piątek, 7 września 2018

Medżik

Lamila

-Przeklęty mag - zaklęłam pod nosem, po raz kolejny szarpiąc drzwiczkami ptasiej klatki, w której zostałam uwięziona. Nie wystarczyło mu, że zrobił ze mnie bezużyteczną wróżkę, jeszcze musiał mnie uwięzić w lochach w miniaturowej klatce. To był zdecydowanie najgorszy dzień mojego życia.
Przecież wszystko szło już tak gładko. Miałam jedynie odebrać mu głupi pierścień. To nie tak, że na zawsze. Jedynie zabrałabym odrobinę magii i bym go oddała. Artefakt ani trochę nie był mi potrzebny, interesowała mnie jedynie jego moc. Ale niee... ten buc nie mógł posłusznie iść spać po zażyciu środków usypiających. Musiał poczuć jak zdejmuję z jego palca pierścień i zmienić poje piękne ciało w to... Beznadziejne coś! Nic dziwnego, że nikt nie brał wróżek na poważnie, nawet jeśli miały być opiekunkami i strażniczkami cennych rzeczy oraz przewodniczkami dla magów "szczęściarzy", z którymi się związały. W rzeczywistości były małe i do niczego się nie nadawały.
Eh, a moja magia w dalszym ciągu nie była zbyt silna. Nie byłam w stanie otworzyć zaczarowanego zamka, nie mówiąc już o odwróceniu tak potężnego zaklęcia jak zmiana kształtu...  Nie miałam jednak zamiaru tutaj utknąć na wieki.
Nastroszyłam szpiczaste uszy słysząc zbliżające się kroki. Uśmiechnęłam się z nadzieją, że ten pajac zmienił zdanie i postanowił mnie stąd chociaż uwolnić. Niestety uśmiech ten szybko opadł. Przed celą pojawił się jedynie jeden z zaczarowanych żołnierzy, który wrzucił do środka jakiegoś faceta. Widać nie byłam jedyną osobą łasą na jego majątek, skoro tutaj wylądował. Spokojnie odczekałam aż magiczna kupa żelastwa odeszła, dokładnie zamykając za sobą drzwi celi. 
-Kto by pomyślał, ktoś jeszcze oprócz mnie tutaj utknął. - uśmiechnęłam się pod nosem spoglądając na nieszczęśnika. - Potężny czas rzucony na zamki, nie łatwy do złamania. - mruknęłam, Najwidoczniej oboje utknęliśmy w tym miejscu. Nie miałam w zwyczaju spoufalać się z innymi, ale nie miałam zamiaru się tutaj zanudzić na śmierć. Oprócz strażników, którzy przynosili raz dziennie jakiś nędzny posiłek, od paru dni nikogo tutaj nie widziałam. Ten bogaty burak nie był zbyt miły, więc pewnie nie miał zbyt wielu znajomych. 
-Czym takim mu podpadłeś, że cię tu zamknął? Nie wyglądasz mi na jego "przyjaciela", albo kogoś, kto chciał dobić z nim układu. - Usiadłam na samej krawędzi ptasiej klatki tak, że moje nogi swobodnie zwisały w dół poza nią. - Czyżby złodziejaszek? - zaśmiałam się cicho pod nosem. Był w ubrany w ciemny płaszcz. Takich byłam w stanie wszędzie poznać. - Facet raczej nie jest zbyt chętny, aby dzielić się swoim majątkiem z innymi.


Simon

Stęknął cicho uderzając całym ciężarem swojego ciała o ziemię. Nie mógł powiedzieć, że było to miękkie lądowanie, ale przecież o to mu chodziło. Dostał się do środka, a więcej mu nie było potrzebne. Podniósł się ciężko rozglądając się dookoła. Jedno wąskie łóżko, mała toaleta do załatwienia najpilniejszych potrzeb i klatka dla ptaków. To było całe wyposażenie jego celi. Zmarszczył nos. Mimo "względnych" warunków w jego nowym lokum, zapach nie był najlepszym i najwykwintniejszym zjawiskiem jakiego doświadczył. Roztarł obolałe miejsce w klatce piersiowej. Przez chwilę zdawało mu się, że słyszy jakiś głos, ale myśląc, że to jego wyobraźnia szybko o tym zapomniał. Po pierwsze musiał się stąd wydostać. Więzienie było odporne na czary. Od razu to wyczuł. Nikt nie był jednak na tyle sprytny aby przeszukać kieszenie złapanego "człowieka". Simon posiadał przy sobie osobliwy kryształ. Pokazywał on dokładnie to czego jego właściciel w danej chwili naprawdę potrzebował. Simon wiedział czego w tym momencie najbardziej pragnął. Zemsty... Ale to nie ten człowiek i nie w tym domu miało się dokonać jego przeznaczenie. To był dopiero zalążek. Ponownie usłyszał cichutki głosik więc z większą uwagą rozejrzał się dookoła. Dostrzegł (ku swojemu zirytowaniu), że nie jest sam. Cóż mogła zawinić wróżka wielkości jego palca?
-Nie musi cię to interesować. Siedzisz tu zamknięta i liczysz na ratunek, a może na łaskę swojego nowego pana?- uśmiechnął się kpiąco. Widać było, że wróżce nie podoba się zaistniały stan rzeczy. Uśmiechając się lekko Simon usiadł na SWOIM nowym posłaniu. Nie byłoby trudno się stąd wydostać jednak ucieczka pierwszego dnia wydałaby się zbyt podejrzana. Poza tym nie miał w posiadaniu jeszcze tego czego szukał. Magii ani mocy nie potrzebował. Jego celem był magiczny artefakt. Nie istniał lepiej poinformowany człowiek niż ten, którego był "gościem". Dwa, trzy dni i będzie wolny. Zaklęcie trzymające zamki było dosyć proste.
- A ty nie wyglądasz na wielką złodziejkę. Co CIEBIE tu sprowadza? - specjalnie zaakcentował to jedno słowo aby rozzłościć wróżkę. Miał zbyt dużo czasu do zabicia, a noc wydawała się zbyt długa aby miał ją spędzać w nudzie.



Lamila

Prychnęłam pod nosem kiedy TEN KTOŚ mnie zignorował. Może i nie mierzyłam zbyt wiele, ale nadal tutaj byłam! Nikt nie dał mu prawa do ignorowania mnie!
Prychnęłam pod nosem kiedy w końcu mnie zauważył i rozsiadł się na łóżku, a przynajmniej tym czymś, co miało imitować owy mebel. Zatrzęsłam niewielkimi skrzydełkami od poirytowania. Czemu akurat do tego miejsca musiał trafić facet? Brzydził mnie ten... wybryk natury. Byli jedynie pomocni w tym, aby dawać się okraść. Do niczego innego się nie nadawali. A jednak jakoś musiałam przeżyć jego towarzystwo. Sama nie byłam w stanie się stąd wydostać, ale on tak. Nie trudno było dostrzec kryształ w jego ręku. Wystarczyło go jedynie podejść, aby chciał mnie stąd uwolnić. Później pójdę w swoją stronę. Moja moc nadal była słaba, potrzebowałam więcej. O wiele więcej.
-Lepiej zważaj na słowa chłoptasiu. Okradłam już dziesiątki magów polując na magiczne artefakty. W tym wypadku też niewiele mi brakował. - mruknęłam pod nosem. - Już miałam Pierścień Mandragory w swoich rękach. Gdyby tylko nie to jedno przeoczenie... Nie utknęłabym w ciele głupiej wróżki i polowałabym już na następnego głupka. - mruknęłam bardziej sama do siebie, głośno myśląc. Spojrzałam na "gościa" niezadowolonym wzrokiem, niech wie, że jego towarzystwo wcale nie ułatwia mi pobytu tutaj.
-Niech wygląd cię nie zmyli... Od lat studiuję księgi z istniejącymi artefaktami i jeszcze łatwiej te artefakty znajduję. Magiczne świecidełka, które można z łatwością wytropić po drugiej stronie półkuli. - prychnęłam pod nosem pewna swojego. Odnalezienie ich było proste jeśli na pamięć znało się każdą z ksiąg. Jako służką u króla często się wymykałam, aby w tajemnicy czytać księgi w królewskiej bibliotece. To właśnie z Zakazanych Ksiąg dowiedziałam się jak wykradać magię, a to, że nigdy mnie nie zauważono przekonało mnie, że z wykradaniem artefaktów również sobie poradzę. Czy je oddam czy nie, to było bez znaczenia. Liczyła się magia.
Wytropienie ich właścicieli? Łatwizna. Z wiedzą nawet zaklęcia tuszujące nie były w stanie sobie poradzić. Jednak zdobycie ich nie było już takie proste. Najczęściej musiałam zbliżyć się do tych oblechów i jakość ich uwieść, żeby móc zdobyć to, co chcę. Najgorsze przeżycia jakie musiałam kiedykolwiek doświadczyć...
-A ty to zgaduję "wielki czarodziej"? - powiedziałam z lekką ironią w głosie. - Chyba nie jesteś zbyt silny, skoro musisz się wspomagać czymś takim jak Kryształ  Ioni. - uśmiechnęłam się delikatnie pod nosem wskazując na miejsce, gdzie wcześniej ukrył kamień. - Pasożytniczy kamień z mocnego kruszca, który pokazywał to, czego potrzebujesz. Z tym, że nie należy do ciebie... Kolor kryształu wskazuje na to, że jego właściciel jest daleko i to na nim kamień nadal pasożytuje. Jest przywiązany do swojego prawdziwego właściciela. Niestety magiczny potencjał kryształu nie jest zbyt duży, więc nie jest zbyt wiele wart... - odpowiedziałam bez problemu rozpoznając artefakt. Był to jeden z tych, od których najlepiej się trzymać jak najdalej. Lubi pasożytować na siłach życiowych innych, mocno się przywiązując do "właścicieli", dając ciągłe nadzieje, że bez kryształu nie mogą żyć. Mało magiczne i niebezpieczne. Ani trochę mnie nie interesowały. Niby kamień był daleko od właściciela, a jednak nie chciał go zmieniać na kogoś innego. Widocznie stojący przede mną mag nie był tak silny na jakiego wyglądał. Jeśli w ogóle da radę się stąd wydostać...


Simon

Irytujący dźwięk wydobywających się słów z ust małej wróżki nie dawał mu spokoju. Miał ochotę wywrócić oczami aby jasno dać jej do zrozumienia co o niej myśli. Podłożył ręce pod głowę starając się skupić na swoim planie. Jego mała towarzyszka miała dziwną manię chwalenia się swoimi dokonaniami, które wcale nie były tak ogromne jak myślała. Każdy mógł wykradać magię oraz artefakty. Każdy mógł stać się znawcą jeśli miał dostęp do odpowiednich ksiąg. Nie każdy jednak zdobytą moc potrafił okiełznać. Widział już takich, którzy zapatrzeni w swoje możliwości zatracili się w pożądaniu coraz to większej mocy. Nie interesowało go jednak co działa się z tymi ludźmi czy też istotami magicznymi. Spojrzał w stronę kamienia, który ukrył starannie pod posłaniem i parsknął śmiechem. Nie mógł się wprost powstrzymać.
- Zbyt szybko wyciągasz wnioski moja mała przyjaciółko. - wypowiedział te słowa z nieskrywanym sarkazmem. Wcale nie potrzebował kamienia do celów magicznych. Doskonale wiedział, że kamień jest przywiązany do kogoś innego, a nawet do kogo. Wiedział też, że dzięki kilku zaklęciom zdoła tego człowieka odnaleźć i wskazać jego miejsce pobytu. To była jego karta przetargowa. Za głowę tego osobnika wyznaczono sporą nagrodę.
- Mała, powinnaś częściej trzymać zamkniętą buzię. Nie znalazłem się w tej celi przypadkiem, nie to co ty najwyraźniej. - nie zamierzał zdradzać jej swoich planów. Wiedział o artefaktach wszystko co musiał poza jedynym. Dokładne miejsce położenia... Ciągle musiał tracić zarobione pieniądze, a może raczej skradzione, u informatorów. Uniósł jedną brew na wieść, że dziewczyna studiowała miejsca ich położenia. Nie tym jednak powinien się jednak zajmować.
- Widzę, że nam obojgu równie bardzo nie odpowiada obecne towarzystwo. Pozwól więc, że w ciszy poczekam na to co przyniesie los. - mówiąc los miał oczywiście na myśli właściciela owego przybytku. Prędzej czy później to nastąpi. W końcu prowadził z nim zeszłego wieczora dosyć burzliwą rozmowę. A może miało to miejsce kilka godzin temu? Stracił gdzieś poczucie czasu. Westchnął cicho rozciągając swoje obolałe ciało. Strażnicy nie obeszli się z nim zbyt łagodnie usłyszawszy jasne polecenia swojego pana i władcy. Ser Rickon był wściekły usłyszawszy wiadomości o swoim "zmarłym" starszym bracie, który nie do końca okazał się bym martwy. Wieści o człowieku, który mógł pozbawić go tytułu i pieniędzy. Na miejscu Ser Rickona sam by się obawiał. Jak głosiły plotki jego brat miał nie umrzeć śmiercią naturalną. Simon przeprowadził mały rekonesans zanim podjął się zdobycia magicznego artefaktu. Wszystko w jego życiu musiało być dokładnie zaplanowane. Nic nie pozostawiał przypadkowi.
-O... I nie łudź się, że będę się powstrzymywać bo jesteś kobietą. A może nie jesteś. Nigdy nie można ufać czarom. - uniósł jeden kącik ust ku górze. Miał na myśli oczywiście toaletę czego nie omieszkał dodać po chwili. Przeciągnął się aż do momentu gdy usłyszał satysfakcjonujący trzask w plecach. W celi było nieznośnie ciepło, jakby ktoś specjalnie rozpalił ogień w kominku. Problem w tym, że żadnego kominka nie było. Bez skrępowania zrzucił z siebie długi płaszcz, z którym się nie rozstawał, a zaraz za nim poleciała postrzępiona koszulka. Wszystko wylądowało na podłodze obok łóżka. Ani trochę nie przejmował się swoją nagością, choć przecież nie rozebrał się do końca. Z cichym westchnieniem zamknął oczy rozkoszując się tą jedną chwilą odpoczynku.


Lamila

Prychnęłam jedynie pod nosem. Nie miałam zamiaru dalej rozmawiać z kolejnym bucem. Jak widać nawet osoby "po fachu" były takie same. Wszyscy faceci byli tacy sami. Nic nie warci.
-Lepiej zważ na słowa chłoptasiu. - powiedziałam nerwowo ruszając skrzydełkami, które przesz szybkie poruszanie wydały z siebie dźwięk podobny do cichych dzwonków. - Jak widać przyszło mi do znoszenia towarzystwa kolejnego zboczeńca. - prychnęłam. Tylko o tym potrafili myśleć. Nie ważne jakiego faceta spotkałam na swojej drodze, czy był bogaty, czy też biedniejszy od ulicznej myszy, myśleli o kobietach jedynie jak o rzeczy, którą można było oglądać i obmacywać. Ci bogaci w szczególności myśleli, że kobiece ciało można było łatwo kupić. To było ich największą słabością. Obrzydliwą, ale skuteczną.
Kolejny przemądrzały buc. Ha, myślał, że jest aż tak inteligentny. Może i był złodziejem, ale zachowaniem ni odstawał od zadufanych w sobie bogaczy. Nie wiedział jak to jest wieść tragiczne życie i próbować odbić się od dna. Musiałam pracować w królewskim zamku za nędzne grosze, które i tak nie wystarczały mi nawet na życie. Dlaczego? Bo niemagiczna istota nie była do niczego potrzebna! Wzięli mnie, bo moi rodzice błagali o to na kolanach. Oczywiście nasz "wspaniały władca" w końcu się na to zgodził, aby pokazać jak bardzo jest łaskawy zatrudniając kogoś, kogo nikt nie chciał jako pracownika. Szkoda tylko, że nie wspomniał, że będę zarabiać kilka razy mniej od innych. Dla rodziny zawsze byłam hańbą, a rodzice i siostra wstydzili się przed innymi, że jako jedyna urodziłam się bez magicznych zdolności. Nie ważne jak się starałam, Anya i jej przecudowna magia były lepsze ode mnie. Ją posłano do szkoły magów, bo uznano że ma przeogromny talent, a ja nadal musiałam robić w zamku! Zdobyłam magię dla nich. Żeby w końcu mogli powiedzieć, że są ze mnie dumni i mogli powiedzieć, że się do czegoś nadaję. Do czegoś więcej niż sprzątanie zamku. I co usłyszałam? że nie chcą mnie znać! Przyniosłam wstyd całej rodzinie zdobywając magię! Co z tego, że pochodziła z kradzionych artefaktów? Nikt by mi jej nie dał w prezencie. W końcu zrozumiałam, że powinnam to zrobić dla siebie. Nie mogłam żyć jak robal, którego inni we mnie widzieli, bo byłam inna. Z własnej winy taka się nie urodziłam. Zawsze mówiono, że jestem tą gorszą wersją mojej siostry! Niepunktualna, roztargniona, bez magicznego talentu. Nie ważne co zrobiłam, każdy musiał mi przypomnieć, że Anya dzięki magii zrobiłaby to lepiej! Nienawidziłam jej równie mocno jak swoich rodziców.
Złożyłam ręce gwałtownie siadając na podłożu klatki. Na chłopaka nawet nie spojrzałam. Jakbym nigdy nie widziała męskiego ciała... Spotkałam dziesiątki magów o wiele przystojniejszych niż on. Nawet z urody nie był wyjątkowy.
Jedyną niesprawiedliwością był rozmiar więzienia. On miał do dyspozycji całą celę, a ja nędzną ptasią klatkę. Przez te głupie skrzydła nawet nie miałam zbyt wiele miejsca, aby się poruszyć.


Simon

-Spokojnie Mała... Nawet przez myśl mi nie przeszło aby chociażby cię dotknąć. - parsknął śmiechem jakby przed chwilą usłyszał doskonały dowcip. Nawet gdyby była w odpowiednich rozmiarach nie chciałby się z nią chociażby całować. Intrygował go jej wybuchowy charakterek, ale nic poza tym. Było w niej więcej jadu niż słodyczy, którą tak lubił w kobietach. Mała wróżka wyglądała na niepocieszoną zaistniałym faktem. Siedziała w małym więzieniu i ewidentnie nie potrafiła się z niego wydostać. Miał nawet pewność, że nie miała na to najmniejszego pomysłu. Zboczeniec... Też obelga... Nigdy nie zmusił do niczego żadnej kobiety. Był znany ze swoich zdolności, a żadna kobieta nie wyszła z jego łoża nieusatysfakcjonowana. Poza tym co mógł zrobić z kobietą rozmiarów okruszka? Nie wiedząc nawet kiedy zapadł w spokojny sen w akompaniamencie dzwoniących skrzydeł. Ile czasu upłynęło odkąd zamknął na chwilę oczy? Godzina, dwie... A może i minęła cała noc? Obudziło go dzwonienie kluczy i echo kroków na korytarzu. Ser Rickon nie był cierpliwym człowiekiem. Simon leniwie podniósł się ze swojego posłania i podniósł z ziemi ubranie, które powoli znalazło się z powrotem na jego ciele. Ziewnął przeciągle. Mała wróżka również musiała usłyszeć zbliżających się ludzi. Uśmiechnął się na widok jej zbolałej miny. Była mu całkowicie obojętna, ale znała położenie (podobno) wszystkich artefaktów, a mu był potrzebny kolejny. Miał ambitny plan.
-Jeśli chcesz wrócić do dawnej postaci i wydostać się z tego miejsca, możemy zawrzeć pewien układ. Oczywiście nie ma nic za darmo. - nie czekał na odpowiedź. Zwrócił się twarzą do wyjścia z celi spoglądając w ponure oczy jednego z strażników. Był niezbyt wysoki, a raczej okrągły. Wystarczyłby jedno zaklęcie, a leżałby na ziemi błagając o litość. Obok niego stał oczywiście Sir Rickon. Dystyngowany, ubrany w najlepsze szaty o ciemno brązowych włosach i zagubionym błękitnym uśmiechu. Był raczej młody i obawiał się, że straci swoją pozycję tak szybko jak ją zdobył.
- Jestem skłonny przyjąć twoją ofertę - szczękę miał mocno zaciśniętą gdy wypowiadał te słowa. Simon nie był ani trochę zaskoczony. Jego oczy emanowały spokojem i opanowaniem. Wszystko szło zgodnie z planem.
-Oddam ci swój pierścień kiedy wywiążesz się ze swojej części umowy. - Sir Rickon niemal wypluł te słowa. Widać było, że nie chciał rozstawać się z magicznym artefaktem. Jednak widmo utraty wszystkiego co posiadał było większe. Pierścień podnosił jego status jednak mężczyzna nie potrafił korzystać z magii w nim zawartej.
- Lasy Veroli... Dokładne miejsce podam kiedy mnie stąd wypuścisz, a pierścień trafi w moje ręce. Lasy Veroli były rozległym miejscem. Odszukanie jednego człowieka w tej puszczy graniczyło z cudem. Żądania Simona ewidentnie nie przypadły do gustu mężczyźnie. Najprawdopodobniej zamierzał go tu zostawić po otrzymaniu potrzebnych informacji. Simon nie był jednak na to aż tak głupi. Nie spuszczał bystrych oczu z Sir Rickona. Decyzja teraz należała do niego, a Simon wiedział, że i tak zdobędzie ten pierścień. Tylko od tego człowieka zależało czy będzie musiał posunąć się do bardziej brutalnych środków.


Lamila

Nie mogłam usnąć nawet na chwilę, cały czas rozmyślając. Nie wiedziałam co robić. Potrafiłam zdobywać zioła, robić leki, tworzyć mapy i korzystać z tego, co mnie otaczało. Właśnie to nauczyło mnie życie kiedy nie miałam do dyspozycji żadnych magicznych mocy. Musiałam sobie radzić z tym co mam. Do tej pory się to przydawało, bo moje moce były słabe. Nie ważne ile pochłonę mocy, nadal będę słaba. A w chwili obecnej nawet nie miałam do dyspozycji przedmiotów, które ułatwiłyby ucieczkę. Wykorzystanie kamienia, którym była wysłana cela do otworzenia zamka? Proste. Ale ściana była zbyt daleko. Klatka zbyt gładka, bez elementów do oderwania. Utknęłam tu na wieki. A mag nie był zbyt zainteresowany moim losem kiedy mnie tu wrzucił.
Poruszyłam spiczastymi uszami i zerwałam się na nogi słysząc nadchodzące kroki. Nie przyszli po mnie, ale może uda mi się coś zdobyć. Coś, co ułatwi mi ucieczkę.
Przewróciłam oczami kiedy mój współlokator się obudził. Wolałam go śpiącego, przynajmniej nie musiałam oglądać jego gęby.
Małe uszka zadrżały kiedy się odezwał.
Myśl, że miałabym wchodzić z nim w układy mnie nie pocieszała. W normalnych warunkach od razu bym odmówiła. Ale czy miałam wybór? Zwyczajnie wykorzystał moją obecną pozycję i fakt, że jestem w zamknięciu. Ale z drugiej strony nie chciałam tutaj zostać i powoli umierać z głodu. Nie było to pocieszające, ale jedna rzecz za wolność i dawną formę to nie było wiele. Sama sobie nie poradzę. Kiedy zrobię swoje, rozejdziemy się w różne strony i znowu będę polować na bogatych magów, którzy ślinią się na widok kobiecej nogi.
-Niech będzie - powiedziałam cicho, ledwie słyszalnie. Właściwie z niezadowoleniem wyrzuciłam te słowa z gardła. To tylko jedna rzecz... Na pewno jakoś sobie poradzę.
Przykucnęłam z uwagą przyglądając się zaistniałej sytuacji. Kiedy uważniej przyjrzałam się właścicielowi Pierścienia Madragory, był nawet przystojny. Może gdyby nie traktował kobiet jak przedmiotów, mogła bym nieco dłużej się z nim pobawić w kotka i myszkę i wyrwać z jego rąk jeszcze więcej magii.
O stałym związku, a nawet przelotnym romansie nie myślałam nigdy. Partner byłby jedynie przeszkodą w realizowaniu planów. I tak wystarczająco się przekonałam o tym, że nikt nie chce "wybrakowanej" partnerki. Kiedy rodzice po wielu miesiącach w końcu znaleźli mi narzeczonego, który zgodził się wziąć mnie za żonę. Musiałam nieustannie wysłuchiwać jak musieli go błagać i oddać połowę majątku, aby tylko przyjął ich propozycję. Według nich był taaaaki biedny, bo jego przyszła żona nie posiada magii, ale tylko tak do czegokolwiek się przydam. Chcieli zrobić ze mnie domową niewolnicę, żebym jeszcze bardziej nie zbrukała rodzinnego nazwiska. To, że mój przyszły narzeczony był pryszczatym grubasem nikogo nie interesowało. Ważna była jedynie godność rodziny.... Zamienienie tego "biedaka, który ze mną będzie żył" w głupiego kurczaka było jedną z najprzyjemniejszych rzeczy jakie w życiu zrobiłam. Pewnie tak słabe zaklęcie nie trwało zbyt długo, ale satysfakcja została.


Simon

Wiele sprzecznych emocji pojawiło się na twarzy Sir Rickona. Wiedział, że został pokonany. Nie pozostało mu nic innego jak przyznać się do porażki. Simon obserwował drgający mięsień na jego policzku, a chwilę później mógł rozkoszować się brzdękiem kluczy wsadzanych do kłódki i skrzypieniem kraty otwierającej się tak jak to sobie zaplanował. Uśmiechając się kącikiem ust wyciągnął rękę w stronę mężczyzny.
-Oboje nie chcemy stać tutaj w nieskończoność. Oferta podskoczyła. Wraz z pierścieniem chcę tą wróżkę. Tobie i tak nie jest potrzebna - powiedział wyraźnie. Nie zamierzał pozostawić nawet tego faktu przypadkowi. Wpatrywał się długo w oczy mężczyzny, jego głos był hipnotyzujący, a w każde wypowiedziane słowo wplatał odpowiednią ilość magii. Mógł to zrobić już wcześniej, ale lubił poczuć dreszczyk emocji na plecach. Miał wtedy wrażenie, że cofa się do starych czasów. Z jednej strony nie chciał ponownie, za żadne skarby świata znaleźć się z powrotem w swoim starym życiu, a z drugiej czasami odczuwał dziwne wrażenie, że za czymś tęskni. Szybko wyrzucił te myśli ze swojej głowy.
-Mnie i tak nie jest ona potrzebna...- powtórzył jak echo Sir Rickon ściągając jednocześnie artefakt ze swojego palca. Simon złapał klatkę z wróżką w jedną rękę, a pierścień schował do pustej kieszeni i jak gdyby nigdy nic wyszedł na wolność.
-To czego szukasz znajdziesz w starej chacie na południe od zachodniego królestwa. Na pewno nie przegapisz - zdobycie tego pierścienia było o wiele łatwiejsze niż odebranie dziecku kawałka chleba. Już dano mógł znaleźć się w karczmie gdyby tylko przestał odgrywać teatralne szopki i zabrał to czego potrzebował. Czy pierścień był mu niezbędny? Ciężko było odpowiedzieć na to pytanie. Potrzebował kilku artefaktów, które zamierzał zniszczyć. To było jego celem. Nie interesowała go magia w nich zawarta, a czuł, że jest potężna. Chciał się ich pozbyć, aby nikt nie mógł ich posiąść, zwłaszcza, ktoś kto nie był w stanie kontrolować tak wielkiej mocy. Z wróżką pod ramieniem wyszedł z wielkiej posiadłości. Gdyby tylko Sir Rickon miał na swoich usługach jakiegoś maga, albo chociaż władał odrobiną magii. Wtedy nie dałby tak łatwo się zachipnotyzować.



Lamila

Z uwagą przyglądałam się wydarzeniom. Poszło mu zbyt łatwo. Oczywiście... magia. Użył zaklęcia hipnotyzującego i od tak się uwolnił zdobywając co chciał. To był jakiś żart. Czy w tym durnym świecie liczy się jedynie magia? Bez niej nikt nie był w stanie sobie poradzić. Może i życie bez magii nie było proste, bo nad wieloma rzeczami trzeba było się napracować, ale wiele potrafiło nauczyć. Ktoś taki jak on nigdy by nie zdobył takich doświadczeń. Bez magii był niczym, tak jak i reszta tego nic nie wartego świata.
Najbardziej denerwowało mnie to, że to właśnie on zdobył pierścień. On należał się mnie! Pierwsza go upatrzyłam i jako pierwsza zaczęłam na niego polować! Zgromadzona w nim energia powinna już od dawna być w moich rękach. Napracowałam się, aby zdobyć tą durną błyskotkę a on to dostaje od tak, bez większego wysiłku. Nawet nie wie jak trudno było go uwieść i upić. A to wszystko dla pierścienia! Mam nadzieję, że w czasie snu go połknie i się nim udławi.
-A teraz mnie wypuść. Mam już dosyć tej ciasnej klatki. - prychnęłam niecierpliwie kiedy byliśmy już poza murami posiadłości. Spędziłam tutaj zbyt wiele godzin i miałam już dosyć. Teraz już wiem jak czują się te wszystkie wróżki zamykane w ciasnych klatkach.
-Lepiej żebyś potrafił zdjąć to zaklęcie przemiany, w przeciwnym razie nie licz na współpracę. Chcę odzyskać swoje dawne ciało. - powiedziałam stanowczo. Oby wiedział jak to zrobić. Jeśli celowo będzie przeciągał żeby mnie wykorzystywać, osobiście nazbieram ziół żeby go zabić. - I mów po co jestem potrzebna takiemu zboczeńcowi jak ty... - mruknęłam, spoglądając na niego kątem oka. W końcu nie powiedział po co chciał mnie ze sobą zabrać. Na litościwą osobę, która z litości chciała uwolnić biedną wróżkę również nie wyglądał.
Mimowolnie sięgnęłam ręką do sakiewki przyczepionej do uda. Na szczęście mój miecz nadal tam był. Nie wyciągałam go, póki nie był potrzebny. Jedyny problem był taki, że skurczył się również ze mną. Zdobyty wraz z jednym z artefaktów Miecz Dorana był teraz wielkości wykałaczki... Należał do tych z pasożytniczych, które dawać moc, powoli odbierały życiowe siły właściciela, aby samemu się posilić. Przynajmniej był bardzo przydatny w walce. Albo w samoobronie, kiedy śliniące się oblechy chciały się ze mną "zabawić".


Simon

Szedł niespiesznym krokiem w kierunku lasu. Ostatnio w okolicy coraz częściej pojawiały się żołnierskie patrole wysłane przez samego króla. Wiedział, że go poszukują. Okradł samego władcę, więc jego twarz musiała widnieć na liście gończym. Ostatnimi czasy udawało mu się jednak zręcznie omijać wszystkie zastawiane pułapki. Pytanie na jak długo? W patrolach brali udział doskonale wyszkoleni magowie. Z jednym miałby jakieś szanse, ale jeżeli zostanie otoczony to nie wróżył sobie szczęśliwego końca. Lasy były bezpieczniejsze pod względem ucieczki. Łatwiej było się schować, stworzyć kryjówkę i przede wszystkim przetrwać. Zerknął na klatkę i roześmiał się cicho.
-Myślisz, że urodziłem się wczoraj? Otworzę klatkę, a ty wyfruniesz i znikniesz nim zdążę wypowiedzieć choćby słowo. Poza tym gdy jesteś w tej postaci jestem bezpieczniejszy. Kto wie czy w nocy nie poderżnęłabyś mi gardła? - w rzeczywistości nie miał zamiaru zbyt szybko jej przemieniać. Nie dopóki nie odnajdzie dla niego pozostałych artefaktów. Chociaż... Może jeśli będzie dobrze się sprawować zmieni swoją decyzję.
- Mała... Nie masz co się obawiać. Gdy na ciebie patrzę nie mam ochoty nawet cię pocałować...- mruknął zniecierpliwiony. Znali się niecały dzień, a już został nazwany zboczeńcem. Niewiele go to obeszło, ale wolał nosić miana na które sobie zasłużył. Złodziej, kłamca, a nawet morderca, ale nigdy zboczeniec. Wszedł między drzewa uważnie nasłuchując.
-Z łaski swojej teraz się zamknij. Nie chce słyszeć nawet dzwonienia skrzydeł- tego mu brakowało aby dać się złapać przez tę irytującą istotę. Gdyby nie potrafiła wytropić magicznych przedmiotów to nawet nie traciłby na nią swojego czasu. Gałęzie i pożółkłe liście chrzęściły mu pod stopami. Dzień już dawno minął, a słońce schowało się za horyzontem. Jedyne światło, jakie mieli, rzucał księżyc. Nie zamierzał rozpalać ogniska mimo delikatnego chłodu. Zima zbliżała się wielkimi krokami, a jeszcze trochę i rozpoczną się ulewne deszcze. Dopiero gdy znalazł się w głębi lasu, a w odległości dziesięciu metrów nie było widać żywego ducha ponownie się odezwał.
- Naturalnie wytropisz dla mnie kilka artefaktów, a dokładniej rzecz ujmując pięć najpotężniejszych - zawiesił sobie klatkę do pasa spodni i rozejrzał się w poszukiwaniu schronienia. Najrozsądniej było się usadowić na drzewie. Z cichym westchnieniem powoli wspiął się na jedną z wyższych gałęzi. Wyciągnął z kieszeni malutki sznureczek i jednym zaklęciem powiększył go do sporych rozmiarów. Czymś należało się przywiązać jeżeli nie chciał w krótkim czasie złamać sobie karku.


Lamila

-Jak widać w przeciwieństwie do ciebie wiem czym jest honor. - prychnęłam pod nosem - Po co mam uciekać skoro chcę odzyskać swoją normalną postać? Niby taki z ciebie mag, ale mądrością nie grzeszysz... - powiedziałam zniesmaczona. Nie miałam zamiaru siedzieć w tym miejscu dłużej niż to konieczne. Niech sobie nie myśli, że będzie decydował o moim życiu. Nie miałam zamiaru być na jego usługach.
Specjalnie zaczęłam szybciej poruszać skrzydłami, aby tylko wydawały dzwoniący dźwięk. Niech sobie nie myśli, że będzie robił to, co mu się podoba. Na moje nieszczęście nic się nie stało i nikt nie przyszedł. Szkoda, może by pożałował i się nauczył, że ze mną się nie zadziera. Jeśli chce mnie trzymać w klatce, proszę bardzo, ale niech zapomni o współpracy. Nie będę dla niego robić jak służąca.
-Chcesz współpracy? Najpierw masz mnie uwolnić. W przeciwnym razie będę cały czas dzwonić skrzydłami i robić wszystko, aby tylko cię złapano. W końcu dźwięk dzwoniących skrzydeł wyda twoją pozycję. Specjalnie dla ciebie postaram się, aby były jak najgłośniej - powiedziałam poważnym głosem. - Jesteś mi potrzebny tak samo jak ja tobie, więc masz mnie traktować jak wspólnika, nie służkę. W końcu się stąd uwolnię, jeśli ty tego nie zrobisz, ale nie obiecuję, że dożyjesz rana... - odpowiedziałam groźnie. Obawiał się śmierci? Jeśli nie będzie ze mną współpracował na pewno ją otrzyma. Albo ode mnie albo od tych, którzy go szukają.
-Nasz układ obejmował zmianę mojej formy. Od jutra zaczynasz szukać zaklęcia, które przywróci mnie do poprzedniego stanu. W przeciwnym razie nie licz na to, że cokolwiek dla ciebie wytropię. - prychnęłam pod nosem.
Koleś ma niezły tupet żeby wydawać mi rozkazy. Na pewno nie będę dla niego pracować czekając na jego łaskę i nagrodę za dobre sprawowanie. Otrzymam to co chcę, albo niech radzi sobie sam. Już wolę gnić w zamku zamknięta w celi niż pomagać mu za darmo, bo on ma takie życzenie.
-Uwalniasz mnie i szukasz lekarstwa, albo zapomnij o jakiejkolwiek pomocy z mojej strony. Nie jestem i nigdy nie będę twoją własnością.
Kiedy przypiął klatkę do pasa, ta przechyliła się, przez co wylądowałam na jednej z krat. Zmarszczyłam wkurzona brwi łapiąc się za stłuczone ramię. W akcie zemsty zaczęłam jeszcze bardziej dzwonić skrzydełkami. W końcu uda mi się uwolnić z tej klatki i bardzo chętnie poszukam ziół, dzięki którym będzie miał bardzo powolną i nieprzyjemną śmierć.


Simon

Wrzaski coraz bardziej irytowały czarnowłosego chłopaka. Nie mógł się skupić ani tym bardziej zasnąć. Mógł się jej pozbyć. Zdobycie artefaktów zajęłoby mu więcej czasu, ale w końcu dopiąłby swego. Pytanie tylko czy ktoś by go nie ubiegł. Gdyby tylko dziewczyna była bardziej sprytna zyskałaby pierścień przed nim. Dzień różnicy, może dwa... Dla niego jednak zwłoka oznaczała zbyt dużo. A przynajmniej tak sobie powtarzał i to powstrzymywało go przed zrzuceniem denerwującej wróżki z drzewa. Na razie musiało mu wystarczyć wyobrażenie dziewczyny roztrzaskującej się na pniu.
-Nasz układ obejmuje zmianę twojej formy jak tylko wykonasz swoje zadanie. Zaklęcie zmiany nie jest specjalnie trudne, ale moje chęci aby cię odczarować z każdą sekundą maleją - mruknął lekko zdenerwowany. Jej dzwonienie skrzydłami przyprawiało go o ból głowy. Wypowiedział po cichu jedno z zaklęć i nagle nastała zbawienna cisza. Nie słyszał nic... Ani jej gderliwego narzekania, ani dźwięku skrzydeł. Zaklęcie miało utrzymywać się aż do ranka.
- Nie martw się Mała... W końcu cię odczaruje. Jeśli jednak ciągle będziesz narzekać i grozić mi, co w twoim obecnym stanie jest nawet zabawne, to cię tu zostawię - poklepał delikatnie klatkę uwiązaną do jego paska i zamknął oczy. Znajomość magii jak zwykle okazała się dla niego przydatna. Ułożył się wygodnie pozwalając aby dźwięki lasu ukołysały go do snu.

***

Ziewnął przeciągle po czym otworzył oczy. Noc minęła zbyt szybko jak na jego gust, a należał niestety do osób, które nie wstają z pierwszym pianiem koguta. Lubił pospać o wiele dłużej niż przeciętny człowiek jednak już od kilku lat nie miał tej cudownej sposobności. Promienie słoneczne świeciły delikatnie dając znać o kończących się ciepłych dniach. Miały nadejść srogie mrozy i deszczowe pochmurne dni. Przed nadejściem zimy zamierzał jednak uporać się ze swoim zdaniem.


Lamila

Warknęłam pod nosem. Nie miałam zamiaru wdawać się w dyskusję z tym kretynem. Nie będzie mi dyktował warunków. Niech nie myśli sobie, że będę mu służyć. Jeśli coś ode mnie chce, musi mi coś dać. I tak był głupszy niż mi się wydawało. Ha, jakby chociaż trochę pomyślał, albo docenił moje umiejętności, nigdy nie pozostawiłby klatki przypiętej do pasa.
Poczekałam aż tylko chłopak zaśnie. Kilkukrotnie wydawałam dźwięki skrzydłami upewniając się, że na pewno się nie obudzi. Więcej nie trzeba mi było. Początkowo spróbowałam otworzyć kłódkę ostrzem, ale tak jak wcześniej, było zbyt małe aby cokolwiek zdziałać. Była tylko jedna różnica. Obecnie byłam przywiązana do jego pasa, nie w celi z dala od wszystkiego. Z niemałym trudem i po wielu próbach udał mi za pomocą ostrza odciąć kawałek kory drzewa. Od napierania na kratki bolały mnie ramiona, ale nie mogłam się poddać. Z tym gościem na pewno się nie dogadam, był zbyt zadufany w sobie i myślał, że wszyscy są na jego usługach. W takim razie sama musiałam sobie radzić. Kolejną godzinę spędziłam na formowaniu kory tak, aby spasowała do zamka. Po kilku podejściach udało mi się otworzyć kłódkę. Na moich ustach pojawił się szeroki uśmiech kiedy tylko drzwiczki otworzyły się, a przede mną rozpościerała się myśl o wolności.
Niezdarnie uniosłam się w powietrzy, próbując utrzymać się na nowo zdobytych skrzydłach. Były delikatne, ale bardzo wytrzymałe, trwałe i szybkie. Idealne nawet do ucieczki. Jednak nie mogłam jeszcze uciec. Nadal zależało mi na odzyskaniu swojego ciała, aby do końca życia nie pozostać miniaturową istotą. Jeszcze by ktoś mnie prosił o pomoc, bleh. Miałam zamiar dać temu gburowi ostatnią szansę. Chciał zdobyć artefakty? Nich da mi coś w zamian. Nie mam zamiaru robić dla niego za darmo.
Moim pierwszym celem stały się owoce, które rosły nieopodal. W tej wersji nawet niewielkie jagody wyglądały na ogromne i były bardzo syte. Zbyt długo karmiono mnie byle czym i mój żołądek zaczął domagać się konkretnego posiłku. Ha, w zamku przynajmniej cokolwiek mi dawano. Ten niby mag nawet nie pomyślał o tym, że też muszę jeść.
***
W końcu nastał ranek. Nie wróciłam do klatki, nie miałam takiego zamiaru. Na wszelki wypadek stałam na sąsiedniej gałęzi, jak najdalej od niego. W razie potrzeby musiałam jak najszybciej uciec.
Kiedy zauważyłam, że otwiera oczy, rzuciłam w niego żołędziem. Później kolejnym i kolejnym.
-Myślisz, że jesteś na wakacjach. Rusz się w końcu! - krzyknęłam rzucając w niego po raz kolejny. W końcu "śpiąca królewna" spojrzała na mnie. - A teraz słuchaj uważnie! Mam w nosie twoje zasady. Jeśli chcesz otrzymać ode mnie jakąkolwiek pomoc, masz jak najszybciej zacząć szukać przeciw zaklęcia, albo zapomnij o tropieniu artefaktów. Nie jestem na tyle głupia, aby ci ufać. Doskonale wiem, że po znalezieniu wszystkiego i tak nie wywiążesz się z danej obietnicy. - powiedziałam poważnie.  W przeciągu chwili podleciałam kilka gałęzi wyżej, będąc od niego oddaloną o kilka metrów. Spoglądałam na niego z góry ukryta w gęstych liściach. I tak wolałam na niego uważać. W przeciwieństwie do niego nie ignorowałam potencjalnych umiejętności swojego przeciwnika.
- Zgadzasz się na moje warunki albo radź sobie sam.



Simon

Noc spędzona na drzewie nie należała do najprzyjemniejszych rzeczy jakie przytrafiły mu się w życiu. O wiele bardziej wolał ciepły pokój w gospodzie na którą w tym momencie nie mógł sobie pozwolić. Odkąd wytyczył sobie nowy cel i sprzymierzył się z największymi rzezimieszkami w okolicy stał się jednym z poszukiwanych w pierwszej kolejności. Jego twarz została wywieszona w każdym mieście. Cena za jego głowę wzrosła gdy do króla doszły słuchy iż para się magią i nie tylko tą czystą. Kilka razy musiał skorzystać z czarno magicznych zaklęć aby dostać do czego pragnął. A czego tak właściwie pragnął. Zemsty za krzywdy z przeszłości, a może próbował tylko udowodnić sobie ile tak naprawdę był wart? Nie zamierzał tego aż tak dogłębnie analizować. Miał do wykonania zadanie, a pobudki jakie nim kierowały były w tym momencie jak najmniej ważne.
Simon syknął cicho czując ostry ból głowy. Otworzył zaspane oczy przerywając tym samym swoje rozmyślania. Poranne słońce oślepiło go na chwilę, a chłodny wietrzyk rozwiał zbyt długie jak na dzisiejszą modę ciemne włosy. Nie zobaczył nic zagrażającego jego życiu, ale za to do uszu dobiegł go znany z poprzedniego dnia irytujący dziewczęcy głosik. Spojrzał w tamtym kierunku.
- Jesteś ostatnią osobą, która będzie mi dyktować co mam robić laleczko. To nie ja jestem w tarapatach. Poza tym nie dałaś mi jeszcze nic co świadczyłoby o twoich zdolnościach więc nie będę marnować na ciebie swojego czasu. - potrzebował jej pomocy, ale nie wiedząc czy faktycznie coś potrafi jaką miała wartość? Lekko podirytowany jej bezczelnością rozwiązał linę którą przywiązał się do drzewa, a byłe mieszkanie wróżki zrzucił na ziemię. Klatka nie była mu do niczego potrzebna.
- Skoro jesteś już wolna możesz odlecieć, nie krępuj się - mruknął cicho po czym zeskoczył zwinnie na ziemię. W pobliżu nie słyszał nic oprócz ćwierkania ptaków. Znakomicie. O jeden problem mniej. Wystarczyło wrócić do dawnych czasochłonnych metod. Zastraszanie, rzucanie uroków i uwodzenie działało na ludzi najlepiej. Każdy miał swoje słabości, a kobiety miały ich najwięcej. Uśmiechnął się jednym kącikiem ust. Skoro dziewczyna nie chciała zbyt szybko wrócić do swojej postaci to jej problem. On miał swoje zmartwienia na głowie. Co więc należało zrobić w tym momencie? Następnym na liście był jedyny w swoim rodzaju ametystowy kamień. Zaklęty przez najstarsze wiedźmy i umieszczony w żelaznej ramie podobno wykutej przez same smoki. Tak głosiła legenda. Kamień był wielkości dłoni, problem polegał na tym, że o położeniu kryształu dawno zapomniano. Musiał więc zaczerpnąć po raz kolejny pomocy z czarnej magii. Znał konsekwencje jej używania. Kłamałby gdyby mówił, że go to nie przeraża. Czy zamierzał się jednak wycofać przez jedną niedogodność? Na życiu i tak już mu nie zależało. Należało jedynie pomścić jedyną osobę, która na tym świecie coś dla niego znaczyła.


Lamila

Z niecierpliwością czekałam aż się podniesie. Przyznam, że odetchnęłam z ulgą wiedząc, że nie zamierzał mnie łapać. Nie chciałam znowu trafiać do klatki i stać się jego niewolnikiem, tylko dlatego, że on miał taką zachciankę. Zapewne nawet gdybym próbowała uciec i tak w końcu by mnie złapał. Wystarczyłoby dobre zaklęcie.
-Może i nie jesteś w tarapatach, ale dzięki mnie zdobędziesz to co chce o wiele szybciej niż szukałbyś sam, prawda? - uniosłam delikatnie brew spoglądając na niego. -Nie jesteś jedyną osobą, która byłaby w stanie mi pomóc. Możesz czuć się zaszczycony tym, że oferuję ci ten układ. Robię to tylko dlatego, że powrót do rodzinnego miasta zajęłoby mi zbyt dużo czasu. - powiedziałam poważnie. Oczywiście, że kłamałam, ale on nie musiał o tym wiedzieć. W samym królestwie i dookoła niego każdy wiedział kim jestem i dla własnego bezpieczeństwa lepiej byłoby tam nie wracać. Nawet bym tego nie chciała. Uważają mnie za istotę, która samymi swoimi narodzinami zbezcześciła ich szlachecki ród. Bycie "uszkodzoną" Eniripsą wcale nie było takie proste jak mógłby się wydawać. Wszyscy mają rasę Enirips za szlachetne, magiczne istoty, które nawet największemu wrogowi udzieliłyby pomocy, gdyby tego potrzebował. Szkoda, że nikt nie wiedział, że jest to jedynie powierzchowne. Jeśli ktoś z ich rasy za bardzo odstawał, robili wszystko żeby taką osobę zniszczyć, aby nikt się nie dowiedział o defektach i nie zniszczył dobrej opinii o nich.
-Wiedziałam, że to powiesz. Jesteście tacy przewidywalni... - mruknęłam pod nosem. Zfrunęłam na ziemię, odrzucając jeden z liści na bok. Przy samym korzeniu drzewa leżał kryształ nasączony zieloną cieczą.  Kryształ, jeszcze niedawno znaleziony przy jednym z drzew i opleciony zwykłym sznurkiem, był nieco wyższy ode mnie.
-Wiedząc co i jak można stworzyć wiele rzeczy i nie trzeba nawet korzystać z magii. Kryształ jest nasączony substancją, która w połączeniu z odpowiednimi minerałami potrafi wiele zdziałać. Kryształ doprowadzi cię do tego, czego chcesz. - powiedziałam poważnie. Popchnęłam kryształ w jego stronę. - Jest tylko jeden haczyk. Substancja nie jest trwała i trzeba ją tworzyć co jakiś czas od nowa. Ta w krysztale starczy jedynie na parę godzin. Jeśli chcesz więcej, z każdym postojem gdzie będę robić nową mieszankę, ty masz pracować nad tym, aby mnie odczarować. W przeciwnym razie nie licz na współpracę. - zmarszczyłam brwi przyglądając mu się uważnie. Musiał się zgodzić. Był moją jedyną nadzieją.


Simon

Przewrócił oczami słysząc po raz kolejny jej głos. Była wolna, czego chciała więcej? Ach tak. Nie mogła sama odczarować swojej postaci. Paradoksalnie potrzebowała go choć swoją gruboskórnością próbowała to ukryć. Miał ochotę się roześmiać. Sytuacja ta bawiła go jak żadna do tej pory. Odwrócił się twarzą w jej stronę słuchając co jeszcze ma do powiedzenia. Uniósł prawą brew widząc zielony kryształ. Bez namysłu podszedł bliżej i podniósł go z ziemi uważnie obracając w dłoniach i badając jego strukturę. Jego usta poruszały się delikatnie wymawiając cicho zaklęcie sprawdzające. Mieszanka była skomplikowana, a kilka rzeczy zbyt niejasnych. Był magiem, a nie alchemikiem. W tym momencie żałował, że nie odbył w swoim życiu szkolenia pod tym kierunkiem. Westchnął cicho patrząc na maleńką postać przed sobą. Jeśli by ją odczarował z pewnością zniknęłaby szybciej niż on znalazłby pierwszy artefakt. Zaklęcie przemiany było proste, jedno z pierwszych których się nauczył i bardzo pomocne gdy chciało się niezauważonym wkraść do czyjegoś domu. Chcąc sprawdzić działanie kryształu pomyślał o pierścieniu, który miał na palcu, a kamień zalśnił zielonym blaskiem. Przyszła pora na ametystowy kamień. Odetchnął głęboko i uśmiechnął się kątem ust widząc, że kryształ lśni teraz tylko po jednej stronie wskazując tym samym kierunek. Simon spojrzał na swoją "towarzyszkę". Mógł ją odczarować w każdej chwili jednak na jego korzyść działał fakt, że ona o tym nie miała pojęcia.
- Niech będzie. Masz moje słowo, że cię odczaruję - powiedział kłaniając się z lekką kpiną. Dziewczyna i tak nie wierzyła w jego słowa, a przynajmniej tak twierdziła.
- Simon Montgomery do usług, czeka nas długa droga - ciekawiło go czy na swoich malutkich skrzydełkach nadąży za jego tempem. Bardzo w to wątpił. Chętnie popatrzyłby jak się męczy próbując go dogonić jednak nie miał na to czasu.
- Jeśli nie boisz się, że postanowię cię w haniebny sposób wykorzystać - nawiązał do jej wcześniejszych słów dotyczących całej istniejącej męskiej populacji - może usiądziesz mi na ramieniu? Nie mam czasu na ciebie czekać - oparł się niedbale o drzewo czekając na jej decyzję. Cóż mógł zrobić więcej? Tego wieczora należało zniszczyć pierwszy artefakt. Ciekawy był jak zareaguję na to jego mała przyjaciółeczka. W końcu sama chciała zdobyć pierścień dla własnych celów.


Lamila

Zmarszczyłam delikatnie brwi wpatrując się w niego. Po jego głosie nie byłam zbytnio przekonana czy dotrzyma obietnicy. Ale jaki miałam wybór? Jeśli będzie chciał oszukiwać, w każdej chwili mogłam odejść. Po jego niezadowolonej minie widziałam, że magia nie pomogła mu w zdobyciu receptury. Ja też mogłam sprawiać problemy.
-Lamila, tyle ci wystarczy. Wątpliwe, że będziemy się bliżej poznawać. - prychnęłam. Żadnego z nas nie interesowało jak drugie ma na imię. Nawet nie musieliśmy ze sobą rozmawiać, ani niczego ustalać. Liczył się jedynie zawarty pomiędzy nami kontrakt. Do czarowania nie potrzebował mojego życiorysu.
Siadać na jego ramieniu? Być aż tak blisko niego? Eh, raczej sobie podaruję. Kiedy nie udzieliłam odpowiedzi, chłopak ruszył w dalszą podróż. Wytrwale leciałam za nim ignorując propozycję. Powinniśmy zachować dystans i tyle.
Po kilkunastu minutach mój lot się obniżył. Odetchnęłam ciężko czując obolałe skrzydła. Nie wiedziałam, że na wróżkowych skrzydełkach może być aż tak ciężkie. Jak te wszystkie wróżki dawały radę latać w tak szybkim tempie przez kilka godzin? Kiedy chłopak nieco zwolnił, przyśpieszając siadając na jego prawym ramieniu.
-Tylko nie wyobrażaj sobie zbyt wiele. Nie chcę spędzać z tobą więcej czasu niż to konieczne. - burknęłam pod nosem. - Tak czy inaczej, jeśli chcesz zwiększyć wydajność kryształu musisz mi powiedzieć jakich artefaktów szukasz. Muszę wiedzieć na co go nakierować. - spojrzałam na chłopaka uważnie.
Byłam nawet ciekawa w jakie miejsca zmierzamy. Nie mógł przede mną tego ukrywać przez cały czas, skoro mamy tyle czasu spędzać ze sobą czasu. Może nawet uda mi się wyciągnąć z artefaktów nieco magii zanim zostaną całkowicie zniszczone. Też mogłam  coś z tego mieć, więc czemu mam rezygnować? Wciąż byłam słaba i chciałam więcej.


Simon

Słysząc odmowę ze strony dziewczyny Simon jedynie wzruszył ramionami i rozpoczął podróż w kierunku wskazywanym przez kryształ. Kiedy będą już blisko zacznie mienić się zielonym światłem tak samo jak w przypadku pierścienia mandragory, który znajdował się na jego palcu. Słońce przyjemnie grzało w twarz choć czuć było nadciągające zimne dni. Nie zamierzał spędzać nocy w lesie podczas jednej z najzimniejszych zim w ostatnim stuleciu. Uzyskanie tych informacji wymagało od niego nie lada zachodu, potrząśnięcie sakiewką i zdobycie paru cennych przedmiotów, ale zdecydowanie się opłacało. Wróżbici z reguły przekazywali fałszywe informację chcąc szybko się wzbogacić, z nożem na gardle byli jednak bardziej wiarygodni, a zaklęcie prawdy tylko go w tym utwierdziło.
Używanie przemocy i zastraszanie nie było dla mężczyzny czymś nowym. Nie miał siedemnastu lat aby być uważanym za niedoświadczonego podlotka, a swoją niechlubną sławę zdobył dosyć szybko. Nie minęło nawet pół godziny kiedy zauważył, że dziewczyna opadła z sił. Nie trzeba było być ekspertem aby to przewidzieć. Miał ochotę parsknąć pod nosem, ale powstrzymał się w ostatniej chwili.
-Nie licz, że poznasz wszystkie moje plany... Ametystowy kamień, mówi ci to coś?- mruknął rozglądając się uważnie. Miał wrażenie, że usłyszał kroki niedaleko miejsca, w którym się znajdowali. Zatrzymał się nasłuchując, ale dźwięk nie powtórzył się. Tym razem ostrożniej przechodził przez las, nie chcąc przegapić niczego co mogło mu zagrozić. Spojrzał z ukosa na dziewczynę. Jej obecność dekoncentrowała go w irytujący sposób. Była nie do zniesienia. Potrzebował jednak zapewnienia, że będzie mu pomagać póki nie odnajdzie pozostałych artefaktów. Jedynym wyjściem było odczarowanie jej, jednak nie mógł tego zrobić całkowicie. Wtedy z pewnością by uciekła przy najbliższej okazji. Gdyby jednak nałożył jakiś limit... Uśmiechnął się do siebie. W końcu udało mu się rozwiązać chociaż jeden z najważniejszych problemów. A może najmniejszy jego problem w tym momencie? Powiedzenie i wilk syty i owca cała sprawdzało się w tym momencie doskonale.


Lamila

-Oczywiście, że wiem. Tym bardziej nie rozumiem czemu go szukasz. Pierścień przy nim to jak zabranie dziecku cukierka. Kamień jest ukryty głęboko w smoczych górach i pilnie strzeżony przez tamtejszą rasę. - powiedziałam poważnie. Musiał być albo zdesperowany albo głupi aż tak ryzykując. Ametystowy kamień był pilnowany od wieków, w końcu jego istnienie uznano jedynie za legendy, które opowiadano dla dzieci. Same istnienie pilnujących go istot było owiane legendą. Od stuleci nit ich nie widział. Nawet najbardziej zagorzali naukowcy nie wiedzieli gdzie ich szukać. - Niby taki wielki mag, ale jednak zbyt głupi, aby wiedzieć gdzie szukać kamień... Nigdy nie uda ci się go odnaleźć. Nie jesteś pierwszą osobą, która go szuka i tak samo jak reszta polegniesz. To przecież oczywiste.
Ziewnęłam przeciągle znudzona podróżą. Położyłam się na ramieniu chłopaka całkowicie znudzona. Podróż trwała już czwartą godzinę a mi się już coraz bardziej nudziło. Wiedziałam, że chłopaka mogła zatrzymać jedynie słaba wydajność kryształu. Na moje szczęście jego auta coraz bardziej gasła i światło było ledwo widoczne. Oznaczało to tylko jedno, czas postoju.
Usiadłam po raz kolejny się przeciągając. Kiedy w końcu światło całkowicie zgasło, uniosłam się w powietrzu na własnych skrzydłach.
W końcu mogłam rozprostować kości. Taka forma podróży byłą niezwykle nudna. Nie byłam przyzwyczajona do ciągłego siedzenia i jedynie patrzenia przed siebie Tym lepiej, że byliśmy zmuszeni zrobić postój.
-Chyba pora się zatrzymać. - mruknęłam pod nosem. - Teraz twoja kolej na zapłatę. Następną porcję wywaru zrobię w tedy, gdy mnie przemienisz. Mam już dosyć tego małego ciałka. Udowodnij, że twój magiczny talent jest wart tego, aby się z tobą męczyć tyle czasu.
Wylądowałam na ziemi rozciągając ręce. Zaczynałam się rozglądać dookoła siebie w poszukiwaniu rzeczy, które przydadzą mi się do przyrządzenia wywaru.


Simon

- Jakoś sobie poradzę, możesz być pewna - jednym uchem słuchał jej słów o położeniu kamienia, a drugim próbował wyczuć niebezpieczeństwo. W okolicy roiło się od królewskich strażników, a on niekoniecznie chciał się z którymś spotkać w trybie natychmiastowym. Nie uszli nawet porządnie sześciu godzin kiedy kryształ przestał świecić jasnym światłem, aż w końcu zgasł całkowicie. Liczył, że przebędą większą część drogi. Wymruczał pod nosem ciche przekleństwo i oparł się o drzewo patrząc na małą wróżkę. Z całą pewnością spieszno jej było powrócić do dawnej postaci. Westchnął cicho. Był na nią skazany czy tego chciał czy nie. Oczywiście mógł się jej pozbyć w każdej chwili jednak wtedy jego poszukiwania będą trwały za długo. Zamierzał dać jej tylko cząstkę tego czego pragnęła. Ściągnął z palca pierścień mocno ściskając go w dłoni. Chciał nałożyć na nią jeszcze kilka ograniczeń w razie gdyby zamierzała uciec i na własną rękę ściągać zaklęcie. Usiadł po turecku na ziemi przymykając oczy. Po cichu wypowiadał ciąg zaklęć potrzebnych do ściągnięcia zaklęć i nałożenia blokad. Jego usta nieprzerwanie się poruszały. Dookoła dziewczyny zaczęły pojawiać się delikatne błyski, a jej postać powiększała się z każdą chwilą. Skrzydełka zaczęły znikać... Po dobrej chwili Simon w końcu otworzył oczy i spojrzał na dziewczynę. Była normalnego wzrostu i wyglądała jak każdy przeciętny człowiek.
- Będziesz utrzymywać się w tej postaci przez sześć godzin każdego dnia. Nie mniej i nie więcej. Jeśli jesteś głodna w moim plecaku znajdziesz kilka owoców. Wieczorem zapoluje - usiadł na ziemi koło drzewa pozwalając dziewczynie oswoić się z nową postacią. Miał nadzieję, że szybko będzie zdolna do dalszej podróży, a kryształ ponownie będzie działał.


Lamila

W końcu miała nastąpić chwila kiedy wrócę do swojej postaci. Tęskniłam za swoim dawnym ciałem. Za swoim idealnym, zgrabnym ciałem. Jeśli tylko go odzyskam, nie będę musiała łazić za nim i poszukiwać artefaktów. Łatwiej było udać się w swoją stronę i dalej zabierać magię. Przynajmniej nie będziemy sobie wzajemnie przeszkadzać.
W końcu powróciłam do swoich normalnym rozmiarów. Za radością dotknęłam swoich małych, szpiczastych uszu, które ukrywały się pod burzą czarnych loków. Nawet jeśli nie chciałam być kojarzona ze swoją powierzchownie miłą i pomocną rasą, miło było znów być Eniripsą. Nie miałam zamiaru wracać do ciała głupiej, małej wróżki.
Rozciągnęłam się wyciągając ręce wysoko do góry.
- Tylko sześć godzin?! Żartujesz sobie? Dobrze wiem co kombinujesz. Będziesz mnie przemieniał co jakiś czas póki nie zdobędziesz tego, co chcesz, a później zwyczajnie zostawisz w ciele wróżki. Nie mam zamiaru do końca życia latać na skrzydełka i być niedoszłą imitacją Eniripsy. - prychnęłam pod nosem. Ale to nie było wszystko... Czułam pewną zmianę. Pustkę, którą miałam w sobie od zawsze i próbowałam ją zapełnić. Odebrał mi to, na co tak długo pracowałam. - I gadaj co zrobiłeś z moją magią? Chcę odzyskać swoją moc! - uniosłam głos. Niech sobie nie myśli, że może od tak się rządzić. Też byłam oszustem i wiedziałam jak takie osoby działają. On ani trochę nie wyróżniał się z tłumu. Był typowym złodziejaszkiem i oszustem, który wpasowywał się w standardowy schemat.
Prychnęłam pod nosem. Weszłam głębiej w las, aby znaleźć potrzebne składniki. Na razie muszę wytrwać i znaleźć sposób,aby go podejść i trwale odzyskać swoją postać. Nie mogłam do końca życia być miniaturowym człowieczkiem. To uwłaczało mojej czci...
Po zebraniu potrzebnych rzeczy usiadłam pod drzewem, tyłem do chłopaka. Przygotowywanie mieszanki szło sprawnie i dosyć szybko.
-Przydaj się do czegoś i rozpal ognisko. Podgrzej to, póki nie uzyskasz płynnej masy. - burknęłam pod nosem rzucając Simonowi mieszankę zawiniętą w liście. Dalej zabrałam się za pracę.
Unikałam wzroku "towarzysza", nie chcąc nawiązywać jakiegokolwiek kontaktu. Rozmowa też była zbędna. Miałam jedynie wykonać swoją część umowy, a ja swoją.