środa, 19 kwietnia 2017

PiB cz.9

Liam

I miałem niby uwierzyć w jej słowa? To były puste słowa, które w rzeczywistości nic nie znaczyły. Może miałem uwierzyć w to, że uratowała mnie z dobroci serca albo w chwili współczucia? Zrobiła to dla własnych korzyści i tyle. Ona mnie uratowała? Jak widać szybko zapomniała i tym co dla niej zrobiłem. Chroniłem ją przed swoim bratem, obroniłem przed wilkiem i zorganizowałem specjalnie dla niej to głupie święto, bo tak chciała. Nie wiedziała niczego poza czubkiem swojego nosa. I to niby ja miałem być jej za coś wdzięczny? To właśnie dzięki mnie nadal żyła i nie umarła z zimna kiedy znalazłem ją po raz pierwszy.
Tak bardzo chciała stąd odejść i tylko jej na tym zależało? Proszę bardzo, nie miałem zamiaru jej zatrzymywać. Zbliżyła się do mnie tylko po to, aby się stąd wyrwać. Aż tak bardzo jej było tęskno do tego wieśniaka, o którego tak się troszczyła i martwiła? Lepiej, aby syn piekarzy już nigdy nie pokazywał mi się na oczy, ponieważ tym razem nie będę aż tak litościwy i na pewno nie daruję mu życie. Zostanie skrócony o głowę przy najbliższej okazji, a osobiście dopilnuję tego, aby doszło do tego jak najszybciej. Ciekawe czy w tedy Stella będzie równie szczęśliwa, że mogła w końcu do niego wrócić i mnie oszukała, aby tego dokonać. Nie dam się tak upokarzać przez byle dziewczynę z wioski tylko dlatego, że wykorzystała moje naiwne uczucie do niej. Nigdy więcej na to nie pozwolę. O wiele przyjemniejszą wizją była śmierć, do której było mi coraz bliżej.
Warknąłem głośno słysząc pukanie do drzwi, po czym rzuciłem w tym kierunku naczynie. Osoba po drugiej stronie, najwidoczniej nie przejmując się moim zachowaniem, bez wcześniejszego zaproszenia weszła do środka. Owym gościem okazała się być pielęgniarka. Bez słowa wręczyła mi kartkę, po czym w milczeniu opuściła pomieszczenie.
Przez dłuższy czas przyglądałem się wiadomości, nie mając nawet ochoty jej czytać. Żadne z tych słów nie docierało do mnie. Były oczywistym kłamstwem, w które nie miałem zamiaru wierzyć.
Warknąłem głośno przedzierając kartkę na pół i rzucając ją na podłogę. Musiałem coś zrobić. Wybiegłem z pokoju w poszukiwaniach Stelli, jednak w jej sypialni nie udało mi się zastać dziewczyny. Nie miałem wątpliwości, że skorzystała z pozwolenia i opuściła zamek. Tym bardziej wiadomość wydawała mi się kłamstwem. Gdyby żywiła do mnie jakiekolwiek uczucie, na pewno by mnie nie zostawiła.
Wybiegłem z zamku poszukując chociaż tropu dziewczyny, dzięki któremu mógłbym do niej dotrzeć. Kiedy tylko odnalazłem ślady, pobiegłem w jej kierunku. Znalazłem dziewczynę leżącą pod gołym drzewem. Wydawała się być nieprzytomna, jednak nadal żyła. Była przemarznięta.
-Coś ty zrobiła... - mruknąłem pod nosem biorąc Stellę na ręce. Wtuliłem ją w siebie, próbując chociaż trochę ogrzać.
Równie szybkim tempem udałem się do zamku, przekazując dziewczynę pielęgniarce. Nakazałem jej, aby natychmiast jej pomogła nie zważając na inne rzeczy. Stella musiała po raz kolejny otworzyć swoje oczy, nie mogła mnie opuścić.
Zostałem mało delikatnie wypchnięty z gabinetu. Pozostawało mi jedynie czekać.

Stella

Chłód zimowego dnia otulał mnie coraz głębiej zabierając ze sobą moje marne życie. Tylko tego tak naprawdę pragnęłam. Zakończyć to co i tak nie miało sensu. Gdzie się nie znalazłam każdy pragnął mojej śmierci. Jak miałam uwierzyć wtedy w słowa Liama, że to nie on zastawił pułapkę. W pokoju byłam tylko ja i on. Musiał to zrobić kiedy spałam i to bolało mnie najbardziej. Nie było to już jednak w tym momencie ważne. Zdobyłam się na ten krok i wypiłam morfinę choć dokończyć to co innym się nie udało. Przynajmniej tyle mogłam zrobić - odejść. Kim w ogóle była Stella? Marnym pyłem, nie zauważanym o ile w tym momencie nie była akurat potrzebna. Sierotą, która straciła wszystko i wszystkich. Dzieckiem, które pragnęło odrobiny miłości. Przede wszystkim jednak była kobietą, która po raz pierwszy zaufała i została zraniona. Żałowałam, że Liam nie widział we mnie nikogo więcej niż wieśniaczki. Mógł mnie okłamywać, ale doskonale widziałam w jego oczach, że nie jestem mu równa. Nawet jeśli nie on próbował mnie zabić w co wątpiłam to nie byłam dla niego dostatecznie dobra. Owszem spędził ze mną noc, ale nawet wtedy czułam dystans między nami. Nie robił tego wbrew sobie, ale nie traktował mnie inaczej niż tego pierwszego pamiętnego dnia. 
Miałam nadzieję na szybką śmierć jednak nie miało mi być to dane. Poczułam ostry ból przechodzący od nogi przez całe ciało po czym ciepło rozlało się po moim ciele. Dłonie miałam zdrętwiałe, a usta zapewne sine. Byłam tak blisko końca... Nie chciałam teraz zawracać. Drżałam teraz z zimna choć moje ciało tak naprawdę się nie poruszało. Jedynie moja wyobraźnia szalała. Nie wiedziałam co się dzieje, a nie wiedza jest groźniejsza od wszystkiego. Ile to wszystko trwało? Nie wiem. Zapewne długo gdyż bolała mnie każda cząstka moje ja. Ktoś krzątał się dookoła mnie. Ubranie zostało ze mnie ściągnięte, a w zamian zostałam okryta kilkoma kocami, która miały za zadanie rozgrzać moje ciało. Morfina także działała. Nie pozwalała mi się wybudzić i ból dzięki niej był troszkę mniejszy. Może jednak zabije mnie nim zdążę otworzyć oczy? Otaczała mnie pustka. Nie widziałam nic, mogłam tylko czuć. Nawet poruszanie małym palcem wydawało się ponad moje siły. Niedługo potem nawet ta cząstka świadomości została mi odebrana.

***

-Nie wiem ile zażyła morfiny. Teraz żyje, ale może już nigdy nie wybudzić się ze śpiączki. Samo to, że prawie umarła z wyziębienia jest groźne i z pewnością zostawi ślad na jej organizmie O ILE w ogóle się wybudzi. Jedyne co możemy zrobić to czekać-usłyszałam jakiś głos poza sobą, nie mogłam go jednak dopasować do żadnej znanej mi osoby. Może wcale jej nie znałam, a może nie znałam siebie? Martwiłam się też o tego kogoś kto leżał w śpiączce. Może to ktoś z wioski. A jeśli się nie wybudzi? Ludzie mieli już dość ofiar. Zresztą... Gdzie ja w ogóle byłam? Nie byłam w stanie niczego sobie przypomnieć. Bolała mnie głowa, noga, płuca przy oddychaniu i było mi nadal okropnie zimno. Czy to znaczyło, że jednak umarłam i mój plan się powiódł? Była to kusząca wizja skoro i tak wszędzie gdzie bym się udała czekała mnie śmierć. 
-Wybacz panie... Możesz z nią zostać, ale ja więcej zrobić nie mogę. Proszę jej zmienić okład i mówić do niej. Miejmy nadzieję, że króla usłyszy-dodał oddalający się głos. Chciałam zawołać aby nie odchodził. Z nim miałam jakiś punkt zaczepienia gdzie się znajduje. Może był to szpital... A może piekło? W miarę jak oddalał się głos czułam jak zapadam się głębiej w ciemność.



Liam

Z niecierpliwością wyczekiwałem aż pielęgniarka wyjdzie ze swojego gabinetu i pozwoli mi wejść do Stelli. Musiałem ją zobaczyć. Zdecydowanie zbyt długo to trwało, co zaczynało mnie strasznie irytować. Ile można było czekać na wyleczenie jednej osoby? Nie miałem na tyle cierpliwości, aby wysiedzieć w tym miejscu kolejną godzinę w wyczekiwaniu.
Zerwałem się na równe nogi kiedy drzwi w końcu się otworzyły. Nie czekając na pozwolenie wszedłem do środka, aby zobaczyć swoją wybrankę. Nawet jeśli nie dopuszczałem do siebie tej myśli, przez cały ten czas strasznie się o nią martwiłem i prosiłem o to, aby wyszła z tego cało.
-Więc zrób wszystko, aby z tego wyszła, jasne? Od tej chwili bierzesz za nią całkowitą odpowiedzialność i nie wybaczę ci, jeśli nie zdołasz jej wyleczyć.- powiedziałem pewnym i surowym głosem, który nie przyjmował słowa sprzeciwu. - Dlaczego pozwoliłaś jej wyjść na dwór w takim stanie? Powinnaś zatroszczyć się o to, aby miała odpowiedni strój. I jak mogłaś pozwolić na to, aby zabrała ze sobą morfinę? Zamiast jej dawać tak dużą dawkę, powinnaś sama jej podawać! W tedy nigdy by do tego nie doszło!- krzyknąłem patrząc na pielęgniarkę. Wiedziałem, że wina leżała również po mojej stronie, ale nie tylko.Niepotrzebnie wypuściła ją z zamku w takim stanie, skoro cały czas przy niej była i dała buteleczkę z morfiną. Stellę zaś obwiniałem za to, że zrobiła coś tak idiotycznego i lekkomyślnego. Niby co chciała tym wszystkim osiągnąć?
Odetchnąłem głęboko kiedy zostałem sam z dziewczyną. Usiadłem jak najbliżej niej, mając nadzieję, że wyczuje moją obecność. Rytmicznie głaskałem ją po włosach, aby poczuła się bezpieczniej. Chciałem, aby obudziła się jak najszybciej.
-Dlaczego musiałaś zrobić coś tak głupiego? Dlaczego chciałaś mnie zostawić samego? I dlaczego pomyślałaś, że mógłbym ci cokolwiek zrobić? Kocham cię, dlatego musisz jak najszybciej się wybudzić i do mnie wrócić. Nie mogę cię stracić w ten sposób. - wyszeptałem całując ją w czoło. Musiała się kiedyś obudzić, a do tego dnia będę przy niej czuwał i się o nią troszczył.



Stella

Słyszałam jak ktoś coś do mnie mówi, ale nie byłam w stanie odpowiedzieć. Wszystko mnie bolało, a każda część ciała aż wołała o litość. Nawet powiek nie mogłam unieść. Nie wiedziałam kto siedzi obok mnie, ale lepiej się czułam czując czyjąś obecność. Wiedziałam, że nie jestem sama i to mnie podnosiło na duchu.
Obudziłam się dopiero tydzień później. Ktoś mnie usiłował karmić, ale nie udało mi się przez te dni nic przełknąć. Wszystko wymiotowałam przez co byłam strasznie wychudzona. Otworzyłam swoje oczy, które bolały od rażącego światła. Rozejrzałam się uważnie po pokoju. Noga przynajmniej nie bolała aż tak bardzo i względnie mogłam nią poruszyć. Dookoła mnie nikogo nie było, a ja sama leżałam w królewskiej sali szpitalnej. Jak to się stało, że z zimnego lasu przeniesiono mnie tu? Czyżby Liam jednak po mnie wrócił? Nie wiedziałam co o tym myśleć. Nagle zauważyłam ruch pod parawanem. Chciałam wiedzieć kto się tam chowa. Przerzuciłam nogi przez łóżko co trochę zabolało. Wzięłam kule do ręki i powoli poszłam w tamtym kierunku. Zatrzymałam się gwałtownie widząc Juana, który bez skrępowania mi się przyglądał. Byłam owinięta tylko w koc, bo nie znalazłam nigdzie mojej sukni, a ktoś musiał ją ze mnie ściągnąć.
-Co ty tutaj robisz?-zapytałam cofając się o krok przez co jednak kula mi upadła, a ja nie mogłam się pod nią schylić. Patrzyłam intruzowi w oczy. Za nim w ścianie widoczna była czarna przestrzeń. Zapewne tajemne przejście. Czy w sypialni króla także takie było? A co jeżeli Juan... Zacisnęłam mocniej dłoń na rączce kuli.
-Przyszedłem zobaczyć jak się miewasz... Czy nie trzeba czegoś "poprawić"... Radzę ci uważać, bo nie wiadomo ile dni ci zostało do końca,a może się okazać, że bardzo niewiele- wyszeptał zbliżając się do mnie o krok. Upadłam na ziemię próbując się cofnąć. Koc opadł odsłaniając moje piersi. Próbowałam się z niego wyplątać i tym samym całą siebie odsłoniłam. Cofałam się powoli na leżąco.
-Przynajmniej wiem na co skusił się mój braciszek. Doprawdy jesteś kuszącym kąskiem. Sam bym cię wziął gdybyś nie była taka pyskata... Chociaż kto wie, może to jak będziesz się broniła sprawi mi większą przyjemność-uśmiechnął się lubieżnie. Z korytarza zaczęły do nas docierać jakieś głosy. Byłam przerażona. Za sobą miałam już tylko ścianę. Juan zaklął pod nosem i uciekł do przejścia, a ja zostałam sama. Zadrżałam otaczając się ramionami. Nie miałam nawet żadnego okrycia.


Liam

Pielęgniarka dbała o Stellę każdego dnia i robiła wszystko, aby wybudzić dziewczynę, jednak nic nie przynosiło oczekiwanych efektów, Nic się nie zmieniało. Odwiedzałem dziewczynę każdego dnia, poświęcając jej prawie cały swój czas z nadzieją, że w końcu otworzy oczu. Miałem nadzieję, że słyszała moje słowa i w końcu uda jej się zapanować nad własnym ciałem. Tylko na to czekałem.
-Nie wiem ile jej organizm jeszcze wytrzyma. Jest coraz słabsza a moje leki nie działają na nią. - powiedziała wilczyca, która sprawowała opiekę nad Stellą. Miałem już dosyć jej tłumaczeń o lekach, które nie pomagają w zwalczeniu tego świństwa z jej organizmu. Chciałem konkretów, które pomogą Stelli i postawią ją na nogi. Nie dam od tak jej odejść, nie miała na to pozwolenia. Na pewno nigdy bym jej tego nie wybaczył.
Przystanąłem słysząc kogoś w sali szpitalnej. Nikogo nie powinno być w tamtym miejscu. Jedynie ja oraz pielęgniarka mieliśmy dostęp do tego pokoju, dla innych pozostawał on zamknięty, aby zapewnić Stelli bezpieczeństwo. Rzuciłem się do biegu rozpoznając głos swojego brata. Miałem nadzieję, że już zrezygnował, najwidoczniej był zbyt głupi, aby to zrobić. Tym razem na pewno mu nie daruję. Tym razem dotrzymam swoich obietnic i zabiję go. Nie miał prawa tutaj być, tym bardziej zbliżać się do dziewczyny. Doskonale o tym wiedział, a jednak śmiał zaryzykować.
Otworzyłem z hukiem drzwi spoglądając na swojego brata, który po chwili uciekł. Na ziemi leżała naga Stella co wywołało u mnie jeszcze większy gniew. Jeśli śmiał ją dotknąć, na pewno już tego nie przeżyje. Będę go ścigał do dnia, gdy wpadnie moje ręce i będę mógł rozerwać go na kawałeczki, patrząc jak przy tym cierpi.
-Zajmij się nią. Tym razem nie dam mu uciec. - warknąłem do pielęgniarki. Szybko złapałem trop swojego brata, który doprowadził mnie do holu. Na szczęście został zatrzymany przez dwójkę strażników, którzy nie byli już pewni komu mają służyć. Juan odwrócił się w moją stronę, posyłając mi pewny siebie uśmieszek. Miałem zamiar szybko go zedrzeć z jego twarzy. Rzuciłem się do walki.
Brat okazał się trudniejszym przeciwnikiem niż myślałem, jednak zwycięstwo należało do mnie. Oddychając ciężko spoglądałem na jego martwe ciało. Jego krew zmieszała się z moją, tworząc na ziemi czerwoną taflę. Sam również byłem poważnie ranny od noża, który miał przy sobie mój przeciwnik.


Stella

Z pomocą pielęgniarki udało mi się dojść do holu. Widząc taką ilość krwi aż mnie zemdliło. Przynajmniej byłam okryta kocem więc nikt mnie nie widział nagiej. Obejrzałam uważnie Liama od stóp do głów. Był poważnie ranny, a ja nie zamierzałam go zostawić. Czułam się okropnie i noga bolała, ale on był ważniejszy.
-Zabrać króla do sali szpitalnej, pomożesz mi się nim zająć póki nie jest za późno.- zwróciłam się do pielęgniarki i poczłapałam za procesją do sali w której przed chwilką leżałam. Usiadłam ciężko na fotelu przy łóżku Liama. Przynajmniej żołnierze nie kwestionowali moich rozkazów. Położyli króla na plecach i ściągnęli z niego wierzchnie okrycie pozostawiając go nagim od pasa w górę. Od razu kazałam im wyjść. Przy rannym zostałam tylko ja i pielęgniarka. Kobieta przyrządzała leki, a ja zajęłam się przemywaniem rany. Z gardła króla wydobył się głośny syk gdy mokra szmatka dotknęła jego zranionej skóry. Sama czułam taki sam ból, że musiałam to zrobić.
-Wybacz mi, że w ciebie zwątpiłam... Kocham cię. Przepraszam za wszystko! Naprawdę przepraszam- rozpłakałam się kładąc głowę na jego ramieniu i przeczesując palcami jego włosy, a raczej sierść na głowie. Zbliżyłam się bardziej patrząc w jego nieruchomą twarz. Przycisnęłam swoje usta do jego ust złączając je w słodkim pocałunku. Musiał żyć. Nie teraz kiedy wiedziałam, że... On nigdy by mi nic nie zrobił. Nagle światło rozbłysło, a ja nie całowałam już króla-bestii tylko Liama. Mojego Liama z którym spędziłam noc. Pokochałam go jednak już wcześniej. Odsunęłam się od niego i spojrzałam mu w oczy. W klatce piersiowej nie było już wielkiej rany tak jakby nigdy nie walczył w mojej obronie. Rzuciłam mu się na szyję. Czułam jego ramiona oplatające mnie mocno i słyszałam słowa zapewniające o miłości. Po raz pierwszy czułam się bezpiecznie. Jęknęłam cichutko kiedy zabolała mnie noga, ale nie zwróciłam na to uwagi. Liam wziął mnie na ręce tak jakby przed chwilą nie był ranny i zaniósł mnie do swojego pokoju. Uśmiechnęłam się do niego.
-Przepraszam... Już nigdy w ciebie nie zwątpię... Znowu jesteś sobą?- chłopak mi nie odpowiedział. Tej nocy na pewno nie będziemy rozmawiać, a na rozmowy jeszcze przyjdzie czas później. Wtuliłam się w jego ramiona i przymknęłam oczy. Było mi bardzo dobrze. Po raz pierwszy od bardzo dawna.
-Kocham cię...

niedziela, 2 kwietnia 2017

PiB cz.8

Liam

-Jeśli tylko będziesz miała takie życzenie, o wiele wcześniej możemy powtórzyć tą upojną noc. - uśmiechnąłem się łakomie oglądając z uwagą jej kształtne ciało. Mógłbym to powtórzyć nawet w tej chwili, gdyby tylko wydała mi na to zezwolenie. Nawet jako bestia nie byłem w stanie oprzeć się jej wdziękom i chociaż na chwilę przestać o tym myśleć. -Nie wystarczy mi przebywanie u twojego boku w ciągu dnia. Chcę cię mieć również w ciągu nocy, aby obok ciebie zasypiać i się budzić. A kto wie, może każda z tych nocy będzie jeszcze przyjemniejsza niż poprzednia. Osobiście zadbam o to, abyś się nie nudziła tuż przed snem. - wyszeptałem do jej ucha zachęcającym głosem.
Zacząłem całować ją po szyi, powoli schodząc w dół, w kierunku piersi. Od razu zauważyłem, że jej ciało zareagowało na te pieszczoty i domagało się jeszcze więcej. Z kolei i mnie pobudzało to do dalszego działania. Nie chciałem tego od tak po prostu przerywać i dać jej odejść na śniadanie. Chociaż na chwilę chciałem przedłużyć wspomnienie minionej nocy. 
Nawet nie wiedziała jak piękna była i jak bardzo na mnie działała. Przy żadnej kobiecie nie czułem nigdy tak wielkiej rozkoszy jak przy niej. Nawet po zdjęciu klątwy na pewno nie wypuszczę jej tak łatwo ze swoich rąk. Miała być moja i nie pozwolę, aby ktoś zepsuł moje plany. Tym bardziej nie wydam zezwolenia na to, aby dobierał się do niej ten piekarczyk, który z każdą wizytą spogląda na nią coraz bardziej łakomym wzrokiem. Jeśli Stella wróciłaby tylko do wioski, ten wieśniak na pewno by nie przepuścił takiej okazji. Nie chciałem, aby ktoś inny dotykał ją swoimi brudnymi łapami.
-Nie musisz zwracać się do mnie aż tak oficjalnie. Może kiedy jesteśmy wśród poddanych, ale będąc tylko ze mną możesz używać mojego imienia. Przecież je znasz, prawda?- wyszeptałem spoglądając na nią. Nawet na chwilę nie przerywałem pocałunków, aby nie mogła tak łatwo ode mnie uciec i zakryć się suknią. 
-Chcę, abyś dzisiejszego dnia towarzyszyła mi w wyprawie do wsi. Ten chłoptaś miał przybyć na audiencję, jednak myślę, że nie będzie to konieczne. Służba przygotowała o wiele więcej dań i chciałem to jedzenie przekazać mieszkańcom. Do mnie nie podejdą, dlatego chcę, abyś mnie reprezentowała i przemawiała do nich w moim imieniu.
Stella

-Tak? To znaczy... Nawet teraz mógłbyś...- wyszeptałam i zarumieniłam się ogromnie aż po czubki paców u stóp. Nie mogłam myśleć gdy całował mnie powoli po szyi zjeżdżając do piersi aby i je łakomie zacząć całować. Drżałam pod jego dotykiem. Ciężko było mi się zastanowić nad tym co powiedział. Że chce abym i noce spędzała razem z nim. Że dnie już mu nie wystarczają. To mogło znaczyć, że się do mnie przywiązał i traktował lepiej niż wcześniej. Albo... Miał we mnie zwierzątko gotowe spełnić każde jego życzenie. Miałam jednak nadzieję, że to pierwsze i nie jestem tą za którą mnie miał na początku. Nic nieznaczącą wieśniaczką bez przeszłości i bez przyszłości, która powinna dziękować mu za to, że postanowił ją przygarnąć, nakarmić i ubrać, a jak się mu znudzi to wyrzuci jak śmiecia. Tak na pewno nie było...
Wygięłam się w łuk kiedy ucałował szczególnie wrażliwe miejsce, a jego sierść drapała moją delikatną skórę. Było to praktycznie nie do wytrzymania. Nie pragnęłam niczego bardziej od jego pocałunków. Czegoś czego nie powinnam pragnąć, a jednak inaczej nie potrafiłam.
-Wasza... Liam proszę, wiesz że twoje pocałunki na mnie działają- mówiłam z trudem. Nie wiedziałam czy dobrze robiłam jeszcze bardziej się z nim spoufalając. Objęłam go za szyję i przybliżyłam do siebie jego twarz, a raczej pysk i pocałowałam mocno w usta. Nie chciałam się od nich odrywać. Polizałam go delikatnie po górnej wardze i odsunęłam się trochę spoglądając na niego kątem oka i oddychając głęboko próbując unormować oddech.
-Nie spodziewałam się, że tego chcesz, ale masz całkowitą rację. Tak powinieneś zrobić. Jest tego stanowczo za dużo, a mieszkańcy wioski będą mogli chociaż święta spędzić tak jak kiedyś miano w zwyczaju. Wiesz, że nie wszyscy mieszkali w wiosce? Większość pochodzi z miasteczka nieopodal zamku, ale podczas ataków orków musieli uciekać i schronić się-usiadłam gwałtownie nie zwracając uwagi na to, że kołdra opadła odsłaniając piersi. Nawet tego nie zauważyłam. Oczy zaszły mi mgłą kiedy próbowałam sobie przypomnieć swoje życie sprzed wioski. Wszystko było jednak niekompletne. Wspomnienia ulatywały. Potrząsnęłam niepewnie głową i spojrzałam w oczy Liamowi. Kompletnie nie przeszkadzało mi to, że jest w ciele bestii. Uśmiechnęłam się do niego ciepło, ale w oczach pozostał smutek.


Liam 

-Wiem o tym i mam zamiar to wykorzystać. Uwielbiam patrzyć jak wijesz się z rozkoszy. Minionej nocy wyglądałaś rozkosznie z zaczerwienioną twarzą, a twoje słodkie jęki były niczym melodia. Na pewno się domyślasz, że jeszcze nie raz chciałbym je usłyszeć. - powiedziałem pewnym głosem, uśmiechając się jednym kącikiem ust. 
W mojej głowie cały czas rozbrzmiewał ten dźwięk, kiedy cichym szeptem prosiła o więcej i więcej. Bez wahania spełniałem jej prośby, aby mogła poczuć jeszcze większą rozkosz. Nie miałem zamiaru o tym zapomnieć, wręcz przeciwnie, musiałem to jak najszybciej powtórzyć. Nie wiedziałem na jak długo uda mi się jeszcze powstrzymywać, aby nie wziąć Stelli ze sobą i spędzić z nią namiętną noc. W tej chwili jedynie to zajmowało moje myśli, wspomnienie jej dotyku oraz cichy, rozkoszny głosik, który szeptał do mojego ucha.
Odwzajemniłem pocałunek, sprawiając, aby był jeszcze bardziej namiętny. Chciałem z nią pozostać tutaj do końca dnia i tylko niej poświęcić ten czas. Nie trudno było ukryć w jaki sposób działała na mnie, a czym więcej czasu ze sobą spędzaliśmy, tym bardziej jej pragnąłem i nie chciałem wypuścić ze swoich objęć. Nie mogłem jej wypuścić z powrotem do wsi. 
Podniosłem się do pozycji siedzącej, przytulając do siebie Stellę. Widziałem w jej oczach smutek. Brakowało mi jej uśmiechu, tego szczerego, który pojawiał się, kiedy tylko była szczęśliwa. Musiałem zmienić to jak najszybciej.
-Wiem o tym, jednak w kilku kwestiach się mylisz. Ludzie nie uciekli z miast ze względu na ataki. Stało się tak w noc kiedy rzucono klątwę na mnie oraz na mieszkańców zamku. Wszyscy uciekli w popłochu bojąc się, że i ich może spotkać taki los. Od tamtego dnia miasta całkowicie opustoszały i nikt już nie wrócił do swoich dawnych domów. Jedno z nich jest widoczny z okien biblioteki. - powiedziałem łagodnie spoglądając na nią. Aż nazbyt doskonale pamiętałem ten nieszczęsny dzień. Kiedy ta starucha rzuciła na mnie klątwę, wszyscy zaczęli się zmieniać. Udałem się do miasta, aby ludzie mi pomogli, ci jednak zaczęli uciekać, całkowicie ignorując swojego władcę. Nikt już nie wrócił, chociaż zostawili cały swój dobytek, nie zabierając ze sobą żadnej rzeczy. Zapewne do dzisiaj boją się to zrobić. Jednak w chwili obecnej strach ten był inny. Kiedyś nie chcieli stać się potworami, teraz zaś obawiali się, że z naszej strony może im coś grozić, ponieważ miasto było zbyt blisko zamku. 
-Udamy się do wsi tuż po śniadaniu. Rozkażę, aby jedzenie zostało zapakowane, abyśmy mogli je bezpiecznie przewieść do wsi. Mam nadzieję, że tym razem nikt nie będzie przede mną uciekał i traktował jak potwora.

Stella

Tego było już za wiele. Nie byłam w stanie znieść jego dotyku, ani pobudzających słów, które wypowiadał patrząc mi w oczy. Wstałam stanowczo z łóżka choć było to bardzo trudne. Zgarnęłam za sobą kołdrę i owinęłam się nim. Nie był to jednak dobry pomysł, bo odsłoniłam tym samym Liama, który nic na sobie nie miał. Zarumieniłam się odwracając wzrok o ile było to możliwe, bo moje policzki już płonęły czerwienią zwłaszcza, że mężczyzna wydawał się nie zwracać uwagi na to, że jest nagi. Nie chciałam aby mnie w tym momencie przytulał, bo mogło by to grozić albo tym, że wyląduje w jego ramionach ponownie tego dnia, albo się rozpłaczę. Odwróciłam wzrok. Po części było tak jak mówił, ale nie wszyscy opuścili miasto od razu. Nasza rodzina i wiele innych zrobiło to dopiero po nadejściu ataków.
-Nie wszyscy odmówiliby ci pomocy, albo zrozumienia. Moja rodzina żyła w mieście jeszcze jakieś trzy miesiące. Rozpoczęły się ataki... Moją...Moją rodzinę, a raczej siostrę porwano od razu. Nigdy więcej jej nie widziałam. Matka zabrała nas na wieś, ale i ona kilka lat później została zabrana. Nikogo nie obchodziło czy była w ciąży czy nie. Ojciec zaś został zamordowany kiedy ją bronił. Zostałam sama mając dwanaście lat. Musiałam zdobyć dla siebie jedzenie i dom co było trudne gdyż zawsze robiono to za mnie, ale nie to było najgorsze. Najgorsze było to, że każdego dnia budziłam się ze strachem, że ja będę następna.-powiedziałam cichutko po czym odwróciłam się do niego plecami. Moje ramiona drżały z bezsilności. Za niedługo ponownie wyląduje na ulicy więc nie powinnam za bardzo przyzwyczajać się do tego miejsca i jedzenia. Jeśli rozciągnę żołądek to będę głodować jak Liam mnie wyrzuci. Nie mogłam sobie pozwolić na rozpieszczenie się. 
-Pójdę do siebie... Poza tym wydaje mi się, że lepiej będzie jak sam tam pojedziesz i pokażesz, że chcesz z nimi obcować i zależy ci na ich losie. Ja jestem zmęczona więc nie dam rady ci towarzyszyć, przepraszam-mruknęłam powstrzymując łzy cisnące się do oczu. Najbardziej bolało to, że zaczynałam się zakochiwać w tym człowieku choć wiedziałam, że jestem dla niego chwilową przyjemnością, niczym więcej. Nie powinnam pozwolić na tak bliską znajomość. Bolało mnie myśl, że może za tydzień powie mi, że mu się znudziłam i mam odejść. Wolałabym to sama zrobić. Od razu zauważyłam, że nie spodobały się moje słowa królowi. Otworzyłam drzwi wyjściowe i cofnęłam się gwałtownie kiedy zerwałam nitkę zawieszoną na klamce, która połączona była z jakimś mechanizmem na półce za mną. Wszystko działo się bardzo szybko. Rzuciłam się w bok, ale nie zdążyłam uskoczyć całkowicie. Regał z książkami runął w moją stronę spadając prosto na moją nogę. Krzyknęłam głośno przewracając się do tyłu. Moją twarz wykrzywił grymas bólu. Wyszarpnęłam nogę spod drewna co wywołało tylko większy ból. Nadal owinięta byłam prześcieradłem. Spojrzałam na Liama ze strachem i bólem w oczach. Mechanizm można było zainstalować tylko od środka, a byliśmy tutaj tylko we dwoje przez całą noc. Drzwi stały teraz otworem, a stał w nich Juan patrząc to na mnie to na Liama. Wyglądał na zdziwionego i rozgniewanego za razem. Jakby nad czymś usilnie myślał. 
-Tamte ofiary ci nie wystarczyły? Jej po spędzonej nocy też chcesz się pozbyć jak tamtych?- zapytał Juan patrząc swojemu bratu w oczy. Mialam burzę myśli w głowie. Czy to znaczyło, że nie byłam jedyną dziewczyną...? Oczywiście, że nie... Nie mogłam być tak głupia aby sądzić, że dla niego to wszystko cokolwiek znaczyło. Dlaczego ja musiałam się w nim zakochać tego nie rozumiałam. Spojrzałam bezradnie to na jednego to na drugiego. Nie mogłam uwierzyć, że Liam chciał się mnie pozbyć. Nie po tym wszystkim. Mechanizm jednak był założony od środka, a ja tego nie zrobiłam. Juan nie pozwolił swojemu bratu do mnie podejść i sam wziął mnie na ręce. Nie chciałam aby mnie dotykał. Nie chciałam ani jego ani niczyjego dotyku. Łzy płynęły po mojej twarzy z bólu i złości, a może bezsilności. Wyrwałam się z jego ramion i upadłam na podłogę. Wiedziałam, że nogę mam złamaną i nie było to rozsądne. Oparłam się z trudem o ścianę rozprostowując nogę.
-Po prostu mnie nie dotykaj... Niech nikt mnie nie dotyka


Liam

Westchnąłem ciężko kiedy się ode mnie odsunęła. Dlaczego nie mogła zrozumieć, że potrzebowałem jej bliskości i chciałem, aby była cały czas przy mnie? Patrzenie na nią już mi nie wystarczyło. Pragnąłem czegoś więcej. Jej dotyku, jej pocałunków oraz zgrabnego ciała. Już nawet nie zważałem na swój wygląd i na to, że mogłoby jej to przeszkadzać. Może i był to zbyt samolubne, jednak nie byłem w stanie powstrzymywać swojego pożądania.
Podszedłem do niej, jednak zachowałem pomiędzy nami odległość. Przeczesałem palcami jej włosy.
-Mylisz się. Tamtej nocy nikt nam nie pomógł, chociaż mogli. Kiedy stawałem się tym czymś, udałem się do miasta. Ludzie uciekali przede mną patrząc, jak ich przyszły władca przemienia się w bestię. Pamiętasz tą noc? Przez to zaklęciu mój ojciec zmarł, przez co to ja musiałem zasiąść na tronie i mimo, że nie do końca mnie do tego przygotowano, musiałem zadbać o królestwo. Tylko jedna osoba uniknęła tego losu, chociaż nikt nie wie dlaczego.- powiedziałem spokojnie, chociaż w moim głosie można było wyczuć powagę. -Nie jestem w stanie przywrócić ci rodziny, jednak nie jesteś już sama i nie musisz martwić się zbliżającymi się dniami. Zostaniesz tutaj ze mną, a ja dam ci wszystko, co będziesz tylko chciała. W zamian wystarczy, że będziesz obok mnie.
Skrzywiłem się na jej słowa. Ani trochę nie podobało mi się to, że próbowała się od tego wymigać i jednocześnie ode mnie odseparować. Zwłaszcza po tym, co przeżyliśmy dzisiejszej nocy. Dbałem o tych wieśniaków dla niej, aby mogła zobaczyć, że jestem dobrym władcą. I bez tego powinni okazywać mi swoje posłuszeństwo. Chciałem jechać tam dla niej i tylko z nią, dając przy okazji do zrozumienia synowi piekarza, że dziewczyna należy do mnie. Nie byłem jej obojętny, a ta noc to udowodniła. Tym bardziej zamierzałem o nią walczyć i na pewno jej stąd nie wypuszczę. Mogła być moim więźniem do końca życia, ważne, aby była ze mną.
Szybko ubrałem się zanim dziewczyna wyszła z pokoju. Również powinna zrobić to samo. Nikt oprócz mnie nie miał prawa jej oglądać bez ubrania czy też przykrytą samą kołdrą. Ten rozkoszny widok należał do mnie.
Zerwałem się słysząc huk. Szybko podbiegłem do dziewczyny, jednak zostałem skutecznie odepchnięty. Warknąłem na swojego brata, który najwidoczniej chciał położyć swoje łapska na Stelli. Nie mogłem mu na to pozwolić. Teraz byłem pewien, że wszystkie te zabójstwa były jego sprawką. Stella najbardziej się do mnie zbliżyła i uświadomiła kilka rzeczy, dlatego była dla niego zagrożeniem. Mnie natomiast dzieliło kilka kroków od tego, aby zdjąć klątwę i znowu być sobą. Juanowi ani trochę się to nie podobało, więc chciał to skończyć. Nie zdziwiłbym się, gdyby z porwaniami również miałby coś wspólnego. Był do tego zdolny, teraz o tym wiedziałem.
-Zabierz ją do pokoju i opatrz rany. Nie opuszczaj Stelli na krok.- powiedziałem poważnie do pielęgniarki, która na szczęście przechodziła nieopodal nas. Widząc moją powagę oraz wściekłość w oczach ani przez chwilę się nie zawahała i posłusznie wykonała rozkaz. 
-Radzę ci trzymać się od niej jak najdalej, albo sam staniesz się moją ofiarą. Zbliż się do niej chociaż raz a rozszarpię twoje ciało na strzępy. - warknąłem w stronę brata. Masywna łapa wylądowała na jego gardle, z każdym słowem zaciskając się coraz bardziej.

Stella

Noga bolała z każdą chwilą coraz bardziej, a odzienie na szybko zrobione z kołdry ani trochę mnie nie okrywało tak szczelnie jakbym miała. Pielęgniarka choć o wyglądzie potwora to miała mało siły w łapach więc musiałam kuśtykać tuż obok niej nadwyrężając już i tak złamaną nogę. Nie odważyłam się tam spojrzeć od momentu kiedy regał przygniótł mnie do podłogi. Bałam się, że ten atak nie był ostatni. Od razu było widać, że ktoś a raczej Liam zastawił na mnie pułapkę. Dlatego jemu nie było spieszno do wyjścia. Wykorzystał mnie i tylko do tego byłam mu potrzebna. Wściekła byłam na siebie, że tak chętnie i z radością się mu oddałam choć wiedziałam jaki jest. Że chciał mnie zabić i nad sobą nie panował. Był miły tylko jak dostawał to czego chciał. Na przykład moje ciało... Czy to miał na myśli mówiąc, że w pewnym momencie nie będę mu już potrzebna? Czy to był ten czas? Dotarliśmy do mojej komnaty dopiero po kilkunastu minutach. Żałowałam, że w drzwiach nie ma zamka więc nie mogłam ich zaryglować i ochronić się się przed królem. Właśnie tym dla mnie był. Nie Liamem, nie kochankiem z poprzedniej nocy, nie przyjacielem, który zrozumie moje zmartwienia...Był królem i dbał tylko o siebie. Co do Juana nie miałam pojęcia. Każdy z nich odgrywał jakąś rolę w tym przedstawieniu i nie zdziwiłabym się jakby to wszystko było jedynie grą pozorów, a bracia działaliby wspólnie. 
Nie wiedziałam czym sobie zasłużyłam na taki los. Otarłam łzy, które pociekły po mojej twarzy. Pielęgniarka podeszła do mnie i wbrew mojej woli wlała mi coś nieprzyjemnego w smaku do ust. Byłam zbyt słaba. Gdyby i ona chciała mnie zabić miałaby do tego idealną okazję. Nie wątpiłam, że wykonałaby polecenie swojego pana. Kobieta musiała mi podać środek przeciwbólowy, albo przytępiający zmysły. Zapewne była to morfina. Nie dostałam jednak jej na tyle dużo abym poczuła się ogłupiała.
-Wybacz mi, ale to zaboli i to zapewne okropnie-wyszeptała pielęgniarka. Włożyła kawałek szmatki w moje usta. Szybko ją przygryzłam aby nie krzyczeć kiedy złapała moją stopę i złamała ją w innym miejscu. Oczy momentalnie się zamknęły z powodu wszechogarniającego bólu. Pielęgniarka wprawnie usztywniła moją złamaną nogę teraz już pod dobrym kątem. Najwidoczniej nie zrosłaby się tak jak powinna gdyby tego nie zrobiła, a następnie kobieta położyła obok mojego łoża drewniane kule. Nie odezwałam się do niej ani razu.
-Będę za drzwiami gdybyś mnie potrzebowała. Pozwolę ci odpocząć, ale nie odejdę nigdzie-z tymi słowami zniknęła za drzwiami za co byłam jej wdzięczna. 
Już nie byłam niewinna. Oddałam swoje dziewictwo dobrowolnie i to mężczyźnie, który chciał mnie zabić. Widziałam ten mechanizm. Mógł zostać założony tylko i wyłącznie od środka. Opadłam na poduszki patrząc tępo w ścianę. Wszystkie emocje uleciały z mojego ciała poza wstydem, bólem i pustką. Tylko to czułam i nie chciałam tego zmieniać. Pokochałam tego potwora, a mu zależało jedynie na mojej śmierci. 


Liam

Patrzyłem jak dziewczyna ode mnie odchodziła. Ani razu nie odwróciła się w moją stronę. W tym momencie czułem, że przez Juana straciłem jej zaufanie i na pewno nie będzie to tak łatwo odbudować. Nie zamierzałem się poddawać. Była pierwszą kobietą, która aż tak zawróciła mi w głowie i zamierzałem ją chronić. Teraz nie interesowało mnie nawet to, jakim sposobem pułapka została założona w moim pokoju. Drzwi były zamknięte, dlatego musiało istniej inne wejście do niego, o którym nawet nie wiedziałem. Jednego byłem pewien, była to sprawka mojego brata i musi za to ponieść karę.
-Masz się więcej do niej nie zbliżać. Jeśli jeszcze raz cię przy niej zobaczę, rzucę na pożarcie wilkom. Masz się wynosić z tego zamku i nigdy więcej tutaj się nie pokazywać. Nie jesteś już moim bratem, a tym bardziej moim zastępcą. - warknąłem. Początkowo Juan śmiał się z moich słów, jednak uśmiech ten szybko zszedł kiedy usłyszał, że właśnie został wygnany. Nie chciałem go już więcej oglądać. Przyszła pora, aby zapłacił za swoje winy, których się dopuścił przez wszystkie te lata.
Odszedłem od brata kierując się w stronę pokoju Stelli. Jeśli będzie miał chociaż trochę rozumu w głowie, jak najszybciej się stąd wyniesie i nigdy więcej nie pokaże. Teraz był moim największym wrogiem. Nie miałem zamiaru po raz kolejny przymykać oczy widząc co robi. Tym razem chodziło o życie mojej Stelli, którą obiecałem przed nim chronić. 
Na mojej drodze stanęła pielęgniarka, która doskonale zagrodziła drzwi do pokoju mojej ukochanej. Po jej minie mogłem poznać, że nie chciała mnie tam wpuścić, ba, jej oczy informowały mnie o tym, że mam odejść i zostawić dziewczynę w spokoju. Na to również nie mogłem pozwolić. Za bardzo zależało mi na Stelli, aby teraz pozostawić ją samą i nie spróbować nawet wytłumaczyć tego, co właśnie się wydarzyło.
-Nie zatrzymuj mnie, muszę się z nią zobaczyć. - warknąłem do pielęgniarki. Po dłuższym czasie kobieta w końcu mi ustąpiła i pozwoliła wejść do pokoju. Stella siedziała na swoim łóżku, nawet na mnie nie spoglądając. Wyglądała na przybitą. Momentalnie zatęskniłem za jej uśmiechem, który mogłem podziwiać wcześniej każdego dnia. Złamana noga na pewno dawała o sobie znać.
-Przyszedłem zobaczyć jak się czujesz. Nie wyglądasz zbyt dobrze. - powiedziałem spokojnym głosem siadając nieopodal niej.

Stella

Słyszałam, że Liam wszedł do mojego pokoju. Wszędzie rozpoznałabym ten ciężki krok, który przyprawiał moje serce o dreszcze. Teraz rytm mojego serca przyspieszył nie z podniecenia, ale ze strachu. Bałam się okropnie choć starałam się tego nie okazywać. Mokre od potu włosy lepiły się do policzków. Spojrzałam na mężczyznę, który przysiadł na łóżku i poruszył materacem sprawiając, że noga mocno zabolała. Syknęłam głośno i pchnęłam go w rękę aby zszedł co na szczęście uczynił natychmiast. Odetchnęłam głęboko próbując uspokoić się bo fali bólu, 
-Nie powinno cię interesować jak się czuje WASZA WYSOKOŚĆ. Jestem tutaj aby spełniać rozkazy WASZEJ WYSOKOŚCI, a moje samopoczucie liczy się najmniej. Nie musisz MÓJ PANIE też mówić jak okropnie wyglądam, sama o tym wiem doskonale. Nie wiem, którą z kolei byłam w łożu naszego króla i jako która miałam stracić życie, ale to dla mnie zaszczyt, że wybrał KRÓL akurat mnie. Pragnę jedynie abyś wiedział, że ta noc nic dla mnie nie znaczyła i znaczyć nie będzie-wysyczałam przez zęby, a w moim głosie było słychać kłamstwo. Był to jednak pusty ton pozbawiony wszelkich uczuć. Nie byłam w stanie zdobyć się na nic innego skoro ten mężczyzna chciał mnie pozbawić życia.
Nie pozwoliłam żadnej łzie spłynąć po moich policzkach. Czy nie prościej byłoby zakończyć samemu swoje marne życie? Przynajmniej by tak nie bolało. Nie potrafiłam jednak żałować tego co się między nami wydarzyło. Faktu jednak nie to nie zmieniało. Nie chciałam go znać i tyle. Pokochałam go wbrew wszelkiej logice i tylko po to aby umrzeć w przepychu otoczona fałszywymi ludźmi. Nic nie było tu takie na jakie wyglądało. Spojrzałam królowi w oczy. W mojej wypowiedzi jasno dałam mu do zrozumienia czym dla mnie jest. JEGO WYSOKOŚCIĄ i nikim więcej. Moim panem i władcą, ale nie przyjacielem, powiernikiem i kochankiem. Zbliżenie się do niego ponownie byłoby pchaniem się do ognia. 
Wierzyć mi się nie chciało, że się o mnie troszczył. Przyszedł tu tylko dlatego aby zobaczyć moje cierpienie nic więcej. 
-Jeśli w tym momencie nie planujesz pozbawić mnie życia to może dasz mi odpocząć? Nie chce widzieć Waszej Wysokości-wyszeptałam i chwyciłam buteleczkę morfiny, którą pielęgniarka zostawiła na stoliku w razie gdyby ból bardzo dokuczał. Gdybym wypiła całą zakończyłoby to moje życie. Obracałam w dłoni buteleczkę czekając aż król wyjdzie. Nie byłam pewna czy odważę się na taki krok jakim było odebranie sobie życia.


Liam

Zmarszczyłem brwi słysząc jej słowa. Doskonale widziałem niechęć w jej oczach, nawet samo jej zachowanie sprawiało, że nie chciała przebywać w moim towarzystwie. Jak mogła się tak zachowywać po tym wszystkim co dla niej zrobiłem? Chciałem ją chronić i uszczęśliwić i tak mi się za to odwdzięcza? A ja głupi pomyślałem, że mogłaby być osobą mi bliższą, dla której nawet bym się poświęcił.
-O co ci znowu chodzi? - powiedziałem poważnie nie spuszczając z niej wzroku. - Nie zrobiłem tego. Zresztą, nie zamierzam się przed tobą tłumaczyć. Tak zamierzasz się wobec mnie teraz zachowywać? - informacja o tym, że to wszytsko nic dla niej nie znaczyło byłą dziwnie bolesna. Była taka sama jak inne panienki, które leciały jedynie na to, aby ich kochanek miał wysoką pozycję. Fajnie było przespać się z królem, aby dzięki temu zabłysnąć w swojej żałosnej wsi. W tej chwili najmniej mnie to interesowało. Nie miałem zamiaru dać po sobie niczego poznać tylko dlatego, że jakaś wieśniaczka tym gestem chciała zyskać uznanie wśród ludzi ze wsi. 
-Gdybym chciał cię zabić, zrobiłbym już to dawno temu. Tak bardzo wierzysz w słowa mojego brata? Więc proszę bardzo, nie mam zamiaru zmieniać twojego zdania, skoro tylko jemu ufasz. Wczorajszym wieczorem chciałaś zyskać uznanie czy mnie do czegoś przekonać? Jeśli chciałaś dzięki temu się stąd uwolnić, droga wolna, nikt cię tu nie trzyma. Możesz uciekać do swojego żałosnego piekarczyka, który za każdym razem ślini się na twój widok. Powinnaś być szczęśliwa, skoro aż tak ci na nim zależało. - wysyczałem przez zęby. 
Nie bez powodu aż tak broniła jego życia i chciała, aby był bezpieczny. Mogłem być pewien, że ten wieśniak już wcześniej się w niej zakochał i chciał ją zdobyć. Droga wolna. Sama dokonała tego wyboru. Mogła wybrać pomiędzy wieśniakiem, który z ledwością zapewni jej jedzenie lub króla, który może dać jej wszystko. Niestety dokonała złego wyboru a ja nie miałem już ochoty się o nią bić. To do mnie kobiety powinny lgnąć, nie odwrotnie. 
-Myślałem, że lepiej cię znam, najwidoczniej się pomyliłem. Robiłaś to jedynie dla własnych korzyści. Trzeba było uciekać kiedy tylko miałaś okazję, zamiast tak kłamać i oszukiwać, - rzuciłem na odchodne. 
Miałem już tego dosyć. Nie zważając na bałagan zamknąłem się w moim pokoju. Miałem już tego dosyć. Nasza umowa już jednak nie obowiązywała. Nie miałem zamiaru już chronić jego kochasia. Jak dla mnie mogły go nawet rozerwać dzikie bestie, które pałętają się po lesie. O dzisiejszej kolacji mieszkańcy również mogli sobie jedynie pomarzyć. Wszystko to robiłem dla Stelli, skoro jednak okazała się zwykłym oszustem, nie miałem zamiaru dłużej tego kontynuować.

Stella

-Nie ufam ani tobie, ani twojemu bratu. Pułapkę można było założyć tylko od środka więc nie wmawiaj mi, że to nie twoja wina. Naprawdę sądzisz, że zrobiłam to po to by zyskać uznanie? W momencie kiedy chciałam jedynie uciec z tego zamku? W momencie kiedy uratowałam twoje życie przed wilkami, bo twoi tak zwani ludzie nie chcieli kiwnąć palcem? Mogłam wtedy uciec, a ty nazywasz mnie oszustką. A teraz skoro mam twoje pozwolenie aby odejść nie będę dłużej zajmować twojego czasu - dalej mówiłam pustym głosem. Nie zamierzałam mu powiedzieć, że go kocham. Czegokolwiek ode mnie chciał nie była to miłość ani przywiązanie. Obiecał mnie chronić, a próbował zabić. Nie zdziwiłabym się gdyby działał w zmowie z Juanem. Pomyliłam się w ocenie sytuacji, a teraz było już za późno na odwrót. Gdy tylko drzwi zamknęły się za królem wzięłam kule do ręki i stanęłam ciężko o własnych siłach. Noga bolała okropnie. Myślał, że go oszukałam a tak naprawdę to on mnie porwał i uwięził nie zważając na protesty. Byłam tylko więźniem i tak też byłam traktowana. Wyszłam z pokoju w dłoni ściskając buteleczkę z morfiną. Ciężko było mi utrzymać się na kulach. Na szczęście pielęgniarka była za drzwiami i jak się okazało wszystko słyszała. Pomogła mi zejść po schodach, a skoro zostałam uwolniona to mogłam stąd odejść. Tylko czy miało to jakiś sens. Zostałam sama w holu. Nie miałam rodziny, ani domu. Do wioski nie mogłam wrócić. Jedyne co mi pozostawało to wypić miksturę i zapaść w sen gdzie nie było głodu, bólu, chorób, i więźniów. Moje życie i tak się już nie liczyło. Zanim wyszłam wzięłam do ręki kartkę. Liam mnie nie ścigał, nie chciał dokończyć dzieła... Nie wiedziałam co o tym myśleć. Nabazgrałam na kartce krótką wiadomość.
Przykro mi, że wszystko potoczyło się tak, a nie inaczej. Kocham Cię. Stella.
Wiadomość dałam do przekazania pielęgniarce, a sama wyszłam na zewnątrz. Przesuwałam się powoli i mozolnie, ale w końcu dotarłam do lasu. Gdy znalazłam się w jego głębi usiadłam na zwalonym pniu. Otaczał mnie śnieg i zimno. Zadrżałam gdyż nie miałam ze sobą żadnej peleryny tylko suknię w którą ubrała mnie wilczyca. Nawet butów na sobie nie miałam. 
Chwyciłam mocniej buteleczkę w dłonie. Bałam się takiego kroku. Wiedziałam jednak, że jeżeli odejdę to czeka mnie gorsza śmierć.
-Żegnaj Liam...-wyszeptałam i przechyliłam naczynie wlewając sobie jego zawartość do ust. Zdążyłam wypić mniej więcej połowę kiedy zapadłam w głęboki sen. Opadłam na śnieg, a reszta morfiny wylała na ziemię.