niedziela, 26 marca 2017

PiB cz.7

Liam

Mimo początkowych oporów Stelli, w końcu poddała się i przybliżyła do mnie. Poczułem przyjemne ciepło kiedy odwzajemniła mój pocałunek. Właśnie tego potrzebowałem. Chciałem, aby była jeszcze bliżej mnie. Chciałem ją posiąść, aby była moja. Na pewno tak łatwo jej nie wypuszczę ze swoich ramion. 
Jedną ręką oplotłem jej biodra, drugą natomiast wodziłem po udzie, coraz bardziej unosząc suknię ku górze i odsłaniając jej nogi. Podobało mi się to i chciałem więcej. Kawałek po kawałku pozbywać się części ubrania i odkrywać jej zgrabne ciało, aby w końcu stanęła przede mną w samej bieliźnie, której równie szybko bym się pozbył. Czułem ogromne pożądanie, którego nie byłem w stanie ugasić i tylko ona mogła je zaspokoić.
Spojrzałem zrezygnowany na dziewczynę, która szybko ode mnie uciekła, po czym niezbyt zadowolony przeniosłem wzrok na mojego brata. Jeszcze jego tutaj brakowało. Wiedziałem, że zrobił to specjalnie, aby ją spłoszył i do niczego pomiędzy nami nie doszło. Coraz częściej miałem wrażenie, że chciał się jej stąd pozbyć, aby mój plan nie doszedł do skutku. Własnie w ten sposób się teraz zachowywał. Nie szło po jego myśli, więc musiał jak najszybciej zmienić taktykę. To by tłumaczyło, dlaczego poprzednie dziewczyny ginęły, zanim jeszcze zdążyłem je dobrze poznać. 
-Muszę cię wsadzić do więzienia, abyś w końcu posłuchał się moich rozkazów? - powiedziałem poważnie leniwie podnosząc się z ziemi. Na pewno mu nie daruję takiego zachowania. Powinien był trzymać się jak najdalej od tego miejsca wiedząc, że jestem tutaj ze Stellą. Spojrzałem mu w oczy kiedy dziewczyna uciekła do swojego pokoju. - Mam inne powody niż ta idiotyczna klątwa, więc trzymaj się jak najdalej od niej. Nie chcę nawet widzieć, że przebywasz z nią w tym samym pomieszczeniu, a co dopiero kładziesz na niej swoje brudne łapska. Lepiej dla ciebie, aby coś takiego już nigdy się nie powtórzyło. - zagroziłem mu. Z mojego gardła wydobyło się ciche warknięcie.
Wyminąłem brata, pozostawiając go samego w bibliotece. Na pewno nie dam mu tej satysfakcji i nie zobaczy tragicznego zakończenia, którego tak oczekuje. Zapukałem do drzwi pokoju dziewczyny, gdzie powinna się ukrywać. Na szczęście zastałem ją siedzącą na łóżku, co bardzo mnie uspokoiło. Coraz bardziej się o nią bałem. Nie było to zbyt normalne, że zaczynałem się troszczyć o kogoś innego niż ja sam.
-Nic ci nie jest? Nie powinnaś przejmować się jego słowami, chce cię jedynie przestraszyć.- mruknąłem pod nosem przybliżając się do niej. Nachyliłem się nad dziewczyną, składając pocałunek na jej szyi, po czym przeniosłem się na płatek ucho. Przygryzłem je delikatnie obserwując reakcje Stelli. -Mam nadzieję, że dzisiejszego wieczoru to dokończymy. - wyszeptałem do jej ucha. Wyprostowałem się, wyciągając w jej kierunku rękę. -Kolacja na pewno jest już gotowa, dlatego powinniśmy iść do jadalni. I nie myśl o tym co mówił Juan. Po prostu cię pragnę i chciałbym spędzić tą noc tylko z tobą, póki nadal jestem sobą.


Stella

Siedziałam na łóżku nie wiedząc co o tym myśleć. Wiedziałam jedno. Za chwilę Liam wejdzie do mojego pokoju i nie byłam pewna jak mam się wobec niego zachować. Pocałunki ogromnie mi się podobały i o mały włos nie doszło między nami do czegoś większego. Tylko czy ja naprawdę tego nie chciałam? Sprawiał mi wielką przyjemność sam jego dotyk. Tak jak myślałam drzwi się otworzyły i do środka wszedł król. Nie spodziewałam się nikogo innego. Juan na pewno nie poszedłby za mną.
-Wszystko w porządku...-wyszeptałam cicho nie spuszczając z niego wzroku. Był bardzo blisko mnie. Po chwili całował moją szyję i ucho, a mnie przeszył dreszcz na dźwięk jego słów. Zaschło mi w gardle i chciałam się przysunąć bliżej niego. Nie miałam ochoty na żadną kolację. Powiedzenie tego jednak było zbyt trudne. Skinęłam głową łapiąc jego dłoń i schodząc wraz z nim do jadalni. Zarumieniłam się ogromnie gdy otarłam się o jego ramie piersiami. Był to przypadek ale i tak ogromnie mnie ten dotyk pobudził. Zasiadłam do stołu. Oczy zaszły mi lekko mgłą, ale po chwili ją przegoniłam. Liam posadził mnie tuż koło siebie przez co jeszcze trudniej było mi się skupić, bo nasze nogi stykały się ze sobą.
-Dziwnie się czuje przy tobie-powiedziałam powoli uciekając od niego wzrokiem. Przed oczami nadal miałam scenę z biblioteki gdy moja suknia było niebezpiecznie wysoko, a jego dłonie wodziły powoli po moim ciele coraz wyżej i wyżej.
Nie! Musiałam się uspokoić. Jeśli zacznę teraz o tym myśleć to na pewno nie wytrzymam do końca kolacji i rzucę się na niego, a tego nie powinnam robić. Nawet przez myśl mi to nie powinno przejść. Jednak przeszło i nie chciało wypaść. W końcu wniesiono wszystkie potrawy do jadalni więc mogłam skupić myśli na czymś innym. Odetchnęłam ciężko biorąc się za jedzenie. Kolacja jednak minęła tak szybko jak się zaczęła i wszystko zostało zabrane. Spojrzałam na mężczyznę nie wiedząc co teraz się wydarzy. Było między nami jednak wielkie napięcie, które cały czas szukało ujścia. Oddech mi przyspieszył. Wstałam powoli i stanęłam za swoim krzesłem.
-Nawet nie wiem kiedy kolacja minęła. Wydarzyło się to tak szybko...-powiedziałam chcąc przerwać jakoś niezręczną ciszę- mam nadzieję, że prezent ci się podobał.
Wolałam zmienić temat na jakiś bezpieczny aby nie myśleć jakby to było jakby ten przystojny mężczyzna, którego polubiłam nawet pod postacią bestii właśnie mnie całował i dotykał w tak bezwstydny sposób jak przed chwilą.



Liam

Uśmiechnąłem się do siebie czując dotyk jej piersi. Było to delikatne, jednak wyczuwalne. Bez problemu mogłem określić, czy w tym momencie miała na sobie stanik. Ku mojej uciesze nie była w niego ubrana, a znaczyło to jedynie tyle, że miała na sobie samą suknię i dolną część bielizny. Sama myśl o tym sprawiała, że chciałem zabrać ją z powrotem do pokoju i urzeczywistnić swoje wyobrażenia, które w tej chwili chodziły mi po głowie.
Usiadłem tuż obok niej, aby być jak najbliżej. Nawet na chwilę nie opuszczały mnie te myśli, które zapewne większość ludzi uznałoby za niestosowne, zwłaszcza wobec kobiety, która nie jest moją żoną. Mi natomiast ani trochę to nie przeszkadzało. Nie byłem w stanie powstrzymać tak dużego pożądania, które w dalszym ciągu szukało ujścia w emocjach.
-A ja doskonale wiem dlaczego.... - wyszeptałem jej do ucha. Po tych słowach złożyłem na jej szyi kolejny pocałunek, z każdym kolejnym schodząc coraz niżej, w stronę jej biustu. Rękę ułożyłem na kolanie dziewczyny.
Przestałem dopiero w tedy, gdy do pomieszczenia weszli poddani niosąc w ręku potrawy. Odsunąłem się spokojnie udając przed służbą, że nic się nie stało. Dziewczynie natomiast posłałem lubieżny uśmiech, który zbyt szybko nie zniknął z moich ust. Widząc jej przyzwolenie nie zamierzałem się już hamować ani ukrywać.
Kolacja minęła szybko,a przez cały ten czas ani razu nie pojawił się Juan. Fakt, że mogłem ten czas poświęcić jedynie Stelli był satysfakcjonujący. Wstałem od stołu, szybko pojawiając się u boku Stelli. Stanąłem na przeciw niej, oplatając ją w biodrach i przytulając do siebie.
-Prezent jest wspaniały. Teraz pozwolisz, że ci się za niego odwdzięczę i uczynię ten wieczór przyjemniejszym oraz dłuższym niż sama kolacja. Wcześniej bezwstydnie nam przerwano.- wyszeptałem spoglądając na nią lubieżnie. Znając odpowiedź zaprowadziłem dziewczynę prosto do swojego pokoju, zamykając go na kluczy. Tym razem nie pozwolę, aby nam przerwano. Ten wieczór należał jedynie do nas i nie chciałem zawracać głowy niczym innym, zwłaszcza moim bratem.
Podszedłem do Stelli, łapczywie ją całując. Pragnąłem jej ust jeszcze bardziej niż wcześniej. Zgrabnym ruchem ręki szybko pozbyłem się jej sukni. Ku mojej uciesze dziewczyna nie miała na sobie żadnego stanika, co jeszcze bardziej rozbudziło moje zmysły.
Stella

Dałam się zaprowadzić do jego sypialni choć nie byłam pewna czy to jest odpowiedni pomysł. Przecież nie miałam pewności czy on coś do mnie czuje i czy nie pakuje się w jedno wielkie bagno. W tym momencie jednak nie chciałam o tym myśleć. Jedyne czego potrzebowałam to jego dotyk. Drżałam na myśl o tym, że mężczyzna nawet nie pomyślał o tym, że może mi się to nie spodobać. On był pewny, że mi się podoba. I miał całkowitą rację. Byłam w nim zakochana? Nie... Nie mogłam do tego dopuścić, ale czy ta jedna noc wzajemnej przyjemności mogła być aż taka zła. Nie wiedziałam tylko jak się za to zabrać. Jęknęłam cichutko kiedy mocno mnie pocałował. Natychmiastowo oddałam pocałunek zarzucając mu ręce na szyje. Instynktownie przywarłam do jego ciała wtulając się w niego. Cofnęłam się gdy moja suknia wylądowała na ziemi. Spuściłam wzrok i zasłoniłam się rękami.
-Boję się... Nie wiem co robić-wyszeptałam w końcu podnosząc na niego wzrok. Liam cały czas się we mnie wpatrywał co wzmagało we mnie pożądanie, ale nie osłabiało strachu. Przełknęłam ślinę przysuwając się do niego o krok. To co robiłam było bezsensowne i mogło się zakończyć tylko w jeden sposób. Tragicznie. Chciałam zaryzykować i zrzucić swoje serce prosto w przepaść aby rozpadło się na miliony kawałeczków. Drżącymi dłońmi odpięłam guziki jego marynarki i zrzuciłam ją na ziemię. Przytuliłam się do niego mocno nie chcąc się cofnąć. 
-Tylko nie zrób mi krzywdy dobrze?-zapytałam spoglądając w jego oczy. Potrzebowałam jakiegoś punktu zaczepienia, który by mi dawał pewność. Połączyłam nasze usta w pocałunku. Po prostu go pragnęłam i nie chciałam czekać w niepewności na jego decyzję. Tym razem to ja chciałam go całować. Nadal byłam czerwona na twarzy i całą skrępowana tym, że stałam przed nim naga. Nie czułam się lepsza niż kobiety na ulicy oddające się za kawałek chleba. A może to jednak znaczyło coś więcej i ja znaczyłam coś więcej dla niego? Owszem mówił, że będzie mnie chronił, ale czy miał w tym jakiś ukryty cel? Odetchnęłam głęboko wyrzucając te myśli z głowy i ponownie cofnęłam się o krok. Spojrzałam w jego oczy czekając na to co postanowi zrobić. Drzwi były zamknięte na klucz więc mieliśmy pewność, że nic nam nie przeszkodzi.


Liam

Z łaknieniem w oczach spojrzałem na jej ciało. Skrępowana i zarumieniona wyglądała jeszcze bardziej rozkosznie. Miło było dla odmiany popatrzeć na nią w ten sposób. Mogłem rozkoszować się jej widokiem i wiedziałem, że tylko do mnie należy. Nie oddam jej tak łatwo. Każdy, kto tylko położy na niej swoje łapy pożałuje tego i zostanie ukarany z moich własnych rąk.
Oddałem namiętne pocałunki, nie chcąc się ani na chwilę od niej oderwać. Pociągała mnie jak nikt inny do tej pory i to podobało mi się najbardziej. Już od dłuższego czasu chciałem się do niej przybliżyć, a ten jeden dzień był idealną okazją, aby spędzić miło chociaż jeden wieczór. W postaci bestii na pewno trudno byłoby mi się powstrzymać, jednak wiedziałem, że w tedy nic pomiędzy nami by się nie wydarzyło. Jedynie jako człowiek mogłem się do niej bardziej zbliżyć.
-Nie musisz nic robić, po prostu się zrelaksuj. Zrobię wszystko, aby było ci przyjemnie.-wyszeptałem do jej ucha, przygryzając jej płatek. Po tym szybko pozbyłem się dolnej części jej bielizny, by po chwili oglądać ją w całej okazałości. Miała idealną figurę i pełne kształty. Podobała mi się. Pomogłem jej w pozbyciu się i moich ubrań i zaprowadziłem bliżej łóżka. Pomogłem jej się wygodnie ułożyć, sam zaś nachyliłem się nad nią, składając na jej ciele pocałunki. Wolną ręką zaś pieściłem ją po ciele, aby mogła się rozluźnić. Chciałem ją jeszcze bardziej pobudzić, zanim przejdziemy do ostatniego etapu tej nocy. 
-Obiecuję, że będę delikatny. - ucałowałem ją w brzuch, z każdym pocałunkiem schodząc coraz niżej.

____________________________

Obudziłem się z samego rana. Leniwie otworzyłem oczy spoglądając na swoje ręce, które powróciły do swojego dawnego wyglądu. Znowu byłem potworem i nie mogłem z tym nic zrobić. Tym bardziej nie będziemy mogli powtórzyć wczorajszej nocy, chociaż była naprawdę przyjemna. 
Spojrzałem na nagą Stellę, która się we mnie wtulała. Na samo wspomnienie jej zarumienionej twarzyczki na moich ustach pojawiał się szeroki uśmiech. Chciałem częściej ją taką oglądać, nawet jeśli nie było to przyzwoite czy odpowiednie. Nie dało się ukryć, że miniona noc była dla niej przyjemna i jej ciało doskonale mnie o tym informowało. Gdyby nie mój obecny wygląd, na pewno w tej chwili bym się na nią rzucił i zaczął całować.
-Jak ci się spało? - powiedziałem ściszonym głosem patrząc na jej zaspaną twarz. Uśmiechnąłem się kiedy otworzyła oczy i spojrzała na mnie.

Stella

Poprzednia noc była najbardziej przyjemną w moim życiu. Mimo, że na początku bolało, ale następne przeżycia były tak rozkoszne, że szybko o nim zapomniałam. Nie pamiętałam kiedy zasnęłam i ile razy w ciągu nocy to robiliśmy. Wiedziałam jednak, że chciałabym przeżyć taką noc nie jeden raz. Nie sądziłam aby to było możliwe. Liam w końcu się mnie pozbędzie tak jak zapowiedział i ta noc choć w pewnym stopniu nas do siebie zbliżyła to nie sądziłam aby król żywił do mnie jakieś cieplejsze uczucie. Ziewnęłam przeciągle i wyciągnęłam się na łóżku plecami napotykając coś miękkiego i przyjemnego. Doskonale wiedziałam co to, a raczej kto to i bez skrupułów się wtuliłam w mężczyznę, a dzisiaj już bestię. Dla mnie jednak ciągle pozostawał mężczyzną z wczorajszego dnia, który całował mnie i pieścił i sprawiał tak wielką rozkosz, że z całą pewnością jeśli wcześniej nie oddałam mu całkowicie serca to teraz już byłam jego. Wydawało mi się, że go kocham. Musiało tak być i nie widziałam innej możliwości. Niech jednak nie liczy, że kiedykolwiek to ode mnie usłyszy. Otworzyłam oczy słysząc jego ciepły głos więc odwróciłam twarz w jego stronę aby móc na niego spojrzeć. Wyglądał jak zawsze, ale ja ciągle widziałam w nim tego człowieka z wczoraj.
-Doskonale choć nie wiem jak tobie. Pewnie rozłożyłam się na całym łóżku. -wymruczałam cicho i pocałowałam go w policzek. Podniosłam się z łóżka jak tylko to zrobiłam lekko zarumieniona. Zaczęłam zbierać swoje rzeczy. Byłam trochę skrępowana swoją nagością więc wciągnęłam na siebie suknie aby trochę się zakryć i z powrotem położyłam się obok Liama.
-To był piękny prezent świąteczny i bardzo ci za niego dziękuję-wyszeptałam i tym razem po dłużej chwili pocałowałam go prosto w usta, które nie trudno było odnaleźć pod sierścią. Przedłużyłam trochę ten pocałunek po czym przytuliłam się do niego mocno. Miał rację. Wcale nie musiał mnie do niczego zmuszać. Sama chciałam aby mnie doprowadził do białej gorączki. Aby rozpalał mnie i całował. Ukryłam twarz w jego masywnej piersi aby nie widział moich rozpromienionych oczu. Uśmiechałam się do siebie. Po raz pierwszy w tym miejscu byłam szczęśliwa. Nie dopuszczałam do wiadomości, że się znudzę naszemu królowi i wyrzuci mnie jak stare śmiecie. Starałam się patrzeć na tu i teraz, a teraz byliśmy tutaj oboje. Bałam się troszkę, że od początku chodziło o jedno, ale i o to próbowałam się nie martwić. W końcu wcześniej nie dawał mi powodów, aby sądzić, że widzi we mnie kogoś więcej niż brudną i nic nie znaczącą wieśniaczkę. 


Liam


-Wspaniale spało się u twojego boku. Póki będę wyglądał w ten sposób, zapewne ta noc szybko nie zostanie powtórzona, czego bardzo żałuję. Nie zmienia to faktu, że bardzo chętnie ugościł bym cię w swoim pokoju już na stałe. - powiedziałem spokojnie, jednak na moje usta wkradł się zalotny uśmiech. Z dokładnością przyglądałem się jej zgrabnemu ciału kiedy wyszła spod kołdry. Miała idealne krągłości. Od razu nabrałem ochoty na to, aby powtórzyć tą noc jak najszybciej, chociaż wiedziałem, że nie powinienem tego robić. W tedy byłem człowiekiem, a w chwili obecnej jestem jedynie bestią. Nie miałem na co liczyć, że w takiej sytuacji spędzimy chociaż jedną namiętną noc, podobną do tej minionej. Kiedy jednak będzie taka możliwość, na pewno będę chciał to jak najszybciej powtórzyć. Po dzisiejszej nocy patrzyłem na nią z jeszcze większym pożądaniem niż poprzednio. Tylko ją chciałem mieć przy sobie i tylko ją dotykać. Nawet nie wiedziała jak bardzo jest cudowna, a ja jedynie pragnąłem jej coraz bardziej. 
-Kiedyś na pewno to powtórzymy. - mruknąłem pod nosem przyciągając do siebie dziewczynę. Ucałowałem jej szyję, szybko ściągając z niej górną cześć sukni, odsłaniając jej piersi. Chciałem chociaż jeszcze przez chwilę móc podziwiać jej ciało.
Odwzajemniłem jej pocałunek, po chwili pogłębiając go jeszcze bardziej. Mógłbym ją całować każdego dnia, tak jak i budzić się przy jej boku. Nie wiedziałem jednak czy w tedy dam radę się powstrzymać przed tym, aby znowu się do niej aż tak zbliżyć. Miałem ochotę zrobić to już teraz.
-Nie musisz przede mną ukrywać swojego ciała. Wyglądasz wspaniale, dlatego chcę cię podziwiać. W nocy nie krępowałaś się aż tak bardzo.- wyszeptałem do jej ucha. Jednym ruchem rąk szybko pozbyłem się reszty jej ubioru, wtulając bardziej w siebie. Przykryłem nas kołdrą, aby dziewczyna nie zmarzła. Nie śpieszno mi było do tego, aby wstawać z łóżka i nie móc być aż tak blisko niej.

Stella

Zarumieniłam się kiedy słyszałam wszystkie komplementy płynące z jego ust. Wolałabym aby ich nie mówił wtedy nie miałabym jeszcze większych wątpliwości. Chciałam wstać z łóżka i udać się na śniadanie aby nie musieć myśleć o tym wszystkim. Czy mogłam chociaż trochę rozjaśnić swój umysł i poradzić sobie z własnymi uczuciami? Nie sądziłam, że to może być takie trudne. Momentalnie zostałam przyciągnięta do włochatej piersi króla, ale ani trochę mi to nie przeszkadzało. Mój pocałunek, który rozpoczęłam stał się nagle bardziej namiętny. Liam postanowił go przedłużyć, a to chyba znaczyło, że nie jest aż tak bez uczuć. Po ostatniej nocy wiedziałam, że nie jestem mu obojętna, jednak czy na tyle aby się mnie nie pozbył kiedy się już znudzę? Bałam się, że mnie wyrzuci z zamku jak nie będę już potrzebna. Sam mi to zapowiedział, a na samą myśl ściskało mnie w żołądku. 
Przytuliłam się mocno do jego piersi szukając wsparcia i akceptacji które w tym momencie jak najbardziej znalazłam. Bałam się własnych uczuć w końcu on na pewno nigdy by mnie nie pokochał. 
-Mam taką nadzieję. Jeśli się uda będę chyba najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi-wyszeptałam kiedy w końcu udało mi się uwolnić od jego ust. Ciężko było mi złapać oddech. Nie przeszkadzało mi to, że Liam był teraz bestią. Nie wydawało mi się aby jego wnętrze się zmieniło. Pogładziłam go po policzku i przymknęłam oczy gdy postanowił pozbawić mnie ponownie tego dnia sukienki pod którą nic nie miałam. W bałaganie z ciuchów nie potrafiłam znaleźć własnej bielizny. Ponownie leżałam naga koło niego niezdolna się odsunąć. Za bardzo zależało mi na jego bliskości. On na pewno nie byłby w stanie mnie skrzywdzić. Te zamachy o ile one faktycznie istniały na pewno nie były dziełem króla. Ktoś inny musiał chcieć się mnie pozbyć. 
Czy nadal byłam więźniem pomimo wczorajszej nocy? Z całą pewnością. Ciężko było mi uwierzyć, że nie. Tak jakbym mogła nagle robić to na co mam ochotę. Westchnęłam cicho i zadrżałam kiedy mnie okrył kołdrą.
-Na pewno przesadzasz Wasza Wysokość. -mruknęłam. Tylko raz zwróciłam się do niego po imieniu i to podczas ataku wilków. Bałam się to zmienić w końcu nic większego dla niego nie znaczyłam i nie wypadało abym nagle mówiła do niego -Liam. Nie... To byłoby zbyt poufałe i świadczyło o tym, że rodzi się miedzy nami jakaś bliskość, a to nie mogła być prawda. Nie mogłam pozwolić sobie aby w to uwierzyć.

środa, 15 marca 2017

PiB cz.6

Liam

Jutrzejszego dnia była Wigilia, a ja coraz częściej myślałem o tym, czy nie powiniene z tego zrezygnować. Robiłem to tylko dla Stelli, ponieważ jej na tym zależało. W przeciwnym razie na pewno nie zgodziłbym się na ten pomysł. Dawno już nie obchodziłem wigilii i nie śpieszno mi do tego było. Nawet już nie pamiętałem jak obchodziło się to święto, co się w tedy robiło. Dla mnie będzie to dzień prawie jak każdy inny. Prawie, bo w tedy przynajmniej nie będę potworem.
Przy okazji musiałem wspomnieć o tym dziewczynie. Powinna wiedzieć, że jutrzejszego dnia wszyscy zamienią się z powrotem w ludzi, aby się nie przestraszyć. Na pewno będzie w szoku kiedy dnia następnego przywitają ją zwyczajni strażnicy, zwyczajne służące oraz sam król, który na ten jeden dzień miał przestać być potworem. Nie chciałem, aby uciekła przez coś takiego.
-Nie powinnaś odpocząć? Zbyt ciężko pracujesz ostatnimi czasy. Widzę, że się nie wysypiasz. Zamykasz się w swoim pokoju po nocach a z samego rana pomagasz w przygotowaniach. Powinnaś bardziej się o siebie zatroszczyć.- powiedziałem spokojnie, z ukrywaną troską w głosie.
Nie powinna się tak przemęczać. Jej ręka się nie zdążyła jeszcze wygoić a ciągłymi pracami na pewno sobie tego nie ułatwia. Od tego była służba, aby wszystkiego dopilnować. Mogła jedynie kontrolować, czy wszystko idzie po jej myśleć, nie miała jednak obowiązku wyręczać moich służących w pracy. Nie należało to do jej obowiązków. Może i była ze wsi, jednak w tym momencie stała u mojego boku, dlatego też musiała się stosownie zachowywać do swojej aktualnej pozycji. Można by powiedzieć, że jest kimś na wzór damy. Nie wymagałem od niej idealnego zachowania i znajomości każdej linijki etykiety, jednak nie mogła się zachowywać w ten sposób. Damie nie wypadało biegać przez cały dzień i pracować. Kontrolowała prace, chociaż tak naprawdę nawet na to nie powinienem jej pozwalać.
Zaprosiłem ją do stołu, aby razem ze mną zjadła posiłek. To, że ciągle pracowała i wszystkim się przejmowała nie znaczyło, że nie powinna robić sobie przerw. Nawet ona musiała coś zjeść i odetchnąć na chwilę. Za bardzo się tym wszystkim przejmowała.
Spojrzałem chłodnym wzrokiem na swojego brata, który w końcu raczył się tutaj pojawić. Po wizycie w moim pokoju nie miałem okazji go widzieć, jednak nie ubolewałem nad tym. Właściwie było o wiele lepiej, kiedy nie przebywał w pobliżu mnie. Teraz byłem aż nazbyt pewien, że już nie mogłem mu ufać.
-Czy to nie powinien być właśnie dzień do świętowania? Jedyny dzień w roku kiedy możemy zasmakować dawnego życia. Przyszła pora, aby mieszkańcy zamku zaczęli doceniać ten jedyny dzień i zacząć go świętować. W końcu tak długo na to czekaliśmy. - powiedziałem chłodno spoglądając na niego. Nie podobało mi się to, że chciał zaprosić Stellę i wpólnie spędzić z nią czas. Nie ufałem jej. Dodatkowo obiecałem dziewczynie, że będę ją chronić. Nie chciałem, aby przebywała w jego towarzystwie. Własciwie nie chciałem, aby spędzała czas z jakimkolwiek innym mężczyzną. To mi całymi dniami miała dotrzymywać towarzystwa.
-Dobry pomysł. Też chętnie zobaczę ogród. Trochę czasu już minęło zanim ostatni raz go podziwiałem na spokojnie- powiedziałem do brata dając mu wyraźnie znać, że na pewno nie przekazę dziewczyny w jego ręce.
Stella

Przeniosłam swoje uważne spojrzenie na Liama. Teraz to on skupił na sobie całą moją uwagę. Pierwszy raz usłyszałam w jego głosie taką dziwną nutę. Jakby... Się o mnie troszczył? Nie to nie mogła być prawda! A jednak powiedział to wszystko z taką miękkością i uśmiechem na ustach, że trudno było w to nie wierzyć. Od razu zobaczyłam, że nie chce abym nigdzie szła z Juanem i szczerze powiedziawszy ja także tego nie chciałam. Nie byłam pewna co może grozić mi z rąk brata króla. Jak na razie to tylko nasz władca w miarę dbał o moje bezpieczeństwo choć nie powiedziałabym, że byłam bezpieczna. Z każdej strony mi coś groziło i nie mogłam mieć też pewności czy to nie sprawka Liama. W to jednak ciężko było mi uwierzyć. Nie po tym jak mnie zaniósł do pielęgniarki aby opatrzyła moją ranę.
-Bracie wcale nie musisz nam towarzyszyć. Wezmę ze sobą przyzwoitkę jeśli boisz się o swoją piękną towarzyszkę i obiecuje, że nie zrobię nic niestosownego-powiedział z dziwną galanterią. Zachowywał się jakby chciał mi się przypodobać. Tylko jaki miał w tym cel? Już miałam odpowiedzieć kiedy Juan położył swoją dłoń na mojej dłoni. Zdziwiona uniosłam jedną brew pytająco. Po chwili wahania zabrał rękę i podniosłam się natychmiast ze swojego miejsca. Ten dotyk przyprawiał mnie o mdłości. Nawet nie wiedziałam czemu tak się działo. Spojrzałam przepraszająco na króla.
-Proszę o wybaczenie, ale przypomniałam sobie, że mam coś ważnego do załatwienia w sprawie świąt... -wyszeptałam przytłoczona i uciekłam z jadalni nic nie jedząc. Swoje kroki od razu skierowałam do mojej sypialni i usiadłam przy biurku. Oparłam głowę na dłoni i zapatrzyłam się w ogród za balkonem. Teraz pokryty śniegiem... Nie miałam najmniejszej ochoty wychodzić z zamku. W końcu to w tamtym miejscu zaatakował mnie wilk. Wyciągnęłam skończoną już książkę z szuflady i przypatrzyłam jej się uważnie. Byłam dumna ze swojego dzieła i miałam wielką nadzieję, że Liam to doceni. Nie spodziewałam się żadnych prezentów, ale też na nie nie liczyłam. Nie pamiętałam kiedy dostałam jakiś prezent od kogokolwiek o ile sucha bułka od piekarza pod koniec tygodnia mogła się do tego zalicz. Nie raz nie miałam wiele więcej tylko tyle. Kilka suchych bułek aby wyżyć do następnego tygodnia. Oczywiście nic nie było za darmo... Wyprzedałam wszystko co miałam zostawiając tylko biurko i szklaną misę. Teraz już nawet jej nie miałam gdyż król przypadkowo ją zbił. Obawiałam się, że będę musiała sprzedać naszyjnik schowany w sukni aby zapewnić sobie pożywienie jak tylko stąd odejdę. Dostałam jasno do zrozumienia, że Liam trzyma mnie tu tylko tymczasowo tylko z sobie znanego powodu. Pogładziłam delikatnie skórzaną oprawkę, którą sama zrobiłam i napis na niej.
Dla Liama...
Człowieka, który mimo wszystko nigdy nie stał się bestią. 
Trzeba patrzeć poza to co widać!
Uśmiechnęłam się do siebie i zadrżałam gdy ktoś zapukał do pokoju. Nie odpowiedziałam. Pierwsza myśl była taka, że muszę schować książkę. Drzwi się otworzyły w momencie kiedy książka upadła mi na podłogę. Szybko podniosłam ją i wepchnęłam ją do szuflady. Wiedziałam jednak, że intruz zauważył, że chce coś przed nim ukryć.



Liam

Bardzo dokładnie przyglądałem się swojemu bratu. Nie podobała mi się jego nagła zmiana charakteru wobec dziewczyny. O wiele bardziej wolałem to, kiedy był do niej nieprzyjaźnie nastawiony. Tym bardziej wkurzyłem się kiedy dotknął jej dłoni. Nie miał prawa tego robić, zwłaszcza bez mojego pozwolenia. Stella należała do mnie i nie powinien nawet na nią spoglądać póki ja nie wyrażę takiej zgody. Tylko ja mogłem być na tyle blisko niej. Odethnąłem z ulgą kiedy dziewczyna zabrała swoją dłoń. Poniekąd uspokoiło mnie to, że nie dała się do niego przekonać.
Niemniej jednak nie spodobało mi się to, że wstała od razu uciekając z jadalni. Chciałem spędzić ten czas z nią i chociaż mój wspólnie zjeść posiłek. Przez ostatnie dni jedyne co robiła to biegała z miejsca na miejsce przygotowując wszystko na jutrzejsze święto. Powinna ten czas spędzać ze mną i tylko mi poświęcać całą swoją uwagę. Właśnie po to tutaj była, aby mi towarzyszyć.
Nie odzywając się już słowem do brata wstałem od stołu. Syknąłem cicho kiedy rany dały o sobie znać. Nadal bolało mnie całe ciało. Trudno było mi się przemieszczać, jednak nie chciałem dać tego po sobie poznać. Zwłaszcza przy moim bracie, któremu coraz mniej ufałem. Miałem wrażenie, że nadal coś kombinuje i knuje przeciwko mnie. Może byłem przewrażliwiony, jednak nie mogłem pozbyć się tej myśli. Przez ostatnie dni wydaje mi się, że wszyscy są przeciwko mnie i każda osoba tutaj czyha na moje życie. Musiałem być o wiele bardziej uważny. Nie mogłem już nikomu ufać, ani moim służącym, ani swojemu bratu, który wykorzystywał moją niewiedzę przez tyle lat i mamił swoimi gadkami.
Udałem się na wyższe piętro, gdzie znajdował się pokój dziewczyny. Nie miałem zamiaru dać tak łatwo za wygraną. Miałem ochotę spędzić z nią trochę czasu i na pewno to zrobię. Coraz bardziej mi jej brakowało. Miałem wrażenie, że bez niej zaczynam wariować, chociaż tłumaczyłem to tym, że dawno nie miałem przy sobie żadnej dziewczyny, właśnie dlatego tak mnie do niej ciągnęło. Było to jedyne wytłumaczenie na moje obecne zachowanie. Chciałem, aby cały czas byłą przy mnie i tylko ze mną spędzała czas.
Zapukałem do drzwi jej pokoju i wszedłem, nie czekając nawet na odpowiedź. Spojrzałem na nią niepewnie kiedy podskoczyła i zaczeła to chować. Wiedziałem już wcześniej, że coś przede mną ukrywa, nie spodziewałem się jednak takiej reakcji. Nie mogłem uwierzyć, że nawet ona knuła przeciwko mnie.
-Co to było?- zapytałem poważnie patrząc na nią. -List do mieszkańców wsi? Jeśli coś planujesz za moimi plecami, radzę ci się szybko do tego przyznać, w tedy może będę łagodny przy wymierzaniu kary. Nie pozwolę, aby poddani knuli za moimi plecami. - powiedziałem chłodnym tonem.


Stella

Patrzyłam na Liama, który wszedł do mojego pokoju. Otworzyłam szerzej oczy czując jego podłe oskarżenia. Skuliłam się w sobie i cofnęłam o krok zasłaniając sobą szufladę. Nie wiedziałam po co starałam się zrobić dla niego prezent niespodziankę skoro on oskarżał mnie o spiskowanie przeciw niemu. Myślałam, że między nami jest coraz lepiej, ale myliłam się najwidoczniej. Spuściłam głowę. Czułam się jakby uderzył mnie w twarz. Wymierzenie kary? Tego było za wiele. Do oczu napłynęły mi łzy. Jego twarz, a raczej pysk bestii był zimny i nieczuły. Jakby ton głosu tak miły dla moich uszu zasłyszany w jadalni gdzieś zniknął. Nagle moje oczy stały się zimne, ale łzy nie zniknęły. W tym momencie znowu się go bałam i strach mignął w moich oczach. Ponownie był bestią gotową mnie skrzywdzić jeśli odpowiedź go nie zadowoli. Uniosłam dłoń w geście obrony gdyby przypadkiem chciał mnie skrzywdzić.
-Mam się przyznać tak? W takim razie dobrze. Żałuje, że w ogóle podjęłam się tego wszystkiego... Oskarżasz mnie jeszcze zanim dowiedziałeś się co to było. Zresztą dla mnie to i tak już nie ważne.- powiedziałam cicho po czym otworzyłam szufladę wyciągając z niej książkę. Spojrzałam na nią po raz ostatni po czym wcisnęłam ją w jego łapy pokryte futrem. Cały czas trzymałam się na dystans. Chłód w jego oczach był okropnie brutalny.
-Proszę bardzo... To robiłam przez ostatni tydzień. Wesołych świąt...-warknęłam cicho wychodząc z pokoju, a raczej wybiegając. Nie tak wyobrażałam sobie ten moment. Otarłam łzy, które mi napłynęły do oczu i omal nie wpadłam na Juana. Złapał mnie za rękę chcąc gdzieś za sobą pociągnąć, ale w przypływie paniki wyrwałam swoją dłoń i uciekłam po schodach na wyższe piętra. Po chwili już nie wiedziałam gdzie jestem. Było tu strasznie zimno i ciemno, ale przynajmniej nikt nie kręcił mi się pod nogami. Nie chciałam już widzieć Liama...Nie KRÓLA na oczy. Nie ufał mi. Od pierwszego dnia nic się nie zmieniło. Byłam tylko pionkiem w jakiejś chorej grze. Jak powiedział byłam dla niego tylko poddaną. Prostą wieśniaczką, która nie zasługiwała w sumie na nic poza tym, że może mieszkać we wsi w jego królestwie. Weszłam do pierwszego z brzegu pokoju i zamknęłam go za sobą na klucz. Mogli wyważyć drzwi, ale wtedy już na pewno się do naszego króla nie odezwę. Opadłam na łóżko drżąc na całym ciele. Takiego chłodu w jego oczach nie widziałam od pierwszego dnia. Momentu, w którym tu przybyłam. Po tym jak uratowałam mu życie zamiast uciec on oskarżał mnie o spiskowanie przeciw niemu. Czy panował nad swoim instynktem? Skoro mi nie ufał równie dobrze to on mógł na mnie zorganizować wszystkie ataki. Mógł chcieć się mnie pozbyć kiedy stałam się niewygodna. Tylko kiedy to się stało? Nie mógł mnie po prostu wypuścić i pozwolić żyć? Czy to było aż tak wiele? Przypomniałam sobie właśnie naszyjnik, który zostawiłam przez przypadek na biurku w pokoju i przeklęłam swoją głupotę. Liam na pewno już go zauważył i ponownie zaczął mnie oskarżać o posiadanie tak cennej rzeczy. W końcu skąd złoto u wieśniaczki? Nie musiałam się mu jednak z niczego tłumaczyć. Mógł mnie zabić jeśli taką miał ochotę.



Liam

Spojrzałem na nią chłodno wyczekując odpowiedzi. Nie wiedziałem czemu tak nagle wybuchnąłem. Byłem zdenerwowany zachowaniem mojego brata, który ewidentnie chciał coś od Stelli. Nie miał prawa dotykać dziewczyny, która należy do mnie. Na pewno nie będę tolerował takiego zachowania. Doskonale wiedział, że Stella ze mną ma spędzać czas a zaproszenie jej na spacer było brakiem szacunku do władcy!
Mój wzrok złagodniał kiedy ujrzałem w jej oczach łzy. Nie powinienem tego robić, jednak gniew był zbyt silny. Szybko pożałowałem swoich słów. Chciałem, aby czuła się tutaj chociaż trochę bezpiecznie i w końcu mi zaufała, natomiast dzisiejszego dnia całkowicie to zepsułem. Nie mogłem oskarżać jej o knucie przeciwko mnie. Na chwilę obecną była jedyną osobą, która spędzała ze mną czas i była przy mnie. Przyzwyczaiłem się do niej aż nadto, chociaż nie powinienem tego robić. Kiedy wypełni swoje zadanie, w tedy na pewno się rozstaniemy. To nie było miejsce dla niej i oboje o tym wiedzieliśmy. Po wszystkim wróci do swojego domu i już nigdy jej nie zobaczę. Już nawet mogłem się domyślić jak potoczą się jej dalsze losy. W czasie audiencji nie raz widziałem jak piekarczyk wlepiał w nią swoje maślane oczy. Ślinił się na widok mojej Stelli, jakby była jego własnością. Do tej pory się nie odzywałem, jednak nie miałem zamiaru tak tego zostawić. Drażniło mnie to, że sama dziewczyna nijak na to nie reagowała, kiedy powinna postawić sprawę stanowczo, że należy do mnie. Zamiast tego słodko się do niego uśmiechała, z radością witając każdego tygodnia.
Odetchnąłem głęboko. Nie pobiegłem za nią. Nawet nie wiedziałem co mógłbym jej w tedy powiedzieć. Ze smutkiem w oczach przyglądałem się książce, którą mi dała. Nie wyglądała jak jedna z tych, które mogłem znaleźć w mojej bibliotece. Pismo nie było aż tak profesjonalne, ale było schludne i staranne. Ciekawiło mnie kiedy nauczyła się pisać i kto ją tego nauczył. Jedynie ludzie z wyższych sfer posiadali takie umiejętności i nie kwapili się do tego, aby tego nauczyć ludzi ze wsi. Tak właściwie wieśniakom nawet nie było to potrzebne, aby żyć. Nie mieli do czynienia z książkami, które były dużym skarbem i jednymi z droższych rzeczy.
Spojrzałem na drzwi, gdzie przed chwilą zniknęła dziewczyna. Nie rozumiałem dlaczego zrobiła dla mnie prezent na święta. Sam nie miałem dla niej niczego i nie wiedziałem co mogłem jej podarować.
Wziąłem do ręki naszyjnik, który pozostał na widoku. Pierwszy raz widziałem go na oczy, dlatego nie trudno było się domyślić, że należał do dziewczyny. Nie wiem dlaczego, ale zabrałem go ze sobą. Od razu udałem się do swojego pokoju. Dnia dzisiejszego nie miałem ochoty z niego już wychodzić. Jutro natomiast musiałem znaleźć Stellę i przeprosić ją za swoje zachowanie. Ułożyłem się w łóżku.

~~

Obudziłem się dnia następnego, kiedy zostałem oślepiony przez słońce. Ze zdziwieniem spojrzałem na swoje dłonie, które wyglądały o wiele inaczej niż wcześniej. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że był to dzień kiedy znowu mogłem nacieszyć się swoim dawnym wyglądem. Wziąłem do ręki inne ubrania, które będą na mnie lepiej leżały.


Stella

Obudziłam się pośród kurzu i brudu. Przetarłam zmęczone oczy i podniosłam się z łóżka. Nie miałam ochoty na świętowanie. Wcześniej byłam pewna, że Liam mi nie zagraża, a jednak teraz nie miałam już tej pewności. Wczoraj wyglądał tak jakby mógł się na mnie w jednej chwili rzucić. Nie mogłam jednak tutaj siedzieć w nieskończoność. Ucieczka także nie wchodziła w grę. Pozostało mi modlenie się o to aby w końcu znudziła mu się ta zabawa i po prostu mnie wypuścił. To nie było wiele. Powrót do wioski także mnie nie pociągał. Wioska nie była bezpiecznym miejscem, więc lepsza musiałaby być ucieczka do innego królestwa. Wyszłam na opuszczony korytarz. Tak jak wcześniej nikogo tutaj nie było. Zeszłam powoli do swojego pokoju i spojrzałam na biurko. Tak jak przewidziałam i naszyjnik i książka zniknęły. Zacisnęłam dłonie w pięści przeklinając swoją głupotę. Na pewno go już nie odzyskać. Tylko jak miałam teraz zapłacić za życie jak tylko się stąd wydostanę? Żałowałam, że tak się starałam dla króla, a on potrafił mnie tylko oskarżać. Po co zresztą miałabym wysyłać listy do ludzi z wioski? Jego oskarżenia były bezpodstawne skoro ludzie tam nie potrafili ani czytać ani pisać. Zaburczało mi w brzuchu. Opuściłam swój pokój i skierowałam swoje kroki do jadalni. Musiałam coś jeść mimo że ktoś chciał mnie zamordować. Zatrzymałam się gwałtownie widząc jakiegoś mężczyznę zbliżającego się w moją stronę. Był bardzo przystojny, ale jednocześnie jego oczy były zimne i rzucały błyskawice. Zachowywał się jakby czegoś szukał, ale nie mógł znaleźć. Widząc mnie zmarszczył lekko czoło i przyspieszył. Przestraszyłam się okropnie. Chciałam się odwrócić i zacząć uciekać, ale potknęłam się o dywan i upadłam na ziemię. Obróciłam się na plecy i spojrzałam na mężczyznę. Uniosłam dłoń do góry w obronnym geście.
-Proszę nie rób mi krzywdy... -wyszeptałam. Był tuż tuż. Kiedy nieznajomy się na mnie nie rzucił szybko się podniosłam i wzięłam do ręki kandelabr ze ściany wyciągając go przed siebie aby w razie czego móc się bronić. Nie ubiegłabym za daleko, bo mężczyzna z całą pewnością by mnie szybko dogonił. Jedynym wyjściem było stanąć do walki. Nie wiedziałam kto go przysłał, ale nie wyglądał na zadowolonego tym, że stanęłam do walki. Albo tym, że się go bałam. W tym momencie zauważyłam opatrunki wystające spod koszuli. W tych samych miejscach w których... Opuściłam lekko kandelabr, ale po chwili ponownie go podniosłam. Nie znaczyło to, że przestałam się bać. W moich oczach błysnęło zrozumienie. Jakim cudem... Nic z tego nie rozumiałam. Zacisnęłam mocno szczękę. Wczoraj prawie się na mnie rzucił, a teraz wyglądał jak mężczyzna, a nie jak bestia. Był ponownie sobą co tylko bardziej mnie przeraziło. Jak to się stało? Cofnęłam się o krok próbując to wszystko zrozumieć cały czas trzymając kandelabr w razie gdybym musiała się bronić.



Liam

Wyszedłem z pokoju, biorąc ze sobą jedynie łańcuszek dziewczyny. Nie pojawiła się na śniadaniu, dlatego zaczynałem się o nią coraz bardziej martwić. Wczorajszego wieczora nieco mnie poniosło, nie chciałem jednak, aby stało jej się coś złego. Musiałem jak najszybciej odnaleźć Stellę i przeprosić ją za swoje zachowaniu. Nie miałem w zwyczaju przepraszać innych, jednak czułem, że dla niej muszę zrobić wyjątek. Miałem jedynie nadzieję, że nie będzie się na mnie za to zbytnio gniewała i wybaczy mi to. Tak dobrze zaczynaliśmy się rozumieć, a ta jedna sytuacja tak łatwo to zepsuła.
Wyszedłem na korytarz. Zmarszczyłem delikatnie czoło widząc dziewczęcą sylwetkę. Natychmiastowo przyśpieszyłem kroku. Tylko dlaczego przede mną uciekała? Czułem się nieco dziwnie widząc w jej oczach strach. Wcześniej byłem do tego przyzwyczajony, wydawało mi się to normalne, teraz jednak było inaczej. Nie chciałem, aby spoglądała na mnie w ten sposób.
-Spokojnie nic ci nie zrobię.- powiedziałem cicho powoli do niej podchodząc. W ludzkiej postaci wolałem nie oberwać od niej kandelabrem. Na pewno będzie to o wiele bardziej bolesne.
Podszedłem jeszcze bliżej, łapiąc za prowizoryczną broń dziewczyny i opuszczając ją na dół. W dalszym ciągu widziałem w jej oczach strach, który trochę mnie paraliżował.
-Przepraszam cię za wczoraj... Nieco za bardzo mnie poniosło i oskarżyłem cię o coś, co sam wymyśliłem. Proszę, nie gniewaj się na mnie za to. Od rana cię szukałem po całym zamku, nawet nie wiesz jak się bałem, że coś mogli ci zrobić.- powiedziałem troskliwym głosem spoglądając jej w oczy. Wyciągnąłem z kieszeni naszyjnik, który wczorajszego dnia znalazłem na jej biurku. Podejrzewałem, że należał do niej i prawdopodobnie mógł być dla niej cenną pamiątką. Nie chciałem go jej pozbawiać. Podszedłem bliżej niej, zapinając wisiorek na jej zgrabnej szyi. - Powinnaś lepiej go pilnować jeśli nie chcesz, aby się zgubił. Nie jest zbyt duży. I dziękuję za prezent... Nigdy bym się nie domyślił, że chciałabyś mi cokolwiek zrobić. Jest mi przykro, że musiałaś wczoraj przeze mnie płakać...- powiedziałem spokojnie. Po raz pierwszy takie słowa wyszły z moich ust, przez co sam byłem zdziwiony. Uśmiechnąłem się delikatnie, jednak nie byłem pewien czy powinienem. Liczyłem na to, że jej gniew szybko ustąpi, tak samo jak i strach.
-Wybacz, że nie powiedziałem ci o przemianie. Nie zdążyłem. To jedyny dzień w roku kiedy... no cóż, możemy znowu być sobą. Mam nadzieję, że nie przestraszyłaś się zbytnio widząc mnie w takiej formie. Na pewno jesteś głodna. - dodałem. Wyciągnąłem do niej rękę mając nadzieję, że mnie nie odrzuci.


Stella

Stałam jak sparaliżowana z kabdelabrem w dłoni. Głos, który wydobywał się z ust mężczyzny był mnie gardłowy niż bestii. Nie rozumiałam czemu ponownie jest człowiekiem. Nie poruszyłam się o krok gdy się do mnie przybliżył. Jedynie uniosłam wyżej kandelabr jakbym chciała go ostrzec choć wiedziałam, że go nie użyje. Nagle Liam złapał z moją broń i opuścił ją niżej.  Uciekłam wzrokiem w bok aby nie musieć spoglądać mu w oczy. Zadrżałam po części ze strachu a po części z tego że był tak blisko mnie. Nawet jako bestia kiedy słyszałam w jego głosie troskę i ciepło, potem jednak wróciła jego dawna wersja, która okropnie mnie przerażała. Otworzyłam szeroko oczy słysząc jego przeprosiny. Myślałam, że nie jest do tego zdolny. Nigdy przynajmniej nie słyszałam żeby za coś przepraszał.  -Nic mi nie jest... Przestraszyłeś mnie tym po prostu. Nie spodziewałam sie że tak zareagujesz- wyszeptałam cicho uważnie mu sie przyglądając. Wyglądał jakby naprawdę był zgnębiony i miał jakieś wyrzuty sumienia. Spojrzałam na mój wisiorek, który pojawił sie w jego dłoni.  Dziwnie sie czułam kiedy nie był bestią a prawdziwym mężczyzną. Świecznik upadł na ziemię tuż obok nas. Drgnęłam gdy jego dłoń musnęła moja szyję. Obróciłam się twarzą do niego rumieniąc się okropnie.
-Nie wiedziała czy... - nie chciałam mu mówić,  że bałam sie iż odbierze mi wisiorek- Mam nadzieje, że podoba ci się prezent- dodałam po chwili. Faktycznie pominięcie tak ważnego szczegółu jak przemiana może zdezorientować. Okropnie się przestraszyłam widząc jak idzie w moją strone bo po prostu nie wiedziałam kto to. Uśmiechnęłam się niezręcznie. Zaczynałam powoli sie odprężać w jego towarzystwie. Przygryzłam dolną wargę widząc jego wyciągniętą dłoń, ale po chwili przyjęłam ją.
-Ja... - chciałam my powiedzieć, że już sie nie boje, ale w tym momencie usłyszałam za sobą donośne kroki i głośne prychnięcie.
- Co wiedząc że mój brat jest przystojny chesz sie pewnie dostać do jego łóżka co? - powiedział szyderczo Juan, a ja speszona cofnęłam dłoń i spojrzałam na brata króla.
-Nie nie zamierzam... Za to ty widze nie próżnujesz z żądzeniem sie w zamku a nawet nie jesteś królem - powiedziałam poważnie. Chciałam sie bronić, ale chyba rozwścieczyłam go tylko i wyglądał jakby chciał mnie uderzyć.



Liam

Uśmiechnąłem się delikatnie do niej. Wyglądała naprawdę uroczo. Nie chciałem aby się smuciła, a tym bardziej była na mnie zła. Nie powinienem, jednak coraz bardziej zaczynało mi na niej zależeć. Przyzwyczajenie się do niej oraz obrażenie jakimkolwiek uczuciem mogłoby być w przyszłości bardzo szkodliwe dla nas obojga. Nie powinna cierpieć z tego powodu. O ile w ogóle by chciała być bliżej mnie. Jutrzejszego dnia znowu będę bestią, a w kimś takim żadna dziewczyna nie jest w stanie się zakochać. I tak zależało mi najbardziej na zdjęciu tej cholernej klątwy, więc czego więcej miałem od niej oczekiwać. Właśnie po to ją tutaj trzymałem.
-Wygląda wspaniale. Chętnie posłucham tych opowieści w twoim towarzystwie. Od lat nie czytałem, nawet nie wiem czy nadal pamiętam jak się to robiło... Mam nadzieję, że mi pomożesz. - powiedziałem łagodnie, głaszcząc dłonią po jej policzku. Wyglądała naprawdę rozkosznie. Łańcuszek delikatnie mienił się na jej szyi, ozdabiając jej obojczyki. Jej nagie ramiona jedynie wzmagały pożądanie i zachęcały do tego, aby ucałować jej delikatną skórę.
Spojrzałem nieprzyjemnie na swojego brata. Jeszcze brakuje tego, aby przeszkadzał mi w takich chwilach, kiedy mogłem przybliżyć się do Stelli. Zaczynał mnie naprawdę irytować. Po tym wszystkim jeszcze w ogóle śmiał przychodzić do mnie i mi przeszkadzać, kiedy spędzam ten czas ze swoją wybranką. Doskonale wiedział do czego jest mi potrzebna, tak jak i to, że nie mieliśmy zbyt wiele czasu.
-To już raczej nie twoja sprawa co będziemy robić. - powiedziałem spokojnie, jednak w moim głosie można było wyczuć chłód. Nie powinien wtrącać się do naszych spraw. Obróciłem dziewczynę plecami do siebie, wtulając w swój tors. Rękę położyłem początkowo na jej boku, powoli zjeżdżając coraz niżej, aż spoczęła nisko na jej biodrach. Drugą ręką ująłem jej dłoń, całując w nią delikatnie. - Nie będę miał nic przeciwko, aby zobaczyć ją bez sukni i spędzić razem przyjemną noc. Dlatego zatroszcz się o to, abyś miał jakieś zajęcie i mi nie przeszkadzał w tym czasie. - mruknąłem pod nosem, składając na szyi dziewczyny pocałunek.
Nawet jeśli tymi słowami chciałem dokuczyć bratu, chętnie spędziłbym z nią miłą i namiętną noc. Nie dało się ukryć, że coraz bardziej mnie pociągała i chciałem zrzucić z niej tą suknię oraz bieliznę. Noc z nią na pewno byłaby równie cudowna.
-A teraz wybacz, ale musimy udać się na śniadanie. We dwoje. Wieczorem czeka nas świąteczna kolacja, więc niekoniecznie musisz się na niej pojawić. Chciałbym poświęcić ten czas mojej Stelli. - powiedziałem pewnie, nadal zachowując spokojną twarz. Odwróciłem się na pięcie, ciągnąc za sobą dziewczynę. Szybko znaleźliśmy się w jadalni, gdzie czekało już na nas wystawne śniadanie. Odsunąłem krzesło, aby dziewczyna mogła na nim usiąść.


Stella

Byłam całkowicie zaskoczona kiedy mężczyzna przyciągnął mnie do siebie i obrócił mnie tak że stałam oparta o jego klatke piersiową wystawiona na widok Juana. Nie spodobało mi sie to że chciał moim kosztem dokuczyć bratu. Spróbowałam się odsunąć, ale ten mocno mnie trzymał. Nie chciałam się godzić na takie traktowanie. Czy jednak to miał na myśli mówiąc o posłuszeństwie? Chciał mnie zaciągnąć do swojego łóżka kiedy nadaży się okazja? Może właśnie po tym wydarzeniu postanowi mnie wypuścić... Zadrżałam gdy przesunął dłonią po moim ciele, a następnie ucałował w szyje. Nie powinien mi się podobać ten pocałunek, lekkie muśnięcie ust... Czułam się upokorzona, że robił to na pokaz. Opuściłam głowe aby nie musieć patrzeć w twarz Juanowi. Nawet jeśli go nie lubiłam. Jednak nie dało się powiedzieć, bo mu się udało rozwścieczyć brata.
-Ostrzegam cię Stello... On się w końcu tobą znudzi i wyrzuci jak starą zabawkę. Nie daj się omotać tylko dlatego, że postanowił się tobą nagle zainteresować. - prychnął patrząc swojemu bratu w oczy. Zabolało to, że Juan miał racje. Kiedy Liam dostanie to czego chciał wyrzuci mnie. Nie powinnam doszukiwać sie w jego zachowaniu cieplejszych uczuć skoro wiedziałam, że na pewno nie będzie mu na mnie zależało.  Tego samego jednak nie mogłam powiedzieć o sobie. Zaczynałam go widzieć inaczej za co byłam na siebie wściekła. Dałam się poprowadzić do jadalni i usiadłam na osuniętym krześle. Spojrzałam na króla kiedy zajął swoje miejsce, a w moich oczach błyszczał smutek i upokorzenie.
- Nie pójde z tobą do łóżka nawet jakby mi rozkazał. Posłuszeństwo to jedno, ale nie zaliczam do niego czegoś takiego. Nie jeśli zamierzałeś mnie upokorzyć... Nie jestem zabawką ani przedmiotem. Też mam uczucia-wyszeptałam cicho. Nie zamierzałam nic jeść. Nie byłam głodna. Postawiłam sprawę jasno. Nie byłam po prostu umilaczem czasu, ale człowiekiem. Zaczynałam sie zastanawiać po porannej sytuacji czy w ogóle Liam posiada jakieś cieplejsze uczucia.



Liam

Uśmiechnąłem się zwycięsko widząc zdenerwowaną twarz mojego brata. Nie powinien interesować się takimi rzeczami. To były moje prywatne sprawy z kim miałem ochotę spędzić noc i w jaki sposób to zrobię. Zmarszczyłem brwi słysząc jego odpowiedź. Wiedziałem, że chciał nastawić do mnie negatywnie dziewczynę, aby trzymała się jak najdalej. Może i powinna, jednak nie potrafiłem się przy niej zbyt długo powstrzymywać. Pociągała mnie i rozbudzała moje zmysły, zwłaszcza chodząc w sukienkach z odkrytymi ramionami. Nawet blizny nie były w stanie odebrać jej uroku. Chciałem spędzić z nią noc, przeczesać jej delikatne włosy oraz dotknąć miękkiej skóry. Tylko w tej formie mogłem w jakiś sposób ją do siebie przekonać i pokazać, że też jestem człowiekiem. Wiedziałem, że nie chciałaby się zbliżyć do mnie aż tak bardzo kiedy byłem bestią, więc była to jedyna okazja, aby chociaż na jeden dzień zaspokoić swoje pragnienia. Chciałem mieć ją dla siebie i z nikim się nie dzielić, czy to było aż tak wiele?
Odsunąłem krzesło, aby Stella mogła usiąść do stołu. Spojrzałem na nią niepewnie kiedy zaczęła mówić. Poczułem się dziwnie słysząc to z jej ust. Byłem królem i robiłem co chciałem, ale nie wydałbym jej takiego rozkazu, a tym bardziej bym nie zgwałcił. Chciałem, aby spędziła ze mną taką noc z własnej woli i sama czerpała z niej korzyści. Chciałem zobaczyć jak wije się pode mną z rozkoszy, a jej oczy proszą o więcej.
-Dlaczego myślisz, że mógłbym wydać ci taki rozkaz? Pociągasz mnie, ale nie zamierzam cię do tego zmuszać, ani wykorzystać na jedną noc. Nie zamierzałem cię upokorzyć, to co mówiłem było prawdą. Nie poczuję żadnej satysfakcji z tego, że po prostu to zrobię. Chcę, abyś w tedy dobrowolnie mnie całowała i czerpała z tego czasu jedynie rozkosz Dopiero w tedy będę w pełni usatysfakcjonowany i będę wiedział, że ty również. - powiedziałem o dziwo spokojnie przybliżając się do niej. Mój głos był przyciszony. Położyłem dłoń na jej policzku, głaszcząc ją rytmicznie. Miałem ochotę ją pocałować, nawet jeśli nie mogłem tego zrobić. Sama powinna wyrazić na to zgodę.
-Po śniadaniu możemy udać się do biblioteki. - odchrząknąłem zabierając dłoń z jej policzka. Musiałem zająć myśli czymś innym, co nie kazało mi się na nią rzucić i zacząć całować. - Chętnie posłucham opowieści, które napisałaś w książce. Jestem ciekaw jej zawartości.




Stella

Patrzyłam niepewnie na Liama kiedy zaczął się do mnie przybliżać. Lubiłam go jako bestię, a teraz wydawał mi się bardziej niebezpieczny niż w jego poprzedniej postaci. Podszedł do mnie bardzo powoli niczym drapieżnik zbliżający się do swojej ofiary. Nasze oczy dzieliło kilka centymetrów. Wstrzymałam oddech kiedy dotknął mojego policzka. Poczułam dziwną przyjemność na jego dotyk i nie bardzo to rozumiałam. Cofnęłam się delikatnie choć moje ciało chciało więcej... Więcej dotyku, więcej jego! Nie mogłam jednak na to sobie pozwolić. Nie wiedziałam nawet dlaczego on mnie tu trzyma.
-Ja nie wiem...-naprawdę nie wiedziałam co powiedzieć na jego słowa. Cała się zarumieniłam od stóp aż po sam czubek głowy. Odwróciłam wzrok kiedy powiedział, że chciałby i pragnął moich pocałunków, a nigdy się nie całowaliśmy. Odetchnęłam z ulgą kiedy zmienił temat choć ciało spięło się na tą jawną ignorancję. Musiałam zapomnieć o swoich potrzebach i choć na chwilę się skupić na tym co ważne.
W końcu wniesiono do jadalni miski z jedzeniem i pojawiła się śliczna zastawa. To nie była jeszcze kolacja, która będzie wystawniejsza, ale jej przedsmak. Zabrałam się za jedzenie pysznych sałatek i puddingów. Byłam okropnie głodna po wczorajszej ucieczce i nocy w opuszczonym pokoju. Okropnie się bałam, ale nie mogłam wtedy nic z tym zrobić. Dziś król po raz pierwszy w swoim życiu mnie przeprosił i byłam z tego powodu dziwnie zadowolona. Po skończonym śniadaniu od razu udaliśmy się do biblioteki. Była ona ogromna i mieściło się w niej chyba kilkaset książek. Nigdy nie widziałam tylu na oczy i za każdym razem nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Nawet teraz widok ten zapierał mi dech w piersiach. Usiadłam na dywanie z książką w rękach i pokazałam gestem ręki aby Liam zrobił to samo. Podałam mu książkę i spojrzałam zachęcająco. Widząc jednak jego bezradną minę posmutniałam. Musiał zapomnieć jak to się robiło... Uśmiechnęłam się pocieszająco.
-Nie martw się poradzimy sobie. Zawsze mogę cię nauczyć czytać i wtedy przypomnisz sobie bardzo szybko jak to się robiło. Co ty na to?-zapytałam choć od razu spodziewałam się odmowy.
Oparłam się na dłoniach i przymknęłam oczy czekając na jego decyzję. Byłam aż nazbyt świadoma jego obecności i tym jak przedziwnie na mnie ostatnimi czasy działał. Pomimo, że bałam się kiedy nie panował nad sobą to miałam nadzieję, że jednak mi krzywdy nie zrobi. W końcu nie byłam dla niego zagrożeniem. Nie musiał tego robić. Nie potrafiłam jednak na sto procent stwierdzić co czuł i on i Juan. Widać było, że brat Liama za bardzo rządzi się w królestwie. Nie mówił prawdy królowi i działał na własną rękę. Nie zdziwiłabym się gdyby to za jego sprawą tak źle się działo w okolicznych wioskach. Czy mogłam jednak coś zrobić aby tak nie było? Wątpiłam aby w tym miejscu cokolwiek ode mnie zależało. Jeśli któryś z nich coś zechce to na pewno to dostanie i ja na pewno nie będę przeszkodą.



Liam

Spojrzałem na nią kiedy się ode mnie osunęła. Sam już nie wiedziałem co o tym wszystkim myśleć. Mimo to poczułem satysfakcję, że na jej policzkach pojawiły się rumieńce. Nie było to wiele, ale zawsze coś. Stella nie zareagowała tak, jakbym tego chciał. W dalszym ciągu trzymała się daleko ode mnie i nie chciała mnie dopuścić do siebie. Na pewno nie łatwo będzie osiągnąć swój cel, jakim było zdjęcie klątwy. Musiała coś do mnie czuć, abym mógł znowu być sobą. Jednak nie dlatego chciałem spędzić z nią noc, albo być bliżej mnie. Pragnąłem jej jak nikogo do tej pory. Po prostu chciałem ją mieć tylko dla siebie i każdego dnia móc patrzyć na jej piękne ciało. Nie było niczym złym, że chciałem być bliżej niej, albo że jej pragnąłem. Była przesłodka.
-Ale ja wiem, to powinno wystarczyć. Nigdy bym nie skrzywdził cię w taki sposób, możesz być tego pewna. Wykonywanie rozkazów i bycie posłusznym to jedno, jednak oddanie swojego ciała to zupełnie inna sprawa. Jesteś tu trochę czasu i powinnaś wiedzieć, że nie zrobiłbym czegoś takiego.- powiedziałem spokojnie spoglądając na nią. Dziwnie się czułem myśląc, że widziała mnie w taki sposób. Byłem czasami agresywny i trudno było spełnić moje oczekiwania, jednak nie posunąłbym się aż tak daleko. Chciałem ją chronić, nie skrzywdzić. Powinna być tego jak najbardziej świadoma, zwłaszcza, że nie znała mnie od dwóch dni. Do tej pory niczego nie zrobiłem w tym kierunku i bez jej zgody nie miałem zamiaru niczego zrobić. Nie poczułbym żadnej satysfakcji z tego, że by się przede mną broniła, płakała i próbowała uciekać. Po czymś takim na pewno by mi nie zaufała i by się mnie bała.
Po skończonym posiłku wziąłem książkę, po czym udaliśmy się do biblioteki. Posłusznie usiadłem we wskazanym miejscu, za co sam siebie skarciłem w myślach. To ona powinna się mnie słuchać, nie odwrotnie. Mimo to nie ruszyłem się. Byliśmy dosyć blisko siebie, co jak najbardziej mi odpowiadało. Lubiłem przebywać w jej towarzystwie, a tego dnia, kiedy nie wyglądałem jak zwierzę, mogłem jeszcze bardziej się do niej zbliżyć mając pewność, że mój wygląd nie będzie jej odpychał. Byłem świadom tego, że przebywanie wśród stworów nie było niczym przyjemnym.
Odwróciłem wzrok kiedy podała mi książkę. Kiedyś może i byłbym w stanie ją przeczytać, ale na pewno nie teraz. Nie pamiętałem jak się to robi. Głupio było przyznać się do tego, że król nie potrafi przeczytać paru literek, dlatego wolałem milczeć. I bez tego Stella domyśliła się o co chodzi.
-Może być. Pamiętaj jednak, że jestem bardzo opornym uczniem i będziesz musiała poświęcić mi bardzo dużo czasu. - powiedziałem z delikatnym uśmiechem na ustach. Zapewne ktoś inny również mógłby mnie tego nauczyć, ale po co miałem rezygnować z czasu, który możemy spędzić razem? Nawet teraz byłem zadowolony z tego, że jesteśmy tutaj sami i nikt nie będzie nam przeszkadzał. Chciałem przyciągnąć ją do siebie i sprawdzić, czy jej usta są równie słodkie w smaku. -Teraz chętnie posłucham opowieści, które spisałaś. Dawno już nie słuchałem takich rzeczy. - powiedziałem do niej zachęcająco siadając nieco bliżej.



Stella

Zastanawiałam się dlaczego Liam zachowuje się inaczej niż zwykle. To, że zmienił się jego wygląd wcale nie oznaczało, że zaczęłam inaczej go postrzegać. Dalej był tym samym człowiekiem co zawsze. Tylko nie był już porośnięty futrem. Jutro i tak wszystko wróci do normy. Patrzyłam na niego uważnie i ponownie zarumieniłam się kiedy powiedział, że chciałby spędzić ze mną dużo czasu. Na pewno szybko sobie przypomni co i jak szło. Należało mu tylko wskazać właściwą drogę i przypomnieć pewne rzeczy. Juan pewnie celowo nie przypominał mu aby odświeżać pamięć. Jeśli on nie potrafił przeczytać dokumentów to oczywiście zwracał się do najbliższej osoby - swojego brata. A ten przyjmował to pewnie na siebie z ochotą przeinaczając prawdę tak aby to jaka sytuacja jest w wiosce nie dotarło do uszu króla. Teraz kiedy pojawiłam się ja to stanowiłam realne zagrożenie dla interesów Juana. Z drugiej jednak strony nic do tej pory się nie wydarzyło więc może tamte wcześniejsze ataki były jedynie wypadkami i nie należało się nimi za bardzo przejmować.
-A ja jestem wymagającym nauczyciele więc będziesz musiał się starać albo nici z nauki.-powiedziałam stanowczo aby wiedział, że nie dam się oszukiwać.
Usiadłam wygodniej na dywanie i otworzyłam książkę na pierwszej stronie. Opowieść zaczynała się od historii żebraka który zakochał się w pięknej księżniczce. Nie miał u niej jednak najmniejszych szans bo był biedny i urodzony w zbyt nisko społecznie położonej rodzinie. Codziennie jednak chodził pod pałac aby oglądać swoją ukochaną. Raz kiedy ta wraz ze strażnikami wyszła poza bramy królestwa napadli na nich rabusie chcąc porwać królewnę dla okupu. Skrępowali oni strażników i prawie udało im się dokonać porwania, wtedy jednak pojawił się mały żebrak i uratował swoją wybrankę i odprowadził do króla tamtej krainy. Wdzięczny mężczyzna postanowił podarować mu o co tylko chłopak poprosi. Ten poprosił o miłość księżniczki, nie wiedział, że dziewczyna wyglądając przez okno pałacu widziała go wiele razy i zdążyła się w nim zakochać.
Ziewnęłam przeciągle kiedy za oknem zaczęło się ściemniać. Przetarłam zmęczone oczy i zamknęłam książkę w połowie.
-Niestety, ale skończymy innym razem. Jestem okropnie zmęczona. Zresztą za chwilę zaczyna się kolacja, a potem chciałabym iść spać-uśmiechnęłam się do Liama. Bardzo miło spędziłam dzisiejsze południe. Popatrzyłam w oczy mężczyzny, które do siebie przyciągały. Siedział bardzo blisko mnie. Przybliżyłam się jeszcze troszkę. Jakby coś kazało mi to zrobić. Pragnęłam go pocałować. W ostatnim momencie się jednak odsunęłam i odetchnęłam głęboko. Musiałam się opanować. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Podniosłam się z ziemi podając Liamowi książkę. Wolałam aby między nami do niczego nie doszło. Nie chciałam się niepotrzebnie przywiązywać do kogoś kto i tak za niedługo się mnie pozbędzie.



Liam

-Nici z nauki? Jeśli nie będę sobie radził, będziesz musiała mi poświęcić więcej czasu. Nie przyjmuję odmowy. Obiecałaś już, że będziesz mnie uczyć i nie możesz cofnąć swoich słów. - powiedziałem z pewnym uśmieszkiem na ustach. Tak łatwo nie miałem zamiaru jej stąd wypuścić. Nawet jeśli odzyskam swój dawny wygląd już na stałe, na pewno tak łatwo jej nie wypuszczę ze swoich objęć. Nie mogła mnie od tak zostawić i wrócić do wsi, zwłaszcza do tego chłoptasia, który ślinił się na jej widok. Za bardzo był na nią łakomy, dlatego tak łatwo nie zamierzałem oddać dziewczyny w jego ręce. Powinien znaleźć sobie kogoś innego i odczepić się od mojej Stelli. Nie chciałem go nawet widzieć w jej towarzystwie.
Usiadłem obok dziewczyny, uważnie przyglądając się jej twarzy. Wyglądała spokojnie czytając opowieść. Z uwagą przysłuchiwałem się opowieści, która zapisana była w książce. W jej towarzystwie ten czas minął niezwykle szybko, co o wiele mniej mi się podobało. Chciałem, aby trwało to nieco dłużej. Do kolacji i tak zostało jeszcze trochę czasu, chociaż nie byłem głodny. Łaknąłem jedynie jej towarzystwa, ust oraz jej zgrabnego ciała. Pragnąłem jej całej.
-Nie musisz ode mnie uciekać...- wyszeptałem, delikatnie się uśmiechając. Nie chciałem, aby się ode mnie odsuwała, zwłaszcza teraz, kiedy chciałem być jeszcze bliżej niej. Powinna zakończyć to, co chciała zacząć. Wiedziała już, że mi się podoba i nie było to żadną tajemnicą. Powiedziałem jej to już dwa razy i mogłem powtarzać to każdego dnia.
Objąłem ją w pasie przyciągając bliżej siebie. Po chwili dziewczyna siedziała już na moich kolanach, a ja mogłem się rozkoszować jej widokiem. Nie mogłem, a nawet nie chciałem się już dłużej powstrzymywać. Musiałem ją mieć jak najbliżej siebie. To było silniejsze ode mnie.
Przybliżyłem się do niej, składając na jej ustach pewny siebie pocałunek. Nie czekając na jej potwierdzenie pogłębiłem pocałunek, łaknąć coraz więcej. Pocałunki przeniosłem na jej szyję oraz ramiona, delikatnie drażniąc wargami jej ciało.
Przyciągnąłem dziewczynę jeszcze bliżej siebie, sadzając ją okrakiem  na swoich kolanach. Miałem coraz większą ochotę na to, aby spędzić z nią upojną noc. Chciałem jedynie, aby i Stelli się to podobało, aby się do tego nie zmuszała, albo co gorsza, nie traktowała tego jak rozkaz.

Stella

-Nie powiedziałam, że nici z nauki tylko, że masz się do niej przykładać-powiedziałam poważnie, ale po chwili się uśmiechnęłam lekko. Nie wiedziałam za bardzo czemu patrzył na mnie w taki dziwny sposób. Przełknęłam z trudem ślinę i spojrzałam na niego uważnie, ale zanim zdążyłam coś zrobić ten przyciągnął mnie do siebie i posadził na swoich kolanach. Nie taki był plan. Chciałam właśnie uniknąć bliskości z nim aby się nie zaangażować, a on mi to wszystko utrudniał. Byłam teraz przyciśnięta do męskiego torsu. Próbowałam go jakoś odepchnąć i wstać, ale nie miałam na to dosyć sił. Mimo, że nie był już bestią to był bardzo umięśniony i tego nie można mu było odmówić. Położyłam dłoń na jego klatce piersiowej aby stworzyć jakiś dystans pomiędzy nami, ale po chwili nie było już to potrzebne. Mężczyzna całował moje usta, a ja siedziałam oniemiała. Nie wiedziałam co robić. Westchnęłam cicho kiedy pogłębił pocałunek i oplotłam ramieniem jego szyje oddając pocałunek.
Wiedziałam, że nie powinnam tego robić i stanowczo zaprotestować jednak nie zrobiłam tego. Zamiast uciec sama go pocałowałam. Siedziałam teraz na nim okrakiem oddychając ciężko, a on przeniósł swoje usta na moje ramiona. Czułam wewnątrz siebie jakąś ogromną potrzebę, którą tylko on mógł ugasić. Odchyliłam lekko głowę do tyłu dając mu nieme pozwolenie na to co robił. Chciałam aby mnie dotykał, całował, a przede wszystkim pieścił. Przybliżyłam swoją twarz do jego ucha.
-Nie przestawaj...-wyszeptałam ustami dotykając płatka ucha. Mój oddech był przyspieszony i nieregularny. Już chciałam coś więcej powiedzieć kiedy drzwi za nami się otworzyły. Spojrzałam na nie zamglonym wzrokiem i podniosłam się gwałtownie na równe nogi na widok Juana. Podciągnęłam ramiączka sukni, którą Liam musiał jakoś zsunąć. Brat króla stał niedbale oparty o ścianę i patrzył na nas ani na chwilę nie spuszczając swojego wzroku.
-Kogo my tu mamy? Skoro już się tak zachowujesz drogi bracie to może powiesz naszemu gościowi czemu to robisz i jakie są twoje prawdziwe motywy co? Nie każ mi czekać na ten finał waszej znajomości i zdradź dlaczego...-powiedział cicho. Zarumieniłam się cała. Spojrzałam niepewnie na Liama nie wiedząc co Juan ma na myśli. Nie chciałam się jednak teraz nad tym zastanawiać. Czułam się dziwnie. Wiedziałam tylko, że muszę stąd wyjść. Nim ktokolwiek zdążył mnie zatrzymać, szybkim krokiem wyszłam z biblioteki i poszłam do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku drżąc na całym ciele. Dlaczego dałam się całować w taki sposób i co oznaczały słowa Juana? To wszystko nie miało sensu. A najbardziej bezsensowny był fakt, że tęskniłam za smakiem ust Liama.

sobota, 11 marca 2017

PiB cz. 5

Liam

Nie zważałem na jej protesty. Co prawda rana zabolała, kiedy na moim brzuchu pojawiło się obciążenie, jednak starałem się to zignorować. Było to przecież niewielkie obciążenie, które nie mogło mi zaszkodzić, ból zaś byłem w stanie znieść. Rana się nie otworzyła a krew nie leciała, więc nie widziałem żadnego problemu z tym związanego.
-To ja jestem królem, tak więc to ja mówię co jest stosowne. Nie powinnaś mnie pouczać na temat takich rzeczy. Mogę robić co chcę, więc się do tego przyzwyczajaj.- mruknąłem pod nosem. Mój głos był bardzo spokojny, mimo tych słów. Nie widziałem w tym nic niestosownego. W końcu jedynie się do niej przytulałem, a w tym nie było nic złego. Jako król mogłem robić takie rzeczy. Wielu ludzi się do siebie przytulało, nawet chociażby na ulicach miasta i nikt się tym nie przejmował. Dlaczego więc ja miałem zwracać na coś takiego uwagę? Miałem większe przywileje niż byle mieszkaniec miasta, czy raczej wsi, ponieważ na dzień dzisiejszy tylko w nich ludzie mieszkają. Miasta były zbyt blisko zamku, dlatego ludzie dosyć szybko opuścili swoje domy, jakby bali się o to, że zostaną zamienieni w stwory, tak jak mieszkańcy zamku. Być może było takie ryzyko, sam już nie wiedziałem. W tej chwili nie było to ważne. Miasta od lat nie były zamieszkane i nie zapowiadało się na to, że prędko tam wrócą. Na chwilę obecną stały się one terytorium dzikich zwierząt oraz zostały obrośnięte roślinnością, nad którą nikt nie próbował zapanować od lat. Opuszczone domy widziałem z okna biblioteki. Nawet z daleka nie wyglądało to zbyt ciekawie i widać było, że zostały one pozostawione przez dawnych mieszkańców.
Nie odpowiedziałem już na jej słowa zamykając oczy. Poluzowałem jedynie uścisk, aby mogła się ode mnie nieco odsunąć, jednak nie uciec. Nie chciałem dzisiejszej nocy pozostawać sam. Bezpieczniej było spędzić ten czas przy jej boku, w razie jakiegoś ataku. Nigdy nie mogłem mieć pewności czy akurat dzisiejszej nocy mój napastnik zaatakuje, czy postanowi to zrobić dopiero następnego dnia.
Wtuliłem się w miękką poduszkę, oddając się w objęcia Morfeusza. Rana całkowicie wyczerpała moje siły i mnie osłabiła. Póki się nie wygoi, nawet wchodzenie po głupich schodach nie będzie należało do najłatwiejszych zadań.
Otworzyłem oczy z samego rana, jeszcze przed wschodem słońca. Zza zasłon widziałem, iż słońce dopiero leniwie zaczynało wstawać i oświetlać okolice zamku. W pomieszczeniu nadal było ciemno.
Spojrzałem na dziewczynę, która ku mojemu zdziwieniu wtulała się w moje ramie. Jeszcze dziwniejsze było to, że sam spałem na łóżku, zamiast na ziemi, jak to bywało każdej nocy. Spojrzałem na nią uważnie. Nadal spała, co dodawało jej jeszcze większego uroku. Była spokojna. Łapą delikatnie przeczesałem jej włosy, odgarniając kilka kosmyków z twarzy, aby się nie obudziła.


Stella

Zrezygnowałam z dalszej walki o przestrzeń i ułożyłam się możliwie jak najdalej od króla. Po co było to wszystko? Do tej pory się tak nie zachowywał. Było to bardzo niestosowne i nie ważne co mówił nie powinnam na to pozwolić. Nie miałam jednak wyboru. Walcząc mogłam pogłębić nie tylko jego ranę, ale i swoją. W końcu usnęłam i pierwszy raz nie byłam męczona przez nocne koszmary. Nie obudziłam się też w nocy drżąc ze strachu, że ktoś się zakradnie i udusi mnie we śnie. Nie wiedziałam czemu to zawdzięczam, ale pierwszy raz się wyspałam. Długo nie otwierałam oczu czując pod policzkiem coś miękkiego i przyjemnego. Nawet nie miałam ochoty wstawać. Uśmiechnęłam się przez sen gdy coś połaskotało mnie po twarzy. Zatrzepotałam powiekami. Oczy zaszły mi mgłą i dopiero po chwili zaczęłam rozpoznawać wszystkie kształty. Zdziwiona spojrzałam na Liama. To nie było możliwe. Patrzyłam w jego oczy nic nie rozumiejąc i nagle wspomnienia z wczorajszej nocy wróciły ze zdwojoną siłą. Całą noc musiałam przytulać się do jego ramienia. Dopiero po chwili podniosłam się ciężko na łóżku z lekkim grymasem na twarzy gdyż ramię trochę mnie zabolało. Ciągle byłam w fioletowej sukni, która w tym momencie była cała pomięta. Nie powinno dojść do takiej sytuacji. Dziwnie się czułam przy Liamie. Lubiłam go, a to było niebezpieczne. Wiedziałam, że pod tą okropną powłoką kryje się prawdziwy mężczyzna, który potrafi współczuć, a to skończyć się dobrze nie mogło. Miałam szanse uciec, ale wolałam go uratować.
-Ja... -nawet nie wiedziałam co mam powiedzieć. Czułam na sobie jego wzrok. Musiałam to wszystko przemyśleć.
-Pójdę na spacer... Wrócę przed śniadaniem-powiedziałam cicho i chwyciłam czerwoną suknię. Zniknęłam za parawanem. Wiedziałam, że król ciągle leży na moim łóżku, a świadomość, że parawan prześwituje w słonecznych promieniach jeszcze bardziej mnie krępowało. Jak na złość dzisiaj zmienienie ubrania zajmowało mi irytująco dużo czasu. W końcu wyszłam zza parawanu i spojrzałam na Liama. Odchrząknęłam cicho, lekko się skłoniłam i wyszłam z zamku aby przejść się po ogrodach. Często mi się to ostatnio zdarzało. Usiadłam na ławeczce w głębi ogrodu pozwalając aby zimny śnieg moczył moje pantofelki.



Liam

Odwróciłęm wzrok i zabrałęm rękę kiedy się przebudziła. Nie musiała wiedzieć, że robiłem coś takiego. Tym lepiej jeśli zachowam to dla siebie. Jeszcze pomyśli, że posiadam jakieś uczucia, lub co gorsza, ja tak pomyślę. Takie coś nie mogło być możliwe. Już dawno wyzbyłem się uczuć i je odrzuciłem, ponieważ nie były mi ani trochę potrzebne. Jedynie utrudniały moje życie. Byłem królem, nie byle wieśniakiem, który mógł sobie na to pozwolić. Ludzie z moją pozycją nie potrzebowali współczucia, miłości czy przyjaźni. Miałem dobrze rządzić królestwem, a współczucie niekiedy to utrudniało, przyjaciele zawsze byli fałszywi, zaś małżeństwa nigdy nie były zawierane z miłości i nigdy tak się nie stanie. Moim obowiązkiem było zapewnienie królestwu syna, który zasiądzie na tronie, nie szukanie kochającej żony. Taka kobieta zaprzątałaby mi jedynie umysł i niemógłbym się skupić na swoich obowiązkach. To idealnie dowodziło temu, że uczucia nie były mi ani trochę potrzebne i nikt tego nie zmieni. Tak powinno zostać już na zawsze. Po zdjęciu klątwy również i Stelli musiałem się pozbyć, póki zbytnio się do niej nie przyzwyczaiłem. Wiedziałem, że pokazanie wobec niej uczuć może się źle skończyć.
Po chwili spojrzałem na nią, nie mogąc się już oprzeć. Jej oczy były wspaniałe. Nie mogłem oderwać od niej wzroku, przez co chciałem być jeszcze bliżej niej. Nie interesowało mnie to, że było to niestosowne. Chciałem tego, więc dlaczego miałbym się powstrzymywać? Pragnienie było zbyt duże. Od lat nie miałem kontaktu z żadną kobietą, zwłaszcza z tak rozkoszną jak ona.
Chrząknąłem cicho kiedy wstała. Odwróciłem się na plecy odrzucając od siebie poprzednie myśli. Nie powinienem robić takich rzeczy i zapanować nad samym sobą. Nadal byłem potworem, a ona zwykłą dziewczyną ze wsi. Przez cały czas przyglądałem jej się kiedy przebierała się za parawanem. Miała idealnie zgrabne ciało, które podsycało jedynie moje pragnienie. Chętnie pozbyłbym się tego parawanu i przyciągnął ją do siebie, jednak musiałem się przed tym powstrzymać. Coś takiego mogłoby pokrzyżować moje plany i wszystko zepsuć, a na tyle ryzykować nie mogłem. Nadal byłem bestią i nie zapominałem o tym.
Nie odpowiedziałem na jej słowa, jednak dałem nieme przyzwolenie. Podszedłem do okna, gdzie po chwili ją ujrzałem. Z tego pomieszczenia miałem najlepszy widok na ławkę, na której usiadła. Wyglądała uroczo. Widziałem jak jej ramiona delikatnie drżą z zimna. Wyglądała wspaniale.
Wstrzymałem oddech widząc za nią skradającego się wilka. Nie rozumiałem co robi w tym miejscu to stworzenie. Dlaczego nikt nie reagował na to, że w zamku jest wilk? Do tego zbliżał się do mojej Stelli.
Wybiegłem na balkon, wyskakując poza barierkę. Wylądowałem na czterech łapach. Mimo, że upadek był bolesny, nie dałem tego po sobie poznać, aby przeciwnik nie uznał mnie za słabego. Wyszczerzyłem kły stając pomiędzy dziewczyną i zwierzęciem. Nie wiem dlaczego, ale musiałem ją obronić.


Stella

Objęłam swoje ramiona dłońmi. Jak zwykle zapomniałam wziąć ze sobą płaszcza. Przyzwyczajona byłam do tego, że wychodziłam na dwór w samej sukni. Spojrzałam w niebo. Zbliżało się Boże Narodzenie, ale nikt tak jakby tego nie odczuwał w tym miejscu. Zawsze obchodziłam je sama i choć nie miałam pieniędzy to rodzina zawsze coś ode mnie dostawała, aż do ich śmierci. Od tamtego czasu byłam strasznie samotna. Święta były już za dwa dni. Chciałam z tej okazji podarować prezent naszemu królowi, ale nie wiedziałam co bym mogła mu dać. Bardzo mało o nim wiedziałam. Ucieszyć go chyba mogło niewiele rzeczy, ale może...
Tak! Musiałam podarować mu książkę. Miałam nadzieję, że mu się spodoba. Nie zamierzałam się poddać. Chciałam uczynić swoje życie w miarę znośnym. Poza tym polubiłam tego człowieka. Kiedy dowiem się tylko kto dybie na moje życie. Podniosłam się chcąc wrócić do zamku i zacząć pracę na moim projektem. Pisnęłam widząc przed sobą olbrzymiego wilka. Zamarłam w bezruchu. Każda sekunda wlokła się niemiłosiernie. Serce biło mi jak oszalałe. Ucieczka mogła mnie zgubić. Rozglądałam się dookoła rozpaczliwie poszukując jakiejś broni. Nie było nic. Wilk szykował się już do skoku kiedy przede mną znalazł się jakiś wielki kształt.
-Liam...-wyszeptałam cofając się o krok. Wilk jednak nie atakował. Wydawał się bardzo inteligentny. Próbował obejść króla. Ewidentnie chciał zaatakować mnie. Stanowiłam łatwiejszy cel. Bałam się okropnie. Nagle wilk skoczył wysoko przeskakując dwumetrową bestię przed nim i znowu znalazł się centralnie przede mną. W tym momencie zauważyłam gałąź nieopodal. Podniosłam ją niepewnie odgradzając się nią od zwierzęcia. Po chwili król znowu znalazł się przede mną. Upadłam na śnieg tak gwałtownie się to stało. Musiał uważać na swoje rany, a walka z wilkiem mogła mu tylko zaszkodzić. Zresztą nie wiedziałam jakim cudem znalazł się tak blisko mnie w tak krótkim czasie. Czyżby wyskoczył z balkonu? To była zbyt duża wysokość i zwykły człowiek na pewno by tego nie przeżył. Zaczęłam cofać się do tyłu ciągle siedząc na śniegu.
-Proszę...Uważaj!-krzyknęłam kiedy wilk się na niego rzucił, ale nie dał rady wbić się w niego swoimi pazurami ani zębami. Modliłam się aby wszystko się udało i nic mu się nie stało. Dziwne było w ogóle to, że stanął w mojej obronie.



Liam

Spojrzałem na wilka pewnym wzrokiem, wyszczerzając kły. W tej chwili stałem na czterech łapach, podobnie jak mój przeciwnik, zjeżając sierść na swoim grzbiecie. Być może mógł by ktoś powiedzieć, że w tej chwili byłem całkowicie podobny do zwierzęcia, był to jednak jedyny sposób, aby przegonić te psy. Musiałem mu pokazać, że to ja jestem silniejszy i to terytorium należy do mnie.
Zastanawiało mnie co ten wilk tutaj robił. Były to zwierzęta stadne i nigdy nie widziałem, aby działały w pojedynkę, zwłaszcza w takich sytuacjach. Nie było to zwykłe polowanie. Jakimś sposobem udało mu się wtargnąć do zamku niepostrzeżenie, lub został przez kogoś wpuszczony. Nie był to zwykły atak, ponieważ nie było z nim alfy. Musiał mieć inny cel niż zwykłe przejęcie terytorium, o które tak zaciekle chcieli walczyć.
Swoją postawą zdradził o co mu chodziło. Nie atakował, próbując mnie jedynie wyminąć. To Stella była jego celem, a ja jedynie torowałem mu drogę. Tym bardziej nie mogłem pozwolić na ten atak. Dziewczyna należała do mnie i miałem zamiar chronić ją do ostatniej chwili.
Kiedy wilk mnie przeskoczył, zrobiłem wszytsko, aby stanąć pomiędzy nim a Stellą. Chciałęm dać mu wyraźnie do zrozumienia, że najpierw musi pokonać mnie. Najwidoczniej zwierzę od razu przyjęło wyzwanie, ponieważ spojrzało na mnie wyczekująco. Teraz wiedziałem, że szykuje się do ataku i to ja będę jego przeciwnikiem. W obecnym stanie nie będzie to łatwe starcie, ale jak najbardziej wykonalne. Musiałem jedynie zignorować ból, który rozchodził się w moim ciele. Rzuciłem się na stworzenie.
Po dłuższej szarpaninie mój przeciwnik zaskamlał i uciekł w popłochu, zostawiając za sobą ślady krwi. Sam również ucierpiałem w czasie walki. Na moim ciele pojawiły się nowe rany powstałe przez zadrapania ostrymi pazurami czy ugryzienia.
-Nic mi nie będzie.- powiedziałem cicho. Powoli odwróciłem się w stronę dziewczyny upewniając się, że jej bezpieczna. Przynajmniej jej nic się nie stało i mogłem być o to spokojny. Wilk uciekł i nie powinien wrócić zbyt szybko. Musiałem również lepiej ją pilnować jeśli będzie chciała wyjść z zamku. Najlepszym sposobem byłoby cały czas mieć ją przy sobie. W tedy będę miał pewność, że nikt nie zrobi jej krzywdy. Nie wiedziałem jaki cel miały wilki w ataku na nią, jednak było to zbyt podejrzane.

Stella

Patrzyłam z przerażeniem na tą walkę. W każdym momencie Liam mógł stracić życie w mojej obronie. Przymknęłam oczy kiedy pazury wilka wbiły się w ciało króla. Nie chciałam aby stało mu się coś złego. Martwiłam się o niego i nie chciałam aby cierpiał. Oddychałam szybko i odetchnęłam z ulgą kiedy wilk uciekł w popłochu. Nie wiedziałam co kierowało jego atakiem. Nie było innych członków z jego watahy i to cieszyło mnie najbardziej. Kolejnego takiego ataku mógłby nie przeżyć. Podniosłam się szybko ze śniegu i podeszłam do mężczyzny aby sprawdzić czy naprawdę nic mu nie jest. Obawiałam się o niego zwłaszcza, że krew skapywała na śnieg. Przynajmniej rana zszyta przeze mnie zeszłej nocy się nie rozerwała. Podtrzymałam go pod ramię gdy widziałam, że się zachwiał. Nie powinien udawać, że jest niezniszczalny w momencie kiedy widziałam, że wcale tak nie jest. Powinien coś zjeść zamiast się zamęczać i walczyć. Nie powinien w ogóle mnie bronić chociaż byłam mu strasznie wdzięczna.
-Miejmy nadzieję, że nie będzie. Zaczynam się naprawdę martwić. To nie jest normalne Wasza Wysokość. Może ten wilk nie zdążył uciec wczoraj ze stadem-powiedziałam zastanawiając się głośno. Złapałam go mocniej i zaczęłam prowadzić do zamku. Pielęgniarka musiała obejrzeć jego rany zamiast je ciągle ignorować. Weszliśmy do zamku i zaprowadziłam go prosto do Danieli, która szybko zaczęła opatrywać wszystkie zranienia. Ja sama także jej pomagałam widząc jak mężczyzna cierpi. Wyszłam z skrzydła lekarskiego i szybko poszłam do kuchni. Zgarnęłam chleb, kawałek sera i mięsa po czym szybko zaczęłam wracać do króla. Na korytarzu nie miałam tyle szczęścia. Widząc Juana posłałam mu wrogie spojrzenie i spróbowałam go wyminąć. Ten jednak zastąpił mi drogę i popatrzył na mnie uważnie. Jakby zastanawiał się co ja tutaj jeszcze robię. W końcu udało mi się go wyminąć i wyszłam z korytarza omijając każdego orka. Nie chciałam tu tak naprawdę przebywać. Nie sprawiało mi to żadnej radości. Chciałam resztę życia spędzić w wiosce i nic więcej. Czy to było tak dużo? Żyć wolno i szczęśliwie? Teraz byłam tylko więźniem i nie podobało mi się to, że zaczynam się przyzyczajać do takiego stanu rzeczy. Westchnęłam wchodząc do małej sali szpitalnej i podeszłam do Liama. Położyłam jedzenie na stoliku i popatrzyłam na już opatrzone rany.
-Powinieneś coś zjeść. Nie jadłeś od rana. Przyniosłam trochę jedzenia, wiem że to nie wiele...-powiedziałam cihco. W końcu uratował mi życie choć nie musiał tego robić. Jedno jednak było pewne. Jeszcze tylko dwa dni do świąt. Chciałam chociaż ten dzień spędzić miło.
-Czy ty... Obchodzisz święta?Bardzo mi na tym zależy-powiedziałam bardzo cicho patrząc na niego ukradkiem. Już nie popełniałam tego błędu i nie zwróciłam się do niego po imieniu.



Liam

Próbowałem ustać na swoich nogach mimo, że nie było to najłatwiejsze zadanie. Walka z wilkiem całkowicie mnie wyczerpała, a był to dopiero początek dnia. Czułem, że gdybym się położył, na pewno bym od razu usnął. Nie zwracałem już nawet uwagi na świeże rany oraz krew, która skapywała na biały śnieg, pozostawiając po sobie ślady. W tej chwili wszystko było mi już obojętne. Udało mi się uratować Stellę i to było najważniejsze. Na pewno nie skończyłoby się to zbyt dobrze, gdybym nie zobaczył wilka przez okno. Wiedziałem, że to właśnie na nią czyhał i gdyby nie ja, wypełniłby swoje zadanie, ktokolwiek mu je zlecił. Musiałem znaleźć winnego. Gdyby dziewczyna zginęła, zdjęcie klątwy nie byłoby tak łatwe. Miałem coraz mniej czasu. Chyba, że komuś właśnie na tym zależało. Napastnik chciał się pozbyć dziewczyny, która mogłaby zdjąć ze mnie czar i przywrócić mi dawny wygląd, tym samym chroniąc od śmierci. Nawet jeśli chcieli zabić ją, atak był skierowany w moją stronę.
Dałem spokojnie się poprowadzić do pomieszczenia pielęgniarki, gdzie patrzono mi rano. Czułem się jeszcze gorzej niż wczorajszego dnia, chociaż myślałem, że jest to niemożliwe. Daniela szybko zeszyła rany, które tego wymagały. Nie było to najprzyjemniejsze uczucie. Nawet jeśli była bardziej wprawiona w tych rzeczach, Stella w czasie opatrywania ran była bardziej delikatna. Lubiłem jej delikatne dłonie.
Ciekawiło mnie czy inaczej by na mnie spojrzała gdybym był człowiekiem. Od samego początku widziała mnie jedynie w formie potwora. Tylko jeden dzień w roku byłem w stanie odzyskać swoje ciało, podobnie jak reszta mieszkańców zamku. Były to święta. Nie wiedziałem dlaczego tak się działo, mimo to dziękowałem, że chociaż tego jednego dnia mogę sobie przypomnieć jak to jest być człowiekiem i odzyskać to, co zabrano mi na tak długi czas. Nie wiedziałem co działo się z tymi, którzy opuścili zamek i zatracili się w zwierzęcej naturze. Być może również stawali się ludźmi, albo nigdy już nie będzie im to dane i do końca życia zostaną w tej formie. Nikt nie wiedział co się działo z tymi, którzy nie byli w stanie zapanować nad swoim instynktem. Nigdy ich więcej nie widziałem.
-Nie jadam takich rzeczy...- powiedziałem cicho, trochę jak dzicko, które chce się zbuntować przed rodzicem i odmówić porcji jedzenia. Pomimo zmęczenia nie byłem głodny, albo właśnie z tego powodu nie chciało mi się jeść. Wiedziałęm jedynie tyle, że nie jestem w stanie niczego przełknąć.
-Święta? Nie obchodzę ich od lat, ponieważ nie mamy powodu do świętowania. Jednak... jeśli tak bardzo ci zależy, możemy zrobić wyjątek. - ostatnie słowa wypowiedziałem jak najciszej, jednak wiedziałem, że dotarły one do dziewczyny. Sam nie byłem pewien dlaczego to powiedziałem. Owszem, odzyskiwałem w tedy swoją fromę, jednak nie miałem powodów do świętowania, ponieważ po wybiciu północy na powrót stawałem się potworem.


Stella

Przewróciłam oczami kiedy odmówił jedzenia, ale mimo wszystko uśmiechnęłam się delikatnie. Powinnam wmusić w niego choć trochę jedzenia, ale nie zrobiłam tego. Za bardzo obawiałam się, że mógłby się bardziej zbuntować. Ważne, że wszyscy byliśmy teraz bezpieczni i nikomu nic nie groziło. Przynajmniej nie w tym momencie. Nie byłam pewna co się wydarzy jutro i czy wszyscy będziemy żyć. Czy ja będę żyć. Jak na razie to mnie groziło niebezpieczeństwo. Usiadłam na krześle obok łóżka i spojrzałam na niego uważnie. Naprawdę był w stanie zgodzić się na obchodzenie świąt? Dla mnie? Na te słowa uśmiechnęłam się nieśmiało. To chyba był pierwszy szczery uśmiech w tym miejscu. Szczery uśmiech posłany właśnie dla niego.
-Dziękuję ci... To jedyny dzień, który spędzaliśmy z rodziną wszyscy razem. Odkąd...Odkąd zostałam sama nie mam już tej możliwości, ale zawsze ich wtedy wspominam. Poza tym zawsze mówiłam sobie, że następnym razem będzie lepiej i choć nie miałam jedzenia cieszyłam się z tego święta-wyszeptałam bardzo cicho. Może było to dziwne i śmieszne, ale ja właśnie tak czułam. Nie chciałam tego pominąć zwłaszcza, że było to dla mnie ważne. Był to dla mnie trudny dzień, za każdym razem płakałam, ale cieszyłam się, że chociaż ja przetrwałam. Wiedziałam, że mama by chciała abym żyła i walczyła o swoją przyszłość. Podniosłam się kiedy wszystko zostało zakończone i podałam mu rękę aby pomóc wstać. Już nie bałam się tego zrobić. W końcu uratował mi życie, a to znaczy, że jak na razie nie chciał mojej śmierci. Podtrzymałam go kiedy zachwiał się lekko choć nie było to łatwe. W końcu mnie także strasznie bolało ramię. Pomogłam mu wejść po schodach i choć próbował się ode mnie odsunąć i iść o własnych siłach to nie pozwoliłam mu na to. Chciałam mu pomóc i nie zamierzałam pozwolić na co innego. Dotarliśmy do jego sypialni i pomogłam położyć mu się na łóżku. Zdziwiona spojrzałam na kołdrę leżącą na ziemi i podniosłam ją kładąc na łóżku. Usiadłam obok niego i spojrzałam uważnie na jego rany. Pielęgniarka powiedziała, że opatrunki trzeba zmieniać co trzy godziny, a jak odprowadzę go do pokoju to mam mu założyć pierwszy. Spojrzałam na bandaże, które Daniela wcisnęła mi do rąk przed wyjściem.
-Musisz... Ściągnąć koszulkę- mruknęłam bardzo cicho i odwróciłam wzrok kiedy zrobił o co prosiłam. Nawet jeśli był bestią to był też mężczyzną. Podeszłam do niego powoli i zaczęłam owijać mu klatkę piersiową bandażami, a potem to samo zrobiłam z ramieniem. Raz po raz dotykałam miękkiej sierści. Kiedy skończyłam odsunęłam się od mężczyzny i usiadłam na fotelu obok łóżka.
-Mam wyjść czy przynieść ci coś Wasza Wysokość?-zapytałam niepewnie patrząc na niego z lekkim rumieńcem na twarzy.



Liam

-Może nie bedzie to taki najgorszy pomysł, przypomnieć sobie jak to jest. Dawno już nie obchodziłem jakichkolwiek świąt.-powiedziałem łagodnie. Wolałem sobie wmawiać, że robię to dla siebie, nawet jeśli prawda była inna. Gdyby o tym nie wspomniała, sam na pewno bym tego nie zaproponował. Datę zaś znałem doskonale, ponieważ był to dzień, kiedy stawałem się sobą. Nie znaczyło to, że miałem świętować i obchodzić dziwne święta, których celu nawet już nie pamiętałem. Liczył się sam powrót do ludzkiego ciała, mojego prawdziwego ciała. Więcej nie potrzebowałem.
Nie miałem nawet pojęcia jak to zorganizować. Wątpiłem również, aby i ludzie w zamku pamiętali coś takiego. Od lat nikt w tym miejscu się nawet nie uśmiechał, więc dlaczego mieliśmy myśleć o takich rzeczach? Setka potworów, która marzy jedynie o powrocie do poprzedniego życia. Nie było powodu do szczęścia, ani nastroju na świętowanie, czy też zabawy. Nawet nie pamiętałem już w jaki dzień obchodziłem swoje urodziny, chociaż była to zawsze najważniejsza data w królestwie, którą wszyscy musieli znać. Ojciec zawsze hucznie obchodził swoje urodziny i zapraszał w tym dniu dosłownie wszystkich, aby mogli złożyć mu życzenia. Ja nie miałem takiej możliwości.
Spojrzałem na nią pozwalając, aby pomogła mi wstać. W tej chwili potrzebny był mi jedynie odpoczynek oraz chwila ciszy. Rany bardzo wyczerpały mój organizm. Idąc próbowałem stać na własnych nogach, chociaż nie było to łatwe zadanie. Nie chciałem, aby Stella musiała dźwigać całe moje ciało, zwłaszcza, że do najlżejszych nie należałem. Było to nie lada wyzwanie. Nie chciałem również okazać swojej słabości i pokazać, że coś mnie boli. Jako król musiałem być silny. Kilka raz nie było w stanie mnie powstrzymać. W końcu co mogło być takiego trudnego w dojściu do sypialni? Chyba na tyle miałem jeszcze sił, aby się tam doczołgać i położyć na łóżku. Albo przynajmniej dojść do samego pokoju. W tej chwili nawet podłoga wydawała się dobry miejscem do spania, byle tylko moje nogi mogły odpocząć.
Usiadłem na łożu ciężko oddychając. W myślach dziekowałem dziewczynie, że pomogła mi się tutaj dostać, ponieważ nie miałem pewności, czy sam bym to uczynił. Byłem całkowicie wycieńczony i marzyłem jedynie o kilkunastuminutowej drzemce. To chyba nie było aż tak wiele.
Bez protestu zdjąłem z siebie koszulę, pozwalając, aby dziewczyna opatrzyła moje rany. Dokładnie przyglądałem się jej dłoniom przez cały ten czas oraz śledziłem każdy jej ruch.
Usmiechnąłem się pod nosem widząc jej rumieńce. Wygląda uroczo z czerwoną twarzyczką.
-Zostań. Nie chcę być sam...- wyszeptałem kładąc się na pościeli. Wskazałem miejsce obok siebie, aby i ona mogła trochę odpocząć.

Stella

Nie wydawał się zbyt szczęśliwy z pomysłu obchodzenia świąt, ale nie protestował za co byłam mu niezmiernie wdzięczna. Zdawałam sobie sprawę, że nie miał zbyt wiele okazji do świętowania zwłaszcza teraz kiedy został zamieniony w potwora. W środku jednak nie mógł być taki okropny skoro ocalił mi życie. Musiał coś czuć poza niechęcią i zgorzknieniem. Troszczył się o wieśniaków i wiedziałam, że robił to z większego powodu niż chęć zaimponowania im.  Na pewno czuł choć odrobine współczucia gdy widział w jakich warunkach przyszło im żyć.
Spojrzałam na łóżko. Dostałam wyraźne pozwolenie aby położyć się obok niego, ale mimo wszystko nie zamierzałam tego robić. Będąc tak blisko niego nie wiedziałam co czuje.
-Wasza Wysokość to nie jest najlepszy pomysł. Powinnam dopilnować aby twoje rany były odpowiednio oczyszczone. Poza tym dobrze by było jakbyś coś zjadł po obudzeniu. Zostanę jednak aż nie uśniesz- powiedziałam cicho i usiadłam przy nim na łóżku. Przygryzłam dolną wargę i położyłam mu dłoń na ramieniu chcąc dodać otuchy. Na pewno go to bolało poza tym po walce musiał być wyczerpany. Usłyszałam nagle pukanie do drzwi i podniosłam się jak oparzona. W momencie kiedy się podniosłam drzwi się otworzyły i do pokoju wpadł Juan. Widzac mnie oczy mu się zwężyły. Był o coś wściekły, a ja stałam mu teraz na drodze. Cofnęłam się o krok.
- Co ona tutaj robi bracie? Nie powinna nigdy wejść do tego pokoju.- powiedział poważnie. Wyglądał jakby przesadził z alkoholem i tak też pachniał. Spojrzał to na mnie to na króla.
- Nie pamiętasz co się stało z poprzednimi trzema dziewczynami? Zmarły bardzo szybko w niewyjaśnionych okolicznościach. Warto narażać kolejną osobę? I tak oboje wiemy że ona zginie - popatrzył przy tych słowach znacząco na Liama jakby sugerował, że to on za tym stoi. Przeszły mnie ciarki po plecach. Popatrzyłam niepewnie na króla, a potem na jego brata. W oczach mignąło uczucie strachu, ale szybko je stłumiałam. Jak mogłam zapomnieć o tamtej rozmowie służących? Juan coś jeszcze wybełkotał, ale zanim ktoś znas zdążył zareagować wyszedł z pokoju. Ponownie zostaliśmy sami. Przeniosłam swoje spojrzenie na Liama nie wiedząc co powiedzieć. Czy groziło mi tu niebezpieczeństwo? Z pewnością. Pytanie brzmiało czy miałam się obawiać czegoś z jego strony.  Czy któl był w stanie zrobić mi krzywde? Pierwszy dzień tutaj mówił, że tak, ale dzisiejszy -nie. Miałam mętlik w głowie. Usiadłam z powrotem na fotelu, nie na łóżku. Nie wyszłam z pokoju. Chciałam wierzyć, że byłam przy nim bezpieczna. Nie mogłam być tego jednak do końca pewna.



Liam

-Jeśli musisz zmieniać moje opatrunki najlepiej będzie jeśli tutaj zostaniesz. Będziesz mogła cały czas kontrolować czy nic się nie dzieje. O jedzenie nie musisz się martwić. Wystarczy, że powiem służbie, aby przynieśli mi posiłek do sypialni kiedy tylko się obudzę. Jako osoba, która swoi przy moim boku nie musisz biegać za posiłkami. To niedorzeczne. - powiedziałem spokojnie spoglądając na nią. Wystarczy, że będzie mi towarzyszyła. Właśnie to należało do jej zadań, dlatego nie rozumiałem, dlaczego przejmowała się takimi błahostkami jak posiłek. Właśnie od tego miałem ludzi, aby mi usługiwali kiedy tego chciałem. Obowiązkiem służby było zatroszczyć się o to, abym zjadł o wyznaczonej wcześniej godzinie. Jeśli nie pojawię się w jadalni wiedzieli, że muszą zjawić się w moim pokoju i zatroszczyć się o to, aby posiłek dotarł do mnie jeszcze ciepły. Wszyscy w tym miejscu doskonale znali swoją pozycję oraz swoje obowiązki. Robili to od lat.
Spojrzałem niezadowolony na swojego brata, kiedy wszedł do pokoju. Był ostatnią osobą, którą chciałem ujrzeć w tym miejscu. Odkąd wyszło na to, że mnie okłamywał, zachowywał się coraz gorzej.
-Ty też nie powinieneś tutaj wchodzić, a jednak to zrobiłeś. Nie zapraszałem cię do swojego pokoju i nie pamiętam, abyś pukał i otrzymał pozwolenie. Na zbyt wiele sobie pozwalasz. Chyba nie muszę ci przypominać jakie jest twoje miejsce. - powiedziałem poważnie. Podniosłem się z trudem z łóżka, łapiąc się za obolały brzuch. Spojrzałem na niego pewnie. Był napity i nie potrzebowałem czułego nosa, aby to wyczuć. Jak śmiał się w ogóle pokazać na oczy królowi w takim stanie? Może był moim bratem, ale nadal obowiązywały go takie same zasady jak innych i zwłaszcza on powinien dopilnować tego, aby żadnej z nich nie złamać. Stawać przede mną w takim stanie było hańbiące i świadczyło jedynie o nim.
-Sugerujesz coś? - zapytałem, nie czekając nawet na jego odpowiedź. Ani trochę nie podobało mi się jego obecne nastawienie. Sam fakt, że tutaj przyszedł bez powodu był dziwny. Niby co chciał mi przekazać? Że z własnej woli wpuściłem do pokoju Stellę? To już sam odkryłem. Albo zwyczajnie chciał ją nastraszyć, co jeszcze bardziej mi się nie spodobało. - Dziewczyna jest pod moją opieką i tak ma pozostać. Osobiście dopilnuję, aby była w tym miejscu bezpieczna. - powiedziałęm stanowczo. Od brata nie otrzymałem już żadnej odpowiedzi, ponieważ w tej chwili też opuścił pomieszczenie. Przynajmniej tyle szczęścia, że mogłem od niego odpocząć.
-Nie przejmuj się jego słowami. W ten sposób próbuje nastraszyć każdą osobę, która w jakiś sposób mu się nie spodoba. Masz się trzymać blisko mnie i najlepiej nie odchodzić nawet na krok. Zwłaszcza po dzisiejszym ataku. Sądzę, że nie był to przypadek i ktoś musiał wpuścić tego wilka do zamku, co więcej, jakoś go kontrolował.


Stella

Sama nie wiedziałam co o tym myśleć. Na każdym kroku tylko słyszałam, że jakieś dziewczęta, które kiedyś mieszkały w tym zamku szybko straciły życie i nikt nie wiedział jak do tego doszło. Oparłam się o oparcie fotela i przypatrzyłam się uważnie twarzy naszego króla. Nie zamierzałam zapytać co się z nimi takiego stało. Nie byłam tutaj zbyt bezpieczna. Nie ważne czy Liam powiedział, że zamierza sprawować nade mną opiekę to ciągle coś mi tutaj groziło.
-Nie będziemy nierozłączni Wasza Wysokość. Nie zamierzam także spędzać tutaj nocy. To by nie było zbyt rozsądne zwłaszcza, że musisz panie odpocząć aby ranom się nie pogorszyło. Nie chciałabym aby, któraś się otworzyła. Nie wiem czy wilka ktoś kontrolował czy nie. Wydarzyło się już kilka trudnych do rozwiązania sytuacji i sama nie wiem co o nich myśleć.-powiedziałam poważnie. Odwróciłam od niego wzrok uważnie zastanawiając się nad tym wszystkim. Westchnęłam cicho, ale nie wstała. Juan najwidoczniej miał jakiś cel w tym, że zasugerował iż to król stał za tymi atakami. Sama nie byłam przekonana kto jest winny i czy nasz władca potrafi kontrolować swoje dzikie instynkty. Pierwszego dnia nic na to nie wskazywało, ale nie byłam przekonana czy coś się do tego czasu zmieniło. Poprawiłam włosy tak aby nie leciały mi do oczu i oparłam policzek na dłoni. Minęła pora obiadu, a ja byłam okropnie zmęczona mimo przespanej nocy. Najchętniej bym się położyła, ale na pewno nie koło króla. Poza tym miałam do zrobienia jeszcze prezent dla naszego króla i musiałąm go wykonać dzisiaj. Uśmiechnęłam się do niego słabo.
-Mam coś jeszcze do zrobienia jeśli pozwolisz Wasza Wysokość. Wrócę za trzy godziny aby zmienić ci opatrunek.-powiedziałam wymijająco i opuściłam jego sypialnie bardzo szybko. Udałam się do wielkiej biblioteki, do której jak zauważyłam nikt nigdy nie wchodził. Chwyciłam plik pergaminu, kałamarz i pióro po czym poszłam do własnej sypialni. Od razu zabrałam się za spisywanie wszystkich wspaniałych historii jakich znałam. O księciu i księżniczce, gdzie wspaniały królewicz zamienił się w żabę, oraz o biednej dziewczynie, która dzięki zgubionemu pantofelkowi znalazła miłość. Wiedziałam, że dziś nie uda mi się tego skończyć i będę musiała poświęcić na to całą noc. Po trzech godzinach schowałam połowę skończonej pracy do biurka. Miałam zamiar namalować jeszcze kilka obrazków. Ruszyłam do sypialni króla i zapukałam tam delikatnie. Dopiero teraz zauważyłam, że moje dłonie pokryte były tuszem. Na pewno nie uda mi się tego szybko zmyć. Szybko weszłam do pomieszczenia i spojrzałam na Liama. Podeszłam do łóżka i przysiadłam na nim delikatnie czekając aż mężczyzna podniesie się i będę mogła mu zmienić opatrunek.



Liam

Spojrzałem na dziewczynę kiedy wyszła z mojego pokoju. Nie chciałem tutaj pozostawać sam. Właśnie tego się obawiałem, że zbytnio przyzwyczaję się do jej obecności i nie będę chciał przebywać w samotności. Brakowało mi jej towarzystwa, chociaż widziałem, że sama chce ode mnie uciekać. Może i w miarę przyzwyczaiła się do obecnej sytuacji i wie, że nie może uciec, może nawet w miarę zaczynała akceptować moje towarzystwo, mi jednak jej brakowało. Przez wszystkie te lata zawsze byłem sam i nikogo do siebie nie dopuszczałem, ponieważ nie chciałem spędzać czasu z tymi stworami. Ona zaś była inna. Nawet jeśli początkowo mnie irytowała, teraz mogłem przy niej odpocząć i chociaż trochę się zrelaksować. Trudno było mi zaakceptować fakt, że kiedyś zniknie, nawet jeśli tak powinno się stać. Nie mogła pozostać w tym miejscu na zawsze. Musiałem pamiętać o tym, że jest tu tylko po to, aby wypełnić mój plan i zdjąć ze mnie klątwę, abym znowu mógł być normalny.
Ciekawiło mnie jak zareaguje na to, że w święta znowu będę sobą. Byłem pewien, że nigdy mnie nie widziała, a nawet jeśli tak było, nie pamiętała mnie. Sam w ciągu całego roku zapominam jak wyglądała moja twarz, mimo że każdego dnia mijałem stare obrazy, na których widniała moja podobizna. Patrząc na zniszczone płótna trudno było mi uwierzyć w to, że widniejący na nich człowiek to ja. Cała ta klątwa i wygląd podobny do potwora całkowicie namieszały w moim umyśle.
Chciałem usnąć, jednak nie mogłem. Zastanawiałem się nie tylko nad atakiem wilka, który na pewno nie był przypadkowy, ale również nad słowami brata. Zwierzę musiało zostać wpuszczone. Brama przecież została naprawiona i nie było możliwości, aby jeden psowaty dostał się do środka, skoro kilka atakujących wilków potrzebowało na to trochę czasu. Nawet nie było śladów po tym, aby się tutaj wdarł. Do tego jego zachowanie... Gdyby chciał przejąć terytorium atakowałby alfę, czyli mnie, nie jedną bezbronną dziewczynę. Własciwie atakowałby kogokolwiek. Jego cel był nazbyt sprecyzowany. Mój brat natomiast zachowywał się podejrzanie. Nigdy nie myślałem o dziewczynach, które wcześniej zmarły, uznałem to jednak za zwykły przypadek, albo jedną z zęsci klątwy, która nade mną ciąży. Stella jednak nadal żyje, czyli dłużej niż jej poprzedniczki. Juan dał mi wyraźnie do zrozumienia, że ich śmierć wcale nie była przypadkiem. Dlatego musiałem chronić Stellę, aby nie podzieliła ich losu. Ona nie mogła ucierpieć.
Spojrzałem na drzwi kiedy się otworzyły. Na moich ustach pojawił się ledwie widoczny uśmiech na widok dziewczyny. Cieszyłem się, że do mnie wróciła i nadal jest cała. Musiałem jej pilnować, jeśli chciałem, aby mój plan został zrealizowany. Była moją jedyną nadzieją.
Z trudem podniosłem się do pozycji siedzącej pozwalając, aby ponownie opatrzyła moje rany.
-Skąd masz tusz na rękach? Coś się stało?- zapytałem spokojnie spoglądając na jej dłonie.


Stella

Miałam nadzieję, że nie zauważy poplamionych tuszem rąk, ale tylko się łudziłam. Uśmiechnęłam się uspokajająco i odwróciłam wzrok. Zamiast odpowiedzieć zaczęłam delikatnie ściągać jego bandaże aby obejrzeć rany. Nie było tak źle. Kiedy Daniela wprawnie je zaszyła wystarczyło je tylko obserwować. Dotknęłam delikatnie palcami jego ciała w miejscu gdzie widziałam ścieg łączący jego ranę. Wzięłam czyste bandaże nie poplamione krwią i ponownie powoli, ale szczelnie go opatuliłam nimi.
-Och to nic takiego. Zachlapałam się przenosząc kałamarz.-powiedziałam wymijająco i miałam nadzieję, że dalej pytać nie będzie. Skoro to miała być niespodzianka to lepiej będzie jeśli nie dowie się o tym przed czasem. Przeszedł mnie delikatny dreszcz gdy przejechałam dłonią po jego ramieniu i cała spłonęłam rumieńcem. Podniosłam się gwałtownie i rozejrzałam dookoła. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Ciągle w dłoniach miałam słowa Juana, ale nie pasowało mi to z tym, że dzisiaj mnie uratował i zapowiedział, że będę przy nim bezpieczna. O niczym innym nie marzyłam. Uśmiechnęłam się delikatnie.
-Boli cię jeszcze Wasza Wysokość? Na pewno jesteś głodny, przyniósł ci ktoś coś do zjedzenia?- zapytałam cicho. Martwiłam się o niego i wolałam aby dbał o siebie. Nie mógł być zły. Nie chciałam w to wierzyć. Usiadłam w tym samym fotelu co wcześniej i oparłam się o niego wygodnie. Ramię po całym dniu chodzenia okropnie bolało. Był już wieczór. Nie jadłam nic tego dnia, ale nie byłam głodna. Były ważniejsze rzeczy do zrobienia niż jedzenie. Choćby skompletowanie wszystkich opowieści do książki dla Liama. A o tym nie mógł się dowiedzieć nawet gdyby wypytywał.
-Juan znowu zniknął... Nikt nie wie gdzie się podział-powiedziałam po chwili zastanowienia. Lepiej jak król będzie wiedział co dzieje się w jego zamku i królestwie. Ja go na pewno nie oszukam, bo i tak nie miałam w tym żadnego celu. Tym, że mnie uratował także zyskał sobie moją sympatię choć nie musiał. Ciągle ciężko było mi zrozumieć jego postępanie. Póki jednak nie działał przeciwko mnie nie miałam powodu aby w niego wątpić. Nawet jeśli mnie przetrzymywał wbrew mojej woli i traktował jak więźnia to nie było mi tutaj aż tak źle. Wbrew wszystkiemu troszczył się o moje bezpieczeństwo o ile nie robił tego na pokaz.



Liam

Spojrzałem na nią podejrzanie. Trudno było mi uwierzyć w to, że przenosiła kałamarz. Niby po co miałaby to robić? Leżał on jedynie w bibliotece i nie był używany od dawna. Od czasu do czasu jedynie ktoś uzupełniał pojemniczek, aby zawsze był w nim tusz. Dlaczego miałaby go przenosić? Nie miało to najmniejszego sensu. Niby nie powinna mieć przede mną tajemnic, w końcu nawet nie miała co ukrywać, dlaczego więc kłamała? Przecież było to oczywiste, że nie mówi mi prawdy.
-Po co go przenosiłaś? - zapytałem spokojnie unosząc do góry jedną brew. Chciałem ją jeszcze trochę pomęczyć. Byłem zwyczajnie ciekaw co jeszcze wymyśli, aby utrzymać swoją wymówkę. Równie dobrze mogła mi powiedzieć co z nim robiła. Nie była to przecież zbrodnia, a ja nie pożerałem za wzięcie kałamarza. Byłem jednak nazbyt ciekawy tego wszystkiego. Coś musiało się za tym kryć, a ja chciałem odkryć co takiego.
Spoglądałem na nią, dając sobie posłusznie wymienić opatrunek. Wyglądała uroczo kiedy się tak o mnie martwiła. Ciekawiło mnie co dokładnie nią kierowało. W końcu nie musiała tutaj siedzieć i zmieniać mi bandaży na czysty. Mogła zlecić to zadanie pielęgniarce i zamknąć się w swoim pokoju, a raczej się do niego udać, ponieważ od czasu wymiany drzwi nie posiadał zamka.
-To jeszcze nie czas na kolację. Za niedługo powinni przynieść tace z jedzeniem, dla ciebie również. Na pewno już zauważono, że nie ma mnie na dole, więc wszystko przyniosą do mojego pokoju. Ty również powinnaś coś zjeść. Nie jadłaś przez cały dzień, więc na pewno jesteś już głodna.-powiedziałem nadam nie spuszczając z niej wzroku. Nawet nie wiedziała jak piękna była. Może to i lepiej, ponieważ nie miała żadnego wybranka. Co prawda nie za bardzo mnie by to ruszyło, jednak niechciałbym, aby mnie przez takie coś znienawidziła. W tedy na pewno mój plan by się nie powiódł i musiałbym szukać nowej dziewczyny, Miałem zbyt mało czasu, aby pozwolić sobie na kolejne poszukiwania i przekonywanie dziewczyny, aby się we mnie zakochała i podarowała swój pocałunek.
-Nie powinnaś zaprzątać tym sobie głowy. Zajmę się tym kiedy przyjdzie na to pora, więc nie musisz się obawiać. Mówiłem, że będę cię chronił i dotrzymam swojego słowa, więc nie musisz się lękać. Swoim bratem również się należycie zajmę. Po tym co zrobił, na pewno nie ujdzie to mojej uwadze. - powiedziałem pewnie. Złapałem ją za podbródek, przybliżając bliżej siebie. Po chwili dziewczyna znalazła się bardzo blisko mnie, by ostatecznie wylądować na moim ciele. Położyłem ją obok siebie. Nie kazałem jej spać, ponieważ i tak czealiśmy na kolację, nikt jednak nie powiedział, że przez ten czas nie może obok mnie poleżeć.


Stella

Nie chciałam pogrążyć się we własnym kłamstwie. Wszystkie wymówki nagle wypadły mi z głowy. Splotłam ze sobą nerwowo palce. Poza tym po co było to nadmierne zainteresowanie? To był tylko kałamarz przecież nikomu nie robiłam tym krzywdy więc nie trzeba było tego dokładnie sprawdzać. Wypuściłam ciężko powietrze z płuc.
-Jak to po co? Aby znalazł się w innym miejscu-powiedziałam lekko naburmuszona. Jak będzie tak cały czas wypytywał to na pewno nie utrzymam prezentu dla niego w tajemnicy. Czy nie mógłby po prostu zaniechać pytań i dać po prostu spokój. Może i nie był to czas na kolację, ale obiadu ani śniadania także nie jadł. Oby nie było kolejnych ataków, bo po prostu pomrzemy z głodu niż z odniesionych ran. Założyłam ręce na piersi. Nie miało znaczenia czy ja jadłam czy nie. Na pewno jednak nie wiedział na pewno czy jadłam. Przecież nie widzieliśmy się przez trzy godziny. W tym czasie mogłam zrobić naprawdę dużo. Nawet stracić życie. Uświadomiłam sobie to po chwili.
-Sam powinieneś o to zadbać. Nie jadłeś cały dzień. Powinieneś chociaż to wziąć pod uwagę, że jak będziesz jadł to szybciej wyzdrowiejesz. A nie wydaje mi się aby leżenie w łóżku było takie fascynujące.-powiedziałam z lekkim sarkazmem choć może nie powinnam. Zaniemówiłam kiedy złapał mnie za podbródek i przybliżył do siebie. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Był stanowczo zbyt blisko mnie. Wstrzymałam oddech i pisnęłam cicho kiedy na nim wylądowałam. Powinnam go za to mocno uderzyć. Nie życzyłam sobie aby tak ze mną pogrywał. W ogóle się ze mną nie liczył.
-Mógłbyś tak nie robić?! Wolałabym sama decydować czy chce poleżeć czy nie. Poza tym mam coś jeszcze do zrobienia-powiedziałam poważnie, ale nie odsunęłam się. Był za blisko. Dotknęłam dłonią jego klatki piersiowej aby mnie nie przysunął bliżej. Z resztą to także było dla mnie tajemnicą. Jeszcze niedawno odzywaliśmy się do siebie z chłodną rezerwą, a teraz zachowywał się tak jakby moja obecność sprawiałą mu przyjemność.
-Wcale się nie obawiałam-skłamałam-Nie raz groziła mi śmierć. Jeżeli przyjdzie wcześniej to trudno. Nie mam już sił aby ciągle walczyć.
Taka była prawda. Po śmierci matki zaczęłam na to objętnieć i choć starałam się walczyć ile mogłam wiedziałam, że w końcu polegnę. Nie zawsze można było wygrywać i miałam świadomość, że mój czas się niebezpiecznie kończył.



Liam

-W innym miejscu?- zapytałem. Na moich ustach pojawił się złośliwy uśmieszek, który skierowany był w jej stronę. Podobało mi się to jak nerwowo uciekała wzrokiem próbując to przede mną ukryć. Tym bardziej byłem ciekaw co takiego przede mną skrywa. Przecież nie mogła przez całą wieczność udawać, że to nic takiego, a ona chciała przestawić jedynie kałamarz w inne miejsce. - Przecież jego miejsce było jak najbardziej odpowiednie, po co więc przestawiać kałamarz. Każdy, kto chciałby z niego korzystać musiałby się udać do biblioteki. Czy to nie najlepsze rozwiązanie? - powiedziałem spokojnie, chociaż miałem ochotę cicho się roześmiać. Chyba nawet polubię droczenie się z nią. Było to całkiem zabawne i w końcu mogłem oderwać się od codziennej nudy.
-Po co iść na kolację, skoro kolacja zostanie przyniesiona tutaj? W końcu jestem obolały, więc nie mogę biegać po schodach i załatwiać z kucharzami, aby zrobili kolację wcześniej, prawda?Najlepszym rozwiązaniem jest pozostanie tutaj i czekanie, aż sami mi przyniosą. Ty też będziesz mogła zjeść. Poza tym ty też nic nie jadłaś, czy może się mylę? O tej porze raczej nie wpuściliby cię do kuchni, abyś mogła sobie wziąć na przegryzkę. Czyli również byłaś głodna. Jest to idealny argument do tego, abyś poczekała ze mną i abyśmy razem mogli zjeść kolację.- uśmiechnąłem się szeroko, dumny ze swoich słów. Kazała mi się o siebie troszczyć, a sama tego nie robiła. Moje ciało było o wiele silniejsze niż jej i doskonale o tym wiedziała. Jako zwierzę byłem  wstanie przetrwać dłużej bez jedzenia, bez problemu znosiłem większe obciążenia oraz rany. Właśnie dlatego nie martwiłem się aż tak o swoje zdrowie, ponieważ wiedziałem, że i tak wyzdrowieję.Tego jednak nie mogłem powiedzieć o niej. Jeśli nie będzie nic jadła na pewno jej to zaszkodzi. Nie powinna również wychodzić na dwóch w samej sukni, ponieważ może się łatwo przeziębić. Nie miała grubego futra, które chroniło ją przed zimnem. Powinna wziąć to pod uwagę.
-I tak musisz odpoczywać, aby twoja ręka mogła się wygoić. Od samego rana jesteś na nogach, więc przyszła pora na odpoczynek. Te rzeczy, które masz do zrobienia, możesz zrobić równie dobrze jutro. W końcu nic się nie stanie jeśli odłożysz je do jutrzejszego dnia, prawda? Na pewno nie jest to nic ważnego.- mruknąłem pod nosem. Nadal obejmowałem ją łapą, aby ode mnie nie uciekła. Mimo, że chciała zachować dystans, sama nie próbowała wstać. Tym lepiej. Chciałem przy niej trochę poleżeć i nacieszyć się jej towarzystwem, póki jeszcze tutaj była. Nie wiedziałem na ile tutaj zostanie. Równie dobrze klątwa może być zdjęta za kilka dni, a w tedy na pewno jej już nie zobaczę.
Zignorowałem jej słowa o Juanie, nawet słowem na nie nie odpowiadając. Trudno było mi w to uwierzyć. Mimo to musiałem ją chronić. Wiedziałem, że napastnik tak łatwo się nie podda. Jeśli stał za tym mój brat, osobiście się na nim zemszczę.


Stella

Naburmuszona obróciłam się na drugą stronę plecami do króla. Wypytywał mnie o jeden kałamarz i miał z tego wielką uciechę. Czy to była wielka zbrodnia, że chciałam po prostu coś napisać. Żaden z wieśniaków w wiosce tego nie potrafił. To nie była łatwo zdobyta umiejętność. Matka nauczyła mnie jej już w wiosce, bo z miasta musieliśmy uciekać zanim miałam do tego okazję.
-Chciałam coś napisać i więcej ci nie powiem. Źle złapałam za pióro i nie zauważyłam, że się pochlapałam tuszem. Wystarczy ci takie wyjaśnienie Wasza Wysokość?-mruknęłam cicho pod nosem. Nie obróciłam się do niego. Specjalnie mnie prowokował licząc na to, że coś mu powiem, ale przeliczył się. Jak tak dalej pójdzie to guzik dostanie, a nie prezent. Pragnęłam tylko aby mu się spodobał na co nie miałam pewności. Westchnęłam cicho. Miał rację z tym, że nic nie jadłam oraz, że nie powinien sam nigdzie schodzić. Sama powinnam się tym zająć choć nie wiedziałam czemu tak czuje. Przecież nic nas nie łączyło, a jednak przez wydarzenia ostatnich dni czułam obowiązek aby zapewnić mu wygodę skoro cierpiał. Obróciłam się z powrotem do niego i przewróciłam oczami. Naprawdę był strasznie ostatnio opiekuńczy. Skąd to się brało?
-Mogę je zrobić jutro, ale bez ciebie Wasza Wysokość. Poza tym chyba masz rację, ramię mnie paskudnie boli i nic nie jadłam. Nie było na to wszystko czasu po prostu. Ale nie mogę spać znowu z tobą w łóżku panie. Tak naprawdę nie wypada-wyszeptałam przyglądając mu się uważnie. Był królem a zachowywał się jakby nie robił sobie nic z tego, że leży obok prostej dziewczyny z wioski. Jakby zdarzało mu się czasami o tym zapomnieć. Tak jak wcześniej cały czas mi to wypominał tak teraz nie miało to chyba dla niego znaczenia. Podniosłam się kiedy ktoś ze służby wszedł do pokoju ale łapa Liama skutecznie zatrzymała mnie w miejscu. Spojrzałam na niego zła, że stawia mnie w takiej sytuacji. Gdyby tak się wydarzyło w dawnych świetnych czasach od razu zakończyłoby się to małżeństwem chyba, że miałby na tyle pieniędzy aby mi zapłacić abym go nie skompromitowała, albo co gorsza ja bym była skompromitowana i wyklęta przez wszystkich mieszkańców. Zapewne musiałabym ukryć się na wsi zanim rozpętałby się skandal. Wniesiono kilka potraw i postawiono na stole nieopodal łóżka aby Liam nie musiał daleko chodzić. Nadal byłam przytrzymywana przez jego dłoń i nie mogłam się ruszyć. Służba wyszła, a my zostaliśmy sami. Spojrzałam na niego z wyrzutem w oczach i westchnęłam cicho. Jak zwykle robił to co jemu w danym momencie odpowiadało.

Liam

-Raczej nie powinnaś przebywać z dała ode mnie, skoro mam cię chronić. Przecież przez ten czas może ci się coś stać, a tego przecież nie chcemy. Myślę, że najrozsadniej będzie, jeśli będziesz trzymać się blisko mnie. To samo dotyczy wieczorów i nocy. Nigdy nie wiadomo co może ci grozić w czasie snu. Tutaj będziesz bezpieczniejsza.- powiedziałem z delikatnym uśmiechem na twarzy. Wygląda na wkurzona cała ta sytuacja, jednak dziwnie mi się to podobało. Chciałem spędzać , nią więcej czasu, dlatego była to najlepsza wymówka. W ten sposób nie musiałem przynajmniej tlumaczyc, dlaczego akurat taka decyzję podjąłem. Może i miała większą swobodę, nadal jednak nie mogła mi się sprzeciwiać. Wystarczyło, że się ze mną zgodzi. To było tylko kilka nocy razem, nic więcej. Pomiędzy nami do niczego nie dojdzie i na pewno na tym nie ucierpi. Nikt jeszcze nie zginął od tego, że obok niego śpi druga osoba.
Przytrzalem dziewczynę, kiedy do pokoju weszła służąca. Spoglądając na nad zostawiła tace z posiłkiem​, po czym szybko opuściła mój pokój
 Dopiero w tedy pozwolilem, Stelli, aby oswobodxila  się z mojego uścisku.
Podniosłem się ostrożnie, biorąc do ręki tacę z talerzami. Jeden z nich podałem dziewczynie, aby nie musiała wstawać, lub co gorsza, iść do jadalni, aby spożyć posiłek. Może i udawała silna, wiedziałem jednak, że rana dawała jej o sobie znać i nie należała do najprzyjemniejszych.
~~
Następne dni minęły nieco spokojniej. Od czasu dziwnego ataku wilka nic się nie wydarzyło, jednak cały czas byłem czujny. Stella zapierala się, aby spędzić te noce w swoim pokoju. W końcu poddałem się i pozwoliłem na to, jeszcze dokładniej jej się przez też czas obserwując. Każdego dnia znikała na kilka godzin w swoim pokoju, po czym pojawiała się dopiero w jadalni, kiedy dochodziła pora posiłku. Cały czas ciekawiło mnie co takiego robi. Milczała kiedy o to pytałem, albo wymyslala dziwne rzeczy, aby zabić mnie z tropu. Problem w tym, że przez to jeszcze bardziej chciałem dowiedzieć​ się co przede mną ukrywa. Nie mogła chować tego w nieskończoność. Nawet przygarniety przez nią kociak pojawiał się przy mnie o wiele częściej nic jego właścicielka.
Jutro miała być również wiligia, jak i dzień, w którym miałem się przemienić w człowieka. Nikt nie wiedział jak obchodzono te święta, dlatego we wszystkim pomagała i doradzała Stella, która jako jedyna pamiętała co powinno znaleźć się chociażby na stole. Była bardzo pomocna i mimo obolalej ręki, nie odpoczywają zbyt często. Miałem nadzieję, że jutrzejszy dzień jak najbardziej spełni jej oczekiwania.


Stella

Następnych kilka dni minęło bardzo szybko. Niemal cały czas pomagałam w przygotowaniach do świąt ani przez chwilę nie odpoczywając, a rana na ramieniu zdążyła mnie wyczerpać. Po nocach nie spałam bo musiałam dokończyć robienie książki i ilustracji do niej więc ciągle chodziłam niewyspana. Starałam się to jednak ukrywać. Wystarczyło mi, że Liam codziennie wypytywał mnie co takiego robię, że znikam na kilka godzin. Na szczęście nie próbował tego sprawdzać. Gdyby tylko wszedł do mojego pokoju już by się dowiedział i nie byłoby żadnej niespodzianki. Uśmiechnęłam się zasiadając do stołu. Już jutro była wigilia i nie mogłam się jej doczekać. Tyle jedzenia ile przygotowywano na oczy nie widziałam. Pamiętałam jednak, że tak się jadło. Wracały powoli wspomnienia z dzieciństwa kiedy to mama przygotowywała cały posiłek i zajmowała się prezentami. Spojrzałam na posiłek. Prawie zasypiałam na siedząco. Oparłam twarz na ręce i rozejrzałam się po jadalni. Liam siedział już przy stole. Drzwi się otworzyły i do pomieszczenia wszedł Juan. A już myślałam, że się od niego uwolniłam. Już od kilku dni nie było żadnego zamachu na moje życie za co byłam strasznie wdzięczna. Nie wiedziałam nadal kto za tym stał więc musiałam mieć ciągle oczy otwarte.
-Widzę, że dobrze się bawicie? Jutro święta... Nigdy ich nie obchodziliśmy. Mogę wiedzieć co cię skłoniło do zmiany decyzji? Przecież oboje nienawidzimy świąt przez to co się stało prawda?-zapytał uważnie mu się przyglądając. Nie wiedziałam co się wydarzyło w święta. Spojrzałam pytająco na Liama chcąc aby mi coś wyjaśnić, ale ten milczał wpatrując się w swojego brata zimnym spojrzeniem. Nie miałam siły kłócić się ani z jednym ani z drugim. Cała sprawę pozostawiłam królowi i sama chciałam ją zignorować, ale niestety nie było mi to dane. Juan usiadł akurat obok mnie wpatrując się we mnie gorąco. Wyprostowałam się momentalnie walcząc ze zmęczeniem.
-Nie chciałabyś później obejrzeć ze mną ogrodu? Chciałbym przeprosić za moje wcześniejsze zachowanie i wynagrodzić ci je jeżeli oczywiście się zgodzisz-powiedział uśmiechając się lekko. Dlaczego tak nagle zmienił swoje zachowanie? Przecież to było nie do pomyślenia aby jednego dnia chciał mnie niemal zabić, a następnego dnia przepraszał i zachowywał się tak normalnie. Patrzyłam mu prosto w oczy. Zgadzanie się na to mogło się źle skończyć. Z drugiej strony nigdy mnie nie zaatakował. Nie lubiłam go jednak i nigdy nie polubię. Traktował mnie jak intruza i szczerze mówiąc nie chciałam go bliżej poznawać.