Rex
-Wracasz do pokoju i masz tam siedzieć, jasne? Jesteś już wystarczającym problemem dla Białego. Nie przeszkadzaj już. - syknął "goryl", który stał obok nas.
Ciekawe gdzie miałaby chodzić. Gdyby się tak nie upierali, aby Biały z nią poromawiał do tej pory leżałaby w laboratorium i odpoczywała. Zasługiwala na to, nawet jeśli była Evo. Też potrzebowaliśmy odpoczynku jak normalni ludzi. Nie byliśmy maszynami.
-Ja ją zabiorę do pokoju. - powiedziałem cicho. Facet mruknął coś pod nosem, ale ostatecznie zgodził się na to. Najwidoczniej nie miał już ochoty na to, aby dłużej niańczyć Valentinę. I tak nie mieliśmy jak uciec. Na ledwie stałem na nogach, do tego nie mogłem używać swoich mocy, a Valentina była całkowicie wycieńczona. Z lekkim trudem uda nam się dotrzeć do mojego pokoju, aby móc w końcu odpocząć. Sam wstałem na nogi delikatnie się chwiejąc. Podałem dziewczynie rękę, aby mogła wstać z piasku. Uśmiechnałem się do niej delikatnie.
-Co powiesz na chwilę odpoczynku? Może chociaż teraz dadzą nam odpocząć.
Wziąłem ją za rękę, aby nie upadła i ruszyłem w stronę pokoju. Już nie mogłem się doczekać, aby ułożyć się na moim wygodnym łóżku i chociaż trochę się zdrzemnąć. Byłem już w stanie zignorować krew na moim ciele, aby tylko odpocząć. Jeszcze godzina i powinienem w końcu mieć z powrotem swoje moce. Nie mogłem się już tego doczekać.
-Za chwilę będziemy na miejscu. Powinni już przenieść tam jakieś łóżko, abyś miała gdzie spać. Najwyżej oddam ci swoje łóżko. Powiadomię Holiday co się stało. Na pewno bedzie chciała zobaczyć jak się czujesz. - powiedziałem szeptem. Co chwilę robiliśmy przerwy żeby odetchnąć, ale dotarliśmy do mojego pokoju. Po drodze nikt nas nie zaczepiał, jedynie od czasu do czasu ktoś zerkał na nas krzywo, ale na tym się skończyło.
Valentina
Cała wola walki z niesprawiedliwością uleciała ze mnie wraz z energią. Nie miałam siły ani ochoty walczy ani się przeciwstawiać. Sama nie byłabym w stanie nawet o własnych siłach dojść do pokoju. Do jakiegokolwiek pokoju... Nie słyszałam nic z tego co mówił wielki osiłek stojący obok nas. Byłam jak ogłuszona. Gdybym dostała patelnią po głowie nie czułabym się aż tak okropnie i beznadziejnie. Bezwiednie podałam Rexowi dłoń. Wszystko było zaplanowane w najmniejszym stopniu. Nic nie należało w tym miejscu przypisywać przypadkowi. Odetchnęłam głęboko usiłując zebrać się w sobie. Gdyby nie silna dłoń chłopaka z pewnością upadałbym z powrotem na ziemię. Skinęłam mu głową w geście podziękowania starając się o niego za bardzo nie opierać. W końcu i on musiał być wycieńczony po stoczonej walce z Evo.
-Wszystko mi obojętne. Muszę tylko usiąść i złapać oddech - częste przerwy pozwalały zebrać trochę sił do dalszej drogi. Wcześniej korytarze nie wydawały mi się tak długie jak teraz. Niekończąca się plątanina drzwi, tajnych przejść i dróg, które nigdzie nie prowadziły. Na pewno nie do upragnionej wolności. Dawno nie żałowałam tak bardzo swoich decyzji jak teraz. Co by się stało jakby propozycja w domu Pierwszego została odrzucona? Nawet śmierć byłaby jakąś formą wolności.
- Nie chce być już oglądana... Chce świętego spokoju. Z dala od tego tutaj! Prędzej czy później moje życie się tu skończy, a patrząc na to co się dzieje to prędzej niż później - mruknęłam. Nie zamierzałam już chodzić do gabinetów, na badania, na rozmowy... Wolałam zginąć niż być torturowana i sprawdzana w tak okrutny sposób. Moje nanity buzowały w moim ciele nie potrafiąc zrozumieć co się właściwie stało. Sama tego nie rozumiałam. Pochłonęłam tak dużo ognia w ostatnim czasie, że ponowne użycie mocy doprowadziło mój organizm do skrajnego wyczerpania.
Rex
-Nie powinnaś ignorować swojego stanu. Twoje nanity nie są stabilne, a ja bez mocy nie jestem w stanie ci pomóc. Wcześniej byłem w stanie je jakoś uspokoić, ale teraz... - spojrzałem na swoje ręce. Może ze swoimi mocami mogłem zrobić wiele, ale bez nich byłem całkowicie bezsilny. Nie potrafiłem nic. Jeden zastrzyk i nawet te cieniasy był w stanie powalić mnie na ziemie. Bez nanitów byłem bezużyteczny, a z nimi patrzono na mnie jak na potwora.
-Nawet jeśli nie jest tu kolorowo. Powinnaś dbać o siebie. Zrób to chociaż dla Pierwszego... Na pewno chciałby dla ciebie lepszego życia niż to, ale też niechciałby, abyś ignorowała swoje życie i zdrowie. W końcu uda ci się stąd wydostać.
Zawsze było jakieś wyjście. Ja nie widziałem już nadziei na ucieczkę. Nadal miałem do spełnienia swoją osobistą misję. Póki nie było lekarstwa, musiałem pomagać ludziom, którzy stawali się potworami. Doskonale wiedziałem jak się czuli. Fakt, że nanity przejęły nad nimi kontrolę nie znaczyło, że powinni stracić za to życie. To przecież nie był ich wybór.
-Na pewno jutro wyślą nas na jakąś misję. Zazwyczaj jest ze mną jedynie Szósty. Jeśli uda mi się go zagadać albo czymś zająć, będziesz mogła skorzystać z okazji i uciec.
Wolałem pominąć fakt, że Biały na mnie się wyżyje po jej ucieczce. Nie zabije mnie, a jedynie lekko obije jak dzisiaj. Zdążyłem się juz przyzwyczaić do tego, że byłem jedynie marionetką, ktora nie miała zbyt wiele do powiedzenia. Przynajmniej Valentina będzie wola. W mieście na pewno znajdzie jakieś schronienie, może nawet spotka inne Evo, które jej pomogą.
-Coś wspominali o mieście nieopodal stąd, podobno wykryto dużą aktywność nanitów. Mam tam paru przyjaciół, którzy mogą ci pomóc. Gromadka Evo dzieciaków, która sama sobie radzi. Na jakiś czas będziesz mogła z nimi zostać póki nie staniesz na nogi, może nawet z nimi zostaniesz.
Valentina
Cała wola walki z niesprawiedliwością uleciała ze mnie wraz z energią. Nie miałam siły ani ochoty walczy ani się przeciwstawiać. Sama nie byłabym w stanie nawet o własnych siłach dojść do pokoju. Do jakiegokolwiek pokoju... Nie słyszałam nic z tego co mówił wielki osiłek stojący obok nas. Byłam jak ogłuszona. Gdybym dostała patelnią po głowie nie czułabym się aż tak okropnie i beznadziejnie. Bezwiednie podałam Rexowi dłoń. Wszystko było zaplanowane w najmniejszym stopniu. Nic nie należało w tym miejscu przypisywać przypadkowi. Odetchnęłam głęboko usiłując zebrać się w sobie. Gdyby nie silna dłoń chłopaka z pewnością upadałbym z powrotem na ziemię. Skinęłam mu głową w geście podziękowania starając się o niego za bardzo nie opierać. W końcu i on musiał być wycieńczony po stoczonej walce z Evo.
-Wszystko mi obojętne. Muszę tylko usiąść i złapać oddech - częste przerwy pozwalały zebrać trochę sił do dalszej drogi. Wcześniej korytarze nie wydawały mi się tak długie jak teraz. Niekończąca się plątanina drzwi, tajnych przejść i dróg, które nigdzie nie prowadziły. Na pewno nie do upragnionej wolności. Dawno nie żałowałam tak bardzo swoich decyzji jak teraz. Co by się stało jakby propozycja w domu Pierwszego została odrzucona? Nawet śmierć byłaby jakąś formą wolności.
- Nie chce być już oglądana... Chce świętego spokoju. Z dala od tego tutaj! Prędzej czy później moje życie się tu skończy, a patrząc na to co się dzieje to prędzej niż później - mruknęłam. Nie zamierzałam już chodzić do gabinetów, na badania, na rozmowy... Wolałam zginąć niż być torturowana i sprawdzana w tak okrutny sposób. Moje nanity buzowały w moim ciele nie potrafiąc zrozumieć co się właściwie stało. Sama tego nie rozumiałam. Pochłonęłam tak dużo ognia w ostatnim czasie, że ponowne użycie mocy doprowadziło mój organizm do skrajnego wyczerpania.
Rex
-Nie powinnaś ignorować swojego stanu. Twoje nanity nie są stabilne, a ja bez mocy nie jestem w stanie ci pomóc. Wcześniej byłem w stanie je jakoś uspokoić, ale teraz... - spojrzałem na swoje ręce. Może ze swoimi mocami mogłem zrobić wiele, ale bez nich byłem całkowicie bezsilny. Nie potrafiłem nic. Jeden zastrzyk i nawet te cieniasy był w stanie powalić mnie na ziemie. Bez nanitów byłem bezużyteczny, a z nimi patrzono na mnie jak na potwora.
-Nawet jeśli nie jest tu kolorowo. Powinnaś dbać o siebie. Zrób to chociaż dla Pierwszego... Na pewno chciałby dla ciebie lepszego życia niż to, ale też niechciałby, abyś ignorowała swoje życie i zdrowie. W końcu uda ci się stąd wydostać.
Zawsze było jakieś wyjście. Ja nie widziałem już nadziei na ucieczkę. Nadal miałem do spełnienia swoją osobistą misję. Póki nie było lekarstwa, musiałem pomagać ludziom, którzy stawali się potworami. Doskonale wiedziałem jak się czuli. Fakt, że nanity przejęły nad nimi kontrolę nie znaczyło, że powinni stracić za to życie. To przecież nie był ich wybór.
-Na pewno jutro wyślą nas na jakąś misję. Zazwyczaj jest ze mną jedynie Szósty. Jeśli uda mi się go zagadać albo czymś zająć, będziesz mogła skorzystać z okazji i uciec.
Wolałem pominąć fakt, że Biały na mnie się wyżyje po jej ucieczce. Nie zabije mnie, a jedynie lekko obije jak dzisiaj. Zdążyłem się juz przyzwyczaić do tego, że byłem jedynie marionetką, ktora nie miała zbyt wiele do powiedzenia. Przynajmniej Valentina będzie wola. W mieście na pewno znajdzie jakieś schronienie, może nawet spotka inne Evo, które jej pomogą.
-Coś wspominali o mieście nieopodal stąd, podobno wykryto dużą aktywność nanitów. Mam tam paru przyjaciół, którzy mogą ci pomóc. Gromadka Evo dzieciaków, która sama sobie radzi. Na jakiś czas będziesz mogła z nimi zostać póki nie staniesz na nogi, może nawet z nimi zostaniesz.