Rex
W miare sprawnie przemieszczalismy sie w szybie. Pozostawalem w tyle, w razie gdyby nas nakryto. W pewnym momencie przyspieszylem i wyrownalismy sie. Leżałem tuz przy niej, w oslupieniu wpatrujac sie w jej oczy. Nawet w nich bylo widac iskierke ognia. W szybie bylo ciasno, przez co bylismy naprawde blisko siebie. Zbyt blisko. Wyrwalem sie z wlasnych mysli, odchrzaknalem i pozwolilem jej isc przodem. Miala piekne oczy, ktore do siebie przyciagaly. Nie, musialem sie skupic na czyms innym. Musialem ja najpierw ukryc.
W koncu dotarlismy do pokoju, chociaz jeszcze nie bylismy na miejscu.
-W koncu taka rola superbohatera. Musi chronic dame w opalach.- odpowiedzialem na jej zart. Nawet w takich chwilach nie opuszczalo jej poczucie humoru. Mi tez bylo to potrzebne. Zazwyczaj kiedy uciekalem przed gorylami Bialego panowal nade mna jedynie stres i chec oderwania sie od jego kontroli.
-Musisz odpoczywac. Zalecenie od pani doktor. Bialy na pewno szybko znajdzie ci jakies zajecie, a teraz nie jestes w stanie nic zrobic. Nawet twoje nanity sa oslabione. -dotknalem delikatnie jej policzka, ktore w przeciagu kilku minut nabraly rumianej barwy. Jej skora zrobila sie cieplejsza i nie była to wina wczesniejszej goraczki.
-Moga nas szukac kilka godzin. Znalazlem ten pokoj niedawno. Znajduje sie w starej czesci budynku, ktora nie jest przez nikogo uzywana. Drzwi do pokoju sa zamkniete. Bialy bedzie musial przeszukac cale Providence. Jesli nas nie znajdzie, zapewne siegnie po plany i przeszuka nieuzywane pomieszczenia. Ale nie tutaj chcialem dotrzec. - otworzylem przejscie w podłodze, ktore bylo zamaskowane dywanem. Gestem reki zaprosilem do srodka dziewczyne. Pomoglem jej zejsc po schodach, zamykajac za soba klape.
- Witam w mojejnowej kryjowce, chociaz juz nie bedzie taka sekretna jak nas znajda- rozswiecilem światło w calym pomieszczeniu. Meble, kanapy oraz lozko byly wykonane ze starego drewna, jednak mozna bylo tam znalezc rowniez nowe wyposarzenie. W rogu znajdowala sie niewielka przenosna lodowka z przekaskami i piciem, natomiast na srodku pokoju, na przeciw fotelow-poduszek byl nieduzy telewizor. -Nie zostal jeszcze do konca urządzony, ale sa tu najpotrzebniejsze rzeczy. Meble przyniesione z innych pokoi, reszte sam tu zatargalem. Mozesz cos zjesc jesli chcesz. O, Holiday kazala ci lezec.
Valentina
- Damy w opałach potrafią też same o siebie zadbać - uśmiechnęłam się słabo, nie spuszczałam Rexa z oczu. Natychmiast oprzytomniałam kiedy się przybliżył i dotknął mojego policzka. Nie miałam gdzie się cofnąć. Na policzkach pokazały się rumieńce. W ogóle zrobiło mi się dziwnie gorąco. Odchrząknęłam kiedy się odsunął. Miałam wrażenie, że zrobił to specjalnie. Przekrzywiłam lekko głowę obserwując jego mięśnie pracujące pod koszulką kiedy otwierał klapę. Valentina skup się w końcu! Nakazałam sobie w myślach. Dlaczego traciłam nad sobą panowanie kiedy był w pobliżu? Znaliśmy się niecały tydzień. Może to za mało czasu aby kogoś poznać, ale zważając na okoliczności nie mieliśmy zbyt dużego wyboru. Komuś należało ufać, a on udowodnił, że zasługuje na moje zaufanie. Z jego niemałą pomocą weszłam do ukrytego pomieszczenia. Kiedy dotknęłam jego dłoni przeszedł mnie dziwny dreszcz. Odwróciłam wzrok i wlepiłam go w podłogę. Usiadlam na kanapie i przymknęłam oczy. Uśmiechnęłam się na tę chwilę bezpieczeństwa. Może nie było to wiele... Ale zawsze coś.
- Nie jestem głodna, tylko zmęczona, ale mimo to nie chce spać. Nie wiem co się wydarzy kiedy nas znajdą, ale Biały pewnie jest już wściekły - potarłam bezwiednie poranione nadgarstki. Teraz były już opatrzone, ale wcześniej odarte do krwii bolały niemiłosiernie. Nawet teraz czułam mocne pieczenie i ból przy dotknięciu. Rana na ramieniu także była zawinięta bandażem. Rozejrzałam się po pokoju. Na łóżku ułożone były stare sprzęty i kanapa. Jedynym wolnym meblem na ten czas była sofa na której siedziałam. Stary pomarańczowy dywan zajmował całą przestrzeń podłogi, a plazmowy telewizor wisiał sobie spokojnie na ścianie.
- Działa? - zapytałam wskazując czarny ekran. Nigdy jeszcze nie widziałam żadnego filmu. Jedynie widziałam taki sprzęt w książkach i czytałam o tym jak działa. Marzyłam nie raz o tym, że kiedyś skorzystam z tego urządzenia. Teraz wydawało mi się jakby dawne życie należało do kogoś innego. Odkąd zmarł Pierwszy otaczali mnie nieprzyjaciele. Mało miałam okazji do śmiechu. To, że Rex żył tutaj tak swobodnie było dla mnie nie do pojęcia. Współpracował z nimi i miałam nadzieję, że mnie nie wyda kiedy stanie się to dla niego wygodne. Jeśli zaproponują mu coś czego nie będzie w stanie odrzucić? Zacisnęłam mocno dłonie w pięści. Nie powinnam wyprzedzać faktów. Jak na razie miałam w nim towarzysza... Przesunęłam się aby zrobić mu miejsce na kanapie. Podciągnęłam nogi na siedzenie i usiadłam po turecku głową pokazując mu aby usiadł obok.
- Chyba jesteśmy na siebie skazani. Coś czuję, że będziemy spędzać razem dużo czasu - musiałam zaakceptować fakt, że teraz będzie elementem mojego codziennego życia. Mogłam więc zacząć od poznania go. W końcu chyba nie mogło być gorzej, a jeśli ktoś się będzie zbliżał na pewno go usłyszę. Musiałam tylko zaaranżować wszystko tak aby Rex nie domyślił się, że mam inną umiejętność... Nie chciałam aby ktoś poza mną się o tym dowiedział. To mógł być mój as w rękawie dzięki któremu będę miała w tym miejscu minimalną przewagę.
Rex
-Musisz odpocząć. Holiday zawsze postawi na swoim, niezależnie od rozkazu. Jest tutaj jedynym naukowcem, który potrafi badać nanity, dlatego czy Biały czy nie, musi się z nią dogadywać. Podobno kiedyś był normalnym szefem. Osobiście nigdy nie miałem okazji tego doświadczyć, ale tak twierdził Szósty. Niezbyt dobrze traktował Evo, chociaż nikt nie wie dlaczego. Każdym gardzi, twierdząc, że jesteśmy potworami... Teraz wyobraź sobie jego reakcję kiedy tylko tutaj przybyłem. Był wściekły, że jakiś Evol pałętał się po jego bazie. Gdyby nie pomoc Szóstego i Holiday, już w tedy by się mnie pozbył. Staram się w miarę możliwości robić co chce, aby za bardzo nie podpaść. Jestem tu głównie dla Holiday, aby mogła kontynuować swoje badania. - powiedziałęm poważnie. Nienawidziłem Białego. Był okrutny, apodyktyczny i zbyt pewny siebie. Nie lubi sprzeciwów, ale musisz pracować swoich pracowników z szacunkiem. Nas Evo traktował jak podrzędne istoty, które mógłby jedynie wytępić. Byliśmy dla niego zarazą. Na początku Holiday miała jedynie przeprowadzać na mnie badania, szukając leku na nanity. Jednak widząc jak traktowali te biedne stworzenia, ostatecznie dałem się jej przekonać, aby pomagać Providance. Teraz już nie mogłem opuścić tego miejsca, w przeciwnym razie powrócą do dawnych metod. Zbyt wiele ludzi przez takie coś straci swoje życie. Nim się obejrzymy wymordują wszytskie stworzenia na tej planecie, łącznie z ludźmi. Może ludzi i zwierzęta zmieniały się w Evo i często były niebezpieczne, ale nie miały na to żadnego wpływu. Po prostu tak się działo, bo jeden z nanitów postanowił się aktywować, uruchamiając przy tym całą resztę. Nie byli w stanie kontrolować tak dużej mocy, więc się jej poddawali. Ale nadal byli to niewinni ludzie, którzy chcieli jedynie żyć. Dlaczego nie próbowali powstrzymać tych, którzy urodzili się z nadzyczajnymi nocami i wykorzystywali je do własnych celów, krzywdząc przy tym innych? Może nie atakowali jak bezmyślne stworzenia, ale też byli dużym zagrożeniem. Tworzyli własne gangi, chcąc zawładnąć danymi miastami.
-Działa, ale potrzebne są filmy. - powiedziałem biorąc do ręki kilkanaście płyt. -Tutaj niestety nie dociera sygnał telewizyjny. Ale są też plusy, w razie czego to miejsce nie jest wykrywalne przez urządzenia, ani nie można umieścić tutaj podsłuchu. Lita skała bardzo dobrze wszystko wygłusza. - przeskoczyłem przez kanapę, lądując tuż obok dziewczyny. Może nie było to najbardziej przytulne pomieszczenie w bazie, ale w chwili obecnej jedyne bezpieczne. Przynajmniej przez jakiś czas, póki nie byli w stanie nas znaleźć. Będę musiał po tym czasie poszukać jakieś nowej kryjówki.
-Dużo czasu to mało powiedziane. Biały powiedział, że od tej pory przejmuję rolę twojej "niańki". Mieszkamy w jednym pokoju, chodzimy razem na posiłki, na treningi i na misje. Może po kilku dniach nie bedziesz miała mnie dosyć. Ale do ubikacji chodzisz sama. - zaśmiałem się cicho.
Valentina
On został aby pomagać, a ja byłam więźniem. Nie miałam takiego wyboru, a jedyną pomoc jaką tak naprawdę otrzymałam pochodziła od Rexa. To on ocalił mi życie... Nikomu więcej nie zależało tu na moim bezpieczeństwie. Doktor Holiday potrzebowała mnie do badań, a dla reszty byłam balastem ewentualnie bronią. Bronią, która mogła zniszczyć tysiące Evo w jednym momencie. Wystarczyło aby wybuchła. Unicestwiłabym tym ich oraz siebie. Dwie pieczenie na jednym ogniu.
- Nie chce nawet myśleć o tym co zrobi kiedy nas znajdzie... - mruknęłam cicho wygodniej układając się na kanapie. Wzięłam od niego kilka płyt aby sprawdzić jakie zawierają tytuły. Zafascynowana wpatrywałam się w barwne okładki przekładając je z ręki do ręki. W słońcu zatrzymałam się na jednej z płyt. Był to jakiś dziwny film akcji, a przynajmniej takie sprawiał wrażenie. Podałam ją Rexowi aby mógł włączyć. Na okładce było dużo wybuchów i broni palnej. Przymknęłam oczy i ziewnęłam. Przynajmniej już nie kręciło mi się w głowie.
- Zobaczymy jak długo wytrzymasz... Nie jestem taka łatwa w obejściu jak niektórzy myślą. Poza tym... Do łazienki i tak bym cię nie wpuściła - przeczesałam lekko włosy i pokazałam mu język aby wiedział co myślę o jego pozwoleniu - mam nadzieję, że nie oberwiesz za to, że mnie ukryleś... Musiałabym cię znowu ratować - chociaż był to żart to w moich słowach zawarte było ziarnko prawdy. Nie chciałam aby za mnie oberwał. Nic w tym miejscu nie było takie jakie powinno. Dlatego nie powinnam zbyt dużo mówić o sobie. Całe szczęście Rex o nic nie wypytywał, za co byłam mu wdzięczna. Tak jakby moje dawne życie się skończyło. Trafiłam do piekła i nie miałam pojęcia czy dam radę tutaj długo wytrzymać.
Rex
-Biały jest dosyć dziwnym człowiekiem, ale jeśli go w miarę zignorujesz i nie bedziesz podpadać, można się do niego przyzwyczaić. Zazwyczaj mnie ignorował, chyba że czegoś w danej chwili potrzebował. Nie traci na takich jak my czasu. Dlatego jest mu na rękę, że jeszcze wykonujemy jego robotę i oczyszczamy Evo. On nie musi narażać życie swoich ludzi, aby z nimi walczyć. Niestety tak to działa w tym miejscu. Tutaj mało kto traktuje mnie po ludzku i tego musisz być świadoma. Z czasem ich podejście do ciebie się zmieni i będziesz miała więcej swobody, ale na pewno nie zmieni się ich zachowanie. Takich jak nas zawsze spostrzegano jak potwory, nawet tutaj. - mruknałem smutno pod nosem. Przed trafieniem tutaj chociaż przez jakiś czas miała dom i wiedziała jak to jest czuć się bezpiecznie, mieć przy sobie kogoś bliskiego. Często się zastanawiałem czy sam kiedyś miałem dom, kogoś kto na mnie czekał lub chociaż szukał po moim zniknięciu. Szósty znalazł mnie w środku walki z Evo, w potarganych ubraniach, bez nikogo przy boku. Zawsze próbowałem sobie przypomnieć co tam robiłem, jednak bez skutku. Moja pamięć nie była w stanie sięgnąć aż tak daleko, jakbym w tamtym czasie nie istniał. Równie dobrze moja rodzina mogła zamienić się w Evo i zginąć tamtego dnia, albo po prostu znalazłem się tam przez przypadek i wszedłem w środek walki. Jedynie Holiday była dla mnie namiastką matki, ale nie było to to samo.
Nawet jeśli Biały w końcu nas znajdzie, nie mogłem wszytskiego zrzucić na Valentinę. To był pomysł mój i Holiday, aby uciekać przed Białym i dać jej odpocząć. Jeśli się do tego nie przyznam, Biały jej tego nie daruje i nie da spokoju. Wolałem nie wiedzieć co wymyśli w akcie zamsty. Jeśli przyjmę większość na siebie, jej kara będzie o wiele mniejsza. Już przyzwyczaiłem się do tego, że Biały lubi się mścić na Evo za nieposłuszeństwo.
-Jakoś damy radę. Nawet fajnie, że będę miał towarzystwo. Od roku siedzę tutaj praktycznie sam. - uśmiechnąłęm się delikatnie.
Włączyłem film, który wybrała dziewczyna, po czym ponownie ułożyłem się obok niej. Ziewnąłem przeciągle opierając głowę na swojej ręce. Po kilkunastu minutach filmu zamknąłem oczy, od razu przysypiając. Dopiero teraz poczułem jak bardzo byłem zmęczony po treningu, do którego zmusił mnie Szósty.
Valentina
Słuchałam go uważnie, ale nie podobały mi się jego słowa. Mówił w taki sposób jakby sądził, że zostanę w tym miejscu na stałe. Doskonale wiedział czego najbardziej pragnę i będę starać się robić wszystko aby to osiągnąć. Może i nie byłam specjalnie silna, ale jeśli wytrzymam w tym miejscu dostatecznie długo to na pewno w końcu nadarzy mi się odpowiednia okazja aby zrealizować mój plan. Nie chciałam się z nim kłócić. Odtrącenie przyjaznej ręki byłoby jak rzucanie sobie kłód pod nogi. Niby się da, niby można, tylko po co? Biały pewnie już obmyślał jak uprzykrzyć mi resztę moich dni. Zapewne nie brakowało mu fantazji. Za kilka godzin się o tym przekonam. Jeśli był taki jak wszyscy dookoła włącznie z Rexem opowiadali to nie wróżyło mi to dobrze.
- A co było przed Providence? Pamiętasz cokolwiek ze swojego poprzedniego życia? - chciałam dowiedzieć się więcej, ale Rex zasnął w ciągu dziesięciu minut od włączenia filmu. Nie miało więc sensu pytanie go o życie w tym miejscu. Ciekawiło i przerażało mnie dosłownie wszystko. Życie, codzienność, relacje międzyludzkie. Moje pytania musiały poczekać. Uśmiechnęłam się delikatnie. To przecież ja byłam wycieńczona... Wybaczyłam mu to jednak szybko i zajęłam się oglądaniem filmu. Przez dwie godziny mogłam myśleć o czymś innym niż Biały i niebezpieczeństwo i strach. Było to coś niesamowitego. Jakby z innych czasów. Nie mogłam oderwać wzroku od ekranu, aż do momentu kiedy pojawiły się napisy końcowe. Ziewnęłam przeciągle i sięgnęłam po koc przerzucony przez oparcie kanapy. Bezwiednie przykryłam najpierw Rexa, a potem siebie. Zrobiło mi się przyjemnie ciepło i po raz pierwszy w tym miejscu poczułam się bezpieczna. Byłam wykończona, a w głowie nadal mi troszkę szumiało. Zamknęłam oczy i oparłam głowę o oparcie. Nie było to specjalnie wygodne, ale się sprawdzało. Zawsze to lepsze niż moja poprzednia, zimna klitka. Nie minęła chwila, a ja już pogrążona byłam we śnie. Nic teraz nie mogłoby mnie zbudzić. Nie kontrolowałam niczego co działo się na jawie. Dlatego nawet nie poczułam kiedy moje ciało się przechyliło, a moja głowa wylądowała na ramieniu Rexa.
Rex
Otworzyłem delikatnie oczy spoglądając w bok, kiedy czułem opór na swoim ramieniu. Uśmiechnąłem się delikatnie widząc leżącą na sobie dziewczynę. Wtulała się w moją rękę, jakby miała przy sobie pluszowego misia. Byłem ciekawy co takiego jej się teraz śniło i kiedy tak zasnęła. Mogła nie być nawet świadoma, że leżała w takiej pozycji. Kiedy spała wyglądała jeszcze bardziej uroczo.
Ręką przeczesałem jej miękkie włosy, kiedy wtuliła się we mnie jeszcze bardziej. Były bardzo delikatne w dotyku i puszyste.
Zerwałem się do pionu, jednak nadal siedząc, kiedy usłyszałem w pokoju nad nami jakiś dźwięk. W tym samym czasie obudziła się również Valentina, która jeszcze przed chwilą na mnie leżała. Wtuliłem ją delikatnie w siebie pokazując gestem ręki, aby nie hałasowała. Nie wiedziałem która była już godzina, ale skoro nas szukali już tutaj, musieliśmy przespać większość dnia.
-Ciii, nie możemy być zbyt głośno. Dotarli już tutaj, czyli musieli przeszukać użytkowaną część bazy. Nie wiem czy wiedzą o tym pomieszczeniu, więc lepiej się nie zdradzać. Jeśli tutaj wejdą, daj mi się tym zająć.- mruknąłem cicho pod nosem. Instynktownie wyuliłem dziewczynę bardziej w siebie, jakbym chciał ją chroniż przed zagrożeniem. Mój wzrok jednak był utkwiony w klapie na suficie i schodach, które prowadziły do tego miejsca.
Hałasy na chwilę umilkły, chociaż nie liczyłem na to, że zostaniemy bezpieczni. Mieli plany budynku. Prędziej czy później musieli nas znaleźć. Skoro nie udało im się teraz, na pewno jeszcze tutaj wrócą.
Rozluźniłem nieco mięśnie rąk, luzując uścisk i oddalając się nieco od Valentiny. Cisza trwała kolejne kilka minut, co tym bardziej mnie niepokoiło. Po pewnym czasie znowu powrócił. Tym razem nie udało nam się uniknąć spotkania z tymi, którzy nas szukali. Usłyszałem otwieraną klapę to schronu.
-Poddajemy się, jasne? Sam zaniosę ją do Białego. Macie jej nawet nie dotykać - powiedziałem poważnie wpartując się w kilku mężczyzn. Prychnęli na mnie jedynie. Wiedziałem, że dzięki mnie mieli więcej pracy i poniekąd dawało mi to satysfakcję. Nic się nie stanie jeśli nieco więcej popracują.
Wziąłem Valentinę ostrożnie na ręce idąc w kierunku wyjścia. Od razu zaprowadzono nas pod biuro, w którym znajdował się monitor, aby skontaktować się z Białym. Nie mogłem jej zostawić z tym samej.
Valentina
Przetarłam zaspane oczy próbując sobie przypomnieć gdzie jestem i co tutaj właściwie robię. Zerwałam się z miejsca widząc, że we śnie użyłam Rexa jako poduszki. Owszem było mi wygodnie, ale to w ogóle nie powinno mieć miejsca. Zdezorientowana patrzyłam na niego kiedy nakazał mi pozostać w ciszy. Podskoczyłam słysząc hałas nad nami. Ze strachu nawet nie zaprotestowałam kiedy chłopak mnie objął. W każdej innej sytuacji bym się odsunęła. Dlaczego ich nie usłyszałam? Przecież powinnam obudzić się na czas, a teraz było już za późno. Starałam się nawet nie oddychać głośno. Spojrzałam na Rexa po czym odsunęłam się na bezpieczną odległość. Policzki mi płonęły. Już miałam zapytać czy sobie poszli, ale wtedy usłyszałam głośny huk i klapa w podłodze się otworzyła. Podniosłam się gwałtownie z kanapy szukając drogi ucieczki. Niczego takiego jednak nie dostrzegłam. Z rezygnacją zawiesiłam ramiona i spuściłam głowę. Widziałam już kajdanki na swoich rękach i obdartą skórę aż do krwi... Nagle straciłam grunt pod nogami, a przed moją twarzą pojawiła się twarz Rexa. Mężczyźni niechętnie wyszli na górę czekając na nas. Nanity buzowały we mnie z nadmiaru emocji.
- Postaw mnie... Potrafię chodzić. Nie musisz mnie nosić! Skoro mam z nimi iść chce to zrobić na własnych warunkach - oswobodziłam się dosyć gwałtownie i stanęłam obok niego na ziemi. Mogłam przynajmniej zachować swoją dumę i godność. Z ciężkim sercem zaczęłam się wspinać po drabinie. Zatrzymałam się jednak w połowie drogi.
- Przepraszam... Po prostu się boję...- nie spojrzałam nawet na niego. Nie wspomniałam jednak, że jego obecność bardzo mnie dekoncentrowałq. Weszłam po drabinie na górę i stanęłam pomiędzy osiłkami. Widziałam ich obrzydliwe gęby, cieszyli się na wieść, że mocniej mi się oberwie. To było pewne. Zaczekaliśmy na Rexa, a potem dość szybko zostałam poprowadzona korytarzem w nieznanym mi kierunku. Szliśmy trochę za szybko więc kiedy się zatrzymaliśmy zakręciło mi się w głowie. Z trudem ustałam na nogach. Odwróciłam się do chłopaka aby poszukać u niego wsparcia, ale drogę zagrodził mi jeden ze strażników.
- Rex ci tym razem nie pomoże...Biały chce się z tobą spotkać sam na sam - nogi miałam jak z galarety kiedy tylko usłyszałam te słowa. Spodziewałam się najgorszego... A na dodatek byłam zupełnie sama.
Rex
-Chcę iść z nią. - powiedziałem poważnie. Ruszyłem przed siebie, jednak szybko zostałem zatrzymany przez jednego z goryli. -Puszczaj mnie! - zacząłem się szarpać i próbowałem stworzyć nazołapy, aby wyrwać się z uścisku. Poczułem igłę, która wbiła się w moje ramie. Dziwna substancja natychmiastowo sparaliżowała moje nanity, przez co nie mogłem użyć swojej mocy.
Nienawidziłem tych ludzi i Białego. Musiał przewidzieć tą sytuację, skoro kazał swoim ludziom wyposażyć się w tą substancje. Wiedział, że będę sprawiał problemy i chciał się mnie jak najszybciej pozbyć. Tym razem tak łatwo mu tego nie wybaczę. Chciałem być w czasie tej rozmowy, aby móc w razie potrzebie zaprotestować. Teraz nie mogłem zrobić niczego.
Kazano mi czekać aż dziewczyna wyjdzie od konsultacji z Białym. W końcu sala zwolniła się, a Valentina z niego wyszła w towarzystwie jakiegoś faceta. Spojrzałem na nią przepraszająco, że wpakowałem ją w to wszystko. Biały musiał być wkurzony, ale nie wierzyłem w to, że z powodu jest złego stanu byłby wyrozumiały. Pewnie by się jeszcze cieszył, że swoi przed nim bezbronne Evo, które nie jest w stanie nawet ustać na własnych nogach.
Jeden z goryli popchnął mnie do przodu, abym wszedł do pomieszczenia. Od razu zamknięto za mną drzwi, a przede mną ukazała się poważna twarz Białego. Westchnąłem jedynie i wywróciłem oczyma. Już od dawna nie musiałem iść "na dywanik", ale i tak było warto.
-Ona nic nie zrobiła. Daj jej w końcu spokój. To był mój pomysł, jasne?- warknąłem w jego strone. Moje nanity nadal był sparaliżowane, więc tylko tyle mogłem teraz zrobić.
-Doskonale o tym wiem. Dziewucha będąca tutaj zaledwie kilka dni nigdy nie znalazłaby tutaj kryjówki i nawet by jej nie przyszło na myśl, aby schronić się w starej części budynki. Po raz kolejny zaczynasz mi przeszkadzać, a mi ani trochę się to nie podoba. Nie myśl, że kara cię za to minie. - powiedział poważnie. Na jego twarzy było widoczne jedynie zdenerwowanie, które próbował zamaskować powagą. - Obyś jeszcze pamiętał jak patrzy się z Evo bez mocy i żadnej broni. To twój dzisiejszy trening. Później możesz wrócić do swojego pokoju, aby zająć się tą dziewczuchą, zanim narobi więcej problemów, jeśli to w ogóle przeżyjesz. - zmarszczyłem brwi patrząc na niego. A więc taki był jego plan. Chciał się na mnie za to wszystko zemścić, a jeśli przy tym zginę, było to tym lepiej dla niego.
Valentina
Kiedy drzwi się za mną zamknęły uświadomiłam sobie jak bardzo byłam w tym momencie bezbronna. Jeśli zaczęłabym się bronić, szybko by mnie unieszkodliwiono. Pozbyli by się mnie jak pchły z psiego tyłka. Tylko tyle byłam dla nich wartam. Biały patrzył na mnie bez cienia litości w oczach. Odwzajemniłam się tym samym, ani na chwilę nie spuszczając swojego wzroku. Sądził, że mnie tym zastraszy? Nie doczekanie! Założyłam ręce na piersi i stanęłam bardziej stabilnie. Nadal byłam bardzo zmęczona... Kilka minut minęło w całkowitym milczeniu, jakby przywódca Providence próbował mnie rozgryźć.
- Za niewykonanie rozkazu powinienem cię surowo ukarać. Ciągle sprawiasz problemy i nie współpracujesz. - zaczął swoje przemówienie. Nie interesowało mnie jego zdanie o mnie. Miałam je w bardzo głębokim poważaniu. Moja bierność musiała go jeszcze bardziej zirytować. Podniósł się że swojego miejsca i zbliżył do mnie. Ani nie drgnęłam chociaż w duszy chciałam uciec jak najdalej stąd. Biały dostrzegł coś w moich oczach, ponieważ w następnej sekundzie się uśmiechnął.
- Codziennie rano będziesz prowadzona na rozmowę ze mną. Jeśli nie wykonasz jakiegokolwiek polecenia możesz spodziewać się surowszej kary niż ta którą cię czeka. Każdego dnia będę sprawdzał twoje umiejętności, a każdy sprzeciw i twoja porażka będą karane. Gdzie nie pójdziesz będą ci towarzyszyć strażnicy, a na ręce będą zakładać ci kajdanki niwelujące twoją moc. Zaczynamy jutro z samego rana - powiedział wyraźnie z siebie zadowolony. Cofnęłam się o krok zbita z tropu. Spodziewałam się każdej kary, ale nie takiej. Zadrżałam lekko.
- Widzę, że zrozumiałaś.- podsumował gładko. Przez całą wizytę nie odzywałam się ani słowem, ale teraz nanity wprost we mnie buzowały z gniewu. Traktował mnie jak człowieka gorszego sortu, na twarzy malowało mu się obrzydzenie, że w ogóle musi oglądać mnie na oczy, a jednak wymyślił coś przez co codziennie będziemy musieli się oglądać. Miałam tylko nadzieję, że z Rexem obejdzie się łagodniej.
- Nie złamiesz mnie tak łatwo jak myślisz... - warknełam cicho na co ten tylko się rozesmial.
- Na to właśnie liczę - po jego ostatnich słowach szybko zostałam wyprowadzona. Nie mogłam nawet zatrzymać się aby porozmawiać z Rexem. Zostałam poprowadzona na salę treningową gdzie posadzono mnie w miejscu niewidocznym z parkietu, za to ja miałam doskonały widok. Czułam w kościach, że to kolejny pomysł Białego, choć do końca tego nie rozumiałam. Na ręce nie zostały mi założone kajdanki chociaż wielki strażnik ciągle trzymał je w rękach raz po raz rechocząc... Przełknęłam cicho ślinę. Cokolwiek mnie czekało dzisiejszego dnia nie zapowiadało się kolorowo. Na salę został wprowadzony Rex. Chciałam wstać i pokazać mu, że tu jestem, ale wielka ręka powstrzymała mnie przed tym. Miałam obserwować to co będzie się działo. Tylko jaki to niosło ze sobą cel? Zacisnęłam mocno dłonie, kłykcie zbielały pod naciskiem. Niecierpliwie czekałam na to co miało się wydarzyć.
Rex
Warknąłem kiedy ktoś zaczął mnie za sobą ciągnąć. Sam byłem w stanie chodzić, więc mogliby już sobie darować. I tak nie miałem dokąd uciekać. Szybko by mnie złapali. Chyba już zapomnieli, że moje nanity w chwili obecnej do niczego się nie nadawały i nawet nie mogłem wykorzsytać swoich mocy. Ten goryl czuł sie zbyt pewny siebie kiedy nie mogłem nic zrobić. Gdybym mógł aktywować swoje nanity, od razu miałby inny stosunek do mnie i nie odważyłby się mną tak szarpać. Może i nie szanowali Evo, ale też się nas bali, a to dawało mi nad nimi przewagę.
Wprowadzono mnie do areny, ktora znajdowała się kilkanaście metrów pod salą treningową. Wszystko można było obserwować z góry. Przejście pomiędzy podziemną areną a salą treningową oddzielały grube pręty pod wysokim napięciem prądu. Aż za dobrze znałem to miejsce. Drugiego dnia pobytu w tym miejscu Biały też kazał mi pokonać jednego z trzymanych przez nich Evo. Z tą różnicą, że w tedy mogłem używać swoich mocy i byłem pewny, że uda mi się przeżyć. Teraz nie miałem tej pewności.
Drzwi za mną szybko zatrzasnęły się, całkowicice zamykając mnie na arenie. Natomiast wrota po drugiej stronie areny otworzyły się. E ciemnościach zabłysły zielone ślepia, które stwór utkwił we mnie. Miałem nadzieję, że chociaż zdążyli go nakarmić przed tą walką i nie miał ochoty na jakiegoś człowieka.
-Tylko na tyle was stać? - zaśmiałem się cicho kiedy Evo wyszedł z ciemności. Był to kilkumetrowy stwór, który posturą przypominał przerośniętego królika. Z tą różnicą, że miał ostre jak brzytwy pazury, wielkie kły w paszczy i kolce wyrastające z jego futrzastego grzbietu. Po chwili pożałowałem swojej reakcji kiedy ten rzucił się na mnie. Odskoczyłem szybko patrząc na dół w ziemi, który pozostawił stwór po skoku na swoje masywne łapy.
Właśnie zaczęła się walka o przetrwanie, a ja nie za bardzo wiedziałęm co mam robić. Za każdym razem korzystałem ze swoich mocy, a kiedy nie mogłem na nich polegać, zawsze mogłem liczyć na Szóstego, który mi pomagał. Teraz byłem całkowicie sam. Biały musiał mieć w tej chwili niezły ubaw, ale nie miałem zamiaru być jego rozrywką. Tak łatwo nie dam się byle zającowi. Ludzie też musieli jakoś radzić sobie z Evo i m to wychodziło, więc i ja musiałem coś wymyślić. Nawet jeśli nikt mi nie pomagał, i nie miałem przy sobie niczego, czym mógłbym się bronić.
Zrobiłem kolejny unik, kiedy stwór znowu przystąpił do ataku. Póki niczego nie wymyślę, pozostawała mi jedynie obrona. Któryś z nas musiał się w końcu zmęczyć.
Valentina
Z ciekawością, ale i przerażeniem przyglądałam się walce Rexa z Evo. Nie wyglądało to dobrze. Chłopak nie mógł się zbyt długo bronić, a co dopiero atakować. Był w pułapce. Będzie opadał z sił tak długo aż w końcu ten potwór go wykończy. Wielki królik o białej sierści i czerwonych oczach miał chęć mordu we krwi. Chciałam pomoc, ale nie mogłam nawet wstać. Osiłek ciągle przytrzymywał mnie w miejscu. Próbowałam się wyrwać, ale ten tylko się zaśmiał i mocno ścisnął za zranione ramię. Skrzywiłam się i przestałam wiercić. Co mogłam więcej zrobić. Mieli nas w garści. Zamknęłam oczy gdy królik Evo się zamachnął na Rexa. Usłyszałam okrzyk bólu, ale nie uniosłam powiek. Bałam się spojrzeć. W końcu jednak się przemogłam. Rex leżał na parkiecie, a Evo okładało go pięściami nie zważając na to czy go zabije. Przerażona domyśliłam się o co chodziło Białemu. To był mój pierwszy test, kosztem mojego obrońcy. Czy coś takiego miało mieć miejsce każdego dnia? Wściekła rzuciłam kulą ognia w swojego strażnika, który poleciał prosto na ścianę po czym upadł na ziemię próbując ugasił płonące ubranie. Nie zwracałam już na niego uwagi. Wbiegłam na arenę próbując dostać się jak najszybciej do Evo. Wszędzie była krew... Na szczęście Rex nadal żył i ciągle usiłował się bronić. Gdy byłam już dostatecznie blisko wystrzeliłam z ręki duży strumień ognia. Gdy tylko zmutowany królik poczuł płomienie na swoim futrze cofnął się do tyłu i zaryczał gniewnie. Ciągle byłam wyczerpana... Nie miałam zbyt dużo siły i na pewno nie dam rady zbyt długo używać mocy. Już czułam jak moje nanity słabną. Rex leżał na ziemi tuż za mną. Dlaczego mu pomagałam... Czy miało znaczenie to co mówił wcześniej? Że jesteśmy do siebie podobni? Nie chciałam się nad tym dłużej zastanawiać. Tym problemem zajmę się później. Podpaliłam futro Evo po raz kolejny i kolejny... Czekałam aż cofnie się pod samą ścianę. Wiedziałam, że jest człowiekiem gdzieś bardzo głęboko, ale nie mogłam pozwolić mu zabić Rexa. Nagle poczułam, że nie mogę wystrzelić więcej płomieni. Przerażona patrzyłam jak królik leci prosto na mnie. Skuliłam się i zamknęłam oczy, ale uderzenie nie nastąpiło. Stwór leżał na ziemi z dziwnymi strzałkami wbitymi w plecy. Cofnęłam się i upadłam na ziemię potykając się o wystającą płytkę. Oddychałam ciężko. Nie miałam już wątpliwości. Wszystko było dokładnie zaplanowane, a ja sprawdzana.
Rex
Zrobiłem kolejny unik, aby uniknać pazurów. Na moje nieszczęście potknąłem się, upadając znowu na ziemię. Mój przeciwnik bez wahania to wykorzystał, atakując mnie olbrzymią łapą. Syknąłem z bólu spoglądając na plamy krwi, które natychmiastowo zostały wchłonięte przez piasek. Kolejny atak nacierał na mnie raz za razem, a ja nie byłem w stanie każdy z nich uniknąć. Upadłem na ziemię czekając na ostatni cios. Nie byłem w stanie wstać, a tym bardziej uciekać. Biały osiągnął swój cel i udało mu się mnie pozbyć. Miałem nadzieję, że udławi się kiedyś swoim jedzeniem, które tak dokładnie kazał naukowcom czyścić z nanitów albo sam kiedyś stanie się potworem. Powinien wiedzieć jak się czują tacy jak my. Stać się Evo i doznać tego bólu.
Podniosłem się na jednaj ręce, aby spojrzeć co się dzieje. Evo nie zaatakował, co dziwiło mnie najbardziej. Przed sobą ujrzałem Valentinę, która sama z ledwością trzymała się na swoich nogach. Nie powinno jej tutaj być, nie powinna walczyć w tym Evo. Holiday kazała jej odpoczywać i się nie przemęczać, więc powinna się chociaż do tego dostosować. W tym przypadku nie chodziło o zniewolenie a pomoc jej, aby mogła odzyskać siły i wyzdrowieć.
Syknąłem stając z ziemi. Na całym swoim ciele czułem ciepłą krew, która była zmieszana z piaskiem. Czułem się strasznie.
Usiadłem tuż obok Valentiny, pomagając jej przybrać taką samą pozycję.
-Za dużo ryzykujesz pomagając mi. - wyszeptałem, po chwili jednak się zaśmiałem. Była to zbyt dziwna sytuacja. Holiday kazała mi ją chronić, a teraz byłem bezbronny i to ona musiała ratować moje życie - Gdyby nie ty, ten Evo na pewno by się mnie pozbył. Biały nie miałby potrzeby, aby mnie ratować, ale ty jesteś mu potrzebna.
Rozluźniłem swoje mięśnie, rzucając swoje własne ciało na ziemię. Odetchnałem głęboko patrząc na kraty nade mną.
-Holiday na pewno nie będzie zadowolona widząc mnie w takim stanie. Chyba nie tylko nam się oderwie. - uśmiechnąłem się pod nosem. - To chyba jedyna osoba tutaj, która nie gardzi takimi jak my. Zapewne dlatego, że ma nieuleczalną siostrę, dla której chce odnaleźć lekarstwo. Nawet jeśli jest potworem, który mógłby ją rozerwać na strzępy, Holiday nadal traktuje ją jak swoją młodszą siostrzyczkę. Zawsze mnie zaskakiwała.
Valentina
Spojrzałam na chłopaka, który pomógł mi się podnieść. Uśmiechnęłam się do niego słabo. Ciągle byłam wyczerpana po wcześniejszym przeładowaniu, a teraz dodatkowo nadużywałam swoich mocy jeszcze bardziej się osłabiając. Spróbowałam wstać ale nogi odmówiły mi posłuszeństwa.
- Umiem to w miarę kontrolować, tak szybko się mnie nie pozbędziesz - wyszeptałam żartobliwie - Chciał mnie sprawdzić, specjalnie zaaranżował tą walkę abym mogła cię uratować. Nic nie wydarzyło się przypadkowo - dodałam wskazując strzałki a ciele Evo. Sama bym go nie pokonała. Byłam na to zbyt słaba. Chciałam aby ten mężczyzna - Biały cierpiał tak samo jak ja w tym momencie. Bez rodziny, w obcym miejscu, po raz kolejny narazalam się na niebezpieczeństwo dla człowieka, którego wcale nie znałam.
- Mam nadzieję... Jestem wykończona - mruknęłam i również się położyłam na piasku. Jednym uchem słuchałam opowieści Rexa, zasypiając w międzyczasie. Siła woli trzymałam się rzeczywistości. Nie powinnam zasypiać w tym miejscu. Poczułam na ramieniu czyjąś dłoń stawiającą mnie na nogi. Było mi jednak tak słabo, że nie potrafiłam ustać o własnych siłach. Spojrzałam bezradnie na Rexa.
- To wszystko mnie przerasta - westchnęłam. Słyszałam obok siebie zniecierpliwione tupanie butem jednak nie byłam w stanie poświęcić temu większego zasobu swojej uwagi