Nie zważałem na jej protesty. Co prawda rana zabolała, kiedy na moim brzuchu pojawiło się obciążenie, jednak starałem się to zignorować. Było to przecież niewielkie obciążenie, które nie mogło mi zaszkodzić, ból zaś byłem w stanie znieść. Rana się nie otworzyła a krew nie leciała, więc nie widziałem żadnego problemu z tym związanego.
-To ja jestem królem, tak więc to ja mówię co jest stosowne. Nie powinnaś mnie pouczać na temat takich rzeczy. Mogę robić co chcę, więc się do tego przyzwyczajaj.- mruknąłem pod nosem. Mój głos był bardzo spokojny, mimo tych słów. Nie widziałem w tym nic niestosownego. W końcu jedynie się do niej przytulałem, a w tym nie było nic złego. Jako król mogłem robić takie rzeczy. Wielu ludzi się do siebie przytulało, nawet chociażby na ulicach miasta i nikt się tym nie przejmował. Dlaczego więc ja miałem zwracać na coś takiego uwagę? Miałem większe przywileje niż byle mieszkaniec miasta, czy raczej wsi, ponieważ na dzień dzisiejszy tylko w nich ludzie mieszkają. Miasta były zbyt blisko zamku, dlatego ludzie dosyć szybko opuścili swoje domy, jakby bali się o to, że zostaną zamienieni w stwory, tak jak mieszkańcy zamku. Być może było takie ryzyko, sam już nie wiedziałem. W tej chwili nie było to ważne. Miasta od lat nie były zamieszkane i nie zapowiadało się na to, że prędko tam wrócą. Na chwilę obecną stały się one terytorium dzikich zwierząt oraz zostały obrośnięte roślinnością, nad którą nikt nie próbował zapanować od lat. Opuszczone domy widziałem z okna biblioteki. Nawet z daleka nie wyglądało to zbyt ciekawie i widać było, że zostały one pozostawione przez dawnych mieszkańców.
Nie odpowiedziałem już na jej słowa zamykając oczy. Poluzowałem jedynie uścisk, aby mogła się ode mnie nieco odsunąć, jednak nie uciec. Nie chciałem dzisiejszej nocy pozostawać sam. Bezpieczniej było spędzić ten czas przy jej boku, w razie jakiegoś ataku. Nigdy nie mogłem mieć pewności czy akurat dzisiejszej nocy mój napastnik zaatakuje, czy postanowi to zrobić dopiero następnego dnia.
Wtuliłem się w miękką poduszkę, oddając się w objęcia Morfeusza. Rana całkowicie wyczerpała moje siły i mnie osłabiła. Póki się nie wygoi, nawet wchodzenie po głupich schodach nie będzie należało do najłatwiejszych zadań.
Otworzyłem oczy z samego rana, jeszcze przed wschodem słońca. Zza zasłon widziałem, iż słońce dopiero leniwie zaczynało wstawać i oświetlać okolice zamku. W pomieszczeniu nadal było ciemno.
Spojrzałem na dziewczynę, która ku mojemu zdziwieniu wtulała się w moje ramie. Jeszcze dziwniejsze było to, że sam spałem na łóżku, zamiast na ziemi, jak to bywało każdej nocy. Spojrzałem na nią uważnie. Nadal spała, co dodawało jej jeszcze większego uroku. Była spokojna. Łapą delikatnie przeczesałem jej włosy, odgarniając kilka kosmyków z twarzy, aby się nie obudziła.

Stella
Zrezygnowałam z dalszej walki o przestrzeń i ułożyłam się możliwie jak najdalej od króla. Po co było to wszystko? Do tej pory się tak nie zachowywał. Było to bardzo niestosowne i nie ważne co mówił nie powinnam na to pozwolić. Nie miałam jednak wyboru. Walcząc mogłam pogłębić nie tylko jego ranę, ale i swoją. W końcu usnęłam i pierwszy raz nie byłam męczona przez nocne koszmary. Nie obudziłam się też w nocy drżąc ze strachu, że ktoś się zakradnie i udusi mnie we śnie. Nie wiedziałam czemu to zawdzięczam, ale pierwszy raz się wyspałam. Długo nie otwierałam oczu czując pod policzkiem coś miękkiego i przyjemnego. Nawet nie miałam ochoty wstawać. Uśmiechnęłam się przez sen gdy coś połaskotało mnie po twarzy. Zatrzepotałam powiekami. Oczy zaszły mi mgłą i dopiero po chwili zaczęłam rozpoznawać wszystkie kształty. Zdziwiona spojrzałam na Liama. To nie było możliwe. Patrzyłam w jego oczy nic nie rozumiejąc i nagle wspomnienia z wczorajszej nocy wróciły ze zdwojoną siłą. Całą noc musiałam przytulać się do jego ramienia. Dopiero po chwili podniosłam się ciężko na łóżku z lekkim grymasem na twarzy gdyż ramię trochę mnie zabolało. Ciągle byłam w fioletowej sukni, która w tym momencie była cała pomięta. Nie powinno dojść do takiej sytuacji. Dziwnie się czułam przy Liamie. Lubiłam go, a to było niebezpieczne. Wiedziałam, że pod tą okropną powłoką kryje się prawdziwy mężczyzna, który potrafi współczuć, a to skończyć się dobrze nie mogło. Miałam szanse uciec, ale wolałam go uratować.
-Ja... -nawet nie wiedziałam co mam powiedzieć. Czułam na sobie jego wzrok. Musiałam to wszystko przemyśleć.
-
Pójdę na spacer... Wrócę przed śniadaniem-powiedziałam cicho i chwyciłam czerwoną suknię. Zniknęłam za parawanem. Wiedziałam, że król ciągle leży na moim łóżku, a świadomość, że parawan prześwituje w słonecznych promieniach jeszcze bardziej mnie krępowało. Jak na złość dzisiaj zmienienie ubrania zajmowało mi irytująco dużo czasu. W końcu wyszłam zza parawanu i spojrzałam na Liama. Odchrząknęłam cicho, lekko się skłoniłam i wyszłam z zamku aby przejść się po ogrodach. Często mi się to ostatnio zdarzało. Usiadłam na ławeczce w głębi ogrodu pozwalając aby zimny śnieg moczył moje pantofelki.
Liam
Odwróciłęm wzrok i zabrałęm rękę kiedy się przebudziła. Nie musiała wiedzieć, że robiłem coś takiego. Tym lepiej jeśli zachowam to dla siebie. Jeszcze pomyśli, że posiadam jakieś uczucia, lub co gorsza, ja tak pomyślę. Takie coś nie mogło być możliwe. Już dawno wyzbyłem się uczuć i je odrzuciłem, ponieważ nie były mi ani trochę potrzebne. Jedynie utrudniały moje życie. Byłem królem, nie byle wieśniakiem, który mógł sobie na to pozwolić. Ludzie z moją pozycją nie potrzebowali współczucia, miłości czy przyjaźni. Miałem dobrze rządzić królestwem, a współczucie niekiedy to utrudniało, przyjaciele zawsze byli fałszywi, zaś małżeństwa nigdy nie były zawierane z miłości i nigdy tak się nie stanie. Moim obowiązkiem było zapewnienie królestwu syna, który zasiądzie na tronie, nie szukanie kochającej żony. Taka kobieta zaprzątałaby mi jedynie umysł i niemógłbym się skupić na swoich obowiązkach. To idealnie dowodziło temu, że uczucia nie były mi ani trochę potrzebne i nikt tego nie zmieni. Tak powinno zostać już na zawsze. Po zdjęciu klątwy również i Stelli musiałem się pozbyć, póki zbytnio się do niej nie przyzwyczaiłem. Wiedziałem, że pokazanie wobec niej uczuć może się źle skończyć.
Po chwili spojrzałem na nią, nie mogąc się już oprzeć. Jej oczy były wspaniałe. Nie mogłem oderwać od niej wzroku, przez co chciałem być jeszcze bliżej niej. Nie interesowało mnie to, że było to niestosowne. Chciałem tego, więc dlaczego miałbym się powstrzymywać? Pragnienie było zbyt duże. Od lat nie miałem kontaktu z żadną kobietą, zwłaszcza z tak rozkoszną jak ona.
Chrząknąłem cicho kiedy wstała. Odwróciłem się na plecy odrzucając od siebie poprzednie myśli. Nie powinienem robić takich rzeczy i zapanować nad samym sobą. Nadal byłem potworem, a ona zwykłą dziewczyną ze wsi. Przez cały czas przyglądałem jej się kiedy przebierała się za parawanem. Miała idealnie zgrabne ciało, które podsycało jedynie moje pragnienie. Chętnie pozbyłbym się tego parawanu i przyciągnął ją do siebie, jednak musiałem się przed tym powstrzymać. Coś takiego mogłoby pokrzyżować moje plany i wszystko zepsuć, a na tyle ryzykować nie mogłem. Nadal byłem bestią i nie zapominałem o tym.
Nie odpowiedziałem na jej słowa, jednak dałem nieme przyzwolenie. Podszedłem do okna, gdzie po chwili ją ujrzałem. Z tego pomieszczenia miałem najlepszy widok na ławkę, na której usiadła. Wyglądała uroczo. Widziałem jak jej ramiona delikatnie drżą z zimna. Wyglądała wspaniale.
Wstrzymałem oddech widząc za nią skradającego się wilka. Nie rozumiałem co robi w tym miejscu to stworzenie. Dlaczego nikt nie reagował na to, że w zamku jest wilk? Do tego zbliżał się do mojej Stelli.
Wybiegłem na balkon, wyskakując poza barierkę. Wylądowałem na czterech łapach. Mimo, że upadek był bolesny, nie dałem tego po sobie poznać, aby przeciwnik nie uznał mnie za słabego. Wyszczerzyłem kły stając pomiędzy dziewczyną i zwierzęciem. Nie wiem dlaczego, ale musiałem ją obronić.

Stella
Objęłam swoje ramiona dłońmi. Jak zwykle zapomniałam wziąć ze sobą płaszcza. Przyzwyczajona byłam do tego, że wychodziłam na dwór w samej sukni. Spojrzałam w niebo. Zbliżało się Boże Narodzenie, ale nikt tak jakby tego nie odczuwał w tym miejscu. Zawsze obchodziłam je sama i choć nie miałam pieniędzy to rodzina zawsze coś ode mnie dostawała, aż do ich śmierci. Od tamtego czasu byłam strasznie samotna. Święta były już za dwa dni. Chciałam z tej okazji podarować prezent naszemu królowi, ale nie wiedziałam co bym mogła mu dać. Bardzo mało o nim wiedziałam. Ucieszyć go chyba mogło niewiele rzeczy, ale może...
Tak! Musiałam podarować mu książkę. Miałam nadzieję, że mu się spodoba. Nie zamierzałam się poddać. Chciałam uczynić swoje życie w miarę znośnym. Poza tym polubiłam tego człowieka. Kiedy dowiem się tylko kto dybie na moje życie. Podniosłam się chcąc wrócić do zamku i zacząć pracę na moim projektem. Pisnęłam widząc przed sobą olbrzymiego wilka. Zamarłam w bezruchu. Każda sekunda wlokła się niemiłosiernie. Serce biło mi jak oszalałe. Ucieczka mogła mnie zgubić. Rozglądałam się dookoła rozpaczliwie poszukując jakiejś broni. Nie było nic. Wilk szykował się już do skoku kiedy przede mną znalazł się jakiś wielki kształt.
-
Liam...-wyszeptałam cofając się o krok. Wilk jednak nie atakował. Wydawał się bardzo inteligentny. Próbował obejść króla. Ewidentnie chciał zaatakować mnie. Stanowiłam łatwiejszy cel. Bałam się okropnie. Nagle wilk skoczył wysoko przeskakując dwumetrową bestię przed nim i znowu znalazł się centralnie przede mną. W tym momencie zauważyłam gałąź nieopodal. Podniosłam ją niepewnie odgradzając się nią od zwierzęcia. Po chwili król znowu znalazł się przede mną. Upadłam na śnieg tak gwałtownie się to stało. Musiał uważać na swoje rany, a walka z wilkiem mogła mu tylko zaszkodzić. Zresztą nie wiedziałam jakim cudem znalazł się tak blisko mnie w tak krótkim czasie. Czyżby wyskoczył z balkonu? To była zbyt duża wysokość i zwykły człowiek na pewno by tego nie przeżył. Zaczęłam cofać się do tyłu ciągle siedząc na śniegu.
-
Proszę...Uważaj!-krzyknęłam kiedy wilk się na niego rzucił, ale nie dał rady wbić się w niego swoimi pazurami ani zębami. Modliłam się aby wszystko się udało i nic mu się nie stało. Dziwne było w ogóle to, że stanął w mojej obronie.
Liam
Spojrzałem na wilka pewnym wzrokiem, wyszczerzając kły. W tej chwili stałem na czterech łapach, podobnie jak mój przeciwnik, zjeżając sierść na swoim grzbiecie. Być może mógł by ktoś powiedzieć, że w tej chwili byłem całkowicie podobny do zwierzęcia, był to jednak jedyny sposób, aby przegonić te psy. Musiałem mu pokazać, że to ja jestem silniejszy i to terytorium należy do mnie.
Zastanawiało mnie co ten wilk tutaj robił. Były to zwierzęta stadne i nigdy nie widziałem, aby działały w pojedynkę, zwłaszcza w takich sytuacjach. Nie było to zwykłe polowanie. Jakimś sposobem udało mu się wtargnąć do zamku niepostrzeżenie, lub został przez kogoś wpuszczony. Nie był to zwykły atak, ponieważ nie było z nim alfy. Musiał mieć inny cel niż zwykłe przejęcie terytorium, o które tak zaciekle chcieli walczyć.
Swoją postawą zdradził o co mu chodziło. Nie atakował, próbując mnie jedynie wyminąć. To Stella była jego celem, a ja jedynie torowałem mu drogę. Tym bardziej nie mogłem pozwolić na ten atak. Dziewczyna należała do mnie i miałem zamiar chronić ją do ostatniej chwili.
Kiedy wilk mnie przeskoczył, zrobiłem wszytsko, aby stanąć pomiędzy nim a Stellą. Chciałęm dać mu wyraźnie do zrozumienia, że najpierw musi pokonać mnie. Najwidoczniej zwierzę od razu przyjęło wyzwanie, ponieważ spojrzało na mnie wyczekująco. Teraz wiedziałem, że szykuje się do ataku i to ja będę jego przeciwnikiem. W obecnym stanie nie będzie to łatwe starcie, ale jak najbardziej wykonalne. Musiałem jedynie zignorować ból, który rozchodził się w moim ciele. Rzuciłem się na stworzenie.
Po dłuższej szarpaninie mój przeciwnik zaskamlał i uciekł w popłochu, zostawiając za sobą ślady krwi. Sam również ucierpiałem w czasie walki. Na moim ciele pojawiły się nowe rany powstałe przez zadrapania ostrymi pazurami czy ugryzienia.
-Nic mi nie będzie.- powiedziałem cicho. Powoli odwróciłem się w stronę dziewczyny upewniając się, że jej bezpieczna. Przynajmniej jej nic się nie stało i mogłem być o to spokojny. Wilk uciekł i nie powinien wrócić zbyt szybko. Musiałem również lepiej ją pilnować jeśli będzie chciała wyjść z zamku. Najlepszym sposobem byłoby cały czas mieć ją przy sobie. W tedy będę miał pewność, że nikt nie zrobi jej krzywdy. Nie wiedziałem jaki cel miały wilki w ataku na nią, jednak było to zbyt podejrzane.

Stella
Patrzyłam z przerażeniem na tą walkę. W każdym momencie Liam mógł stracić życie w mojej obronie. Przymknęłam oczy kiedy pazury wilka wbiły się w ciało króla. Nie chciałam aby stało mu się coś złego. Martwiłam się o niego i nie chciałam aby cierpiał. Oddychałam szybko i odetchnęłam z ulgą kiedy wilk uciekł w popłochu. Nie wiedziałam co kierowało jego atakiem. Nie było innych członków z jego watahy i to cieszyło mnie najbardziej. Kolejnego takiego ataku mógłby nie przeżyć. Podniosłam się szybko ze śniegu i podeszłam do mężczyzny aby sprawdzić czy naprawdę nic mu nie jest. Obawiałam się o niego zwłaszcza, że krew skapywała na śnieg. Przynajmniej rana zszyta przeze mnie zeszłej nocy się nie rozerwała. Podtrzymałam go pod ramię gdy widziałam, że się zachwiał. Nie powinien udawać, że jest niezniszczalny w momencie kiedy widziałam, że wcale tak nie jest. Powinien coś zjeść zamiast się zamęczać i walczyć. Nie powinien w ogóle mnie bronić chociaż byłam mu strasznie wdzięczna.
-
Miejmy nadzieję, że nie będzie. Zaczynam się naprawdę martwić. To nie jest normalne Wasza Wysokość. Może ten wilk nie zdążył uciec wczoraj ze stadem-powiedziałam zastanawiając się głośno. Złapałam go mocniej i zaczęłam prowadzić do zamku. Pielęgniarka musiała obejrzeć jego rany zamiast je ciągle ignorować. Weszliśmy do zamku i zaprowadziłam go prosto do Danieli, która szybko zaczęła opatrywać wszystkie zranienia. Ja sama także jej pomagałam widząc jak mężczyzna cierpi. Wyszłam z skrzydła lekarskiego i szybko poszłam do kuchni. Zgarnęłam chleb, kawałek sera i mięsa po czym szybko zaczęłam wracać do króla. Na korytarzu nie miałam tyle szczęścia. Widząc Juana posłałam mu wrogie spojrzenie i spróbowałam go wyminąć. Ten jednak zastąpił mi drogę i popatrzył na mnie uważnie. Jakby zastanawiał się co ja tutaj jeszcze robię. W końcu udało mi się go wyminąć i wyszłam z korytarza omijając każdego orka. Nie chciałam tu tak naprawdę przebywać. Nie sprawiało mi to żadnej radości. Chciałam resztę życia spędzić w wiosce i nic więcej. Czy to było tak dużo? Żyć wolno i szczęśliwie? Teraz byłam tylko więźniem i nie podobało mi się to, że zaczynam się przyzyczajać do takiego stanu rzeczy. Westchnęłam wchodząc do małej sali szpitalnej i podeszłam do Liama. Położyłam jedzenie na stoliku i popatrzyłam na już opatrzone rany.
-
Powinieneś coś zjeść. Nie jadłeś od rana. Przyniosłam trochę jedzenia, wiem że to nie wiele...-powiedziałam cihco. W końcu uratował mi życie choć nie musiał tego robić. Jedno jednak było pewne. Jeszcze tylko dwa dni do świąt. Chciałam chociaż ten dzień spędzić miło.
-
Czy ty... Obchodzisz święta?Bardzo mi na tym zależy-powiedziałam bardzo cicho patrząc na niego ukradkiem. Już nie popełniałam tego błędu i nie zwróciłam się do niego po imieniu.
Liam
Próbowałem ustać na swoich nogach mimo, że nie było to najłatwiejsze zadanie. Walka z wilkiem całkowicie mnie wyczerpała, a był to dopiero początek dnia. Czułem, że gdybym się położył, na pewno bym od razu usnął. Nie zwracałem już nawet uwagi na świeże rany oraz krew, która skapywała na biały śnieg, pozostawiając po sobie ślady. W tej chwili wszystko było mi już obojętne. Udało mi się uratować Stellę i to było najważniejsze. Na pewno nie skończyłoby się to zbyt dobrze, gdybym nie zobaczył wilka przez okno. Wiedziałem, że to właśnie na nią czyhał i gdyby nie ja, wypełniłby swoje zadanie, ktokolwiek mu je zlecił. Musiałem znaleźć winnego. Gdyby dziewczyna zginęła, zdjęcie klątwy nie byłoby tak łatwe. Miałem coraz mniej czasu. Chyba, że komuś właśnie na tym zależało. Napastnik chciał się pozbyć dziewczyny, która mogłaby zdjąć ze mnie czar i przywrócić mi dawny wygląd, tym samym chroniąc od śmierci. Nawet jeśli chcieli zabić ją, atak był skierowany w moją stronę.
Dałem spokojnie się poprowadzić do pomieszczenia pielęgniarki, gdzie patrzono mi rano. Czułem się jeszcze gorzej niż wczorajszego dnia, chociaż myślałem, że jest to niemożliwe. Daniela szybko zeszyła rany, które tego wymagały. Nie było to najprzyjemniejsze uczucie. Nawet jeśli była bardziej wprawiona w tych rzeczach, Stella w czasie opatrywania ran była bardziej delikatna. Lubiłem jej delikatne dłonie.
Ciekawiło mnie czy inaczej by na mnie spojrzała gdybym był człowiekiem. Od samego początku widziała mnie jedynie w formie potwora. Tylko jeden dzień w roku byłem w stanie odzyskać swoje ciało, podobnie jak reszta mieszkańców zamku. Były to święta. Nie wiedziałem dlaczego tak się działo, mimo to dziękowałem, że chociaż tego jednego dnia mogę sobie przypomnieć jak to jest być człowiekiem i odzyskać to, co zabrano mi na tak długi czas. Nie wiedziałem co działo się z tymi, którzy opuścili zamek i zatracili się w zwierzęcej naturze. Być może również stawali się ludźmi, albo nigdy już nie będzie im to dane i do końca życia zostaną w tej formie. Nikt nie wiedział co się działo z tymi, którzy nie byli w stanie zapanować nad swoim instynktem. Nigdy ich więcej nie widziałem.
-Nie jadam takich rzeczy...- powiedziałem cicho, trochę jak dzicko, które chce się zbuntować przed rodzicem i odmówić porcji jedzenia. Pomimo zmęczenia nie byłem głodny, albo właśnie z tego powodu nie chciało mi się jeść. Wiedziałęm jedynie tyle, że nie jestem w stanie niczego przełknąć.
-Święta? Nie obchodzę ich od lat, ponieważ nie mamy powodu do świętowania. Jednak... jeśli tak bardzo ci zależy, możemy zrobić wyjątek. - ostatnie słowa wypowiedziałem jak najciszej, jednak wiedziałem, że dotarły one do dziewczyny. Sam nie byłem pewien dlaczego to powiedziałem. Owszem, odzyskiwałem w tedy swoją fromę, jednak nie miałem powodów do świętowania, ponieważ po wybiciu północy na powrót stawałem się potworem.

Stella
Przewróciłam oczami kiedy odmówił jedzenia, ale mimo wszystko uśmiechnęłam się delikatnie. Powinnam wmusić w niego choć trochę jedzenia, ale nie zrobiłam tego. Za bardzo obawiałam się, że mógłby się bardziej zbuntować. Ważne, że wszyscy byliśmy teraz bezpieczni i nikomu nic nie groziło. Przynajmniej nie w tym momencie. Nie byłam pewna co się wydarzy jutro i czy wszyscy będziemy żyć. Czy ja będę żyć. Jak na razie to mnie groziło niebezpieczeństwo. Usiadłam na krześle obok łóżka i spojrzałam na niego uważnie. Naprawdę był w stanie zgodzić się na obchodzenie świąt? Dla mnie? Na te słowa uśmiechnęłam się nieśmiało. To chyba był pierwszy szczery uśmiech w tym miejscu. Szczery uśmiech posłany właśnie dla niego.
-
Dziękuję ci... To jedyny dzień, który spędzaliśmy z rodziną wszyscy razem. Odkąd...Odkąd zostałam sama nie mam już tej możliwości, ale zawsze ich wtedy wspominam. Poza tym zawsze mówiłam sobie, że następnym razem będzie lepiej i choć nie miałam jedzenia cieszyłam się z tego święta-wyszeptałam bardzo cicho. Może było to dziwne i śmieszne, ale ja właśnie tak czułam. Nie chciałam tego pominąć zwłaszcza, że było to dla mnie ważne. Był to dla mnie trudny dzień, za każdym razem płakałam, ale cieszyłam się, że chociaż ja przetrwałam. Wiedziałam, że mama by chciała abym żyła i walczyła o swoją przyszłość. Podniosłam się kiedy wszystko zostało zakończone i podałam mu rękę aby pomóc wstać. Już nie bałam się tego zrobić. W końcu uratował mi życie, a to znaczy, że jak na razie nie chciał mojej śmierci. Podtrzymałam go kiedy zachwiał się lekko choć nie było to łatwe. W końcu mnie także strasznie bolało ramię. Pomogłam mu wejść po schodach i choć próbował się ode mnie odsunąć i iść o własnych siłach to nie pozwoliłam mu na to. Chciałam mu pomóc i nie zamierzałam pozwolić na co innego. Dotarliśmy do jego sypialni i pomogłam położyć mu się na łóżku. Zdziwiona spojrzałam na kołdrę leżącą na ziemi i podniosłam ją kładąc na łóżku. Usiadłam obok niego i spojrzałam uważnie na jego rany. Pielęgniarka powiedziała, że opatrunki trzeba zmieniać co trzy godziny, a jak odprowadzę go do pokoju to mam mu założyć pierwszy. Spojrzałam na bandaże, które Daniela wcisnęła mi do rąk przed wyjściem.
-
Musisz... Ściągnąć koszulkę- mruknęłam bardzo cicho i odwróciłam wzrok kiedy zrobił o co prosiłam. Nawet jeśli był bestią to był też mężczyzną. Podeszłam do niego powoli i zaczęłam owijać mu klatkę piersiową bandażami, a potem to samo zrobiłam z ramieniem. Raz po raz dotykałam miękkiej sierści. Kiedy skończyłam odsunęłam się od mężczyzny i usiadłam na fotelu obok łóżka.
-
Mam wyjść czy przynieść ci coś Wasza Wysokość?-zapytałam niepewnie patrząc na niego z lekkim rumieńcem na twarzy.
Liam
-
Może nie bedzie to taki najgorszy pomysł, przypomnieć sobie jak to jest. Dawno już nie obchodziłem jakichkolwiek świąt.-powiedziałem łagodnie. Wolałem sobie wmawiać, że robię to dla siebie, nawet jeśli prawda była inna. Gdyby o tym nie wspomniała, sam na pewno bym tego nie zaproponował. Datę zaś znałem doskonale, ponieważ był to dzień, kiedy stawałem się sobą. Nie znaczyło to, że miałem świętować i obchodzić dziwne święta, których celu nawet już nie pamiętałem. Liczył się sam powrót do ludzkiego ciała, mojego prawdziwego ciała. Więcej nie potrzebowałem.
Nie miałem nawet pojęcia jak to zorganizować. Wątpiłem również, aby i ludzie w zamku pamiętali coś takiego. Od lat nikt w tym miejscu się nawet nie uśmiechał, więc dlaczego mieliśmy myśleć o takich rzeczach? Setka potworów, która marzy jedynie o powrocie do poprzedniego życia. Nie było powodu do szczęścia, ani nastroju na świętowanie, czy też zabawy. Nawet nie pamiętałem już w jaki dzień obchodziłem swoje urodziny, chociaż była to zawsze najważniejsza data w królestwie, którą wszyscy musieli znać. Ojciec zawsze hucznie obchodził swoje urodziny i zapraszał w tym dniu dosłownie wszystkich, aby mogli złożyć mu życzenia. Ja nie miałem takiej możliwości.
Spojrzałem na nią pozwalając, aby pomogła mi wstać. W tej chwili potrzebny był mi jedynie odpoczynek oraz chwila ciszy. Rany bardzo wyczerpały mój organizm. Idąc próbowałem stać na własnych nogach, chociaż nie było to łatwe zadanie. Nie chciałem, aby Stella musiała dźwigać całe moje ciało, zwłaszcza, że do najlżejszych nie należałem. Było to nie lada wyzwanie. Nie chciałem również okazać swojej słabości i pokazać, że coś mnie boli. Jako król musiałem być silny. Kilka raz nie było w stanie mnie powstrzymać. W końcu co mogło być takiego trudnego w dojściu do sypialni? Chyba na tyle miałem jeszcze sił, aby się tam doczołgać i położyć na łóżku. Albo przynajmniej dojść do samego pokoju. W tej chwili nawet podłoga wydawała się dobry miejscem do spania, byle tylko moje nogi mogły odpocząć.
Usiadłem na łożu ciężko oddychając. W myślach dziekowałem dziewczynie, że pomogła mi się tutaj dostać, ponieważ nie miałem pewności, czy sam bym to uczynił. Byłem całkowicie wycieńczony i marzyłem jedynie o kilkunastuminutowej drzemce. To chyba nie było aż tak wiele.
Bez protestu zdjąłem z siebie koszulę, pozwalając, aby dziewczyna opatrzyła moje rany. Dokładnie przyglądałem się jej dłoniom przez cały ten czas oraz śledziłem każdy jej ruch.
Usmiechnąłem się pod nosem widząc jej rumieńce. Wygląda uroczo z czerwoną twarzyczką.
-Zostań. Nie chcę być sam...- wyszeptałem kładąc się na pościeli. Wskazałem miejsce obok siebie, aby i ona mogła trochę odpocząć.

Stella
Nie wydawał się zbyt szczęśliwy z pomysłu obchodzenia świąt, ale nie protestował za co byłam mu niezmiernie wdzięczna. Zdawałam sobie sprawę, że nie miał zbyt wiele okazji do świętowania zwłaszcza teraz kiedy został zamieniony w potwora. W środku jednak nie mógł być taki okropny skoro ocalił mi życie. Musiał coś czuć poza niechęcią i zgorzknieniem. Troszczył się o wieśniaków i wiedziałam, że robił to z większego powodu niż chęć zaimponowania im. Na pewno czuł choć odrobine współczucia gdy widział w jakich warunkach przyszło im żyć.
Spojrzałam na łóżko. Dostałam wyraźne pozwolenie aby położyć się obok niego, ale mimo wszystko nie zamierzałam tego robić. Będąc tak blisko niego nie wiedziałam co czuje.
-Wasza Wysokość to nie jest najlepszy pomysł. Powinnam dopilnować aby twoje rany były odpowiednio oczyszczone. Poza tym dobrze by było jakbyś coś zjadł po obudzeniu. Zostanę jednak aż nie uśniesz- powiedziałam cicho i usiadłam przy nim na łóżku. Przygryzłam dolną wargę i położyłam mu dłoń na ramieniu chcąc dodać otuchy. Na pewno go to bolało poza tym po walce musiał być wyczerpany. Usłyszałam nagle pukanie do drzwi i podniosłam się jak oparzona. W momencie kiedy się podniosłam drzwi się otworzyły i do pokoju wpadł Juan. Widzac mnie oczy mu się zwężyły. Był o coś wściekły, a ja stałam mu teraz na drodze. Cofnęłam się o krok.
- Co ona tutaj robi bracie? Nie powinna nigdy wejść do tego pokoju.- powiedział poważnie. Wyglądał jakby przesadził z alkoholem i tak też pachniał. Spojrzał to na mnie to na króla.
- Nie pamiętasz co się stało z poprzednimi trzema dziewczynami? Zmarły bardzo szybko w niewyjaśnionych okolicznościach. Warto narażać kolejną osobę? I tak oboje wiemy że ona zginie - popatrzył przy tych słowach znacząco na Liama jakby sugerował, że to on za tym stoi. Przeszły mnie ciarki po plecach. Popatrzyłam niepewnie na króla, a potem na jego brata. W oczach mignąło uczucie strachu, ale szybko je stłumiałam. Jak mogłam zapomnieć o tamtej rozmowie służących? Juan coś jeszcze wybełkotał, ale zanim ktoś znas zdążył zareagować wyszedł z pokoju. Ponownie zostaliśmy sami. Przeniosłam swoje spojrzenie na Liama nie wiedząc co powiedzieć. Czy groziło mi tu niebezpieczeństwo? Z pewnością. Pytanie brzmiało czy miałam się obawiać czegoś z jego strony. Czy któl był w stanie zrobić mi krzywde? Pierwszy dzień tutaj mówił, że tak, ale dzisiejszy -nie. Miałam mętlik w głowie. Usiadłam z powrotem na fotelu, nie na łóżku. Nie wyszłam z pokoju. Chciałam wierzyć, że byłam przy nim bezpieczna. Nie mogłam być tego jednak do końca pewna.
Liam
-Jeśli musisz zmieniać moje opatrunki najlepiej będzie jeśli tutaj zostaniesz. Będziesz mogła cały czas kontrolować czy nic się nie dzieje. O jedzenie nie musisz się martwić. Wystarczy, że powiem służbie, aby przynieśli mi posiłek do sypialni kiedy tylko się obudzę. Jako osoba, która swoi przy moim boku nie musisz biegać za posiłkami. To niedorzeczne. - powiedziałem spokojnie spoglądając na nią. Wystarczy, że będzie mi towarzyszyła. Właśnie to należało do jej zadań, dlatego nie rozumiałem, dlaczego przejmowała się takimi błahostkami jak posiłek. Właśnie od tego miałem ludzi, aby mi usługiwali kiedy tego chciałem. Obowiązkiem służby było zatroszczyć się o to, abym zjadł o wyznaczonej wcześniej godzinie. Jeśli nie pojawię się w jadalni wiedzieli, że muszą zjawić się w moim pokoju i zatroszczyć się o to, aby posiłek dotarł do mnie jeszcze ciepły. Wszyscy w tym miejscu doskonale znali swoją pozycję oraz swoje obowiązki. Robili to od lat.
Spojrzałem niezadowolony na swojego brata, kiedy wszedł do pokoju. Był ostatnią osobą, którą chciałem ujrzeć w tym miejscu. Odkąd wyszło na to, że mnie okłamywał, zachowywał się coraz gorzej.
-
Ty też nie powinieneś tutaj wchodzić, a jednak to zrobiłeś. Nie zapraszałem cię do swojego pokoju i nie pamiętam, abyś pukał i otrzymał pozwolenie. Na zbyt wiele sobie pozwalasz. Chyba nie muszę ci przypominać jakie jest twoje miejsce. - powiedziałem poważnie. Podniosłem się z trudem z łóżka, łapiąc się za obolały brzuch. Spojrzałem na niego pewnie. Był napity i nie potrzebowałem czułego nosa, aby to wyczuć. Jak śmiał się w ogóle pokazać na oczy królowi w takim stanie? Może był moim bratem, ale nadal obowiązywały go takie same zasady jak innych i zwłaszcza on powinien dopilnować tego, aby żadnej z nich nie złamać. Stawać przede mną w takim stanie było hańbiące i świadczyło jedynie o nim.
-
Sugerujesz coś? - zapytałem, nie czekając nawet na jego odpowiedź. Ani trochę nie podobało mi się jego obecne nastawienie. Sam fakt, że tutaj przyszedł bez powodu był dziwny. Niby co chciał mi przekazać? Że z własnej woli wpuściłem do pokoju Stellę? To już sam odkryłem. Albo zwyczajnie chciał ją nastraszyć, co jeszcze bardziej mi się nie spodobało. -
Dziewczyna jest pod moją opieką i tak ma pozostać. Osobiście dopilnuję, aby była w tym miejscu bezpieczna. - powiedziałęm stanowczo. Od brata nie otrzymałem już żadnej odpowiedzi, ponieważ w tej chwili też opuścił pomieszczenie. Przynajmniej tyle szczęścia, że mogłem od niego odpocząć.
-
Nie przejmuj się jego słowami. W ten sposób próbuje nastraszyć każdą osobę, która w jakiś sposób mu się nie spodoba. Masz się trzymać blisko mnie i najlepiej nie odchodzić nawet na krok. Zwłaszcza po dzisiejszym ataku. Sądzę, że nie był to przypadek i ktoś musiał wpuścić tego wilka do zamku, co więcej, jakoś go kontrolował.

Stella
Sama nie wiedziałam co o tym myśleć. Na każdym kroku tylko słyszałam, że jakieś dziewczęta, które kiedyś mieszkały w tym zamku szybko straciły życie i nikt nie wiedział jak do tego doszło. Oparłam się o oparcie fotela i przypatrzyłam się uważnie twarzy naszego króla. Nie zamierzałam zapytać co się z nimi takiego stało. Nie byłam tutaj zbyt bezpieczna. Nie ważne czy Liam powiedział, że zamierza sprawować nade mną opiekę to ciągle coś mi tutaj groziło.
-
Nie będziemy nierozłączni Wasza Wysokość. Nie zamierzam także spędzać tutaj nocy. To by nie było zbyt rozsądne zwłaszcza, że musisz panie odpocząć aby ranom się nie pogorszyło. Nie chciałabym aby, któraś się otworzyła. Nie wiem czy wilka ktoś kontrolował czy nie. Wydarzyło się już kilka trudnych do rozwiązania sytuacji i sama nie wiem co o nich myśleć.-powiedziałam poważnie. Odwróciłam od niego wzrok uważnie zastanawiając się nad tym wszystkim. Westchnęłam cicho, ale nie wstała. Juan najwidoczniej miał jakiś cel w tym, że zasugerował iż to król stał za tymi atakami. Sama nie byłam przekonana kto jest winny i czy nasz władca potrafi kontrolować swoje dzikie instynkty. Pierwszego dnia nic na to nie wskazywało, ale nie byłam przekonana czy coś się do tego czasu zmieniło. Poprawiłam włosy tak aby nie leciały mi do oczu i oparłam policzek na dłoni. Minęła pora obiadu, a ja byłam okropnie zmęczona mimo przespanej nocy. Najchętniej bym się położyła, ale na pewno nie koło króla. Poza tym miałam do zrobienia jeszcze prezent dla naszego króla i musiałąm go wykonać dzisiaj. Uśmiechnęłam się do niego słabo.
-
Mam coś jeszcze do zrobienia jeśli pozwolisz Wasza Wysokość. Wrócę za trzy godziny aby zmienić ci opatrunek.-powiedziałam wymijająco i opuściłam jego sypialnie bardzo szybko. Udałam się do wielkiej biblioteki, do której jak zauważyłam nikt nigdy nie wchodził. Chwyciłam plik pergaminu, kałamarz i pióro po czym poszłam do własnej sypialni. Od razu zabrałam się za spisywanie wszystkich wspaniałych historii jakich znałam. O księciu i księżniczce, gdzie wspaniały królewicz zamienił się w żabę, oraz o biednej dziewczynie, która dzięki zgubionemu pantofelkowi znalazła miłość. Wiedziałam, że dziś nie uda mi się tego skończyć i będę musiała poświęcić na to całą noc. Po trzech godzinach schowałam połowę skończonej pracy do biurka. Miałam zamiar namalować jeszcze kilka obrazków. Ruszyłam do sypialni króla i zapukałam tam delikatnie. Dopiero teraz zauważyłam, że moje dłonie pokryte były tuszem. Na pewno nie uda mi się tego szybko zmyć. Szybko weszłam do pomieszczenia i spojrzałam na Liama. Podeszłam do łóżka i przysiadłam na nim delikatnie czekając aż mężczyzna podniesie się i będę mogła mu zmienić opatrunek.
Liam
Spojrzałem na dziewczynę kiedy wyszła z mojego pokoju. Nie chciałem tutaj pozostawać sam. Właśnie tego się obawiałem, że zbytnio przyzwyczaję się do jej obecności i nie będę chciał przebywać w samotności. Brakowało mi jej towarzystwa, chociaż widziałem, że sama chce ode mnie uciekać. Może i w miarę przyzwyczaiła się do obecnej sytuacji i wie, że nie może uciec, może nawet w miarę zaczynała akceptować moje towarzystwo, mi jednak jej brakowało. Przez wszystkie te lata zawsze byłem sam i nikogo do siebie nie dopuszczałem, ponieważ nie chciałem spędzać czasu z tymi stworami. Ona zaś była inna. Nawet jeśli początkowo mnie irytowała, teraz mogłem przy niej odpocząć i chociaż trochę się zrelaksować. Trudno było mi zaakceptować fakt, że kiedyś zniknie, nawet jeśli tak powinno się stać. Nie mogła pozostać w tym miejscu na zawsze. Musiałem pamiętać o tym, że jest tu tylko po to, aby wypełnić mój plan i zdjąć ze mnie klątwę, abym znowu mógł być normalny.
Ciekawiło mnie jak zareaguje na to, że w święta znowu będę sobą. Byłem pewien, że nigdy mnie nie widziała, a nawet jeśli tak było, nie pamiętała mnie. Sam w ciągu całego roku zapominam jak wyglądała moja twarz, mimo że każdego dnia mijałem stare obrazy, na których widniała moja podobizna. Patrząc na zniszczone płótna trudno było mi uwierzyć w to, że widniejący na nich człowiek to ja. Cała ta klątwa i wygląd podobny do potwora całkowicie namieszały w moim umyśle.
Chciałem usnąć, jednak nie mogłem. Zastanawiałem się nie tylko nad atakiem wilka, który na pewno nie był przypadkowy, ale również nad słowami brata. Zwierzę musiało zostać wpuszczone. Brama przecież została naprawiona i nie było możliwości, aby jeden psowaty dostał się do środka, skoro kilka atakujących wilków potrzebowało na to trochę czasu. Nawet nie było śladów po tym, aby się tutaj wdarł. Do tego jego zachowanie... Gdyby chciał przejąć terytorium atakowałby alfę, czyli mnie, nie jedną bezbronną dziewczynę. Własciwie atakowałby kogokolwiek. Jego cel był nazbyt sprecyzowany. Mój brat natomiast zachowywał się podejrzanie. Nigdy nie myślałem o dziewczynach, które wcześniej zmarły, uznałem to jednak za zwykły przypadek, albo jedną z zęsci klątwy, która nade mną ciąży. Stella jednak nadal żyje, czyli dłużej niż jej poprzedniczki. Juan dał mi wyraźnie do zrozumienia, że ich śmierć wcale nie była przypadkiem. Dlatego musiałem chronić Stellę, aby nie podzieliła ich losu. Ona nie mogła ucierpieć.
Spojrzałem na drzwi kiedy się otworzyły. Na moich ustach pojawił się ledwie widoczny uśmiech na widok dziewczyny. Cieszyłem się, że do mnie wróciła i nadal jest cała. Musiałem jej pilnować, jeśli chciałem, aby mój plan został zrealizowany. Była moją jedyną nadzieją.
Z trudem podniosłem się do pozycji siedzącej pozwalając, aby ponownie opatrzyła moje rany.
-Skąd masz tusz na rękach? Coś się stało?- zapytałem spokojnie spoglądając na jej dłonie.

Stella
Miałam nadzieję, że nie zauważy poplamionych tuszem rąk, ale tylko się łudziłam. Uśmiechnęłam się uspokajająco i odwróciłam wzrok. Zamiast odpowiedzieć zaczęłam delikatnie ściągać jego bandaże aby obejrzeć rany. Nie było tak źle. Kiedy Daniela wprawnie je zaszyła wystarczyło je tylko obserwować. Dotknęłam delikatnie palcami jego ciała w miejscu gdzie widziałam ścieg łączący jego ranę. Wzięłam czyste bandaże nie poplamione krwią i ponownie powoli, ale szczelnie go opatuliłam nimi.
-
Och to nic takiego. Zachlapałam się przenosząc kałamarz.-powiedziałam wymijająco i miałam nadzieję, że dalej pytać nie będzie. Skoro to miała być niespodzianka to lepiej będzie jeśli nie dowie się o tym przed czasem. Przeszedł mnie delikatny dreszcz gdy przejechałam dłonią po jego ramieniu i cała spłonęłam rumieńcem. Podniosłam się gwałtownie i rozejrzałam dookoła. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Ciągle w dłoniach miałam słowa Juana, ale nie pasowało mi to z tym, że dzisiaj mnie uratował i zapowiedział, że będę przy nim bezpieczna. O niczym innym nie marzyłam. Uśmiechnęłam się delikatnie.
-
Boli cię jeszcze Wasza Wysokość? Na pewno jesteś głodny, przyniósł ci ktoś coś do zjedzenia?- zapytałam cicho. Martwiłam się o niego i wolałam aby dbał o siebie. Nie mógł być zły. Nie chciałam w to wierzyć. Usiadłam w tym samym fotelu co wcześniej i oparłam się o niego wygodnie. Ramię po całym dniu chodzenia okropnie bolało. Był już wieczór. Nie jadłam nic tego dnia, ale nie byłam głodna. Były ważniejsze rzeczy do zrobienia niż jedzenie. Choćby skompletowanie wszystkich opowieści do książki dla Liama. A o tym nie mógł się dowiedzieć nawet gdyby wypytywał.
-
Juan znowu zniknął... Nikt nie wie gdzie się podział-powiedziałam po chwili zastanowienia. Lepiej jak król będzie wiedział co dzieje się w jego zamku i królestwie. Ja go na pewno nie oszukam, bo i tak nie miałam w tym żadnego celu. Tym, że mnie uratował także zyskał sobie moją sympatię choć nie musiał. Ciągle ciężko było mi zrozumieć jego postępanie. Póki jednak nie działał przeciwko mnie nie miałam powodu aby w niego wątpić. Nawet jeśli mnie przetrzymywał wbrew mojej woli i traktował jak więźnia to nie było mi tutaj aż tak źle. Wbrew wszystkiemu troszczył się o moje bezpieczeństwo o ile nie robił tego na pokaz.
Liam
Spojrzałem na nią podejrzanie. Trudno było mi uwierzyć w to, że przenosiła kałamarz. Niby po co miałaby to robić? Leżał on jedynie w bibliotece i nie był używany od dawna. Od czasu do czasu jedynie ktoś uzupełniał pojemniczek, aby zawsze był w nim tusz. Dlaczego miałaby go przenosić? Nie miało to najmniejszego sensu. Niby nie powinna mieć przede mną tajemnic, w końcu nawet nie miała co ukrywać, dlaczego więc kłamała? Przecież było to oczywiste, że nie mówi mi prawdy.
-Po co go przenosiłaś? - zapytałem spokojnie unosząc do góry jedną brew. Chciałem ją jeszcze trochę pomęczyć. Byłem zwyczajnie ciekaw co jeszcze wymyśli, aby utrzymać swoją wymówkę. Równie dobrze mogła mi powiedzieć co z nim robiła. Nie była to przecież zbrodnia, a ja nie pożerałem za wzięcie kałamarza. Byłem jednak nazbyt ciekawy tego wszystkiego. Coś musiało się za tym kryć, a ja chciałem odkryć co takiego.
Spoglądałem na nią, dając sobie posłusznie wymienić opatrunek. Wyglądała uroczo kiedy się tak o mnie martwiła. Ciekawiło mnie co dokładnie nią kierowało. W końcu nie musiała tutaj siedzieć i zmieniać mi bandaży na czysty. Mogła zlecić to zadanie pielęgniarce i zamknąć się w swoim pokoju, a raczej się do niego udać, ponieważ od czasu wymiany drzwi nie posiadał zamka.
-
To jeszcze nie czas na kolację. Za niedługo powinni przynieść tace z jedzeniem, dla ciebie również. Na pewno już zauważono, że nie ma mnie na dole, więc wszystko przyniosą do mojego pokoju. Ty również powinnaś coś zjeść. Nie jadłaś przez cały dzień, więc na pewno jesteś już głodna.-powiedziałem nadam nie spuszczając z niej wzroku. Nawet nie wiedziała jak piękna była. Może to i lepiej, ponieważ nie miała żadnego wybranka. Co prawda nie za bardzo mnie by to ruszyło, jednak niechciałbym, aby mnie przez takie coś znienawidziła. W tedy na pewno mój plan by się nie powiódł i musiałbym szukać nowej dziewczyny, Miałem zbyt mało czasu, aby pozwolić sobie na kolejne poszukiwania i przekonywanie dziewczyny, aby się we mnie zakochała i podarowała swój pocałunek.
-Nie powinnaś zaprzątać tym sobie głowy. Zajmę się tym kiedy przyjdzie na to pora, więc nie musisz się obawiać. Mówiłem, że będę cię chronił i dotrzymam swojego słowa, więc nie musisz się lękać. Swoim bratem również się należycie zajmę. Po tym co zrobił, na pewno nie ujdzie to mojej uwadze. - powiedziałem pewnie. Złapałem ją za podbródek, przybliżając bliżej siebie. Po chwili dziewczyna znalazła się bardzo blisko mnie, by ostatecznie wylądować na moim ciele. Położyłem ją obok siebie. Nie kazałem jej spać, ponieważ i tak czealiśmy na kolację, nikt jednak nie powiedział, że przez ten czas nie może obok mnie poleżeć.

Stella
Nie chciałam pogrążyć się we własnym kłamstwie. Wszystkie wymówki nagle wypadły mi z głowy. Splotłam ze sobą nerwowo palce. Poza tym po co było to nadmierne zainteresowanie? To był tylko kałamarz przecież nikomu nie robiłam tym krzywdy więc nie trzeba było tego dokładnie sprawdzać. Wypuściłam ciężko powietrze z płuc.
-
Jak to po co? Aby znalazł się w innym miejscu-powiedziałam lekko naburmuszona. Jak będzie tak cały czas wypytywał to na pewno nie utrzymam prezentu dla niego w tajemnicy. Czy nie mógłby po prostu zaniechać pytań i dać po prostu spokój. Może i nie był to czas na kolację, ale obiadu ani śniadania także nie jadł. Oby nie było kolejnych ataków, bo po prostu pomrzemy z głodu niż z odniesionych ran. Założyłam ręce na piersi. Nie miało znaczenia czy ja jadłam czy nie. Na pewno jednak nie wiedział na pewno czy jadłam. Przecież nie widzieliśmy się przez trzy godziny. W tym czasie mogłam zrobić naprawdę dużo. Nawet stracić życie. Uświadomiłam sobie to po chwili.
-
Sam powinieneś o to zadbać. Nie jadłeś cały dzień. Powinieneś chociaż to wziąć pod uwagę, że jak będziesz jadł to szybciej wyzdrowiejesz. A nie wydaje mi się aby leżenie w łóżku było takie fascynujące.-powiedziałam z lekkim sarkazmem choć może nie powinnam. Zaniemówiłam kiedy złapał mnie za podbródek i przybliżył do siebie. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Był stanowczo zbyt blisko mnie. Wstrzymałam oddech i pisnęłam cicho kiedy na nim wylądowałam. Powinnam go za to mocno uderzyć. Nie życzyłam sobie aby tak ze mną pogrywał. W ogóle się ze mną nie liczył.
-
Mógłbyś tak nie robić?! Wolałabym sama decydować czy chce poleżeć czy nie. Poza tym mam coś jeszcze do zrobienia-powiedziałam poważnie, ale nie odsunęłam się. Był za blisko. Dotknęłam dłonią jego klatki piersiowej aby mnie nie przysunął bliżej. Z resztą to także było dla mnie tajemnicą. Jeszcze niedawno odzywaliśmy się do siebie z chłodną rezerwą, a teraz zachowywał się tak jakby moja obecność sprawiałą mu przyjemność.
-
Wcale się nie obawiałam-skłamałam-
Nie raz groziła mi śmierć. Jeżeli przyjdzie wcześniej to trudno. Nie mam już sił aby ciągle walczyć.
Taka była prawda. Po śmierci matki zaczęłam na to objętnieć i choć starałam się walczyć ile mogłam wiedziałam, że w końcu polegnę. Nie zawsze można było wygrywać i miałam świadomość, że mój czas się niebezpiecznie kończył.
Liam
-
W innym miejscu?- zapytałem. Na moich ustach pojawił się złośliwy uśmieszek, który skierowany był w jej stronę. Podobało mi się to jak nerwowo uciekała wzrokiem próbując to przede mną ukryć. Tym bardziej byłem ciekaw co takiego przede mną skrywa. Przecież nie mogła przez całą wieczność udawać, że to nic takiego, a ona chciała przestawić jedynie kałamarz w inne miejsce. -
Przecież jego miejsce było jak najbardziej odpowiednie, po co więc przestawiać kałamarz. Każdy, kto chciałby z niego korzystać musiałby się udać do biblioteki. Czy to nie najlepsze rozwiązanie? - powiedziałem spokojnie, chociaż miałem ochotę cicho się roześmiać. Chyba nawet polubię droczenie się z nią. Było to całkiem zabawne i w końcu mogłem oderwać się od codziennej nudy.
-Po co iść na kolację, skoro kolacja zostanie przyniesiona tutaj? W końcu jestem obolały, więc nie mogę biegać po schodach i załatwiać z kucharzami, aby zrobili kolację wcześniej, prawda?Najlepszym rozwiązaniem jest pozostanie tutaj i czekanie, aż sami mi przyniosą. Ty też będziesz mogła zjeść. Poza tym ty też nic nie jadłaś, czy może się mylę? O tej porze raczej nie wpuściliby cię do kuchni, abyś mogła sobie wziąć na przegryzkę. Czyli również byłaś głodna. Jest to idealny argument do tego, abyś poczekała ze mną i abyśmy razem mogli zjeść kolację.- uśmiechnąłem się szeroko, dumny ze swoich słów. Kazała mi się o siebie troszczyć, a sama tego nie robiła. Moje ciało było o wiele silniejsze niż jej i doskonale o tym wiedziała. Jako zwierzę byłem wstanie przetrwać dłużej bez jedzenia, bez problemu znosiłem większe obciążenia oraz rany. Właśnie dlatego nie martwiłem się aż tak o swoje zdrowie, ponieważ wiedziałem, że i tak wyzdrowieję.Tego jednak nie mogłem powiedzieć o niej. Jeśli nie będzie nic jadła na pewno jej to zaszkodzi. Nie powinna również wychodzić na dwóch w samej sukni, ponieważ może się łatwo przeziębić. Nie miała grubego futra, które chroniło ją przed zimnem. Powinna wziąć to pod uwagę.
-I tak musisz odpoczywać, aby twoja ręka mogła się wygoić. Od samego rana jesteś na nogach, więc przyszła pora na odpoczynek. Te rzeczy, które masz do zrobienia, możesz zrobić równie dobrze jutro. W końcu nic się nie stanie jeśli odłożysz je do jutrzejszego dnia, prawda? Na pewno nie jest to nic ważnego.- mruknąłem pod nosem. Nadal obejmowałem ją łapą, aby ode mnie nie uciekła. Mimo, że chciała zachować dystans, sama nie próbowała wstać. Tym lepiej. Chciałem przy niej trochę poleżeć i nacieszyć się jej towarzystwem, póki jeszcze tutaj była. Nie wiedziałem na ile tutaj zostanie. Równie dobrze klątwa może być zdjęta za kilka dni, a w tedy na pewno jej już nie zobaczę.
Zignorowałem jej słowa o Juanie, nawet słowem na nie nie odpowiadając. Trudno było mi w to uwierzyć. Mimo to musiałem ją chronić. Wiedziałem, że napastnik tak łatwo się nie podda. Jeśli stał za tym mój brat, osobiście się na nim zemszczę.

Stella
Naburmuszona obróciłam się na drugą stronę plecami do króla. Wypytywał mnie o jeden kałamarz i miał z tego wielką uciechę. Czy to była wielka zbrodnia, że chciałam po prostu coś napisać. Żaden z wieśniaków w wiosce tego nie potrafił. To nie była łatwo zdobyta umiejętność. Matka nauczyła mnie jej już w wiosce, bo z miasta musieliśmy uciekać zanim miałam do tego okazję.
-
Chciałam coś napisać i więcej ci nie powiem. Źle złapałam za pióro i nie zauważyłam, że się pochlapałam tuszem. Wystarczy ci takie wyjaśnienie Wasza Wysokość?-mruknęłam cicho pod nosem. Nie obróciłam się do niego. Specjalnie mnie prowokował licząc na to, że coś mu powiem, ale przeliczył się. Jak tak dalej pójdzie to guzik dostanie, a nie prezent. Pragnęłam tylko aby mu się spodobał na co nie miałam pewności. Westchnęłam cicho. Miał rację z tym, że nic nie jadłam oraz, że nie powinien sam nigdzie schodzić. Sama powinnam się tym zająć choć nie wiedziałam czemu tak czuje. Przecież nic nas nie łączyło, a jednak przez wydarzenia ostatnich dni czułam obowiązek aby zapewnić mu wygodę skoro cierpiał. Obróciłam się z powrotem do niego i przewróciłam oczami. Naprawdę był strasznie ostatnio opiekuńczy. Skąd to się brało?
-
Mogę je zrobić jutro, ale bez ciebie Wasza Wysokość. Poza tym chyba masz rację, ramię mnie paskudnie boli i nic nie jadłam. Nie było na to wszystko czasu po prostu. Ale nie mogę spać znowu z tobą w łóżku panie. Tak naprawdę nie wypada-wyszeptałam przyglądając mu się uważnie. Był królem a zachowywał się jakby nie robił sobie nic z tego, że leży obok prostej dziewczyny z wioski. Jakby zdarzało mu się czasami o tym zapomnieć. Tak jak wcześniej cały czas mi to wypominał tak teraz nie miało to chyba dla niego znaczenia. Podniosłam się kiedy ktoś ze służby wszedł do pokoju ale łapa Liama skutecznie zatrzymała mnie w miejscu. Spojrzałam na niego zła, że stawia mnie w takiej sytuacji. Gdyby tak się wydarzyło w dawnych świetnych czasach od razu zakończyłoby się to małżeństwem chyba, że miałby na tyle pieniędzy aby mi zapłacić abym go nie skompromitowała, albo co gorsza ja bym była skompromitowana i wyklęta przez wszystkich mieszkańców. Zapewne musiałabym ukryć się na wsi zanim rozpętałby się skandal. Wniesiono kilka potraw i postawiono na stole nieopodal łóżka aby Liam nie musiał daleko chodzić. Nadal byłam przytrzymywana przez jego dłoń i nie mogłam się ruszyć. Służba wyszła, a my zostaliśmy sami. Spojrzałam na niego z wyrzutem w oczach i westchnęłam cicho. Jak zwykle robił to co jemu w danym momencie odpowiadało.

Liam
-Raczej nie powinnaś przebywać z dała ode mnie, skoro mam cię chronić. Przecież przez ten czas może ci się coś stać, a tego przecież nie chcemy. Myślę, że najrozsadniej będzie, jeśli będziesz trzymać się blisko mnie. To samo dotyczy wieczorów i nocy. Nigdy nie wiadomo co może ci grozić w czasie snu. Tutaj będziesz bezpieczniejsza.- powiedziałem z delikatnym uśmiechem na twarzy. Wygląda na wkurzona cała ta sytuacja, jednak dziwnie mi się to podobało. Chciałem spędzać , nią więcej czasu, dlatego była to najlepsza wymówka. W ten sposób nie musiałem przynajmniej tlumaczyc, dlaczego akurat taka decyzję podjąłem. Może i miała większą swobodę, nadal jednak nie mogła mi się sprzeciwiać. Wystarczyło, że się ze mną zgodzi. To było tylko kilka nocy razem, nic więcej. Pomiędzy nami do niczego nie dojdzie i na pewno na tym nie ucierpi. Nikt jeszcze nie zginął od tego, że obok niego śpi druga osoba.
Przytrzalem dziewczynę, kiedy do pokoju weszła służąca. Spoglądając na nad zostawiła tace z posiłkiem, po czym szybko opuściła mój pokój
Dopiero w tedy pozwolilem, Stelli, aby oswobodxila się z mojego uścisku.
Podniosłem się ostrożnie, biorąc do ręki tacę z talerzami. Jeden z nich podałem dziewczynie, aby nie musiała wstawać, lub co gorsza, iść do jadalni, aby spożyć posiłek. Może i udawała silna, wiedziałem jednak, że rana dawała jej o sobie znać i nie należała do najprzyjemniejszych.
~~
Następne dni minęły nieco spokojniej. Od czasu dziwnego ataku wilka nic się nie wydarzyło, jednak cały czas byłem czujny. Stella zapierala się, aby spędzić te noce w swoim pokoju. W końcu poddałem się i pozwoliłem na to, jeszcze dokładniej jej się przez też czas obserwując. Każdego dnia znikała na kilka godzin w swoim pokoju, po czym pojawiała się dopiero w jadalni, kiedy dochodziła pora posiłku. Cały czas ciekawiło mnie co takiego robi. Milczała kiedy o to pytałem, albo wymyslala dziwne rzeczy, aby zabić mnie z tropu. Problem w tym, że przez to jeszcze bardziej chciałem dowiedzieć się co przede mną ukrywa. Nie mogła chować tego w nieskończoność. Nawet przygarniety przez nią kociak pojawiał się przy mnie o wiele częściej nic jego właścicielka.
Jutro miała być również wiligia, jak i dzień, w którym miałem się przemienić w człowieka. Nikt nie wiedział jak obchodzono te święta, dlatego we wszystkim pomagała i doradzała Stella, która jako jedyna pamiętała co powinno znaleźć się chociażby na stole. Była bardzo pomocna i mimo obolalej ręki, nie odpoczywają zbyt często. Miałem nadzieję, że jutrzejszy dzień jak najbardziej spełni jej oczekiwania.

Stella
Następnych kilka dni minęło bardzo szybko. Niemal cały czas pomagałam w przygotowaniach do świąt ani przez chwilę nie odpoczywając, a rana na ramieniu zdążyła mnie wyczerpać. Po nocach nie spałam bo musiałam dokończyć robienie książki i ilustracji do niej więc ciągle chodziłam niewyspana. Starałam się to jednak ukrywać. Wystarczyło mi, że Liam codziennie wypytywał mnie co takiego robię, że znikam na kilka godzin. Na szczęście nie próbował tego sprawdzać. Gdyby tylko wszedł do mojego pokoju już by się dowiedział i nie byłoby żadnej niespodzianki. Uśmiechnęłam się zasiadając do stołu. Już jutro była wigilia i nie mogłam się jej doczekać. Tyle jedzenia ile przygotowywano na oczy nie widziałam. Pamiętałam jednak, że tak się jadło. Wracały powoli wspomnienia z dzieciństwa kiedy to mama przygotowywała cały posiłek i zajmowała się prezentami. Spojrzałam na posiłek. Prawie zasypiałam na siedząco. Oparłam twarz na ręce i rozejrzałam się po jadalni. Liam siedział już przy stole. Drzwi się otworzyły i do pomieszczenia wszedł Juan. A już myślałam, że się od niego uwolniłam. Już od kilku dni nie było żadnego zamachu na moje życie za co byłam strasznie wdzięczna. Nie wiedziałam nadal kto za tym stał więc musiałam mieć ciągle oczy otwarte.
-
Widzę, że dobrze się bawicie? Jutro święta... Nigdy ich nie obchodziliśmy. Mogę wiedzieć co cię skłoniło do zmiany decyzji? Przecież oboje nienawidzimy świąt przez to co się stało prawda?-zapytał uważnie mu się przyglądając. Nie wiedziałam co się wydarzyło w święta. Spojrzałam pytająco na Liama chcąc aby mi coś wyjaśnić, ale ten milczał wpatrując się w swojego brata zimnym spojrzeniem. Nie miałam siły kłócić się ani z jednym ani z drugim. Cała sprawę pozostawiłam królowi i sama chciałam ją zignorować, ale niestety nie było mi to dane. Juan usiadł akurat obok mnie wpatrując się we mnie gorąco. Wyprostowałam się momentalnie walcząc ze zmęczeniem.
-
Nie chciałabyś później obejrzeć ze mną ogrodu? Chciałbym przeprosić za moje wcześniejsze zachowanie i wynagrodzić ci je jeżeli oczywiście się zgodzisz-powiedział uśmiechając się lekko. Dlaczego tak nagle zmienił swoje zachowanie? Przecież to było nie do pomyślenia aby jednego dnia chciał mnie niemal zabić, a następnego dnia przepraszał i zachowywał się tak normalnie. Patrzyłam mu prosto w oczy. Zgadzanie się na to mogło się źle skończyć. Z drugiej strony nigdy mnie nie zaatakował. Nie lubiłam go jednak i nigdy nie polubię. Traktował mnie jak intruza i szczerze mówiąc nie chciałam go bliżej poznawać.