego słowem o ile to skróci mój pobyt tutaj. Za bardzo się bałam aby jeszcze raz tak śmiało wyrazić swoje zdanie na ten temat. Na kanapie obok króla siedział już jego brat.
-Mam nadzieję, że dobrze się czujesz-zapytał niby od niechcenia patrząc na mnie uważnie. Skinęłam mu uprzejmie głową zgadzając się z tym stwierdzeniem choć dalekie było one od prawdy.
-Podoba ci się twoja komnata?-dopytywał jakby chciał abym wybuchła tak jak wczoraj. Nie zamierzałam jednak dawać im tej satysfakcji. W oczach Juana widziałam niechęć i złość za wczoraj. To, że tego nie okazywał nie znaczyło, że tak nie było. On wiedział więcej o wydarzeniach w wioskach niż nasz król tylko nie chciał o tym otwarcie mówić.
-Oczywiście...-powiedziałam spokojnie nie okazując strachu, który czułam. W głębi jednak czułam do obojga tak wielką nienawiść, że nie dało się tego opisać słowami.

Liam
Prychnąłem pod nosem. Jeszcze trochę potrzebowałem, aby ją złamać. Najwidoczniej strach nie był dla niej zbyt dużym impulsem, aby wykonywać wszystkie moje polecenia. Ale to już niedługo. Tak łatwo się stąd nie wyrwie, więc będzie musiała się poddać i ulec moim wpływom. Początkowo nie chciałem jej straszyć, jednak sama się o to prosiła. Nie miałem zamiaru być miły dla tak bezczelnej osoby. Ta dziewucha pozwalała sobie na zbyt wiele w moim królestwie. Już wczoraj powinienem się jej pozbyć, zostawić na tym mrozie, cokolwiek, byle pożałowała swoich wyborów. Musiała być ukarana za to, że sprzeciwiała mi się i wstąpiła do rebelii. A mogła wieść wspaniałe, spokojne życie. Wszyscy powinni być mi posłuszni, w tedy ich życie wyglądało by o wiele lepiej.
-Jakie masz dla mnie wieści? - powiedziałem poważnie, jednak nie spojrzałem na swojego brata. Wieści jak zawsze były nieprzyjemne. Kolejny atak potworów i kolejny bunt przeciwko moim strażnikom. Zdziczałe stwory były coraz bardziej pewne siebie i częściej atakowały wsie. Miałem nadzieję, że taki los nie spotka większej ilości osób. A jeśli wszystko wróci do normy? Ciekawiło mnie czy ci ludzie również powrócą do swojego dawnego wyglądu i znowu będą żyli jak dawniej. Od tamtego wydarzenia minęło tak dużo czasu, że sam nie pamiętałem jak wyglądała moja twarz. Patrząc na obrazy, kiedy byłem jeszcze dzieckiem, nie byłem w stanie uwierzyć, że to właśnie byłem ja. Tak wiele już nie pamiętałem i zapominałem o tym, chociaż za wszęlką cenę chciałem utrzymać to w pamięci. Dlaczego wszystko musiało być aż tak trudne?
Spojrzałem na dziewczynę kątem oka. W sukni wyglądała o wiele lepiej, a jej postać była milsza dla oka. Przynajmniej mogłem sobie wyobrażać, że jest kimś z wyższych sfer. Samo wyobrażenie jednak nie wystarczało. Wystarczyło aby się odezwała i w tedy od razu powracałem do rzeczywistości. Była chamska i miała niewyparzony język. Za życia mojego ojca nawet by nie wypowiedziała jednego złego słowa, w przeciwnym razie szybko by straciła język. Może i metody mojego ojca były brutalne, ale jak najbardziej skuteczne.

Stella
Chciałam jak najszybciej wrócić do swojego pokoju, a raczej wolałam to nazwać więzieniem. Więzieniem, z którego nie było ucieczki, a jedyne co mogłam zrobić to próbować to jakoś przetrwać. Wpatrywałam się w obojga pewnym wzrokiem nie odzywając się. Nawet nie próbowałam nic powiedzieć. Zacisnęłam mocno dłonie w pięści gdy Juan zaczął opowiadać co działo się w wioskach. Aż dziwne, że naszego króla nie dziwiło, że co miesiąc porywana tylko dziesięciu ludzi. Co miesiąc o tej samej porze. Przecież nie trudno byłoby udaremnić taki atak. Dlaczego więc sądził, że wszystko jest w jak najlepszym porządku? Tego nie mogłam zrozumieć.
-Nic się nie zmieniło. Zdziczałe Orki ponownie zaatakowały i zdołały ominąć nasze straże. Z każdym atakiem stają się coraz sprytniejsze. Nie wiem czy coś jeszcze możemy dla nich zrobić. Są tacy bezczelni, że rzucili się na strażników. Moim zdaniem powinniśmy zostawić ich samym sobie-powiedział po dłuższym zastanowieniu. Prawie się na niego rzuciłam, miałam ogromną ochotę rozszarpać go na kawałeczki, ale nie zrobiłam tego. Zamiast tego siedziałam spokojnie i słuchałam wszystkiego co mówili. Najgorsze było to, że on wierzył w każde kłamstwo swojego brata. Chciałam poprosić o pozwolenie o pójście do pokoju, ale czułam, że on mi na to nie pozwoli. Przełknęłam głośno ślinę i oparłam się o kanapę. Nie byłam głodna. Żołądek odmawiał mi posłuszeństwa i choć mogłam pożywić się takimi smakołykami po prostu nie mogłam. Za bardzo się bałam. Przymknęłam oczy. Byłam strasznie zmęczona choć przespałam cały dzień.
-Powinniśmy wysłać do wioski żołnierzy i utemperować zachowanie ludzi-powiedział po chwili mężczyzna, a ja aż podskoczyłam na siedzeniu. Jakby tego było mało co zrobił nam do tej pory. Łzy napłynęły mi do oczu a dłonie zacisnęłam tak bardzo, że aż zostawiłam tam ślady paznokci. Wiedziałam, że one znikną, a ból był mi w tym momencie potrzebny. Odetchnęłam ciężko i posłałam mordercze spojrzenie Juanowi.
-Tak? Bo niszczenie naszych zbiorów i porwania to za mało?- zapytałam niby od niechcenia, a ten spojrzał na mnie jak na najgorsze stworzenie ignorując moje słowa. Wiedział, że mam rację, a mimo to nic z tym nie zamierzał zrobić. Ciągle też chodziło mi po głowie wczorajsze zasłyszane zdanie na korytarzu. Poprzednia dziewczyna zmarła o ile nikt jej nie pomógł. Byłam w pułapce zdana jedynie na ich łaskę. Z drugiej strony i tak wiedziałam, że w końcu zginę. Z dwojga złego wolałam jednak aby moja śmierć była szybka i w miarę bezbolesna, bo to, że nie dożyje starości było dla mnie pewne.

Liam
Uciszyłem dziewczynę gestem ręki. Nie powinna się do tego wtrącać. Może i nie była wychowana, ale przynajmniej mogliby ją nauczyć, że kobieta nie ma prawa się odzywać kiedy mowa jest o ważnych rzeczach. W końcu była tylko kobietą. We wsi może miała coś do powiedzenia i musiała pracować, tutaj jednak liczył się tylko jej wygląd. Była jedynie ozdobą u boku króla i tego powinna się trzymać. Czym szybciej to zrozumie, tym lepiej dla niej. Nie miałem zamiaru kobiety dopuszczać do głosu, tak jak i do podejmowania ważnych decyzji. Chociaż o czym miałaby decydować? Była jedynie moją poddaną, nie miała żadnego prawa głosu.
-Nie, to nie jest dobra pora na to. Na chwilę obecną nie będziemy im wozić zapasów. Może w tedy wrócą po rozum do głowy. W końcu głodny poddany to posłuszny poddany. Jeśli to nic nie da, podejmiemy kolejne kroki, aby zdusić tą rebelię. Zmniejsz również patrole. Nie będą czuli się aż tak pewnie kiedy będą narażeni na atak w każdej chwili. - powiedziałem pewnie. To nie był jeszcze czas na wojnę z tymi ludźmi. Wiedziałem jednak, że do tego dojdzie, chyba że w końcu zaczną słuchać moich rozkazów. Długo nie wytrzymają bez jedzenia, które dawałem im w prezencie każdego tygodnia. Oprócz potworów będą się również martwić o wzrastający głód, który w końcu zmusi ich do poddania się. Nie byli w stanie utrzymać się z własnych zbiorów, zwłaszcza w tą porę roku, kiedy nic nie rosło.
-A ciebie o zdanie nie pytałem, jakkolwiek ci było. Masz tu siedzieć i się nie odzywać. Nie masz żadnego pojęcia o panowaniu nad ludem. - machnąłem jedynie ręką. Byłem za bardzo skupiony na czymś innym, aby w tej chwili dać się ponieść emocjom i uciszać ją w inny sposób. Zamknie tą swoją buźkę, albo w końcu wyląduje w celi. Uratowałem jej życie, dałem własny pokój, mogła jeść ile chce, dostała suknię wartą kilka sztab złota a mimo to nadal była niewdzięczna. Gorzej było nad nią zapanować niż nad najbardziej wymagającą księżniczką. Każda kobieta ze wsi oddałaby nawet własną rękę za tak piękną i drogą suknię.

Stella
Wściekła podniosłam się z kanapy. Nie byłam w stanie tego dłużej słuchać. Wygadywał takie idiotyzmy, że aż w głowie mi zaszumiało od napływającej krwi. Założyłam dłonie na piersi i zgromiłam obydwu spojrzeniem. Nie miałam szans w starciu siłowym, a moich słów i tak nikt nie słuchał, ale miałam tego dość.
-Och...Na pewno brak nieistniejących wozów z jedzeniem zrobi im wielką różnicę tak samo jak zmniejszenie zmyślonej straży. Naprawdę dziękujemy ci panie za twoją dobroć i życzliwość jaką nam okazujesz. Bez ciebie nie bylibyśmy w stanie sobie poradzić. Czy byłbyś skłonny przyjąć moje najszczersze podziękowania?- powiedziałam szyderczo skłaniając się przed nim i nie spuszczając z niego wzroku. Jeszcze tego brakowało żebym miała siedzieć z zamkniętą buzią i przysłuchiwać się tym brednią. Po moim trupie. Prędzej wskoczę pod nadjeżdżający powóz niż pozwolę na coś takiego. Król powinien wiedzieć co się dzieje, a nie pozwalać na takie zachowania swojego brata. Tym razem stanęłam przed Juanem i zwróciłam się bezpośrednio do niego.
-Czemu zatem nie przyprowadzi pan do króla na audiencję jednego z wieśniaków którzy nie należą do wyimaginowanej rebelii? Skoro nasz władca nie chce sam się pofatygować do wsi niech ktoś przyjdzie do niego i opowie jak żyje się prostym wieśniakom.- spokojnie się do niego zwróciłam. Ten na sam pomysł o mało nie zerwał się z kanapy, a przecież tym razem nie powiedziałam nic nie odpowiedniego. To była czysta propozycja mogąca przynieść nieco światła naszemu królowi na życie ludzi, a to najwidoczniej nie spodobało się jemu bratu. Nie miałam się czemu dziwić. Chował wszystko szczelnie pod kloszem i nie dopuszczał króla do prawdy. Nie miałam na to żadnego wpływu. Widać było, że mężczyźnie ciężko jest się uspokoić.
-Jeżeli król sobie tego będzie życzył sam mi o tym powie...-warknął na mnie takim tonem jakby miał mnie uciszyć. Prychnęłam głośno i nie zwracając uwagi na żadnego z nich wyszłam z pokoju i udałam się do swojej sypialni. Drżałam widząc te potwory, ale postanowiłam sobie jakoś z tym poradzić. W końcu ile złego mogło mnie tu spotkać?

Liam
Warknąłem głośno kiedy się odezwała. Nie miałem zamiaru tego tolerować. Mogła myśleć sobie co chce, nie miała jednak prawa wypowiadać tych słów na głos, zwłaszcza w mojej obecności. Myślała, że uwierzę w te jej brednie? Wygadywała głupoty, jakby myślała, że może mnie tym przekonać!
-Idealnie! Może w końcu to ją uciszy. Masz znaleźć osobę, która nie należy do rebelii i o wszystkim opowie. Masz się z wybrankiem pokazać jutro z samego rana w sali tronowej. - powiedziałem wściekły. Jeśli to ją uciszy, bardzo chętnie to zrobię. Miałem już dosyć jej gadania i tych bzdur, które ciągle wymyślała. Była bezczelna i tyle.
Zerwałem się z fotela udając się za nią. Tym razem przegięła i na pewno jej tego nie odpuszczę. Szybko wyminąłem pilnujące ją stwory i stanąłem tuż za dziewczyną. Spojrzałem na nią groźnie.
-Chyba dałem ci jasno do zrozumienia, że nie mam zamiaru tolerować takiego zachowania. - warknąłem jej w twarz. Na jej ramieniu ułożyłem łapę, wbijając powoli w nie ramie. Nie zrobiłem jej krzywdy a jedynie pozostawiłem zaczerwienioną skórę. Moim celem było zadanie jej bólu, aby zobaczyła kto rządzi w tym miejscu. Powinna się do tego jak najszybciej dostosować.
-Z rana pojawi się ktoś z wioski, więc masz się stawić w sali tronowej. Ani minuty spóźnienia, inaczej wylądujesz na kilka dni w celi, albo i zagościsz tam przez dłuższy czas. - powiedziałem wyraźnie.
Ręką chwyciłem za jej podbródek i policzki, delikatnie ściskając, aby nie zrobić ej krzywdy. Dokładnie jej się przyglądałem dając do zrozumienia, że to właśnie ja nad nią dominuję i ma się zacząć słuchać. Posłuszeństwo za jej bezpieczeństwo i życie. Ten układ był chyba prosty i aż nazbyt zrozumiały. To jedynie od niej zależało jak długo pożyje i czy obudzi się dnia następnego. Powinna się cieszyć, że dawałem jej prawo do dokonania tak ważnego wyboru. Niech poczuje się zaszczycona, że to właśnie dla niej robię taki wyjątek.

Stella
Odwróciłam się gwałtownie gdy król wszedł do mojego pokoju, to znaczy tego który został mi przydzielony z jego rozkazu. Zaczęłam się cofać kiedy ten się do mnie zbliżał aż w końcu znalazła się za mną jedynie ściana. Przymknęłam oczy czując jego oddech na twarzy. Owszem jasno dał mi to do zrozumienia jednakże nie zamierzałam przyjmować tego do wiadomości. Może i inne kobiety były zastraszane i nie były w stanie wypowiedzieć własnego zdania, ale ja byłam inna. Wiedziałam, że i tak zginę, a może dzięki mnie ludziom będzie żyło się lepiej. Skrzywiłam się gdy łapę ulokował na moim zranionym ramieniu. Nie dość, że zadał mi nowy ból to jeszcze potęgował tamten. Próbowałam go od siebie odepchnąć jednak był dla mnie za silny.
-I świetnie...Może przekonasz się wreszcie jak jest naprawdę! Żaden z ludzi w wiosce nie jest na tyle głupi aby skłamać.-warknęłam na niego. Był brutalny i szczerze go nienawidziłam. Dopiero kiedy opuścił moją komnatę upadłam bezradnie na ziemię. Nie płakałam. Powstrzymywałam łzy i z trudem dotarłam do łóżka. Nie zasnęłam jednak tej nocy. Ramię paliło żywym ogniem, a brak drzwi potęgował strach, że ktoś tu wejdzie i mnie zabije. Po bezsennej nocy, a raczej prawie bezsennej, bo udało mi się przespać aż dwie godziny nad ranem w nogach łóżka znalazłam nową suknię i bieliznę na noc. Zaciekawiona podeszłam do ubrań i obejrzałam dokładnie kremową kreację. Była piękna. Ubrałam ją z lekkim wahaniem i zeszłam do sali tronowej parę minut po czasie. Nie miałam pojęcia jak tam trafić i prawie zgubiłam się w zawiłych korytarzach. Dopiero później zaprowadził mnie tam jeden z przebrzydłych orków. Nie miałam wyjścia i musiałam iść za nim. Stanęłam koło tronu króla i z założonymi rękami patrzyłam na to co się będzie działo. Do sali mało delikatnie został wprowadzony jeden z mieszkańców mojej wioski. Syn piekarza widać było, że mocno zastraszony niemal natychmiast upadł na kolana przed królem. Ścisnęło mnie w żołądku na ten widok. Wcześniej zdążyłam jeszcze zauważyć, że Juan szepcze mu coś do ucha. Miałam tylko nadzieję, że chłopak ma swój rozum i uda mu się powiedzieć prawdę.
-Więc powiedź nam... Co się dzieje w waszej wiosce i opowiedz o atakach dzikich orków- powiedział Juan zabierając głos zamiast pozostawić tą rolę królowi. Bardzo zakuło to w oczy. Dziwiłam się, że człowiek zamieniony w bestię jest w stanie na coś takiego pozwolić. Chłopak przełknął ślinę. Widać było, że jest wychudzony.
-Głodujemy od tak dawna... Nie ma żadnych dzikich orków. Wybacz panie, ale przybyłem prosić o litość. Błagam niech pan zlituje się nad nami i pozostawi nasze rodziny. Nie mamy już nawet co jeść, wszystkie zbiory są niszczone. Moi rodzice także zostali zabrani jako danina, a ja zostałem sam. Nie jestem w stanie wykarmić braci i sióstr. Panie...Błagam okaż nam litość i odwołaj swoich strażników.- błagał na kolanach chłopak. Chciałam do niego podbiec i uściskać, ale powstrzymałam się. Łzy napłynęły mi do twarzy. Chłopak nawet na mnie nie spojrzał cały czas klęczał ze spuszczonym wzrokiem. Spojrzałam na Juana. Nie wróżyłam dobrze temu chłopcu, bo żyłka na szyi brata króla niebezpiecznie drżała.

Liam
Wstałem wraz ze wschodem słońca, tak jak każdego dnia. Jak zawsze obudziłem się na ziemi, chociaż doskonale wiedziałem, że poprzedniej nocy ułożyłem się na swoim łóżku. Po tak długim czasie chyba nie powinno mnie to już dziwić. Nie byłem w stanie panować nad swoją zwierzęcą naturą w czasie snu, a ta nakazywała mi spać na podłodze. Była to jedna z tych rzeczy we mnie, których nie potrafiłem zrozumieć.
Tuż przed audiencją udałem się do sali tronowej, gdzie miałem spotkać się z wieśniakiem. Chciałem mieć to już za sobą i udać się na posiłek, póki ten parobek nie zanudził mnie jeszcze na śmierć. Nie miałem ochoty patrzyć na swoich poddanych. Każde z tych spotkań mogło mieć tylko jeden scenariusz. Właśnie dlatego unikałem innych ludzi, aby nie musieć przebywać w ich towarzystwie.
Warknąłem pod nosem kiedy dziewczyna się spóźniła. Nawet teraz nie potrafiła być punktualna. To ona zaproponowała ten idiotyczną audiencję, więc mogłaby pokazać chociaż odrobinę powagi oraz poszanowania dla swojego króla. Nie odezwałem się jednak ani słowem, ponieważ w tej chwili przybył mój brat z jakimś chłopakiem.
Uniosłem delikatnie brew przysłuchując się jego słowom. Wyglądał na przerażonego i gdyby mógł, zapewne narobiłby we własne spodnie. Może niezupełnie do tego dążyłem, aby poddani się mnie bali, jednak w obecnej sytuacji nie miałęm innego wyjścia. Będę w stanie mini kierować dopiero w tedy, gdy będą się bali o własne życia oraz swoje rodziny. Jeśli lud nie był wierny i oddany, trzeba było jakoś inaczej nad nim zapanować.
Wstałem z tronu podchodząc do chłopaka. Chodziłem dookoła niego, cały czas przybierając dostojną postawę.
-A więc może wytłumaczysz mi to, dlaczego z mojego zamku kilku poddanych uciekło, ponieważ nie było w stanie zapanować nad swoją dziką naturą?- mruknąłem pod nosem spoglądając na przygarbionego chłoptasia. Nie spojrzał na mnie ani razu. - Chciałbym się więc dowiedzieć co dzieje się z jedzeniem, które każdej niedzieli wywożone jest z mojego królestwa i dostarczane do pobliskich wsi. I dlaczego wszyscy spostrzegają moją straż jako złą? I czym jest rzekoma danina o której mówi?! Według twoich słów ludzie są zawsze porywani przez zdziczałe orki, które atakują wsie i są w stanie przejść moich strażników, chociaż atakują zawsze tego samego dnia o tej samej porze! - uniosłem nieprzyjemnie głos. Mimo, że nadal chodziłem dookoła chłopaka, moje słowa skierowane były do brata. Nie musiałem wierzyć w słowa wieśniaka, jednak aż nazbyt mnie to interesowało. Z naszej dwójki jedynie nasz brat wychodził poza mury zamku. Najbardziej interesowała mnie danina, przez którą ludzie ginęli. Ani trochę nie zgadzało się to ze słowami Juana, według którego byli oni porywani.
-Dajcie mu jedzenie i odprowadźcie do wsi. Nie mogę patrzyć na jego wychudzone ciało... Niech weźmie co chce i ile uniesie. - rozkazałem. Oczywiście i ten czym był dla mnie, nie dla tego marnego chłoptasia. Powinni zobaczyć jak ich król potrafi być łaskawy i ile tracą sprzeciwiając mi się.

Stella
Patrzyłam na scene przed moimi oczami. Chłopak był wyraźnie zastraszony, ale mówił prawdę i to go niestety zgubi i była to moja wina. Król krążył dookoła niego kiedy wieśniak w końcu spojrzał na naszego władcę aż sie wzdrygnął. Chyba każdy by tak zareagował na widok prawdziwej bestii. Gdyby ten człowiek chciał rozszarpałby biednego syna piekarzy na strzępy. Tak samo jak mnie w każdym momencie mógł. Znowu zaczął opowiadać o wozach z jedzeniem, które nie dotarły nigdy do żadnej wioski.
-Panie... Nic nie wiem o żadnych wozach z jedzeniem. Nigdy do nas nie dotarły. I nie ma żadnych zdziczałych orków... Co miesiąc przychodzą strażnicy i zabierają dziesięciu z nas- ostatnie zdanie chłopak ledwo wyszeptał. Bał się, a mnie sięserce krajało. Wiedziałam, że piekarczyk dostanie ostatni posiłek ale do domu już nie dotrze. Sama go w to wpakowałam i nie mogłam pozwolić na jego śmierć.
Juan nie od razu odpowiedział na pytania i oskarżenia brata. Przynajmniej król zaczął sam myśleć.
- Oczywiste jest że ten wieśniak kłamie- oświadczył spokojnie królewski brat jakby nic sobie z tego nie robił. Zacisnęłam mocno dłonie w pięści kiedy Juan zaczął iść w jego kierunku ze wściekłą miną. Nic nie poszło najwidoczniej po jego myśli. Musiałam szybko zareagować jeśli chciałam mu jakoś pomóc, ale nie wiedziałam czy mam jakieś szanse. Kiedy Juana od chłopaka dzielili kilka kroków zerwałam się z miejsca i rzuciłam się w jego kierunku. Stanęłam przed nim patrząc z rozpaczą na króla-bestie i upadłam na kolana przed nim. To była moja jedyna nadzieja na jego ratunek.
-Panie... Błagam nie odsyłaj go tak. Proszę! Dopilnuj aby był bezpieczny. On nie wróci do wioski. Oboje o tym wiemy, więc błagam ocal go- mówiłam z rozpaczą w głosie patrząc na króla. W tym momencie osłaniałam chłopaka przed Juanem własnym ciałem. Byłam gotowa oddać za niego życie, bo to przeze mnie się tutaj znalazł. Naraziłam go na śmiertelne niebezpieczeństwo. W ogóle nie powinien tutaj przychodzić. Wszystko przeze mnie. Miałam jedynie nadzieje, że król okaże choć odrobine łaski i ocali go. Musiał wiedzieć, że grozi mu niebezpieczeństwo. Bałam się że mimo wszystko postanowi mnie zbyć, a chłopak i tak zginie. Mój strach i rozpacz były aż nazbyt widoczne.

Liam
Brak wozów z jedzeniem? Byłem aż nazbyt ciekaw co działo się ze wszystkimi zapasami, które wysyłałem do wsi. Moi ludzie, mimo, że wyglądali jak potwory, każdego sezonu uprawiali ziemię, aby utworzyć zapasy na zimę i przekazać je ludziom w czasie głodu. Od lat tak postępowałem i teraz się dowiaduję, że cała ta praca została zmarnowana?
-Porozmawiamy o tym później, Juan. Lepiej dla ciebie, aby okazało się to kłamstwem. Chyba nie muszę ci przypominać co grozi ci za nieposłuszeństwo i okłamywanie swojego władcy. - warknąłem. Jeśli przez cały ten czas mnie okłamywał, poniesie tego konsekwencje. Nie chodziło tu już o ludzi, a o to jak zachowywał się wobec swojego króla. Czy ufałem swojemu bratu? Zapewne, jednak nie bezgranicznie. Już od młodych lat chciał udowodnić, że to właśnie on nadaje się na następce tronu i właśnie dlatego nie został królem. Od samego początku łasy był na koronę, chciał posiąść wszystkie te ziemie.
Spojrzałem z pogardą na dziewczynę. Może i była pyskata, jednak po raz pierwszy widziałem, aby się przede mną pławiła i o coś błagała. Nawet nie zasłużyła na to, abym wypełnił jej prośbę i chronił tego chłopaka. Na nic nie zasłużyła. Odkąd tutaj przybyła do niczego nie była przydatna, jedynie mnie denerwowała, wręcz doprowadzała do szału? Dlaczego więc miałbym spełniać jej prośby, skoro ona nie potrafi być posłuszna?
-Według mnie nic mu tu nie grozi, skoro dzikie orki nie istnieją. - powiedziałem poważnie. Spojrzałem jeszcze raz na chłopaka, który trząsł się ze strachu. Zbyt wiele na pewno z niego w przyszłości nie będzie, skoro boi się nawet przyjść do zamku, aby powiadomić o tym, co dzieje się w jego wsi. Był tchórzem. Po raz kolejny spojrzałem na dziewczynę. -Niech będzie. Zapewnię mu ochronę, a w zamian za to ty masz być bardziej posłuszna. - powiedziałem poważnie nie odrywając od niej wzroku. -Juan! Od tej chwili to ty jesteś odpowiedzialny za tego chłopaka. Każdego tygodnia ma przychodzić do mnie na audiencję, aby opowiadać co w danej chwili dzieje się we wsi. W każdą niedzielę o tej samej godzinie. Dodatkowo będzie towarzyszył przy przewożeniu jedzenia dla ludzi. Radzę ci na niego uważać i bardzo dobrze pilnować. Jeśli coś mu się stanie, albo nie stawi się do mnie po tygodniu, to ty poniesiesz tego konsekwencje, zrozumiano? - powiedziałem poważnie spoglądając z gniewem na swojego brata. - A teraz dajcie mu jedzenie i zaprowadźcie do wsi. Ma dotrzeć tam cały.

Stella
Nie spuszczałam błagalnego spojrzenia z króla. Musiał zdawać sobie choć minimalną sprawę z zagrożenia. Nie mogłam zostawić tak tego biednego chłopaka. Na pastwę orków i Juana. Już widziałam, że mi nie daruje tego, że wpędziłam go w kłopoty. Nie spodziewałam się zresztą niczego innego. Plany Juana powoli się sypały, a ja niewątpliwie byłam sprawcą tego zamieszania. Zacisnęłam mocno szczękę aby nie krzyczeć. Nie o zbuntowane orki się obawiałam.
Moje posłuszeństwo w zamian za bezpieczeństwo i jedzenie dla wieśniaka, którego już i tak za bardzo naraziłam. Czy to była wysoka cena? Nie miałam czasu aby się nad tym zastanawiać.
-Zrobie wszystko tylko nie pozwól mu zginąć- wyszeptałam przerażona. Co innego mogłam w takiej sytuacji zrobić. Zgodziłam się na warunki i po chwili podniosłam się z ziemi. Stałam ze spuszczoną głową. Czułam się jakbym wyrzekała się samej siebie, ale to była jedyna decyzja jaką mogłam podjąć. Juan skłonił się królowi nic nie mówiąc. Wskazał piekarczykowi kierunek do kuchni i sam poszedł za nim. W sali tronowej zostałam tylko ja i bestia. Czy on naprawdę był taki bezwzględny za jakiego go miałam na początku. Wychodziło, że nie zdawał sobie sprawy z tego jaka sytuacja naprawdę jest w wiosce. To nakazało mi spojrzeć na to z innej perspektywy. Juan cały czas okłamywał swojego brata, a ten zbyt długo mu ufał. Powinien wziąć sprawy w swoje ręce i zatroszczyć się o swój lud. Poleganie na wysłannikach było dobre ale tylko do pewnego momentu. Zadżałam kiedy na mnie spojrzał. Obiecałam mu posłuszeństwo, ale nie znaczyło to, że przestałam się go bać. Strach mnie wręcz paraliżował. Choć byłam głodna wiedziałam, że nic nie zjem, bo wszystko momentalnie zwrócę. Może jednak ta groźnir wyglądająca bestia nie zrobi mi krzywdy... Nie byłam tego pewna po wczorajszym wieczorze. Naruszył ranę na ramieniu tak, że ponownie się otworzyła. Bandaż na ramieniu w jednym miejscu był cały czerwony i za jakiś czas będę musiała go zmienić. A raczej wyprać i użyć ponownie bo innego nie miałam. Przynajmniej rana była czysta i zadbana. Problem stanowiło tylko to że się nie goiła. Była inna niż poprzednie zadrapania i blizny na ramionach, które teraz były doskonale widoczne na mojej skórze. Suknia, którą miałam na sobie miała odkryte ramiona, a nie miałam szala aby je zakry. Starałam się przed wyjściem zasłonić je troche włosami, ale teraz na nic nie było to zdatne bo spływały po moich plecach kaskadą. Zresztą to już nie było ważne. Musiałam zadbać o świeżą ranę i spróbować tu jakoś przetrwac.

Liam
Juanowi najwyraźniej nie podobał się taki układ, jednak w tej sprawie nie miał nic do powiedzenia. Wystarczy, że chłopak się do mnie nie stawi, a mój brat zniknie razem z nim. Tym razem nie będę dla niego aż tak pobłażliwy. Jeśli przez cały ten czas kłamał, będę miał idealną okazję i powód, aby się go skąd pozbyć. Najwidoczniej za bardzo mu ufałem w tych sprawach, mając nadzieję, że chce dbać o królestwo tak samo jak ja. Na chwilę obecną wyglądało na to, że jednie mnie oszukiwał, bawiąc się we władcę za moimi plecami i wydając rozkazy całkowicie przeciwne do moich. Nie mogłem na to pozwolić. Właśnie dlatego nie oddałem mu całkowitej władzy, aby móc wszystko kontrolować. Najwyraźniej na zbyt wiele to się nie stało. I tak robił co chciał, a mnie oszukiwał przeinaczając całą prawdę, aby wyszło tak, jak on sobie zaplanował.
Usiadłem na tron oddychając ciężko. Od lat nie odbywałem audiencji i już nawet zapomniałem jak to jest rozmawiać ze swoimi poddanymi. Chociaż nie wiem czy było to aż takie wspaniałe. Sprzed laty pamiętam, że głównie przychodzili po to, aby się na coś poskarżyć lub marudzić na swoje życie. Nikt nigdy nie prosił o rozmowę aby podziękować swojemu władcy za opiekę nad nimi.
-Mam nadzieję, że jesteś zadowolona z tej decyzji. Chłopak będzie żył i Juan za cenę własnej pozycji w królestwie dopilnuje tego. I przestań się trząść, jasne? Póki będziesz posłuszna nie musisz się niczego obawiać. - powiedziałem poważnie spoglądając na nią kątem oka. Od samego początku było widać, że się mnie boi, mimo to miała na tyle odwagi, aby ciągle pyskować. Naprawdę dziwna była ta dziewczyna. Może w końcu się do niej przekonam, jeśli nie będzie robiła wszystkiego, aby mnie rozwścieczyć i przestanie mnie prowokować do ataku. Jak na razie idealnie jej się to udawało, ja zaś całkowicie traciłem do niej cierpliwość. Ile można było wytrzymać coś takiego? Oczywiście, że nie całą wieczność. Ja miałem dosyć po zaledwie dobie.
-Jeśli chłopak mówił prawdę, w tedy postaram się polepszyć życie mieszkańców, aby nie było im aż tak ciężko. Jeśli jednak kłamał, a ty razem z nim, odpowiecie za to oboje.- dodałem po chwili. W chwili obecnej nie wiedziałem, która ze stron odpowiada tą prawdziwą wersję. Obie z nich zawierają rzeczy, w które trudno mi uwierzyć. Juan, tak jak i ten chłopak oraz Stella, wzbudzają we mnie nieufność. Wiedziałem jedynie tyle, że od teraz nie mogłem aż tak polegać na swoim bracie i sam to wszystko kontrolować.

Stella
Nie uwierzyłam jego słowom. Ostatniego dnia prawie się na mnie rzucił, a teraz mówił, że jeżeli będę posłuszna to nic mi nie grozi... Obserwowałam go uważnie. Nie byłam pewna czy jeśli mu się przeciwstawię to czy ludzie z wioski na tym nie ucierpią. Swoim czynem niemo nakazał mi spojrzeć na niego inaczej niż do tej pory. Udowodnił, że faktycznie nic nie wiedział o tym co dzieje się w wiosce, a co za tym idzie nie mógł nam pomóc. Owszem zaniedbał swoje obowiązki powierzając opiekę nad królestwem swojemu bratu, ale nie znaczyło to, że sam nie powinien nic z tym zrobić. Jedna audiencja mogła tak wiele zmienić. Gdyby tylko zrobił to wcześniej może nie doszłoby do takiego stanu rzeczy jaki mamy teraz. Podeszłam bliżej choć wbrew sobie. Nadal się go bałam, a jedno jego słowo nie zmieni tego faktu. Jak miałam poczuć się bezpiecznie w królestwie gdzie na każdym kroku napotykałam potwory. Nawet król był bestią, która nad sobą nie panowała. Jeśli powiem coś nie tak rzuci się na mnie?
-Owszem cieszę się, że tak postanowiłeś. Gdybyś go tylko odesłał nie przeżyłby... Może mi nie wierzysz, ale nie dotarłby nawet do wioski-powiedziałam cicho z bólem w głosie. Taka była rzeczywistość i jedynie nasz król mógł pozwolić sobie na życie w mydlanej bańce. Nic nie liczyło się dla niego do tej pory poza nim. Miałam nadzieję, że to zmieni i przynajmniej życie ludzi takich jak ja choć trochę się zmieni.
-Sam musisz ocenić kto mówił prawdę panie. Wysłuchałeś różnych stron. I choć wiem, że tego pewnie nie zrobisz to odwiedziny w wiosce pokazałyby jaka naprawdę jest sytuacja.- starałam się mówić spokojnie, ale nieprzespana noc i rana na ramieniu, którą nasz pan wczorajszego wieczoru naruszył całkowicie mnie wyczerpała. Usiadłam na schodach prowadzących do tronu i przymknęłam lekko oczy. Dzisiejszej nocy równiej nie zapowiadało się na to, że się wyśpię tak samo jak nic nie przełknę. Czułam się paskudnie. Do sali tronowej wszedł jeden z orków, a ja momentalnie wyprostowałam się w oczekiwaniu na najgorsze. Było ich tutaj tak dużo, że nie byłam w stanie się opanować. W wiosce stwarzałam jako takie pozory, ale tu nie byłam w stanie. Bandaż był calutki czerwony. Przycisnęłam do niego rękę co spowodowało ból, ale ucieszyłam się z niego. Pozwalał mi pozostać w rzeczywistości. Wiedziałam, że plamię rękę krwią, ale co z tego. Musiałam zmienić opatrunek i wydostać się z tego miejsca.
-Mogę już odejść Wasza Wysokość?

Liam
Spojrzałem na nią pewnym wzrokiem. Na moich ustach pojawił się niewidoczny uśmiech. Dziwne było to, że czułem satysfakcję z powodu jej zadowolenia. Było to inne niż chęć przypodobania się. Teraz jednak nie było to ważne. Nie chciałem o tym myśleć. Była po prostu kolejna dziewczyna w moim zamku, która chciałem wykorzystać do zdjęcia klątwy i później ją zostawić . Nie miałem zamiaru utrzymywać ja przez całe życie i się o nią troszczyć. Powinna po tym wszystkim wrócić do swojego domu i zapomnieć o tym wszystkim co się tutaj wydarzyło. To nie był jej świat i tego powinienem się trzymać. Miałem swój powód, aby ją tutaj przetrzymywać.
-I to właśnie planuje. Będziesz mi towarzyszyć w jutrzejszej wyprawie do jednej ze wsi. W tedy przekonamy się jaka jest prawda i wszystko będzie jasne.- powiedziałem poważnym tonem. Jeśli było to jedyne wyjście, nie miałem wyboru, musiałem się tam pokazać. Tak dawno tego nie robiłem. Od lat nie miałem kontaktu z ludźmi, nie licząc mojego brata. Nawet nie wiem czy jestem gotowy na opuszczenie murów zamku.
-Najpierw udaj się do pielęgniarki. Znajdziesz ją w lewym skrzydle, wyglądem przypomina wilka. Zmieni ci opatrunek na czysty i zajmie się twoja rana. - dodałem szybko. Jeśli miała pożyć trochę dłużej, jej rana musiała się wygoić. W przeciwnym razie nie przewidywalem dla niej długiego życia.

Stella
Więc jednak planował udać się do wioski? To było odważne posunięcie skoro nigdy tego nie robił. Od dawna żaden człowiek nie widział naszego króla. Nie znaczyło to jednak, że coś się zmieni. Jedna wizyta na pewno nie poprawi losu ludzi w królestwie. Owszem dowie się jaka jest sytuacja, ale jakość życia będzie taka sama. Przynajmniej póki nie postanowi czegoś z tym zrobić.
-Oczywiście skoro takie jest twoje życzenie Wasza Wysokość-mój głos brzmiał dziwnie bezosobowo. Mimo, że cieszyłam się, że zamierza poznać prawdę to obiecanie posłuszeństwa było jak porzucenie cząstki siebie. Jeżelibym się zbuntowała nasz król mógłby odwołać wozy z jedzeniem, a biedny piekarczyk straciłby ochronę. Nie podniosłam się ze schodów, bo było to ponad moje siły. Opadłam na dywan delikatnie opierając się plecami o stopnie. Miałam ochotę krzyczeć z bezsilności. Mimo wszystko nie mogłam pozwolić sobie na słabości. Wzdrygnęłam się na samą myśl, że miałabym udać się do pielęgniarki, która także była potworem. Tak jak przebywanie w towarzystwie króla nie przepełniało mnie tak dużym strachem to kiedy tylko widziałam jednego z orków lub innych bestii miałam ochotę krzyczeć. Podniosłam się ciężko na obie nogi i popatrzyłam ze strachem na króla.
-Nie ma takiej potrzeby. Nic mi nie jest to tylko zadrapanie. Zaraz zmienię bandaż i wszystko będzie w jak najlepszym porządku. Nie potrafię...Nie chce tam iść. Sama się tym zajmę.-w pewnym momencie głos mi się załamał, ale starałam się tego nie okazywać. Jeśli rozkaże mi jeszcze raz tam pójść będę musiała to zrobić, ale nie wiedziałam czy się na to zdobędę. Strach mnie paraliżował na samą myśl. Przełknęłam głośno ślinę i ciężko oparłam się o ścianę. Może i nie było w porządku, ale pójście po pomoc do potwora nie wchodziło dla mnie w grę. Oni potrafili tylko niszczyć i ranić. Co mogli wiedzieć o pomaganiu innym? Poza tym gdyby nasz król nie naruszył mojej rany nic by mi się nie działo. To była jego wina, że mi się pogarszało, a rana nie chciała się zagoić. Tamtego dnia już było dobrze, a teraz znowu wracaliśmy do punktu wyjścia.
-Nie każ mi tam iść...-wyszeptałam ciężko choć wątpiłam czy mi odpuści. Sama za niedługo na pewno oszaleję w tym miejscu. Na każdym kroku widziałam potwory, a na dodatek w moim pokoju nie było drzwi, które choć trochę by mnie od nich chroniły. Bezsenne noce to będzie mój kolejny problem w nadchodzących dniach. Musiałam ciągle być na baczności aby w razie kłopotów móc się przed nimi bronić. Od nikogo tutaj pomocy nie dostanę. Musiałam polegać na sobie. Nasz król nie wiedział jak to jest nie mieć nikogo i musieć walczyć o swoje życia. Wszystko miał podawane na tacy. Ze mną było inaczej i bałam się, że tym razem nie podołam.

Liam
Spojrzałem na nią niezadowolony. Miałem uwierzyć w to, że sama sobie poradzi z raną? Oprócz wody nie miała niczego. Królestwa pielęgniarka dysponowała nie tylko najlepszymi lekarstwami, ale również narzędziami, które pozwolą na szybsze zagojenie się rany. Ze względu na jej życie nie mogłem jej na to pozwolić. W tej chwili była zbyt cenna i mogła być bardzo przydatna dla mnie i dla ludzi, których dotknęła klątwa.
Wstałem z tronu, biorąc ją na ręce. Jeśli sama nie chciała tam iść, osobiście ją zaprowadzę do pielęgniarki. Musiała odkazić ranę i dobrze ją opatrzyć, to było moje ostatnie zdanie. Powinna w końcu przestać się tak zachowywać. Może i wyglądaliśmy jak potwory, ale wcale nimi nie byliśmy. Nadal mieliśmy w sobie bardzo dużo z człowieczeństwa, nawet jeśli się ono zatraca. Pielęgniarka była bardzo miłą kobietą, która o dziwo trzymała się najlepiej ze wszystkich. Nawet służki ulegały swoim instynktom, tylko pielęgniarka potrafiła je skutecznie stłumić. Kiedyś mnie tego uczyła, jednak ani trochę tego nie zrozumiałem i z czasem się poddałem. To nie było tak proste jak mogłoby się wydawać.
-Masz tam iść i zrobić porządek z raną. Nigdy nie wiadomo co się z nią stanie jeśli dobrze tego nie wyczyścisz. - powiedziałem poważnie. Postawiłem ją przed samymi drzwiami pokoju pielęgniarki. W końcu wszedłem do środka, popychając do przodu dziewczynę. Musiała się w końcu przełamać i nie uciekać przed nami. W końcu miała tutaj spędzić jeszcze trochę czasu. Będzie to trwało tak długo, póki klątwa nie zostanie ze mnie zdjęta.
Jak na złość kobiety nie było w pomieszczeniu. Wystarczyło jedynie na nią poczekać i zmusić Stellę, aby zmieniła opatrunek. Miała tutaj przychodzić każdego dnia i dbać o swoją ranę. Nie pytałem jej o zdanie, po prostu kazałem to zrobić. Niech nie myśli, że tak łatwo nade mną zapanuje. W zamian za ochronę tego chłopaka obiecała mi posłuszeństwo i tego powinna się trzymać. Miała bez słowa sprzeciwu wykonywać moje rozkazy, jak na poddaną króla przystało.
-Wyruszymy do wsi z samego rana. Nasz się stawić na śniadanie, tym razem bez spóźnień. Po tym udamy się do twojej wsi. Pokażesz mi jak żyją ludzie i co się tam dzieje. - powiedziałem poważnie.
Podszedłem do oka, przyglądając się zaniedbanemu ogrodowi. Stąd miałem na niego idealny widok, podobnie jak z mojej biblioteki, która znajdowała się piętro niżej, bliżej mojego pokoju. Ogołocone krzewy i drzewa wywoływały u mnie melancholijny nastrój. W pamięci miałem jeszcze urywki wspomnień, gdzie krzewy te zapełnione były pięknymi kwiatami. Brakowało mi tego.

Stella
Pisnęłam cicho kiedy mnie podniósł. Tego się nie spodziewałam w żadnym wypadku. Już prędzej myślałam, że każe mi tam iść, a nie że osobiście mnie tam zaprowadzi. Położyłam dłonie na jego futrze, które było zadziwiająco miękkie. Bałam się go, ale już nic nie mogłam z tym zrobić. Obietnica była obietnicą, a złamanie jej mogło mnie drogo kosztować. Postawił mnie dopiero przed drzwiami do gabinetu pielęgniarki. Przymknęłam oczy gdy wepchnął mnie do środka. Na całe szczęście nikogo nie było w pomieszczeniu i mogłam się choć trochę przygotować na to spotkanie. Wolałabym jednak aby minęło jak najszybciej abym mogła stąd odejść. Wiedziałam jednak, że to nie takie proste. Spojrzałam na naszego króla. Nawet nie wiedziałam jak ma na imię. Pytanie o to jednak zostawiłam dla siebie. Nie moją sprawą było jak go ochrzczono o ile w ogóle do tego doszło.
-Tak jest Wasza Wysokość. Skoro tego sobie życzysz- powiedziałam głucho. Spodziewałam się, że to będzie najczęściej wypowiedziane przeze mnie zdanie w ostatnim czasie. Tak jest panie... Czego sobie życzysz panie... Musiałam się do tego przyzwyczaić, bo tak będzie wyglądało moje życie. Przynajmniej na razie póki nie znajdę wyjścia z tej sytuacji. Nawet nie wiedziałam po co mnie tu trzyma i jak długo to potrwa. Przecież niczym się nie naraziłam, a pierwszego dnia chciał mnie nawet rozszarpać za nierozważne słowa, które wypowiedziałam. Po chwili do pomieszczenia weszła "pielęgniarka", która nie wyglądała tak strasznie jak reszta służby w tym zamku. Patrzyłam na nią z lękiem w oczach. Od razu to zauważyła i podeszła do mnie powoli uspokajająco podnosząc rękę jakby chciała zasygnalizować, że nic mi się nie stanie. Przynajmniej nie z jej strony. Odetchnęłam głęboko. Nie trudno było zauważyć w czym problem więc wilczyca od razu odwinęła prowizoryczny bandaż z mojej rany.
-Och... Nie goi się prawidłowo. Przykro mi, ale trzeba będzie to zaszyć. Ponownie się otworzyła prawda? Wolę nawet nie pytać jak do tego doszło. Jestem Daniela.- powiedziała z troską w głosie przyglądając się uważnie mojej ranie. Wzięła do ręki jakąś buteleczkę i wylała część jej zawartości na moją ranę. Syknęłam cicho kiedy paskudnie mnie zapiekło. Podejrzewałam, że to jeszcze nie koniec. Kątem oka zobaczyłam błysk igły. Szybko zamknęłam oczy aby nie musieć na to patrzeć. Błagałam w myślach aby nie bolało tak jak myślałam, że będzie boleć. Przygryzłam policzek kiedy igła wbiła się w moje ciało. Bolało paskudnie zwłaszcza, że rana bolała sama z siebie, a igła potęgowała to jeszcze. Powstrzymałam łzy. Przecież mogło mnie spotkać coś gorszego. Po kilkunastu minutach pielęgniarka poklepała mnie łapą po kolanie oznajmiając, że to koniec. Drżałam lekko na całym ciele, ale przynajmniej krew już nie leciała. Daniela zabezpieczyła ranę bandażem.
-Musimy ją kontrolować aby nie wdało się zakażenie- dodała na koniec, a ja wstałam powoli z łóżka na którym usiadłam. Dochodziło południe, a ja nadal nie byłam ani trochę głodna. Chciałam tylko odpocząć jednak nie usnęłabym w tym miejscu.
-Mogę już odejść?- zapytałam słabym głosem. Zaczynałam źle się czuć po tym wszystkim.

Stella
Aż zagotowało się we mnie z wściekłości. Oskarżał mnie o kłamstwa, a mówiłam szczerą prawdę. Mieliśmy idiotę za króla i musieliśmy jakoś z tym żyć. Już wiedziałam czemu nic do nas nie dotarło. Najwidoczniej za wszystko odpowiedzialny był Juan, a król zamieniony w bestie o niczym nie wiedział.
-Odwiedź panie kiedyś jedną z wiosek. Twój wygląd nie usprawiedliwia zaniedbywania ludu. Może i nie mam żadnej pozycji, może i mieszkam w tej wiosce, ale wiem więcej o twoim królestwie niż ty sam. Żyjesz w bańce mydlanej otoczony dostatkiem i jedzeniem. Masz wszystko na swoje skinienie tylko dlatego, że jesteś królem! Zasłużyłeś na to, że jesteś bestią w przeciwieństwie do ludzi, którzy cierpią z twojego powodu-powiedziałam zanim zdążyłam ugryźć się w język. Wydawało mi się, że powiedziałam o jedno słowo za dużo, ale było już za późno. Nie prosiłam się aby mnie tu zamykał. Chciałam odejść, ale mi na to nie pozwolił. Gdy tylko wykrzyczałam te słowa niemal natychmiast wybiegłam z jadalni i pobiegłam do pokoju, w którym się obudziłam zamykając go na klucz, który znajdował się w drzwiach. Na szafce obok lustra stała taca z jedzeniem i miska z wodą. Nie wiedziałam, kto postanowił to tu przynieść, ale byłam za to wdzięczna. Nie posądzałam jednak o to naszego króla. On nie mógłby się zdobyć na coś takiego. Sprawdziłam jeszcze tylko czy drzwi są dobrze zamknięte i usiadłam na zakurzonym krześle. Jeśli miałam tu spędzić choć jeden dzień to na pewno nie w takim brudzie. Pierwsze co to przemyłam ranę na ramieniu i zawiązałam ją trochę za luźno bandażem jednak jedną ręką niewiele mogłam zrobić. Jedzenie postanowiłam zostawić sobie na później kiedy będę naprawdę bardzo głodna. Nie zamierzałam wychodzić stąd jeśli nie musiałam. Sprawdziłam cały pokój, w przeciwległym pomieszczeniu znajdowała się mała łazienka, do której prowadziły tylko drzwi z mojej sypialni. przynajmniej byłam tu bezpieczna, a raczej miałam taką nadzieję. Wzięłam jakąś szmatkę z łazienki i zanurzyłam ją w wodzie. Wcześniej zdążyłam się w niej jeszcze umyć. Czułam się świeżo i czysto. Nie miałam nic do roboty, a w takim chlewie na pewno nikt nie chciał by spędzić nawet pięciu minut. Nawet mój mały domek we wsi był czystszy. Na sam początek umyłam okna aż się błyszczały. Za oknem miałam niewielki balkon niestety było za wysoko aby próbować nim uciec. Następnie wytrzepałam wszystkie zasłony, pościele i starłam kurz z każdego mebla w tym pokoju. Zapaliłam świece w kinkietach i opadłam wyczerpana na czyste już krzesło. Posprzątanie całego pokoju zajęło mi grubo ponad pięć godzin. Jak można doprowadzić tak piękny zamek do takiego stanu. Król był naprawdę nieudolny. Myślał, że uda mu się zająć królestwem kiedy nie radził sobie nawet z zamkiem. Po posprzątaniu musiałam się jeszcze raz wykąpać, bo kurz osiadł na moich włosach, twarzy i dłoniach. Brudną wodę wylałam przez okno na ziemię i dumna rozejrzałam się po wszystkim czego tu dokonałam. Podłogi lśniły tak samo jak okna, a teraz nie brzydziłam się już położyć w łóżku. Pokój wyglądał tak jakby przez cały czas ktoś w nim mieszkał i o niego dbał. Po robocie mogłam w końcu coś zjeść. Było tego za dużo jak na jedną osobę więc zjadłam jedynie kawałek kurczaka i zagryzłam go chlebem. Był już wieczór, zaczynało się ściemniać, a choć zrobiło mi się cieplej i nie byłam tak strasznie głodna to ramię nadal mnie bolało. Nie wiedziałam ile będę musiała tu zostać jednak uciec prędzej czy później musiałam. Nie wyobrażałam sobie życia tu. Pozwolił mi odejść, ale z samego rana zatrzymał kiedy chciałam to zrobić. Nie był delikatny tylko apodyktyczny i nie przyjmował słowa krytyki, a jakby tego było mało był po prostu przerażający. jego zwierzęcy pysk odstraszał choć wydawało się, że ma normalne usta i oczy. Był ogromny i specjalnie zastraszał wszystkich dookoła. Miałam nadzieję nigdy go już nie spotkać.

Liam
Warknąłem słysząc jej słowa. Zasłużyłem na bycie bestią? Ja?! Jak śmiała w ogóle wypowiedzieć coś takiego?! Miałem ochotę się na nią rzucić i rozszarpać jej wątłe ciałko kłami! Nawet nie miałem ochoty w tej chwili powstrzymywać swojej zwierzęcej natury. Jednak dziewczyna uciekła zanim zdążyłem dokonać tej zbrodni.
Nie miała prawa odzywać się do mnie w ten sposób. Była zwykłą wieśniaczką i nic nie znaczyła. Przy mnie była po prostu nikim, zwykła nic nie znaczącą dziewczyną, której zniknięciem nikt by się nawet nie przejął. Cały czas dbałem o to żałosne królestwo, które chyli się ku upadkowi i byłem wspaniałym królem! To była wina tylko i wyłącznie ludzi, że nie byli w stanie tego docenić i okazać wdzięczność za moją pomoc, którą okazuję im każdego dnia! Tym razem na pewno nie będę już aż tak łaskawy. Miałem dosyć tego, że lud buntował się przeciwko mnie tylko dlatego, że zostałem zaklęty przez tą cholerną czarownicę. Nie ufali mi tylko dlatego, że tak wyglądałem. Jak niby miałem się przed nimi pokazać?! Doskonale wiedziałem jak to się skończy. Tutaj, w zamku, było bezpieczniej i nie miałem zamiaru opuszczać swojego domu. Czułem się tutaj dobrze. Miałem swojego posłańca, który zajmował się wszystkimi rzeczami, dlaczego więc miałem to zmieniać i wychodzić na przeciw nim? Od lat poświęcałem się dla tego miejsca i tylko mieszkańcy pałacu oraz mój brat byli w stanie to poświęcić. Przynajmniej oni byli mi wierni i zawsze posłuszni. Może i mój brat miewał idiotyczne pomysły, jednak wiedziałem, że mogę mu całkowicie zaufać i powierzyć najważniejsze zadania w królestwie.
Wstałem wściekły od stołu podążając do swojego pokoju. Było to jedno z nielicznych czystych pomieszczeń w tym zamku. Na pewno było jedynym, o które kazałem dbać każdego dnia. Reszta pomieszczeń nie musiała lśnić czystością, ważne, że tutaj nie było kurzu i mogłem ułożyć się do spania w czystym łóżku. W tej chwili niczego więcej nie potrzebowałem.
Chciałem jedynie odpocząć. Nigdy bym nie pomyślał, że kilka minut rozmowy z byle dziewuchą doprowadzi mnie do takiego stanu. Powinna zostać za to ukarana i przepraszać mnie za to na kolanach, błagając przy tym o wybaczenie. Może i byłem łaskawy, jednak nie zamierzałem dawać traktować się w ten sposób.

Stella
Długo siedziałam przy oknie wyglądając na świat poza nim. Czułam jak mnie woła. Byłam tutaj więźniem i nie miałam możliwości ucieczki. Wszędzie czaili się poplecznicy króla strzegący mnie na każdym kroku. Mojego pokoju pilnowały cztery takie potwory co udało mi się sprawdzić przez dziurkę od klucza. jednak dobrze zrobiłam zamykając drzwi i nie wpuszczając nikogo do środka. To wszystko było przerażające. Znalazłam w sobie siłę na rozmowę z naszym władcą, ale teraz gdy adrenalina opadła nie byłam pewna czy zrobiłabym to ponownie. Na niebie zaświecił księżyc, a zaraz po nim miliony gwiazd. Naprawdę wolałabym już błąkać się po okolicy niż tutaj pozostać. Skąd miałam mieć pewność czy te potwory z bestią na czele nie zaatakują mnie kiedy nie będę się spodziewała? Położyłam się do łóżka kiedy zmęczenie zaczęło brać nade mną władzę. Założyłam jeszcze tylko świeży opatrunek i położyłam się pod - teraz już czystą- pościelą. Owszem czuć jeszcze było lekką stęchliznę, ale po wywietrzeniu pokoju nie było już tak źle. Westchnęłam cicho. Nigdy nie leżałam w tak miękkiej pościeli. Jednak radość z tej przyjemności wyparowała w momencie kiedy przypomniałam sobie gdzie się znajduję. Przez drzwi słyszałam ciche rozmowy. Ogry i orki mówiły w ludzkim języku więc nie trudno było je zrozumieć.
-Myślisz, że uda mu się zdjąć tym razem klątwę? Ostatnim razem dziewczyna zmarła...-usłyszałam przyciszony głos. Nie dosłyszałam już odpowiedzi, ale naprawdę zaczęłam się bać, a żołądek skurczył mi się do rozmiarów małego orzeszka. Zmarła? Czego ten potwór ode mnie chciał? Oddychałam niespokojnie i zamknęłam mocno oczy. Musiałam się uspokoić i znaleźć wyjście z tej sytuacji. Odetchnęłam lekko i w końcu udało mi się trochę opanować. W końcu zasnęłam. We śnie znalazłam chwilowe ukojenie, ale niemal tak szybko jak zasnęłam tak szybko się obudziłam, a obudziło mnie walenie do drzwi. Ktoś musiał odkryć, że je zamknęłam i teraz uderzał w nie uporczywie. Podniosłam się ciężko z łóżka i usiadłam na jednym z krzeseł.
-Nasz pan cię wzywa!- wykrzyczał stwór za drzwi, a ja od razu przypomniałam sobie o wczorajszej podsłuchanej rozmowie, a raczej jednym zdaniu. Nie zamierzałam już tam schodzić. Jedzenia z wczoraj starczy mi jeszcze na trochę.
-Nie mam zamiaru do niego schodzić!-powiedziałam takim samym tonem i przemyłam sobie twarz zimną wodą, która jak się okazało dopływała do umywalki w łazience. Takich udogodnień na pewno nie było w innych zamkach. Po raz pierwszy zetknęłam się z płynącą wodą. Przemyłam sobie ranę, zawiązałam bandażem i nasłuchiwałam zza drzwi. Potwory, a na pewno jeden z nich, oddalił się pewnie powiadomić tą bestię, że nie zamierzam schodzić aby się z nim zobaczyć. Prędzej mnie stąd wywlecze niż sama do niego przyjdę.

Liam
Z samego rana obudziłem się po raz kolejny na ziemi. Zakląłem pod nosem. Było tak coraz częściej a przez sen nie miałem nawet możliwości kontrolowania tego. Po raz kolejny z kołdry zrobiłem coś na wzór legowiska, które ułożyłem na ziemi. Zwierzęca natura coraz częściej dawała o sobie znać. Musiałem jak najszybciej powrócić do swojej poprzedniej natury, w przeciwnym razie nie będzie już co ratować. Stanę się zwykłą bestią i dołączę do innych, polując na ludzi w poszukiwaniu jedzenia. Nie mogła dojść do czegoś takiego. Byłem królem, nie byle zwierzęciem, które jest w stanie zadowolić się byle padliną i śpi na ziemi.
Przebrałem się w dostojny strój oddychając głęboko. Musiałem jakoś nad sobą zapanować i nie dać się prowokować tej dziewczynie. Prędzej ją rozszarpię pazurami niż pozwolę na to, aby ktoś taki mnie poniżał. Myślała, że może robić co chce, jednak prawda była inna. Żyła tylko dlatego, że byłem dla niej łaskawy i potrzebowałem jej. Później równie dobrze mogłem ją wrzucić do jeziora, aby się tam utopiła. Sprawi mi to nie lada przyjemność kiedy będę mógł patrzyć jak umiera. Chociaż nie, powolna śmierć będzie o wiele lepszą zemstą. Już na to zasługiwała, chociaż odezwała się zaledwie kilka razy. Taka prostaczka nie miała za grosz taktu i szacunku do swojego władcy. Nie ważne jakim byłem królem, powinna mi się kłaniać i dziękować, że dostąpiła tego zaszczytu i może przebywać w mojej obecności. Póki nie zmieniono mnie w potwora, dziewczynom miękły kolana na samą myśl o tym, że mogą na mnie popatrzyć, nie mówiąc już o rozmowie czy wspólnym tańcu. Widać było, że dziewczyna jest ze zwykłej wsi. Jej zachowanie doskonale to pokazywało.
Udałem się do jadalni, gdzie czekało już na mnie wystawne śniadanie. Mojego brata już nie było, jak zawsze o tej porze. Zawsze ciekawiło mnie gdzie chodził o tak wczesnej porze, nie mówiąc o tym nikomu. Wszyscy byli na zamku, więc musiał wychodzić sam, gdziekolwiek chodził. Od dłuższego czasu mało co mi się to podobało, jednak przy każdym moim pytaniu tłumaczył się jakimiś błahostkami.
Kazałem zawołać dziewczynę, a raczej przyprowadzić ją tutaj. Nie interesowało mnie to, czy tego chciała. Warknąłem cicho kiedy powiadomiono mnie o tym, że zamknęła się w pokoju. Doprowadzała mnie do szału. Nie ruszyłem się nawet z miejsca, nie miałem zamiaru za nią biegać. Rozkazałem, aby rozwalono drzwi do pokoju i natychmiast ją do mnie przyprowadzono.

Stella
Siedziałam na krześle kiedy coś uderzyło w drzwi z takim impetem, że wypadły z zawiasów. Krzyknęłam głośno gdy do środka wdarło się kilka tych potworów. Momentalnie zerwałam się na równe nogi patrząc na nich z przerażeniem. Nie wyglądali na przyjaźnie nastawionych. Bardziej byłam przekonana, że zaraz mnie rozszarpią na strzępy. Musiałam zachować zimną krew, kiedy zaczęły się do mnie zbliżać powstrzymałam je ruchem ręki.
-Sama trafie... Tylko nie podchodźcie do mnie! - prawie do nich krzyknęłam. Musiałam jakoś dać sobie z tym radę. Wyszłam z pokoju, moja jedyna ochrona przed tym potworem została zmuszona i drzwi właśnie zostały usunięte z pokoju i w ich dawnym miejscu widniała wielka dziura. Szłam za jednym z orków prosto do sypialni. Kiedy już znalazłam się w środku zajęłam miejsce jak najdalej od króla i posłałam mu spokojne spojrzenie. Przez ten czas zdążyłam się już uspokoić. Wyprowadził mnie z równowagi, ale i z tym trzeba było się uporać. Wiedziałam, że jeśli ponownie trafie do tamtego pokoju to dzisiejsza noc będzie bezsenna. Nie dam rady zmrużyć oka wiedząc, że one na mnie patrzą lub mogą zabić mnie we śnie. Stół ponownie był zastawiony prawie po brzegi. Kucharz nie próżnował i rozpieszczał tego człowieka bardziej niż mu się należało. A nie należało mu się w ogóle. Założyłam dłonie na piersi. Nie wiedziałam po co mnie tu zawołał, a raczej siłą sprowadził.
Miałam ochote zapytać czym zasłużyłam sobie na tą przyjemność towarzyszenia naszemu panu,ale sie powstrzymałam. I tak nie mogłam mu nic zrobić. Był ode mnie silniejszy i groźniejszy. Powinnam o tym pamiętać i niepotrzebnie go nie prowokować. Już wczoraj mógł mnie rozszarpać na strzępy, a nie zrobił tego tylko dlatego, że uciekłam. W każdym momencie mogli się mnie pozbyć, a ja bałam się tak okropnie, że trudno było mi to ukrywać. Straciłam apetyt i ciągle byłam zdenerwowana. Nie wiedziałam jak sobie z tym poradzić.

Liam
Siedziałem przy stole próbując się jakoś uspokoić. Przecież nie mogłem się irytować przez taką dziewuchę, jeszcze czego. Musiałem jej dać kilka dni, aby się do mnie przyzwyczaiła, później będzie tylko lepiej. W końcu uda mi się zdjąć tą idiotyczną klątwę, znowu będę sobą, a jej się zwyczajnie pozbędę, albo wróci do swojego domu. Obojętne już mi było co się z nią stanie. Miała jedynie wypełnić swoje zadanie, bo tylko do tego się nadawała. Wystarczająco mnie już denerwowała, chociaż była tutaj tak krótko. Lepiej dla niej, aby nigdy się to już nie powtórzyło, w przeciwnym razie na pewno nad sobą nie zapanuję i rozszarpię ją na strzępy. Nie miałem zamiaru dawać się obrażać tylko dlatego, że może być dla mnie pomocna. W moim królestwie było setki dziewczyn, które mogłem do tego zmusić. Nawet jeśli w końcu z desperacji przyjdzie mi którąś z nich porwać i zaciągnąć tutaj siłą. Czy miało to jakiekolwiek znaczenie? Oczywiście, że nie. Była jedynie biedną dziewczyną, na którą nikt nie zwracał uwagi. To mówiło samo za siebie i dowodziło, że nie była zbyt wiele warta.
Chrząknąłem kiedy weszła do pomieszczenia. Była zbyt oporna i tylko działała sobie na szkodę. Nawet gdybym miał ją tutaj przyprowadzić na siłę i przypiąć do krzesła, oczywistym było, że po prostu to zrobię. Udowodnię jej, że nie miała nade mną żadnej władzy i nigdy nie będzie jej mieć. To ja byłem tutaj królem, a ona zwykłym poddanym, która nie miała niczego do powiedzenia.
-Jedz. - powiedziałem pewnie, kiedy usiadła naprzeciw mnie. Tonem głosu oznajmiłem, że nie przyjmuję protestów i miała posłusznie wykonać moje polecenie. Przyszła pora, aby zachowywała się tak, jak na poddanego przystało. Czy naprawdę jeszcze musiałem ją wychowywać, bo nie miała żadnego pojęcia jak się do mnie odnosić? Nie odpowiadały mi takie osoby. Ojciec zawsze uczył mnie jak odnosić się z szacunkiem do innych. Oczywiście zawsze miał na myśli osoby o wysokiej pozycji, nie byle wieśniaków, którzy jedli jak domowe zwierzęta i nie wiedzieli czym jest kultura.

Stella
Spojrzałam na niego obojętnie. Nie miałam zamiaru przy nim nic jeść. Zachowywał się jak gbur więc tak powinnam go traktować. Nie poruszyłam się, ani nie powiedziałam nic z tego co cisnęło mi się na usta. Przekonałam się wczoraj, że nie jest zbyt cierpliwym człowiekiem, a raczej bestią więc nie miałam co liczyć na wyrozumiałość. Szybciej rozszarpie mnie na strzępy niż pozwoli abym ponownie się tak do niego odezwała. Moje wczorajsze słowa mocno go ubodły, a ponoć byłam tylko wieśniaczką i nie nadawałam się do niczego.
-Dziękuję bardzo, ale już jadłam panie- powiedziałam bardzo spokojnie. Inaczej niż wczoraj. Owszem jadłam dzisiejszego ranka, a w tym momencie żołądek miałam tak ściśnięty, że nie byłabym w stanie nic przełknąć. Bałam się okropnie. Kiedy wszedł do pomieszczenia jeden ze służących naszego władcy aż podskoczyłam. Nie mogłam się przyzwyczaić do ich widoku i przerażali mnie wszystkim co robili. W ich spojrzeniu widziałam nienawiść i nadzieję. Nie bardzo wiedziałam czego ode mnie chcą. Po co nasz król jeszcze mnie tu trzyma skoro jasno dał mi do zrozumienia, że mogę odejść? Ręce mi drżały więc ukryłam je pod stołem czekając, aż ta udręka się w końcu skończy. To, że musiałam przebywać w towarzystwie tej bestii aż przyprawiało mnie o gęsią skórkę. Wczoraj jeszcze dałabym mu szansę. W końcu nie każdy człowiek, który źle wygląda musi być od razu zły. Prawda była jednak taka, że on przestał już być człowiekiem. Nawet jeśli nosił królewskie szaty i koronę nie świadczyło, że pozostało mu coś z człowieczeństwa. Szybko tracił nas sobą panowanie i był gotowy nawet popełnić morderstwo. Nim się spostrzegłam zaczęto sprzątać ze stołu. Siedziałam tu już od dłuższego czasu i żadne z nas nawet się nie odezwało. Porzuciłam myśl o pokazaniu naszemu królowi jak naprawdę wygląda świat poza murami tego zamku, bo i tak by mi nie uwierzył. O wiele łatwiej i bezpieczniej będzie mu przytakiwać choć wcale się nie zgadzałam z jego słowami. Z każdym kłamstwem wydobywającym się z jego ust miałam ochotę rozszarpać kogoś na strzępy. Głodowaliśmy od tak dawna, a on próbował mi wmówić, że dostarczano nam wozy z jedzeniem co niedziele. Owszem atakowaliśmy orków, ale tylko tych, którzy porywali ludzi. I niestety ja nie należałam do buntowników, bo kiedy jakiegoś już złapano to tracił on momentalnie życie. Owszem rebelia zaczęła się szerzyć, ale tylko dzięki naszemu "kochanemu" królowi. Jeżeli nie zmieni sposobu rządzenia to nikt długo w ten sposób nie wyżyje. Sami byliśmy sobie winni? I dobrze! Nie potrzebowaliśmy jego łaski. Radziliśmy sobie od kilku lat z potworami, zwierzętami i wysokimi podatkami. Zawsze działo się coś co stawało mi na drodze do szczęścia.

Liam
-Nie interesuje mnie to. Wczoraj ci pobłażałem, ale nie mam zamiaru pozwalać ci na robienie tego, co ci się podoba. Królowi się nie odmawia, jasne? Powiedziałem, że masz jeść, więc masz to zrobić. Czy nikt cię nie uczył kultury? Jako moja poddana powinnaś znacz przynajmniej podstawy dobrego wychowania i wiedzieć jak się zachowywać w obecności króla. - powiedziałem o dziwo spokojnie przyglądając się jej. - A teraz jedz. - dodałem.
Trzeba było przyznać, nie była z wyglądu najgorsza, jednak nie dało się ukryć, że strasznie się zaniedbywała. Nawet jeśli mieszkała we wsi, nie byłem w stanie uwierzyć, że ludzie żyją w takich warunkach. Brat niejednokrotnie opowiadał mi o tym co dzieje się we wsi. Nie było tam wcale aż tak źle, oprócz tego, że sami nie potrafili od dłuższego czasu się zatroszczyć. Nawet nie potrafili docenić tego, że w każdą niedzielę dostarczałem im zapasy jedzenia, aby nie głodowali. Teraz jednak skończyła się moja dobroć i zamierzałem zaprzestać pomagania im. Miałem już dosyć tej rebelii, którą sobie wymyślili. Niczego nie potrafili docenić. Byli niewdzięczni. Powinni za to cierpieć i poznać smak mojej zemsty, aby zapamiętali to na bardzo długi czas. Może chociaż tak wybiję im te idiotyczne pomysły z głowy. Póki byłem dla nich dobry i nie odczuwali konsekwencji swoich czynów, czuli się pewni, że to właśnie mają władzę. Ta wieśniaczka była doskonałym na to przykładem. Myślała, że może mi się sprzeciwiać, jednak prawda była zupełnie inna.
-Przynieście jej jakąś suknie. Mam już dosyć patrzenia na tą szmatę, którą nazywa ubraniem. - powiedziałem pewnie do swojej służby. Skoro miała tutaj być, niech chociaż wygląda przyzwoicie. Myśl, że jest zwykłą dziewczyną ze wsi mi wystarczyła, nie musiałem jeszcze patrzyć na jej szkaradne ubranie. Nie byłem przyzwyczajony do tego, aby przebywać w towarzystwie nic nie znaczących ludzi. Od dnia narodzin otaczali mnie królowie oraz szlachta, która wiodła podobne życie do mojego. Miałem ożenić się za wysoko postawioną księżniczkę, która wiedziała jak zachowywać się na królewskim dworze. W zamian tego musiałem jeść posiłek z tą dziewczyną i udawać, że mi to odpowiada.

Stella
Nadal nie jadłam. Poczekałam, aż wszystko zostanie posprzątane ze stołu i nie odezwałam się na tą zaczepkę. Jeśli próbował mnie sprowokować to na pewno mu się to nie uda. Owszem wiedziałam jak zachować się wobec króla, który na to zasługuje, ale on na to wcale nie zasługiwał. Nie okazałam zdziwienia kiedy kazał przynieść suknię choć w duchu zastanawiałam się po co on to robi. Miałam ochotę jedynie wzruszyć ramionami. Jeden z orków w końcu przyniósł jakąś szmatkę, która ponoć była suknią. Niósł ją jednak tak niedbale, że trudno było stwierdzić co takiego trzyma w dłoniach, a raczej łapach. Kiedy skrytykował moje ubranie miałam ochotę krzyczeć. Czyja była to wina, że wyglądałam tak jak wyglądałam? Wychudzona tylko dlatego, że nie mieliśmy jedzenia, wyziębiona, bo brakowało ubrań i koców, a on żył w dostatku i śmiał twierdzić, że to wszystko to nasza wina. Wzięłam suknię do ręki i wyszłam z nią do pokoju, który zajmowałam. Nie było w nim drzwi więc schowałam się za parawanem i przebrałam moją zniszczoną sukienkę na piękną suknię z czerwonego jedwabiu. Była naprawdę piękna choć trochę zakurzona. Wytrzepałam ją delikatnie i pogładziłam dłonią. Włożyłam ją przez głowę choć zabrało mi to trochę za dużo czasu. Jak ktoś mógł ubrać taką rzecz bez niczyjej pomocy? Czerwona suknia wyglądała pięknie kontrastując z moimi czarnymi włosami. Idealnie układała się w tali i podkreślała moje kształty. Mogłam szczerze powiedzieć, że wyglądałam w niej ślicznie. W końcu udało mi się pozapinać wszystkie haftki i ponownie pod eskortą orków zostałam wprowadzona do jakiegoś salonu i posadzona niemal siłą na jednym z foteli. Nadal się nie odzywałam. Nie miałam mu nic do powiedzenia. Skoro chciał mnie tu trzymać to proszę bardzo. Będę zgadzała się z każdym jego słowem o ile to skróci mój pobyt tutaj. Za bardzo się bałam aby jeszcze raz tak śmiało wyrazić swoje zdanie na ten temat. Na kanapie obok króla siedział już jego brat.
-Mam nadzieję, że dobrze się czujesz-zapytał niby od niechcenia patrząc na mnie uważnie. Skinęłam mu uprzejmie głową zgadzając się z tym stwierdzeniem choć dalekie było one od prawdy.
-Podoba ci się twoja komnata?-dopytywał jakby chciał abym wybuchła tak jak wczoraj. Nie zamierzałam jednak dawać im tej satysfakcji. W oczach Juana widziałam niechęć i złość za wczoraj. To, że tego nie okazywał nie znaczyło, że tak nie było. On wiedział więcej o wydarzeniach w wioskach niż nasz król tylko nie chciał o tym otwarcie mówić.
-Oczywiście...-powiedziałam spokojnie nie okazując strachu, który czułam. W głębi jednak czułam do obojga tak wielką nienawiść, że nie dało się tego opisać słowami.

Liam
Prychnąłem pod nosem. Jeszcze trochę potrzebowałem, aby ją złamać. Najwidoczniej strach nie był dla niej zbyt dużym impulsem, aby wykonywać wszystkie moje polecenia. Ale to już niedługo. Tak łatwo się stąd nie wyrwie, więc będzie musiała się poddać i ulec moim wpływom. Początkowo nie chciałem jej straszyć, jednak sama się o to prosiła. Nie miałem zamiaru być miły dla tak bezczelnej osoby. Ta dziewucha pozwalała sobie na zbyt wiele w moim królestwie. Już wczoraj powinienem się jej pozbyć, zostawić na tym mrozie, cokolwiek, byle pożałowała swoich wyborów. Musiała być ukarana za to, że sprzeciwiała mi się i wstąpiła do rebelii. A mogła wieść wspaniałe, spokojne życie. Wszyscy powinni być mi posłuszni, w tedy ich życie wyglądało by o wiele lepiej.
-Jakie masz dla mnie wieści? - powiedziałem poważnie, jednak nie spojrzałem na swojego brata. Wieści jak zawsze były nieprzyjemne. Kolejny atak potworów i kolejny bunt przeciwko moim strażnikom. Zdziczałe stwory były coraz bardziej pewne siebie i częściej atakowały wsie. Miałem nadzieję, że taki los nie spotka większej ilości osób. A jeśli wszystko wróci do normy? Ciekawiło mnie czy ci ludzie również powrócą do swojego dawnego wyglądu i znowu będą żyli jak dawniej. Od tamtego wydarzenia minęło tak dużo czasu, że sam nie pamiętałem jak wyglądała moja twarz. Patrząc na obrazy, kiedy byłem jeszcze dzieckiem, nie byłem w stanie uwierzyć, że to właśnie byłem ja. Tak wiele już nie pamiętałem i zapominałem o tym, chociaż za wszęlką cenę chciałem utrzymać to w pamięci. Dlaczego wszystko musiało być aż tak trudne?
Spojrzałem na dziewczynę kątem oka. W sukni wyglądała o wiele lepiej, a jej postać była milsza dla oka. Przynajmniej mogłem sobie wyobrażać, że jest kimś z wyższych sfer. Samo wyobrażenie jednak nie wystarczało. Wystarczyło aby się odezwała i w tedy od razu powracałem do rzeczywistości. Była chamska i miała niewyparzony język. Za życia mojego ojca nawet by nie wypowiedziała jednego złego słowa, w przeciwnym razie szybko by straciła język. Może i metody mojego ojca były brutalne, ale jak najbardziej skuteczne.

Stella
Chciałam jak najszybciej wrócić do swojego pokoju, a raczej wolałam to nazwać więzieniem. Więzieniem, z którego nie było ucieczki, a jedyne co mogłam zrobić to próbować to jakoś przetrwać. Wpatrywałam się w obojga pewnym wzrokiem nie odzywając się. Nawet nie próbowałam nic powiedzieć. Zacisnęłam mocno dłonie w pięści gdy Juan zaczął opowiadać co działo się w wioskach. Aż dziwne, że naszego króla nie dziwiło, że co miesiąc porywana tylko dziesięciu ludzi. Co miesiąc o tej samej porze. Przecież nie trudno byłoby udaremnić taki atak. Dlaczego więc sądził, że wszystko jest w jak najlepszym porządku? Tego nie mogłam zrozumieć.
-Nic się nie zmieniło. Zdziczałe Orki ponownie zaatakowały i zdołały ominąć nasze straże. Z każdym atakiem stają się coraz sprytniejsze. Nie wiem czy coś jeszcze możemy dla nich zrobić. Są tacy bezczelni, że rzucili się na strażników. Moim zdaniem powinniśmy zostawić ich samym sobie-powiedział po dłuższym zastanowieniu. Prawie się na niego rzuciłam, miałam ogromną ochotę rozszarpać go na kawałeczki, ale nie zrobiłam tego. Zamiast tego siedziałam spokojnie i słuchałam wszystkiego co mówili. Najgorsze było to, że on wierzył w każde kłamstwo swojego brata. Chciałam poprosić o pozwolenie o pójście do pokoju, ale czułam, że on mi na to nie pozwoli. Przełknęłam głośno ślinę i oparłam się o kanapę. Nie byłam głodna. Żołądek odmawiał mi posłuszeństwa i choć mogłam pożywić się takimi smakołykami po prostu nie mogłam. Za bardzo się bałam. Przymknęłam oczy. Byłam strasznie zmęczona choć przespałam cały dzień.
-Powinniśmy wysłać do wioski żołnierzy i utemperować zachowanie ludzi-powiedział po chwili mężczyzna, a ja aż podskoczyłam na siedzeniu. Jakby tego było mało co zrobił nam do tej pory. Łzy napłynęły mi do oczu a dłonie zacisnęłam tak bardzo, że aż zostawiłam tam ślady paznokci. Wiedziałam, że one znikną, a ból był mi w tym momencie potrzebny. Odetchnęłam ciężko i posłałam mordercze spojrzenie Juanowi.
-Tak? Bo niszczenie naszych zbiorów i porwania to za mało?- zapytałam niby od niechcenia, a ten spojrzał na mnie jak na najgorsze stworzenie ignorując moje słowa. Wiedział, że mam rację, a mimo to nic z tym nie zamierzał zrobić. Ciągle też chodziło mi po głowie wczorajsze zasłyszane zdanie na korytarzu. Poprzednia dziewczyna zmarła o ile nikt jej nie pomógł. Byłam w pułapce zdana jedynie na ich łaskę. Z drugiej strony i tak wiedziałam, że w końcu zginę. Z dwojga złego wolałam jednak aby moja śmierć była szybka i w miarę bezbolesna, bo to, że nie dożyje starości było dla mnie pewne.

Liam
Uciszyłem dziewczynę gestem ręki. Nie powinna się do tego wtrącać. Może i nie była wychowana, ale przynajmniej mogliby ją nauczyć, że kobieta nie ma prawa się odzywać kiedy mowa jest o ważnych rzeczach. W końcu była tylko kobietą. We wsi może miała coś do powiedzenia i musiała pracować, tutaj jednak liczył się tylko jej wygląd. Była jedynie ozdobą u boku króla i tego powinna się trzymać. Czym szybciej to zrozumie, tym lepiej dla niej. Nie miałem zamiaru kobiety dopuszczać do głosu, tak jak i do podejmowania ważnych decyzji. Chociaż o czym miałaby decydować? Była jedynie moją poddaną, nie miała żadnego prawa głosu.
-Nie, to nie jest dobra pora na to. Na chwilę obecną nie będziemy im wozić zapasów. Może w tedy wrócą po rozum do głowy. W końcu głodny poddany to posłuszny poddany. Jeśli to nic nie da, podejmiemy kolejne kroki, aby zdusić tą rebelię. Zmniejsz również patrole. Nie będą czuli się aż tak pewnie kiedy będą narażeni na atak w każdej chwili. - powiedziałem pewnie. To nie był jeszcze czas na wojnę z tymi ludźmi. Wiedziałem jednak, że do tego dojdzie, chyba że w końcu zaczną słuchać moich rozkazów. Długo nie wytrzymają bez jedzenia, które dawałem im w prezencie każdego tygodnia. Oprócz potworów będą się również martwić o wzrastający głód, który w końcu zmusi ich do poddania się. Nie byli w stanie utrzymać się z własnych zbiorów, zwłaszcza w tą porę roku, kiedy nic nie rosło.
-A ciebie o zdanie nie pytałem, jakkolwiek ci było. Masz tu siedzieć i się nie odzywać. Nie masz żadnego pojęcia o panowaniu nad ludem. - machnąłem jedynie ręką. Byłem za bardzo skupiony na czymś innym, aby w tej chwili dać się ponieść emocjom i uciszać ją w inny sposób. Zamknie tą swoją buźkę, albo w końcu wyląduje w celi. Uratowałem jej życie, dałem własny pokój, mogła jeść ile chce, dostała suknię wartą kilka sztab złota a mimo to nadal była niewdzięczna. Gorzej było nad nią zapanować niż nad najbardziej wymagającą księżniczką. Każda kobieta ze wsi oddałaby nawet własną rękę za tak piękną i drogą suknię.

Stella
Wściekła podniosłam się z kanapy. Nie byłam w stanie tego dłużej słuchać. Wygadywał takie idiotyzmy, że aż w głowie mi zaszumiało od napływającej krwi. Założyłam dłonie na piersi i zgromiłam obydwu spojrzeniem. Nie miałam szans w starciu siłowym, a moich słów i tak nikt nie słuchał, ale miałam tego dość.
-Och...Na pewno brak nieistniejących wozów z jedzeniem zrobi im wielką różnicę tak samo jak zmniejszenie zmyślonej straży. Naprawdę dziękujemy ci panie za twoją dobroć i życzliwość jaką nam okazujesz. Bez ciebie nie bylibyśmy w stanie sobie poradzić. Czy byłbyś skłonny przyjąć moje najszczersze podziękowania?- powiedziałam szyderczo skłaniając się przed nim i nie spuszczając z niego wzroku. Jeszcze tego brakowało żebym miała siedzieć z zamkniętą buzią i przysłuchiwać się tym brednią. Po moim trupie. Prędzej wskoczę pod nadjeżdżający powóz niż pozwolę na coś takiego. Król powinien wiedzieć co się dzieje, a nie pozwalać na takie zachowania swojego brata. Tym razem stanęłam przed Juanem i zwróciłam się bezpośrednio do niego.
-Czemu zatem nie przyprowadzi pan do króla na audiencję jednego z wieśniaków którzy nie należą do wyimaginowanej rebelii? Skoro nasz władca nie chce sam się pofatygować do wsi niech ktoś przyjdzie do niego i opowie jak żyje się prostym wieśniakom.- spokojnie się do niego zwróciłam. Ten na sam pomysł o mało nie zerwał się z kanapy, a przecież tym razem nie powiedziałam nic nie odpowiedniego. To była czysta propozycja mogąca przynieść nieco światła naszemu królowi na życie ludzi, a to najwidoczniej nie spodobało się jemu bratu. Nie miałam się czemu dziwić. Chował wszystko szczelnie pod kloszem i nie dopuszczał króla do prawdy. Nie miałam na to żadnego wpływu. Widać było, że mężczyźnie ciężko jest się uspokoić.
-Jeżeli król sobie tego będzie życzył sam mi o tym powie...-warknął na mnie takim tonem jakby miał mnie uciszyć. Prychnęłam głośno i nie zwracając uwagi na żadnego z nich wyszłam z pokoju i udałam się do swojej sypialni. Drżałam widząc te potwory, ale postanowiłam sobie jakoś z tym poradzić. W końcu ile złego mogło mnie tu spotkać?

Liam
Warknąłem głośno kiedy się odezwała. Nie miałem zamiaru tego tolerować. Mogła myśleć sobie co chce, nie miała jednak prawa wypowiadać tych słów na głos, zwłaszcza w mojej obecności. Myślała, że uwierzę w te jej brednie? Wygadywała głupoty, jakby myślała, że może mnie tym przekonać!
-Idealnie! Może w końcu to ją uciszy. Masz znaleźć osobę, która nie należy do rebelii i o wszystkim opowie. Masz się z wybrankiem pokazać jutro z samego rana w sali tronowej. - powiedziałem wściekły. Jeśli to ją uciszy, bardzo chętnie to zrobię. Miałem już dosyć jej gadania i tych bzdur, które ciągle wymyślała. Była bezczelna i tyle.
Zerwałem się z fotela udając się za nią. Tym razem przegięła i na pewno jej tego nie odpuszczę. Szybko wyminąłem pilnujące ją stwory i stanąłem tuż za dziewczyną. Spojrzałem na nią groźnie.
-Chyba dałem ci jasno do zrozumienia, że nie mam zamiaru tolerować takiego zachowania. - warknąłem jej w twarz. Na jej ramieniu ułożyłem łapę, wbijając powoli w nie ramie. Nie zrobiłem jej krzywdy a jedynie pozostawiłem zaczerwienioną skórę. Moim celem było zadanie jej bólu, aby zobaczyła kto rządzi w tym miejscu. Powinna się do tego jak najszybciej dostosować.
-Z rana pojawi się ktoś z wioski, więc masz się stawić w sali tronowej. Ani minuty spóźnienia, inaczej wylądujesz na kilka dni w celi, albo i zagościsz tam przez dłuższy czas. - powiedziałem wyraźnie.
Ręką chwyciłem za jej podbródek i policzki, delikatnie ściskając, aby nie zrobić ej krzywdy. Dokładnie jej się przyglądałem dając do zrozumienia, że to właśnie ja nad nią dominuję i ma się zacząć słuchać. Posłuszeństwo za jej bezpieczeństwo i życie. Ten układ był chyba prosty i aż nazbyt zrozumiały. To jedynie od niej zależało jak długo pożyje i czy obudzi się dnia następnego. Powinna się cieszyć, że dawałem jej prawo do dokonania tak ważnego wyboru. Niech poczuje się zaszczycona, że to właśnie dla niej robię taki wyjątek.

Stella
Odwróciłam się gwałtownie gdy król wszedł do mojego pokoju, to znaczy tego który został mi przydzielony z jego rozkazu. Zaczęłam się cofać kiedy ten się do mnie zbliżał aż w końcu znalazła się za mną jedynie ściana. Przymknęłam oczy czując jego oddech na twarzy. Owszem jasno dał mi to do zrozumienia jednakże nie zamierzałam przyjmować tego do wiadomości. Może i inne kobiety były zastraszane i nie były w stanie wypowiedzieć własnego zdania, ale ja byłam inna. Wiedziałam, że i tak zginę, a może dzięki mnie ludziom będzie żyło się lepiej. Skrzywiłam się gdy łapę ulokował na moim zranionym ramieniu. Nie dość, że zadał mi nowy ból to jeszcze potęgował tamten. Próbowałam go od siebie odepchnąć jednak był dla mnie za silny.
-I świetnie...Może przekonasz się wreszcie jak jest naprawdę! Żaden z ludzi w wiosce nie jest na tyle głupi aby skłamać.-warknęłam na niego. Był brutalny i szczerze go nienawidziłam. Dopiero kiedy opuścił moją komnatę upadłam bezradnie na ziemię. Nie płakałam. Powstrzymywałam łzy i z trudem dotarłam do łóżka. Nie zasnęłam jednak tej nocy. Ramię paliło żywym ogniem, a brak drzwi potęgował strach, że ktoś tu wejdzie i mnie zabije. Po bezsennej nocy, a raczej prawie bezsennej, bo udało mi się przespać aż dwie godziny nad ranem w nogach łóżka znalazłam nową suknię i bieliznę na noc. Zaciekawiona podeszłam do ubrań i obejrzałam dokładnie kremową kreację. Była piękna. Ubrałam ją z lekkim wahaniem i zeszłam do sali tronowej parę minut po czasie. Nie miałam pojęcia jak tam trafić i prawie zgubiłam się w zawiłych korytarzach. Dopiero później zaprowadził mnie tam jeden z przebrzydłych orków. Nie miałam wyjścia i musiałam iść za nim. Stanęłam koło tronu króla i z założonymi rękami patrzyłam na to co się będzie działo. Do sali mało delikatnie został wprowadzony jeden z mieszkańców mojej wioski. Syn piekarza widać było, że mocno zastraszony niemal natychmiast upadł na kolana przed królem. Ścisnęło mnie w żołądku na ten widok. Wcześniej zdążyłam jeszcze zauważyć, że Juan szepcze mu coś do ucha. Miałam tylko nadzieję, że chłopak ma swój rozum i uda mu się powiedzieć prawdę.
-Więc powiedź nam... Co się dzieje w waszej wiosce i opowiedz o atakach dzikich orków- powiedział Juan zabierając głos zamiast pozostawić tą rolę królowi. Bardzo zakuło to w oczy. Dziwiłam się, że człowiek zamieniony w bestię jest w stanie na coś takiego pozwolić. Chłopak przełknął ślinę. Widać było, że jest wychudzony.
-Głodujemy od tak dawna... Nie ma żadnych dzikich orków. Wybacz panie, ale przybyłem prosić o litość. Błagam niech pan zlituje się nad nami i pozostawi nasze rodziny. Nie mamy już nawet co jeść, wszystkie zbiory są niszczone. Moi rodzice także zostali zabrani jako danina, a ja zostałem sam. Nie jestem w stanie wykarmić braci i sióstr. Panie...Błagam okaż nam litość i odwołaj swoich strażników.- błagał na kolanach chłopak. Chciałam do niego podbiec i uściskać, ale powstrzymałam się. Łzy napłynęły mi do twarzy. Chłopak nawet na mnie nie spojrzał cały czas klęczał ze spuszczonym wzrokiem. Spojrzałam na Juana. Nie wróżyłam dobrze temu chłopcu, bo żyłka na szyi brata króla niebezpiecznie drżała.

Liam
Wstałem wraz ze wschodem słońca, tak jak każdego dnia. Jak zawsze obudziłem się na ziemi, chociaż doskonale wiedziałem, że poprzedniej nocy ułożyłem się na swoim łóżku. Po tak długim czasie chyba nie powinno mnie to już dziwić. Nie byłem w stanie panować nad swoją zwierzęcą naturą w czasie snu, a ta nakazywała mi spać na podłodze. Była to jedna z tych rzeczy we mnie, których nie potrafiłem zrozumieć.
Tuż przed audiencją udałem się do sali tronowej, gdzie miałem spotkać się z wieśniakiem. Chciałem mieć to już za sobą i udać się na posiłek, póki ten parobek nie zanudził mnie jeszcze na śmierć. Nie miałem ochoty patrzyć na swoich poddanych. Każde z tych spotkań mogło mieć tylko jeden scenariusz. Właśnie dlatego unikałem innych ludzi, aby nie musieć przebywać w ich towarzystwie.
Warknąłem pod nosem kiedy dziewczyna się spóźniła. Nawet teraz nie potrafiła być punktualna. To ona zaproponowała ten idiotyczną audiencję, więc mogłaby pokazać chociaż odrobinę powagi oraz poszanowania dla swojego króla. Nie odezwałem się jednak ani słowem, ponieważ w tej chwili przybył mój brat z jakimś chłopakiem.
Uniosłem delikatnie brew przysłuchując się jego słowom. Wyglądał na przerażonego i gdyby mógł, zapewne narobiłby we własne spodnie. Może niezupełnie do tego dążyłem, aby poddani się mnie bali, jednak w obecnej sytuacji nie miałęm innego wyjścia. Będę w stanie mini kierować dopiero w tedy, gdy będą się bali o własne życia oraz swoje rodziny. Jeśli lud nie był wierny i oddany, trzeba było jakoś inaczej nad nim zapanować.
Wstałem z tronu podchodząc do chłopaka. Chodziłem dookoła niego, cały czas przybierając dostojną postawę.
-A więc może wytłumaczysz mi to, dlaczego z mojego zamku kilku poddanych uciekło, ponieważ nie było w stanie zapanować nad swoją dziką naturą?- mruknąłem pod nosem spoglądając na przygarbionego chłoptasia. Nie spojrzał na mnie ani razu. - Chciałbym się więc dowiedzieć co dzieje się z jedzeniem, które każdej niedzieli wywożone jest z mojego królestwa i dostarczane do pobliskich wsi. I dlaczego wszyscy spostrzegają moją straż jako złą? I czym jest rzekoma danina o której mówi?! Według twoich słów ludzie są zawsze porywani przez zdziczałe orki, które atakują wsie i są w stanie przejść moich strażników, chociaż atakują zawsze tego samego dnia o tej samej porze! - uniosłem nieprzyjemnie głos. Mimo, że nadal chodziłem dookoła chłopaka, moje słowa skierowane były do brata. Nie musiałem wierzyć w słowa wieśniaka, jednak aż nazbyt mnie to interesowało. Z naszej dwójki jedynie nasz brat wychodził poza mury zamku. Najbardziej interesowała mnie danina, przez którą ludzie ginęli. Ani trochę nie zgadzało się to ze słowami Juana, według którego byli oni porywani.
-Dajcie mu jedzenie i odprowadźcie do wsi. Nie mogę patrzyć na jego wychudzone ciało... Niech weźmie co chce i ile uniesie. - rozkazałem. Oczywiście i ten czym był dla mnie, nie dla tego marnego chłoptasia. Powinni zobaczyć jak ich król potrafi być łaskawy i ile tracą sprzeciwiając mi się.

Stella
Patrzyłam na scene przed moimi oczami. Chłopak był wyraźnie zastraszony, ale mówił prawdę i to go niestety zgubi i była to moja wina. Król krążył dookoła niego kiedy wieśniak w końcu spojrzał na naszego władcę aż sie wzdrygnął. Chyba każdy by tak zareagował na widok prawdziwej bestii. Gdyby ten człowiek chciał rozszarpałby biednego syna piekarzy na strzępy. Tak samo jak mnie w każdym momencie mógł. Znowu zaczął opowiadać o wozach z jedzeniem, które nie dotarły nigdy do żadnej wioski.
-Panie... Nic nie wiem o żadnych wozach z jedzeniem. Nigdy do nas nie dotarły. I nie ma żadnych zdziczałych orków... Co miesiąc przychodzą strażnicy i zabierają dziesięciu z nas- ostatnie zdanie chłopak ledwo wyszeptał. Bał się, a mnie sięserce krajało. Wiedziałam, że piekarczyk dostanie ostatni posiłek ale do domu już nie dotrze. Sama go w to wpakowałam i nie mogłam pozwolić na jego śmierć.
Juan nie od razu odpowiedział na pytania i oskarżenia brata. Przynajmniej król zaczął sam myśleć.
- Oczywiste jest że ten wieśniak kłamie- oświadczył spokojnie królewski brat jakby nic sobie z tego nie robił. Zacisnęłam mocno dłonie w pięści kiedy Juan zaczął iść w jego kierunku ze wściekłą miną. Nic nie poszło najwidoczniej po jego myśli. Musiałam szybko zareagować jeśli chciałam mu jakoś pomóc, ale nie wiedziałam czy mam jakieś szanse. Kiedy Juana od chłopaka dzielili kilka kroków zerwałam się z miejsca i rzuciłam się w jego kierunku. Stanęłam przed nim patrząc z rozpaczą na króla-bestie i upadłam na kolana przed nim. To była moja jedyna nadzieja na jego ratunek.
-Panie... Błagam nie odsyłaj go tak. Proszę! Dopilnuj aby był bezpieczny. On nie wróci do wioski. Oboje o tym wiemy, więc błagam ocal go- mówiłam z rozpaczą w głosie patrząc na króla. W tym momencie osłaniałam chłopaka przed Juanem własnym ciałem. Byłam gotowa oddać za niego życie, bo to przeze mnie się tutaj znalazł. Naraziłam go na śmiertelne niebezpieczeństwo. W ogóle nie powinien tutaj przychodzić. Wszystko przeze mnie. Miałam jedynie nadzieje, że król okaże choć odrobine łaski i ocali go. Musiał wiedzieć, że grozi mu niebezpieczeństwo. Bałam się że mimo wszystko postanowi mnie zbyć, a chłopak i tak zginie. Mój strach i rozpacz były aż nazbyt widoczne.

Liam
Brak wozów z jedzeniem? Byłem aż nazbyt ciekaw co działo się ze wszystkimi zapasami, które wysyłałem do wsi. Moi ludzie, mimo, że wyglądali jak potwory, każdego sezonu uprawiali ziemię, aby utworzyć zapasy na zimę i przekazać je ludziom w czasie głodu. Od lat tak postępowałem i teraz się dowiaduję, że cała ta praca została zmarnowana?
-Porozmawiamy o tym później, Juan. Lepiej dla ciebie, aby okazało się to kłamstwem. Chyba nie muszę ci przypominać co grozi ci za nieposłuszeństwo i okłamywanie swojego władcy. - warknąłem. Jeśli przez cały ten czas mnie okłamywał, poniesie tego konsekwencje. Nie chodziło tu już o ludzi, a o to jak zachowywał się wobec swojego króla. Czy ufałem swojemu bratu? Zapewne, jednak nie bezgranicznie. Już od młodych lat chciał udowodnić, że to właśnie on nadaje się na następce tronu i właśnie dlatego nie został królem. Od samego początku łasy był na koronę, chciał posiąść wszystkie te ziemie.
Spojrzałem z pogardą na dziewczynę. Może i była pyskata, jednak po raz pierwszy widziałem, aby się przede mną pławiła i o coś błagała. Nawet nie zasłużyła na to, abym wypełnił jej prośbę i chronił tego chłopaka. Na nic nie zasłużyła. Odkąd tutaj przybyła do niczego nie była przydatna, jedynie mnie denerwowała, wręcz doprowadzała do szału? Dlaczego więc miałbym spełniać jej prośby, skoro ona nie potrafi być posłuszna?
-Według mnie nic mu tu nie grozi, skoro dzikie orki nie istnieją. - powiedziałem poważnie. Spojrzałem jeszcze raz na chłopaka, który trząsł się ze strachu. Zbyt wiele na pewno z niego w przyszłości nie będzie, skoro boi się nawet przyjść do zamku, aby powiadomić o tym, co dzieje się w jego wsi. Był tchórzem. Po raz kolejny spojrzałem na dziewczynę. -Niech będzie. Zapewnię mu ochronę, a w zamian za to ty masz być bardziej posłuszna. - powiedziałem poważnie nie odrywając od niej wzroku. -Juan! Od tej chwili to ty jesteś odpowiedzialny za tego chłopaka. Każdego tygodnia ma przychodzić do mnie na audiencję, aby opowiadać co w danej chwili dzieje się we wsi. W każdą niedzielę o tej samej godzinie. Dodatkowo będzie towarzyszył przy przewożeniu jedzenia dla ludzi. Radzę ci na niego uważać i bardzo dobrze pilnować. Jeśli coś mu się stanie, albo nie stawi się do mnie po tygodniu, to ty poniesiesz tego konsekwencje, zrozumiano? - powiedziałem poważnie spoglądając z gniewem na swojego brata. - A teraz dajcie mu jedzenie i zaprowadźcie do wsi. Ma dotrzeć tam cały.

Stella
Nie spuszczałam błagalnego spojrzenia z króla. Musiał zdawać sobie choć minimalną sprawę z zagrożenia. Nie mogłam zostawić tak tego biednego chłopaka. Na pastwę orków i Juana. Już widziałam, że mi nie daruje tego, że wpędziłam go w kłopoty. Nie spodziewałam się zresztą niczego innego. Plany Juana powoli się sypały, a ja niewątpliwie byłam sprawcą tego zamieszania. Zacisnęłam mocno szczękę aby nie krzyczeć. Nie o zbuntowane orki się obawiałam.
Moje posłuszeństwo w zamian za bezpieczeństwo i jedzenie dla wieśniaka, którego już i tak za bardzo naraziłam. Czy to była wysoka cena? Nie miałam czasu aby się nad tym zastanawiać.
-Zrobie wszystko tylko nie pozwól mu zginąć- wyszeptałam przerażona. Co innego mogłam w takiej sytuacji zrobić. Zgodziłam się na warunki i po chwili podniosłam się z ziemi. Stałam ze spuszczoną głową. Czułam się jakbym wyrzekała się samej siebie, ale to była jedyna decyzja jaką mogłam podjąć. Juan skłonił się królowi nic nie mówiąc. Wskazał piekarczykowi kierunek do kuchni i sam poszedł za nim. W sali tronowej zostałam tylko ja i bestia. Czy on naprawdę był taki bezwzględny za jakiego go miałam na początku. Wychodziło, że nie zdawał sobie sprawy z tego jaka sytuacja naprawdę jest w wiosce. To nakazało mi spojrzeć na to z innej perspektywy. Juan cały czas okłamywał swojego brata, a ten zbyt długo mu ufał. Powinien wziąć sprawy w swoje ręce i zatroszczyć się o swój lud. Poleganie na wysłannikach było dobre ale tylko do pewnego momentu. Zadżałam kiedy na mnie spojrzał. Obiecałam mu posłuszeństwo, ale nie znaczyło to, że przestałam się go bać. Strach mnie wręcz paraliżował. Choć byłam głodna wiedziałam, że nic nie zjem, bo wszystko momentalnie zwrócę. Może jednak ta groźnir wyglądająca bestia nie zrobi mi krzywdy... Nie byłam tego pewna po wczorajszym wieczorze. Naruszył ranę na ramieniu tak, że ponownie się otworzyła. Bandaż na ramieniu w jednym miejscu był cały czerwony i za jakiś czas będę musiała go zmienić. A raczej wyprać i użyć ponownie bo innego nie miałam. Przynajmniej rana była czysta i zadbana. Problem stanowiło tylko to że się nie goiła. Była inna niż poprzednie zadrapania i blizny na ramionach, które teraz były doskonale widoczne na mojej skórze. Suknia, którą miałam na sobie miała odkryte ramiona, a nie miałam szala aby je zakry. Starałam się przed wyjściem zasłonić je troche włosami, ale teraz na nic nie było to zdatne bo spływały po moich plecach kaskadą. Zresztą to już nie było ważne. Musiałam zadbać o świeżą ranę i spróbować tu jakoś przetrwac.

Liam
Juanowi najwyraźniej nie podobał się taki układ, jednak w tej sprawie nie miał nic do powiedzenia. Wystarczy, że chłopak się do mnie nie stawi, a mój brat zniknie razem z nim. Tym razem nie będę dla niego aż tak pobłażliwy. Jeśli przez cały ten czas kłamał, będę miał idealną okazję i powód, aby się go skąd pozbyć. Najwidoczniej za bardzo mu ufałem w tych sprawach, mając nadzieję, że chce dbać o królestwo tak samo jak ja. Na chwilę obecną wyglądało na to, że jednie mnie oszukiwał, bawiąc się we władcę za moimi plecami i wydając rozkazy całkowicie przeciwne do moich. Nie mogłem na to pozwolić. Właśnie dlatego nie oddałem mu całkowitej władzy, aby móc wszystko kontrolować. Najwyraźniej na zbyt wiele to się nie stało. I tak robił co chciał, a mnie oszukiwał przeinaczając całą prawdę, aby wyszło tak, jak on sobie zaplanował.
Usiadłem na tron oddychając ciężko. Od lat nie odbywałem audiencji i już nawet zapomniałem jak to jest rozmawiać ze swoimi poddanymi. Chociaż nie wiem czy było to aż takie wspaniałe. Sprzed laty pamiętam, że głównie przychodzili po to, aby się na coś poskarżyć lub marudzić na swoje życie. Nikt nigdy nie prosił o rozmowę aby podziękować swojemu władcy za opiekę nad nimi.
-Mam nadzieję, że jesteś zadowolona z tej decyzji. Chłopak będzie żył i Juan za cenę własnej pozycji w królestwie dopilnuje tego. I przestań się trząść, jasne? Póki będziesz posłuszna nie musisz się niczego obawiać. - powiedziałem poważnie spoglądając na nią kątem oka. Od samego początku było widać, że się mnie boi, mimo to miała na tyle odwagi, aby ciągle pyskować. Naprawdę dziwna była ta dziewczyna. Może w końcu się do niej przekonam, jeśli nie będzie robiła wszystkiego, aby mnie rozwścieczyć i przestanie mnie prowokować do ataku. Jak na razie idealnie jej się to udawało, ja zaś całkowicie traciłem do niej cierpliwość. Ile można było wytrzymać coś takiego? Oczywiście, że nie całą wieczność. Ja miałem dosyć po zaledwie dobie.
-Jeśli chłopak mówił prawdę, w tedy postaram się polepszyć życie mieszkańców, aby nie było im aż tak ciężko. Jeśli jednak kłamał, a ty razem z nim, odpowiecie za to oboje.- dodałem po chwili. W chwili obecnej nie wiedziałem, która ze stron odpowiada tą prawdziwą wersję. Obie z nich zawierają rzeczy, w które trudno mi uwierzyć. Juan, tak jak i ten chłopak oraz Stella, wzbudzają we mnie nieufność. Wiedziałem jedynie tyle, że od teraz nie mogłem aż tak polegać na swoim bracie i sam to wszystko kontrolować.

Stella
Nie uwierzyłam jego słowom. Ostatniego dnia prawie się na mnie rzucił, a teraz mówił, że jeżeli będę posłuszna to nic mi nie grozi... Obserwowałam go uważnie. Nie byłam pewna czy jeśli mu się przeciwstawię to czy ludzie z wioski na tym nie ucierpią. Swoim czynem niemo nakazał mi spojrzeć na niego inaczej niż do tej pory. Udowodnił, że faktycznie nic nie wiedział o tym co dzieje się w wiosce, a co za tym idzie nie mógł nam pomóc. Owszem zaniedbał swoje obowiązki powierzając opiekę nad królestwem swojemu bratu, ale nie znaczyło to, że sam nie powinien nic z tym zrobić. Jedna audiencja mogła tak wiele zmienić. Gdyby tylko zrobił to wcześniej może nie doszłoby do takiego stanu rzeczy jaki mamy teraz. Podeszłam bliżej choć wbrew sobie. Nadal się go bałam, a jedno jego słowo nie zmieni tego faktu. Jak miałam poczuć się bezpiecznie w królestwie gdzie na każdym kroku napotykałam potwory. Nawet król był bestią, która nad sobą nie panowała. Jeśli powiem coś nie tak rzuci się na mnie?
-Owszem cieszę się, że tak postanowiłeś. Gdybyś go tylko odesłał nie przeżyłby... Może mi nie wierzysz, ale nie dotarłby nawet do wioski-powiedziałam cicho z bólem w głosie. Taka była rzeczywistość i jedynie nasz król mógł pozwolić sobie na życie w mydlanej bańce. Nic nie liczyło się dla niego do tej pory poza nim. Miałam nadzieję, że to zmieni i przynajmniej życie ludzi takich jak ja choć trochę się zmieni.
-Sam musisz ocenić kto mówił prawdę panie. Wysłuchałeś różnych stron. I choć wiem, że tego pewnie nie zrobisz to odwiedziny w wiosce pokazałyby jaka naprawdę jest sytuacja.- starałam się mówić spokojnie, ale nieprzespana noc i rana na ramieniu, którą nasz pan wczorajszego wieczoru naruszył całkowicie mnie wyczerpała. Usiadłam na schodach prowadzących do tronu i przymknęłam lekko oczy. Dzisiejszej nocy równiej nie zapowiadało się na to, że się wyśpię tak samo jak nic nie przełknę. Czułam się paskudnie. Do sali tronowej wszedł jeden z orków, a ja momentalnie wyprostowałam się w oczekiwaniu na najgorsze. Było ich tutaj tak dużo, że nie byłam w stanie się opanować. W wiosce stwarzałam jako takie pozory, ale tu nie byłam w stanie. Bandaż był calutki czerwony. Przycisnęłam do niego rękę co spowodowało ból, ale ucieszyłam się z niego. Pozwalał mi pozostać w rzeczywistości. Wiedziałam, że plamię rękę krwią, ale co z tego. Musiałam zmienić opatrunek i wydostać się z tego miejsca.
-Mogę już odejść Wasza Wysokość?

Liam
Spojrzałem na nią pewnym wzrokiem. Na moich ustach pojawił się niewidoczny uśmiech. Dziwne było to, że czułem satysfakcję z powodu jej zadowolenia. Było to inne niż chęć przypodobania się. Teraz jednak nie było to ważne. Nie chciałem o tym myśleć. Była po prostu kolejna dziewczyna w moim zamku, która chciałem wykorzystać do zdjęcia klątwy i później ją zostawić . Nie miałem zamiaru utrzymywać ja przez całe życie i się o nią troszczyć. Powinna po tym wszystkim wrócić do swojego domu i zapomnieć o tym wszystkim co się tutaj wydarzyło. To nie był jej świat i tego powinienem się trzymać. Miałem swój powód, aby ją tutaj przetrzymywać.
-I to właśnie planuje. Będziesz mi towarzyszyć w jutrzejszej wyprawie do jednej ze wsi. W tedy przekonamy się jaka jest prawda i wszystko będzie jasne.- powiedziałem poważnym tonem. Jeśli było to jedyne wyjście, nie miałem wyboru, musiałem się tam pokazać. Tak dawno tego nie robiłem. Od lat nie miałem kontaktu z ludźmi, nie licząc mojego brata. Nawet nie wiem czy jestem gotowy na opuszczenie murów zamku.
-Najpierw udaj się do pielęgniarki. Znajdziesz ją w lewym skrzydle, wyglądem przypomina wilka. Zmieni ci opatrunek na czysty i zajmie się twoja rana. - dodałem szybko. Jeśli miała pożyć trochę dłużej, jej rana musiała się wygoić. W przeciwnym razie nie przewidywalem dla niej długiego życia.

Stella
Więc jednak planował udać się do wioski? To było odważne posunięcie skoro nigdy tego nie robił. Od dawna żaden człowiek nie widział naszego króla. Nie znaczyło to jednak, że coś się zmieni. Jedna wizyta na pewno nie poprawi losu ludzi w królestwie. Owszem dowie się jaka jest sytuacja, ale jakość życia będzie taka sama. Przynajmniej póki nie postanowi czegoś z tym zrobić.
-Oczywiście skoro takie jest twoje życzenie Wasza Wysokość-mój głos brzmiał dziwnie bezosobowo. Mimo, że cieszyłam się, że zamierza poznać prawdę to obiecanie posłuszeństwa było jak porzucenie cząstki siebie. Jeżelibym się zbuntowała nasz król mógłby odwołać wozy z jedzeniem, a biedny piekarczyk straciłby ochronę. Nie podniosłam się ze schodów, bo było to ponad moje siły. Opadłam na dywan delikatnie opierając się plecami o stopnie. Miałam ochotę krzyczeć z bezsilności. Mimo wszystko nie mogłam pozwolić sobie na słabości. Wzdrygnęłam się na samą myśl, że miałabym udać się do pielęgniarki, która także była potworem. Tak jak przebywanie w towarzystwie króla nie przepełniało mnie tak dużym strachem to kiedy tylko widziałam jednego z orków lub innych bestii miałam ochotę krzyczeć. Podniosłam się ciężko na obie nogi i popatrzyłam ze strachem na króla.
-Nie ma takiej potrzeby. Nic mi nie jest to tylko zadrapanie. Zaraz zmienię bandaż i wszystko będzie w jak najlepszym porządku. Nie potrafię...Nie chce tam iść. Sama się tym zajmę.-w pewnym momencie głos mi się załamał, ale starałam się tego nie okazywać. Jeśli rozkaże mi jeszcze raz tam pójść będę musiała to zrobić, ale nie wiedziałam czy się na to zdobędę. Strach mnie paraliżował na samą myśl. Przełknęłam głośno ślinę i ciężko oparłam się o ścianę. Może i nie było w porządku, ale pójście po pomoc do potwora nie wchodziło dla mnie w grę. Oni potrafili tylko niszczyć i ranić. Co mogli wiedzieć o pomaganiu innym? Poza tym gdyby nasz król nie naruszył mojej rany nic by mi się nie działo. To była jego wina, że mi się pogarszało, a rana nie chciała się zagoić. Tamtego dnia już było dobrze, a teraz znowu wracaliśmy do punktu wyjścia.
-Nie każ mi tam iść...-wyszeptałam ciężko choć wątpiłam czy mi odpuści. Sama za niedługo na pewno oszaleję w tym miejscu. Na każdym kroku widziałam potwory, a na dodatek w moim pokoju nie było drzwi, które choć trochę by mnie od nich chroniły. Bezsenne noce to będzie mój kolejny problem w nadchodzących dniach. Musiałam ciągle być na baczności aby w razie kłopotów móc się przed nimi bronić. Od nikogo tutaj pomocy nie dostanę. Musiałam polegać na sobie. Nasz król nie wiedział jak to jest nie mieć nikogo i musieć walczyć o swoje życia. Wszystko miał podawane na tacy. Ze mną było inaczej i bałam się, że tym razem nie podołam.

Liam
Spojrzałem na nią niezadowolony. Miałem uwierzyć w to, że sama sobie poradzi z raną? Oprócz wody nie miała niczego. Królestwa pielęgniarka dysponowała nie tylko najlepszymi lekarstwami, ale również narzędziami, które pozwolą na szybsze zagojenie się rany. Ze względu na jej życie nie mogłem jej na to pozwolić. W tej chwili była zbyt cenna i mogła być bardzo przydatna dla mnie i dla ludzi, których dotknęła klątwa.
Wstałem z tronu, biorąc ją na ręce. Jeśli sama nie chciała tam iść, osobiście ją zaprowadzę do pielęgniarki. Musiała odkazić ranę i dobrze ją opatrzyć, to było moje ostatnie zdanie. Powinna w końcu przestać się tak zachowywać. Może i wyglądaliśmy jak potwory, ale wcale nimi nie byliśmy. Nadal mieliśmy w sobie bardzo dużo z człowieczeństwa, nawet jeśli się ono zatraca. Pielęgniarka była bardzo miłą kobietą, która o dziwo trzymała się najlepiej ze wszystkich. Nawet służki ulegały swoim instynktom, tylko pielęgniarka potrafiła je skutecznie stłumić. Kiedyś mnie tego uczyła, jednak ani trochę tego nie zrozumiałem i z czasem się poddałem. To nie było tak proste jak mogłoby się wydawać.
-Masz tam iść i zrobić porządek z raną. Nigdy nie wiadomo co się z nią stanie jeśli dobrze tego nie wyczyścisz. - powiedziałem poważnie. Postawiłem ją przed samymi drzwiami pokoju pielęgniarki. W końcu wszedłem do środka, popychając do przodu dziewczynę. Musiała się w końcu przełamać i nie uciekać przed nami. W końcu miała tutaj spędzić jeszcze trochę czasu. Będzie to trwało tak długo, póki klątwa nie zostanie ze mnie zdjęta.
Jak na złość kobiety nie było w pomieszczeniu. Wystarczyło jedynie na nią poczekać i zmusić Stellę, aby zmieniła opatrunek. Miała tutaj przychodzić każdego dnia i dbać o swoją ranę. Nie pytałem jej o zdanie, po prostu kazałem to zrobić. Niech nie myśli, że tak łatwo nade mną zapanuje. W zamian za ochronę tego chłopaka obiecała mi posłuszeństwo i tego powinna się trzymać. Miała bez słowa sprzeciwu wykonywać moje rozkazy, jak na poddaną króla przystało.
-Wyruszymy do wsi z samego rana. Nasz się stawić na śniadanie, tym razem bez spóźnień. Po tym udamy się do twojej wsi. Pokażesz mi jak żyją ludzie i co się tam dzieje. - powiedziałem poważnie.
Podszedłem do oka, przyglądając się zaniedbanemu ogrodowi. Stąd miałem na niego idealny widok, podobnie jak z mojej biblioteki, która znajdowała się piętro niżej, bliżej mojego pokoju. Ogołocone krzewy i drzewa wywoływały u mnie melancholijny nastrój. W pamięci miałem jeszcze urywki wspomnień, gdzie krzewy te zapełnione były pięknymi kwiatami. Brakowało mi tego.

Stella
Pisnęłam cicho kiedy mnie podniósł. Tego się nie spodziewałam w żadnym wypadku. Już prędzej myślałam, że każe mi tam iść, a nie że osobiście mnie tam zaprowadzi. Położyłam dłonie na jego futrze, które było zadziwiająco miękkie. Bałam się go, ale już nic nie mogłam z tym zrobić. Obietnica była obietnicą, a złamanie jej mogło mnie drogo kosztować. Postawił mnie dopiero przed drzwiami do gabinetu pielęgniarki. Przymknęłam oczy gdy wepchnął mnie do środka. Na całe szczęście nikogo nie było w pomieszczeniu i mogłam się choć trochę przygotować na to spotkanie. Wolałabym jednak aby minęło jak najszybciej abym mogła stąd odejść. Wiedziałam jednak, że to nie takie proste. Spojrzałam na naszego króla. Nawet nie wiedziałam jak ma na imię. Pytanie o to jednak zostawiłam dla siebie. Nie moją sprawą było jak go ochrzczono o ile w ogóle do tego doszło.
-Tak jest Wasza Wysokość. Skoro tego sobie życzysz- powiedziałam głucho. Spodziewałam się, że to będzie najczęściej wypowiedziane przeze mnie zdanie w ostatnim czasie. Tak jest panie... Czego sobie życzysz panie... Musiałam się do tego przyzwyczaić, bo tak będzie wyglądało moje życie. Przynajmniej na razie póki nie znajdę wyjścia z tej sytuacji. Nawet nie wiedziałam po co mnie tu trzyma i jak długo to potrwa. Przecież niczym się nie naraziłam, a pierwszego dnia chciał mnie nawet rozszarpać za nierozważne słowa, które wypowiedziałam. Po chwili do pomieszczenia weszła "pielęgniarka", która nie wyglądała tak strasznie jak reszta służby w tym zamku. Patrzyłam na nią z lękiem w oczach. Od razu to zauważyła i podeszła do mnie powoli uspokajająco podnosząc rękę jakby chciała zasygnalizować, że nic mi się nie stanie. Przynajmniej nie z jej strony. Odetchnęłam głęboko. Nie trudno było zauważyć w czym problem więc wilczyca od razu odwinęła prowizoryczny bandaż z mojej rany.
-Och... Nie goi się prawidłowo. Przykro mi, ale trzeba będzie to zaszyć. Ponownie się otworzyła prawda? Wolę nawet nie pytać jak do tego doszło. Jestem Daniela.- powiedziała z troską w głosie przyglądając się uważnie mojej ranie. Wzięła do ręki jakąś buteleczkę i wylała część jej zawartości na moją ranę. Syknęłam cicho kiedy paskudnie mnie zapiekło. Podejrzewałam, że to jeszcze nie koniec. Kątem oka zobaczyłam błysk igły. Szybko zamknęłam oczy aby nie musieć na to patrzeć. Błagałam w myślach aby nie bolało tak jak myślałam, że będzie boleć. Przygryzłam policzek kiedy igła wbiła się w moje ciało. Bolało paskudnie zwłaszcza, że rana bolała sama z siebie, a igła potęgowała to jeszcze. Powstrzymałam łzy. Przecież mogło mnie spotkać coś gorszego. Po kilkunastu minutach pielęgniarka poklepała mnie łapą po kolanie oznajmiając, że to koniec. Drżałam lekko na całym ciele, ale przynajmniej krew już nie leciała. Daniela zabezpieczyła ranę bandażem.
-Musimy ją kontrolować aby nie wdało się zakażenie- dodała na koniec, a ja wstałam powoli z łóżka na którym usiadłam. Dochodziło południe, a ja nadal nie byłam ani trochę głodna. Chciałam tylko odpocząć jednak nie usnęłabym w tym miejscu.
-Mogę już odejść?- zapytałam słabym głosem. Zaczynałam źle się czuć po tym wszystkim.