Liam
I miałem niby uwierzyć w jej słowa? To były puste słowa, które w rzeczywistości nic nie znaczyły. Może miałem uwierzyć w to, że uratowała mnie z dobroci serca albo w chwili współczucia? Zrobiła to dla własnych korzyści i tyle. Ona mnie uratowała? Jak widać szybko zapomniała i tym co dla niej zrobiłem. Chroniłem ją przed swoim bratem, obroniłem przed wilkiem i zorganizowałem specjalnie dla niej to głupie święto, bo tak chciała. Nie wiedziała niczego poza czubkiem swojego nosa. I to niby ja miałem być jej za coś wdzięczny? To właśnie dzięki mnie nadal żyła i nie umarła z zimna kiedy znalazłem ją po raz pierwszy.
Tak bardzo chciała stąd odejść i tylko jej na tym zależało? Proszę bardzo, nie miałem zamiaru jej zatrzymywać. Zbliżyła się do mnie tylko po to, aby się stąd wyrwać. Aż tak bardzo jej było tęskno do tego wieśniaka, o którego tak się troszczyła i martwiła? Lepiej, aby syn piekarzy już nigdy nie pokazywał mi się na oczy, ponieważ tym razem nie będę aż tak litościwy i na pewno nie daruję mu życie. Zostanie skrócony o głowę przy najbliższej okazji, a osobiście dopilnuję tego, aby doszło do tego jak najszybciej. Ciekawe czy w tedy Stella będzie równie szczęśliwa, że mogła w końcu do niego wrócić i mnie oszukała, aby tego dokonać. Nie dam się tak upokarzać przez byle dziewczynę z wioski tylko dlatego, że wykorzystała moje naiwne uczucie do niej. Nigdy więcej na to nie pozwolę. O wiele przyjemniejszą wizją była śmierć, do której było mi coraz bliżej.
Warknąłem głośno słysząc pukanie do drzwi, po czym rzuciłem w tym kierunku naczynie. Osoba po drugiej stronie, najwidoczniej nie przejmując się moim zachowaniem, bez wcześniejszego zaproszenia weszła do środka. Owym gościem okazała się być pielęgniarka. Bez słowa wręczyła mi kartkę, po czym w milczeniu opuściła pomieszczenie.
Przez dłuższy czas przyglądałem się wiadomości, nie mając nawet ochoty jej czytać. Żadne z tych słów nie docierało do mnie. Były oczywistym kłamstwem, w które nie miałem zamiaru wierzyć.
Warknąłem głośno przedzierając kartkę na pół i rzucając ją na podłogę. Musiałem coś zrobić. Wybiegłem z pokoju w poszukiwaniach Stelli, jednak w jej sypialni nie udało mi się zastać dziewczyny. Nie miałem wątpliwości, że skorzystała z pozwolenia i opuściła zamek. Tym bardziej wiadomość wydawała mi się kłamstwem. Gdyby żywiła do mnie jakiekolwiek uczucie, na pewno by mnie nie zostawiła.
Wybiegłem z zamku poszukując chociaż tropu dziewczyny, dzięki któremu mógłbym do niej dotrzeć. Kiedy tylko odnalazłem ślady, pobiegłem w jej kierunku. Znalazłem dziewczynę leżącą pod gołym drzewem. Wydawała się być nieprzytomna, jednak nadal żyła. Była przemarznięta.
-Coś ty zrobiła... - mruknąłem pod nosem biorąc Stellę na ręce. Wtuliłem ją w siebie, próbując chociaż trochę ogrzać.
Równie szybkim tempem udałem się do zamku, przekazując dziewczynę pielęgniarce. Nakazałem jej, aby natychmiast jej pomogła nie zważając na inne rzeczy. Stella musiała po raz kolejny otworzyć swoje oczy, nie mogła mnie opuścić.
Zostałem mało delikatnie wypchnięty z gabinetu. Pozostawało mi jedynie czekać.
Stella
Chłód zimowego dnia otulał mnie coraz głębiej zabierając ze sobą moje marne życie. Tylko tego tak naprawdę pragnęłam. Zakończyć to co i tak nie miało sensu. Gdzie się nie znalazłam każdy pragnął mojej śmierci. Jak miałam uwierzyć wtedy w słowa Liama, że to nie on zastawił pułapkę. W pokoju byłam tylko ja i on. Musiał to zrobić kiedy spałam i to bolało mnie najbardziej. Nie było to już jednak w tym momencie ważne. Zdobyłam się na ten krok i wypiłam morfinę choć dokończyć to co innym się nie udało. Przynajmniej tyle mogłam zrobić - odejść. Kim w ogóle była Stella? Marnym pyłem, nie zauważanym o ile w tym momencie nie była akurat potrzebna. Sierotą, która straciła wszystko i wszystkich. Dzieckiem, które pragnęło odrobiny miłości. Przede wszystkim jednak była kobietą, która po raz pierwszy zaufała i została zraniona. Żałowałam, że Liam nie widział we mnie nikogo więcej niż wieśniaczki. Mógł mnie okłamywać, ale doskonale widziałam w jego oczach, że nie jestem mu równa. Nawet jeśli nie on próbował mnie zabić w co wątpiłam to nie byłam dla niego dostatecznie dobra. Owszem spędził ze mną noc, ale nawet wtedy czułam dystans między nami. Nie robił tego wbrew sobie, ale nie traktował mnie inaczej niż tego pierwszego pamiętnego dnia.
Miałam nadzieję na szybką śmierć jednak nie miało mi być to dane. Poczułam ostry ból przechodzący od nogi przez całe ciało po czym ciepło rozlało się po moim ciele. Dłonie miałam zdrętwiałe, a usta zapewne sine. Byłam tak blisko końca... Nie chciałam teraz zawracać. Drżałam teraz z zimna choć moje ciało tak naprawdę się nie poruszało. Jedynie moja wyobraźnia szalała. Nie wiedziałam co się dzieje, a nie wiedza jest groźniejsza od wszystkiego. Ile to wszystko trwało? Nie wiem. Zapewne długo gdyż bolała mnie każda cząstka moje ja. Ktoś krzątał się dookoła mnie. Ubranie zostało ze mnie ściągnięte, a w zamian zostałam okryta kilkoma kocami, która miały za zadanie rozgrzać moje ciało. Morfina także działała. Nie pozwalała mi się wybudzić i ból dzięki niej był troszkę mniejszy. Może jednak zabije mnie nim zdążę otworzyć oczy? Otaczała mnie pustka. Nie widziałam nic, mogłam tylko czuć. Nawet poruszanie małym palcem wydawało się ponad moje siły. Niedługo potem nawet ta cząstka świadomości została mi odebrana.
***
-Nie wiem ile zażyła morfiny. Teraz żyje, ale może już nigdy nie wybudzić się ze śpiączki. Samo to, że prawie umarła z wyziębienia jest groźne i z pewnością zostawi ślad na jej organizmie O ILE w ogóle się wybudzi. Jedyne co możemy zrobić to czekać-usłyszałam jakiś głos poza sobą, nie mogłam go jednak dopasować do żadnej znanej mi osoby. Może wcale jej nie znałam, a może nie znałam siebie? Martwiłam się też o tego kogoś kto leżał w śpiączce. Może to ktoś z wioski. A jeśli się nie wybudzi? Ludzie mieli już dość ofiar. Zresztą... Gdzie ja w ogóle byłam? Nie byłam w stanie niczego sobie przypomnieć. Bolała mnie głowa, noga, płuca przy oddychaniu i było mi nadal okropnie zimno. Czy to znaczyło, że jednak umarłam i mój plan się powiódł? Była to kusząca wizja skoro i tak wszędzie gdzie bym się udała czekała mnie śmierć.
-Wybacz panie... Możesz z nią zostać, ale ja więcej zrobić nie mogę. Proszę jej zmienić okład i mówić do niej. Miejmy nadzieję, że króla usłyszy-dodał oddalający się głos. Chciałam zawołać aby nie odchodził. Z nim miałam jakiś punkt zaczepienia gdzie się znajduje. Może był to szpital... A może piekło? W miarę jak oddalał się głos czułam jak zapadam się głębiej w ciemność.

Liam
Z niecierpliwością wyczekiwałem aż pielęgniarka wyjdzie ze swojego gabinetu i pozwoli mi wejść do Stelli. Musiałem ją zobaczyć. Zdecydowanie zbyt długo to trwało, co zaczynało mnie strasznie irytować. Ile można było czekać na wyleczenie jednej osoby? Nie miałem na tyle cierpliwości, aby wysiedzieć w tym miejscu kolejną godzinę w wyczekiwaniu.
Zerwałem się na równe nogi kiedy drzwi w końcu się otworzyły. Nie czekając na pozwolenie wszedłem do środka, aby zobaczyć swoją wybrankę. Nawet jeśli nie dopuszczałem do siebie tej myśli, przez cały ten czas strasznie się o nią martwiłem i prosiłem o to, aby wyszła z tego cało.
-Więc zrób wszystko, aby z tego wyszła, jasne? Od tej chwili bierzesz za nią całkowitą odpowiedzialność i nie wybaczę ci, jeśli nie zdołasz jej wyleczyć.- powiedziałem pewnym i surowym głosem, który nie przyjmował słowa sprzeciwu. - Dlaczego pozwoliłaś jej wyjść na dwór w takim stanie? Powinnaś zatroszczyć się o to, aby miała odpowiedni strój. I jak mogłaś pozwolić na to, aby zabrała ze sobą morfinę? Zamiast jej dawać tak dużą dawkę, powinnaś sama jej podawać! W tedy nigdy by do tego nie doszło!- krzyknąłem patrząc na pielęgniarkę. Wiedziałem, że wina leżała również po mojej stronie, ale nie tylko.Niepotrzebnie wypuściła ją z zamku w takim stanie, skoro cały czas przy niej była i dała buteleczkę z morfiną. Stellę zaś obwiniałem za to, że zrobiła coś tak idiotycznego i lekkomyślnego. Niby co chciała tym wszystkim osiągnąć?
Odetchnąłem głęboko kiedy zostałem sam z dziewczyną. Usiadłem jak najbliżej niej, mając nadzieję, że wyczuje moją obecność. Rytmicznie głaskałem ją po włosach, aby poczuła się bezpieczniej. Chciałem, aby obudziła się jak najszybciej.
-Dlaczego musiałaś zrobić coś tak głupiego? Dlaczego chciałaś mnie zostawić samego? I dlaczego pomyślałaś, że mógłbym ci cokolwiek zrobić? Kocham cię, dlatego musisz jak najszybciej się wybudzić i do mnie wrócić. Nie mogę cię stracić w ten sposób. - wyszeptałem całując ją w czoło. Musiała się kiedyś obudzić, a do tego dnia będę przy niej czuwał i się o nią troszczył.

Stella
Słyszałam jak ktoś coś do mnie mówi, ale nie byłam w stanie odpowiedzieć. Wszystko mnie bolało, a każda część ciała aż wołała o litość. Nawet powiek nie mogłam unieść. Nie wiedziałam kto siedzi obok mnie, ale lepiej się czułam czując czyjąś obecność. Wiedziałam, że nie jestem sama i to mnie podnosiło na duchu.
Obudziłam się dopiero tydzień później. Ktoś mnie usiłował karmić, ale nie udało mi się przez te dni nic przełknąć. Wszystko wymiotowałam przez co byłam strasznie wychudzona. Otworzyłam swoje oczy, które bolały od rażącego światła. Rozejrzałam się uważnie po pokoju. Noga przynajmniej nie bolała aż tak bardzo i względnie mogłam nią poruszyć. Dookoła mnie nikogo nie było, a ja sama leżałam w królewskiej sali szpitalnej. Jak to się stało, że z zimnego lasu przeniesiono mnie tu? Czyżby Liam jednak po mnie wrócił? Nie wiedziałam co o tym myśleć. Nagle zauważyłam ruch pod parawanem. Chciałam wiedzieć kto się tam chowa. Przerzuciłam nogi przez łóżko co trochę zabolało. Wzięłam kule do ręki i powoli poszłam w tamtym kierunku. Zatrzymałam się gwałtownie widząc Juana, który bez skrępowania mi się przyglądał. Byłam owinięta tylko w koc, bo nie znalazłam nigdzie mojej sukni, a ktoś musiał ją ze mnie ściągnąć.
-Co ty tutaj robisz?-zapytałam cofając się o krok przez co jednak kula mi upadła, a ja nie mogłam się pod nią schylić. Patrzyłam intruzowi w oczy. Za nim w ścianie widoczna była czarna przestrzeń. Zapewne tajemne przejście. Czy w sypialni króla także takie było? A co jeżeli Juan... Zacisnęłam mocniej dłoń na rączce kuli.
-Przyszedłem zobaczyć jak się miewasz... Czy nie trzeba czegoś "poprawić"... Radzę ci uważać, bo nie wiadomo ile dni ci zostało do końca,a może się okazać, że bardzo niewiele- wyszeptał zbliżając się do mnie o krok. Upadłam na ziemię próbując się cofnąć. Koc opadł odsłaniając moje piersi. Próbowałam się z niego wyplątać i tym samym całą siebie odsłoniłam. Cofałam się powoli na leżąco.
-Przynajmniej wiem na co skusił się mój braciszek. Doprawdy jesteś kuszącym kąskiem. Sam bym cię wziął gdybyś nie była taka pyskata... Chociaż kto wie, może to jak będziesz się broniła sprawi mi większą przyjemność-uśmiechnął się lubieżnie. Z korytarza zaczęły do nas docierać jakieś głosy. Byłam przerażona. Za sobą miałam już tylko ścianę. Juan zaklął pod nosem i uciekł do przejścia, a ja zostałam sama. Zadrżałam otaczając się ramionami. Nie miałam nawet żadnego okrycia.

Liam
Pielęgniarka dbała o Stellę każdego dnia i robiła wszystko, aby wybudzić dziewczynę, jednak nic nie przynosiło oczekiwanych efektów, Nic się nie zmieniało. Odwiedzałem dziewczynę każdego dnia, poświęcając jej prawie cały swój czas z nadzieją, że w końcu otworzy oczu. Miałem nadzieję, że słyszała moje słowa i w końcu uda jej się zapanować nad własnym ciałem. Tylko na to czekałem.
-Nie wiem ile jej organizm jeszcze wytrzyma. Jest coraz słabsza a moje leki nie działają na nią. - powiedziała wilczyca, która sprawowała opiekę nad Stellą. Miałem już dosyć jej tłumaczeń o lekach, które nie pomagają w zwalczeniu tego świństwa z jej organizmu. Chciałem konkretów, które pomogą Stelli i postawią ją na nogi. Nie dam od tak jej odejść, nie miała na to pozwolenia. Na pewno nigdy bym jej tego nie wybaczył.
Przystanąłem słysząc kogoś w sali szpitalnej. Nikogo nie powinno być w tamtym miejscu. Jedynie ja oraz pielęgniarka mieliśmy dostęp do tego pokoju, dla innych pozostawał on zamknięty, aby zapewnić Stelli bezpieczeństwo. Rzuciłem się do biegu rozpoznając głos swojego brata. Miałem nadzieję, że już zrezygnował, najwidoczniej był zbyt głupi, aby to zrobić. Tym razem na pewno mu nie daruję. Tym razem dotrzymam swoich obietnic i zabiję go. Nie miał prawa tutaj być, tym bardziej zbliżać się do dziewczyny. Doskonale o tym wiedział, a jednak śmiał zaryzykować.
Otworzyłem z hukiem drzwi spoglądając na swojego brata, który po chwili uciekł. Na ziemi leżała naga Stella co wywołało u mnie jeszcze większy gniew. Jeśli śmiał ją dotknąć, na pewno już tego nie przeżyje. Będę go ścigał do dnia, gdy wpadnie moje ręce i będę mógł rozerwać go na kawałeczki, patrząc jak przy tym cierpi.
-Zajmij się nią. Tym razem nie dam mu uciec. - warknąłem do pielęgniarki. Szybko złapałem trop swojego brata, który doprowadził mnie do holu. Na szczęście został zatrzymany przez dwójkę strażników, którzy nie byli już pewni komu mają służyć. Juan odwrócił się w moją stronę, posyłając mi pewny siebie uśmieszek. Miałem zamiar szybko go zedrzeć z jego twarzy. Rzuciłem się do walki.
Brat okazał się trudniejszym przeciwnikiem niż myślałem, jednak zwycięstwo należało do mnie. Oddychając ciężko spoglądałem na jego martwe ciało. Jego krew zmieszała się z moją, tworząc na ziemi czerwoną taflę. Sam również byłem poważnie ranny od noża, który miał przy sobie mój przeciwnik.

Stella
Z pomocą pielęgniarki udało mi się dojść do holu. Widząc taką ilość krwi aż mnie zemdliło. Przynajmniej byłam okryta kocem więc nikt mnie nie widział nagiej. Obejrzałam uważnie Liama od stóp do głów. Był poważnie ranny, a ja nie zamierzałam go zostawić. Czułam się okropnie i noga bolała, ale on był ważniejszy.
-Zabrać króla do sali szpitalnej, pomożesz mi się nim zająć póki nie jest za późno.- zwróciłam się do pielęgniarki i poczłapałam za procesją do sali w której przed chwilką leżałam. Usiadłam ciężko na fotelu przy łóżku Liama. Przynajmniej żołnierze nie kwestionowali moich rozkazów. Położyli króla na plecach i ściągnęli z niego wierzchnie okrycie pozostawiając go nagim od pasa w górę. Od razu kazałam im wyjść. Przy rannym zostałam tylko ja i pielęgniarka. Kobieta przyrządzała leki, a ja zajęłam się przemywaniem rany. Z gardła króla wydobył się głośny syk gdy mokra szmatka dotknęła jego zranionej skóry. Sama czułam taki sam ból, że musiałam to zrobić.
-Wybacz mi, że w ciebie zwątpiłam... Kocham cię. Przepraszam za wszystko! Naprawdę przepraszam- rozpłakałam się kładąc głowę na jego ramieniu i przeczesując palcami jego włosy, a raczej sierść na głowie. Zbliżyłam się bardziej patrząc w jego nieruchomą twarz. Przycisnęłam swoje usta do jego ust złączając je w słodkim pocałunku. Musiał żyć. Nie teraz kiedy wiedziałam, że... On nigdy by mi nic nie zrobił. Nagle światło rozbłysło, a ja nie całowałam już króla-bestii tylko Liama. Mojego Liama z którym spędziłam noc. Pokochałam go jednak już wcześniej. Odsunęłam się od niego i spojrzałam mu w oczy. W klatce piersiowej nie było już wielkiej rany tak jakby nigdy nie walczył w mojej obronie. Rzuciłam mu się na szyję. Czułam jego ramiona oplatające mnie mocno i słyszałam słowa zapewniające o miłości. Po raz pierwszy czułam się bezpiecznie. Jęknęłam cichutko kiedy zabolała mnie noga, ale nie zwróciłam na to uwagi. Liam wziął mnie na ręce tak jakby przed chwilą nie był ranny i zaniósł mnie do swojego pokoju. Uśmiechnęłam się do niego.
-Przepraszam... Już nigdy w ciebie nie zwątpię... Znowu jesteś sobą?- chłopak mi nie odpowiedział. Tej nocy na pewno nie będziemy rozmawiać, a na rozmowy jeszcze przyjdzie czas później. Wtuliłam się w jego ramiona i przymknęłam oczy. Było mi bardzo dobrze. Po raz pierwszy od bardzo dawna.
-Kocham cię...

Liam
Z niecierpliwością wyczekiwałem aż pielęgniarka wyjdzie ze swojego gabinetu i pozwoli mi wejść do Stelli. Musiałem ją zobaczyć. Zdecydowanie zbyt długo to trwało, co zaczynało mnie strasznie irytować. Ile można było czekać na wyleczenie jednej osoby? Nie miałem na tyle cierpliwości, aby wysiedzieć w tym miejscu kolejną godzinę w wyczekiwaniu.
Zerwałem się na równe nogi kiedy drzwi w końcu się otworzyły. Nie czekając na pozwolenie wszedłem do środka, aby zobaczyć swoją wybrankę. Nawet jeśli nie dopuszczałem do siebie tej myśli, przez cały ten czas strasznie się o nią martwiłem i prosiłem o to, aby wyszła z tego cało.
-Więc zrób wszystko, aby z tego wyszła, jasne? Od tej chwili bierzesz za nią całkowitą odpowiedzialność i nie wybaczę ci, jeśli nie zdołasz jej wyleczyć.- powiedziałem pewnym i surowym głosem, który nie przyjmował słowa sprzeciwu. - Dlaczego pozwoliłaś jej wyjść na dwór w takim stanie? Powinnaś zatroszczyć się o to, aby miała odpowiedni strój. I jak mogłaś pozwolić na to, aby zabrała ze sobą morfinę? Zamiast jej dawać tak dużą dawkę, powinnaś sama jej podawać! W tedy nigdy by do tego nie doszło!- krzyknąłem patrząc na pielęgniarkę. Wiedziałem, że wina leżała również po mojej stronie, ale nie tylko.Niepotrzebnie wypuściła ją z zamku w takim stanie, skoro cały czas przy niej była i dała buteleczkę z morfiną. Stellę zaś obwiniałem za to, że zrobiła coś tak idiotycznego i lekkomyślnego. Niby co chciała tym wszystkim osiągnąć?
Odetchnąłem głęboko kiedy zostałem sam z dziewczyną. Usiadłem jak najbliżej niej, mając nadzieję, że wyczuje moją obecność. Rytmicznie głaskałem ją po włosach, aby poczuła się bezpieczniej. Chciałem, aby obudziła się jak najszybciej.
-Dlaczego musiałaś zrobić coś tak głupiego? Dlaczego chciałaś mnie zostawić samego? I dlaczego pomyślałaś, że mógłbym ci cokolwiek zrobić? Kocham cię, dlatego musisz jak najszybciej się wybudzić i do mnie wrócić. Nie mogę cię stracić w ten sposób. - wyszeptałem całując ją w czoło. Musiała się kiedyś obudzić, a do tego dnia będę przy niej czuwał i się o nią troszczył.

Stella
Słyszałam jak ktoś coś do mnie mówi, ale nie byłam w stanie odpowiedzieć. Wszystko mnie bolało, a każda część ciała aż wołała o litość. Nawet powiek nie mogłam unieść. Nie wiedziałam kto siedzi obok mnie, ale lepiej się czułam czując czyjąś obecność. Wiedziałam, że nie jestem sama i to mnie podnosiło na duchu.
Obudziłam się dopiero tydzień później. Ktoś mnie usiłował karmić, ale nie udało mi się przez te dni nic przełknąć. Wszystko wymiotowałam przez co byłam strasznie wychudzona. Otworzyłam swoje oczy, które bolały od rażącego światła. Rozejrzałam się uważnie po pokoju. Noga przynajmniej nie bolała aż tak bardzo i względnie mogłam nią poruszyć. Dookoła mnie nikogo nie było, a ja sama leżałam w królewskiej sali szpitalnej. Jak to się stało, że z zimnego lasu przeniesiono mnie tu? Czyżby Liam jednak po mnie wrócił? Nie wiedziałam co o tym myśleć. Nagle zauważyłam ruch pod parawanem. Chciałam wiedzieć kto się tam chowa. Przerzuciłam nogi przez łóżko co trochę zabolało. Wzięłam kule do ręki i powoli poszłam w tamtym kierunku. Zatrzymałam się gwałtownie widząc Juana, który bez skrępowania mi się przyglądał. Byłam owinięta tylko w koc, bo nie znalazłam nigdzie mojej sukni, a ktoś musiał ją ze mnie ściągnąć.
-Co ty tutaj robisz?-zapytałam cofając się o krok przez co jednak kula mi upadła, a ja nie mogłam się pod nią schylić. Patrzyłam intruzowi w oczy. Za nim w ścianie widoczna była czarna przestrzeń. Zapewne tajemne przejście. Czy w sypialni króla także takie było? A co jeżeli Juan... Zacisnęłam mocniej dłoń na rączce kuli.
-Przyszedłem zobaczyć jak się miewasz... Czy nie trzeba czegoś "poprawić"... Radzę ci uważać, bo nie wiadomo ile dni ci zostało do końca,a może się okazać, że bardzo niewiele- wyszeptał zbliżając się do mnie o krok. Upadłam na ziemię próbując się cofnąć. Koc opadł odsłaniając moje piersi. Próbowałam się z niego wyplątać i tym samym całą siebie odsłoniłam. Cofałam się powoli na leżąco.
-Przynajmniej wiem na co skusił się mój braciszek. Doprawdy jesteś kuszącym kąskiem. Sam bym cię wziął gdybyś nie była taka pyskata... Chociaż kto wie, może to jak będziesz się broniła sprawi mi większą przyjemność-uśmiechnął się lubieżnie. Z korytarza zaczęły do nas docierać jakieś głosy. Byłam przerażona. Za sobą miałam już tylko ścianę. Juan zaklął pod nosem i uciekł do przejścia, a ja zostałam sama. Zadrżałam otaczając się ramionami. Nie miałam nawet żadnego okrycia.

Liam
Pielęgniarka dbała o Stellę każdego dnia i robiła wszystko, aby wybudzić dziewczynę, jednak nic nie przynosiło oczekiwanych efektów, Nic się nie zmieniało. Odwiedzałem dziewczynę każdego dnia, poświęcając jej prawie cały swój czas z nadzieją, że w końcu otworzy oczu. Miałem nadzieję, że słyszała moje słowa i w końcu uda jej się zapanować nad własnym ciałem. Tylko na to czekałem.
-Nie wiem ile jej organizm jeszcze wytrzyma. Jest coraz słabsza a moje leki nie działają na nią. - powiedziała wilczyca, która sprawowała opiekę nad Stellą. Miałem już dosyć jej tłumaczeń o lekach, które nie pomagają w zwalczeniu tego świństwa z jej organizmu. Chciałem konkretów, które pomogą Stelli i postawią ją na nogi. Nie dam od tak jej odejść, nie miała na to pozwolenia. Na pewno nigdy bym jej tego nie wybaczył.
Przystanąłem słysząc kogoś w sali szpitalnej. Nikogo nie powinno być w tamtym miejscu. Jedynie ja oraz pielęgniarka mieliśmy dostęp do tego pokoju, dla innych pozostawał on zamknięty, aby zapewnić Stelli bezpieczeństwo. Rzuciłem się do biegu rozpoznając głos swojego brata. Miałem nadzieję, że już zrezygnował, najwidoczniej był zbyt głupi, aby to zrobić. Tym razem na pewno mu nie daruję. Tym razem dotrzymam swoich obietnic i zabiję go. Nie miał prawa tutaj być, tym bardziej zbliżać się do dziewczyny. Doskonale o tym wiedział, a jednak śmiał zaryzykować.
Otworzyłem z hukiem drzwi spoglądając na swojego brata, który po chwili uciekł. Na ziemi leżała naga Stella co wywołało u mnie jeszcze większy gniew. Jeśli śmiał ją dotknąć, na pewno już tego nie przeżyje. Będę go ścigał do dnia, gdy wpadnie moje ręce i będę mógł rozerwać go na kawałeczki, patrząc jak przy tym cierpi.
-Zajmij się nią. Tym razem nie dam mu uciec. - warknąłem do pielęgniarki. Szybko złapałem trop swojego brata, który doprowadził mnie do holu. Na szczęście został zatrzymany przez dwójkę strażników, którzy nie byli już pewni komu mają służyć. Juan odwrócił się w moją stronę, posyłając mi pewny siebie uśmieszek. Miałem zamiar szybko go zedrzeć z jego twarzy. Rzuciłem się do walki.
Brat okazał się trudniejszym przeciwnikiem niż myślałem, jednak zwycięstwo należało do mnie. Oddychając ciężko spoglądałem na jego martwe ciało. Jego krew zmieszała się z moją, tworząc na ziemi czerwoną taflę. Sam również byłem poważnie ranny od noża, który miał przy sobie mój przeciwnik.

Stella
Z pomocą pielęgniarki udało mi się dojść do holu. Widząc taką ilość krwi aż mnie zemdliło. Przynajmniej byłam okryta kocem więc nikt mnie nie widział nagiej. Obejrzałam uważnie Liama od stóp do głów. Był poważnie ranny, a ja nie zamierzałam go zostawić. Czułam się okropnie i noga bolała, ale on był ważniejszy.
-Zabrać króla do sali szpitalnej, pomożesz mi się nim zająć póki nie jest za późno.- zwróciłam się do pielęgniarki i poczłapałam za procesją do sali w której przed chwilką leżałam. Usiadłam ciężko na fotelu przy łóżku Liama. Przynajmniej żołnierze nie kwestionowali moich rozkazów. Położyli króla na plecach i ściągnęli z niego wierzchnie okrycie pozostawiając go nagim od pasa w górę. Od razu kazałam im wyjść. Przy rannym zostałam tylko ja i pielęgniarka. Kobieta przyrządzała leki, a ja zajęłam się przemywaniem rany. Z gardła króla wydobył się głośny syk gdy mokra szmatka dotknęła jego zranionej skóry. Sama czułam taki sam ból, że musiałam to zrobić.
-Wybacz mi, że w ciebie zwątpiłam... Kocham cię. Przepraszam za wszystko! Naprawdę przepraszam- rozpłakałam się kładąc głowę na jego ramieniu i przeczesując palcami jego włosy, a raczej sierść na głowie. Zbliżyłam się bardziej patrząc w jego nieruchomą twarz. Przycisnęłam swoje usta do jego ust złączając je w słodkim pocałunku. Musiał żyć. Nie teraz kiedy wiedziałam, że... On nigdy by mi nic nie zrobił. Nagle światło rozbłysło, a ja nie całowałam już króla-bestii tylko Liama. Mojego Liama z którym spędziłam noc. Pokochałam go jednak już wcześniej. Odsunęłam się od niego i spojrzałam mu w oczy. W klatce piersiowej nie było już wielkiej rany tak jakby nigdy nie walczył w mojej obronie. Rzuciłam mu się na szyję. Czułam jego ramiona oplatające mnie mocno i słyszałam słowa zapewniające o miłości. Po raz pierwszy czułam się bezpiecznie. Jęknęłam cichutko kiedy zabolała mnie noga, ale nie zwróciłam na to uwagi. Liam wziął mnie na ręce tak jakby przed chwilą nie był ranny i zaniósł mnie do swojego pokoju. Uśmiechnęłam się do niego.
-Przepraszam... Już nigdy w ciebie nie zwątpię... Znowu jesteś sobą?- chłopak mi nie odpowiedział. Tej nocy na pewno nie będziemy rozmawiać, a na rozmowy jeszcze przyjdzie czas później. Wtuliłam się w jego ramiona i przymknęłam oczy. Było mi bardzo dobrze. Po raz pierwszy od bardzo dawna.
-Kocham cię...